IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bawialnia

Go down 
AutorWiadomość
Florence
Skoczek | Właścicielka Valhalli | Psycholog szkolny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 445
Dołączył/a : 06/01/2013

PisanieTemat: Bawialnia   Czw Sty 17, 2013 10:30 am

Nazywana też Salą Gier lub Zabaw, to po prostu miejsce odpoczynku dla uczniów. Jest tu telewizor, przed którym jest kanapa i kilka foteli. Pod ścianą stoją szafki wypełnione grami, książkami i różnymi rzeczami, które mogą zapewnić ciekawsze spędzanie czasu. Przed nimi stoją stoły, a na przeciwległej ścianie mieści się stół do bilarda. Tylko odpoczywać....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://daingean.forumpolish.com
Henrietta
Naukowiec | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 60
Dołączył/a : 07/08/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Nie Sie 11, 2013 9:22 pm

Dziewczyna nie za bardzo wiedziała, co powinna począć. Na naukę nie miała najmniejszej chęci – no bo jaki geniusz dobrowolnie powtarzałby materiał, który jest w stanie recytować na wyrywki nawet wtedy, gdyby został zerwany z łóżka w środku nocy? Chyba musiałby być niespełna rozumu, żeby zawracać sobie głowę takimi bzdurami. Swoją drogą, to jednak mogłaby pójść w jakieś w miarę sympatyczne miejsce, w którym mogłaby trochę posiedzieć. Nie chciała jednak wracać do pustego pokoju, w którym było tak… Pusto. Może i Henrietta była introwertykiem, jednakże nawet największy odludek potrzebuje chociażby nawet minimalnego kontaktu z resztą ludzkości. (Ta, ludzkości. Nie ma to jak dobry żart). W przypadku białowłosej było to jednak zadanie niebywale trudne. Po pierwsze, była… Naprawdę niska i przez to wyglądała na o wiele młodszą. Zupełnie jakby ktoś odjął jej jedną trzecią całej jej ziemskiej egzystencji, co dawało niespełna dziesięć wiosenek. Druga przyczyna też miała swoje podłoże w wyglądzie. Kto by chciał się zadawać z lekko zdziwaczałą i dziecinną piętnastolatką, która ubiera się jak lolitka i zawsze musi mieć przy sobie jakiegoś pluszaka? Trzeba by być pedofilem, ale takim wygłodzonym (w przenośni, oczywiście), żeby zdzierżyć jej towarzystwo.
Mimo to Henrietta zdecydowała się na pójście do bawialni. Gdy tylko otworzyła drzwi, co oczywiście przyszło jej z niemałym trudem, poczuła się lekko rozczarowana. Pokój świecił pustkami i tylko jakiś motylek kręcił radosne wiraże dookoła sufitu. Tylko on sprawiał wrażenie zadowolonego z tego, że nikogo tu akurat nie ma. Dziewczątko westchnęło z bólem, ale co miała zrobić? Przyszła tu i jeszcze tu posiedzi. W sumie, może by coś przeczytała? Od dawna nie miała w dłoni prawdziwej książki, która nie byłaby podręcznikiem biochemii czy anatomii ciała ludzkiego. Niestety, interesujące ją pozycje z gatunku kryminału znajdowały się na jednej z wyższych półek, do których nawet by nie sięgnęła. Było tylko jedno wyjście…
Rozejrzała się po pokoju w celu zlokalizowania najbliżej znajdującego się fotela. Gdy zauważyła taki, położyła na nim swoją torebkę, parasolkę i króliczka i dajac z siebie wszystko, pchnęła go z całej siły w stronę regałów. Normalna osoba zrobiłaby to w trymiga, nawet jeśli byłaby wzrostu naszej Gwiazdy. Niestety, ta tyle siły nie miała i dopchanie fotela zajęło jej kilka dobrych minut. Na szczęście, w końcu się jej udało. Wgramoliła się na oparcie i ostrożnie zdjęła ciekawiącą ją pozycję. Książka była trochę ciężka, a niespodziewająca się tego Adelle prawie wywinęła orła do tyłu, próbując utrzymać równowagę. Na szczęście, obyło się bez upadku, co ją niesamowicie ucieszyło. Zeskoczyła na ziemię, odsunęła swoje skarby na bok i nawet nie odsuwając fotela, wgramoliła się na niego i łakomie rzuciła się na pierwszy rozdział powieści.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Nie Sie 11, 2013 9:59 pm

Każdy zasługuje na odrobinę rozrywki. Zwłaszcza nauczyciel. Biorąc pod uwagę ilość godzin spędzonych w szkole i fakt, że drugie tyle poświęca na sprawdzanie prac uczniów i przygotowywanie się do lekcji, nauczyciel to jeden z tych zawodów, który powinien korzystać z wolnej chwili w stu procentach.
Nancy akurat odłożyła dziennik drugiej klasy do szuflady, dopijając resztki kawy ze swojego super uroczego kubeczka w różową panterkę, którą sprezentowała jej ulubiona uczennica na dzień nauczyciela. Odłożyła więc naczynie do zlewu, rozglądając się po pustym pokoju nauczycielskim.
Jak zwykle dała się sfrajerować i zgodziła się zająć usprawiedliwieniami. Co z tego, że nie była wychowawcą, miała czas, więc nic nie stało na przeszkodzie, by została tu trochę dłużej - przynajmniej takie było zdanie jej współpracowników, a ona, marny człowieczek ze Stangradu, nie mogła się sprzeciwiać.
Zwłaszcza, że po pracy mogła w końcu zająć się czymś przyjemnym i tylko ta myśl pozwalała jej się wciąż szczerzyć do samej siebie.
Przyłożyła palec do ust, zastanawiając się nad tym, gdzie powinna teraz pójść. Ogród z pięknymi kwiatami i przyjemnie grzejącym słońcem? Stołówka z przepysznym żarełkiem, którym napełniłaby swój skurczony żołądek? Miała ochotę odpocząć, odmóżdżyć się czy coś zjeść?
W sumie pragnęła tego wszystkiego w jednakowym natężeniu.
Wobec tego postanowiła najpierw skierować się do kuchni. Jak zwykle zakradła się tam jak rasowy ninja, wyglądając zza każdej kolumny i stąpając na palcach. Głupio, gdyby natknęła się na jakąś sprzątaczkę czy nauczyciela, jeszcze dowaliliby jej jakimś dodatkowym zadaniem. Starała się więc za wszelką cenę unikać spotkania kogokolwiek póki nie przedostała się do kuchni. Tam natychmiast dorwała się do magazynu suchego i wepchnęła w kieszeń foliową paczkę z musli, pączka i krakersy, by następnie wybiec stamtąd w popłochu, na zakręcie niemalże wpadając w jakiegoś podopiecznego. Wyminęła go jednak w ostatniej chwili, z pączkiem w ustach i marmoladą, cieknącą z kącika ust, i czym prędzej pognała w stronę ogrodu...
...tylko że po drodze dostrzegła bawialnię.
Bawialnia. Czyli kanapa i telewizor. Czyli kretyńskie seriale. Czyli odmóżdżanie!
Uchyliła drzwi, przykładając do nich ucho, ale z wewnątrz nie dochodził jej żaden odgłos. Wsunęła się więc spokojnie i nie rozglądając za bardzo na boki rzuciła na kanapę, ciamkając ciasto i szukając pod tyłkiem pilota. Nie opanowała się też przed zadowolonym pomrukiem, kiedy jej palce doszukały się królewskiego berła, pozwalającemu zapanować nad magicznym pudełkiem.
Jakież to było piękne dla niej móc włączyć telewizję, gdy sama nie posiadała jej w domu!
Załączyła jakiś ckliwy romans, zlizując lukier z palców. Marmoladą uwalona była wokół ust jak mały berbeć, ale przecież nikt jej nie widział.
A przynajmniej tak jej się wydawało...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Henrietta
Naukowiec | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 60
Dołączył/a : 07/08/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Nie Sie 11, 2013 10:43 pm

Książka była… No dobra, majtek przez głowę to ona nie ściągała. W porządku, macie ją – była po prostu fatalna. Autor miał banalny styl opowiadania, że albinosce od razu nasunął się na myśl kisiel albo roztopiona czekolada – tak, z tymi rzeczami sposób pisania twórcy tego nieszczęścia skojrzał się naszej małej Henrietcie. Sama nie wiedziała, kiedy i jakim cudem wpadła na takie twórcze porównanie, niemniej jednak uznała je za najbardziej bliskie prawdzy. Ten cały Maciej Włochacz naprawdę nie powinien siadać za maszyną do pisania lub komputerem, ba! Zbrodnią byłoby wręczenie mu do ręki pióra z pełnym nabojem oraz kilku kartek papieru. W ogóle – co to za pomysł, dawać papier komuś, kto dopiero pojął konstrukcję zdań wielokrotnie złożonych?! Szkoda tylko drzew! O ile początek i przedstawiona w czwartym rozdziale zbrodnia były naprawdę ciekawe, to główna bohaterka, podkomisarz Maria Sójka (to imię nie było przypadkiem, Adelle doskonale to wiedziała) była tak przesłodzoną i wydealizowaną postacią, że białowłosa miała wrażenie, jakby napchała się niewiarygodną ilością słodkich fasolek i mlecznej czekolady. Gwiazda wiedziała jedno: z pewnością napisałaby coś o wiele lepszego! O, już powoli miała zarys fabuły, który starannie dopieszczała w myślach. Jej bohaterowi nic nie przychodziłoby z łatwością, miałby swoje nałogi i słabości, a i nie raz dochodziłby do nieprawdziwych wniosków…
W sumie, gdy tylko pomyślała o czekoladzie, przypomniała sobie o pysznej, miętowej tabliczce belgijskiego przysmaku, który aktualnie siedział sobie w najlepsze na dnie jej misternej, koronkowej torebki. Dziewczynce na samą o łakociu odechciało się pracy nad swoim debiutanckim dziełem i skuszona perspektywą rozpływającej się w ustach delicji, wyciągnęła tabliczkę na światło dzienne i ułamała sobie trzy kostki. Ostrożnie wsunęła jedną z nich do ust i… Aż podskoczyła, bo w chwili, gdy miała już zamknąć wargi, rozległ się dźwięk dochodzący z telewizora. Co jak co, ale naszego małego Aniołka bardzo to przestraszyło! Przerażona, zeskoczyła z fotela i schowała się za nim, czekając aż zagrożenie minie. Niestety, telewizor nadal chodził, a coś w dodatku siedziało na kanapie i… No cóż, wypadałoby to sprawdzić, prawda? Zatem, Adelle ostrożnie, na czworaka, zakradła się i zaczęła bezczelnie łypać tymi swoimi oczkami na intruza. Była to jedna z nauczycielek, która z pewnością minęła wielokrotnie Henriettę na korytarzu, jednak na pewno nigdy jej nie zauważyła – bo kto by zauważył mierzącego aż metr czterdzieści krasnala? Różowowłosa kobieta była pochłonięta oglądaniem jakieś telenoweli i nawet nie zauważyła, kiedy całą jej twarz pokryło nadzienie pochłanianego przez nią pączka. Altruizm Henrietty znowu wziął górę i zakradając się tak cicho, jak tylko mogła, wróciła do swojego fotela w celu wzięcia chusteczek i swojego króliczego kompana. Przytuliła maskotkę do siebie i praktycznie wyrosła przed nauczycielką.
- Proszę – powiedziała cicho, podsuwając jej paczkę chusteczek prawie pod nos.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Pon Sie 12, 2013 11:33 am

Nie mogła uwierzyć, że Nicholas był takim draniem, by zdradzić Monicę z jej młodszą siostrą Veronicą. Zacisnęła dłonie w pięści, psiocząc w myślach na tego seksownego biznesmena, który w tej chwili siedział przy biurku, ukrywając twarz w dłoniach. Co z tego, że żałował, dlaczego nie pomyślał zanim wskoczył tej cycatej kwiaciarce do łóżka?!
Oczywiście Nancy zdawała sobie sprawę, że film był strasznie schematyczny i przewidywalny. Dałaby obie rękę uciąć, że końcówka będzie cukierkowo słodka i mdła, a wszyscy bohaterowie zostaną wyswatani z ich drugimi połówkami - ale przecież nie szukała w tym momencie niczego wyszukanego i inteligentnego. Gdyby miała ochotę wytężyć swój mózg, zabrałaby się za książkę, a nie legła na kanapie z wzrokiem zogniskowanym na ekranie.
Monica dowiedziała się o zdradzie, znajdując majtki pod poduszką. Co za idiota zostawia tak jawny dowód, do diaska? Zbierał trofea, czy co? Żeby sukinkot nie miał tak przyjemnej dla damskiego oka aparycji, na miejscu Mon już dawno by go obiła.
Była zaciekawiona, jak Nico zamierzał wybrnąć. Skrycie kibicowała jego przyjacielowi, bo w przeciwieństwie do tamtego łajdaka, Emi szanował kobiety i przejawiał delikatne zainteresowanie Monicą. Najpewniej to on miał być idealnym księciem z bajki, ale i tak chciała się przekonać na własne oczy.
Nie było jej to dane.
Znikąd tuż przed nią zmaterializowała się postać, na co Nancho pisnęła i podskoczyła w miejscu, odsuwając się naprędce na sam brzeg kanapy. Zapierając się nogami, udało jej się nawet wsunąć tyłkiem na oparcie dla rąk, ale jej podświadomość kompletnie nie zwróciła na to uwagi, przez co chwilę później pomieszczenie wypełnił dźwięk ciała upadającego na podłogę. Pinky wydała z siebie zbolałe jęknięcie, gdy pieczenie rozeszło się od kości ogonowej aż po tył głowy. Podniosła się ociężale, mrugając szybko, by pozbyć się plamek przed oczami, po czym dopadła do kanapy, wyglądając zza niej ostrożnie w stronę dziewczynki.
Była bardziej charakterystyczna, niż mogłoby jej się wydawać.
Pamięć Nancy ponownie okazała swą niezawodność. Działające niczym superczuły aparat oczy zlustrowały sylwetkę Gwiazdki, wysyłając do mózgu informacje o cechach jej wyglądu. Tam katalogowane były i przypisywane do odpowiednich szuflad, co w przyszłości pozwalało kobiecie momentalnie określić, czy miała już wcześniej do czynienia z daną istotą.
Kategoria - "uczennice, które są niższe ode mnie", podkategoria - "białowłose" i "świetny gust".
Przeglądnęła zawartość, wskutek czego w jej podświadomości pojawiły się słowa jarzące się jak neon.
Panna Sherwood już wiedziała z kim ma do czynienia.
Wychyliła się zatem, stając prosto i wyciągnęła do przodu dłoń, z wdzięcznością chwytając za chusteczki. Odpakowała jedną, po czym otarła buzie - zakładała, że właśnie po to je dostała, bo przecież nie płakała ani nie miała kataru. Resztę paczki oddała dziewczynce, uśmiechając się szeroko.
- Dziękuję, Henrietto - mruknęła, przekrzywiając głowę na bok. Rozejrzała się po pomieszczeniu, dostrzegając książkę na fotelu i natychmiast na jej twarzy odmalowało się zawstydzenie.
- Wybacz, przeszkodziłam ci w czytaniu? Nie wiedziałam, że ktoś tu jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Henrietta
Naukowiec | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 60
Dołączył/a : 07/08/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Pon Sie 12, 2013 1:23 pm

No cóż, mała Henrietta potrafi napędzić stracha każdemu, kto nie jest świadom jej egzystencji w danym miejscu. Po prostu zawsze wyrasta z cienia i pojawia się w najmniej oczekiwanym lub adekwatnym momencie. No cóż, bywa. Zresztą, inni też często nie byli bez winy, gdyż dostrzegali ją dopiero wtedy, gdy drżącym głosikiem nieudolnie próbowała coś powiedzieć. Naturalnie, na ich twarzach, w takich właśnie chwilach, malowało się nie lada zdziwienie, a w głowach pojawiały się myśli z gatunku „Co ona tu, do diaska, robi?” tudzież „Jakim cudem… Kiedy ona tu wlazła?” No cóż, nie Henrietty wina, że ludzie tak bardzo nie patrzą pod nogi! Kiedyś jedna pani o mało na niej nie usiadła! Toż to po prostu skandal! I zbrodnia, moi mili! Oj tak, bo nawet nasza mała Gwiazdka zasługuje na odrobinę uwagi!
W każdym razie, przykro się jej zrobiło, kiedy to niechcący wystraszyła swoją nauczycielkę. Już się poderwała i chciała jej pomóc wstać, ale ta uporała się z tym sama. No cóż, przynajmniej tyle, prawda? Mimo to, było jej trochę przykro, że nie zareagowała wcześniej. Taka z niej dobra duszyczka.
Zarumieniła się lekko, kiedy pani/panna Sherwood (nie znała jej aktualnego stanu cywilnego) przyjrzała się jej. No cóż, po prostu taka była: mała, delikatna i wstydliwa. Dodajmy do tego jeszcze hasło „przewrażliwiona na punkcje własnej aparycji”, a otrzymamy pełny mentalny portret Henrietty Adelle Haze. W sumie, jej nazwisko doskonale do niej pasowało. Mgliste nazwisko dla mglistej panienki. Wszakże, haze w języku angielskim oznacza mgłę, prawda? A Henrietta sama była taka mglista. W sumie, ludzie by jej nie dostrzegali, dopóki sama by im się nie narzuciła. To była zarówno cecha, jak i wada. Przecież, nikt nie zauważyłby, że coś jest z nią nie tak, prawda? A przecież się mówi, że milczenie to najgłośniejsze wołanie o pomoc…
To, co najbardziej zaciekawiło dziewczynkę, to to, że pani Nancy jest ubrana w niebieską, lolicią sukienkę, której koloryt widocznie kłócił się z różem jej włosów. Na szczęście, oba elementy ciała nauczycielki miały delikatne, pastelowe odcienie, więc nie gryzło się to tak bardzo. W sumie, Henrietta mogła ubierać się jedynie na czarno, biało i czerwono, gdyż tylko te kolory nie tworzyły z jej urodą molestujących oczy wzorów. Na swoje nieszczęście, najbardziej lubiła połączenie bieli z niebieskim, przełamane odrobiną fioletu. Niestety, gryzło to się wówczas z kolorem jej oczu, dlatego Henrietta postanowiła jak najszybciej zainwestować w niebieskie i fioletowe kontakty. Co z tego, że to trochę niezdrowe, każda dziewczyna ma prawo do odrobiny próżności! A Adelle potrafiła akurat być próżną osóbką, chociaż nie do końca. Nie była egoistką, ale kochała piękne, koronkowe sukienki, a najbardziej wtedy gdy miała je na sobie.
- Nie ma za co – uśmiechnęła się i wtulając się w swojego króliczego kompana w celu ukrycia rumieńców, uniosła rąbek sukienki i elegancko dygnęła przed nauczycielką. Nie wiedziała czemu, ale po prostu miała taki nawyk. Może to dlatego, że uznała, że to będzie akurat na miejscu? Hm…
Albinoska wzięła od nauczycielki swoje chusteczki i schowała je za króliczka. Trochę nie rozumiała, czemu pani Nancy ją przeprasza.
- W zasadzie, to pani mnie od tej książki uwolniła. Nie żeby coś, ale fatalna jest – dodała konspiracyjnym szeptem, przykładając palec do ust, na wypadek, gdyby wpieniony Maciej Włochacz jakimś cudem znajdował się w pobliżu i jeszcze większym cudem usłyszał ten niekoniecznie schlebiający jego „dzieło” komentarz z warg Henrietty. – W sumie, to ja powinnam panią przeprosić za odciągnięcie pani uwagi od tego filmu… – stwierdziła ze skruchą. – Może poczęstuje się pani czekoladą w ramach przeprosin? – Sama nie wiedziała, czemu zaproponowała nauczycielce właśnie czekoladę. Uznała, że po prostu tak wypada i tyle.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Pon Sie 12, 2013 2:43 pm

Urocza, przemknęło nauczycielce przez głowę, gdy policzki Henrietty pokrył zawstydzony rumieniec. Nancy aż miała wyrzuty sumienia, że nie dostrzegła jej w pierwszym momencie - zachowała się wyjątkowo niekulturalnie, przeszkadzając dziewczynce i jeszcze tak bezkarnie ignorując jej obecność. Na ogół była bardziej ostrożna i spostrzegawcza, więc czuła się podle z myślą, że przeoczyła dziewczynkę. Najpewniej wpływ miał na to jej wzrost - choć Nancho też nie należała do najwyższych, to jednak przy panience Haze czuła się wyjątkowo wysoka. Dziwne uczucie dla kogoś, kto zawsze spogląda na ludzi z dołu. Aż miała ochotę się przykurczyć, poważnie. Drugim powodem, dla którego Sherwood kompletnie nie zdawała sobie sprawy z towarzystwa było to, że Gwiazda była tak cicho. To aż przerażające - co prawda Nan nie miała wyjątkowo czułych zmysłów, jak większość nieludzi, ale żeby nie usłyszeć żadnego dźwięku?
Powinna chyba odwiedzić laryngologa.
Mimo wszystko kojarzyła dziewczynę z korytarzy. Niewiele uczennic ubierało się na styl lolitek, rzadko która też chodziła po szkole z pluszowym króliczkiem. Pinky miała nawyk zapamiętywania takich chodzących oryginalności, bo sama też nie zaliczała się do specjalnie normalnych nauczycielek. Lubiła łączyć ze sobą pozornie niepasujące kolory, komplementować stroje według własnego widzimisię, a nie podług tego, co dyktowały czasopisma. Miała własną wizję na swój wizerunek i nie przejmowała się krytycznymi spojrzeniami - były nieodzowną częścią jej istnienia, towarzyszyły jej od tak dawna, że najpewniej tęskniłaby za nimi, gdyby znikły. Gdyby miała ubierać tylko to, co pasowałoby jej do włosów i oczu, musiałaby sprzedać większą część swojej garderoby, a to z całą pewnością złamałoby jej serce. Była niezwykle przywiązana do zawartości swojej szafy, każdą rzeczy traktowała z niemałym szacunkiem. Jej sentyment osiągnął nawet taki poziom zaawansowania, że wciąż miała w szufladzie obdartą, żółtą bluzkę z dzieciństwa, w którą teraz w życiu by się nie zmieściła.
Trochę jej w klatce piersiowej przybyło od tamtych czasów.
Och, gdyby Nancy wiedziała o planach Henrietty dotyczących kupienia soczewek, poleciłaby jej swój ulubiony sklep. Sama była posiadaczką całej masy różnokolorowych soczewek, z pomocą których zmieniała swój wygląd, gdy tylko nachodziła ją na to ochota. Obecnie postawiła na niebieskie - jedne ze swoich ulubionych, zajmujących czołową pozycję wraz z różowymi.
Nancy zdecydowanie miała słabość do różu.
- Doprawdy? Jest tu parę mało ciekawych książek. Na przykład na samej górze po lewej stronie znajdują się romanse pana od wychowania fizycznego, ale ja nic nie mówiłam - odparła również szeptem, po czym zasznurowała sobie usta, zupełnie jakby zdradziła właśnie mroczną tajemnicę i musiała się upewnić, że nie opowie o niej nigdy więcej. Zaraz potem uśmiechnęła się z rozbawieniem.
- Oj tam, nie przejmuj się i tak wiem, że Emi i Monica będą razem - zaświergotała, rzucając okiem na akcje w ekranie. Nicholas chyba już całkowicie zszedł na dalszy plan, bo jego równie przystojny przyjaciel pił drinka z Monicą. Kurcze, wiedziała, wiedziała, że to się tak skończy! Pewnie jeszcze Nicholas będzie z Veronicą, no! - Ale na czekoladę chętnie się skuszę. Sama mogę zaproponować ci tylko musli i krakersy.
Poklepała miejsce obok siebie, dając dziewczynce do zrozumienia, że będzie jej miło jeśli ta się przysiądzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Henrietta
Naukowiec | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 60
Dołączył/a : 07/08/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Pon Sie 12, 2013 6:13 pm

Jak dobrze, że los nie dał Henrietcie mocy czytania w myślach, bo gdyby dowiedziała się, jakiego epitetu pod jej adresem użyła pani Nancy, na pewno spłonęłaby buraczkową czerwienią i schowałaby się gdzie pieprz rośnie. Nie lubiła, kiedy ludzie kucali przy niej i z szerokim uśmiechem na ustach wlepiali w nią ciekawskie spojrzenie, tylko po to, by powiedzieć „Jesteś taaka urocza!” – niebywale ją to denerwowało, ale bardziej przerażało. Nie lubiła, kiedy ktoś wyższy od niej właśnie tak się zachowywał. Kilka dni temu musiała, biedaczka, uciekać przed bandą nastolatków, którzy jak widać mają zadatki na pedofili, chociaż byli niewiele starsi od niej. Na pewno nie mieli więcej niż osiemnaście lat, a trzy lata różnicy to przecież nie tak dużo! Niestety, wizualnie wyglądali na starszych od niej dwa razy i chociaż nie mieli złych zamiarów (chcieli z nią tylko porozmawiać; przynajmniej tak twierdzili, a kto wie, co mogło się czaić w ich głowach?), to jednak napędzili białowłosej Gwiazdce niezłego pietra, przez co nie mogła się uspokoić nawet wtedy, gdy leżała na swoim łóżku pod stertą pluszowych piesków, kotków, żyrafek, króliczków i niedźwiadków. Dopiero sen ukoił to nieprzyjemne poczucie zagrożenia.
Cóż, Henrietta po prostu potrafi być cichutko i raczej można to spokojnie uznać za jakąś wyjątkową umiejętność. Po prostu potrafiła wyciszyć swoje ruchy, zupełnie jak grę komputerową – nie chcesz słyszeć jakiś dźwięków, po prostu wyłączasz głośnik lub minimalizujesz dźwięki. Henrietta też miała takie coś w sobie, chociaż to na pewno nie był głośnik lub jakiś suwak. Tak po prostu było i już!
Ma się rozumieć, że naszą lolitkę bardzo cieszył ten niedobór innych lolitek, bo dzięki temu mogła czuć się jedyna w swoim rodzaju. Zdążyła przywyknać do zdumionych spojrzeń nauczycieli i innych uczniów, które towarzyszyły każdemu jej krokowi w Akademii Nowej Ery. No cóż, bywa. Naprawdę było to jej już obojętne, poza tym, nie potrafiłaby zrezygnować ze swoich falbaniastych sukienek, gorsecików i innych słodkich, lolitkowatych ozdób. Ludzie, najnormalniejszymi ubraniami tej panienki były koszule z wysokim kołnierzem lub żabotem i plisowane spódniczki z wysokim paskiem! A spodni… Dajcie spokój, dwie pary ogrodniczek, szorty i jakieś jeansy, które poniewierały się na dnie szafy białowłosej.
W sumie, to nasza albinoska dostrzegała zmiany koloru oczu u swojej nauczycielki, ale jakoś nie przyszło jej do głowy zapytać się, co jest przyczyną tego zjawiska. Po prostu przewidywała dwie odpowiedzi („A no bo widzisz, Henrietto, noszę soczewki” lub „Nauczyciele też mają swój styl, bo też są ludźmi i takie pytania są nie na miejscu, panienko Haze”), więc po prostu wolała sobie czasem darować niż wyjść na wścibską osóbkę, którą raczej nie była.
- A ja nic nie słyszałam! – Uśmiechnęła się wesoło, przytulając króliczka do siebie. Nauczyciel też człowiek, a do człowieka należy podchodzić po ludzku, nawet jeśli samemu człowiekiem się nie jest. A ta nauczycielka jest jednak bardzo sympatyczna, więc… Dlaczego nie porozmawiać z nią tak po ludzku, prawda? W kodeksie nie ma nic o tym, że nauczyciele nie powinni rozmawiać z uczniami na tematy inne, niż te, które omawiane są na zajęciach. Znalezienie wzmianki o tym, że uczniowie nie mogą się pytać nauczycieli o coś innego niż wyniki ostatniej klasówki, również zaliczało się do zadań awykonalnych.
- O, jak słodko! – zachichotała, gdy nauczycielka podała jej prawdopodobne zakończenie tej jakże porywistej telenoweli. Chociaż, czy telenowele nie są przypadkiem w odcinkach?, pomyślała cicho i na chwilę się zadumała. Powróciła na ziemię akurat w tej chwili, kiedy nauczycielka zaproponowała jej miejsce obok siebie.
- Naprawdę nie trzeba, mam zresztą jeszcze lizaki… – wydukała, gdy nauczycielka zaoferowała jej musli i krakersy. Nie zamierzała objadać głodnej, zapracowanej kobiety, ale skinęła główką, gdy ta poklepała miejsce obok siebie, po czym szybcikiem pognała po swoją torebkę i parasolkę. Torebkę położyła sobie na kolanach, a parasolkę oparła o sofę. Majtając wesoło nóżkami podsunęła nauczycielce tabliczkę, uśmiechając się przy tym przyjaźnie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Pon Sie 12, 2013 6:45 pm

Akurat Nancy doskonale rozumiała ból Henrietty, zwłaszcza, że sama też była ofiarą podobnych nagabywań. W jej przypadku było to nawet bardziej komiczne, zważywszy na fakt, że miała całe dwadzieścia dwa lata - a co za tym idzie, nie powinna w ogóle być obiektem zainteresowania pedofilii. Ci jednak przyklejali się do niej namiętnie, dając jej góra siedemnaście lat, co komentowała obruszeniem i natychmiastową groźbą wezwania policji.
Tak, Nancy dyskutowała nawet z pedofilami, nie miała za grosz rozumu.
Błędnie oceniano ją nawet w szkole. Zwłaszcza na początku swojej pracy obrywała często od swoich współpracowników za przebywanie w pokoju nauczycielskim. Na nic zdawały się wtedy tłumaczenia, że wcale nie jest uczennicą, raz wylądowała nawet na dywaniku dyrektora - koleś śmiał się chyba przez dobre dziesięć minut, gdy nieporozumienie wyszło na jaw.
Jej tam do śmiechu nie było, no kurde, wytargano ją za ucho!
Co prawda przeproszono ją potem i dostała nawet czekoladę, ale do tej pory wzdrygała się, gdy tylko historyk podnosił rękę.
- Uff, gdyby to się rozeszło, to koleś by mnie chyba zamordował - zauważyła, wzdychając z ulgą. W sumie każdy miał swoje drobne dziwactwa, sama też nie była jakimś wybitnym przykładem normalności, ale facet od wf-u rozkładał ją na łopatki. Niby taki twardziel, a miał swoją dobrą stronę.
Dopiero po krótkim namyśle przypomniała sobie, że chyba teraz odszedł na emeryturę i został zastąpiony jakimś młodzikiem. Ledwie powstrzymała się przed wygięciem ust w podkówkę - nie chciała tłumaczyć dziewczynce, że zasmuciło ją odejście tego starego zboczeńca.
Chociaż uwielbiała typa, naprawdę!
- Musi być słodko, w końcu produkcja skierowana jest do samotnych kobiet pod trzydziestkę i nauczycielek.
Cóż, ta telenowela składała się z czterech odcinków - telewizja chciała zobaczyć jaki sprawdzi się taki sposób rozłożenia serialu na części. W sumie według Nancy było to ciekawe wyjście - przynajmniej nie miała czasu, by porządnie się tym znudzić. I pomyśleć, że w tak krótkim czasie zdążyli na sto różnych sposobów skłócić główną parę i wysłać Monicę w objęcia Emiliano.
- Czekolada i lizaki. Żyjesz słodyczami, co? - zagadnęła z rozbawieniem, obserwując jak pędzi po swoje rzeczy. Kiedy usiadła obok niej, majtając nogami, Nancy miała ochotę poklepać ją po głowie. Rany, no po prostu słodziak! Zamiast krępować Henriette niepotrzebnymi gestami, ułamała sobie kostkę, wsuwając do ust i wydając z siebie rozmarzone westchnięcie. - W sumie też mogłabym tak żyć, to nie jest zły pomysł.
Walić to, że by się roztyła, zbyt mocno miłowała czekoladę, by się tym przejmować!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Henrietta
Naukowiec | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 60
Dołączył/a : 07/08/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Pon Sie 12, 2013 8:26 pm

Cóż, pedofile to prawdziwe zło wcielone! Dorośli faceci, którzy sądzą, że małe dziewczynki dadzą się im łatwiej poderwać i zaciągnąć do łóżka, pff! Jak bardzo skończonym debilem trzeba być, żeby wpaść na taki poroniony pomysł!? Wystarczy być pedofilem! Oczywiście, że odkryli, że te ich metody podrywu się nie sprawdzają na osobach poniżej szesnastego roku życia, wycwanili się i przekupują swoje obiekty westchnień łakociami i pieniędzmi. Na słodycze to Henrietta może by się skusiła, ale gdyby był to ktoś, kogo zna. A najlepiej, jakiś chłopak o azjatyckich rysach. No, nie Adelle wina, że ma takie dziwne upodobania, no… Po prostu jej zdaniem tacy chłopcy są uroczy, koniec, kropka! Po cichutku żałowała, że w Akademii nie spotkała jeszcze takiego chłopaka, ale to w sumie też dobrze. Z pewnością zaczęłaby się bawić w stalkera i na bank nie odstępowałaby go na krok. Poza tym, z pewnością usłyszałaby z jego ust nieszczególnie miłą i łamiącą serce frazę „Spadaj, dzieciaku” – słyszała ją wiele razy, ale tym razem by ją to dobiło. Ale czemu ona się teraz tak tym przejmuje, skoro takiego chłopaka jeszcze nie spotkała!? Uszy do góry, Heniu, a nie!
- Najwyżej pogoniłby panią z tasakiem, ale na tym by się skończyło – pocieszyła trochę nieudolnie nauczycielkę. No cóż, pocieszanie innych nie było jej mocną stroną, ale istniała jeszcze szansa, że pani Nancy uzna to za żart. Cóż, przynajmniej tyle. Po prostu… Henrietta nie ma „zainstalowanych” reakcji na pewne bodźce i zachowania innych osób. Gdyby ktoś stanął przed nią i wyznał białowłosej miłość, z pewnością albinoska stanęłaby w miejscu jak wyryta i przez kilka minut zastanawiałaby się, czy ta osoba nie żartuje. Nawiasem mówiąc, to Henrietta uważa się za osobę, w której po prostu nie da się zakochać. Bo tak, o.
- No cóż, bywa i tak… – Nie za bardzo wiedziała, co teraz ma powiedzieć, więc po prostu powiedziała to, co mogłaby akurat powiedzieć. Nie była samotną kobietą po trzydziestce ani nauczycielką. Była piętnastoletnią uczennicą i naukowcem, więc nie za bardzo nie wiedziała, jaka mogłaby być jej odpowiedź.
- A żeby pani wiedziała! – powiedziała radośnie, ładując sobie lizaka do ust. Truskawkowy, mniam! Henrietta ponad wszystko uwielbiała te owoce, jednakże jeśli chodzi o czekoladę to preferowała mleczną lub właśnie miętową. – Nie ma nic smaczniejszego od słodyczy! – Uśmiechnęła się i położyła nauczycielce lizaka na kolanach. Bo tak, o.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Wto Sie 13, 2013 11:54 am

Nancy uniosła brwi po czym przyłożyła dłoń do ust, udając przerażenie. Choć w rzeczywistości wizja starszego mężczyzny z brzuszkiem, wystającym spod zbyt ciasnej koszulki, z tasakiem w ręku i mordem w oczach niemalże prowokowała ją do ataku śmiechu. Zapewne gdyby taka sytuacja naprawdę doszła do skutku, Nancy zwinęłaby się na ziemi i zaczęła rechotać, nie przejmując się unoszącym nad nią widmem śmierci.
- O matko, nikt nigdy nie gonił mnie z tasakiem! Z młotkiem, śrubokrętem, ba, nawet z patelnią mnie goniły kucharki, ale z tasakiem? To będzie całkiem nowe doświadczenie - stwierdziła, uśmiechając się łobuzersko. Wcale nie kłamała z tym uciekaniem przed różnorakimi przedmiotami, choć przez ton, jaki zastosowała, Henrietta mogła uznać to za żart. W końcu mało kto podejrzewał jak wiele złodziejskich zdolności posiadała radosna nauczycielka od plastyki. Jedynie ci, którzy zasłyszeli, że mieszkała w slusmach, lub spotkali ją tam osobiście, zaczynali patrzeć na nią nieco podejrzliwie.
Z całą pewnością gdyby miała wgląd w myśli dziewczynki, dość mocno by ją zrugała. Była przecież urokliwą, wyjątkowo sympatyczną dziewczynką o wspaniałym guście - choć Nancho nie wiedziała o niej zbyt wiele, to już uważała, że Henrietta powinna mieć tłumy adoratorów!
Widząc radość dziewczynki, gdy ta wpakowała sobie lizaka do ust, wyciągnęła dłoń i poczochrała ją po głowie, wykrzywiając usta w szerokim uśmiechu.
- Mam tylko nadzieję, że jesz czasem coś normalnego, chudzielcu - mruknęła, puszczając jej oczko. Zerknęła na lizaka, którego Haze położyła na jej kolanach i skinęła głową z wdzięcznością, rozpakowując go i wpychając sobie do ust. Lubiła każdy smak, poważnie. Szczególnym upodobaniem darzyła co prawda te jabłkowe, ale potrafiła zachwycać się każdym. Jeśli chodzi o czekoladę, krzywiła się jedynie na widok bakaliowej - ponad wszystko nie lubiła rodzynek i wybierała je z wszystkiego, odrzucając na bok z grymasem rozkapryszonego dziecka.
- Swoją drogą, słyszałam, że całkiem nieźle malujesz - Wzięła pilota do rąk, skacząc po programach, podczas gdy jej wzrok utkwiony był w panience Haze. - Jakim cudem nie mam żadnej z twoich prac w swojej uczniowskiej galerii?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Henrietta
Naukowiec | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 60
Dołączył/a : 07/08/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Wto Sie 13, 2013 1:48 pm

Henrietta doskonale wiedziała, jak to jest przed kimś uciekać. Co prawda, nigdy nikt jej nie gonił z czymś ostrym, na przykład nożem lub tasakiem, ani jakąkolwiek bronią. Mimo to, świetnie wiedziała jak to jest wpaść na loliconiarzy. Jeden z częstych spacerów skończył się dla niej szaloną ucieczką i ukryciem na drzewie. Przyczyna? Walnięty wielbiciel lolitek i jego koledzy, którym nasza mała i zwinna lolitka wpadła w oko. Przez dwie godziny bała się zejść z dorodnego drzewa, gdyż miała nieprzyjemne przeczucie, jakoby ci wariaci wciąż gdzieś siedzieli w krzakach i z lornetkami przeczesywali teren w poszukiwaniu za panienką Haze. Toż to istna granda, żeby dziewczę nie mogło spokojnie wyjść na spacer! Dobrze, że byli to zwykli ludzie, którzy nie byli w stanie jej ani wywęszyć oraz nie byli wyposażeni w promienie rentgena w oczach, bo wtedy marny byłby los naszej panienki oraz samych zainteresowanych. Ma się rozumieć, że dziewczynka zawsze ma przy sobie swoją parasolkę, którą może nie tylko obić… Przecież, każdy wie, że niektóre parasolki mają ostrzejsze, metalowe zakończenie na czubku, prawda? I zawsze można taką parasolkę wykorzystać w obronie własnej. I do tego taka broń chroni jeszcze przed słońcem delikatną skórę albinoski!
- Mnie raz jakiś porąbany zboczeniec gonił z siatką rybacką. Dobrze, że ktoś mi pomógł i dosłownie sprzątnął mu mnie sprzed nosa! – Tak, to było najgorsze wspomnienie, jakie tylko towarzyszyło naszej lolitce. Kto by pomyślał, że można wpaść na taki zwyrodniały pomysł! To, że Henrietta miała aparycję pięknej lalki wykonanej z najdelikatniejszej porcelany, nie oznaczało przecież, że nią jest, prawda? Dokładnie!
Adoratorzy? Serio? Osobiście, Henrietta nie uważała się za jakąś szkaradę, a nawet wręcz przeciwnie – miała tendencje do nadmiernego podziwiania swojego odbicia w lustrze i przymierzania w tym czasie sterty sukienek, jednakże była zdania, że żaden normalny chłopak nie umówiłby się z kimś, przy kim musiałby cały czas się schylać i wyglądać o ponad siedem lat starszego. Gdyby przynajmniej miała wzrost pani Sherwood to może by się jej udało. Niestety, była niższa od nauczycielki o prawie trzydzieści centymetrów. Od przecietnego chłopaka byłaby z pewnością niższa o nawet czterdzieści.
Uśmiechnęła się radośnie, gdy nauczycielka dotknęła jej włosów, i równie entuzjastycznie dorzuciła:
- Proszę się o mnie nie martwić! Jem wszystko, może trochę mniej niż powinnam, ale jem! Dzisiaj sobie kupiłam naleśniki na słono! Jadła pani? Sądzę, że są pyszne, chociaż nie lubię zbytnio twarożku ze szczypiorkiem i rzodkiewką – zdała relację nauczycielce, wyciagając na chwilę lizaka z buzi. Bądź co bądź, to niegrzecznie rozmawiać z kimś mając coś w ustach, prawda? A naleśniki to Henrietta naprawdę lubiła. Najbardziej te na słodko, ma się rozumieć. Najlepsze jej zdaniem były te, które miały albo dżem truskawkowy, albo smażone jabłka. Niestety, w porze obiadowej udało się jej zdobyć tylko takie z twarożkiem… Ma się rozumieć, że zamiast tego wolałaby kawałek czekoladowego tortu.
- Może to dlatego, że trochę wstydzę się pokazywać innym swoje prace… – stwierdziła ze skruchą. – Podobnie mam z pisaniem. Lubię pisać, piszę nawet opowiadanie, ale jak ktoś bierze do ręki zeszyt z tymi wypocinami albo teczkę z rysunkami, to aż mi się słabo robi. Ale jak pani chce, to pani pokażę, o! – dorzuciła rezolutnie, posyłając nauczycielce ciepły uśmiech.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Wto Sie 13, 2013 3:06 pm

Słowem Henrietta na brak zainteresowania narzekać nie mogła. Skoro znajdywali się ludzie, gotowi biec za nią przez cały park i zachwycać się nad jej urokiem osobistym, nic nie stało na przeszkodzie by istniał facet, któremu nie przeszkadzałby jej wzrost i wygląd dziecka. Nancy nie była co prawda romantyczką, głównie z powodu tego, że nie dopuszczała do siebie żadnego równie wzniosłego uczucia i broniła się przed nim rękami i nogami. Wielokrotnie jednak spotykała mężczyzn w swoim typie, atrakcyjnych, zabawnych i gotowych zaakceptować jej dziwactwa - gdyby nie jej upór, niewątpliwie byłaby bardziej szczęśliwa. Henrietta była jeszcze młoda, z całą pewnością na jej drodze miało stanąć wielu azjatyckich chłopców, którym wpadłaby w oko i którzy gotowi byliby bronić ją przez psychicznymi fanami lolitek.
Nancho pewnie też zareagowałaby dość gwałtownie, gdyby kiedykolwiek natknęła się na jej prześladowców. Nie była specjalnie konfliktowa, ceniła sobie pokojowe rozwiązania, ale gdy w grę wchodziło bezpieczeństwo jej podopiecznych, na jaw wychodziła ta jej strona, przed którą większość osób się wzdrygało. Nan nie miała hamulców, by zawahać się przed uderzeniem jakiegoś ważniaka koszem na śmieci czy łomem. Nie bała się też wystosować groźby z użyciem bardzo wulgarnego języka, jakim zwykła jako dziecko posługiwać się w slumsach, a który nie przystoi zbytnio osobie na jej stanowisku.
Dlatego też na słowa białowłosej zareagowała nadęciem policzków i zaciśnięciem dłoni w pięści. Jakby jej teraz wskazali palcem tego gnoja, który gonił Gwiazdkę ze śmierdzącą rybacką siecią, to tak by mu nakopała, że bałby się siadać na tyłku przez rok.
- Tak być nie może, Henrietto! - obruszyła się, kręcąc nosem. - Już ja bym się z draniem policzyła, uh.
Oczywiście miała zamiar pogadać z dyrektorem o kwestiach zapewnienia większego bezpieczeństwa uczniom na terenie placówki. Może i Akademia nie mogła sięgnąć poza jej obręb, ale przynajmniej tu uczniowie powinni czuć się bezpiecznie, ot!
Przejmowanie się tym, jak wyglądałby się przy ukochanym, było według Nancy głupie. Gdyby jej partner miał zastrzeżenia, że przez jej aparycje czuje, jakby spotykał się z nastolatką, Pinky po prostu by go rzuciła. Może i miała niejaki wpływ na kolor włosów i oczu, ale nie mogła nagle urosnąć. Ani trzasnąć sobie operacji plastycznej, by wyglądać starzej!
To kosztowało, do licha!
Poza tym, istnieli też niżsi chłopcy. Nancy sama znała jednego, którego uważała za dziecko - w sumie do tej pory nie wiedziała ile rzeczywiście ma lat, ale dałaby sobie rękę uciąć, że żył dłużej od niej.
Hasło "naleśniki" wywołało błysk w oczach nauczycielki. Rozmawianie z nią o jedzeniu było o tyle niebezpieczne, że Sherwood bardzo szybko robiła się głodna. I traciła koncentracje!
- Uwielbiam naleśniki na słono! W sumie na słodko są najlepsze, potem lubię zjeść takie na ostro. Jadłaś kiedyś naleśnika ze szpinakiem? Niebo w gębie, raj podniebienia! - wybełkotała, dopiero po pierwszym zdaniu decydując się na wyjęcie lizaka z buzi. Poszła w sumie za przykładem uczennicy, sama zupełnie by o tym zapomniała! Ona wręcz przepadała za naleśnikami z bananami i bitą śmietaną - gotowa byłaby nawet pójść za pedofilem, jakby jej takowego zaproponował.
A zaraz po jedzeniu zaciukałaby kolesia lampą i uciekła, ma się rozumieć.
- Och, opowiadanie? Powinnaś pokazać jej jakiemuś humaniście, w pokoju zawsze jęczą, że tak mało osób interesuje się pisaniem - zauważyła z entuzjazmem, krzyżując ze sobą palce dłoni. - I będę zaszczycona, mogąc obejrzeć Twoje prace. Sama też w młodości wstydziłam się swoich prac i do teraz żałuję, że nigdy ich nikomu nie pokazałam. - Uśmiechnęła się, wzruszając lekko ramionami. Naprawdę radowało ją odkrywanie młodych talentów, szczyciła się i pyszniła za każdym razem, gdy któryś z jej pupili dostawał ogólnokrajową nagrodę, choć wcześniej malował tylko amatorsko. Po prostu czuła się spełniona, mogąc pomóc uczniom coś osiągnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Henrietta
Naukowiec | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 60
Dołączył/a : 07/08/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Wto Sie 13, 2013 5:25 pm

Powodzenie to Gwiazdka faktycznie miała, oczywiście, jeśli możemy to fanatyczne wręcz zainteresowanie jej osobą tak nazwać. Osobiście wolałaby, żeby miała tylko jednego adoratora, który mógłby być odrobinę walnięty na jej punkcie, ale żeby przynajmniej wyglądał tak, jak ona sobie wyobraża! Czy w tym mieście nie ma żadnych przystojnych chłopców, którzy mają azjatyckie rysy twarzy oraz takie rozkoszne problemy z wymową litery L?! Czy to naprawdę tak wiele? I w zasadzie, to czemu Gwiazdy nie mogą spełniać swoich życzeń nawzajem? To by było ciekawe, gdyby poprosiła inną Gwiazdę, aby jakoś udało się jej sprowadzić… Ech, to chyba by nie było fair. Poza tym, byłoby fajniej, gdyby sama takiego poznała i sama się z nim zaprzyjaźniła. Potem to może by się jakoś słodko zakończyło. Nie żeby od razu mieli zostawać parą, skąd ten pomysł. Po prostu fajnie by było, gdyby takowy przyjaciel nie mógł od niej wzorku oderwać i najchętniej cały czas by ją tulił. O, i żeby był od niej wyższy i miał tak około metra osiemdziesiąt! To musi być niesamowicie przyjemne, jak ktoś o takim wzroście schyla się tylko po to, aby przytulić do siebie takiego niziołka! Ojoj, jaki to musiałby być rozkoszny widok! I w ogóle, jak fajnie by było, jakby wszyscy się dziwili, że ktoś taki wszędzie łazi z jakąś małą dziewczynką! A tu figa z makiem, to piętnastoletnia pannica!
Przejęta swoimi rozmyśleniami (czy nawet: fantazjami), nawet nie zauważyła, kiedy przycisnęła pięści do policzków i wydając z siebie dźwięk na wzór kociego miauczenia, zaczęła się lekko wiercić z ogromnym uśmiechem na ustach. Gdy tylko się na tym przyłapała, spłonęła rumieńcem i uspokoiła się z miejsca. No cóż, nie jej wina, że jest tak uczuciowa, noo!
Widząc odrobinę zdenerwowaną minę nauczycielki, poklepała ją po ramieniu.
- Proszę się nie martwić! Nawet gdyby nie ten ktoś, to bym sobie sama poradziła! Bo jednak to parasolką też mogę mocno walnąć! A żeby tylko walnąć… – zachichotała. No cóż, po prostu potrafiła się wkurzyć i jak szaleć to szaleć! Poza tym, zawsze miała przy sobie kilka żyletek i jakiś nóż. Zawsze można w takiego napastnika rzucić żyletką, prawda? Poza tym, zawsze można liczyć, że jakiś Gwardzista lub zdrowo i trzeźwo myślący wielbiciel lolitek się zlituje nad małą Gwiazdeczką i uwolni ją od prześladowcy. A przecież, kto by się nie dał skusić błagalnemu spojrzeniu pary krwistoczerwonych oczu należących do małej, ślicznej lolitki? Poza tym… No właśnie, co?
- Raz jadłam! Pyszne były, a szpinak o dziwo mi smakował! A na ostro to zbytnio nie przepadam, ale raz zjadłam takiego, co miał nadzienie jak te meksykańskie taco, czy jak to tam nazwali. Smaczne były! Jadła pani takie? – zapytała się, wlepiając w panią Nancy zaciekawione spojrzenie, grzecznie ciamkając lizaka. W sumie, fajnie było porozmawiać z kimś na temat jedzenia, nawet jeśli samemu jest się takim niejadkiem! Bo Henrietta lubi jeść, ale bardziej słodycze niż coś treściwego. Nie oznacza to jednak, że ślinka jej nie leci na widok talerza z pysznym spaghetti z sosem bolońskim, bo leci! Spaghetti to jedno z nielicznych dań, które Henrietta bardzo lubi i które ma miejsce w jej żołąd… Przepraszam, w sercu. Bo nawet makaron i sos o smaku pomidorowym mają jakieś uczucia!
- Mhm… – skinęła nieśmiało główką, obracając patyczkiem lizaka w palcach. – Akcja osadzona jest w świecie rodem z psychodelicznej wizji lub naprawdę dziwnego snu, a główni bohaterowie próbują się z niego wydostać. – Nie za bardzo wiedziała, czy nauczycielka chce poznać całą fabułę, więc stwierdziła, że zarys w zupełności powinien wystarczyć. – A jeśli chodzi o rysunki, to później pójdę po teczkę i pani pokażę. Tylko uprzedzam: rysuję wszystko, ale najbardziej lubię takie dziwne, odrobinę przerażające miejsca. Akurat w klimacie mojego opowiadania, bo tam są same takie scenerie. Kiedyś rysowałam portery i jak nudziłam się, to siadałam w parku lub na korytarzu i szkicowałam ludzi, którzy po prostu się rozglądali. Wszystkich, którzy nie wykazywali jakieś niebywałej aktywności psychomotorycznej. Swojego czasu projektowałam też sukienki i inne rzeczy, naturalnie tylko takie, które ja noszę. No bo po co rysować coś, czego się nie lubi, prawda? – Nieźle się rozgadała; aż się z lekka zapowietrzyła. No cóż, lubiła opowiadać, a że trudno o dobrego słuchacza, to inna sprawa!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Sro Sie 14, 2013 10:14 am

Z początku Nancy zaskoczyło zachowanie Henrietty. Uniosła brwi do góry, przekrzywiając głowę i wbijając w nią uważne spojrzenie niebieskich oczu. Kiedy panienka Haze zastygła nagle w bezruchu, a jej policzki okrył dorodny rumieniec, zmieniając dziewczynkę w małego pomidora, Nancho wyciągnęła ręce i przytuliła ją delikatnie, ledwo powstrzymując się przed piskiem. To było tak słodkie i rozczulające, no! Aż budziły się w niej jakieś dziwne instynkty, nakazujące jej otoczyć tą małą Gwiazdkę ścisłą ochroną. Szybko jednak uderzyła w nią rzeczywistość i odsunęła się do tyłu, unosząc ręce do góry. To było nieodpowiedzialne, nie dość, że mogła przestraszyć białowłosą niespodziewanym nawiązaniem kontaktu, to jeszcze gdyby wszedł tu któryś z nauczycieli, dostałaby pewnie burę!
Choć wiele osób zdawało sobie sprawę z tego, że Sherwood miała w kompletnym poważaniu wszelkie granice, bez żadnego wahania naruszała cudzą przestrzeń prywatną, nie myśląc o konsekwencjach.
Tym razem jednak wypadało się choć trochę wytłumaczyć.
- Rany, to było takie pocieszne, że musiałam to zrobić, wybacz - mruknęła zakłopotana, drapiąc się po głowie. Nie wiedziała przecież, czy dziewczynka nie reaguje źle na przytulanie jej przez obcego człowieka, mogła mieć jakieś traumy, czy coś!
Szczerze powiedziawszy po raz pierwszy przejmowała się tym, że zrobiła coś bezmyślnie.
Kolejne słowa Henrietty wywołały uniesienie się kącików jej ust.
- Uf, o wiele lepiej mi z myślą, że też potrafisz o siebie zadbać - zauważyła, ścierając wyimaginowany pot z czoła. Co prawda w jej głowie i tak zrodziła się myśl wprowadzenia jakichś zajęć z samoobrony, ale musiałaby to przedyskutować z tymi tam na górze. Sama również potrafiła się bronić, ale dla kogoś pochodzącego ze Stangradu umiejętność ta była wręcz niezbędna do przeżycia. Gdyby nie umiała czasem spuścić komuś łomotu, nie żyłaby sobie teraz tak spokojnie w otoczeniu pijaków, menelstwa i awanturników, od których roiło się w pobliżu jej domu - w końcu miała wokół siebie tyle karczm i pubów, że nie szło ich zliczyć.
Nie byłaby jednak zadowolona, gdyby zdawała sobie sprawę, że podopieczna lata z nożem i żyletkami. Przecież to było niebezpieczne! Dla niej, oczywiście, chrzanić innych, ale co by się stało, gdyby się przewróciła i sama niechcący dźgnęła?! Już lepiej, gdyby przypadkiem go w kogoś rzuciła, niż miała robić krzywdę sobie.
Dla Nancy były rzeczy ważne i ważniejsze. Ważniejsze od życia postronnych było zdrowie jej uczniów.
W zasadzie nie pamiętała już nawet kiedy tak strasznie zaczęło jej zależeć na ich bezpieczeństwie. Nie mogła jakoś przejść obojętnie gdy czegoś potrzebowali, strasznie też miękła pod błagalnym spojrzeniem i większość bezkarnie to wykorzystywała!
- Jadłam! Myślałam, że zacznę ziać ogniem, tak ostry był farsz! - Klasnęła w dłonie, zadowolona ze znalezienia idealnego kompany do rozmowy o jedzeniu. Może i rzadko kiedy miała kasę na drogie restauracje, ale jak już uzbierała trochę grosza to uwielbiała do nich wpadać i obżerać im lodówki.
Spaghetti! Na samą myśl o makaronie ciekła jej ślinka, naprawdę. Akurat Nancy była wybitnym przykładem wszystkożercy - zadowalała się w równym stopniu słodyczami, mięsem, warzywami i niezdrowym, nafaszerowanym chemią żarciem.
Na wieść o psychodelicznym świecie oczy Nancho rozbłysły.
- To ja też będę chciała to przeczytać - stwierdziła natychmiastowo. Wysłuchała monologu Henrietty, uśmiechając się szeroko. Cóż, doskonale rozumiała jak wspaniale było oddawać na płótnie własne, przerażające wizje. Z jej obrazów jedynie mała część wisiała w sali od wychowania artystycznego - w dodatku były to wyłącznie te, które zatwierdził ówczesny Dyrektor. Znajdowały się więc tam portrety, martwa natura i tym podobne, przez co mało kto zdawał sobie sprawę z faktycznych upodobań Nancy. Jej obrazy były szalone, przelatane koszmarnymi postaciami, niewspółgrającymi ze sobą kolorami i motywami, które wprowadziłyby w obłęd, gdyby tylko zebrało jej się na tłumaczenie ich.
- Już nie mogę się doczekać, uwielbiam takie klimaty - przyznała zatem, nawet nie kryjąc swojej ekscytacji. - Portretów swego czasu też dużo malowałam, głównie żeby ćwiczyć pamięć - zapamiętywałam twarze nauczycieli i uczniów, malowałam ich, po czym porównywałam z rzeczywistością. Początku były koszmarne. - Zachichotała, przypominając sobie jak strasznie jej wyobraźnia uprzykrzała jej życie, podsuwając zupełnie inne cechy wyglądu. - I chętnie też zobaczyłabym projekty twoich sukienek, naprawdę podoba mi się twój styl.
Akurat Nancy uwielbiała słuchać. Im bardziej się ktoś rozgadywał, tym większe zainteresowanie przejawiała, aż w końcu potrafiła ofukać każdego, kto jej przerywał w głównie jednostronnej rozmowie. Sama również mogła nadawać jak przekupka na targu, ale wzbraniała się przed tym, mając świadomość, że mogłaby już nigdy nie skończyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Henrietta
Naukowiec | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 60
Dołączył/a : 07/08/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Czw Sie 15, 2013 7:31 pm

Dziewczynkę minimalnie zdziwiło zachowanie nauczycielki. Kompletnie nie przeszkadzało jej to, że ta chwyciła ją w objęcia. Lubiła się przytulać, ale o wiele bardziej jej odpowiadało bycie tuloną właśnie. Owszem, potrafiła się nieźle zdziwić, kiedy ktoś przytulał ją tak o, bez ostrzeżenia. Wtedy ogarniało ją kompletnie osłupienie i nie wiedziała, gdzie oczy podziać. Ale teraz jej to kompletnie nie przeszkadzało. Zdążyła już się zorientować, że pani Nancy lubi słodkie rzeczy, a że ona była słodka, to było wręcz naturalne, że nauczycielka musiała polubić i ją! No bo kto nie lubiłby takiego małego, rozkosznego stworzonka, które przybrało postać niewinnej lolitki? W sumie, nauczycielka kojarzyła się jej odrobinę z kimś, kogo można nazwać mamą… Znaczy, Gwiazdy nie mają matek. Same spadają, same się jakoś ogarniają i tak dalej, ale przecież trudno nazwać mamą kogoś, kto tylko urodził, prawda? A nauczycielka kojarzyła się jej z taką osobą, która wychowała kogoś jak własne dziecko. Z drugiej strony, było to trochę niemądre skojarzenie. Może Henrietta nie wiedziała, ale różnica pomiędzy nią a nauczycielką nie wynosiła nawet dziesięciu lat, bo zaledwie siedem. A kto zostaje matką w wieku siedmiu lat, co? To byłaby już istna patologia!
- Nie szkodzi! – uspokoiła nauczycielkę, poprzez energiczne acz delikatne poklepywanie jej ramienia. – Lubię być przytulana, a to było naprawdę miłe z pani strony! – Uśmiechnęła się słodko. Traum to nie miała. Można jedynie mówić o lekkim lęku przed starszymi mężczyznami, gdyż w każdym z nich widziała potencjalnego pedofila, co z pewnością nie było zbyt ciekawą wizją. Może i Adelle miała te swoje piętnaście lat na karku, to i tak wciąż wyglądała na znacznie młodszą. Nic miłego, serio.
- Czasem jest naprawdę źle, ale nie ma sytuacji bez wyjścia. Jestem o wiele od nich szybsza, no i łatwiej tonę w tłumie. – Wzruszyła ramionami. Większość jej „adoratorów” stanowili zwykli ludzie, którzy mogli sobie pozwolić na urządzenia korygujące i wyostrzające zmysły, ale co z tego, skoro ich celem i przeciwinkiem była mała, zdolna do wykiwania każdego dziewuszka? Bądź co bądź to przechytrzenie Henrietty w terenie było zadaniem równie możliwym, jak nauczenie hipopotama latania o własnych siłach – zero szans powodzenia takiej akcji. Poza tym, zawsze mogła się gdzieś schować, gdzieś wspiąć i spokojnie przeczekać pościg. Taka umiejętność wtapiania się w otoczenie była niezwykle przydatna. Niestety, zawsze był ktoś, to w chwili spuszczenia wzroku dostrzegał jej drobną sylwetkę. Może gdyby Henrietta miała inny sposób na ubieranie się, ludzie przechodziliby obok niej obojetnie. Ot taka albinoska, ot taka Gwiazda. Nic szczególnego, chodź Heniu, idziemy dalej, bo spóźnimy się do mamusi na imieniny, a ty wiesz, jaka ona jest. Niestety, Adelle nie widziała siebie jako kogoś innego niż lolitkę. Te sukienki stanowiły część jej osoby, nieodrywalny element jej ziemskiej egzystencji. W sumie, nawet gdyby nikt nie wpadł na pomysł stylu lolita (należy wspomnieć, że Henrietta ma kreacje z każdego podgatunku tego stylu, gdyż nie umie się zdecydować, który woli), z pewnością sama zaczęłaby je projektować i szyć. Z tym byłyby problemy, bo szyć to ona umie tylko trochę, ale praktyka czyni mistrza, prawda?
- Ja wzięłam wersję na wpół ostrą, też niczego sobie. Bardzo polecam, bo farsz nie był za łagodny, ani też za ostry. Taki w sam raz, każdemu by posmakował! – zawyrokowała i klasnęła w dłonie. Tak, lubiła takie naleśniki. W sumie, czy jest ktoś na tym świecie, kto nie lubi naleśników? Chyba tylko jakiś pomylony skorupiak, który przez całe życie wąchał szlam i nos mu się zatkał, i tylko ten szlam może mu smakować, i ma paskudne uszy, i… Ajajaj, coś nam się Henrietta zagalopowała z tym swoim infantylnym podejściem do niektórych spraw, do których zaliczały się lubiane przez nią rzeczy. Gdy jeden z kolegów wyraził niechęć względem noszonych przez nią kreacji, wyzwała go od… Zupy z porem. Chłopak zaśmiał się, poklepał ją po głowie i stwierdził, że jest urocza. W tej samej chwili noga Henrietty wymierzyła mu solidnego kopniaka w kostkę.
- S…skoro pani chce, to nie będę pani bronić. Uprzedzam tylko, że główna protagonistka jest transseksualistką, tak samo jak główny antagonista. Ta ucieczka jest tylko tłem dla ich walki, która ma na celu zabicie przeciwinika i przejęcie jego ciała… I w tym celu stosują różne podchody i takie tam różne nieciekawe akcje dywersyjne… – Nie, nie i jeszcze raz nie. Henrietta nie chciała zniechęcić nauczycielki do lektury jej opowiadania, jednakże wolała ją grzecznie i z góry uprzedzić o zainstniałym wątku w fabule. Bądź co bądź to niektórzy ludzie nie mogą się przekonać nawet do biseksualistów, a co dopiero homoseksualistów i transseksualistów. Henrietta, pomimo stwierdzonego i zadeklarowanego heteroseksualizmu, nie miała nic przeciwko innym orientacjom. Było to dla niej naturalne; po prostu jedna pani woli panów, a druga panie lub panie i panów. Albo jeden pan lubi panie, a jego sąsiad panów, albo i panów i panie. Mimo to, znała niechęć ludzi do takich tematów. A to, że Henrietta lubiła poruszać kontrowersyjne wątki oraz umieszczać akcję w jakimś chorym, koszmarnym miejscu, to już kompletnie inna sprawa… Po prostu lubiła igrać z ogniem, którym były reakcje innych osób.
- To fajnie, bo trudno znaleźć kogoś, kto też takie rzeczy lubi. Kiedyś malowałam na płótnie jedno z miejsc z tego opowiadania. Gdy farba wyszła, aż sama się przestraszyłam. Nikt mnie nie uprzedził, że farba olejna, jak jest mokra, ma o wiele jaśniejsze i delikatniejsze barwy! – To niestety była prawda, która dowiodła lekkiego tchórzostwa białowłosej Gwiazdy. – I jak pani chce, to teraz polecę! – I nie czekając na pozwolenie tudzież reakcję nauczycielki, wybiegła z bawialni jak wystrzelona z procy. Tup, tup, tup. Korytarz prowadzący do akademika. Tup, tup, tup. Zakręt w lewo i kolejne schody. Tup, tup, tup. Trzeci korytarz od lewej i drugie drzwi z prawej. Ostrożnie nacisnęła klamkę i aż zaniemówiła. Zostawiła drzwi otwarte! Henrietta, ty ośle!, skarciła samą siebie i ostrożnie wsunęła głowę do pokoju. Nikogo nie było, klucze leżały na biurku, a wszystko leżało tak, jak powinno. Szybko podeszła do swojego łóżka i wyciągnęła spod niego zeszyt A4 z narysowanym na okładce królikiem, który w otoczeniu niebieskich i fioletowych róż, pił herbatę z filiżanki z serwisu w różyczki (dzieło Henrietty) oraz plastikową, lekko wysłużoną teczkę w kolorze niebieskim. Położyła swoje skarby na łóżku i szybko sprawdziła, czy wszystko jest na swoim miejscu. Upewniwszy się, że wszystkie jej rzeczy są tam, gdzie powinny, przycisnęła do siebie teczkę i zeszyt, a drugą ręką złapała klucze. Wypadła z pokoju jak oparzona, zamknęła za sobą drzwi i jeszcze szybciej wróciła do bawialni.
- Tu…taj są rysunki i projekty… – wysapała, kładąc nauczycielce na kolana teczkę. – A tu… Tu ma pani… To o…opo…wiadanie – dokończyła i ciężko klapnęła obok. Nie była jakoś szczególnie wytrzymała fizycznie, co niestety, wiedział każdy…

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Nie Sie 18, 2013 7:52 pm

Nancho najpewniej nie zareagowałaby tak potulnie, gdyby ktoś znienacka otoczył ją ramionami i przycisnął do piersi. Też byłaby oszołomiona, ale nie należała do tego typu ludzi, który bezczynnie przygląda się jak obca osoba ją obściskuje. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że pod wieloma względami była hipokrytką, ale była to nieodłączna część jej osobowości i - jak przystało na osobę wybitnie nieskromną - musiała ją zaakceptować, pokochać i zmienić w swoją zaletę.
Co prawda tylko ona hipokryzję mogła uznać za zaletę.
Poza tym naprawdę kochała słodkie rzeczy. Nie potrafiła przejść obojętnie obok puchatego króliczka, przyklejała się do witryny sklepowej gdy po drugiej stronie dostrzegała coś ślicznego i rzucała tęskne spojrzenia za uroczymi parasoleczkami na bazarach.
Serce Pinky rozmiękłoby jeszcze bardziej, a w jej żyłach zaczęłaby płynąć najsłodsza substancja świata, gdyby tylko miała świadomość, że kojarzyła się Henriettcie z mamą. Starała się jak mogła, by podopieczni obdarzali ją swym zaufaniem i przychodzili z problemami. Miała naprawdę poważny problem z odmawianiem młodzieży.
Może miało to coś wspólnego z jej przeszłością? W końcu dawniej musiała zajmować się młodszą siostrą, nic dziwnego, że czuła się w obowiązku służyć radą i wsparciem młodzieży.
Cóż, siedmioletnia matka z pewnością była patologią. Ale nie takie przypadki się zdarzały w historii!
Na słowa panienki Haze starła wyimaginowany pot z czoła i roześmiała się wesolutko, starając nie nie zdradzić ulgi.
Uf, upiekło mi się. Dywanik u dyrektora nie jest moim ulubionym miejscem wypoczynku.
- W takim razie muszę cię ostrzec, że to się jeszcze może zdarzyć - oznajmiła z pozorną powagą. Skoro już raz nie potrafiła się powstrzymać przed przytuleniem białowłosej, to najpewniej następnym razem też nie zdoła powstrzymać rąk. Henrietta w oczach Nancy jawiła się jako bezbronne dziecko, mała siostrzyczka, którą czasem po prostu trzeba przytulić, ot.
- Niewątpliwie jak wciśniesz się między ludzi nikt cię nie znajdzie - przyznała, obdarzając Gwiazdkę szerokim uśmiechem. Sama miała nieco inne sposoby na gubienie natarczywych pijaków czy pedofilii. Jeśli groźby i wiązanka nie przynosiły skutku, zazwyczaj Sherwood nie ryzykowała zdrowiem... swych przeciwników i znajdowała rosłego, wielkiego, trzeźwego faceta w najbliższym otoczeniu. Potem wystarczyło tylko podejść do takiego, zrobić minę zbitego psiaka i zawołać "Szukałam cię wszędzie, braciszku, ktoś mi się naprzykrza!".
Na ogół to była ta chwila, w której prześladowcy stwierdzali, że są wyjątkowo zmęczeni i muszą natychmiast wrócić do domu. Tego znajdującego się po drugiej stronie miasta, jakżeby inaczej?
Nancy zaś z roztargnieniem i przesadnym dramatyzmem tłumaczyła skołowanemu mięśniakowi, że potrzebowała jego pomocy w celu pozbycia się paru gości. Błyśnięcie zębami/biustem/talonem na darmowe piwo przynosiło zaskakująco dobre skutki i sprawiało, że przy najbliższym spotkaniu mięśniak z własnej woli jej pomagał.
Już tylu braci się dochowała w Stangradzie, ach!
Nancy nie zgodziłaby się ze zdaniem Haze. Bez stroju lolitki i tak zwracałaby na siebie wystarczająco dużo uwagi - ona po prosu była urocza, nie potrzebowała sukienek, choć te stanowiły wisienkę na torcie. Dopełniały w pełni jej wizerunku.
- Na pewno spróbuje - orzekła, dodając zjedzenie tych naleśników do swojej listy rzeczy do zrobienia. Naleśniki były cudowne! Proste do przyrządzenia, mogły być wypełnione zarówno czymś słodkim jak i ostrym - danie idealne! Sherwood zapewne użyłby równie barwnych określeń, gdyby ktoś prosto w oczy jej powiedział, że ich nie lubi. No bo jak?! To... to tak jakby nie lubić słodyczy! Albo owoców!
Co za lama mogłaby nie lubić naleśników, słodyczy albo owoców?!
Choć wyzywanie od zupy z porem było wyjątkowo oryginalne. I trzeba przyznać, że Henrietta i tak okazała koledze miłosierdzie, mogła celować nieco wyżej, również w miejsce na k.
Okrzyk zachwytu w wydaniu Nancy musiał upewnić Gwiazdkę, że w życiu nie zniechęci kobiety do przeczytania tego cuda. Gdyby nie rygorystyczny dyrektor pewnie nawet zrobiłaby z tego przedstawienie szkolne, zwłaszcza gdyby Henrietta naprawdę była tak utalentowana.
Sama Nancy wykazywała szeroką tolerancję wobec preferencji seksualnych otaczających ją istot. Miała wśród znajomych całe mnóstwo lesbijek, znała też paru gejów i nie traktowała ich jak odmieńców. Ot, byli normalnymi osobami, kłóciła się z nimi, śmiała i piła. Co prawda nie znała żadnego transseksualisty, ale najpewniej podeszłaby do niego z równie wielką otwartością co do wszystkich innych.
Jak na człowieka była naprawdę tolerancyjna. Wystarczyło spojrzeć jak odnosiła się do ras, które nią pogardzały.
- Mnóstwo osób doznaje szoku po użyciu farb olejnych, zwłaszcza gdy wcześniej nie mieli z nimi do czynienia - przyznała, komicznie marszcząc nosek. Wyobrażała sobie zdumienie dziewczyny na widok jej dzieła po wyschnięciu, efekt musiał być naprawdę zaskakujący.
Nie zdążyła nawet otworzyć ust, a Henrietty nie było już w pomieszczeniu. Wymieniła zdziwione spojrzenia z jej królikiem i usiadła prosto, wyłączając telewizor. W sumie już dawno przestała śledzić akcję na ekranie. Nie musiała być Sherlockiem Holmesem, by zgadnąć, że dziewczynka biegła. Nie dość, że pojawiła się w bawialni po parunastu minutach - a Nancy przecież wiedziała w jakiej odległości znajduje się internat - to jeszcze dyszała i sapała, przez co kobiecie zrobiło się aż głupio. Położyła dłonie na teczkach, spoglądając na Gwiazdkę z troską.
- N-Nie musiałaś biec, naprawdę - oznajmiła, poklepując ręką miejsce obok siebie. Przyjrzała się dokładnie okładce królikiem, uśmiechając się wesoło na widok róż i pasującej do nich filiżanki.
- Zapewne nie zdążę wszystkiego obejrzeć dzisiaj, ale może pożyczysz mi do jutra swoje prace? Wtedy będę mogła się im dokładniej przyjrzeć i moja ocena na pewno będzie więcej warta -
oznajmiła wesoło, przekrzywiając głowę i przyglądając się dziewczynce z zaciekawieniem. Chciała mieć czas by zapoznać się z całością - teraz niestety nie miała go za wiele, bo robiło się późno. Nancy musiała wrócić jeszcze do domu i ogarnąć swój plan na jutro.
- Będziesz mogła do mnie podejść z samego rana, żebyś za długo nie musiała na nie czekać -
obiecała Nancy, podnosząc się wolno z fotela. W zależności od odpowiedzi dziewczynki wzięła je lub zostawiła na jej kolanach - w każdym razie uśmiechnęła się przyjaźnie, jak to ona.
- Będę się zbierać. Uważaj na siebie, Henrietto. I zjedz coś porządnego! - napomniała ją żartobliwie, czochrając po głowie i głaskając pluszowego królika na pożegnanie. Zaraz po tym wyszła, puszczając jeszcze dziewczynce oczko w drzwiach.

/zt

//Wybacz, nie chciałam Cię blokować :c//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Henrietta
Naukowiec | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 60
Dołączył/a : 07/08/2013

PisanieTemat: Re: Bawialnia   Pią Sie 30, 2013 10:49 pm

Oj tam, oj tam. Henrietta akurat lubi biegać, a to, że musiała się przebiec w te i z powrotem, nie robiło jej jakieś różnicy. Była na tyle szybka i zwinna, że traktowała to jak szybki chód. Bardzo szybki, warto dodać.
- To naprawdę nie było dla mnie jakimkolwiek wysiłkiem – zapewniła nauczycielkę, siadając tuż obok. Fakt faktem, trochę się zmachała, ale trudno! Wysiłek fizyczny jeszcze nikogo nie zabił, a przecież zawsze trzeba być w formie. Nigdy nie wiadomo, kiedy jakiś pedofil się pojawi w pobliżu, prawda? Nie wolno stracić czujności! Wróg narodu lolitek może się wszędzie czaić!
- Oczywiście, nie ma problemu! – odpowiedziała rezolutnie, uśmiechając się szeroko. Nie przeszkadzało jej to, gdyż w rzeczywistości miała o wiele więcej prac w swoim pokoju, więc gdyby chciała popaść w lekkie samouwielbienie, mogłaby spokojnie wygrzebać coś z szafy i spokojnie pocieszyć oczy swoimi małymi dziełami sztuki.
- Może je pani trzymać przez cały tydzień, a nawet dłużej – uspokoiła nauczycielkę i po raz kolejny uśmiechnęła się do niej przyjaźnie. – Ja również będę się zbierała. Bardzo dziękuję pani za rozmowę i życzę pani miłego dnia! – Pomachała nauczycielce, a gdy ta się oddaliła, wzięła wszystkie swoje skarby, które miała pod ręką i przekroczyła drzwi bawialni. Przez chwilę nie wiedziała, co powinna zrobić. Ale mały spacer po mieście nikomu nie zaszkodził…

/zt~

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bawialnia   

Powrót do góry Go down
 
Bawialnia
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Bawialnia w piwnicy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Akademia Nowej Ery :: Internat-
Skocz do: