IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Willou

Go down 
AutorWiadomość
Willou
Arkanista | Ogrodnik
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 7
Dołączył/a : 16/09/2013

PisanieTemat: Willou   Wto Wrz 17, 2013 2:20 pm

Imię i nazwisko:

Pseudonim:

Płeć:

Wiek:

Wzrost i waga:

Rasa:

Organizacja:

Ranga:

Zawód:

Umiejętności:

    Świetnie gotuje. W dodatku dobrze prezentuje się w fartuszku, więc uwielbia przesiadywać w kuchni.
    Jest bezszelestny, liście i gałązki pod jego stopami, z niewyjaśnionych przyczyn, nie skrzypią.
    Słoń nadepnął mu na ucho, bo beznadziejny z niego muzyk.
    Serenady i ballady za to wychodzą mu po mistrzowsku!
    Miecze i sztylety to jego najlepsi przyjaciele, posługuje się z nimi wprawą od lat.
    Wyjątkowo bystry, szybko się uczy.
    Oburęczny.
    Zna się na roślinach jak mało kto.
    Dobrze dogaduje się ze zwierzętami. Co prawda nie gada z nimi, ale wiadomo o co chodzi.
    Swego czasu - wstyd się przyznać - uczęszczał na yogę. Bo instruktorka była zarąb... no, nieważne, w każdym razie jest wygimnastykowany. Nogę za głowę założy bez problemu!


Moce:
Wyłącznie rasowe - jest Ziemią.

Wygląd:



    Jeśli ludzie będą zwra­cać uwagę tyl­ko na wygląd, nig­dy nie na­biorą sza­cun­ku do umysłu.
    Trudi Canavan


Wrodzona skromność nie pozwala mu określać się mianem przystojniaczka, ale nie musi tego robić. Wszyscy i tak to wiedzą. Jest wysokim mężczyzną, ale to nie ten fakt przyciąga ku niemu spojrzenia ludzi. Przede wszystkim to pewność siebie, której nie sposób przeoczyć, bo bije od niego niczym zapach spirytusu od alkoholika. Ukazuje się ona w uśmiechu, spojrzeniu, nawet w zwykłym chodzie. Ma ciemną karnację, pozbawioną wszelkich blizn i piegów - wygląda jakby całe dnie spędzał na słońcu, co w sumie niespecjalnie mija się z prawdą. Kontrastuje to z białymi włosami, którym nie straszny jest fryzjer z nożyczkami i tonami gumy. Bez względu na to ile poświęci im uwagi i tak ułożoną się po swojemu - czyli chaotycznie. Część kosmyków opada mu na twarz jako grzywka, z tyłu fryzura zaś jest znacznie dłuższa i opada swobodnie na kark - niejednokrotnie Willou związuje włosy w kitkę, by za bardzo mu nie przeszkadzały. Ma wyraźnie rysy twarzy, wystarczająco, by nie mylono go wciąż z kobietą.
Najpewniej załamałaby go ta pomyłka.
Jego tęczówki barwą przypominają świeżą trawę. Jest to jedna z najbardziej charakterystycznych cech, które ujawniają go jako Błękitnokrwistego Ziemi. Nie jedyna - wystarczy spotkać go w odpowiednim momencie, by ujrzeć wyrastające mu z głowy kwiaty, ale opadające z włosów liście. Jego nastrój w bezpośredni sposób wpływa na naturę dookoła, będąc zakochanym bezwolnie sprawia, że wszystko wokół kwitnie i pachnie. Zły i rozgniewany, zmusza drzewa do wyginania gałęzi i zrzucania liści, a każdy kwiatek w okolicy słania się nagle po ziemi, jak gdyby się bał.
W jego uszach znajduje się mnóstwo kolczyków. Na ogół są to złote kółka, czasem przywiesza też do nich jakiś łańcuszek. Nie wie co konkretnie pociąga go w piercingu, ale naprawdę to lubi i nie da sobie wmówić, że to pedalskie.
Skoro on to nosi, to jest to męskie. I koniec.
Nie jest typem mięśniaka, nie spędza połowy życia w siłowni, niemniej dba o swoje ciało do tego stopnia, że wyrobił sobie mięśnie. Głównie żeby szpanować klatą, ale są też korzyści płynące z większej siły. Ponieważ nie jest typem żarłoka, a i nie zapuszcza się do tego stopnia, by okryła go zbyt duża warstwa tłuszczu, Willou jest dość kościsty. Widać to po wydatnym jabłku Adama, wystających obojczykach i dość chudych, zwinnych palcach.
Jego szafa pełna jest luźnych, kolorowych rzeczy. Przepada za przylegającymi bokserkami i koszulkami, podkreślającymi dobrze zbudowany tors, ale brzydzi go widok faceta w rurkach i choć on, oczywiście, prezentowałby się w nich seksownie i cudownie, to jednak nie okryje się hańbą i nigdy w życiu nie wciągnie ich na tyłek. Woli czuć się swobodnie, tak by nic nie ograniczało mu ruchów. Niezbyt ciężko go zmusić do włożenia garnituru. Z przyjemnością chodziłby w nim każdego dnia, bo pod muszką i w czarnej marynarce czuje się jak prawdziwy super agent.
Poza tym, laski szaleją za garniakami!


Charakter:



    Nigdy nie przestawiaj się uśmiechać, nawet jeśli jesteś smutny, ponieważ nigdy nie wiesz, kto może się zakochać w twoim uśmiechu.
    Gabriel García Márquez


To dziwny facet. Nie sposób go zaszufladkować, przypisać mu łatkę, wrzucić go do wora z kimś innym. Łączy w sobie tak wiele sprzeczności, że zwodzi tym ludzi, ogłupia ich i myli. Potrafi być niezwykle przyjazny i towarzyski, bez trudu zdobywa nowe znajomości dzięki radosnemu usposobieniu. Wystarczy jednak jeden błąd, błahostka, na którą większość osób nie zwraca uwagi, a zielone oczy matowieją, uśmiech gaśnie, a wokół mężczyzny roztacza się iście krwiożercza aura. Takie przeskoki osobowości są dla niego zupełnie naturalnie, niejednokrotnie zdarzało mu się wysłuchiwać złośliwych docinek jakoby był kobietą - warto jednak ostrzec, że w wielu przypadkach traktuje to wyzwisko jako wyzwanie, rzuconą mu rękawicę.
Że on niby nie jest męski? Hę?!
Mam wstać do ciebie?
Nie należy wysuwać pochopnych wniosków na jego temat. Na ogół prezentuje swoją miła stronę, lubująca się w dowcipach, spotkaniach ze znajomymi i podrywaniu nadobnych panienek. Jego słabość do płci pięknej mogłaby wręcz uchodzić za słabość, nie odpuści bowiem żadnej okazji, by wywołać na licu białogłowy uśmiech - nie ważne czy będący efektem rozbawienia, czy pobłażania. W tym wypadku przydają się jego sztuczki, związane z rasową mocą - jaka panna bowiem oparłaby się mężczyźnie, który zza jej ucha wyjmuje wielką, piękną róże? Albo powoduje zakwit wszystkich drzew w okolicy?
Ma wiele sposób na zdobycie serc, między innymi znane od lat teksty - cóż z tego, że są żałosne, czasem działają!
Nie należy jednak sądzić, że przez to jakoś źle mu się układają relacje z mężczyznami. Willou lubi, jak każdy facet chyba, przesiedzieć całą nocą w towarzystwie piwa, kumpli i wyginających się przy rurach las...
Ekchem. Oczywiście z kolegami nie chodzi na striptiz, gdzieżby tam! Oni razem zajmują się wnikliwie nauką anatomii, najchętniej kobiecej.
Tym, co charakteryzuje Willa najlepiej, jest jego pogoda ducha. Bez względu na okoliczności jest w stanie znaleźć dobrą stronę, nie bacząc na sytuacje jego usta rozciągnięte są w uśmiechu. Nie pociesza zbyt dobrze, ale doskonale naprowadza myśli na inny tor, zmienia temat i z zadowoleniem obserwuje efekty swych działań.
Potrafi być cyniczny i kąśliwy, jeśli akurat ma wyjątkowo zły dzień. Chowa się wtedy za sarkastycznymi uwagami i stara się odstraszyć potencjalnych rozmówców, by nie musieli obserwować jego podłego nastroju - sam siebie nie lubi w takich momentach. Dla przyjaciół jest lojalny i oddany, gotowy rzucić się w przepaść, jeśli to im pomoże - warunek jest jednak taki, że trzeba przywyknąć do jego drobnych dziwactw. Jednym z nich jest jego wrażliwość na otaczającą go przyrodę. Nie ważne gdzie mieszka, musi mieć mały ogródek, w którym sadzie ulubione krzewy i kwiaty - wierzcie mi, że prezentuje się wyjątkowo komicznie, ubabrany w ziemi i zajęty rozmową ze stokrotkami. Wyjątkowo też nie lubi braku szacunku istot wobec natury - wyrzuć śmiecia w lesie, a przystawi ci sztylet do szyi i zmusi do przycinania trawy nożyczkami do paznokci.
Jest wegetarianinem. Nie chodzi nawet o to, że boli go zabijanie zwierząt - takie prawo dżungli, nie będzie go usilnie zmieniał - ale ma na tyle dobry kontakt ze zwierzętami, że czuje się okropnie, jedząc ich mięso. Nie wymaga od osób mu towarzyszących, by zmuszali się do tego samego, ale zdarza mu się skrzywić na widok hamburgera z wołowiną.
Nie należy do person specjalnie przejmujących się utrzymaniem porządku. Większość ubrań umieszcza na podłodze - bo tak łatwiej je znaleźć, rzecz jasna! - pudełka po jedzeniu zostawia na widoku i głowi się nad tym, gdzie znajduje się w jego mieszkaniu śmietnik. I czy w ogóle takowy kupił.
Willou czasem z zachowania przypomina małego chłopca. Jest łobuzerski, ucieka przed odpowiedzialnością i gdy coś przestaje mu odpowiadać, po prostu o tym mówi, nie przejmując się zdaniem innych. Ciekawy świata, wściubia wszędzie nosa przez co narobił sobie w różnych kręgach wrogów. Lubi wiedzieć wszystko o wszystkich, jest dociekliwy i bardzo przekonujący, gdy pragnie zdobyć interesujące go informacje. Bywa chamski, co jednak nie znaczy, że nie zna zasad dobrego wychowania - mimo braku wspomnień na temat tego, co działo się przed jego zaśnięciem, ciało wciąż pamięta, że należy przepuścić damę w drzwiach, podsunąć jej krzesło i przepuścić pierwszą gdy wchodzi po schodach. Często nawet nie zauważa tych drobnych czynności, są dla niego one tak oczywiste, że dziwi się, gdy ktoś zwraca na to uwagę.
Jest ambitny. Bez względu na wszystko pnie się w górę, podnosi sobie poprzeczkę i bezwzględnie prze do przodu. Jeśli upada, nie przejmuje się tylko podnosi i próbuje znowu. I znowu. I znowu. Jego upartość można by nawet uznać za zaletę, gdyby nie uprzykrzał niektórym nią życia.
Bo jak to tak, że on nie dostanie numeru? Na pewno? A jak poprosi? Poprosi dwa razy? Ładnie prosiii, no dajże numer, kobietooo.


Historia:



    A czymże jest praw­dzi­wa męskość, jeśli nie wy­mie­sza­nymi w od­po­wied­nich pro­por­cjach klasą i szaleństwem?
    Andrzej Sapkowski


   Gdyby chciał, opisałby każde miejsce, które zdarzyło mu się odwiedzić, opowiedziałby o każdym zakamarku jaki odkrył i ludziach, których w czasie życia spotkał. Określiłby kolory kwiatów w ogrodach, które mijał, wymieniłby nazwy miejscowości, w których spał, podałby tytuły książek, które czytał i wyrzucił z siebie imiona wszystkich pięknych kobiet, na które się natknął.
   Ale mu się nie chce. Ograniczy się do niezbędnego minimum.



    Mężczyz­na za­kochu­je się tak, jak­by spa­dał ze schodów: to po pros­tu wypadek.
    Oscar Wilde


   Odkąd sięgał pamięcią miał problem z zatrzymaniem się w jednym miejscu. Wciąż podróżował, zwiedzał i odkrywał. Był obecny przy podbojach, wojnach i powstaniach. Brał udział w bitwach, przepłynął każde morze, pływał się w każdym jeziorze i poznał smak każdego owocu. Widział dżungle, sawannę, uciekał przed nosorożcami i oswajał tygrysa. Rąbał drzewo z wieśniakami i pił wina z towarzystwie monarchów.
   Słowem - nic nie mogło go już chyba zaskoczyć. Wydawało mu się, że doświadczył wszystkiego.
   A potem przekonał się, że się mylił. Miłość uderzyła w niego nagle, jak piorun.
   W zasadzie to od błyskawicy zaczęła się ta znajomość.
   Pewnie gdyby nie fakt, że był odporny na elektryczność, bardziej by się przejął tym, że uderzyła w niego wiązka wyładowań elektrycznych. Zamiast tego tylko się otrzepał, zakaszlał i rozejrzał, stwierdzając z zaskoczeniem, że częstotliwość pojawiania się błyskawic w tym miejscu była zbyt duża.
   Skąd, do diabła, miał wiedzieć, że znalazł się niedaleko laski z zespołem napięcia przedmiesiączkowego? Gdyby był tego świadom, uciekłby, a nie pakował się w paszcze lwa!
   Tymczasem raźnym krokiem skierował się do samego źródła.
   Była piękna. Naprawdę. Blond włosy, opadające falą na plecy, iskrzące się niczym neon oczy, tak intensywnie niebieskie, że aż dech mu zaparło. Niewysoka, smukła, delikatna. O dużych... dobrach, którymi obdarzyła ją natura. Z dłońmi zaciśniętymi w pięści, przekleństwem na końcu języka i błyskawicami w dłoni, którymi ciskała ślepo na wszystkie strony. Uchylił się przed kolejną, a gdy ponownie podniósł głowę, ich spojrzenia się skrzyżowały. Stała osłupiała, wpatrując się w niego przeszywająco. Podrapał się po głowie, chrząknął i uśmiechnął szelmowsko, puszczając jej oczko.
   - Bardzo często kobiety tak reagują na mój widok. Zamierają w bezruchu i trwają w zachwycie - oświadczył głośno, a kobieta momentalnie zamrugała i pokręciła głową. Do licha, nie spodziewała się towarzystwa, ukazała właśnie swoją moc! Spalą ją za to na stosie, ukamienują, utopią albo powieszą! Spanikowana zacisnęła powieki i, niewiele myśląc, zwiała. Ot, tak po prostu zmieniła swe ciało w błyskawicę i wystrzeliła w górę, odprowadzona zdumionym spojrzeniem Willa.
   To właśnie wtedy doszedł do wniosku, że spotkał przedstawicielkę swojej rasy. Zwykle towarzyszył mu tak straszliwy pech, że nie gdziekolwiek się nie udał, zawsze mijał się ze swoim pseudo rodzeństwem. Widział efekty ich działań, słyszał o ich czynach od znajomych nieludzi, ale nie natykał się na Błękitnokrwistych osobiście. Nic zatem dziwnego, że spotykając raz Elektryczność, powziął sobie za cel odnalezienie jej.
   Nie miał w tym celu, nie zastanawiał się, co będzie potem.
   Po prostu chciał z nią porozmawiać, no!



    I can’t tell you just how wonderful she is. I don’t want you to know. I don’t want any one to know.
    — F. Scott Fitzgerald


   Do ponownego spotkania doszło w dość nieprzyjemnych okolicznościach. Willou wracał do domu po niezwykle udanym spotkaniu w gronie jakże uroczych niewiast.
   Wcale im nie płacił!
   Zostawił pieniądze, bo był jak samarytanin i chciał je wspomóc groszem.
  Jesteś cudowną osobą, Will. Cudowną.
   Ach, niemalże się zarumienił. Począł nucić pod nosem jakąś melodyjkę, gdy do jego uszu doszedł dźwięk wzburzonych głosów i, kierując się zwyczajową dla siebie ciekawością, ruszył w tamtą stronę. Dotarł aż do baru, zwyczajnej, pospolitej meliny, przed którą szarpało się paru mężczyzn. Ominął ich zgrabnie i wsunął się do środka, choć nie do końca wiedział, co tak bardzo go tu ciągnie. Bo na pewno nie smród spoconych, męskich ciał.
   Odpowiedź siedziała przy barze, wlewając w siebie hektolitry taniego wina i bujając się na boki z nadąsaną miną. Ledwo się powstrzymał przed tańcem szczęścia na jej widok - szukał ją od miesięcy, ale przepadła zupełnie, więc podejrzewał, że zgubił jej trop i skierował się w złą stronę. Zanim on zdążył przedrzeć się przez tłum, na wolnym miejscu obok niej przysiadł jakiś laluś, przekonany najwidoczniej, że pijana Elektryczność będzie doskonałym celem.
   W zasadzie miał rację, kobieta bujała się na boki z tak nierozumną minką, że kwestią czasu było, aż ktoś ja zgwałci.
   Willou musiał interweniować! Niczym rycerz na białym koniu, bez zbroi i wierzchowca, zjawił się obok nich i wykopał chłystka ze stołka, przysiadając kulturalnie i uśmiechając się do zdziwionej pannicy. Rozpoznała go, bo zmarszczyła brwi i zaraz wykrzywiła usta w rozbawionym uśmiechu, starając się skoncentrować na jego twarzy.
   - Ślesisz mne?
   - Nigdy nikogo nie śledzę. - Machnął ręką, zamawiając sobie również coś do picia. - To musi być przeznaczenie, moja droga, los nas ze sobą łączy.
   Zachichotała, kiwając głową na boki. Rozmowa z nią z całą pewnością nie miała sensu, ale i tak wciąż gadał, obserwując z zadowoleniem jej zupełnie niewinną stronę. Taka miła, słodka, zabawna...
   W sumie nawet specjalnie się nie zdziwił, że wylądowali razem w łóżku. To musiało nastąpić, za bardzo na niego leciała.
Ale któż by się mu oparł?


    I'll make you so in love with me, that everytime our lips touch, you'll die a little death.
    Ai Yazawa


   - Sukinsyn! - obudziło go z samego rana i uniósł się na łokciach, by znów opaść na łoże pod naporem jej ciała. Usiadła na nim, a jej oczy wyrażały wyłącznie chęć zamordowania go. - Przeleciałeś mnie, ty cholerny ćwoku!
   - Nie opierałaś się - stwierdził natychmiast, by jęknąć, gdy po prostu uderzyła go w twarz. Miała prawy sierpowy jak facet, ileż siły w takim wątłym ciałku się chowało?! Uśmiechnęła się złośliwie, umieszczając obie dłonie na jego klatce piersiowej i nachylając się nieco niżej. Serce zabiło mu szybciej, gdy przejechała językiem po wargach, błyskając niebezpiecznie oczami.
   A potem nim wstrząsnęło. Z jej rąk przesunęła się iskra, mająca na celu zatrzymanie akcji serca. Na nic się to jednak nie zdało, był zupełnie nieczuły na elektryczność, toteż jedynie zamrugał i wyszczerzył się głupkowato na jej zdziwienie. Gdy pierwszy szok minął, dźgnęła go palcem i spanikowanym, oskarżycielskim tonem rzuciła:
   - Czemu ty nie chcesz umrzeć?!



    Je­den po­całunek mężczyz­ny może złamać całe życie kobiety.
    Oscar Wilde


   Przekonanie Alys, bo takim mianem przedstawiła się urocza kobietka, żeby została w jego domu, okazało się trudniejszym zadaniem, niż sądził. Zapierała się rękami i nogami - co, swoją drogą, było dość przykre, w końcu czego się obawiała? - póki nie wyjaśnił jej kim jest. Słysząc, że ma do czynienia ze swoim niemalże krewniakiem, dziewczyna sapnęła z irytacją i przejechała sobie ręką po twarzy. Zgodziła się też z nim zostać, choć uczyniła to głównie przez jego kolejne słowa, które wywołały na jej obliczu grymas obrzydzenia.
   - Znajdę Cię teraz wszędzie, gdziekolwiek nie pójdziesz!
   No w co ona się wpakowała?! Trafiła na jakiegoś totalnego psychola, który uczepił się jej jak rzep psiego ogona. Nie mogła mu odmówić pewnych zalet, w końcu gotował i był całkiem niezłym towarzyszem do rozmów, niemniej jednak z początku czuła się wyjątkowo niekomfortowo, podróżując z nim u swego boku. Szukali Śmierci - to był jej główny cel, więc Willou chętnie się podłączył, stwierdzając, że już znudziły mu się wycieczki bez celu. W dodatku jakoś zaskakująco przywiązał się do tej agresywnej, wybuchowej Elektryczności, której okazywał mnóstwo swojego ciepła. Była zimniejsza od Shiro, którą kojarzył jako półboginię Lodu!
   Willou musiał zrobić wszystko, by się w nim zakochała!



    Miłość kpi so­bie z rozsądku. I w tym jej urok i piękno.
    Andrzej Sapkowski


   Ich starcie ze Śmiercią nadeszło dopiero po paru latach. Willou odnalazł go pierwszy, Alys nawet nie zdawała sobie sprawy z obecności ich wroga. Za późno było na powiadamianie, ich miecze skrzyżowały się, a pot zrosił czoła. Will miał szanse, choć walczył z osobą odporną na jego ataki. Ale znajdował się na swoim terenie zawsze, wiecznie wykorzystywał swą całą moc, podczas gdy jego "rodzeństwo" osiągało jej maksimum wyłącznie w sprzyjających warunkach. Działał ostrożnie, rozsądnie, ale Śmierć okazał się sprytniejszy. Wykorzystał fakt, że znajdowali się na dawnym polu bitwy i podniósł zmarłych z ziemi.
   Gdyby Alys nadeszła we właściwym czasie, zabiliby go.
   Ale spóźniła się. Zastała tylko Willa, leżącego w kałuży błękitnej krwi i klnącego na cały otaczający ich świat. Było tak blisko, tak blisko końca!
   - Willou, trzymaj się, kochanie, zaraz cię zabiorę do lasu, trzymaj się, dobrze? - szeptała blondynka, histerycznie rozglądając się dookoła. Mężczyzna roześmiał się i mrugnął do niej, wdziewając na usta łobuzerski uśmiech.
   - Kochanie? A od kiedy to tak? - spytał, pozornie zwijając się z bólu. Och, był chamski, że tak ją straszył, ale ile można było czekać na jakiekolwiek wyznanie z jej strony?! Tyle lat, a wciąż wyrzucała mu, że go nienawidzi!
   - Milcz - warknęła, a on wypuścił powietrze z płuc, przymykając oczy.
   - Więc umieram - orzekł dramatycznie, a ona otworzyła szerzej oczy i chwyciła go za materiał szat, podciągając go do pionu.
   - Kocham Cię. Kiedy śpisz. Sparaliżowany. W pokoju bez klamek. Na drugim końcu świata. Pod wodą. W więzieniu. Z rekinami ludojadami i piraniami wielkości krowy. Głodzonymi przez siedem miesięcy - fuknęła, a on zarechotał, przyciągając do siebie pannicę i zamykając ją w swych ramionach.
   - Zaskakująco miłe wyznanie.
   - Spierdalaj.



    W blas­ku życia zaw­sze to­warzyszą nam cienie śmierci.
    Stephen King


   Potem nadeszła wojna. Hektolitry krwi, wiele poświęconych istnień, wylanych łez i cierpiących rodzin. Hibernacja okazała się dla Willa niemalże wytchnieniem, zniknęły wszelkie niepokoje i bolączki.
   Pobudka nie była już taka przyjemna.
   Wpierw uderzyła go pustka w głowie. Nie pamiętał niczego, nikogo, nie wiedział co się dzieje. Mgliste wspomnienia pozwoliły mu zidentyfikować własną osobę, ale nic poza tym - nie przypominał sobie napotkanych istot ani wydarzeń.
   Zaczął żyć na nowo, podróżować, a towarzyszył mu nieustannie ból w okolicach serca. Aż pewnego dnia cierpienie nasiliło się do tego stopnia, że zwinął się na ziemi. Minęło szybko, ledwo zdołał ubrać w słowa to, co się dzieje, a było po wszystkim. Nie czuł nic. Zupełnie nic.
   To było po stokroć gorsze od bólu.
   Dotarł aż do Daingean - ciągnęło go tam, wzywało, więc miał nadzieję, że znajdzie tam odpowiedzi na parę pytań.
Pytań dotyczących głównie tajemniczej Alys, której imię śniło mu się po nocach.



    Czas leczy wszys­tko, wszys­tko oprócz prawdy.
    Carlos Ruíz Zafón


Inne:

    Uwielbia patrzeć na burze. Sam nie wie czemu.
    Chciałby mieć zwierzaka, ale tak strasznie przeżywa ich śmierć, że nie jest w stanie żadnego przygarnąć.
    Uważa, że lamy potrafią być urocze. Choć za dużo plują.
    Nie przytula facetów. Nigdy. Bo nie. NIE!
    Ma prawko, ale nie ma samochodu.
    Bardzo nie lubi, kiedyś ktoś zamraża jego ogródek. A pewnie tak mu KTOŚ będzie robił!
    Chętnie wybrałby się z Shiro na wódkę. I panny.
    Kocha swoje pseudo rodzeństwo, poważnie. Ale czasem by im łby poukręcał. Z miłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colress
Kucharz w Aoi Sakana
avatar

0 pochwał
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 26
Dołączył/a : 17/08/2013

PisanieTemat: Re: Willou   Wto Wrz 17, 2013 2:48 pm

Lol, a ja na sb tulałem Willcia

Akcept, zapraszam do osiedla Stangrad
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Willou
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postacie :: Spis Powszechny :: Kartoteka-
Skocz do: