IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Nobody

Go down 
AutorWiadomość
Nobody
Pośrednik | Właściciel biblioteki miejskiej
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 6
Dołączył/a : 22/08/2013

PisanieTemat: Nobody   Sro Wrz 04, 2013 11:45 pm

Imię i nazwisko: Frank Otto Albrecht Vienstein von Hohenzollern
Pseudonim: Nobody.
Płeć: Sto procent mężczyzny w nim siedzi.
Wiek: Z wyglądu...? Trudno określić. Po sylwetce oceniany na coś pomiędzy dwudziestym a czterdziestym, może czterdziestym piątym rokiem życia, sam stan skóry za wiele nie mówi też bo albo przysłonięta, albo zroszona bliznami. Głos zdradza wiek przed trzydziestką, być może, choć jest dość głęboki.
W rzeczywistości Nobody to naprawdę stare próchno, ma około 400 lat.
Wzrost i waga: 171cm, 65kg
Rasa: Anioł.
Organizacja: Rebeliant!
Ranga: Pośrednik - ze względu na swoją wspaniałą moc, Nobody zajmuje się ni mniej ni więcej, aniżeli zaopatrzeniem. Znaczy, jego kieszeń bez dna przechowa każdy ekwipunek, zrobił z niej więc odpowiedni użytek i zajmuje się przechowywaniem sprzętu najróżniejszej miary. To taka baza na mieście, na wypadek gdyby ktoś chciał zrobić coś głupiego, zawsze może iść do biblioteki i wyjść stamtąd z AK 47 czy moździerzem. Dlaczego nie? Nie jest to bardzo wysoka pozycja, także większość śmiecia nawet do niego nie należy.
(w hierarchii traktuje się go jak Pionka z bonusami, nic więcej, za daleko nie splunie... także bardzo, bardzo, bardzo proszę)
Zawód: Właściciel biblioteki miejskiej/bibliotekarz
Umiejętności:

→  Wytrawny szermierz. Broń palna to dla niego coś w rodzaju zła koniecznego, za to staromodny rapier czy szablę uważa za szczyt tego, co można nazwać subtelną przemocą, a w czym od zawsze lubowała się arystokracja. Nie ma się więc czym dziwić, że w ciągu swego długiego życia zdołał się sporo nauczyć ze sztuki fechtunku, nie tylko w zakresie obsługi tychże dwóch zabawek. Broń biała to jego odwieczna kochanka, czy ze strony smukłych szpad, czy bardziej szorstkich i brutalnych mieczy, aż po zupełnie grubiańskie maczety. Ot, zainteresowanie małego chłopca, którego w sobie ma chyba każdy mężczyzna.

→  Zestaw bonusów do zabawy w cichego zabójcę: skradanie się, atak z zaskoczenia, gdyby to był dedek można by było dodać wykrywanie pułapek czy coś... tak, zadowolimy się zdolnością poruszania się po mieście metodami przy których Altair poczułby się głupio, zwinąłby zabawki i poszedł do domu. Dlaczego nie. Miał czas na naukę.

→  Technologia? Och, ponoć niektórzy to lubią. Trochę niestety musiał pójść z duchem czasu i wreszcie, jakoś w latach pięćdziesiątych, chwycił w ręce broń palną, ale z laserami się nie oswoił. Za dużo Gwiezdnych Wojen dla niego w tym. O ile więc dobrze się posługuje bronią palną, o tyle sięga do anachronicznych snajperek na naboje i staromodnego Glocka na zwykłe, ołowiane kule.

→  Czego jeszcze mógł się uczyć, kiedy się zanudzał swoim zwyczajnym, anielskim życiem? A jakże, walki wręcz. On dorastał razem z nią - z wieloma technikami zresztą, od tych charakterystycznych dla szkoły Wudang przez południowoamerykańskich po całkiem współczesne, jak Krav Maga czy kick boxing. Ponieważ lubi być finezyjny, bawi się często w jakąś wariację na temat kung fu.

→  Uwielbia czytać twarze... jego swoistą obsesją jest psychologia. Analizuje, myśli, konwertuje a następnie wyciąga wnioski i bardzo chętnie się nimi dzieli. Trochę się zna, choć przede wszystkim ma ku temu smykałkę i, cóż, coś w rodzaju empatii.

→  Czym podstarzały, miejscami anachroniczny skrzydlaty o oszpeconym ryju może uwodzić panie... dlaczego nie masażem? Ponoć jak na zimnego skurwiela potrafi być całkiem rozgrzewający.

→  Jeszcze w czasach pierwszej, drugiej czy trzeciej młodości przykładał do tego większą wagę, obecnie nazywa to arystokratycznymi pierdołami. Chodzi o tę kretyńską wiedzę: klasa filiżanek, drogie alkohole, prestiżowe cygara, czyli to co jest mu zbędne, a co będzie znał tylko po to aby było o czym rozmawiać na prestiżowych przyjęciach pełnych bufonów. A raczej, o czym było rozmawiać. Stąd jego wiedza trochę spróchniała.

→ Jest bibliotekarzem, zna się na swoim fachu.

→ Amator - malarz. Jest w tym niezły. Naprawdę. Wbrew pozorom ma sporo fantazyjnych wizji w swojej główce.

→ Pierwsza pomoc, swego czasu był sanitariuszem.

→ Ekspert w językach: francuskim, niemieckim, rosyjskim, polskim, angielskim.

Moce:
Och, no, rasowe są na miejscu oczywiście.

→  Przyspieszona regeneracja - moc pasywna. Jest jak wąpierz, jeśli o to chodzi

→  Nie jest silniejszy niż inne rasy, ale jest szybszy. To wpływa też pozytywnie na refleks i zwinność, ale nie na wytrzymałość.

→  Schowek - Potrafi wytworzyć jeden, konkretny punkt w rzeczywistości gdzie jest w stanie umieścić dosłownie wszystko, co nie jest żywe. Tylko on może tam sięgnąć i wyciągać stamtąd przedmioty, o których musi pomyśleć.
Jak punkt wygląda? Może to być zwykła szafka, w której każda osoba poza nim może chować zwyczajne rzeczy i nawet nie zauważyć, że jest w niej coś szczególnego. Tylko on widzi w tym bramę do Narni, no i wyłącznie wtedy kiedy korzysta ze zdolności aby coś tam wsadzić lub coś stamtąd wyciągnąć.
Zalety:
+ Można tam wsadzić przedmiot dowolnych rozmiarów - nawet czołg się zmieści do cukiernicy, jeśli trzeba.
+ Przedmioty można wkładać i wyciągać w dowolnym momencie, kiedy są w środku, stają się absolutnie niewykrywalne
+ Nawet jeśli kryjówka się zniszczy, wszystko zostaje zachowane w tym alternatywnym wymiarze, do którego się chowa, z nowego schowka można więc wyciągać stare rzeczy (jak napiszę w wadach, jest to też jedyna metoda transportu...)
+ Tak, schowek zabezpiecza przed bombami. Wrzucisz tam odbezpieczony granat, on eksploduje tamże i nie uszkodzi pozostałego sprzętu... tyle tylko, że rozwali sam schowek i trzeba go robić od nowa. Tak samo jest dokładnie ze WSZYSTKIM, chociaż bomby neutronowej jeszcze nie testował.
+ Schowek po postawieniu istnieje niezależnie od obecności jego twórcy. On może wyjść na kawę, zasnąć, nie ma tu limitów czasowych, nic. Tyle tylko, że gdyby zdarzyło mu się kopyrtnąć... cały arsenał szlag trafia. Wymiar znika.
Wady:
- Technika stacjonarna, takim schowkiem nie może być plecak ani torba. Musi to być coś stabilnego, za duże przemieszczenie bowiem powoduje, że schowek destabilizuje się i chowa, no i trzeba go zrobić od nowa.
- O ile sięganie do schowka jest proste i bezproblemowe, o tyle tworzenie go już nie. Dość, że jest to rzecz złożona, wymagająca czasu (około godziny, w przeliczeniu na posty... dziesięć, piętnaście?), to jeszcze nie może się w to bawić częściej niż raz na tydzień.
- Każde uszkodzenie przedmiotu w którym schowek jest może oznaczać, że ów zniknie. Omyłkowo wyłamiesz drzwiczki w szafce, która jest schowkiem, kiedy wyciągasz z niej działko laserowe? Schowek zniknie, a twoją broń rozetnie na pół. I znowu trzeba się męczyć, robić od początku... Tak samo z wkładaniem do środka. Także da się wsadzić rakietę do cukiernicy, ale trzeba strasznie uważać w momencie kiedy się kompresuje, żeby tego nie pospieszać. To też oznacza, że wkładanie za dużych przedmiotów może być czasochłonne.
- Mówione było, że musi pomyśleć o rzeczy, żeby ją wyjąć? Owszem. No i żeby ją włożyć do środka, musi też mieć minimalny poziom skupienia. To z jednej strony czasem jest potężna wada, z drugiej swego rodzaju zabezpieczenie. Jako półprzytomny czy pijany nic stamtąd nie wyjmie, nie da się. Ale gdyby jakimś cudem udało się go zahipnotyzować, trudno zgadnąć co tam jest i zmusić go do wymienienia poszczególnych rzeczy.
- Przy za dużych rzeczach, oczywista, wkładasz jedną naraz. Bo zniknie.
- On nie wyczuwa, jak znika mu schowek. To znaczy, że ów może się fochnąć, Nobody nie zauważy i nagle się okazuje, że w patowej sytuacji schowka nie ma. No i trzeba robić od początku.
- Po zrobieniu schowka jest osłabiony przez analogiczny czas do tego, w jakim tworzył. Jak go ktoś rozproszy w trakcie, rzecz oczywista, musi zacząć od początku, wtedy jest osłabiony dłużej.
- Można postawić tylko jeden schowek. Jeśli by spróbował stawić go w innym miejscu, cholerstwo numer jeden znika.

Wygląd: Widzicie na avie górną część twarzy? Nie? To dobrze, bo raczej nie warto jej oglądać.
Ma blizny na twarzy. Trzy - jedną na oku, drugą na brodzie, trzecią na uchu. Nie jest przez to bardzo ładny, ale z drugiej strony ma tę śmieszną tendencję, że anielska zajebistość co nieco wygładza niedoskonałości i dzieciaki zazwyczaj nie piszczą na jego widok. Nierzadko jest za to niedogolony i ma cokolwiek zapuszczone włosy, które, kiedy rozpuści, robią z niego wesołego pana początkującego pedofila.
Nie no... z twarzy dość przystojny. Nie licząc tych blizn, których nie stara się nawet zakryć jest raczej proporcjonalny, ma dość ostre rysy co nadaje mu męskości, spojrzenie wyraziste i przyciągające wzrok w pewien tajemniczy sposób, dość wyraziście zarysowane brwi i coś, na co uwagę mu zwracały niektóre kobiety, czyli ładną rzeźbę żuchwy oraz szyi, z dobrze widocznym jabłkiem Adama. Zęby bielusieńkie jak jego dusza i równe jak marsz nazistów w czasie parady w spalonej Warszawie. Nic tylko robić zdjęcia. Trochę gorzej się robi kiedy spojrzy się nieco w dół...
...w sensie takim, że w ciągu życia zebrał sporo blizn. Ma je na torsie, w okolicach żeber po jednej i drugiej stronie, na ramionach, nogach, plecach... trudno zliczyć. W dawnych czasach uchodziło to za przymiot dobrego wojownika i powód do dumy, dzisiaj się to widzi w starych egzemplarzach gry Wiedźmin i raczej wyśmiewa. Już więcej animuszu dodaje mu po pierwsze zespół tatuaży (z którego dumny nie jest, kto by pomyślał, że „do końca życia” może być takie długie...) oraz rzeźba, którą ma bardzo specyficzną dla bibliotekarza czyli zajebistą. Ale dość o tym.
Karnacja: skórą Aryjczyk, oczami niewiadomoco, włosami Japończyk, czyli: cera blada, tęczówki szare, kudły czarne jak smoła i błyszczące. Ubiera się czasem ekscentrycznie, czasem normalnie, jak mu się podoba. Generalnie jednak unika jaskrawych barw i nazbyt drogich materiałów, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Ze względu na czasem mordercze treningi też nierzadko jest zabandażowany w pracy.
Jego jedną z niewielu części ciała których nie ma się co wstydzić, są zazwyczaj schowane skrzydła. Oto Nobody posiada potężne, piękne, będące dziełem Michała Anioła rzeźby natury, o rozpiętości bagatela czterech i pół metra. Są białe jak śnieg, duże i bardzo... mięciutkie. Dlatego, jeśli chce kogoś ogrzać, po prostu używa ich jako kołderki.  
Charakter:

Wszelkie konflikty go nie obchodzą. Jakby zapytać go, dlaczego się w cokolwiek zaangażował, przypuszczalnie odparłby, że dla zabawy, czy z innego, zupełnie trywialnego i wydającego się nieprawdopodobnym powodu. Dlaczego?
Może dlatego, że po życiu ponad czterysta lat na tym ziemskim padole można trochę zdziwaczeć. I chyba takim przypadkiem jest Nobody.
Potrafi się posługiwać tym współczesnym językiem, to fakt. Używa go zręcznie, z finezją godną mistrza, cudnie łącząc nieraz niezwykle złożone słownictwo z iście plebejską łaciną podwórkową, używając do tego czasem intonacji arystokraty mieszanej z melodyką punkowca na LSD. Pierwsze już wrażenie może więc wywrzeć w pewnym sensie niesamowicie, do każdego z klientów biblioteki miejskiej podchodząc w bardzo różnorodny sposób. Jednego przywita zręczną ironią, drugiego zgrabnym porównaniem, a trzeciego potraktuje jak kasjerka w sklepie. Przypuszczalnie jest to efekt nudy. W tym jednak kryje się jego umiejętność, jaką jest spora inteligencja emocjonalna, bo łatwo czyta twarze postaci z którymi przebywa, dzięki czemu może się odnieść stosownie do ich nastrojów. Każdego swojego rozmówcę traktuje w miarę indywidualnie.
A przy okazji dość ekscentrycznie.
Trudno ot tak pogawędzić z nim o czymś normalnym. Zazwyczaj bowiem uznaje takie tematy jak pogoda czy plotki za cokolwiek nudne, ewentualnie ugniata tematykę jak plastelinę i sprawia, że nawet obgadywanie sąsiadów zdaje się cokolwiek niesztampowe. Ot, taki jego przymiot jako podstarzałej istoty, że ugryzł większość kwestii z bardzo wielu stron i nie tyle szuka nowych, co wyszukuje ciekawsze z już od dawna dostępnej dla niego puli. Lubi więc obecne czasy; łatwiej tu się toleruje takich dziwaków jak on. Niefortunnie jednak, żeby nie tylko go tolerować, ale i uznać pogawędkę z nim za swobodną i przyjemną dla siebie, trzeba albo mieć specyficzny gust, albo trochę się z gościem przegryźć, bo ma nieco irytujących cech. Po pierwsze, uwielbia komentować, po drugie, strasznie ironizuje, po trzecie naprawdę czasem brakuje mu taktu jeśli chodzi o czarny humor (kiedyś rzucił żartem „zabójcza atmosfera” będąc gościem na stypie matki swojej znajomej... jakie szczęście, że wampiry to takie cyniczne skurwiele!), po czwarte bywa bardzo bezpośredni. Jest też szczery; wśród Rebeliantów krąży opinia, że nie ma co mu powierzać tajemnic, skoro i tak uwielbia paplać, a jeszcze na dodatek kumpluje się ze wszystkimi, niezależnie od strony barykady. Byle i oni tolerowali jego dziwactwa. No! Ale jak to się przetrzyma, może się okazać, że jest całkiem...
...dupkowaty, jak na anioła. Raczej trudno mu opowiedzieć o swoich problemach, zazwyczaj trudno mu ukryć, że on już naprawdę wszystko słyszał. Do tego ma ten irytujący zwyczaj, że dokańcza za innych zdania, nawet w trakcie ich emocjonalnych wynurzeń, co sprowadza je co nieco do parteru. Komentarze do nawet najbardziej tragicznych sytuacji też ma cokolwiek cyniczne; on był w wielu miejscach i wiele widział... no i, co kłopotliwe, trudno mu czasem udawać, że jest inaczej. Wbrew pozorom więc i faktowi, że raczej nie dystansuje się od innych, w pewnym momencie można mieć bardzo irytujące poczucie, że on jednak się w pewnym sensie wywyższa. Że jest bardziej zdystansowany, potrafi sobie poradzić, a ogólnie to cudze problemy są tak trywialne, że trudno mu pojąć cudze zmartwienie. No i w pewnym sensie jest to prawdą.
Bo wiek odczłowiecza. Sprawia, że wszystko staje się rutyną. Nawet sprawy skrajne, niesamowicie i do samego cna obrzydliwe czy szokujące... wszystko sprowadza się do prostych kwestii dających się zmieścić w jednym, czy dwóch zdaniach. Trudno to jednak większości zrozumieć, co jego też czasem irytuje. Przez to bowiem z nikim praktycznie do tej pory nie odnalazł wspólnego języka, nie licząc niektórych przedstawicieli rasy krwiopijców, którym pewną sadystyczną przyjemność sprawia rozprawianie o poprzednich wojnach i ofiarach. Dla niego to temat jak każdy inny, wampiry jednak szanuje za ich dystans i pewną dostojność w skurwielstwie. Z nimi też ma najwięcej tematów, o ile mają lat więcej niż 150 i obejdą się z faktem, że rozmawiają z aniołem... w miarę litościwie (w zamian oferuje krew, pieniądze i ubrania, czasem naprawdę jest zdesperowany).
Dogaduje się też z artystami, bo interesuje się plastyką (nieszczególnie okazuje tu profesjonalizm, po prostu uwielbia pewne gry barw), jak i osobami cokolwiek kopniętymi psychicznie - te mają śmieszną tendencję do łapania wielu więcej rzeczy, jeśli chodzi o życie, chociaż zazwyczaj nie zdają sobie z tego sprawy dopóki z tego powodu nie stracą świadomości.
Czy Nobody jest skurwielem jako anioł? Trudno powiedzieć, praktycznie nikogo nie zabija i zazwyczaj nie odmawia pomocy. Ma jednak wyraźnie bardzo cyniczne podejście i jego ogólnie dobre odruchy sam czasem tłumaczy niczym więcej aniżeli pieprzonym obowiązkiem i niechęcią wobec upadłych jako małych, marudnych ciot. Bycie przykładnym aniołem jeśli chodzi o zachowanie to więc coś w rodzaju wywyższania się nad nich, pokazywania, że - kurwa - da się, a nie „O Boże, Boże, jakiś ty zły”... i inne takie. Upadli go szczególnie wkurwiają, nie tyle dlatego, że ma złe doświadczenie, ale do tej pory nie poznał żadnego, który miałby tę właśnie dostojność wrodzonego skurwysyństwa. Bo oni naturalnie dążyli ku dobremu jako anioły. Tylko powinęła im się noga. I zamiast wstać z błota, postanowili się w nim wytarzać i uznać, że to wina boska, że są brudni.
Debile.
Podsumowując ten chaotyczny wywód - czy to, co opisano u góry, to całość jeśli chodzi o pana Nobody? No w życiu, to tylko czubek góry lodowej, w końcu u każdego jest miejsce na porządną traumę, uraz czy łzy rozpaczy, jak i solidne radości, mrzonki, ale i uciechy które sprawiały, że gdyby nagle zaczął się starzeć i osiadł w jakimś spokojnym domku z kominkiem i fajką w gębie, wspominałby te chwile z pewnym rozrzewnieniem. Ale tyle można o nim się dowiedzieć przez... pierwszą godzinę jego paplaniny. Potem jest tylko gorzej.

Historia:
Urodził się jako niemiecki... powiedzmy, że książę. Ta linia Hohenzollernów była tak daleka, że podejrzewano w pewnym momencie dziedziczenie po kądzieli, zdradę w szeregach i koniec końców tylko tolerowano, że posługiwali się tym nazwiskiem. Tym niemniej, Frank urodził się jako książę, choć klasy niższej niż wielu ówczesnych magnatów. Siedemnasty wiek - piękne czasy dla Prus, kiedy eksplodowały dobrobytem.
Wychował się w sposób standardowy dla zwyczajnego człowieczka w tamtych czasach, czyli w kompletnej nieświadomości tego, że jakieś nadnaturalne ustrojstwa w ogóle istnieją. To oznaczało beztroskie życie, balangi i wszystko to, o czym ponoć mówiła seria Gra o tron. Frank wśród tego wyróżniał się tym, że niczym się nie wyróżniał. Ot; siedział z boku, starając się w nic nie zaangażować aby przypadkiem nie wpaść w bagno co by go przymusiło do złamania własnych zasad. Reguły tej zabawnej gry pojął już mając dwanaście lat, kiedy zobaczył swojego starszego brata obmacującego matkę, wtedy też zdał sobie sprawę, że ludzie to kretyni.
Jak żył z taką myślą, tak umarł mniej więcej wydając z siebie takie ostatnie słowa. Jego śmierć zaś była dość kretyńska, bo oto sprawiedliwość sodomicznej familii postanowił przynieść pewien obwołujący się obrońcą życia anioł, który wyrżnął wszystkich w pień za co też Bóg go bynajmniej nie zdegradował. Oberwało mu się dopiero za Franka, on bowiem był Bogu ducha winien. Jak się okazało, dosłownie.
Został aniołem, wykopali go na ziemię i kazali zbawiać świat. Dostał listę upadłych do zaciukania, wąpierzy do przywołania do porządku, ludzi do cudownego objawienia i tym podobne potrzebne do skutecznego czynienia tego świata lepszym.
Zaczął z zapałem, który dość prędko przerodził się w dziką rozpacz. Po tejże przyszedł gniew, potem narastające poczucie bezsilności, wreszcie pięćdziesiąt lat bardzo ponurej, apatycznej depresji, po której wreszcie zaczął coś pojmować. Potem stał się zimnym skurwielem, co zapewniło mu pewien posłuch wśród krwiopijców. Wreszcie skończył jako na wpół ześwirowany ekscentryk, z czym to wystartował w XX wiek, który w sumie wspomina najlepiej.
Rozpoczął go już w jednej z ostatnich ról, siedząc na dworze carskim w zimnej Rosji. Tamże do osobistych doświadczeń dodał to, co doskonale widział jeszcze za ludzkiego życia czyli kompletny rozkład w arystokracji, przez który byłby kibicował komunistom, gdyby uważał ich za chociaż trochę lepszych.

    - Wojna światowa? - Odpowiedź zabrała mu chwilę; przecież musiał przełknąć.
    - Tak powiedział nasz prekognita. Na razie to tylko głupi zamach, ale nikt nie przepuści takiej okazji do rzezi.
    Obaj stuknęli kieliszki i serdecznie się zaśmiali, chociaż obu co nieco przewróciło się w żołądkach. Krwiopijca dość słusznie bowiem obawiał się o rosyjską arystokrację, skoro taki konflikt da spore pole do popisu dla komunistów, a anioła już porywała wizja stosów ciał przysypywanych wapnem aby nie cuchnęło za bardzo trupem po jednej, czy drugiej wymordowanej wiosce. Westchnął w myślach.
    - Słyszałem to - rzekł wampir. - Będziesz tam szedł?
    Milczał.
    - Nie bądź głupi, tam się pchają szaleńcy. Wprawdzie to, jakby, część definicji tej twojej rasy, ale...
    Frank uśmiechnął się tylko bezradnie, po czym spojrzał na sufit. Przez chwilę go obserwował, napawając się tą chwilą. Wciąż jeszcze miał taką ciągotę do przeżywania tych krótkich momentów, kiedy jeszcze trwała przyjemna stagnacja przed kolejnym nieprzyjemnym doświadczeniem. Może dlatego postanowił iść na front? Zawsze jednak pozostawała kwestia wyboru profesji... w końcu podczas wojny wszyscy byli skurwielami. Mógł lecieć do Czerwonego Krzyża, tak, to niegłupi pomysł. Ale to go skazywało na front zachodni, skoro wschód to dzikie ruskie, wściekłe niemce i popierdolone polaki.
    - Jak sądzisz, kim być lepiej tym razem? Prusakiem, Ruskim czy Polakiem?
    - Hm... - Wampir podrapał się po brodzie. - Polakiem. Ostatnio prekognita mi powiedział, że nie chciałby mieć tak przesrane jak oni.
    Zachichotał.
    - A! Jeszcze dorób sobie żydowskie pochodzenie, przyda ci się później!

Nie przydało mu się. Stary przyjaciel mało go nie wtrącił tym żarcikiem do Auschwitz, dobra rzecz, że miał kontakty w Warszawie i udało mu się uciec do Breslau.

    - Jak tam międzywojnie? - zapytał czwartego dnia Powstania Warszawskiego łaskawie goszczącą go na tę noc, niezwykle urodziwą elfkę.
    - Nasze plemię się przygotowało - odparła mu, nagle obrażona. Nie pojął na czym polegał jej nastrój na samym początku, później dopiero westchnął. Elfy podczas wojny uciekały na północ, jak ptaki odlatujące na zimę do ciepłych krajów. Obecnie Szwecja miała szpiczaste uszy. Zaśmiał się serdecznie.
    - Więc co panienka tu robi? - zapytał pobłażliwie, co jeszcze bardziej ją rozjuszyło.
    - P-pracuję! - fuknęła. - Gdyby papo nie miał z... z... panem układu, już dawno bym pana wyrzuciła na bruk!
    - Gdyby papo nie miał ze mną układów, nie grzałby teraz wyra swojej małżonce w Skandynawii - Wstał. - Ale okażę nieco pokory. Przygotuję sobie herbaty.
    Ty pewnie nie umiesz, dodał w myślach, obracając się w kierunku dość skromnej kuchenki.
    - Słyszałam to! - Usłyszał za plecami i jęknął.
    - Telepatia to jakiś trend ostatnimi czasy? - Zapytał. Scheisse, dodał w myślach. Wstawiając wodę i przeszukując bezczelnie szafki w nieswoim lokum, zadumał się o tym jak będzie wyglądać następnych kilka miesięcy. Po analizie poprzednich wojen, jak i pierwszej nazwanej światową, wyszło mu, że Wrocław zostanie zdobyty. No i, że będzie z nim sporawy problem. Zasypał dość nowoczesną metodą, zalał, potem dopiero spytał:
    - Panienka nie chce?
    - Och, jak już w myślach się nie krępujesz, równie dobrze możesz tu mi mówić na "ty" - fuknęła ponownie. - Tam masz taki woreczek z ziołami, zalej mi to. Ale świeżym wrzątkiem.
    Przewrócił oczami i mruknął w głowie coś niezrozumiałego. Już widział jak wytęża umysł, kiedy nagle z całej siły, we własnej głowie, wrzasnął "HANDE HOCH!". Podskoczyła.
    - Przestań mi grzebać w głowie, kobieto. Chwilowo jestem Polakiem. Gdybym miał ci odstrzelić głowę, już bym to zrobił.
    Zalał. Druga wojna światowa rzeczywiście była irytująca.

Jak dotarł na Daingean? Chyba komuś coś był winien, a długi się spłaca. Jak został bibliotekarzem? Po tych wszystkich banialukach z wojną organizacji postanowił osiąść gdzieś w bezpiecznym zakątku, a skoro nagle anioły okazały się grupą elitarną i jawną, skądś miał pieniądze. A postanowił, że chyba najbardziej się to opłaci zainwestować w książki.
Inne:
- Jest z pochodzenia Niemcem, do dziś więc myśli po niemiecku. Aby tak naprawdę przeczytać co mu w głowie siedzi, trzeba znać ten język.
- Ma psa, nazwał go Bruno. Trzyma go w bibliotece. Jest to co nieco wyrośnięty, skundlony owczarek kaukaski... duże bydlę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Nobody   Czw Wrz 05, 2013 2:23 pm

"Z wyglądu...? Trudno określić. Po sylwetce oceniany na coś pomiędzy dwudziestym a czterdziestym, może czterdziestym piątym rokiem życia" - śliczna różnica wieku
Z rangą to musi ci Mia napisać bo nie wiem czy się zgodzić na to.
Doczepie się...no niby wiem, że 400 lat to dużo, chociaż nie jak na anioła ale nie przesadzaj z tymi umiejętnościami, oczywiste będzie, że nie będziesz mógł każdej sztuki walki opanować na poziomie- bardzo dobry więc w walce przez to możesz się pochwalić ale jakieś trudniejsze triki czy zawodowe ruchy ci nie wyjdą.
Wady i zalety masz wpisać do informatora nie kp.
"Jest jak wąpierz, jeśli o to chodzi"- ?
Co do mocy:
Przyśpieszenie bez ograniczeń ale nie szarżuj bo nie jesteś wspaniały i też się męczysz a im szybciej się poruszasz tym więcej energii zużywasz i się szybciej męczyć.
Regeneracja...cóż biorąc przykład z innych to moc działa jak regeneracja u wampirów.


OSIEDLE TEIZ

AKCEPT na razie ale poczekaj aż adminki ci rangę zaakceptują

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mia
Detektyw
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 249
Dołączył/a : 13/01/2013

PisanieTemat: Re: Nobody   Czw Wrz 05, 2013 4:19 pm

Ranga może być. Usunąć Ci kropkę?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nobody
Pośrednik | Właściciel biblioteki miejskiej
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 6
Dołączył/a : 22/08/2013

PisanieTemat: Re: Nobody   Czw Wrz 05, 2013 8:39 pm

Odniosę się tylko:
Cytat :
"Jest jak wąpierz, jeśli o to chodzi"- ?

Wąpierz to słowiańskie określenie wampira. ^ ^' Chciałem napisać, że regeneruje się jak wampir. Ale i tak do tego dotarło więc...

Co do kropki - jeśli można prosić... wysłałem PW do Flo, ale nie wiem czy to była rozsądna decyzja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nobody   

Powrót do góry Go down
 
Nobody
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postacie :: Spis Powszechny :: Kartoteka-
Skocz do: