IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala przedmiotów artystycznych

Go down 
AutorWiadomość
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Sala przedmiotów artystycznych   Nie Wrz 01, 2013 11:22 am

Sala przedmiotów artystycznych składa się nie z jednego pomieszczenia, a trzech - przepych ten jest w pełni uzasadniony, zważywszy na to jakiego rodzaju lekcje są tu prowadzone. W pierwszej klasie, którą widzi się zaraz po wejściu ukazuje się rząd sztalug, ułożonych w pewnej odległości od siebie. Bardzo często przesuwane są w taki sposób, by tworzyły okrąg - wewnątrz wówczas zasiada model lub ułożona zostaje konstrukcja, którą wychowankowie mają za zadanie przenieść na płótno. W lewym, najdalszym rogu, tuż przy oknie, znajduje się biurko Nancy. Na dobrą sprawę blatu nigdy nie widać, bo całe przykryte jest papierami, paczkami po słodyczach i obrazkami, które kobieta akurat sprawdza i ocenia. Szuflady są zamknięte na kluczyk i ich zawartość znana jest jedynie nauczycielce. Prócz tego w pierwszej sali znajdują się szafy, mieszczące w sobie wszelkiego rodzaju farby, ołówki, kredki, gumki i co tam jeszcze dusza zapragnie. Ściany pomalowano na cztery kolory - żółć, jasną pomarańcz, zieleń i turkus. Wszędzie porozwieszane są najlepsze prace uczniów, znajduje się tu też parę dzieł samej Sherwood.
W prawym rogu znajdują się drzwi, prowadzące do następnej klasy, w której odbywają się lekcje muzyki. Prócz wszelkiego rodzaju gitar można tu znaleźć perkusję, fortepian, harfę, trąbki, saksofony, kontrabasy, flety poprzeczne, zwyczajne, skrzypce, a także zwyczajne cymbałki. Marzeniem Nancy jest utworzenie szkolnej orkiestry, więc stara się na bieżąco sprowadzać do sali nowe instrumenty, dba też o to, by zawsze były czyste - jedną z kar, którą zresztą rzadko zmuszona jest stosować, jest wypolerowanie wszystkiego co możliwe na błysk. W tej klasie nie ma biurka, Nancho przysiada na ogół na parapecie, albo zajmuje miejsce w centrum, uważnie przysłuchując się kto fałszuje. Tutaj ściany są jednolicie błękitne, ze zrobionymi sprayem chmurami - jest to efekt pracy jednego z uczniów.
Obie sale są zawsze otwarte - głównie dlatego, że Sherwood spędza tu naprawdę dużo czasu - więc zawsze można przyjść i skorzystać z dobrodziejstw, jakie się tutaj znajdują. Kobieta z otwartymi ramionami wita każdego, kto w wolnej chwili chce pomalować lub pobrzdąkać.
Z pierwszej sali można też dostać się do magazynku. Dostanie się do niego jest jednakże niemożliwe ze względu na kraty - znajdują się tam rozpuszczalniki i substancje nie nadające się do zabawy. Kobieta chowa tam również sprawdziany, nuty i rozpiski.
I jedzenie, ale o tym cichosza!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Twins
Uczniowie | Goniec (Gabriel) | Pionek (Ethan)
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 29/08/2013

PisanieTemat: Re: Sala przedmiotów artystycznych   Pon Wrz 02, 2013 3:05 pm

Nie wiadomo czemu bracia po lekcjach znaleźli się w szkole. Dla większości nauczycieli był to powód do zmartwień. W końcu nie wiadomo, co strzeli tym – kolokwialnie mówiąc – debilom do głowy. Dopóki szkoła stała w jednym kawałku nie budziło to niepokoju. Dopóki. W trakcie swojego spaceru po korytarzach natknęli się na kilku nauczycieli, czyżby te stare zrzędy nie miały własnego życia?
Mijając pewną nauczycielkę, która się za nim obejrzała czuł się podirytowany. Spojrzał na nią i syknął. Było to złowrogie syknięcie, coś w stylu „przepadnij siło nieczysta”. Wędrują  przez korytarze nerwowo grzebał w kieszeniach. Chciał zapalić, jednak nie wypadało. Jakieś tam dobre wychowanie podobno miał, gdzieś tam w nim tkwiły się jakieś zasady. Póki co, o!
W pewnym momencie wraz z bratem doszli w rejony klasy pani Sherwood. Dopiero wtedy rozpętało się piekło. Pomijając fakt, że kopnął kota, który podszedł mu pod nogę. Chwila, chwila, co robił kot w szkole?
Po prostu złapał brata za koszulę i pchnął w stronę szafki. Nie wiadomo czemu wymierzył cios w twarz Ethana. Tylko, że jego pięść trafiła w szafkę. Miał zamiar zrobić swego rodzaju zamieszanie, sprowokować kogoś do interwencji. Wyprowadził jeszcze trzy podobne uderzania. W końcu ktoś się zainteresował. Do jego uszu dobiegł dźwięk obcasów. Dopiero wtedy uderzył brata w nos, tak żeby zalał się krwią.
- Musiałem. - burknął ledwo słyszalnym głosem. To była informacja dla Ethana aniżeli osoby trzeciej, która mogła się zainteresować narobionym przez nich hałasem.
Oczywiście w międzyczasie rzucił bratem o szafki znajdujące się po drugiej stronie korytarza.

Jakoś tak nie zdziwił się gdy brat zaczął nim rzucać. Rozmawiali o tym. Przecież nie odmówi bratu takiej przysługi. Robili razem gorsze rzeczy, jak na przykład sprzątanie łazienki u cioci Mi. W trakcie gdy jego brat atakował szafkę on sam przygryzł sobie górną wargę. Tak żeby cała sytuacja wyglądała drastyczniej. Dopiero gdy siedział po drugiej stronie korytarza poczuł jak ciepła krew spływa po jego wardze. Eh, co za brutalna scena. I stało się, dopięli swego. Gabriel chciał za wszelką cenę wylądować na dywaniku u pani profesor i zapewne teraz mu się to uda. Właśnie na korytarz wparowała szkolna sekretarka.
Co tu dużo mówić. Krzyki wrzaski i w ogóle. Jedna z największych szkolnych choler i zrzęd wparowała na korytarz. Oczywiście, dobrze wiedziała kto jest winny powstałemu zamieszaniu. Spojrzała tylko na zakrwawionego Etha. Podeszła do Gabriela, złapała go za ucho i zaciągnęła do pracowni jego wychowawczyni. Marudziła coś pod nosem grożąc kuratorem, prokuraturą, matką i wszystkimi innymi plagami tego świata. Gdy doszli do gabinetu Nancy usiadła za biurkiem łypiąc spode łba na biednego rudzielca.
On sam jakoś niewiele sobie robił z gróźb i słów tej kobiety. Gówno go ona obchodziła, bo co niby mogła mu zrobić? Była zwykłą śmiertelniczką. Poza tym w gruncie rzeczy on sam nie musiał chodzić do szkoły. Bo po co? W końcu był wystarczająco stary aby to olać i spędzać całe dni na ławce w parku, z piwem i papierosem w ręku. Taaa... przez ten stres jakoś tak nawet zachciało mu się pić, tylko, że nie miał pod ręką żadnego alkoholu. Papieros? Hm. Czemu nie, brata tu nie było więc mógł sobie pozwolić. Rozsiadł się wygodnie na krześle kładąc nogi na ławkę. Pogrzebał w kieszeniach od spodni. Wyjął sobie papierosa i zapalniczkę. Gdy tylko zauważył spojrzenie jego chwilowej opiekunki na jego twarzy pojawił się wredny uśmiech.
- Powiedz tylko słowo stara kurwo a wypruję z ciebie flaki i udekoruję nimi korytarz. - warknął do niej wrednym głosem. Wystarczyło. W końcu miał opinię najgroźniejszego i najbardziej zdeprawowanego nastolatka. Prawda była taka, że miał swoje wymagania. Nie będzie rozmawiać z byle kim! Czyli teraz musiał czekać na swoją wychowawczynię. Ciekawe czy już do niej zadzwonili? Wyjętego papierosa wsunął między wargi. Odpalił go i zaczął go dość powoli palić. Oczywiście położył zapalniczkę na stoliku. Z nudów puszczał sobie dymki nikotynowe. W końcu co miał robić? Nie wiadomo jak długo przyjdzie mu czekać.

No tak, szkolna opieka była wręcz genialna. Zupełnie zignorowano biednego Ethana. Zajęto się jego bratem. Eh, znowu naważył sobie piwa, które będzie musiał wypić. Jednak sam Gabi tego chciał, prawda? On sam nie miał już sił żeby tłumaczyć temu przygłupowi, że jeśli chce się z kimś zobaczyć to powinien zaproponować spotkanie. Tylko, że za każdym razem gdy próbował wytłumaczyć cokolwiek Gabrielowi czuł się jak Abel. No dobra, jego warga zaraz się powinna zagoić, krew z nosa? Na to miał już swój sposób. Po prostu poszedł do najbliższej łazienki i przemył twarz wodą. Nie będzie przemieszczać się po świecie jak ofiara jakiejś kraksy samochodowej. Po wszystkich tych zabiegach wyglądał jak nowo narodzony. Po pokazowej bójce z bratem nie było już żadnego śladu. Ethan wyszedł z łazienki wygwizdując sobie jakiś radosny rytm i po prostu ruszył w stronę wyjścia. Zatrzymał się jeszcze przed drzwiami. Poprawił swoje ubranie i wszedł do stołówki. Zabrał z niej jabłko i wyszedł ze szkoły. Nie był już tu potrzebny. Zrobił już wszystko, co miał w planach a sam Gabriel właśnie się u niego zadłużył.

Ethan z/t

_________________
~x~ ~x~ ~x~
~ Karta Postaci ~
~ Informacje~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Sala przedmiotów artystycznych   Czw Wrz 05, 2013 10:13 pm

Jej wizyta w domu była ekspresowa. Wpadła, rzuciła torbą i zaczęła się rozbierać, nie przejmując się tym, że nie ma zasłoniętych okien. Niech się sąsiedzi chociaż raz napatrzą, nie miała czasu się nimi przejmować, gdy wisiało nad nią widmo zapłakanej sekretarki, gotowej wyżyć się na nauczycielce za zachowanie jej wychowanka.
Kiedy już miała pewność, że skarpeta dokładnie przykrywa cały opatrunek, wcisnęła w torebkę zwolnienie i receptę - a nuż widelec po drodze natknie się na aptekę - po czym skacząc na jednej nodze dopadła do swoich kuli. Była zbyt przejęta goniącym ją czasem by zwracać uwagę na to, że cały czas kica jak szalona po domu. Dopiero gdy rozsiadła się w taksówce, a kierowca przestał zawracać jej dupę pogadanką o pogodzie, zrozumiała, że dyszy jak pies. Musiała się choć trochę uspokoić, profesorki nie wpadały do gabinetów zziajane i zasapane! One wchodziły z gracją, zadartą do góry głową i niewzruszoną miną!
Nancy nie dane było jednak zaprezentować się w ten sposób.
Pierwszą przeszkodę napotkała już po przekroczeniu progu szkoły. Zetknęła się bowiem twarzą w twarz z sekretarką, której napuchnięte oczy boleśnie uświadamiały jej, że sprawa jest poważniejsza niż jej się wydaje. Uśmiechnęła się głupkowato, na co odpowiedziało jej oschłe, niemalże mordercze spojrzenie kobiety. Odczekała więc parę minut, zbierając ochrzan i wysłuchując lamentów o paskudnym, niewychowanym, agresywnym awanturniku, którego Nancho znała jako Gabriela Lazarusa Floyda. Westchnęła ciężko i korzystając z pauzy swojej rozmówczyni, wynikającej z potrzeby zaczerpnięcia oddechu, wcięła jej się brzydko w słowo, świdrując na wylot przeraźliwie białymi tęczówkami. Jakoś tak tylko te szkła kontaktowe dorwała w łazience, nie miała zamiaru wybrzydzać.
- Zadbała pani o to, by Ethan znalazł się u pielęgniarki?
Sekretarka zastygła w bezruchu. Kiedy zacisnęła usta w wąską kreskę i pokiwała przecząco głową, z miną zbitego psa, Nancy przewróciła oczami. Chwilę po tym podniosła rękę, ucinając kobiecie możliwość wytłumaczenia się tanimi wymówkami. Cholera, nie mogła nawet zadbać, by jej najlepszy uczeń trafił pod fachową opiekę medyczną?
W sumie, szczerze powiedziawszy, nie martwiła się o niego tak bardzo. Pobił go Gabriel. W takim wypadku zakładała, że chłopak wykuruje się raz dwa, bo ciężko jej było uwierzyć, by bliźniak bliźniaka skatował do nieprzytomności.
- Ja już pójdę do gabinetu, a pani doprowadzi się do ładu. Rozmył się pani tusz - mruknęła przymilnie Sherwood, wymijając kobietę i poruszając się wolno na kulach w głąb korytarza. Na całe szczęście nie było słychać stukania tych cholernych kijków, bo spaliłaby się ze wstydu. Zatrzymując się przed klasą, przyjęła najbardziej złowrogą minę jaką potrafiła i wkroczyła do środka.
Tylko że poślizgnęła się już na wejściu i niemalże klapnęła na tyłek, gdyby w porę nie chwyciła się framugi. Zdmuchnęła kosmyk włosów z twarzy, wyprostowała się i jakby nigdy nic pokonała odległość, dzielącą ją od biurka. Ani razu nie spojrzała w stronę podopiecznego, póki z sapnięciem nie znalazła się za drewnianym blatem i nie osunęła się na fotel, rzucając kule obok siebie.
- Daj tylko... złapać oddech - oświadczyła na wstępie, po czym wyciągnęła rękę i bezpardonowo wyjęła spomiędzy warg chłopaka papierosa. Odchyliła się na krześle, wduszając niedopałek w ziemię w doniczce i wbiła w Nephilima spojrzenie.
Coś miała dziś pecha do przedstawicieli tej rasy.
- Wiesz doskonale, że w szkole się nie pali, Gabrielu - zaczęła, krzywiąc się i łapiąc zapalniczkę, którą obróciła parę razy w palcach. - Rekwiruję.
W sumie chodziło jej głównie o bezpieczeństwo. Wolała jednak mieć pewność, że chłopak nie nosi przy sobie niczego, co puściłoby szkołę z dymem. Nie to, że uważała go za takiego kryminalistę - ba, lubiła głuptasa, choć miał swoje za uszami.
- Dobra, to przejdźmy do rzeczy. Możesz mi wyjaśnić czemu, do licha, pobiłeś Ethana i zwyzywałeś sekretarkę? Płakała mi do telefonu! A ja u lekarza byłam! - zauważyła, nie mijając się w sumie z prawdą. Było po zabiegu, ale cały czas siedziała z doktorkiem. Jej ton nie był zbyt dramatyczny, ale jasno dawał do zrozumienia, że oczekuje szczerej odpowiedzi, a nie kręcenia. Poważnie, dzisiaj tyle przeszła, że chyba zasługiwała chociaż na proste, nieskomplikowane wyjaśnienie?
Coś typu: "Zjadł moje żelki".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Twins
Uczniowie | Goniec (Gabriel) | Pionek (Ethan)
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 29/08/2013

PisanieTemat: Re: Sala przedmiotów artystycznych   Czw Wrz 05, 2013 11:04 pm

Jakoś tak zaciągając się i wypuszczając z ust coraz to inniejsze kształty – wliczając w to świnki, kotki, koniki, pieski – zapomniał o Bożym świecie. Ba, pozwolił sobie nawet przymknąć oba oczka. Zaczął po prostu przysypiać. W jego głowie płynęła muzyka. Nie wiadomo czemu, może obudziła się w nim artystyczna dusza? Kto wie, może jeszcze trochę i będzie malować cycki albo nagie kobiety. Dorobi się nie tylko sławy ale także milionów na swych dziełach. Tak! To był dobry pomysł! Trzeba tylko opracować jakiś biznesplan i znaleźć środki na sprzęt. Z tym drugim nie byłoby problemów. Przecież na świecie jest dużo samotnych starszych ludzi z emeryturą, prawda? Co to za problem ich okraść? Nie takie rzeczy już robił.
Jakie to było szczęście, że Naczos nie wyrwał futryny ze ściany. Z dwóch albo trzech powodów. Po pierwsze obudziłaby go w dość gwałtowny sposób co owocowałoby okrzykiem w stylu „KURWA STRZELAJĄ, ŁADUJ BROŃ KADECIE!”. Drugi powód, cóż, mogłaby sobie stłuc tyłek i co wtedy mógłby biedny Gabriel podglądać? Trzeci, cóż, chyba najważniejszy. Oznaczałby dla pani Sherwood coś bardzo złego, sygnalizowałby jej, że czas się odchudzać. Wiadomo jak kobiece ego znosi kwestie diety i do tego ten lament - „Jestem gruba ;_;”.
Z błogiego uczucia spokoju, częściowego braku świadomości i chrapania nosem wyrwało go dopiero utracenie papierosa. Jego wargi jakby same go szukały. Po prostu cmoknął kilka razy w powietrze.
- Ej, kurwa. Co jest? - bąknął nieco nerwowo powoli się wybudzając. Przetarł leniwie oczy pięściami i dość głośno ziewnął. Patrzył sobie na Naczoska przez mgiełkę, dopiero po chwili obraz zaczął się wyostrzać. Tak się wystraszył swojego braku manier, że spróbował poderwać się do góry. Jednak jego noga zahaczyła się o drugą, zablokowała na stole, w efekcie czego on sam spadł z krzesła.
Minęła sekunda, dwie, pięć, dziesięć. Zza ławki wyłoniła się ruda czupryna, która zaczęła pionową podróż ku górze niczym peryskop. Wystarczyło dosłownie kilka króciutkich chwilek aby wyłoniło się czoło. Po nim oczy i wszystko. Gabriel zaczął mierzyć nieufnie swoją wychowawczynię. Kątem oka dostrzegł jej kulasy.
- Była pani ostatnią osobą, którą podejrzewałem o chęć doprowadzenia mnie do zawału! Muszę to odnotować. - właśnie teraz zaczął zachowywać się jak małe dziecko. Jego czupryna zaczęła się obniżać, tylko po to, żeby po chwili zniknąć całkowicie za ławką. On sam oparł się o nią i wyjął z kieszeni mały, czarny notes. Pstryk. Długopis? Oczywiście. Skrob czy skrab czy inny dźwięk rwania kartki.
Po chwili w stronę głowy pani profesor wyleciała kulka z papieru. Coś tam było nabazgrane jednak pisma Gabriela nie można było rozszyfrować. Notatkę zrobił w jakimś starożytnym języku. To ci wredota. Tylko jedno słowo, imię Naczoska było zapisane czytelnie. Żeby to dostrzec musiałaby najpierw rozbroić papierowy pocisk.
Minęła może chwila albo dwie gdy dało się słychać klapnięcie notesu, który powędrował do kieszeni mężczyzny. Cała ta sytuacja trwała z dwie albo trzy minuty. W końcu musiał sporządzić korektę swoich notatek, na nich opierał swoje całe życie, szczególnie z rana, gdy nie pamiętał gdzie się znajduje.
Dopiero po kolejnej minucie wyłonił się zza ławki sam Gabriel. Jego wzrok wobec pani Sherwood był nieufny. Tak chciała się z nim bawić? No dobrze. Ten starszy z bliźniaków postanowił jej się odegrać. Chwycił jedno z pobliskich krzeseł i zastawił nimi drzwi. Tak pod klamką, żeby nikt nie mógł wejść do środka. Zostali sami. Ranna kobieta i chuligan. To raczej nie jest dobre połączenie, prawda?
- Kogo? Nikt jej nie prosił żeby wtrącała się w nasze sprawy. Miała szczęście, że nie miałem pod ręką paralizatora. Poza tym powinna być pani ze mnie dumna. - mówił wędrując w stronę nauczycielki. Jego głos był spokojny, nawet jego spojrzenie się zmieniło. Zupełnie jakby to wszystko zaplanował. Cóż, zaplanował to. Jednak o tym ciii. Nikt nie musi wiedzieć, prawda? Zatrzymał się dopiero tuż przy Naczosku. Spojrzał głęboko w oczy pracownicy tej placówki oświaty.
- Miałem ochotę ją wypatroszyć. Naciąć skórę po to, żeby ją z niej zedrzeć, żywcem, bez znieczulenia. Wbić zimny nóż pod żebrami robiąc precyzyjne cięcie, następne wykonać pod mostkiem, w stronę miednicy. Wyjąć jej wnętrzności i przyozdobić nimi korytarz. Ciała nikt by nie znalazł. O to się pani nie musi martwić. - w gruncie rzeczy każde wymawiane przez niego słowo mogło budzić niepokój. Mówił z fascynacją, zupełnie jak jakiś psychopata. Do tego jego dłoń, kreśliła po brzuchu Nancy linie, zupełnie jakby inscenizował to, co chodziło po jego głowie. Ewenement społeczny ot, co! Teraz należało się zastanowić, która część osobowości Gabriela odpowiada za jego psychopatyczne nastawienie. Ta odziedziczona po mamusi czy tatusiu?

(Starczy taki? Czy mogę się bardziej rozpisywać?)

_________________
~x~ ~x~ ~x~
~ Karta Postaci ~
~ Informacje~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiro
Pik
avatar

3 pochwały i więcej
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 24
Dołączył/a : 02/09/2013

PisanieTemat: Re: Sala przedmiotów artystycznych   Pią Wrz 06, 2013 7:46 am

Panie i panowie, nie myślcie sobie, że naganne zachowanie ucznia nie zostanie zauważone przez kuratorium, sąd, policję, wojsko, wujka Staszka, czy Shiro. Takie bezczelne knypki zdaniem pół bogini powinny mieć specjalne miejsca w gejowskich klubach, z kajdankami i w ogóle bestialskimi osobami jako strażnikami. Ewentualnie winni gryźć piach, no chyba że to ludzie, to wracamy do opcji numer jeden. Zero litości dla robaków.
Szła przez miasto. Nudziła się. I nagle do tego srebrnego łba wpadł wyśmienity pomysł! Wpadnijmy do szkoły Naczoska! W końcu spędza tam sporo czasu, a nuż i tym razem będzie. Wróć, było osiemdziesiąt procent szansy, że będzie, więc warto było zajrzeć. Tak więc, pospieszmy się!
Ludzie i nie-ludzie na ulicy oglądali się za nią jak za głupią. Z cyckami niemalże na wierzchu, czarnymi męskimi spodenkami (jeszcze by uszły w tłumie), no i oczywiście boso. Na dodatek te srebrne włosy i oczy, plus rogi, przyciągały spojrzenia ciekawskich gapiów. A patrzcie się, patrzcie i podziwiajcie. Nie na co dzień macie takie widoki, nie? Ha ha. Jasne, że nie, szare masy.
Tęskno jej było za Nancho. W końcu ją kocha. Jak siostrę, ukochaną, człowieka. Można powiedzieć, że łączy ich dziwna relacja, ni to pan-sługa, ni rodzeństwo... Kurfa, więc co? Wszystko po trochu? Ze strony Shiro na pewno. Jest lojalna wobec tej dziewczyny i życie by za nią oddała, jak za swoich pobratymców, a nawet bardziej. Do końca swoich dni będzie miała u niej dług wdzięczności. Nie, nie łazi za nią z przymusu.
Dotarłszy do szkoły zatrzymała się i spojrzała na tą biedną placówkę. Lekcje raczej już się skończyły, Shiro wiedziała o tym między innymi dlatego, że było w miarę cicho. Ziewnęła mimo wszystko. Nudnawo było ostatnio, żadnej akcji. Może by tak wpaść do Cory... Ha, spokojnie, spokojnie. Dajmy młodej zapoznać się ze światem, w końcu przebudziła się dopiero jakiś miesiąc temu. Ba, i już taka sytuacja wynikła... Cicho, cicho. Wdrapała się na schody, przeszła przez drzwi główne. Otwarte są, więc jej wolno. Jakby nie chcieli obcych, to by drzwi zamykali, prosta i logiczna zasada. A tak hulaj dusza. No to ten. Rozejrzała się w środku. Pusto. Wiedziała, gdzie znajduje się sala Nancho, więc podreptała w tym kierunku ninjując totalnie. No co, nie chciała zostać zauważona przez niewłaściwe osoby. Z tego co wiedziała nauczyciele kręcą się jeszcze po szkołach, jakby życia nie mieli. Naturalne środowisko i te sprawy. Wchodzi w krew to nauczanie.
Jako że była na boso, to chusteczki nie było, nikt nie byłby w stanie ją usłyszeć, nawet gdy ta podeszła pod drzwi sali Nancho. Z zadowoloną mordką, że tu zaraz może spotka się ze swoim uwielbieniem i kochaniem nacisnęła klamkę i... i chuj. Coś nie szło. Mina jej zrzedła. Zamknięte? Jak to kurwa zamknięte?! Już chciała z kopa mienie szkolne potraktować, ale w porę się zatrzymała. Nie mogła nacisnąć klamkę do końca, jakby ją coś blokowało od środka. Taki banan, co? I to ma być przeszkoda na drodze jej miłości? Niech ten, kto to zrobił idzie lepiej puzzle układać. Nic nie jest w stanie przeszkodzić srebrnowłosej.
Zmieniła swoje ciało w czysty lód. Mogła manipulować samą sobą bez specjalnego uszczerbku na zdrowiu. Lewa ręka trochę zabolała, ale to skutki niedawnej regeneracji. Zbliżyła się do swej przeszkody. Szczeliny między drzwiami nie był za wielkie, ale wystarczająco miejsca miały, by mogła się przecisnąć. Zwłaszcza pod drzwiami, tam było najlepiej. Toteż przy charakterystycznych skrzypach lodu, skurczyła się, spłaszczyła, rozlała i w ogóle, przeszła bezczelnie pod drzwiami udowadniając winowajcy, że debil i młot. W środku już będąc wróciła do swojej formy, najpierw kształt ciała, potem dosyć szybko krystaliczny lód zmienił się w skórę i całe ciało. Po tymże wyczynie dziewczyna wyciągnęła ręce w górę, przeciągając się z cichym pomrukiem. Takie wygibasy to tylko pod postacią lodu. Woda miała lepiej. Albo Cora. Kopnęła z mściwą minką krzesło, tym samym ogłaszając swoje przybycie. Dopiero teraz spojrzała, co się tu wyczynia. Nachos i chłoptaś, który... Śmiał ją dotykać. Takie buty? Gnoju niedorobiony, ty zboku niewyżyty, już cię ciocia nauczy manier. Shiro spojrzała na bliźniaka z miną "Srebrny rycerz przybył, dziwko, ukłoń się" i podeszła bliżej bez słowa. Stanęła zaraz za krzesłem, na którym siedziała Nancho. Teraz dopiero spojrzała na nią, z czułością, troską bijąca ze srebrnych ślepi. Chwila, coś tu nie grało. Coś nie tak było z nogą jej uwielbienia? Widziała kule leżące obok i na pewno nie należały one do bliźniaka. Powieka lewego oka dziewczyny drgnęła. Każdy włosek na jej głowie zalśnił, powolutku zmieniając się w sopelki. Co tu się kurwa działo? Komu jaja ma urywać? Temu niedorobionemu chłopcu? Nie, jemu na pewno. Ale czy on stał za tym, co stało się z nogą Nancho? Shiro potrafi łączyć fakty, kule nie nosi się przy sobie bez powodu, dla zabawy. Podniosła wzrok na chłoptasia.
- Nancho... Ten robak Ci przeszkadza? - zapytała cicho głosem tak pełnym lodu, jak to tylko było możliwe, a zarazem wymawiając imię swej pani wsadziła w nie tyle czułości, że nawet święty Mikołaj byłby zazdrosny. Czekając na jej odpowiedź, obserwowała uważnie każdy ruch bliźniaka. Spoglądała na niego z wyższością, jakby patrzyła na mrówkę rozmiażdżoną na własnym bucie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Sala przedmiotów artystycznych   Pią Wrz 06, 2013 8:42 am

Akurat Nancy dieta straszna nie była. Nie chodziło nawet o to, że miała bardzo dobrą przemianę materii, była po prostu tak aktywną osobą, że nigdy na myśl by jej nie przyszło, że powinna zacząć się odchudzać. Wiecie, uważała, że kochanego ciała nigdy nie za wiele, ale potrafiła dbać o siebie do tego stopnia, że nigdy nie przekroczyła granicy nadwagi. W dodatku nie jadała zbyt wiele, głównie ze względu na brak kasy na jedzenie - w końcu całą pensję musiała przeznaczać na kosmetyki i ubrania, jakżeby inaczej? Trzeci powód Gabriela wydawał się zatem aż nazbyt absurdalny.
Skrzywiła się, gdy o jej uszy obiło się przekleństwo. Nie była święta, to prawda, ale dochodziła do wniosku, że w niektórych sytuacjach powinno się okazać minimum kultury.
Normalnie pewnie nie przeczepiłaby się do tego. Ot, udałaby, że jej się przesłyszało, albo pogroziła tylko chłopakowi palcem, uśmiechając się wesolutko. Obecnie mieli do przedyskutowania sprawę pobicia, ona była zmęczona zabiegiem, a jej głowę wciąż zaprzątała przeszłość związana z Nikitą - nie była więc w specjalnie dobrym nastroju.
- Wyrażaj się - mruknęła zatem, obserwując ze zdumieniem jak próbuje się zerwać z krzesła. Chwilę potem salę wypełnił odgłos, towarzyszący każdej osobie, która zaliczyła bliższy kontakt z podłogą i nie potrafiła powstrzymać się przed zachichotaniem. Szybko jednak zdusiła w sobie śmiech, kręcąc pobłażliwie głową i wyciągając głowę do góry, by sprawdzić czy nic mu nie jest.
Zwłaszcza, że przez parę sekund nie dawał znaku życia.
Na całe szczęście zza biurka wyłoniła się wkrótce ruda czupryna i Nancy oparła się wygodniej, składając razem palce rąk i przekrzywiając głowę w odpowiedzi na jego nieufne spojrzenie. Jego słowa zmusiły ją do ponownego uniesienia kącików ust do góry.
- A ty byłeś ostatnią osobą, którą podejrzewałabym o pobicie Ethana. Jak widać wciąż niewiele o sobie wiemy - odparła żartobliwie, wzdychając gdy znowu zniknął za ławką. Chyba doskonale zdawał sobie sprawę, że nie mogła się teraz podnosić, by nie przeciążać za bardzo nogi, i wykorzystywał to, chowając się w jedynym miejscu, którego z tego fotela nie widziała. Nie podobało jej się to. Podczas gdy on zajął się pisaniem czegoś - podejrzewała, że właśnie to robi, po dźwiękach, jakie do niej docierały - Nancy zaczęła bawić się zapalniczką. Ot, odpaliła ją sobie, przesunęła nad płomieniem palec, podrzuciła ją parę razy i schowała do kieszeni. Dokładnie w momencie, w którym oberwała w twarz kartką papieru. Zacisnęła usta, mrużąc oczy i podnosząc kulkę z kolan, by przez chwilę pomęczyć się z rozkładaniem i wygładzaniem zwitka. Następnie parę razy obróciła kartkę w dłoniach, nie bardzo wiedząc z której strony powinna to czytać.
Koniec końców dopiero własne imię uzmysłowiło jej gdzie zaczyna się tekst.
Niewiele jej to dało, bo za cholerę nie rozumiała tego języka. Znała ich parę, ale widocznie ten wykraczał poza jej wiedzę - zdanie było dla niej bezsensownym ciągiem losowych liter. Odłożyła zatem wiadomość na biurko, czekając cierpliwie aż chłopak zdecyduje się na rozmowę. Naprawdę nie miała ochoty bawić się w gierki, to nie był jej szczęśliwy dzień.
Zrozumiała jak wielkiego miała pecha, gdy chłopak po prostu zastawił drzwi od sali krzesłem. Jej oczy momentalnie nieco się rozszerzyły, a na ustach pojawił się cień grymasu, który szybko zastąpiony został zupełnie neutralnym ułożeniem warg w poziomą kreskę.
- Nie zamykaj drzwi, mają mi przynieść herbatę - zauważyła spokojnie, machając na niego, by wrócił i natychmiast się poprawił. Nie usłuchał jej nakazu, ale przynajmniej zaczął się normalnie odzywać, a to już był jakiś sukces.
- Tak długo jak przebywasz na terenie ośrodka i zaczynasz kogoś okładać pięściami, tak to są sprawy szkoły - oznajmiła stanowczo, kręcąc przecząco głową. - Nie jestem na tą chwilę z ciebie dumna ani trochę.
Kiedy zatrzymał się tak blisko niej, zmarszczyła nosek. Zachowywał się zbyt zuchwale, zamiast grzecznie siedzieć rządził się w jej gabinecie i - zdawało się - miał zamiar dyktować jej warunki. Rosła w niej ochota by ostro go zbesztać, ale przerwał jej, nim zdołała wydusić z siebie choć słowo. Odchyliła się do tyłu na krześle, z każdym kolejnym zdaniem mocniej zaciskając pięści.
Robiło jej się niedobrze.
Właśnie, niedobrze. Nie czuła niepokoju ani lęku, bo zdawała sobie sprawę, że chłopak i tak nie wygra. Co, zabije ją? Całkiem sporo osób widziało ją wchodzącą do gabinetu, parę innych jednostek miało zaś świadomość, że przebywa tu Gabriel. W dodatku wiedziała, że jego matka jest szkolnym psychologiem, więc jeśli miała ujść z życiem, z całą pewnością odbyłaby u niej krótką pogadankę.
Nancy nie bała się tego Nephilima, choć jego dotyk z całą pewnością jej się nie podobał. Nie lubiła być macana.
Odczuwała natomiast obrzydzenie w stosunku do tego, o czym mówił. Jej wyobraźnia działa, obrazy same nasuwały się przed oczy i naraz otoczona była setkami poćwiartowanych ciał, wybebeszonych, rozdartych, przebitych i powykręcanych. A wśród nich siedziała ona, ze swoją zakrwawioną nogą i... Lennon, jej mała, malutka siostrzyczka, leżąca w kałuży ciemnoczerwonego płynu.
I jej puste, martwe oczy.
- Przestań w tej chwili - rzuciła, ledwo opanowując się przed warknięciem. Jej oczy ciskały błyskawice - gdyby spojrzenie mogło zabijać, Gabriel zwijałby się w mękach na ziemi, błagając o litość. Z zaciśniętą szczęką i spiętymi mięśniami, marzyła tylko o tym, by mu teraz solidnie przyłożyć.
Ale co byłaby z niej wtedy za nauczycielka?
Na całe szczęście hałas przy drzwiach zmusił ją do odwrócenia głowy. Jej usta rozciągnęły się w uśmiechu, gdy dostrzegła swoją śliczna podopieczną, zmierzająca w ich kierunku. Miała niemalże ochotę odtańczyć lambadę na środku sali, tak cieszył ją widok Błękitnokrwistej. Shiro była dla niej pomocą, pieszczochem i niesamowitą przyjaciółką. Kochała dziewczynkę i ciężko jej było uwierzyć, że znały się dość krótko. Mimo swojej "drobnej" niechęci do innych ras, traktowała Panią Lodu jak członka rodziny, siostrę. Na jej uśmiech zareagowała ukazaniem wszystkich ząbków, po czym z ciekawością powędrowała spojrzeniem za jej wzrokiem. Ach, kule. Musiała jakoś wytłumaczyć dziewczynie swój stan, ale wolała nie robić tego przy Gabrielu.
Głupio, żeby wiedział, że jego wychowawczyni to łajza i nie radzi sobie ze zgniatarkami do śmieci.
- Skądże, Shiro. Właśnie staram się mu uzmysłowić, że czeka go kara za bójki w szkole - stwierdziła beztrosko, zupełnie jakby chwilę temu nie była obmacywana. Obecność Shiro dodawała jej pewności siebie.
Zaraz potem puknęła się w czoło.
- Ach, poznajcie się. Shiro, to uczeń z mojej klasy, Gabriel. Gabrielu, to Shiro - przedstawiła ich sobie, wskazując jednocześnie rudemu krzesło naprzeciw biurka. Miał usiąść na dupie i w końcu zacząć się tłumaczyć. Powinien czuć respekt wobec nauczycielki! A tymczasem bawił się z nią, jakby była jego koleżanką z ławki, no proszę was!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Twins
Uczniowie | Goniec (Gabriel) | Pionek (Ethan)
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 29/08/2013

PisanieTemat: Re: Sala przedmiotów artystycznych   Pią Wrz 06, 2013 11:47 am

Nanczos kuleczka w wersji XXXL? Obraz doprawdy ciężki, nie tylko do wyobrażenia sobie tego. Nie tylko ze względu gabarytów ale także z powodu dość komedyjnego wyglądu. Naszos pożerający ludzkość, straszne! Chociaż pomysł na zagładę ludzkości był dobry. Wypuścić na świat zmutowanego genetycznie Naczosa, niech sieje postrach wśród ludzi. Powróci średniowiecze, ludzie będą składać mu ofiary z dziewic tylko po to, żeby oszczędził ich miasto.
Herbata herbatą, podobno mieli omawiać kwestie wychowawcze a ona martwiła się o jakiś napój. Poza tym za kilka lat może wyjść na świat teoria, że herbata uzależnia. Tak samo jak kawa i czekolada, wtedy naukowcy przeprowadzą szereg badań potwierdzających tą teorię. Ludzie będą uzależnieni od herbaty z wyjątkiem Nancy, która nie otrzymała ten jednej porcji tego czegoś przez Gabriela. Wtedy mu podziękuje! To wszystko było przemyślane.
- Ethan to mój brat. To co mu robię to moja sprawa. Mogę połamać mu obie ręce i nos. Nikt nie ma prawa się wpierdalać w nasze sprawy. Czy to tak ciężko zrozumieć? - chciała odpowiedzi? Właśnie ją otrzymała, na pewno nie będzie zadowolona. Podobno denerwowały ją przekleństwa, miała szczęście, że Gabriel nie rzuca kurwami i chujami na prawo i lewo!
Miał przestać? Dlaczego? Wręcz uwielbiał rozmawiać na tematy związane z ludzkim nieszczęściem. Szczególnie jeśli mowa była o fizycznych katuszach. Nie bez powodu pełnił funkcję mordercy. Prawdopodobnie był idealnym kandydatem, zdeprawowany do szpiku kości. Położył dłoń na bliźnie w kształcie krzyża znajdującej się na lewym poliku.
- Japonia. Gdy zostałem udekorowany tą blizną dowiedziałem się co się stanie z człowiekiem, któremu wepcha się do buzi odbezpieczony granat. Powiem pani, że ciężko zmyć resztki wątroby z twarzy. - o! Gdyby nie kazała mu się powstrzymać przemilczałby ten mały fakt ze swojego życia. W sumie mógłby dręczyć ją opowieściami tego typu przez najbliższe kilka godzin. Jednak ich, no może nie ich tylko jego spokój zakłóciło pojawienie się nowej osoby.
Podobno on nie był wychowany. Jednak przybyła lodowa dziewczynka jakoś przeszła samą siebie w grubiaństwie. Sprawiając, że przy niej nawet Gabriel był dość dobrze wychowany i kulturalny. Bynajmniej on zawsze pukał a nie prześlizgiwał się jak mała larwa. Chwila, chwila! On pukał? Cóż, jeśli uznaje się wyważenie drzwi butem za puknięcie to będzie to trafne stwierdzenie. Gdy Shiro podeszła do jego wychowawczyni on sam odszedł na kilka kroków od nich rozglądając się po sali. Zupełnie lekceważył słowa nowo przybyłej.
Robak? I kto to mówił. Nic nie znacząca, zbyt pewna siebie osóbka. Gdyby była kimś, kogo powinno się znać Gabriel na pewno nie zrobiłby tego co właśnie zrobił. Wypiął on tyłek i zsunął z pośladków spodnie pokazując całkowity brak szacunku wobec błękitnokrwistej. Zaświecił właśnie swoim krągłym tyłkiem w pełnej okazałości! Trzeba wspomnieć o dwóch bliznach postrzałowych na lewym pośladku, tuż obok tatuażu gońca i dłuższej bliźnie po ranie ciętej na prawym.
- Dokładnie w tym miejscu mam twoje groźby. Nie obchodzi mnie kim jesteś, co chcesz. Nie podoba mi się twoje zachowanie i twój ton. - słowa te padły z jego ust dopiero gdy się wyprostował i odwrócił w ich stronę. Nie był w zbyt dobrym nastroju. Głównie z powodu utraty na wpół spalonego papierosa.
Nawet jeśli rebelianta go zaatakowała i tak byłaby na straconej pozycji. Przecież wystarczyło, że Gabriel byłby ranny a nieopodal niego zjawiłby się jego brat. Dawało im to przewagę praktycznie nad każdym. W końcu pojedynki dwóch na jednego zazwyczaj nie wróżyły dobrze. Szczególnie, że obaj bliźniacy liczyli sobie blisko trzysta lat. Samo doświadczenie i znajomość życia, hemoglobina i te sprawy. Wiadomo o co chodzi.
Rudzielec wsunął obie ręce do kieszeni od spodni i skierował swoje spojrzenie na profesor Sherwood. Jego postawa była naganna! Kompletny brak poszanowania czegokolwiek. Brak szacunku wobec dużo młodszej uczennicy. Chamstwo, grubiaństwo, i tak dalej.
- Jeśli ma być to rozmowa wychowawcza nie życzę sobie osób trzecich. Po prostu odmawiam rozmowy na tematy, jak mi się zdaje prywatne przy słuchaczu w osobie trzeciej. Z tego, co wiem. Sprawy pomiędzy wychowawcą a wychowankiem, w zakresie takim jak powinno przebiegać nasze obecne spotkanie odbywają się w cztery oczy. Suma sumarum. Odmawiam dalszej współpracy przy tej oto osobie. - tego jeszcze nie było. Domagał się swoich praw. W sumie miał rację, zawsze mógł tak po prostu zniknąć z gabinetu. Prawda? Tylko, że wtedy sam Naczos miałby problemy spowodowane jego dalszym zachowaniem. Oboje dobrze wiedzieli do czego zdolny jest Gabriel. Chociaż wysadzenie jakiś czas temu męskiej toalety małym ładunkiem C4 było i tak tylko ułamkiem jego możliwości. Może wysadzi teraz całą szkołę? Zdemoluje bibliotekę? Ciężko stwierdzić jaki to genialny pomysł rodził się w jego głowie. Mówiąc o „tej osobie” wyjął nawet rękę z kieszeni i pokazał palcami na Dziecko Lodu. Nie powinien, w końcu nie pokazuje się palcami w stronę innych ludzi, prawda? Tylko, że kwestia jego kultury osobistej... no właśnie.
- Mogłaby pani oddać mi zapalniczkę? Muszę zapalić. - westchnął tylko czekając na dalszy rozwój wydarzeń w tym gabinecie. Ciekawiło go, co wydarzy się za chwilę. W gruncie rzeczy zawsze był ciekawski i niecierpliwy. Jego niebieskie oczęta wędrowały po twarzach obu kobiet. Starał się odczytać z ich twarzy co chodzi im po głowie. Czeba było przyznać, że min w wykonaniu pani Sherwood nikt nie przebije. Były one bardzo, naprawdę bardzo śmieszne i niecodzienne.

_________________
~x~ ~x~ ~x~
~ Karta Postaci ~
~ Informacje~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiro
Pik
avatar

3 pochwały i więcej
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 24
Dołączył/a : 02/09/2013

PisanieTemat: Re: Sala przedmiotów artystycznych   Pią Wrz 06, 2013 12:52 pm

Stała spokojnie tuż obok swej ukochanej, tfu, uwielbienia. A zresztą, dla Shiro to jedno i to samo. I tak ją kocha i tak, więc nieważnym było, jak to nazwać. Pochyliwszy się lekko do przodu, oparła się dłońmi o oparcie krzesła Nancho. Kultura kulturą, drzwi krzesłem się nie zastawia. I on śmiałby ja pouczać? Ha, dobre sobie. W żyłach Shiro płynęła błękitna krew! Dosłownie kurna! I tym samym nikt nie miał prawa dyktować jej zasad kultury, czy innego zdzierstwa. Ona sama jest sobie panią... No i panią jest dla niej kochana Nancho. Tak, prócz samej srebrnowłosej, to ona mogła jej rozkazywać. Nikt inny.
Wysłuchała swojej kochanej Naczo. Kara za bójki w szkole, co? Dziewczyna uśmiechnęła się krzywo. Beznadziejne i żałosne. Nie wiedziała, że można tak upaść. Doprawdy, aż żal ścisnął serduszko Shiro... A nie, to tylko ssanie w żołądku, głodna była, nic nie jadła od rana. Właśnie, musiała poprosić Naczoska o parę groszy, ewentualnie wyciągnąć ją po tym komicznym przedstawieniu do jakiejś knajpki. W końcu nie będzie tu siedziała cały dzień, nie? W kwestii poznawania tego bezmózga... Srebrnowłosa podziękuje, z robactwem się nie umawia do kina, ani nic z tych rzeczy. Jednak przemilczała to po prostu, a nuż takie zachowanie nie spodobałoby się jej uwielbieniu, bo w końcu jest nauczycielką. Jednak czuła, że na pewno wie, co o tym Shiro myśli.
Obserwowała chłoptasia i słuchała go z uwagą. Co to on wyczyniał, hę? Tyłek jej pokazał... Ale tak bezpośrednio i bez gaci. Doprawdy myślał, że ją to ruszy? Ale tak serio serio? Babciu kochana co w niebie świecisz, on naprawdę jest aż tak beznadziejny? Widać tak. Srebrnowłosa prychnęła cicho. Uspokajała się z wolna. Nawet drobne sopelki na jej głowie wracały do normalności, aż wokół jej głowy unosiła się lekka mgiełka. Potrząsnęła głową, przeganiając cały ostatni lód z łba. Wbiła po tym srebrne ślepia w chłoptasia, per Robaka.
- Jej, to było takie mocne. Tyłek na loterii wygrałeś, że się chwalisz, czy po prostu za wcześnie z przedszkola Cię wypuścili? - mruknęła ze znudzoną minką. Przetarła ślepia wierzchem dłoni. Nie będzie ukrywać, że dopiero wypełzła z łóżka i chętnie wróciłaby do niego, tyle że z towarzystwem, dajmy na to, samej Naczos. Nie, wcale nie pomyślała wpierw o niej. Wcale a wcale. No, do łba przyszła jej też Cora, ale jej winna dać na razie spokój. Nie będzie się narzucać młodej. Niech świat pozna, w końcu Shiro pamięta to uczucie. Obudzić się i ujrzeć obce ziemie, całą ta technologię... Do dupy to wszystko.
- Nie podobam Ci się? Wybacz, idź sobie do sklepu z zabawkami i kup sobie wymarzoną lalkę barbie, jeśli tak Ci źle - po tych słowach już naprawdę myślała, że ten Robak ma coś z głową nie tak. Może matce się kocyk wyślizgnął i pieprznął łbem o podłogę? To nie było takie niemożliwe. Pochyliła się ku Nancho, zbliżając chłodne usta do jej uszka.
- Naczo kochana. Macie tu przedszkole, czy jak? - zapytała cicho, choć nie na tyle, by Robak nie mógł jej usłyszeć. A co, niech wie doskonale, kim dla niej jest. Niczym, ot co. Niby to przypadkiem musnęła wargami płatek jej ucha, po czym wyprostowała się. Jej postawa była dumna i nie wyrażała ani krzty strachu przed tym czymś, co stało ciut dalej. Bać się robactwa? Pff, ona je depcze. Niech sobie nie wyobraża, że jest dla niej jakimkolwiek wyzwanie. Tyle, co tymi drzwiami, co je przeszła bez trudu.
Wysłuchała również wywodu Robaka na tematy szkolne. Znów jej lewa dolna powieka drgnęła. Jeszcze śmiał powoływać się do szkolnego regulaminu? Po tym, co tu zastała? Ha, lada moment, a wbije mu do tego debilnego łba zasady moralności.
- W cztery oczy? Po tym, co tu zobaczyłam, prędzej wgniotę Cię w ziemię, niż zostawię was samych - stwierdziła tylko, dorzucając swoje cztery grosze. Nie ma mowy, by pozwoliła Nancho samej męczyć się z robactwem. Shiro chętnie się nim zajmie, jak tylko Naczo wyrazi takie zdanie. Nie zrobi nic bez jej zgody, bo w końcu są na terenie szkoły. Poza nią, to co innego.
Stała tuż za krzesłem ukochanego Naczosa. Będzie na każde jej skinienie, nawet z chęcią zaniesie ją do domu na rękach, ewentualnie weźmie ją na plecy. Na pewno nie da jej tknąć robactwu ponownie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Sala przedmiotów artystycznych   Sob Wrz 07, 2013 8:10 am

Herbatą herbatą, ale jakim cudem miała skupić myśli wyłącznie na problemach wychowawczych, gdy zamykał ją niezdolną do poruszania się bez kul w klasie? Nawet gdyby chciała miałaby pewien problem z wydostaniem się z pomieszczenia w tym stanie. Nie miała co prawda klaustrofobii, ale i tak nie chciała być tu zamknięta. Co zaś się tyczy nieszczęsnego napoju, który - choć wspomniany raz - stał się tematem dysputy o uzależnieniach, to wiadome było od dawien dawna, że płyn ten nie zawiera żadnych substancji uzależniających. Systematyczne wypijanie filiżanki herbaty nie miało nic wspólnego z uzależnieniem się od niej, a raczej nawykiem, przez który o ustalonych porach w swojej dłoni po prostu widziało się pełny kubek. W przypadku Nancy na jej biurku wiecznie stała herbata, nic zatem dziwnego, że część jej myśli zahaczyła o nią, co dało się zauważyć w jej słowach.
- Jak chcesz go łamać, to proszę bardzo, poza szkołą. W takim wypadku ja nie będę musiała przeprowadzać z tobą rozmowy, tylko zgłoszę to dyrektorowi, który usunie cię z listy uczniów. Tak ciężko to zrozumieć? - spytała, opierając łokcie na biurku i układając brodę na złączonych dłoniach. Jej ton był zupełnie neutralny, twarz zaś nie wykrzywił ani jeden grymas. Głównie dlatego, że Gabriel przekroczył granicę i Nancy przełączyła się na tryb dawnej barmanki ze slumsów. Skończyły się żarciki, przestała uśmiechać się pokrzepiającą i się prosić. W obecnej chwili rozmawiała z nim w ten sam sposób, co kiedyś z wyjątkowo nieznośnymi gośćmi po pijaki.
Była ze slumsów. Potrafiła zignorować wszelkie bluzgi, zwłaszcza gdy w jej otoczeniu posługiwano się głównie nimi. Był śmieszny, jeśli sądził, że w ten sposób doprowadzi ją do szału, bo choć wyjątkowo nie lubiła używania tego języka, to nie zamierzała sobie strzępić nerwów.
- Przykre - odparła spokojnie, w myślach strzelając sobie mentalnego liścia, by doprowadzić się do ładu. Fuj, miała przed oczami człowieka, którego rozrywało od strony ust. Gdyby nie obecność Kuro, na pewno by się wzdrygnęła - tymczasem nie wykonała żadnego gwałtownego ruchu, wszystko robiła wolno i leniwie, jakby zaczynał ją nudzić.
Proszę mi wierzyć, że bez względu na to jak zachowałaby się Shiro, Gabriel nigdy nie wypadłby przy niej na kulturalnego i grzecznego. Jej mała dziewczynka po prostu weszła do sali, jak robiła to wiele razy wcześniej - zwłaszcza, że było po lekcjach i nic przecież nie stało na przeszkodzie, by odwiedziła tutaj Nancy. Ona zresztą nie musiała tutaj pukać. To był gabinet Sherwood i to ona ustalała, kto mógł wchodzić ot tak, a kto musiał wpierw zasygnalizować swoją chęć wtargnięcia do środka. Poza tym sam Gabriel nigdy nie zapukał - jak więc śmiał wymagać tego od dziewczyny?
Nancho nie miała żadnych wątpliwości, że w tym towarzystwie jedyną osobą niewychowaną był panicz Floyd.
Gdy tylko sprawa miała zostać zamknięta, Pinky z wielką przyjemnością zabrałaby Shiro do restauracji. Co tam resztka pieniędzy, miała ochotę w końcu odsapnąć i napchać się drogim, cudownie niebiańskim żarciem. Przy okazji mogłaby spokojnie podzielić się ze swoją podopieczną wszystkimi rewelacjami jej marnego żywota i wysłuchać, gdzie to jej maleństwo się kręciło.
I tak, doskonale zdawała sobie sprawę jakie dziewczyna może mieć zdanie na to wszystko.
Jeśli Floyd spodziewał się, że w ten sposób poruszy Nancy, to się mylił. Jej reakcja ograniczyła się do zakręcenia kosmyka różowych włosów na palcu. Podczas swojej pracy w Akademii miała różnych uczniów. Gabi był w wielkim błędzie jeśli sądził, że jako jedyny latał w tej sali z opuszczonymi gatkami. Przewinęło się tu tylu błaznów, że kolejny męski tyłek nie robił żadnej różnicy.
Choć i tak jego zachowanie było więcej niż naganne.
Miała ochotę roześmiać się na słowa Shiro, ale powstrzymała się, zachowując swą zimną maskę. Najwyżej później dziewczynę jakoś nagrodzi, teraz podniosła tylko palec, kręcąc nim na boki, by dać srebrnowłosej do zrozumienia, że prowokowanie chłopaka jest wyłącznie stratą cennej energii. Nie zasługiwał w tym momencie nawet na jej uwagę, powinien zostać zupełnie sam i jak przedszkolak przemyśleć to i owo.
- Gabrielu, mi zaś nie podoba się twoje zachowanie i ton. Prezentujesz bardzo niski poziom kultury osobistej - zauważyła, wpatrując się w niego białymi oczkami. Ha, on miał zły humor? ON? Dobre, pośmiałam się trochę, żarciki z samego rana zawsze są spoko!
Sam zasnął z tym jebanym papierosem, mógł go lepiej pilnować. Ponadto, narzekał jak małe dziecko, podczas gdy to nie jemu zgniatarka zmiażdżyła nogę.
Przede wszystkim nigdy nie miało tu dojść do bójki. Nancy była przekonana, że Shiro nie jest na tyle bezmyślna, by rzucić się na Nephilima, a i ten ma dość oleju w głowie, by jej nie prowokować. Nie chodziło tu nawet o to, że szanse w rzeczywistości mogłyby być wyrównane - Akademia nie tolerowała bójek. Gdy w grę wchodziło dwóch uczniów, a wysłana osoba nie dawała rady, zjawiał się ktoś odpowiedzialny za powstrzymanie dzieciaków. Bo był ktoś taki. W końcu naiwnie było sądzić, że ludzki nauczyciel byłby w stanie rozdzielić walczących - szkoła miała własnych, potężnych gości, dla których problemem nie było uspokojenie paru narwańców.
A myślicie, że dlaczego tak rzadko na terenie ANE dochodziło do konfliktów?
- Ponoć nie, choć czasami mam mylne wrażenie, że w budynku otworzyli jeden oddział dla przedszkolaków - odrzekła Shiro, zerkając na nią kątem oka. Nie obdarzyła dziewczynki żadnym uśmiechem, ale nie dlatego, że była na nią zła. Nie mogła jednak zmusić się do wygięcia warg, bo tryb wciąż był aktywny i musiała zachować kamienny spokój. By nie myślał sobie, że robi na niej jakiekolwiek wrażenie.
Jakiej znowu uczennicy? Shiro może i była od niego młodsza, ale nie uczęszczała do szkoły. Była zatem gościem, osobą niezwiązaną z placówką i choćby z tego powodu należał się jej szacunek. Jeśli ten argument nie trafiał do główki Gabiego, to powinien by dla niej miły głównie dlatego, że źle wpływał na wizerunek szkoły.
Ponadto wymagała od niego respektu wobec nauczycielki, nie uczennicy. Była jego wychowawczynią, zajmowała się jego kształceniem i miała prawo żądać kultury.
- Nie bądź bezczelny. W rzeczywistości nie powinno być żadnej rozmowy wychowawczej, powinieneś od razu wylądować w gabinecie dyrektora, gdybym nie poprosiła byś został odesłany zamiast tego do mnie. Zrobiłam to, byś miał mniejsze problemy. Gdybyś siedział i odpowiadał na moje pytania, przychyliłabym się do twojej prośby - zaakcentowała ostatnie słowo, dając mu do zrozumienia, że domagać, to on się może wpierdolu od kiboli - niestety, zamknąłeś mnie w sali i jak dotąd nie uzyskałam sensownego wyjaśnienia twojej bójki z bratem. Pragnę cię zatem poinformować, że rozmowa ta przebiegnie przy Shiro, bowiem jako nauczyciel czuję się zagrożona, a nie mam obowiązku narażać swojego życia. Pozostanie jej w roli świadka to zatem słuszna decyzja. Suma summarum. Jeśli nie odpowiadają ci moje warunki, niezwłocznie zgłoszę dyrektorowi, że w najbliższym czasie złożysz mu wizytę i poproszę go o wyegzekwowanie nie tylko kary za bójkę, ale też skandaliczne zachowanie.
Jej głos był suchy, oczy spokojne, a kąciki ust delikatnie uniesione do góry, jakby sytuacja ją bawiła. Taka była zresztą prawda, bo był śmieszny, jeśli uważał, że może stawiać jakiekolwiek warunki. Oczywiście, że mógł wyjść z gabinetu. Nie był już zamknięty, więc droga wolna, niech idzie! Nancy w takim wypadku automatycznie traciła szansę na uzyskanie dla niego łagodnej kary, bo władzę nad nim przejmował dyrektor. Poza tym, wydaje się, że Gabriel nie rozumiał polityki Akademii. Tutaj rządzili nauczyciele. Uczniowie, bez względu na to jak bardzo kręcili i krzyczeli, nie mieli żadnych szans  wygraniu potyczki z profesorem. Właśnie dlatego Akademia uważana była za szkołę elitarną, że nie dopuszczano, by jednostka rozwalała cały system.
Jednostkę przygważdżano za kark do podłogi i czekało się, aż uspokoi się na tyle, by działać racjonalnie.
Demolowanie mienia szkolnego nie wchodziło w grę. Raz mogło mu się udać, ale fakt, że nikt nie zwrócił mu uwagi, powinien być dla niego największym ostrzeżeniem. Najpewniej oko mieli na niego wszyscy ochroniarze z ANE i czekali tylko, aż powinie mu się znów noga, by móc zainterweniować. To nie byli zwyczajni nieludzie. Wybierano najsilniejszych, najbardziej doświadczonych i najlepiej przystosowanych - to oni dbali o porządek. Jeśli Nancy była świadkiem dewastowania tablicy ogłoszeń, wybierała w komórce numer do sekretariatu i chowała się z boku, coby nie oberwać odłamkiem. Nie mijała sekunda, a zjawiali się stróże. Nie ważne kim byli uczniowie, ile mieli lat i jaką część życia spędzili na wojnach. Nigdy nie udało im się wygrać z ochroniarzami.
Bez względu na to jaką osobą był Gabriel, jego również czekałaby porażka.
- Nie pokazuje się palcem. I nie oddam, nie będziesz tutaj palił.
Śmieszne miny? Komiczne, Gabriel miał chyba jakieś przywidzenia, bo Nancy od dawna już ich nie robiła. Z iście pokerową miną ukazywała mu opcje, jakie miał, nie skrzywiła się nawet na chwilę. Albo były to zatem omamy, albo Gabi tak bardzo żył w swoim świecie, że wymyślał sobie niestworzone rzeczy.
Dobrze, że przynajmniej Shiro była na tyle dojrzała, by nie sprawiać dodatkowych problemów. Nancy czuła się dumna ze swej wychowanki, widząc jak ta zachowuje spokój i jedynie od czasu do czasu komentuje jego zachowania. Wdzięczność miała jednakże zamiar okazać później - teraz jej wzrok ogniskował się na twarzy Gabriela, a sama Sherwood oczekiwała jego wyboru.
Jeśli wyjdzie - będzie mogła szybciej stąd pójść. Gdy zostanie, powinien się liczyć z olbrzymią karą, zwiększaną ilekroć obrazi ją, Shiro, lub zachowa się nieładnie.
Hm, wiedząc jak nędzny ma humor, ona sama chyba wybrałaby się do dyrektora.

[Szkolna ochrona omówiona z Adminem, więc nie pyskować <3]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Twins
Uczniowie | Goniec (Gabriel) | Pionek (Ethan)
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 29/08/2013

PisanieTemat: Re: Sala przedmiotów artystycznych   Pon Wrz 09, 2013 1:26 pm

Wymaganie kultury osobistej od człowieka pokroju Gabriela było raczej czymś w rodzaju aktu desperacji. To tak samo jakby wymagać od na przykład kurczaka wykonywania salt i śpiewania do tego alfabetu. Coś niemożliwego, prawda? Kurczak jak kurczak, jeszcze można to sobie wyobrazić, jednak wizja dobrze zachowującego się Gabriela... to było coś, za co powinno się iść do piekła. Istny koszmar, zupełnie jakby na jego miejsce postawiono bezduszną kukiełkę przytakującą na każde słowo. Przecież to nie jego wina, że był sobą, miał swój specyficzny sposób bycia. Mówił, co myślał i trzeba było się z tym pogodzić. Samo jego zachowanie, do niego też nie można się było zbytnio przyczepiać, prawda? W końcu był rebeliantem, z krwi i kości.
Uważał, że dobre maniery są czymś w rodzaju cenzury nakładanej na osobowość ludzi, że przyczyniają się one do pewnego rodzaju kształtowania człowieka. W jego toku rozumowania tworzyły one ludzi sztucznych, którzy zamiast wyrazić swoją opinię kierowali się po prostu zasadami dobrego wychowania. Na samą myśl o tym, jak wszelkie prawa, zasady i powinności manipulują zachowaniami niczego nieświadomych ludzi chciało mu się wymiotować. Tak samo zresztą myślał o prawie. W końcu to one ograniczyło wolności obywateli. Że niby nie można robić tego, co się komuś podoba bo prawo tego zabrania? No proszę was, to nie te czasy gdzie ktoś zabiera komuś kredkę i toczy się o to postępowanie prawne, w trakcie którego winny zostaje skazany na dziesięć lat pozbawienia wolności w zawieszeniu kary na dwa lata. Zdrowy wpierdol zawsze był najlepszym środkiem prewencji. Samo prawo nie było potrzebne, było po prostu przereklamowane.
Nawet teraz, nie poświęcał zbytnio uwagi swoim rozmówczyniom. Podszedł sobie do najbliższej ławki, usiadł na niej i zaczął grzebać po kieszeniach. Oczywiście, mówił, że chce zapalić i nie było siły, która mogłaby go od tego zamiaru powstrzymać. Dlatego nic dziwnego, że wyjął z kieszeni papierosa, którego wsadził sobie pomiędzy wargi. Dopiero po chwili cicho westchnął przypominając sobie, że musi poszukać zapalniczki zapasowej. Gdzieś ją miał, tylko w której kieszeni.
- Osobiście sądzę, że mam bardzo ładny tyłek. Nie muszę się go wstydzić. Jeśli próbujesz nadepnąć mi na odcisk to musisz się bardziej postarać. - bąknął tylko w odpowiedzi na tani tekst o jego seksownych pośladkach. Zeskoczył z ławki szukając po kieszeniach ognia. Eh, trzeba było sobie zainwestować i kupić jaszczurkę plującą ogniem, o. Na pewno takie coś gdzieś już wyhodowali. Takie zwierzątko to czysty pożytek. Nie dość, że miałby z kim pić to jeszcze zawsze jakiś to kompan do rozmów. No i zawsze miałby kto mu papierosa odpalić!
- Jestem wolnym człowiekiem, moja droga pani Sherwood. Nie muszę zachowywać się tego jak oczekuje ode mnie społeczeństwo. Mam własne zdanie, wolną wolę, swój rozum. Nie mam zamiaru się dostosowywać do żadnych zasad. Zresztą o tym pani powinna dobrze wiedzieć, już kiedyś poruszaliśmy tą kwestię. Chyba pierwszy raz jak wylądowałem u pani na rozmowie wychowawczej. Powinna sobie pani zdawać sprawę z tego, że nie tylko nie dostosuję się nigdy do żadnego ustroju ale także będę robił to co uznaję osobiście za słuszne. Dobrze powinna pani znać moje podejście do takich zagadnień jak prawo, kultura osobista, regulaminy, zasady. Nie rozmawiamy pierwszy raz. - no i znalazł. W końcu dotarł do zapasowej zapalniczki, którą wyjął z kieszeni. Kręcił ją sobie w palcach lewej ręki. Miał zapalić, jednak nie skończył jeszcze swojego rebelianckiego wywodu. Nie, żeby przemawiały przez niego jakieś zasady. Po prostu jakby zaczął palić to wyleciałoby mu z głowy to co miał powiedzieć. Wyniósł się na palcach od nóg i opadł z dupą na ławkę. Musiał usiąść.
- Zapewne powie mi pani, że gdyby nie zasady na świecie panowałaby anarchia. Jednak jest to tylko spojrzenie na jedną stronę medalu. Jeśli nie byłoby niczego, co hamowałoby ludzkie zapędy to według opinii wielu ludzi na świecie zapanowałby chaos. Gówno prawda. Może chwilowo, najgorsi skurwiele wyginęliby najszybciej.  Jednak wtedy świat zacząłby kształtować się w dobrym kierunku. Obecnie żyjemy pod kloszem, niczym więźniowie. Co nam z naszej wolnej woli i wolności jeśli jesteśmy obserwowani, jeśli każdy nasz ruch jest analizowany, a każde działanie przeciw ustrojowi jest karalne? Tak naprawdę wolność jest w obecnym społeczeństwie iluzją. Nawet pani, pracuje ciężko tylko po to, żeby na starość mieć emeryturę. Użera się pani z ludźmi takimi ja, po co? Po to, żeby ktoś inny nie musiał brudzić sobie rąk. Może po to, żeby pohamować nasz temperament, żebyśmy dostosowali się do ustroju. Co się stanie gdy będę stać twardo przy swoim zdaniu, gdy będę mówić NIE, za każdym razem gdy ktoś będzie chciał wpłynąć na moje zachowanie? Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu osobom się to nie podoba. - no tak, teraz zaczął się wywodzić na różne tematy. Do czego zmierzał? Cóż, dobrze by było mu nie przerywać. Po prostu na przykładzie bójki wyjaśni swoją opinię. Jednak nie na sucho. Brakowało mu już nikotyny w płucach. Bum, zniknął. W ułamku sekundy, na ułamek sekundy pojawił się za Shiro. Czepiała się jego tyłka! Chciał sprawdzić jakie w dotyku były jej pośladki. Po prostu złapał ją za tyłek i nim ktokolwiek zdążył się zorientować gdzie jest, pojawił się przy oknie (Zgoda od Shiro – przez PW, żeby nie było). Tak, zużył właśnie dwa ładunki Shunpo. Uchylił okno siadając na parapecie. Bo chyba jakieś tu było?
- Mogę? - szok! Właśnie zadał pytanie zamiast robić to, na co miał ochotę. Wiadomo było, że chodzi mu o papierosa ponieważ wyjął go spomiędzy warg i podniósł lekko do góry razem z zapalniczką.
- Wracając do samego ustroju. Pytanie się pani dlaczego pobiłem brata. Już wszystko prostuję i wyjaśniam. Bez powodu. Chcę po prostu coś udowodnić. Dajmy na przykład, że Ethan by mnie okradł albo zrobił mi coś złego, według prawa miałbym obowiązek to zgłosić. Zaczęłoby się postępowanie karne, w trakcie którego, zostałaby wymierzona kara dość śmieszna, która nic by go nie nauczyła. O ile zostałaby wymierzona, nie zostało powiedziane, że znaleziono by dowody, pomijając możliwość łapówki. Samo rozwiązanie siłowe jest dla takiego człowieka najlepszą karą, daje mu do zastanowienia. Czy warto cierpieć za to co zrobiłem? Kolejnym razem może się nie udać, może się to skończyć gorzej. Prawda? Wtedy taka osoba zaczyna prostować swoją postawę. Zauważę nawet, że gdyby nie te wszystkie zasady nie byłaby pani tu wzywana. Gdyby wszystkie regulaminy i zasady poszły się jebać mógłbym po prostu mu przypierdolić i nikt by się tego nie czepiał. Pani miałaby wolne popołudnie. Ja nie musiałbym się tłumaczyć a tamta stara kurwa by teraz nie płakała. Wszyscy byliby zadowoleni. Nie oszukujmy się, na pewno pani miała lepsze zajęcie, w czym pani przeszkodzili? - w skrócie. Pobił brata bez powodu, bo miał kaprys. Nic dziwnego, bynajmniej dla niego. W końcu to było coś normalnego w rodzinie. Często rodzeństwa okaleczały się bez powodu, bo on mnie zdenerwował, rozbił mój samochód, ukradł mi dziewczynę, zrobił głupi kawał, mało było powodów do bójki?
Odnośnie Shiro. Kobieta, jak kobieta. Nie podobała mu się jej postawa, była zbyt pewna siebie. Gdyby Gabriel wiedział kim jest, że należy do Rebelii i jest nędzną kartą zapewne by ją spoliczkował. Niby kobiet się nie bije. Jednak on jako dumna wieża po prostu pokazałby swoją wyższość nad nią. Mrugnął może dwa razy, góra trzy po czym wypuścił z płuc większą ilość powietrza.
- Nie miałem okazji macać tyłków lalek ale w twoim przypadku przydałoby ci się trochę pobiegać. Czepiasz się mojego zgrabnego tyłka w przypadku gdy twoje pośladki same nie są idealnie jędrne. Żeby zwracać komuś uwagę na taki istotny detal należałoby mieć jakieś argumenty w ręce. W tym wypadku przy dupie. Jednak takowych nie posiadasz. - krótko i na temat, o! Żył dość długo, tyłków też się namacał i gdyby miał oceniać pośladki błękitnokrwistej dałby z siedem punktów na dziesięć. No właśnie, właśnie przecież miał wybierać, czy podporządkuje się karze wymierzonej przez wychowawczynię czy uda się do dyrcia. Dopiero teraz zaczął udawać, że zastanawia się nad jakimś ważnym życiowym problemem. Nawet podrapał się teatralnie po brodzie.
- Moja kochana pani profesor. Oboje wiemy, że nie podporządkuje się żadnej karze, nie ważne czy będzie ona wyprowadzona przez panią, czy przez dyrektora. Możemy porozmawiać, mogę poudawać skruchę. Nawet teraz. - zaczął, powoli spokojnie. - Och! Nie chciałem! Przepraszam! Nie pomyślałem, że zranię mojego jedynego, kochanego braciszka! Tak bardzo nad tym ubolewam, obiecuję poprawę. - chyba bardziej sarkastycznie się nie dało. Nawet jego barwa głosu wskazywała na to, że robi sobie po prostu jaja. Znowu. Nie pierwszy raz zdarzyło mu się robić coś takiego.
Miałby mieć do czynienia z ochroniarzami ANE? Może i by nim sponiewierali, spraliby go na kwaśne jabłko. Jednak każde doświadczenie później owocuje, prawda? Jego ego nie pozwoliłoby mu tak po prostu odpuścić. Prowokowałby ich tak długo aż w końcu znalazłby na nich jakiś sposób. Zabić by go przecież nie zabili, prawda? Jakby to wytłumaczyli ludziom? Chuj z ludźmi, ciekawe kto by był na tyle odważny, żeby poinformować szkolnego psychologa, że ochroniarze pozbawili jej syna życia.
Sama wizyta u dyrektora jakoś go nie przerażała. W końcu zanim Nancho postanowiła zajmować się problemami wychowawczymi Gabriela spędzał w gabinecie „największej szychy” ANE dość dużo czasu. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że był tam stałym bywalcem. Przez pewien moment czasu zastanawiał się nawet nad przeprowadzeniem się do tamtego miejsca, ułatwiłoby to wtedy wszystkim życie. No ale mniejsza z tym. Teraz miał ważniejszy problem. Odzywający się nałóg.

_________________
~x~ ~x~ ~x~
~ Karta Postaci ~
~ Informacje~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiro
Pik
avatar

3 pochwały i więcej
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 24
Dołączył/a : 02/09/2013

PisanieTemat: Re: Sala przedmiotów artystycznych   Pon Wrz 09, 2013 2:57 pm

Shiro trzymała się na uboczu, jedynie co i rusz spoglądając z nienawistnym błyskiem w oczku na karaluszego dziwaka. Teraz już milczała, a podziałał na nią tak palec Nancho, który nakazał jej się wycofać z tej słownej potyczki. No, srebrnowłosa jest grzeczną dziewczynką (Serio? Gdzie?) i nie zamierzała już więcej ingerować w tą sprawę. Do czasu... Ale to za chwilę.
Przysłuchując się słowom Naczosa, zerkała ciut na boki, rozglądając się jako tako po jej sali artystycznej. Już od początku ich znajomości Shiro podziwiała swoją Panią i wtedy z dnia na dzień jej podziw rósł razem z tym, jak błękitnokrwista coraz lepiej poznawała kochaną Nancy. Również w tej chwili Shiro ją podziwiała, jej cierpliwość oraz nieustraszenie. Spojrzała w tym momencie na podrzędnego karalucha. Zaczął coś tam gadać. Shiro starała się go słuchać, ale był tak nudny, że niczego z tego nie zrozumiała. Choć część jednak do niej dotarła... Pieprzył o wolności, o niesprawiedliwości dzisiejszego systemu. Och, jakież to było smutne i melodramatyczne. Żal ścisnął lodowate serduszko Shiro... A nie, to znowu to ssanie. Doprawdy, musiała coś w końcu wszamać, bo zaraz zdąży ktoś uwierzyć, że naprawdę ruszają ją słowa Karalucha. Ha, niedoczekanie. Robactwa się nie słucha, to jak ryby - głosu nie mają, należy je tępić, zanim rozlezie się na cały dom. Z drugiej zaś strony razem z tyłkiem robaka, dziewczyna ujrzała jego tatuaż wieży. Więc należał do rebelii... Czy był świadom tego, że i ona tam wstąpiła? Zapewne nie, bo dawno już by płakał, że jedna z nich nie stoi po jego stronie. Smutne.
Oczywiście wyznała przy pierwszej lepszej okazji Nancho, że należy do rebelii. Jednak wyjaśniła jej także, że ma głęboko w poważaniu ich idee i jest w tej grupie tylko po to, by móc dostawać informacje na temat Śmierci, gdzie jest i co robi. Na słodkie oczka każdy głupi pójdzie, to i tam jej się udało. Jednakże kiedy dostanie zadowalającą ilość informacji, po prostu ich opuści. Jakkolwiek. Poza tym, patrząc na debilnego robaka, zaczęła się wstydzić wstąpienia do tej chorej organizacji. Sami popaprańcy normalnie... Choć i te normalne osoby się tam trafiały, jak na przykład Cora. Odstępując od tej grupy będzie musiała pomóc zrobić to także swojej "siostrze". No chyba, że nie zechce.
Karaluchy w swoim marnym żywocie mają wiele szczęścia. Bomba atomowa, apokalipsa, ni chu i tak by przeżyły. Taka sytuacja pojawiła się również tutaj. Nim w ogóle cokolwiek zauważyła, chłopak był już na swoim miejscu. Czy on... odważył się ją dotknąć? I to jeszcze jej tyłek? I teraz śmie go oceniać i uważać swoją śmierdzącą, robaczą dupę za lepszą? Jak Matkę Lodu kocha, wypruje mu flaki i z zamrożonych zrobi sobie żyrandol. A jego tyłek poćwiartuje i da żreć kotom. Srebrne włosy dziewczyny momentalnie zmieniły się w cienkie sople lodu. Pojawiła się delikatna mgiełka oznajmiająca zderzenie się ciepła z zimnem. Wkurzył ją i to nie lekko. Jej prawa ręka zaczynała zmieniać się w krystaliczny lód, który przekształcał się jak zwykła plastelina. Acz po wybraniu jego kształtu, uderzenie bolało, a jeśli Shiro zrobi z siebie coś ostrego, to i krzywdę może zrobić, w najgorszym przypadku nawet zabić takie robactwo jak on.
Pochyliła się lekko do przodu, znowu nachylając się nad uchem kochanego Naczosa. Karaluch mocno wkurwił srebrnowłosą, ale nie na tyle, by mogła zaatakować go bez przyzwolenia swego uwielbienia.
- Mogę pomóc mu wyjść? - zapytała cicho tak, by ten robak jej nie usłyszał. Nancho mogła domyślić się, o co Shiro chodzi. Dziewczyna spoglądała na chłoptasia i okno za nim. Oj, z chęcią by mu pomogła wyskoczyć. Można by przecież powiedzieć, że robak pogubił się we własnym światku i nie mogąc znieść beznadziejności swojego istnienia postanowił popełnić samobójstwo. Oj, to by było piękne.

//Ciut beznadziejnie sklecony post, ale w tym stanie nie potrafię wymyślić zbyt wiele sensownych zdań :c A też nie chciałam kazać wam czekać na posta, bo niewiadomo, kiedy mi się poprawi D:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Sala przedmiotów artystycznych   Pią Wrz 13, 2013 11:00 am

Jego wizja rebelianta widocznie mocno różniła się od tego, jak wyobrażała ich sobie Nancy. Sama organizacja była jej zdecydowanie obojętna, choć przechylała się nieco w stronę negatywnej opinii. Ludzie, którzy powinni na dobrą sprawę walczyć o wolność takich szaraków jak ona, na ogół tylko sprawiali jej problemy. Bo to burda przed domem, bo sprowokowali Gwardię i ta robiła częstsze kontrolę w Stangradzie, akurat gdy Nancho miała okazję załatwić sobie telewizor na lewo. Byli bezużyteczni w każdym calu i kobieta podejrzewała, że stworzyli grupę wyłącznie po to, by pochodzić sobie w towarzystwie na piwo do Halnych. Jako dziecko darzyła Rebeliantów znacznie cieplejszymi uczuciami, głównie z powodu ojca, który w tamtych czasach do nich należał.
Nikt jednak nie zainteresował się powodem jego śmierci i osieroconą córką. Kompletnie wymazali z pamięci jego istnienie - Sherwood nie chciała mieć już z tego rodzaju ludźmi nic do czynienia.
Oczywiście, zdawała sobie sprawę, że Shiro do nich należy. Jasno zaznaczyła, że nie widzi w tym żadnego problemu, dziewczynka była jej zbyt bliska, by mogła skreślić ją wyłącznie z powodu przynależności. Zwłaszcza, gdy ta wyjaśniła jej cel, dla którego wstąpiła do grupy. Odnalezienie Śmierci wymagało podjęcia poważnych kroków, wstąpienie zatem do organizacji Nancy uważała za sensowne. Zwłaszcza, że sama najchętniej odnalazłaby tego gada szybko i rozwaliła mu łeb jakimś młotkiem. Do diabła, pamiętała doskonale w jakim stanie odnalazła biedną Shiro na cmentarzu! Sama myśl, że doprowadził do tego inny Błękitnokrwisty powodowała olbrzymią chęć rzucenia się na niego i rozerwania na strzępy.
Z całą pewnością nie zgodziłaby się z Gabrielem. Zasady dobrego wychowania wcale nie były cenzurą, nie zamykały człowieka w żelaznych okowach, z których nie mógł się wydostać. Jedynym, co ograniczało człowieka, była jego własna niechęć. Osoba zamykająca się w swoim małym, śmiesznym świecie, nie dostosowująca się do otaczającej go rzeczywistości była jedyną, którą można by nazwać zniewoloną. Wolny człowiek potrafił samodzielnie podejmować pewne decyzje, wiedział co jest opłacalne, rozwijał się i brał garściami z wszelkich dostępnych źródeł wiedzy. Mógł wyrazić swą opinię w sposób kulturalny, nic bowiem nie stało na przeszkodzie. Odpowiednie zachowanie nie ciągnęło za sobą fałszywych formułek, nie zmuszało wcale do składania nieszczerych obietnic i kłamania. Absurdalne wydawało się myślenie, że pewne normy czyniły z istot bezmyślne marionetki.
Rolą prawa wcale nie było zniewolenie obywateli. To prawda, że Nancy nie rozumiała większości przepisów, ale nie wyobrażała sobie momentu, gdyby władza nagle zniknęła. Mogła się zmienić na lepsze, ale szczytem głupoty byłoby pozbywać się jej na dobre. Anarchia nie rozwiązałaby problemów, zarówno ludzie jak i nieludzie bez kontroli zachowywaliby się jak dzikie zwierzęta. Zdrowy wpierdol może i był skuteczny, ale wyobraźmy sobie sytuację, w której rosły, dwumetrowy facet okradłby kobietę w ciąży. Nie miałaby najmniejszych szans by się zemścić, wątpliwe, by była w stanie pobić mężczyznę by dać mu nauczkę. Bez prawa słabsi stawali się łatwymi celami, ofiarami idealnymi.
Jeśli Rebelianci mieli właśnie taki pogląd na świat i ich celem było zupełne pozbawienie mieszkańców władzy, to Nancy miała zamiar podziękować. Ona się wyniesie, serio. Bo od złej władzy, gorszy był tylko jej całkowity brak.
- Owszem, to nie nasza pierwsza rozmowa. W takim wypadku powtórzę to, co zwykle ode mnie słyszysz. Skoro nie chcesz dostosowywać się do żadnych reguł, to dlaczego chodzisz do szkoły? Placówka tego typu jest nastawiona nie tylko w celu poszerzania wiedzy uczniów, ale też nauczenia ich dobrych manier, których nie posiadają na ogół za grosz. Również znasz moje podejście w tych kwestiach, a mimo to wydaje mi się, że oczekujesz, że przyklasnę twojemu zachowaniu. W moim mniemaniu to co robisz nie jest słuszne, więc jako nauczyciel, zwracam ci uwagę. Jeżeli nie chcesz wciąż wysłuchiwać moich upominań, to przestań zachowywać się jak niezdecydowane dziecko i po prostu wyjdź z klasy - oświadczyła spokojnie, opierając brodę na złączonych palcach. Doprawdy, gdyby rzeczywiście miał regulamin w tak głębokim poważaniu, jak starał się to pokazać, powinien po prostu opuścić budynek szkolny z bratem. Kompletnie nie rozumiała tego gościa, czasami zachowywał się jak pozer - jakby zależało mu, by zwrócić na siebie uwagę otoczenia. Mimo własnej woli, niedostosowywania się do zasad i innych takich, wciąż pokazywał się w szkole. Czyli robił to, czego wymagały od niego zasady. Zaprzeczał sam sobie, zachowywał się odwrotnie do tego, co mówił.
- Tak sądzisz? Mam zupełnie inne zdanie na ten temat - oświadczyła sucho, gdy tylko skończył swój monolog. Naprawdę naiwnie wierzyłby, że najgorszy typ ludzi wyginąłby najszybciej? Wyglądało na to, że mało czasu spędzał w Stangradzie. Slumsy były doskonałym osiedlem, w którym można było zaobserwować efekt braku ingerencji Gwardii. To prawda, że wielu największych awanturników wybijało się nawzajem, a drobne złodziejaszki karane były przez ogół społeczeństwa.
Ale to przecież nie ich powinno się obawiać.
Najgorsi byli nie silni, ale sprytni. Dostosowujący się do sytuacji, przebiegli i nikczemni. Tacy, którzy potrafili zgrywać świętych, gdy wymagała tego sytuacja. Którzy odgrywali różne role. Z całą pewnością ci ludzie najbardziej skorzystaliby z braku władzy, jak drapieżnicy zaczajaliby się na kolejne nieświadome ofiary. Przeżyliby wszystkich.
Musiała jednak przyznać w myślach, że faktycznie żyli pod kloszem. Nie przepadała za Sorciere i Dyktatorem, jak każdy mieszkaniec slumsów była w stosunku do nich podejrzliwa. Nigdy nie zgodziłaby się dla nich pracować, trzymała się kurczowo własnych planów i nikt nie był w stanie zmusić jej do zrezygnowania z ich urzeczywistnienia. Gdyby jakaś organizacja miała choć odrobinę podobny cel, zastanowiłaby się nad dołączeniem - tymczasem każda grupa w czymś ją odrzucała. Bezpieczniej było zająć się wszystkim samodzielnie.
- Użeram się z uczniami, jak to ładnie ująłeś, bo lubię swoją pracę. Jeśli za każdym razem będziesz odmawiał, na pewno wiele na tym stracisz - ucięła jego monolog krótko, dając do zrozumienia, że nie znaleźli się tutaj by podyskutować. Zamrugała, gdy Gabriel zniknął jej sprzed oczu i momentalnie odwróciła głowę w kierunku Shiro, unosząc brwi do góry. Zmacał jej wychowankę! Była tak zaskoczona, że wpierw kompletnie nie zareagowała na jego pytanie. Dopiero po chwili odszukała go wzrokiem, otrząsając się ze zdumienia.
- Nie możesz.
Cóż, chyba nie spodziewał się, że nagle zmieni zdanie? Skoro ona nie mogła wpłynąć na jego zachowanie, nie mógł się liczyć z tym, że on wpłynie na jej stosunek do papierosów.
- A co, gdyby to Ethan był w tym wypadku silniejszy i jeszcze cię pobił? Byłbyś okradziony i cały w siniakach. Nie przemawia do mnie twoje wyjaśnienie - rzuciła nonszalancko, wzruszając ramionami. - Tłumacząc mi się, dostosowujesz się do reguł. Ponadto, powtórzę, wystarczyło, że zrobiłbyś to w innym miejscu i nie widzielibyśmy się tutaj. Ty jednak pobiłeś go w szkole. Co wy tutaj w ogóle robiliście po lekcjach? - spytała, starając się reagować na jego słowa krótkimi odpowiedziami. Gdyby się rozgadała, nigdy nie wyszliby z tego gabinetu, należało przystopować jego chęć do ciągnięcia przemów.
Rodzeństwa się biły, to prawda. Robiły to jednak często w domach, ewentualnie na podwórkach. W takim wypadku to rodzice karali i doprowadzali do porządku. Nancy naprawdę nie chciała wzywać matki Gabriela, głównie by nie sprawiać jej kłopotów, ale odzywała się w niej coraz większa chęć do zakończenia tego spotkania. Miała chorą nogę, była głodna - nie zjadła zbyt dużo fasolki - i śpiąca. Telefon do Florence mógłby ją poratować z opresji, po prostu przekazałaby jej, że chłopcy się pobili i rzuciła parę standardowych formułek, że tym razem przymknie oko jeśli kobieta ukarze ich sama.
- W takim wypadku karę wyznacza dyrektor, cieszę się, że się zdecydowałeś - odparła, kompletnie zbywając jego wypowiedź. Naprawdę nie interesowało jej, czy miał zamiar się podporządkować czy nie, to nie zależało od niego. Nie miała zamiaru wdawać się w rozmowę, mogli porozmawiać w zupełnie innych okolicznościach - nie miałaby wtedy nic przeciwko dyskusji na różne tematy.
Ochroniarze nie byli głupcami. W swoich życiach zetknęli się z tysiącami takich dzieciaków jak Gabriel i bez wątpienia mieli na nich swoje sposoby. Nie musieli też posuwać się do zabijania uczniów, w końcu ich zadaniem było dbanie o wizerunek ANE, a nie rujnowanie go. To nie byli bezmyślni gówniarze, których dało się prowokować szczeniackimi odzywkami.
Dopiero gdy sprawa z Gabrielem była w mniemaniu nauczycielki zakończona, ta zerknęła kątem oka na Shiro. Tak jak podejrzewała, jej wychowance skończyła się cierpliwość. Z zaciekawieniem przyjrzała się prawej ręce i wyciągnęła dłoń, układając ją na głowie dziewczyny gdy ta tylko się zbliżyła.
- Myślę, że sam sobie poradzi z wyjściem - oznajmiła spokojnie, przenosząc wzrok na Gabriela. Faktycznie, wystawił się idealnie, wystarczyłoby tylko go zepchnąć. - Skoro omówiliśmy już wszystko, możesz iść. Skontaktuje się z dyrektorem, więc wyczekuj wezwania.
Uśmiechnęła się, choć zachowała w tym grymasie pewien dystans. Był dzisiaj wyjątkowo upierdliwy, choć może odniosła takie wrażenie przez stan, w którym się znajdowała. Kiedy tylko oficjalnie skończyła, odwróciła się wraz z krzesłem w stronę Shiro, posyłając jej przyjacielski uśmiech.
- Widziałam świetną knajpkę z włoskim jedzeniem w mieście. Idziemy? - zapytała, starając się odwrócić uwagę dziewczynki od Nephilima. Teraz była po pracy, po problemach, po rozmowie - i taki właśnie komunikat usiłowała przekazać podopiecznej. Nie należało mieszać spraw prywatnych z pracą, Nancho dbała o oddzielenie tych spraw grubym murem.


[Na szybko, sorka, ale muszę odpisać jeszcze reszcie : D"]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiro
Pik
avatar

3 pochwały i więcej
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 24
Dołączył/a : 02/09/2013

PisanieTemat: Re: Sala przedmiotów artystycznych   Nie Wrz 15, 2013 12:45 pm

Prawa ręka srebrnowłosego dziewczęcia przybrała kształt kolca, bo i nie chciało jej się nic specjalnego wymyślać na tak beznadziejny przypadek, jaki miała przed sobą. Wystarczy, jeśli go nadzieje na szpikulec, jak byle jakiego szaszłyka. Zero szacunku dla takich gnojków. Jeśli natomiast chodzi o te życie pod kloszem i wszystkich problemach z tym związanych, Shiro ich w żadnym stopniu nie odczuwała, to i ją to mało obchodziło. I tak chodziła gdzie chciała, a jak gdzieś nie mogła, to po prostu omijała to miejsce. Nie będzie przecież walczyć z systemem narażając na to życie niewinnych osób, w tym ludzi, których winna ochraniać mimo wszystko. Tak, można śmiało stwierdzić fakt, że z dawnego życia bardzo dobrze pamiętała to jedno - ochronę słabszych istot, które na swój sposób kochała. Ale czy na długo... Czasy się zmieniły, ludzie się zmienili... Tylko czekać, aż jej nadmierna troska zostanie wykorzystana do złego celu.
Jej cierpliwość naprawdę się skończyła. Jednakże wściekłość dziewczęcia nie była aż tak wielka, by nie zauważyła wyciągniętej w jej stronę dłoni Naczosa, która zaraz wylądowała na srebrnowłosej głowie. Aż jej włoski stopniały w miejscu zetknięcia się z ciepłą skórą kobiety. A sama Shiroś zarumieniła się od razu. Tak, paradowanie z gołymi cyckami to nic, ale jak Naczoś dotyka, to już się wstydzi! Uspokoiła się momentalnie, bo tak właśnie działała na nią bliskość tej kochanej osóbki. Spojrzała nań opanowanymi, srebrnymi ślepiami, dalej z lekka zaczerwieniona na mordce. Oby wzięli to za efekt chłodu, choć głupie to by było, zwłaszcza wiedząc, że przecież zimno jej w żaden sposób nie szkodzi, ani nie powoduje takich barw. Trudno się mówi.
Aż jej tęczówki zapłonęły. Sam na sam ze swym uwielbieniem w knajpce. Wróć, nie, to nie tak. To miejsce publiczne, jej to nie pasowało w żaden sposób. Kiwnęła jednak łbem, uśmiechając się delikatnie kącikami ust. Każda minuta wspólnie spędzona z tą osóbką napawała Shiro olbrzymią radością. Gdyby miała ogon, merdałaby nim non stop w towarzystwie Nancy. Ale nie ma, więc wykazywała radość tak troszkę w swych ślepiach i na uśmiechniętym pysku. Cóż począć.
- Idziemy. Ale weźmiemy coś na wynos - stwierdziła, zezując w stronę kul. Nie pozwoli przecież, żeby Naczo się przemęczała, chodząc po mieście, kiedy ledwo mogła. Prędzej siłą ją do chałupki weźmie, niż da jej na to zezwolenie, o. Ktoś coś wspominał o wolności? Ha ha. Nie, kiedy chodzi o zdrowie bliskiej jej osoby. Ale spokojnie, kneblować, ani nic takiego nie będzie robiła...
Wyprostowała się. Srebrne kosmyki włosów wróciły już do normalności. Stwierdziła po prostu, że kiedy indziej dopadnie tego karalucha i wytępi go jak jakieś robactwo. Teraz liczyła się już tylko Nancho i to na niej Shiro skupiła swoją uwagę. Tylko jeszcze jedno... Zacisnęła dłonie w pięści. Prawa ręka uprzednio chwilę temu wróciła do normalności. Teraz obie zdawały się zmieniać w połowie w czysty lód. Wierzch dłoni, do łokcia, a stamtąd też do ramion. Nawet nieco lodu przeszło na łopatki, a z tym nie miała problemu, bo w końcu miała na sobie jedynie stanik. Po co to robiła? A no, by móc zrobić to, co zrobi za chwilę. Dzięki temu będzie mogła z łatwością udźwignąć Naczosa, no bo też nie pozwoli jej się zbytnio przemęczać, nie? No właśnie. Uśmiechnęła się lekko, acz ciut dziecinnie do Nancy i pochyliła się nad nią. Wpierw wcisnęła jej w dłonie obie kule, żeby też ich nie zostawiać, bo sie przydać mogą przecie. Wzięła ją potem na ręce, jedną ów rękę wsuwając pod kolana, drugą chwytając ją na wysokości ramion. Lód, który zatrzymał się na łopatkach srebrnowłosej zaczął schodzić w dół, po jej bokach, biodrach, udach... aż zatrzymał się dopiero poniżej kostek. Dzięki temu, przekształcając krystaliczną masę mogła zwiększyć swój udźwig. I tak też się stało. Wyszczerzyła ząbki zadowolona, że jej się udało. A nie była do końca pewna, czy jest w stanie to zrobić.
- No to idziemy - to stwierdziwszy z zadowolonym wyrazem mordki podeszła spokojnie do drzwi. Wcześniej kopnięte krzesło teraz wystarczyło przesunąć lekko nogą i zrobić sobie miejsce. Otworzyła bez trudu drzwi. Nie oglądając się na robactwo, bez słowa wyszła z sali i powoli skierowała się do wyjścia ze szkoły. Nic nie mówiła, skupiając się na formowaniu lodu na swoim ciele. Też zbyt długo nie mogła tego robić. W końcu razem z Naczoskiem opuściła placówkę szkoły.
[zt obie :3]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala przedmiotów artystycznych   

Powrót do góry Go down
 
Sala przedmiotów artystycznych
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Sala przesłuchań

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Akademia Nowej Ery :: Akademia Nowej Ery :: Wydział ogólny-
Skocz do: