IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lokum

Go down 
AutorWiadomość
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Lokum   Pią Sie 30, 2013 10:47 pm

Za staromodnymi, kratowanymi drzwiami są schody. Te, trochę odrapane już po latach, prowadzą na niezbyt obszerne piętro o mniej więcej podobnej powierzchni jak oba gabinety razem z poczekalnią i składzikiem. Co się tam może kryć?
Cóż, zwyczajne mieszkanie. Można do niego zadzwonić za pomocą dzwonka znajdującego się przy rzeczonej kracie, jest przy nim też skromny domofon. Zazwyczaj to przejście otwarte nie jest - właściciel zdaje sobie sprawę z tego w jakiej części miasta mieszka.
Dlatego też na końcu schodów czekają kolejne drzwi i, choć to na zewnątrz jest szafka na buty, nie są one w jakiś sposób słabsze niż powinny z powodu dodatkowej osłony przed złodziejami. Porządne, dębowe, podstarzałe nieco z wyglądu, dopiero przy ich otwieraniu zaś można wyczuć masę i wywnioskować, że były wzmacniane. Zważywszy na niezbyt wprawne spawy przy zawiasach nietrudno się domyślić, że przynajmniej po części była to amatorka.
Nie ma tu praktycznie przedsionka - jest podłużny korytarz z kuchnią widoczną na samym końcu, zazwyczaj otwartą. Pierwszym co zwraca jednak najczęściej uwagę na samym początku jest zapach - połączenie aromatu smaru, żelastwa i starej biblioteki uchodzi za cokolwiek specyficzne. Wkraczając do środka można obejrzeć ściany którym trudno sobie przypomnieć kiedy ostatnio były malowane, skoro mają kilka... nie najlepiej odmytych śladów krwi. Obecnie już zdecydowanie zrobiły się bure, wręcz czarne w niektórych miejscach, trudno je więc zidentyfikować jako takie, wrażenie jednak pozostaje ciekawe. Podłoga zachęca do pójścia dalej cichym skrzypieniem podstarzałego, bukowego parkietu, którym można dotrzeć do salonu (po lewo) lub łazienki (po prawej stronie). Oba pomieszczenia mają swoje osobliwości.
Salon po pierwsze jest intensywniej pachnący tym, co się unosi w mieszkaniu, po drugie nawet pomimo że ostatnio nieco się przykurzył, wygląda na dość żywy. W oknie wysuniętym na ulicę stoją kwiaty - ładnie podlane, białe jak śnieg storczyki. Obecnie kwitną, wszystkie. W obu doniczkach po jednym pędzie. To dodaje kolorytu pomieszczeniu z białymi ścianami, nie licząc jednej, po lewej - inicjatywa Wassiana, zrobiony sprayem trochę ekspresjonistycznie obraz czarno-białego miasta w intensywnych, białych płomieniach. W jej kierunku zwrócona jest większość mebli czyli sofa, fotel i odpowiednio umiejscowiona niewielka ława, na której leży kilka bardzo nieaktualnych już gazet. Na fotelu leży za to stary nóż wojskowy; tapicerka w kilku miejscach poczuła, że jest ostry. Kanapa też swoje przeżyła, ewidentnie przynajmniej dwudziestoletnia, w jednym miejscu ma zarwaną sprężynę. Na niej wala się kilka pierdółek, jakieś długopisy, notatki ze studiów, podręczniki gimnazjalne... Więcej tego leży na niewielkiej półeczce obok sofy, a już w ogóle zamykana, wysoka szafka przylegająca do ściany jest zawalona bezsensownie. Porządek panuje za to na biblioteczce, pełnej starych książek - od Mistrza i Małgorzaty, przez Kocią Kołyskę po nie najmilszy w odbiorze Rok 1984. No i, oczywiście, wieża z dwoma kolumnami i rozwalonym napędem DVD/Blu-ray, a wszystko to na niezbyt młodym, szarym dywanie o krótkim włosiu.
Po prawej są dość strome, drewniane schody. Tam gdzieś jest sypialnia. Łóżko zrobione z dwóch materaców, tona pościeli, książki i kilka średnich figurek z gliny artystycznej.
Kuchnia jest okaflowana na biało, podstarzała ale sprzętowo nie ma na co narzekać. Kuchenka gazowa jest, piekarnik jest, staromodnie do wszystkiego potrzeba zapałek. Jest lodówka, trochę stara więc irytująco bzyczy cały czas kiedy działa, a odpalając wydaje wściekły warkot. Ogólnie, głośna jest. Tu też stoi pralka a pomieszczenie za duże nie jest także niewiele tu miejsca. Nie ma tu też nic nowego, nawet czajnik elektryczny wygląda jakby czasy świetności miał już za sobą. Są tu dwa twarde krzesła i przybity do ściany stół, trudno więc mówić o regularnej jadalni.
Ostatnim pomieszczeniem jest łazienka. Zasadniczo to wanna z parawanem i podstarzałą słuchawką prysznicową, umywalka i dwie szafki: mniejsza, z kosmetykami, na której generalnie leżą ręczniki, no i większa - z lekami, opatrunkami i innymi podobnymi materiałami medycznymi. Co więcej o niej powiedzieć? Jest trochę klaustrofobiczna.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Lokum   Sro Wrz 04, 2013 1:06 pm

Z wejściem na górę, przewidywał to od samego początku, musiało być nieco problemów. O ile bowiem kratowane drzwi z ciężką zasuwą i podstarzałym zamkiem (zabezpieczenie antywłamaniowe - był tak anachroniczny, że łatwiej byłoby ustrojstwo chyba wyłamać niż znaleźć do niego odpowiedni wytrych) ustąpiły zaskakująco łatwo jak na swój wiek, o tyle, cóż, schodów nie dało się pominąć. Miał ochotę wnieść Nan na górę aby jej oszczędzić kłopotu, szczególnie po tym jak zaobserwował jej kilka niezbyt udanych prób wyglądania swobodnie z dwiema kulami zamiast jednej nieczynnej nogi, ale już widział jak się na to zgadzała. Przypuszczalnie przed zabiegiem, gdyby nie fakt, że po prostu jej nie zapytał o zdanie, usiłowałaby doczołgać się na salę operacyjną zupełnie samodzielnie. Definitywnie kobieta której poleganie na kimkolwiek przychodziło z większym trudem niż statystycznie. Singielka. Jakie to nowoczesne rozwiązanie.
Na górę wchodził bardzo powoli, generalnie krocząc leniwie za pacjentką aby ją w razie potrzeby przytrzymać. Nie spodziewał się raczej takiej opcji, ale mądrzy zwykli prawić, że przesądny zawsze ubezpieczony. Dlatego też, no i ponieważ sama czynność trwała mnóstwo czasu, mógł sobie pomyśleć o: pogodzie, jedzeniu, kawie, ponownie o kawie, kapciach, herbacie, znowu o kapciach... zanim nie dotarli na górę. Nie czuł zresztą wielkiej ochoty na to, żeby się odzywać, skoro większość spraw wyjaśnili sobie w gabinecie.

Właściwie niewiele jej odpowiadał. Raz kiwnął głową, rzucił krótkie "zapraszam" na kwestię zdejmowania szwów, no i odniósł się co nieco do dyskusji w sprawie bomby.
- Na razie udało mi się naliczyć trzy, ale kto tam by mógł dokładnie oszacować - Ton miał tak zwyczajny dla siebie, że trudno było oszacować czy żartował w tym momencie, czy nie.
Żartował. W rzeczywistości w samym składziku miał dwa kilogramy plastiku.

Kiedy wreszcie weszli na górę, otworzył drugie drzwi, które zaskrzypiały dość żałośnie. Nikita odpowiedział im w myślach cichym jękiem, wiedział bowiem, że to oznaczało dla niego dodatkową pracę. Szczególnie, kiedy zauważył, że lekko przysiadły i musiał je unieść aby zamknąć za Nancho. Delikatnie drgnął od zapachu, po czym wskazał jej gestem dłoni salon. Czy coś w tym stylu.
- W sumie nie wiem po co to robię... - mruknął do siebie, patrząc na swoją dłoń, po czym ruszył w kierunku kuchni. - Przygotuję herbatę. I, nie wiem, coś...
Podrapał się po głowie, kiedy powoli człapał, nie bardzo przejmując się nawet faktem, że ciągle miał buty na nogach. Wparował do pomieszczenia, stanął po środku zdał sobie sprawę z tego, że jego głowa była pusta.
Generalnie zazwyczaj nie był stawiany w takiej sytuacji, że w ogóle gotował. O wcześniejszym "dzieciństwie" nie było co wspominać, ale późnej też raczej ograniczał się do gotowych posiłków lub półproduktów, gdzie dodajesz wody czy mleka, odgrzewasz i masz. Ewentualnie Wasij gotował - jego umiejętności nie wykraczały jednak poza najprostsze potrawy, skoro nigdy nie miał za bardzo kasy na składniki. No i tak się toczyło. W tym momencie zaś Nikita był na etapie, w którym nauczył się zrobić jajecznicę i ugotować makaron do gotowego sosu, czy podsmażyć jakieś mięso. Tak zaawansowanych składników jednak nie posiadał w mieszkaniu, w którym pomieszkiwał dwa czy trzy dni w tygodniu.
Miał za to dużo konserw i dań w proszku, no i co nieco mrożonek. Pogrzebał w zamrażarce, czując jak coraz bardziej się gubił. Po co kupował trzy kilogramy mąki i proszek do pieczenia? Cukier w porządku... ale pięć galaretek? Musiał dać sobie chwilę na bezsensowne gapienie się na zawartość jednej z szafek, kiedy trzymał bezwiednie w ręku zmrożoną torebkę z czymś, co chyba było paluszkami rybnymi. Potem je schował z powrotem. Przecież nie miał oleju. Co by tu...
...nie wstawił wody. Czajnik, zalał, załączył, uderzył się otwartą dłonią o twarz i pojął, że nie ma pomysłów. Miał może gdzieś coś w puszce. Zaczął grzebać w szafkach i wreszcie wydusił z siebie mało pewne:
- Mam fasolkę, jakieś klopsy, to... to chyba są parówki... co byś chciała? - Chyba dało się to usłyszeć z salonu?

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Lokum   Czw Wrz 05, 2013 9:08 am

Singiel bez umiejętności interpersonalnych był ostatnią osobą, która mogła Nancy za jej sposób życia krytykować.
Może i była momentami zbyt uparta i dumna, ale gdyby nie te cechy, nie udałoby się jej zajść tak daleko. Nie odbiłaby się od dna, nie podźwignęła z rozpaczy jeśli musiałaby polegać na innych ludziach. Kto został przy niej, gdy jej świat legł w gruzach?
Cóż, na pewno nie Nikita.
Wassian miał swój udział w doprowadzaniu jej do porządku, ale w dużej mierze poradziła sobie sama. Drobnymi kroczkami zmierzała do celu, często gubiąc się po drodze i cofając do punktu wyjścia. Ale nie zamierzała poddawać się tylko dlatego, że parę razy zboczyła z właściwej trasy.
Wchodzenie po schodach rzeczywiście okazało się dość sporym wyzwaniem, ale mimo zmęczenia nie chciała prosić o pomoc. Żeby znowu ją wnosił na rękach? Aż się wzdrygała na samą myśl! Choć w sumie im dłużej to trwało, tym bardziej się niecierpliwiła - zwłaszcza, że szedł za nią bez słowa i przez to jeszcze bardziej się szamotała z tymi kulami.
Na jego słowa zaśmiała się krótko, mając nadzieję, że żartował. Wolała jednak nie znajdować się w bezpośrednim towarzystwie trzech bomb, do diaska, była tylko kruchym człowiekiem! Na dobrą sprawę nawet doniczka mogła ją zabić, a ten gadał o bombach, jakby rozmawiali o pogodzie.
Wdrapawszy się na górę, oparła się ramieniem o ścianę, by odetchnąć odrobinę po wykańczającym podskakiwaniu, po czym zerknęła w jego stronę i pokiwała pobłażliwie głową.
- Świetny z ciebie gospodarz, doprawdy - oceniła, poprawiając kule i robiąc parę kroczków w stronę salonu. Zatrzymała się jednak, spoglądając jeszcze z znikającym w kuchni blondynem i zamyśliła się na moment. - Nie słodzę, tak jakby co.
W sumie ogarniał ją lekki niepokój na myśl o Nikicie w kuchni. Nigdy nie widziała go przyrządzającego cokolwiek do jedzenia, nie miała okazji stwierdzić, czy w ogóle potrafi gotować. Niemniej znając go trochę, zakładała, że był raczej marnym kucharzem.
Ale i tak musiała przekonać się na własne oczy, no!
Najciszej jak umiała dosunęła do ściany, wyglądając zza framugi i przyglądając się poczynaniom doktorka.
Musiała zacisnąć usta, by nie wybuchnąć śmiechem, kiedy przejechał sobie otwartą dłonią po twarzy. Cóż to był za nieporadny człowiek, no naprawdę. Drgnęła natomiast, słysząc jego słowa i zamyśliła się, kręcąc noskiem.
- Może być trochę fasolki - odparła, zdradzając swoją pozycję i uśmiechając się szeroko. Przy następnych odwiedzinach powzięła sobie za cel przyniesienie mu czegoś normalnego w słoikach. I przydałoby się nauczyć go przepisu na śmieciową zapiekankę, w której wykorzystywało się wszystko, co miało się aktualnie w lodówce. Świetny sposób na wyczyszczenie półek z jedzenia, które niedługo mogłoby się popsuć, ot!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Lokum   Czw Wrz 05, 2013 8:28 pm

Krytykować za sposób życia? Otwarcie - nigdy, w ukryciu owszem. Nikt nigdy nie potrafiłby się od tego powstrzymywać, był to naturalny odruch, który zresztą niezwykle pomagał w wytworzeniu wewnętrznego obrazu danej osoby, z podziałem na zalety i wady. Pomimo tego, starał się czynić tak na tyle rzadko, na ile było to możliwe, bowiem to... wymagałoby może nieco wyższej samooceny. W wypadku Nancho mógł uważać jej niektóre zachowania za ewidentnie na siłę i niekoniecznie pokrywające się z logiką, ale wciąż pozostawała jedną z silniejszych osób jakie w życiu poznał. Nie mógł temu odmówić a jej odmowa przyjęcia pomocy od niego też mogła mieć różne podłoże, prawda? Ech, było tyle rzeczy z których nie był dumny... takie krótkie, ciche i proste życie, z założenia. A jak bardzo się komplikowało.
Wasij miał wtedy dwadzieścia dwa lata, łeb na karku, a przede wszystkim spore doświadczenie ze śmiercią. Był więc dość inteligentny aby nie powiedzieć jej nigdy tego, co usłyszał od Nikity o stanie poszkodowanej siostry, podzielił się za to refleksją, że świat jest pełen skurwieli i należy właśnie z takiego założenia patrzeć na każdego. Miewał czasem takie mądrości życiowe. Nikita bąknął tylko jakieś "przepraszam" kilka miesięcy później. Rewelacja!
Koniec końców, moralnie nie miał do siebie wyrzutów. Znał psychologię; mógł sam przeanalizować jakie szkody w jeszcze nie do końca rozwiniętym emocjonalnie umyśle czternastolatka mogło wyrządzić takie wydarzenie. Okoliczności doskonale usprawiedliwiały chęć ucieczki i niemożność spojrzenia w twarz źródłu poczucia winy. Po prostu... oczekiwał zawsze od siebie, że będzie silniejszy.
Tak - pozostał mu wyrzut sumienia i cyniczna świadomość, że to go doskonale przygotowało do powolnego, zbyt powolnego pożegnania z bratem.
Życie było piękne kiedy tak dumał! Tymczasem dotarli na górę, należało zająć się, am... sprawami, których opracowywania nie opanował do końca i raczej nigdy nie opanuje. Innymi słowy, chodziło o bycie gospodarzem. Już wewnętrznie załamywał nad tym ręce i już widział tego nieszczególnie pozytywne skutki. Przede wszystkim w postaci spalonych garnków i dziwnego zapachu w kuchni przez następnych kilka dni. Nie ma co się dziwić, że w myślach jęknął kiedy szedł do kuchni a na jej uwagę o jego gospodarzeniu odpowiedział bardzo psim spojrzeniem, mimowolnie wołającym o pomoc.
Pomimo wszystko był zdeterminowany aby to zrobić sam. Nie chodziło o to, że chciał za wszelką cenę niezależny - bo nie był, już dawno się pogodził z tym, że w większości rzeczy zwyczajnie i ordynarnie ssał, ale nie chciał kompletnie zawalić sprawy jako gospodarz. Dlatego może obraz kuchni go załamał. I może też z tego powodu na obecność Nan w kuchni zareagował trochę spłoszonym wzrokiem, kiedy kucał przy szafce i trzymał torebkę z herbatą. Oplótł wokół niej palce jak wokół najdroższego skarbu i lekko przybliżył do piersi, przystanął tak na dwie czy trzy sekundy i rozluźnił uścisk czując już, jak kretyńsko musiał wyglądać z tym opakowaniem. Westchnął w myślach żałośnie nad tym jak bardzo był upośledzony, a na jego policzki wstąpił delikatny, trudny jednak do pominięcia na tak bladej twarzy rumieniec.
- D-dobrze, p-przepraszam, już... - zająknął się, zagubiony, po czym obrócił szybko czując, jak ze wstydu spieka buraka. Gorąco wstąpiło mu na twarz, racjonalne myśli uciekły gdzieś i ustąpiły gorączkowemu "skupsięskupsięskupsięskupsię"... co, wbrew pozorom, niemalże uniemożliwiało skupienie się.
Na szczęście fasolka była tylko do odgrzania w rondelku! Ale jego nagłą nerwowość zdradzały doskonale niezbyt poradne ruchy przy obchodzeniu się z otwieraczem do puszek. Jeszcze ktoś na niego patrzył.
Mogła się tylko domyślać, że porzucenie Luanne poszło mu łatwiej niż rozmowa z nią. Ot, umiejętności społeczne.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Lokum   Czw Wrz 05, 2013 9:38 pm

Wassian był starszy, doświadczony, w dodatku wzbudzał w Nancy - co tu dużo mówić, chyba wszystkie jej koleżanki czuły to samo - niemy podziw. Znała jego ciemną stronę, nie sądziła też by kiedykolwiek mogła mu zaufać w ten sam sposób co Nikicie, ale mimo to szanowała go. Jego słowa bardzo wyraźnie odbiły się na zachowaniu Nancy, zarysowały przyszłą wersję jej samej, stały się niejakim kierunkowskazem, wedle którego dążyła do celu. Otaczała ją cała masa skurwieli. Przez lata uczyła się jak owijać ich sobie wokół palca, jak sugerować i wymuszać pewne zachowania. Czasami w myślach sama określała się zimną, bezlitosną suką i przesiadywała pół nocy, wyrzucając sobie fałsz i liczne kłamstwa.
Nancy nie była silna.
Była cholernie słabym człowiekiem, który ukrywał się pod rożnymi maskami, by nie zdradzić swych prawdziwych uczuć i intencji. Chroniła się za iluzją bojowej Nancho, podczas gdy w środku sama nie wiedziała kim jest. Gdyby poproszono ją o wymienienie paru swoich cech, nie potrafiłaby się zdecydować. Miała wszystkie, w zależności od rozmówcy budziła tą część charakteru, której rozmówca pragnął. Dostosowywała się, przez co zupełnie zatraciła jakąś część prawdziwej siebie.
Ale ponad wszystko nie chciała od niego pomocy. Zdawała sobie sprawę, że relacje między nimi nie sposób było w prosty sposób opisać. W zasadzie nie była do końca pewna na czym stoi.
Psie spojrzenie rozmiękczało jej serce, ale za bardzo chciała ujrzeć jak sobie radzi sam, by od razu wpaść z pomocą.
Tymczasem on nie radził sobie kompletnie. Z niejakim współczuciem obserwowała, jak stanowczy, dokładny blond doktorek, zmienia się w nierozgarniętego blond chłoptasia. Przekrzywiła głowę w bok, przyglądając się jak ucieka wzrokiem i kuca przy szafce, ściskając w dłoni coś, co po chwili okazało się torebką herbaty. Cóż, nie chciała określać go tym mianem... ale naprawdę był komiczny.
W dodatku, na wszystkich świętych, zarumienił się!
Jej mina musiała wyrażać więcej niż zdumienie. Odchrząknęła nerwowo, poprawiając kule i przygryzła wargę, tocząc ze sobą wewnętrzną walkę. Duszą już się wyrywała by pomóc temu biednemu, strapionemu lekarzowi, ale mózg uparcie przypominał jej, że to nie byle jaki lekarz.
To Nikita! Niech się uczy, powinien być samodzielny!
Ach, niech szlag trafi samodzielność, musiała mu pomóc!
Zerwała się z miejsca tak nagle, że aż zabujała się na boki, ledwo odzyskując równowagę. Stanęła przy nim i wyciągnęła mu puszkę z dłoni, zabierając się z otwieranie, podczas gdy jej buzię rozświetlił wesoły uśmiech.
- No już, nie stresuj się. Porządzę się tutaj trochę - oświadczyła, wlewając zawartość puszki do rondelka i stawiając na kuchence. Robienie herbaty zostawiła mu, bo uznała, że z tym sobie poradzi.
Rączki miał sprawne, główka pracowała, więc jakoś ją zrobić mógł.
Kiedy fasolka radośnie bulgotała, zdradzając iż jest odpowiednio podgrzana, Nancy poskakała po kuchni, odnajdując dwa talerze. Nałożyła na jeden trochę więcej, na drugi trochę mniej i odstawiła rondelek do zlewu, napełniając wodą. Następnie poszukała jeszcze sztućców i już stała, oparta tyłkiem o blat, wpierdzielając swoją mniejszą porcję.
- Smacznego, blondasku - wybełkotała, po przełknięciu pierwszej łyżki. I już miała zamiar zacząć go zadręczać pytaniami, gdy rozdzwonił się telefon. W jej spodniach.
To był chyba jej telefon.
Wysunęła komórkę z kieszeni, zerkając na wyświetlający się numer i naraz się skrzywiła. Co, do cholery?
- Tak, z tej strony Nancho - zaświergotała do słuchawki, by zaraz odsunąć się nieco, gdy odpowiedział jej szloch. Wyciszyła nieco rozmowę i na powrót przybliżyła aparat do ucha, nieco skołowana stanem swej rozmówczyni. - Yhym. Tak, rozumiem. Aha... O rany, przepraszam za niego... Ehe. Tak, tak, będę. Nie, jaki tam problem? Akurat jestem w okolicy.
Jasne, kurna, w okolicy domu.
Po krótkim pożegnaniu rozłączyła się i sapnęła, wsuwając telefon na miejsce i dojadając fasolkę.
- Dwóch chłopców z mojej klasy się pobiło i teraz jeden czeka w moim gabinecie. Zwyzywał sekretarkę, laska się popłakała i żąda, żebym przyjechała - mruknęła, choć wątpiła, by Nikitę jakoś specjalnie to interesowało. - W każdym razie to znaczy, że muszę się zbierać.
Jej niezadowolenie było bardziej niż widoczne. Nie chciało jej się tam ruszać, miała jakimś cudem w końcu przeprowadzić z Aninovem normalną pogawędkę, a tymczasem dopiero co weszła do jego mieszkania. Zaklęła pod nosem, odstawiając talerz do zlewu i poprawiła kulę, kierując się wolno ku wyjściu.
- Dziękuję za nogę, zapłacę Ci jak przyjdę po zdjęcie szwów. I przyniosę coś do żarcia... Nie wypiłam nawet herbaty, wybacz! W ogóle głupio wyszło, postaram się jeszcze wpaść.
W sumie to paplała już co jej ślina na język przyniosła. Zgarnęła reklamówkę z korytarzyka i poprawiła spodnie na tyłku. Musiała dojść do domu, przebrać się i ruszyć do szkoły. Taksówka była jedyną opcją, jaka jej pozostawała.
Znowu kasa w błoto!
Ale przy okazji odda to pieruńskie zwolnienie dyrektorowi i tyle, o!
- Jak spotkasz jeszcze kiedyś Luanne, to przeproś ją porządnie! Kup jej kwiaty. I rozmawiaj z ludźmi... - rzuciła jeszcze w drzwiach, by klepnąć się w czoło. - Co ja w ogóle bredzę?
Chwilkę po tym opuściła progi mieszkania blondyna, kicając z nietęgą miną w stronę własnej rezydencji. Kurde, no, pech to ją zawsze musiał dopaść!

/zt

[Sorka, Niktoś! Jeszcze to dokończymy, ale głupio mi, że Tsu tyle czeka ♥]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Lokum   Pon Wrz 09, 2013 8:18 pm

No i się, cóż... Pożegnał ją krótkim machnięciem ręki, niepewny co miałby w tym momencie powiedzieć. Zamknął za nią drzwi, odprowadził po schodach nieco zmęczonym wzrokiem, westchnął i wrócił do siebie. Potem obrócił się na pięcie i zrozumiał, jak bardzo to było bez sensu.
Posprzątał. Co innego miał zrobić? Nie był szczególnie głodny w tym momencie, a nawet jeśli - patrząc na jedzenie nie myślał już o nim. Co innego zaprzątało mu głowę i nie przypuszczał, że uda mu się to, przynajmniej przez chwilę, wyrzucić. Dlatego też w ciszy i spokoju oddał się zupełnie zwyczajnej dla niego, indywidualnej melancholii.
A potem mu się przypomniało jaki syf zostawił. Sprzątnął co nieco po zabiegu, fakt, ale w większości przejął się pacjentką, nie zaś tym, aby sala była po wykonaniu operacji w perfekcyjnym stanie. Tego jego zmysł lekarski nie mógł zaakceptować. Zrzucił więc wszystko, stanął, ogarnął się i poszedł.
Przedtem zgrabnie zamknął drzwi, zakluczył, zszedł na dół no i, rzecz prosta, musiał odkryć niespodziankę. Trudno rzec, czy miłą.

[zt]

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lokum   

Powrót do góry Go down
 
Lokum
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Lokum, lokal?
» Lokum Milla

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Daingean :: Osiedle Stangrad-
Skocz do: