IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gabinet lekarski Nikity Aninov

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Sro Sie 28, 2013 8:38 pm

Zważywszy na okolicę trudno spodziewać się cudów. Zresztą, zarówno otoczenie jak i estetyka z początku nie zapowiadają zbyt wiele - gabinet znajduje się w odrapanej kamienicy która pamięta chyba jeszcze czasy kiedy nie wiedziano nic o obcych rasach... niczego najlepszego nie zapowiadają również drzwi, które, ciężkie i stalowe, straszą potencjalnego pacjenta nieco wygiętą tabliczką z opisem godzin i dni przyjmowania w gabinecie, no i z telefonem na "pogotowie" - w razie nagłych przypadków. Mało kto zwraca uwagę na drzwi obok gabinetu, które prowadzą do lokum powyżej - w tej okolicy generalnie nie ma mieszkań.
Rejestracji praktycznie nie ma - jest korytarzyk, zazwyczaj są przygotowane numerki, pacjenci zapisują się komputerowo. Niektórzy tylko wiedzą, co ponoć trzeba zrobić żeby komputer nie weryfikował ich w systemie... jeszcze mniej wie, czy doktor zdaje sobie z tego sprawę. Po tym grzecznym zapisie można usiąść na dość wygodnym, choć niekoniecznie stworzonym do dłuższych sesji krześle, wpatrując się w beżowo-białe, przyjemnie odnowione ściany powyklejane, oczywiście, plakatami informacyjnymi. Obok drzwi do zasadniczego gabinetu stoi również stoliczek z broszurami informacyjnymi, czasopismami medycznymi, ale nie tylko - widać co doktora bierze kulturalnie bo można sobie znaleźć papier o muzyce, filmie czy... robótkach ręcznych. Dlaczego nie.
Gabinet jest bardziej złożony niż mogłoby się wydawać, choć zasadniczo przyjmuje w najprościej wyglądającym miejscu jakie może być, zupełnie w smak lekarza rodzinnego. Biurko, szafka, krzesło, fotel, łóżko z rozkładanym, papierowym prześcieradłem, kotara. Osobistych akcentów tu jednak jest sporo; zdjęcie dwójki braci, szklana strzykawka będąca przypuszczalnie prezentem, na biurku również funkcję podkładki pełni zalaminowany, spory malunek ukazujący panoramę całego miasta. Ładny akcent. Roślin jest kilka, poustawiano jest tak aby pacjent niezależnie od tego gdzie siedzi, je widział. Gabinet również jest w barwach ciepłej raczej zieleni, nastraja dość optymistycznie. Pachnie lekami, ale i, co zaskakujące... nowością.
Drugi gabinet to zbrojownia chirurgiczna. Ma wszystko; tu jest mała wnęka gdzie się można sterylizować przed operacją, jest USG, mały rentgen, cała masa szafek i pojemników z przygotowanymi narzędziami i opatrunkami, urządzenie do EKG, komplet kroplówek... Długo by wymieniać, zresztą stąd gabinet numer dwa jest ogromny. W centrum znajduje się stół operacyjny, pełnowymiarowy, w rogu stoją dwa krzesła dla drobniejszych zabiegów.
Wnęka to kraina tajemnic. Za nią jest komnata niespodzianek. Jak do niej wejść? Nikt nic nie wie. To tylko pogłoski, jeśli już.
Za komputerem rejestracyjnym w poczekalni są schody na górę. One to jednak osobna historia, no i zazwyczaj są okratowane - to przez nie można przejść do domu lekarza.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Sro Sie 28, 2013 9:13 pm

Nancy zawsze wiedziała, że Pech się na nią uwziął. Miała z nim na pieńku od dzieciństwa, więc po jakimś czasie zdążyła przywyknąć do psikusów i rzucanych pod nogi kłód - czasem nawet potrafiła wyjść z kłopotów z obronną ręką. Była przekonana, że jest przygotowana na każdą ewentualność i nie ma niczego, czym ten przebrzydły sadysta mógłby ją zaskoczyć.
Myliła się.
Zaczęło się niewinnie. Ot, zgniatarka do śmieci, którą dorwała po promocji, zawarczała, fuknęła i odmówiła posłuszeństwa, wypuszczając z siebie kłęby dymu. Nancy przyjrzała się jej z bezpiecznej odległości i oceniła prawdopodobieństwo wybuchu, by po paru sekundach dojść do wniosku, że nic jej nie grozi. Zrzuciła zatem z siebie czystą, pachnącą sukienkę, po czym wcisnęła na siebie czarne spodenki oraz uwalony smarem, żółty i jarzący jak neon, top. Po upewnieniu się, że żaden z sąsiadów nie widzi jej przez okna w tym nietypowym stroju, wyjęła z dna szafy skrzynkę z narzędziami i podeszła do syczącej zgniatarki, zabierając się za rozbieranie jej na części pierwsze.
Nancho była prawie jak złota rączka!
Prawie okazało się być niewystarczające.
Szybko odnalazła problem - jedna z części na spodzie była poluzowana i należało ją docisnąć. Dłonią nie była jednakże w stanie dosięgnąć, choć próbowała przez dobre dziesięć minut. Zamiast jednak sięgnąć po kija od miotły, inteligentna Pinky wpadła na lepszy pomysł. Podsunęła sobie stolik, zrzuciła ze stopy kapcia i wepchnęła nogę w maszynę, starając się docisnąć odpowiedni element.
I udało się, a jakże!
Tylko za późno przypomniała sobie, że nie odłączyła zgniatarki z prądu.
Wpierw poczuła nacisk na skórę i szczypanie, potem zaś do jej uszu dotarł tak przerażający wrzask, że aż ciarki przeszły jej po plecach. Jakże zdziwiona była, gdy zdała sobie sprawę, że to z jej gardła wydobywa się dźwięk.
Niemniej zdziwiona była gdy uświadomiła sobie, że jej noga stała się ofiarą nachodzących na siebie skrawków metalu, które zaczęły wirować, ciachać i ugniatać. Gdy pięścią uderzyła w czerwony guzik wyłączając machinę, w jej krwi krążyło wystarczająco adrenaliny, by udało jej się wyrwać ze szponów zgniatarki i paść na ziemię.
W zasadzie nie było tak źle. Noga wciąż była na miejscu, prawda? Poharatana, brudna i zakrwawiona, ale wciąż ją miała!
Drżącymi dłońmi dorwała telefon i wysłała sms'a, podnosząc się i kuśtykając w stronę drzwi. Nie liczyło się to, że zostawia za sobą kałużę krwi, nie przejmowała się też swoim wyglądem - dobitnie świadczyło to o jej marnym stanie!
- Spokojnie, Nan, spokojnie, nie patrz na nogę, nie patrz... Boże, spojrzałam - jęknęła, blednąc i przesuwając się wolno wzdłuż ściany. Normalna osoba zapewne już dawno by zemdlała, ale Sherwood nie należała do uprzywilejowanej grupy osób zwyczajnych. Była na tyle uparta i wytrzymała, by zagryźć wargi i nakazać sobie dojść do gabinetu. Nie mogła wykrwawić się na śmierć w mieszkaniu, to byłoby zbyt żałosne!
Do budynku dotarła bocznymi uliczkami bez wzbudzania niepotrzebnej sensacji, co pewnie wiązało się z późną porą. Większość ludzi wolała siedzieć w domu niż włóczyć się po osiedlu o tej godzinie. Naparła na drzwi całym ciałem, sapiąc z wysiłkiem by je ruszyć, po czym wsunęła się do środka. Z chwilą gdy jej nieprzytomny umysł zarejestrował, że dotarła do celu, siły z niej wyparowały i osunęła się po ścianie, przyglądając się krwi.
Nikita będzie mógł do niej trafić po tej wielkiej czerwonej dróżce, którą stworzyła.
Ależ sprytnie to wymyśliła, hah!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Sro Sie 28, 2013 9:37 pm

Pruł z zawrotną prędkością 75 kilometrów na godzinę, czując jak wiatr świstał mu w uszach, nieprzyjemnie wróżąc stan zapalny. Gdyby nie wrodzona odporność być może by się tym przejął, w tym jednak momencie co najwyżej tłukła mu się w głowie kretyńska myśl: "Nikita, do ciężkiej cholery, jak zginiesz przez brak kasku to ci się pacjentka wykrwawi". Rewelacja. Wszedł w zakręt z piskiem maleńkich opon, w ostatniej chwili przyhamował, nieomal się wywalił na swojej zabójczej maszynie i to go nieco otrzeźwiło. Wciąż jednak umysłem był w gabinecie, obmyślając możliwe obrażenia nogi i ewentualne czynności reparacyjne, od zmiażdżeń po ugryzienia. Mrugnął, myśli na chwilę spoczęły na drodze przed nim, niezbyt przepisowo wyminął rowerzystę na przejściu dla pieszych. Gdyby mógł, narzuciłby sobie syrenę czy chociaż koguta na ten skuter, ale jak by to wyglądało... no i już widział miny gwardzistów, kiedy prosił o zezwolenie na to w ichniejszej drogówce. Brr. Wzdrygnął się, znowu wracając do kwestii opatrywania ran, a przy okazji zwolnił zapobiegawczo przed kolejnym zakrętem. O, pięknie, już był w Stangradzie.
Ściął brawurowo czerwone zanim jeszcze przeciwny pas ruchu zdążył zobaczyć zieleń nad swoimi głowami.
Był taki wieczór, że ulice były puste, warkot motorka pojemności niecałych 100 centymetrów sześciennych (i tak ulepszony ten skuterek) więc dało się usłyszeć z daleka, podobnie jak dość zdawkowe próby wyhamowania bez rozbicia maszyny tuż przed własnym gabinetem. Nikita zeskoczył z niego, odskoczył jak poparzony, potem go chwycił w locie kiedy ów zaczął się niebezpiecznie przechylać. W myślach już owijał nogę Nancho bandażem. Pierwszym, drugim... stawiając maszynę na nóżce, obejrzał się w kierunku drzwi i jęknął przeciągle. Krew.
- Kurwa - mruknął pod nosem, zarzucił sobie torbę na ramię i ruszył pospiesznie w kierunku drzwi wejściowych, które otworzył z rozmachem typowym dla siebie kiedy za dużo krwi mu uderzyło do głowy.
Nancho musiała czekać na niego około pięciu minut, może nieco dłużej. Po tym czasie wparował jak burza, co wydawało się zabawne przy jego kruchej sylwetce, stanął bez pardonu w plamie jej krwi i powtórzył to, co tylko wymruczał przy skuterze.
- Kurwa - odezwał się głośniej na powitanie, w palcach obracając już klucze od gabinetu. Na stole miał rozłożone prześcieradło, będzie ok...
- Coś ty sobie zrobiła? - zapytał bez pardonu, bez powitania, ale i raczej bez nerwów. Głos miał nieco szorstki aczkolwiek przede wszystkim po prostu rzeczowy. Chodziło o zdefiniowanie urazu. Dobra, doskonale widział, po prostu miała rozszarpaną tę nogę do kości miejscami, ale skąd to się... otworzył na oścież, podszedł do kobiety i, jak gdyby nigdy nic, wziął ją na ręce. Nie zapominajmy, że jest nefilimem.
- Dobrze radzę się streszczać, stół, operacja, teraz, wyglądasz fatalnie - mówił do niej bez przerwy, w ten sposób chyba kontrolując reakcje. Musiała stracić mnóstwo krwi, była blada jak ściana. Kopniakiem otworzył drzwi do drugiego gabinetu, ułożył ją na stole i zaczął się przygotowywać do operacji. Kur... transfuzja, transfuzja, A Rh-, dobra, miał na stanie. Pierwszym co zrobił, było wyciągnięcie tego i podłączenie jej. Potem wenflon, kroplówka, uzupełnić elektrolity. Biegał z miejsca do miejsca, stolik z narzędziami, potoczony w kierunku operacyjnego, z pewnym impetem o niego uderzył.
- Odłamki czegoś? Pewnie masz odłamki, cholera, prześwietlenie - Nowoczesność przyniosła spory postęp w rentgenie, mógł to zrobić w tym miejscu. Własną mocą zatamował krwotok, potem odebrał zdjęcie i obejrzał.
- Kurwa - powtórzył po raz trzeci. Strzeliły lekko rękawiczki lateksowe kiedy je naciągnął na dłonie, już drugą parę.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Sro Sie 28, 2013 10:11 pm

Za każdym razem, gdy miała wrażenie, że jej głowa zaraz bezwładnie opadnie, dotykała palcem rany na udzie, wyrzucając po chwili całą wiązankę przekleństw w efekcie ogłupiającego bólu. Do diabła, dlaczego akurat ona musiała przegrać starcie z zardzewiałym ustrojstwem sprowadzonym z dalekich zakątków Chin?!
Nie wiedziała ile czasu minęło nim jej uszy zarejestrowały dźwięk skutera, ale miała wrażenie, że minęły wieki. Usiłowała skupić się chociaż na tyle, by przypomnieć sobie czym Nikita jeździł i z niejaką ulgą odkryła, że poruszał się właśnie taką maszyną. Istniała więc opcja, że to właśnie on parkował przed gabinetem. W sumie kto inny mógłby się tu teraz kręcić?
Facet z pizzerni?
Jej poczucie humoru pozostało na miejscu, bo uśmiechnęła się lekko, opierając łepetynę o ścianę w tej samej chwili, w której drzwi otworzyły się szeroko, a do środka wkroczył blond doktor. Niebieskie tęczówki Sherwood zabłysły lekko, a ona sama zachichotała cicho, by ze śmiechu przejść swobodnie w jęknięcie.
- Spóźniłeś się, dupku - fuknęła, przymykając powieki do połowy i biorąc głęboki oddech. Żołądek zwinął jej się w supeł, ale usilnie starała się powstrzymać przed zwymiotowaniem. Widok nogi w tym stanie niespecjalnie pomagał jej w tym postanowieniu. Nie chciała jej się zbyt uważnie przyglądać - gdyby ujrzała choć jedno ścięgno, dzisiejszy obiad wylądowałby na butach Nikity.
Strach myśleć co by się stało, gdyby dostrzegła kość.
- Kopnęłam cyborga - zażartowała zgryźliwym tonem, na zmianę blednąc i zieleniejąc. Naprawdę nie miała siły i ochoty by bawić się w streszczanie mu jakim wyjątkowym intelektem się wykazała przy naprawianiu zgniatarki, teraz marzyła wyłącznie o jakiejś narkozie. Byleby pozbyć się tego bólu i krwi.
Pisnęła cicho, gdy bezceremonialnie ją podniósł i zacisnęła delikatnie pięść na jego koszuli, próbując zogniskować wzrok na jego twarzy. Coś jej się rozmywał obraz, niedobrze.
- Dobrze, że ty jesteś piękny - oświadczyła, choć jej głos był już tak cichy, że nie była nawet pewna czy ją usłyszał. Zamknęła oczy, pozostałymi zmysłami odbierając to, co się wokół niej działo. Czuła pod sobą stół operacyjny, nie była jednak pewna czy gdzieś ją nakłuwał, bo ból zagłuszał wszelkie inne bodźce. Nie pamiętała kiedy ostatni raz tak cierpiała.
Odłamki? Świetnie, jeszcze mam w nodze kawałki zgniatarki. Ją też trzeba będzie naprawić.
Zabawne, ale leżąc na sali operacyjnej nie mogła się powstrzymać przed snuciem coraz dziwniejszych myśli. Najwidoczniej podświadomie starała się zwrócić całą swoją uwagę na inny temat - dalsze rozmyślania o nodze w strzępach przyniosłyby katastrofalny efekt.
Odłamki? Świetnie, jeszcze mam w nodze kawałki zgniatarki. Ją też trzeba będzie naprawić.Odłamki? Świetnie, jeszcze mam w nodze kawałki zgniatarki. Ją też trzeba będzie naprawić.
Zabawne, ale leżąc na sali operacyjnej nie mogła się powstrzymać przed snuciem coraz dziwniejszych myśli. Najwidoczniej podświadomie starała się zwrócić całą swoją uwagę na inny temat - dalsze rozmyślania o nodze w strzępach przyniosłyby katastrofalny efekt.abawne, ale leżąc na sali operacyjnej nie mogła się powstrzymać przed snuciem coraz dziwniejszych myśli. Najwidoczniej podświadomie starała się zwrócić całą swoją uwagę na inny temat - dalsze rozmyślania o nodze w strzępach przyniosłyby katastrofalny efekt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Sro Sie 28, 2013 10:38 pm

Nikita nie wydawał się jakoś przejęty, nawijał jedynie dla czystej zasady. Kiedy ją uniósł, ucieszył się tylko, że nie puściła pawia - zaciśnięte na koszuli palce również dobrze świadczyły o przytomności. Nie ma co jednak, o ile ciało trzymało się tego bardziej przyzwoitego stanu dość kurczowo, o tyle umysł chyba jej doszczętnie odleciał.
- Bardzo dobrze, pięknie, myśl o czymś konkretnym - O pogodzie? To był kretyński temat ale czymś mógł zająć umysł. Tamując krwotok na dzień dobry za pomocą własnej zdolności już się zastanawiał na ile była przytomna, w tym właśnie momencie też, cóż, zrezygnował z końskiej dawki znieczulenia. Chwycił strzykawkę, nasączony wacik i po chwili poczuła lekkie ukłucie.
Potem straciła czucie w jednej nodze. Kompletnie. Było tylko coś w rodzaju fantomowego łaskotania. Nikita się spodziewał, że zaraz zrobi jej się lepiej - dostała krew, powinna odzyskać nieco sił, dodatkowo kopną ją elektrolity, plus oczywiście nie traciła już więcej posoki. Prześcieradło się wybrudziło już nieźle, ale najważniejsze naczynia krwionośne powoli, ospale uginały się pod ciężarem mocy Nikity i zaczynały samodzielnie się regenerować. Większym problemem było poszarpane mięso, brudne że ja pierdolę, odsłonięta miejscami kość, skóra tak porwana, że bezużyteczna miejscami... no i krew. Krew była wszędzie. Na dobry początek, mając dostęp do kończyny, wziął się za odczyszczanie zanieczyszczonej posoki, co samo w sobie musiało zająć nieco czasu. On jednak uwinął się z tym dość szybko, cóż, doświadczenie jako asystent też miał, mógł sobie pozwolić na nieco pośpiechu, no i krwotok zasadniczo zatamował. Niemalże. Minie jeszcze chwila nim po całości naczynia się posklejają, w tym czasie on, używając ciągle własnej mocy, musiał sobie zrobić pole do zabawy, wyjąć te dwa obce ciała z tkanki mięśniowej, wyciąć zbędne kawałki czy mięsa, czy skóry... Zakrwawione waciki, jeden za drugim, lądowały w stalowym wiaderku, po kilku bardzo dłużących mu się minutach dopiero chwycił za kolejne narzędzie.
Nożyczki. Pozostawianie pewnych partii mięśni nie miało sensu, no i nie mógł się dostać do odłamków.
- Wygląda to tak, jakby ten cyborg miał melaksery zamiast nóg - powiedział, bawiąc się w wycinanki. - Myśl. Myślenie to przyszłość. Jak teraz zaśniesz to nie wiem czy cię do jutra wybudzę.
Nożyczki, również zakrwawione, brzęknęły w miseczce stalowej, co odbiło się w pomieszczeniu ostrym dźwiękiem. No, już, powinna poczuć się lepiej. Dostała czego potrzebowała, rozgrzebywał jej właśnie te uszkodzenia, ale już nawet nie czuła bólu... ciągle była blada jak ściana, widział to doskonale, ale niewiele mógł poradzić. Nawet nie należało wzmacniać swoich zdolności i ich wykorzystywać bo, cholera, zasklepiłby się cały ten syf w środku. Cóż, czas na szczypczyki i zabawę rodem z gry dla dzieci "operacja". Gdyby nie znieczulenie, przypuszczalnie zawyłaby z bólu w momencie kiedy zanurzył całkiem nieźle narzędzie w jej ranie, wyszukując odłamka. Nie widział go za bardzo.
- Jak ci znieczulenie zejdzie, będziesz zdychać - rzekł optymistycznie, żeby poczuła, że żyje.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Sro Sie 28, 2013 11:11 pm

Prawdę mówiąc, jej świadomość lawirowała już na granicy snu i jawy - starała się jak mogła by po prostu nie odlecieć, choć ta wizja była wyjątkowo kusząca. W końcu powinna przestać się męczyć i pozwolić sobie na odcięcie się od ciała, zajmował się nią przecież lekarz! Sytuacja była pod kontrolą, dlaczego więc nie potrafiła na dobre się rozluźnić?
Bo to wciąż był Nikita, do diabła. Musiała mu patrzeć na ręce, nie ważne czy miała do niego zaufanie czy nie, czuła po prostu silną potrzebę weryfikowania jego działań!
Ukłucie w porównaniu do bólu porozrywanej do kości nogi było jak subtelna pieszczota. Zmusiła się do rozwarcia oczu i wbiła wzrok w sufit, podczas gdy jej noga mrowiła nieprzyjemnie i drętwiała. Grymas zniesmaczenia wygiął jej twarz, kiedy kompletnie straciła w kończynie czucie. Uczucie nie należało do najprzyjemniejszych, ale nie miała zamiaru narzekać, ponieważ zlikwidowano jeden z głównych czynników jej podłego nastroju.
Ból poszedł w pizdu, nareszcie!
Wypuściła z ust powietrze, po czym podniosła drżącą rękę i zgarnęła włosy z przepoconego czoła. Nie była pewna czy trzęsie się bardziej z powodu utraty krwi czy przerażenia, ale w sumie było jej wszystko jedno. Kiedy zasięg jej widzenia się powiększył, poczęła z uwagą śledzić poczynania chłopaka. Doktorek jak tralala, chodził jak w zegarku. Była straszliwie ciekawa jak prezentuje się efekt jego pracy, ale nie miała zamiaru podnosić się do pionu. Groźba zwrócenia zawartości żołądka wciąż była aktualna, a ona była przekonana, że żadnemu z nich nie uśmiechałby się widok przetrawionego już po części spaghetti.
- I jak jest, doktorku? - spytała chrapliwie, unosząc jedną brew do góry. Była w stanie wyobrazić sobie jak wiele krwi straciła - w końcu oznaczyła trasę między swoim domem i gabinetem w taki sposób, że jedynie ślepy by tego nie dostrzegł. Miała nadzieję, że w najbliższym czasie zacznie padać, bo głupio jej było z powodu zostawienia szkarłatnej kałuży na podwórku i wycieraczce.
Dopiero kiedy ujrzała nożyczki w dłoni Nikity dotarło do niej, że nieomal straciła nogę. Do licha, zrobiła sobie poważną krzywdę z byle głupoty, była tak krucha i łatwa do zabicia, że aż jej się niedobrze robiło. Te paskudne kreatury z całą pewnością nie padłyby tak szybko jak ona. Pewnie mogłyby jeszcze odtańczyć macarenę nim zakręciłoby im się w głowie.
Czasami naprawdę irytowało ją bycie zwykłym człowiekiem.
- Nie wiem co tam miał, ale zrobię wszystko, żeby wylądował na złomowisku -
przyrzekła twardo, by następnie prychnąć. - Nie bój nic, daleko mi do zaśnięcia.
Jasne, jasne, oczy jej się kleiły. Nie miała jednak zamiaru nawet mrugnąć, zwłaszcza gdy ujrzała jak ten wariat bierze do rąk szczypczyki i wpycha je w ranę. Jej oczy rozszerzyły się gwałtownie, a z gardła wydobyło się warknięcie. Niech jej w ogóle przebije nogę na wylot, no kurde. No nie studnia, jej noga nie była bezdenna, miała swoje granice!
- Zawsze potrafiłeś mnie pocieszyć - syknęła, zaciskając zęby. - Przeżyję to chociaż? Bo nie zaklepałam sobie miejsca na rodzinnym cmentarzyku.
Nie chciała być aż tak wredna. Nie miała też w sumie zamiaru przypominać mu sytuacji sprzed lat, ale obecna sytuacja wykończyła ją psychicznie i nie bardzo panowała nad swoim językiem. Mówiła to, co przyniosła jej ślina i nie myślała za bardzo o konsekwencjach.
Trudno było ponadto nie przypomnieć sobie o tamtych wydarzeniach, gdy ponownie cała ubabrana była we krwi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Czw Sie 29, 2013 8:04 am

Owszem, należało się spieszyć, aby nogę uratować i to zachować ją w pełni sprawności, ale operacja była w gruncie rzeczy prosta. Chodziło o pozbycie się zbędnej tkanki aby nie zagroziła martwicą, wydobycie fragmentów metalu, zbicie wszystkiego do kupy i bodaj najbardziej skomplikowaną część... zaszycie tego. Już wiedział, że część skóry była w zbyt tragicznym stanie aby się zrosła, tymczasem miał wprawdzie tu dość alkoholu aby zapobiec gangrenie, ale i tak nie miał zamiaru pozwalać na to aby rana się za bardzo babrała. Wyciągnął szczypczyki, w których dość precyzyjnie trzymał podłużny kawałek stali. Zakrwawiony, wylądował w blaszanej miseczce a Nikita wrócił do zabawy w "Operację". Jakie to idiotyczne... Przy okazji cały czas rozważał kwestię przeszczepu skóry, w sumie można było ją po prostu tu i ówdzie naciągnąć, odpuściłby jej wszelkie blizny poza miejscem zdarzenia. No, prawdopodobnie zobaczy kiedy zabierze się za szycie.
On ocierać potu z czoła nie musiał. Twarz miał perfekcyjnie spokojną, zupełnie jakby pracował już na osobie martwej.
- Kość nie jest uszkodzona, martwica też raczej ci nie grozi - W tym mniej więcej momencie krwawienie praktycznie ustało. Odstawił na moment szczypczyki aby odczyścić newralgiczny punkt.
- Ale będziesz miała paskudne blizny, no i przez jakiś czas... cóż, poharatane ścięgna zbyt łatwo się nie zregenerują.
Już zainicjował ich zrost tam gdzie mógł, ale wiedział, że był w tym momencie może niekoniecznie najlepszym wyborem. Te obrażenia były skomplikowane. Tego jego moc nie mogła ogarnąć.
- Jak zacznę szyć, zobaczę czy uda się obyć bez przeszczepu skóry. Straciłaś na razie około piętnastu procent masy mięśniowej.
Ponownie chwycił za szczypczyki aby tym razem zacząć szukać odłamka w innym miejscu. Ten był nieco głębiej, trzeba było się nagrzebać nim nie wyczuł mało charakterystycznego oporu. Wolną ręką przybliżył sobie lampę aby lepiej widzieć miejsce, po czym ostrożnie, pieczołowicie wysunął szczypczyki. Ach. Odłamek był wygięty. Ledwo go chwycił. Cztery milimetry...
Jej oświadczenie spowodowało, że uniósł brwi, zadumany, kiedy ponownie brał się za oczyszczanie. Cóż, robił to stopniowo - obrażenia składały się zasadniczo z wielu ran, głębszych i płytszych, słabiej lub mocniej poszarpanych. Trochę pominął spodnią część kończyny, do której przybliżył lusterko i zaczął tę przygotowywać dość pieczołowicie.
- Nie widać - odparł jej krótko. Wyglądała jakby zaraz miała odlecieć. Jego podstawowym zadaniem było do tego nie dopuścić. Jak dobrze, że ten stelaż na którym wisiała jej kończyna, zapobiegał przeniesieniu tych drgań... można by było się ugryźć w nos i mało co by się pocięło przed podaniem pacjentce narkozy. A ta była cholernie zdrowa kiedy tak tragicznie brakowało krwi.
A on był chirurgiem a nie anestezjologiem.
- Oj, nie bądź taka miękka... - rzekł, kiedy warknęła. Byłby ją poklepał pocieszająco po głowie, ale miał zakrwawione rękawiczki, był zajęty odrzucaniem kolejnych wacików z poprzylepianymi do nich fragmentami tkanki, krwią i limfą, no i właśnie chciał się brać za zaszywanie przynajmniej obrażeń wewnętrznych. Jeszcze raz obejrzał rany, potem spojrzał na nią, potem powiedziała o rodzinnym grobie, co spowodowało, że jego źrenice się zwęziły. Wziął igłę, przygotował się do nałożenia rozpuszczanych szwów w najbardziej newralgicznych miejscach. Tam, gdzie mógł, odpalił ich przyspieszoną regenerację - nie po to aby od razu odzyskać utraconą tkankę, ale aby włókna się pozasklepiały i by nie sprawiało to tyle bólu w przyszłości.
Dosłownie na moment na nią zerknął. Cholera, ile to czasu minęło... czasem cynicznie wykorzystywał to wydarzenie w roli miernika autentycznego doświadczenia jako chirurg.

    - Kurwa - Tym razem Wasij postanowił określić sytuację, kiedy Nikita szaleńczo się miotał po gabinecie, przygotowując coś w rodzaju stołu operacyjnego. W tych czasach jeszcze nie miał czegoś takiego jak pełnoprawna sala do tego przeznaczona, brakowało mu wyposażenia i może nieco lat na karku, żeby zakupić odpowiedni sprzęt. Przyjmował je więc w nie najlepszych warunkach jak na skalę obrażeń.
    - Odciągnij ją od poszkodowanej! - sapnął w pewnym momencie do brata, stawiając sobie narzędzia na półeczce. - Regeneruje się chociaż trochę?
    - Jeśli tak, to słabo. Nikt, słuchaj, ona jest cała we krwi...
    Wassian nie chciał mówić, że to raczej nie miało szans. Nikita nawet nie chciał sobie tego przyznać. Starszy więc przytrzymywał ubabraną we krwi dziewczynę, kiedy młodszy ułożył jej siostrę na stole i zaczął operację. Bez przygotowania, bez treningu... bez rękawiczek.

Czasem wciąż czuł krew na palcach po tym zabiegu. Zaczął zaszywać w milczeniu, po chwili dopiero mruknął niezbyt wyraźnie:
- Mam jeszcze miejsce za domem.

    - Wasij, wyprowadź ją stąd - rzekł w pewnym momencie głośno, patrząc na podłączoną do wszystkiego poszkodowaną. Krew, kroplówka, leki, tlen, EKG... czekał na moment jak będzie musiał użyć defibrylatora.
    - Nie! - krzyknęła być może, ale Wassian sprowadził ją bez problemu do parteru. Spojrzał ponuro na żywotniejszą pacjentkę i rzekł do niej:
    - Jesteś gdzieś ranna? Opatrzę cię. Chodź.
    Musiał ją siłą wyprowadzać. Nikita jednak zauważył, że, wyrywając się, spoglądała tylko na elektrokardiogram, gdzie sygnał coraz bardziej słabł. Chirurg robił to, co mógł. Naprawdę.

Szczerze powątpiewał, czy kiedykolwiek uwierzyła, że się starał. Jakkolwiek później przypominał sobie jej mieszankę wściekłości i rozpaczy, był pewny, że dla niej nigdy tak naprawdę się nie zaangażował, uznawszy to za przegraną sprawę, niewartą większych starań. Pozaszywał mięśnie, naciągnął ścięgna i zainicjował ich regenerację w określonych miejscach. Potem, innymi już narzędziami, zaczął próby łączenia skóry. Trzeba było przyznać, że... to było bez sensu. Zaczął szyć tam, gdzie było to możliwe, mając nadzieję, że wytworzy się przynajmniej dość skóry właściwej aby rany mogły się przynajmniej przyzwoicie zabliźnić. Szył jednak dość ostrożnie, żeby takowe były jak najsłabiej widoczne. Tą czy inną drogą chwilowo wyglądało to bardziej jak kawałek ożywieńca niż cokolwiek...

    Z poczekalni usłyszała sygnał elektrokardiogramu, przerwany, potem znowu. Podejrzewał, że to było najdłuższych dziesięć minut w jej życiu, kiedy walczył o przeżycie postaci, o której od pierwszego spojrzenia wiedział, że obrażenia wewnętrzne są po prostu zbyt rozległe. Może Wasij jej to później powiedział. Nikita nie był w stanie.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Czw Sie 29, 2013 12:03 pm

Z perspektywy Sherwood zabieg wcale wydawał się dość skomplikowany. Nie była jednak lekarzem, nie miała doświadczenia w przeprowadzaniu operacji, a jej umiejętność leczenia się ograniczona była do użycia ziół na ból brzucha lub łyknięciu tabletek, których nakupowała u znajomej aptekarki. Radziła sobie z mniej poważnymi chorobami, odkładała wszelkie wizyty kontrolne i unikała pojawiania się w szpitalach - miała po prostu zbyt negatywną opinię o tego typu miejscach.
Niemniej ze względu na obecny stan musiała przełamać swą niechęć. Choć czuła się fatalnie z myślą, że jest zmuszona polegać na jego wiedzy i umiejętnościach, cieszyła się, że nie została z tym całkiem sama. Że miała się do kogo zwrócić o tej godzinie, widziała znajomą twarz i nie musiała starać się utrzymać sztucznej maski osoby radosnej i otwartej. Mogła kląć, obrażać i warczeć, by ulżyć sobie w cierpieniu i najpewniej nie byłby zaskoczony jej zachowaniem. W końcu nigdy nie kłopotała się udawaniem przy Nikicie specjalnie miłej, był obecny przy zbyt wielu jej tragediach.
- Świetne wieści, coś tam skumałam - odparła, krzywiąc się delikatnie, choć jej  głos stał się spokojniejszy. Z tonu blondyna wywnioskowała, że nie jest tak źle jak jej się wydawało. W sumie nie powinna ufać jego opinii, ale utrata nogi przez amputacje chyba jej nie groziła. Następne słowa Aninova wywołały jej gorzki uśmiech. Blizny. Miała przejmować się bliznami? Miała ich całe mnóstwo na ciele, parę kolejnych nie robiło specjalnej różnicy. Nawet gdyby były bardzo widoczne Nancy potrafiła znaleźć na nie sposób, miała plan awaryjny na większość sytuacji.
Tylko na zmiażdżenie nogi przez zgniatarkę nie miała planu "b".
- Będę chodziła o kulach, czy co? - spytała z dużo większym zainteresowaniem. Cóż, to by pokrzyżowało jej masę planów. Ponadto nie była pewna jak miałaby chodzić do pracy - to wcale nie było tak bliziutko, a ją nie było stać na codzienny dojazd taksówką.
- Piętnaście procent? Brzmi makabrycznie - zauważyła,  przyglądając się jak usiłuje wydostać coś z jej nogi. Minęła dłuższa chwila nim ujrzała malutki odłamek w szczypczykach i natychmiast przyjęła sceptyczny wyraz twarzy. Takie małe cholerstwo sprawiało tak wiele problemów, kto by pomyślał.
To zdanie równie dobrze mogłoby się odnosić do jej osoby.
Przygryzła wargi, powstrzymując chęć ponownego warknięcia na niego. Drań, powinien ją podtrzymywać na duchu, czy coś tam, a nie denerwować. Już i tak miała nerwy w strzępach.
- Chrzań się, gówniarzu - burknęła, gdy jej umysł podrzucił jej informację o jego wieku. To był tylko rok. Rok, a czuła się przynajmniej o paręnaście lat mniej dojrzała od niego. Był tak spokojny i opanowany, że aż ją skręcało - w końcu sama panikowałaby w najlepsze, gdyby przyszła do niej osoba ze zmielonym mięsem zamiast nogi.
- Niech tylko wstanę, Nikita, a pożałujesz - mruknęła na jego komentarz o byciu miękkim. Gdyby naprawdę ją poklepał, zrobiłaby dosłownie wszystko, żeby go użreć w łapę. Dobrze więc się stało, że nie miał czasu na takie gesty, bo potrafiła naprawdę mocno wbić się zębami w skórę.
Odczuwała chorą satysfakcję na widok jego reakcji. Nie zrobił co prawda zbyt wiele, nie wciągnął powietrza, nie uciekł wzrokiem, nie zarumienił się i nie zbladł, ale znała go już trochę czasu i wiedziała jakiej zmiany szukać. Wiedziała, że tym jednym zdaniem przywołała demony z przeszłości, skierowała przynajmniej część jego uwagi na wspomnienia i sama również się im poddała, przymykając lekko oczy.
Nie zwróciła wtedy uwagi na rozwalony zamek w drzwiach, przewrócony stolik w korytarzyku i nietypową dla jej domu ciszę. Jej umysł zarejestrował najpierw zbite szkło na podłodze, a potem przekrzywioną na ścianie fotografię, na której była razem z całą rodziną. Komiczne, ale jej pierwsze myśli dotyczyły tylko tego, że to zdjęcie było paskudne.
Paskudne, wyszła na nim po prostu tragicznie.
Dopiero potem skojarzyła resztę faktów i pognała do salonu. Czy gdyby nie roztrząsała tyle tego zdjęcia, coś by się zmieniło? Zobaczyłaby ciała i krew szybciej, usłyszała ciche jęknięcie zza kanapy prędzej?
Lennon była taka malutka. Drobna, zawsze blada przez swoją chorowitość. Ale tamtego wieczoru nie wyglądała już jak aniołek. Jej blond włosy do pasa były posklejane przez krew, twarz wykrzywiona w grymasie bólu, a całe ciało poobijane i poranione, jakby ktoś chaotycznie okładał ją i kopał, nie przejmując się gdzie celuje.
Ktoś podniósł rękę na dziesięciolatkę i skatował ją do utraty przytomności.
Usta Nancy zmieniły się w pionową kreskę, gdy przypomniała sobie brązowe oczy młodszej siostrzyczki, patrzące, ale niewidzące jej.
Nie miała pojęcia jakim cudem uniosła dziewczynkę i przetransportowała ją aż do mieszkania Nefilimów, nie wiedziała też jak w ogóle udało jej się tam trafić za pierwszym razem - na ogół wciąż się gubiła, tak roztrzepana była. W przebłyskach wspomnień dochodziło do niej, że kopała w drzwi, a potem wyła, niczym ciężko zranione zwierzę, zalewając się łzami.
Najpewniej z jej jakże szczegółowych wyjaśnień nie zrozumieli nic.
Potem szarpała się z Wassianem. To akurat wyryło jej się w pamięci dość mocno, bo choć jej pięści wycelowane były w chłopaka, oczy wciąż wpatrywały się w leżącą na stole siostrę.
Taka mała, drobna. Umierająca.
Rozchyliła powieki, prezentując światu zaszklone oczy i natychmiast zamrugała, starając się pozbyć żałosnej wilgoci. Jeszcze tego by brakowało, żeby się przy nim popłakała, straciłaby do siebie cały szacunek.
- Tam jest brzydko. Kwiaty szybko więdną, bo o nie nie dbasz.
Nie była w stanie przypomnieć sobie, czy coś do niej mówili. Słyszała tylko szum w uszach i pikanie elektrokardiogramu. Jej serce biło w jego rytmie. Całe życie Nan związało się z tą przeklętą machiną ścisłą, nierozerwalną nicią.
Wassian nie pozwolił jej tam zostać. Wyciągnął ją siłą, a potem zajął się jej raną na kolanach, dłoniach i czole.
Wciąż miała bliznę pod grzywką.
Prawdopodobnie biegła tak szybko z siostrą, że się na coś wbiła, ale jej umysł usunął to wspomnienie. Nie kojarzyła zupełnie chwili, w której krew zalała jej oczy, miała cel i nie mogła myśleć o pierdołach.
Chciała uratować siostrę.
A teraz chciała uratować nogę.
Jej spojrzenie znów stało się chłodne, gdy wbiła wzrok w twarz blondyna. Nikita Aninov. Będąc nastolatką traktowała go jak przyjaciela, ufała na tyle, by pomyśleć o nim jako pierwszym gdy potrzebowała pomocy. Miał być jej wybawicielem, bohaterem.
By go polubić potrzebowała paru miesięcy. By znienawidzić zaledwie dziesięciu minut. Nawet gdy do pokoju w którym się znajdowała doleciał pociągły sygnał elektrokardiogramu, nawet gdy zaczęła płakać, krzyczeć i rzucać się, by dopaść do ciała... martwego ciała siostry, on nie przyszedł. Stchórzył, uciekł, podkulił po siebie ogon i nie powiedział jej tego, czego tak bardzo nie chciała usłyszeć.
Lennon nie żyje, Nancy.
Twoja ukochana Lennon umarła.

Nie chciała się mazgaić, nie była dzieckiem. Napór wspomnień, bólu i otępienia wywołał jej reakcję obronną i Pinky ukryła się za swoją maską. Wdziała ją zgrabnie i rozciągnęła usta w beztroskim, przyjacielskim uśmieszku, który dotarł aż do jej oczu. Znów była panną Sherwood, nauczycielką z Akademii i najbardziej tolerancyjną osobą pod słońcem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Czw Sie 29, 2013 12:59 pm

O kulach... Zaszywając, zastanawiał się już czy jakieś miał akurat tu. Szpital miał tego, oczywiście, dość aby móc wypożyczyć parę jednemu z bardziej zapracowanych tamtejszych chirurgów, byłoby wygodniej jednak gdyby udało mu się coś zdobyć stąd. Zresztą, już wiedział, że wizja jej nie zachwyciła. Abstrahując od niewygody, Nancho, wydawać by się mogło, potraktowała tę wizję jako coś w rodzaju osobistego uderzenia we własną dumę. Nikita tymczasem, jako lekarz, służył do tego aby na tego typu konwenanse mieć wyjebane i dać jej do zrozumienia o brutalnej prawdzie. Spojrzał jej w oczy na to zdanie i westchnął. Tego typu rzeczy się mówiło po operacji - pacjentów zwykło się przyjmować z góry jako skończonych kretynów, którzy, nawet usłyszawszy taką błahostkę wobec realnej wizji utraty kończyny lub przynajmniej jej niedowładu, potrafili wymknąć się spod kontroli. Dlatego słyszeli o tym w podsumowaniu i na zachętę grozili sądem.
No, ale to nie był statystyczny pacjent. Prawda?
- Cieszyłbym się, że to tylko kule. Naprawdę oczekiwałaś, że po przyjęciu takich obrażeń wyjdziesz stąd podskakując na tej nodze?
Zakończył szew, zrobił supełek, podążył dalej. Czekał go największy potworek czyli miejsce, gdzie musiał wyciąć najwięcej zmiażdżonej tkanki. Tam zaszywanie mięśni wydawało się raczej jak coś w rodzaju makabrycznego układania puzzli, z czego i tak trudno było wyjść z obronną ręką. Szczególnie, że w tym momencie nieco inaczej powinien oszacować straty i może podać jej nie ogólną masę mięśniową na tym odcinku kończyny, a to, ile pojedynczy egzemplarz stracił. Bo dla takowego straty były beznadziejne. W tym momencie nachylił się nad jej nogą i zaczął szyć bardzo powoli, ostrożnie pomagając sobie przez odpowiednie... nastawienie, włókien. Na szczęście były już nieruchomo i w tym właśnie momencie szczerze dziękował Nancho za to, że była człowiekiem. Można było używać zwyczajnych dawek leków i nie martwić się, czy to podziała, czy zabije, czy - co gorsza - będzie miało inne skutki uboczne.
Grzecznie pokiwał głową na informację o makabrze. Gdyby nie pewne okoliczności, uznałby, że trochę nie do końca zna znaczenie tego słowa skoro go używa w tak radośnie uleczalnym przypadku.
- Da się z tym żyć, trochę rehabilitacji... ale o tym może powiem jak skończę - niemalże mruknął, zadumany. Chirurgia ogólna to była jego pierwsza miłość, ale niektóre zabiegi, ile razy by się ich nie wykonywało, wciąż wydawały się dość trudne. Czuł jednak komfort; to nie mózg, gdzie milimetr różnicy i nagle pacjent opuszczał stół operacyjny pod białym prześcieradłem. Zdarza się... skończył kolejny szew skromnym supełkiem i nawet go ucieszyło, że właśnie znalazł się w połowie drogi.
- Chwilowo nie polecam - dodał jeszcze, widząc jak wyglądała jej siła. Czysta, nieskrępowana niczym... babska agresja. Trudno było ją inaczej nazwać, Nancho nawet w takich momentach zachowywała się jak zirytowana nastolatka. Ale dzięki temu wiedział, że wszystko było z nią generalnie w porządku. Właściwie go to ucieszyło; być może by się uśmiechnął, gdyby właśnie nie zajmował się doprowadzaniem jej nogi do stanu użytkowania. Szczerze... zastanawiał się, czy rzeczywiście coś ją zaatakowało. Ale wtedy to by było coś więcej niż noga, prawda? Z drugiej strony, w jaki sposób mogłaby sobie ot tak zrobić tego typu krzywdę? Powinien zrobić szczegółowy wywiad ale, zważywszy na to w jaki sposób się odnosiła do jego pytań, w końcu uznał to za zbyteczne.
Czy wspomnienia satysfakcjonowały go? Nie. Starał się zresztą im za bardzo nie poddawać, skoro właśnie wykonywał zabieg chirurgiczny, a w tym właśnie momencie Nancho z pełną premedytacją przypomniała mu moment porażki. Potężnej, dodajmy.
Miał cholernych czternaście lat, pewnie dlatego to tak odczuł... przecież ludzie umierają.

    Pomimo że minęło tak niewiele czasu, dyszał ciężko nad sylwetką. Zrobił wszystko; zatamował krwotok, uzupełniał krew, odczyścił opłucną, zapewnił inhalację... a serce po prostu się poddało. Rozlany żołądek, zmiażdżona wątroba, rozcięta otrzewna, opłucna, przebite płuca połamane żebra, no i ta krew. Wszędzie krew. Prześcieradło nią przesiąkło, kapała więc jeszcze na podłogę. Praktycznie w niej stał.

Sprawdzała te kwiaty? Zaszył do końca i zmienił igłę aby już do reszty opatrzyć jej skórę. Najpierw te skromniejsze rany... potem się pomyśli o przeszczepie. Wacik, odczyścić po raz ostatni, wziął się do roboty.
- Lepszy taki cmentarz niż żaden - odparł jej i wyszło mu bardziej wesoło, niż się spodziewał. Może chodziło o pewną kontrakcję do tego, co mu się działo w głowie? Bardzo prawdopodobne, chociaż wolał już się skupić na tym cholernym, zapuszczonym kawałku zieleni.

    Kiedy drzwi się otworzyły, po blisko dwudziestu minutach Wasij nie widział w nich ani własnego brata, ani chirurga. Zobaczył po prostu bliskiego płaczu czternastolatka, całego ubabranego posoką, który tylko przelotnie spojrzał na poszkodowaną i po prostu pobiegł w kierunku wyjścia do mieszkania. W myślach mężczyzna westchnął; nim się zajmie później. Chwilowo mocno musiał trzymać siostrę zmarłej, której powiedział dość dobitnie:
    - Już po wszystkim.
    Po prostu czekał na jej reakcję, na moment rezygnacji, po którym będzie mógł wreszcie ją zaprowadzić do sali obok.

Pierwsza rana z głowy... szwy nie wyglądały bardzo zachęcająco, ale nie rzucały się jakoś bardzo w oczy. Nie chciał się za bardzo przyznawać do tego, że nie był w tym najlepszy. Znał tragicznych chirurgów którzy prosty wyrostek potrafili z gracją spieprzyć, a którzy zakładali szwy znacznie wyższej klasy niż ten jego. Te wytwory się jednak ładnie zabliźniały; ot, nutka... magii.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Czw Sie 29, 2013 2:24 pm

Nancy zdecydowanie nie była zwyczajną pacjentką. Nie miała zamiaru grozić mu sądem, nie tylko dlatego, że nie było ją stać na opłacenie tego wszystkiego. Zdawała sobie sprawę, że sama spieprzyła, a rana była wyłącznie jej winą. Zachowała się bezmyślnie, głupota zbierała swoje plony - należało więc spojrzeć prawdzie w oczy i przyjąć to, co dawali. Niemniej nie miała zamiaru udawać, że jest szczęśliwa z takiego obrotu spraw. Kule zanadto ograniczały możliwość ruchu, to był główny argument przemawiający na ich niekorzyść.
- Gdybym oczekiwała całkowitego cudownego ozdrowienia, poszłabym do innego lekarza -
odparła złośliwie, zbyt późno gryząc się w język. Cały czas dobitnie przypominała mu o swoim żalu, nie odpuszczała żadnej okazji by przypomnieć mu o tym jak strasznie zawalił. Wydawało się, że nie ma żadnej litości. Że nie bierze pod uwagę jego uczuć, nie próbuje nawet na moment spojrzeć na wszystko oczami blondyna.
W rzeczywistości czuła się naprawdę rozdarta.
Z jednej strony wciąż pamiętała o Lennon. Miała przed oczami jej radosny uśmiech, który momentalnie zmieniał się w zbolały grymas. Wyżywała się na Nikicie, obwiniając go o niezaangażowanie się w operację i, w ostatecznym rozrachunku, o śmierć siostry. Pragnęła z całego serca obdarzyć go najczystszą postacią nienawiści...
... ale nie mogła. Tamtego wieczoru naprawdę gardziła nim całym swoim jestestwem, ale nie tylko jego. Cały świat był przeciwko Nancy, wszyscy próbowali przeszkodzić jej w uratowaniu siostry. Każdy osobnik zamieszkujący Daingean był w jej mniemaniu winien. Ulokowała swą złość w osobach z najbliższego otoczenia i zniknęła, rozmyła się w powietrzu, wyprowadziła z dnia na dzień w domu.
Potrzebowała czasu, by ochłonąć i uporządkować myśli.
Nikita i Wassian byli jedynymi, od których nie odcięła się na dobre. Podczas gdy przyjaciół wykreśliła z życia na dobre, nie potrafiła spalić mostów, łączących ją z dwoma chłopakami. Utrzymywała uparcie, że ich nienawidzi, ale gdyby rzeczywiście tak było, nigdy więcej nie zobaczyliby jej na oczy.
Jaki był jej stosunek do Aninova?
Nie byłaby w stanie udzielić na to pytanie sensownej odpowiedzi, bo sama jej nie znała.
- Jasne, doktorku - odrzekła cicho, wzruszając ramionami. Rehabilitacja. Słowo to dźwięczało jej w uszach i odbijało się echem od ścian czaszki. To oznaczało, że przez parę miesięcy będzie się męczyć by odzyskać pełną sprawność, a przecież nie miała tyle czasu. Musiała cały czas być w pełni aktywna, nie mogła przerwać swoich działań z powodu idiotycznej nogi, do diabła!
Ściągnęła brwi i zamyśliła się, wbijając wzrok w sufit. Na pewno było jakieś inne wyjście. Wystarczyło tylko je znaleźć, a wszystko będzie w porządku.
Coś wymyślisz, Nan, bywałaś w większych tarapatach.
- To oberwiesz z kuli - stwierdziła na wpół przytomnie, myślami błądząc wciąż wokół alternatywnych rozwiązań. Już nawet coś się w jej głowie zaczynało rodzić.
Ale nie bardzo wiedziała jak miałaby się do tego zabrać.
To była Nancho. Zrobienie sobie takiej krzywdy ot tak było dla niej równie proste, co zrobienie sobie kanapki z serem. Wystarczyło tylko chcieć.
Sprawdzała. Czasami. I podlewała je, pieliła chwasty. Głównie koło pomnika.
Nie mogła dopuścić, by za bardzo zarósł.
- Nie zasłużyłam na tamto miejsce, Nikita - rzuciła nagle, tonem podobnym do tego, którym posłużył się chłopak. Nie użalała się nad sobą, broń Boże. Miała wysoką samoocenę, kochała też swój wygląd i charakter... choć jednocześnie wciąż wypominała sobie błędy przeszłości.
Była czasem taką złą siostrą. Nie pożyczała Lennon ubrań, nie zabierała ją ze sobą na podwórko, nie pozwalała zbliżać się do grupek, w których sama była. Izolowała ją, czasem czepiała się o byle bzdurę, niekiedy wyżywała się na niej.
Len nigdy nie poskarżyła się na takie traktowanie. Była aniołem. Najpewniej była nawet bardziej anielska niż większość jebanych skrzydlatych.
Skąd Nancho miała wiedzieć, że nie będzie już miała możliwości wynagrodzić tego siostrze?
Jej widok po dziesięciu minutach oczekiwania był jak nóż wycelowany w serce. Ostateczny cios, którego miała nadzieję uniknąć.
Nadzieja matką głupich.
Nie chciała od niej odejść. Przytulała się do martwego ciała, głaskała ubrudzone włosy, muskała ustami skórę, nie bacząc na krew, pozostawiającą na wargach metaliczny posmak. Przemywała jej twarz własnymi łzami, błagała i prosiła, chcąc znowu ujrzeć brązowe, ciepłe tęczówki.
Potem nie mogła spojrzeć Wasijowi w twarz, nie kiedy widział ją w takim stanie.
Choć to kompletnie straciło znaczenie, gdy został ranny. Wtedy automatycznie odpuściła mu wszystko.
Nikicie nie potrafiła.
Po śmierci Lennon było tylko gorzej. Śledztwo, które przeprowadzili mundurowi zdawało się być niechlujne i niedokładne. Nawet nie starali się czegoś znaleźć, w końcu chodziło tylko o jakąś ludzką rodzinę ze slumsów. Wystarczyło umieścić dziewczynę w sierocińcu i zakończyć dochodzenie, by zająć się czymś znacznie pożyteczniejszym.
W głowie Nancy ponownie rozbrzmiały słowa wampira w mundurze, który z zupełną obojętnością stwierdził, że nie mają wystarczająco poszlak, by cokolwiek zrobić.
Przebrzydły odmieniec nie wykazał nawet odrobiny współczucia.
- Robiłeś coś ważnego zanim tu przyjechałeś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Czw Sie 29, 2013 5:28 pm

Bywał na kuluarach. Operował znamienitych, śmietankę w Teiz, widział jak najbogatsi srali w podstawione im pieluchy, jak rzygali, jak pierdzieli ordynarnie przez sen pod wpływem danych im leków. Widział wielkie osobistości tonące we własnym gównie, kiedy, otoczony przez zastępy pomocników, dbał o to aby nieco później zeszli z ziemskiego padołu. O ironio więc, że licząc sobie w myślach zawsze dochodził do wniosku, że, jakkolwiek dużego prestiżu by nie miał, to w Stangradzie najczęściej podważano jego kompetencje. W tym jednak wypadku się nie dziwił, dlatego też pokiwał głową i dokończył ostatnie z mniejszych zranień.
- Cieszę się, że mogę pomóc - odparł z rozbrajającą, dziecinną wręcz szczerością w głosie. - Słuchaj... taka rzecz. Miejscami skórę masz poszarpaną co nieco, część z niej już wyciąłem, część być może jeszcze będę musiał wyciąć. Mogę zrobić ci przeszczep skóry z miejsca zdrowego, na przykład uda, ale to przedłuży zabieg i zostawi ci dodatkową szramę. Mogę też założyć bardziej ciasny szew, po którym blizny będą zdecydowanie bardziej widoczne i rany będą znacznie dłużej boleć bo skóra będzie naprawdę mocno napięta. Zasłonimy to opatrunkiem i raczej o nic wadzić nie będzie, ale nie wiem czy nie będzie cię trzeba już wtedy posadzić na czymś przeciwbólowym...
Pyralginie, czy mocniejszej dawce naproksenu może. Miała na coś uczulenie? Raczej nie. Spojrzał jej w twarz, czekając na odpowiedź na tę kwestię. Pozostałe tematy rozmowy chciał już pominąć, ciągnęły się jak krew z nosa... wiedział jednak doskonale, że minie chwila nim pójdą dalej. Zresztą, on tu był dla niej. Powinien ciągnąć rozmowę dla samego faktu, upewniać się ciągle, że była przytomna, starać się w jak największym stopniu o jej komfort osobisty. Tymczasem Nancho nie widziała zmartwienia na twarzy doktora, nie słyszała troski w jego głosie, jedynie przekaz wydawał się bardziej przystępny. Nikita po prostu stał się zwykłym, trochę szorstkim w obyciu lekarzem. Pokiwał głową i byłby się podrapał po głowie, gdyby nie zakrwawione rękawiczki.
- Najpierw musisz tę kulę mieć, prawda? Nie masz żadnej w domu - stwierdził. Zaczął przygotowywanie się do szycia, jak się spodziewał, według ciasnego szwu. Przeszczep to ponad godzina operacji ekstra, a na tym raczej jej nie zależało. Tak... ze swoją zdolnością robił tyle, ile mógł, każąc skórze od razu się zasklepić aby najpoważniejsze obrażenia pozostały w środku i w miejscu szwów. Niewiele jednak mógł uczynić w związku z niedoborem tkanki. Czekanie aż się zregeneruje byłoby cokolwiek karkołomne i groziłoby zakażeniem. A tego nie chciał. Żeby czymś zająć ręce, wziął się za oczyszczanie już zaszytych, drobniejszych ran; w powietrzu rozszedł się zapach powidonu.
    - Masz chyba większe doświadczenie w takich sytuacjach.
    Głos Wasija przeszył ciszę w pokoju jak nóż. Nikita aż się od tego skrzywił i, po raz pierwszy w życiu chyba, poczuł jak zaczynają mu dygotać ręce. Nie podniósł głowy, spojrzał jednak trochę bykiem na swojego brata i nie odezwał się słowem. Chociaż minęło już kilka dni, ciągle mu się wydawało, że nie zmył krwi z rąk i po chwili wrócił do bezmyślnego gapienia się na swoje dłonie.
    - Nie masz nic do powiedzenia? - Usłyszał nad sobą. Nawet nie wychwycił momentu kiedy jego brat znalazł się tuż przed nim i założył ręce na poziomie piersi.
    Cisza.
    - To nie była nawet sala operacyjna. Pacjentka już straciła mnóstwo krwi, puls był ledwo wyczuwalny. Od rozlanego żołądka nastąpiło rozległe uszkodzenie jamy brzusznej i otrzewnej, a przebita opłucna doprowadziła do odmy, przez którą nastąpiło znaczne niedotlenienie organizmu. Pomimo oczyszczenia jamy brzusznej i podłączenia pacjentki do czystego tlenu serce nie wytrzymało i z powodu ubytku krwi oraz zatrzymania akcji nastąpiła śmierć biologiczna.
    Cisza.
    - To miałem powiedzieć? Nie byłem w stanie. To chciałeś usłyszeć? Że nie mogłem spojrzeć w oczy dziewczynie, która właśnie straciła młodszą siostrę i powiadomić ją o tym, że nie było sensu nawet tu przychodzić?
    Cisza. Wasij zmrużył powieki.
    - Czy miałem rzucić śpiewkę "zrobiłem wszystko co w mojej mocy, walczyła dzielnie" choć wszystko nie trwało nawet dziesięciu minut? Jak myślisz, w którą brednię Nancho by uwierzyła?
    - Wiesz, że ja się na tym nie znam - Wzruszył ramionami. - Ludzie umierają. A już zwłaszcza ludzie. Ale ona jeszcze żyje, właśnie straciła całą swoją rodzinkę i na dodatek ma wrażenie, że jedna osoba która mogła jej tu pomóc stwierdziła "pierdolę to, nie robię" bo tak. Tego chciałeś? Co?!
    Zwiesił głowę jeszcze bardziej. Miał wrażenie, że puści zaraz pawia.
    - N-nie, j-ja-
    - GDZIE TWOJA PIEPRZONA DUMA?!
    Zacisnął powieki, zaczęły go piec.
    Cisza.
    - P-p-p-powinienem ją przeprosić.
    - A ona nie powinna tego przyjąć. Tchórz pierdolony.
    Wassian obrócił się, wyszedł i trzasnął drzwiami. Nikita wtedy po raz pierwszy od czterech dni postanowił opuścić mieszkanie.

Czy-czy coś robił? Spojrzał na nią zdziwiony i cokolwiek zagubiony, po czym poszukał wzrokiem odpowiedniego punktu na ścianie aby wlepić w niego wzrok.
- Chyba nie... a nie... - Zadumał się. - Chyba ktoś jest w moim mieszkaniu...
Jak ona się... Luanne? Prawie kompletnie zapomniał o tym, że kogoś tam pozostawił, skoro miał ważniejsze rzeczy do roboty. Dłonie wciąż miał pewne, jakkolwiek nie byłby zadumany. W końcu szczególnie ostatnio miał mnóstwo czasu; mógł to przeanalizować i się zdystansować. Czy coś w tym stylu.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Czw Sie 29, 2013 7:48 pm

Może to dlatego, że mieszkańcy Stangradu zawsze odnosili wrażenie, że są marginesem i nie leczy się ich z takim zaangażowaniem jak osobników z Teiz. Dlatego pozwalali sobie krytykować wszelkie działania medyków, kpić z nich i prowokować z nadzieją, że uderzą w ich dumę i zmuszą do właściwego wykonywania swojej pracy. Zależało im wyłącznie na własnym zdrowiu, więc Nancy nie krytykowała tych sposób. Ba, sama często je wykorzystywała, choć obecnie miała ku temu nieco inne powody.
Zakuło ją w sercu, gdy zwrócił się do niej w tak rozczulający sposób. Poczuła się nagle zażenowana własnym zachowaniem - bądź co bądź robił co w jego mocy, podczas gdy ona tylko narzekała i ofukiwała go o byle bzdurę. Starała się jak najbardziej obrzydzić mu robotę, co nie należało do specjalnie dojrzałych zachowań.
Z drugiej strony Nancy nigdy nie była dojrzała.
- Cieszę się, że pomagasz - mruknęła w odpowiedzi, starając się zabrzmieć jak najbardziej obojętnie. Wysłuchała dokładnie tego, co miał do powiedzenia i zamyśliła się, ponownie ściągając brwi. Nie miała zamiaru siedzieć tutaj dłużej niż było trzeba, czuła się okropnie w sali zabiegowej. Marzyła tylko o tym, by jak najszybciej opuścić to pomieszczenie. W dodatku nie chciała kolejnej szramy, to byłby dodatkowy problem do wyeliminowania. Z drugiej strony nie miała zamiar cierpieć tylko dlatego, że była niecierpliwa?
Tak, zdecydowanie.
- Zakładaj ten ciasny - zarządziła stanowczo. Potem będzie się martwić co zrobi z widocznymi bliznami.
Nie oczekiwała od niego jakiegoś niesamowitego przejęcia się jej losem. To prawda, że wolała mimo wszystko cały czas mówić, choćby po to, by odsunąć myśli od odbywającego się zabiegu, ale nie spodziewała się, że będzie stawał na głowie, by jakoś podtrzymywać rozmowę. Był lekarzem, a nie błaznem. Zdawała sobie sprawę z tego, że podczas wykonywania pracy stawał się spokojniejszy i bardziej zdystansowany, dzięki temu miała pewność, że podchodził do sprawy poważnie.
- Ale mam jakiegoś kijka, poradzę sobie - zapewniła, zastanawiając się ile tabletek dziennie zmuszona będzie łykać, by złagodzić ból jaki nadejdzie gdy znieczulenie minie. Miała zamiar wyposażyć się w najsilniejsze przeciwbólówki jakie znajdzie, choćby miało to ją kosztować majątek.
Jakoś mogła przeżyć brak nowej sukienki w tym miesiącu... Choć z drugiej strony może gdyby odpuściła sobie jedzenie to byłoby ją stać i na ubranie, i na tabletki!
Wiele razy zastanawiała się dlaczego wtedy nie przyszedł. Dlaczego zostawił ją całkiem samą, choć przecież na niego liczyła. Wymyślała tysiące scenariuszy - w niektórych starała się go usprawiedliwiać, w innych kreowała go na nieczułego skurwiela, którego nie interesowało życie dziesięcioletniej dziewczynki. Nie miała pojęcia co o tym sądzić, więc po czasie się poddała.
To nie jej obowiązkiem było się tłumaczyć. Nie ona powinna się tym zadręczać.
Jego spojrzenie rozbawiło ją do tego stopnia, że roześmiała się głośno, kręcąc głową z pobłażaniem. Czasami wyglądał jak szczeniak. W dodatku uciekał wzrokiem, więc nie mogła się powstrzymać, żeby nie zogniskować niebieskich tęczówek na twarzy blondyna.
Więc miał gościa. Był z kimś w domu, kiedy wysłała mu tego sms'a. Najpewniej mu w czymś przerwała, a jego reakcja nasunęła jej dość jasne wnioski.
- Dziewczyna?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Czw Sie 29, 2013 10:17 pm

Dla Nikity sprawa była jasna; na dole nie liczył się prestiż a mieszkańcy byli bardziej sfrustrowani ogólnie swoim życiem, w perspektywie niekoniecznie długim czy bardzo zachęcającym. Wszelkie schorzenia to więc cudowna okazja aby odbić co nieco stresu, w psychice większości tkwił bowiem ten śmieszny kod, że, skoro już byli chorzy, to należy ich traktować z większą wyrozumiałością jako biednych, poszkodowanych i wymagających sporej dawki współczucia. Młodociany lekarz ze stoickim spokojem znosił nawet najbardziej otwarte i ordynarne zarzuty, jakkolwiek czasem podłe by nie był w swoim wydźwięku, ale tu większość zapominała o podstawowej zasady: nie obraża się osoby od której chwilowo zależy twoje życie. To trochę jak w restauracji: nie należy narażać się kucharzom, bo czasem wiadomość, że kelner napluł do kawy to w gruncie rzeczy miła odmiana.
Ach, pacjenci i ich brak instynktu samozachowawczego. Nancho też go wykazała w przeciętnym stopniu, prychając jak urażona kotka, bronił jej tylko ten drobny szczegół, że po prostu dobrze znała swojego lekarza. Nikt nie zemściłby się nawet ciaśniej zaszytą raną żeby szew bardziej dokuczał, czy brzydszym jeśli chodzi o blizny zamykaniem sprawy. W szpitalach to standard bo przecież nie można sobie włazić na głowę, ale jakoś tak trzymał się zazwyczaj od takich praktyk z daleka. Ot, moralista. Pokiwał jej grzecznie głową i wyznał szczerze:
- Tak przypuszczałem - Po tych słowach mógł wreszcie przygotować do końca narzędzia. Czyli będzie można niedługo to zamknąć. Zajął się nawlekaniem, potem wziął się za szycie pierwszej z większych ran. To już mu szło znacznie, znacznie wolniej niż poprzednie zabawy z szwami, skoro musiał za każdym razem ściągnąć nicią tkankę tak, żeby się przynajmniej delikatnie zasklepiła. Aby nie był to aż taki ból życia na następny tydzień, za każdym razem starał się, na tyle na ile mógł, zaleczyć te obrażenia żeby skóra już sama dochodziła do ładu i nie musiała się trzymać tylko na niezbyt zachęcająco wyglądającej nici chirurgicznej. Zaszył, zacisnął, związał, zaleczył. Zajęło mu to kilka minut. Oczywistą rzeczą było więc, że Nancho zdążyła w tym czasie przygotować odpowiedź na kwestię kuli, co skwitował pokręceniem głową w geście ni to pobłażliwym, ni w pewnym sensie współczującym. Spojrzenie, jakim jej obdarzył, sugerowało, że albo bardzo docenił ironię w tym zdaniu, albo w myślach właśnie nazwał ją kretynką. Trudno było ją w sumie odczytać.
- To przysługuje z kasy chorych.
U lekarza przypuszczalnie bywała raz na ruski rok, kiedy zdarzało jej się mieć chorobę nie pozwalającą na pójście do pracy. A i wtedy zaczynała od końskich dawek paracetamolu... najpewniej. Przynajmniej mu wyglądała na osobę, która traktowałaby medycynę z tego typu dystansem. Druga rana. Zaczął najtrudniejszą część w postaci czegoś w rodzaju układanki. Igła, nić, rana... czego chcieć więcej.
Zasadniczo całkiem sprawnie mu szło.
Choć nie widziała za bardzo zmiany w tym jak traktował jej ranę, zajmując się sumiennie kończeniem zabiegu, jej świdrujące spojrzenie spotkało się z jego wzrokiem... uciekającym w tę ranę bardzo zaciekle. Nie pobladł, nie zmieszał się, nie zadygotały mu dłonie nawet delikatnie, wewnętrznie jednak wkroczyło jakieś rozgorączkowanie tylko z tej błahej przyczyny, że pojawiła się kwestia prywatnego życia. Jak to dobrze, że już kończył. Teraz tylko dać przekonująco wymijającą odpowiedź aby Nancho nie myślała o tym dłużej i skupiła się na swoich problemach.
- Przypuszczalnie... - odparł więc bez przekonania. Potrzebował jakichś trzech sekund aby skojarzyć jak kretyńsko to brzmiało.
- A u ciebie w porządku? Byłaś u siebie, kiedy to się wydarzyło?
Nie był pewny, czy właśnie nie chrzanił sprawy bardzo koncertowo, ale nic lepszego mu nie przychodziło do głowy. Zwykł sobie zresztą w takich sytuacjach powtarzać, że on nie był od tego aby normalnie z ludźmi rozmawiać. Nie do tego go natura stworzyła. Miał zręczne palce, nie gadkę. Na dowód w tym właśnie momencie skończył szycie. Ponownie zaczął się bawić z wacikami, potem już mogła zauważyć, że odstąpił nieco i wziął się za ogarnianie gazy, bandaży i ogromu wacików, którymi doczyścił zaszyte rany i zaczął je już opatrywać, zmieniwszy po drodze rękawiczki.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Pią Sie 30, 2013 12:31 pm

W obecności innych lekarzy Nancy zachowywała się zupełnie inaczej. Była chętna do współpracy, grzeczna i uśmiechnięta, gotowa w każdej chwili podziękować za poświęcony jej czas. Potrafiła wodzić ludzi za nos i sprawiać, by poczuli się wyjątkowo - wykorzystywała tę umiejętność przy każdej możliwej sposobności, zdobywając przychylność innych dzięki kreowaniu się na taką, jaką chcieli ją widzieć. Niczym kameleon, dopasowywała się do wizji i wyobrażeń. Potrafiła być uprzejma, przyjacielska, miła i zadziorna. Mogła flirtować, kusić i udawać zainteresowanie.
Ale to było męczące.
Nic dziwnego, że w towarzystwie Nikiti traciła ochotę na ciągnięcie gry. Swobodnie zrzucała maskę uroczej nauczycielki na rzecz zrzędliwej, kłótliwej nastolatki, jaką w głębi duszy wciąż była. Chciała się podroczyć, powyzywać, wyprowadzić go z równowagi i nic nie stało ku temu na przeszkodzie.
Znał ją przecież.
A i ona wiedziała, że nie ukarze jej celowo sprawiając jej ból. Nie zababra jej rany, nie podmieni wyników na gorsze.
Podziwiała go za tą uczciwość, ale nie zamierzała się do tego przyznawać głośno.
- Ach, zapomniałam, że jesteś jasnowidzem - odparła, przewracając oczami. Miała ochotę specjalnie zmienić zdanie i zmusić go do wykonywania tej dłuższej operacji, ale upatrywała w tym szkody dla samej siebie. Leżenie w tym pomieszczeniu już ją wykańczało, miała wrażenie, że ściany zaraz ją zmiażdżą, a sufit zapadnie się i ją uwięzi na wieki.
Ile razy zdarzyło się, że ktoś nie wyszedł już z tej sali?
Jego spojrzenie wzburzyło ją na tyle, że nadęła policzki. Dla niej oczywiste było, że właśnie określił ją mianem bezmózga, zinterpretowała to w ten sposób i miała zamiar trzymać się swojej wersji niczym glonojad szyby.
Marne porównanie, powinna kiedyś popracować nad lepszymi.
- Pewnie, a ja z uśmiechem na ryju pójdę tam i będę się prosiła o kulę -
fuknęła, starając się ukryć fakt, że naprawdę nie wiedziała o tej kasie chorych. Jak dotąd nigdy nie była zmuszona chodzić o kulach, w razie upadku starała się zawsze chronić nogi na rzecz rąk - łatwiej było się poruszać z zagipsowaną ręką, w dodatku mogła tym przynajmniej komuś przywalić.
I na zajęciach z młodszymi klasami zawsze miała ubaw, gdy dopadali do jej ręki z flamastrami.
- Mądrala jeden, będzie mi życie układał - mruknęła jeszcze cicho, marszcząc nos i krzyżując ręce na piersiach.
A potem nie potrafiła ukryć swojego głupkowatego uśmieszku. Choć zmiana w zachowaniu Nikity nie była znaczna, to jednak poradziła sobie z dostrzeżeniem jej. Zbyt uparcie wpatrywał się w jej nogę. W sumie wystarczyła chwilowa utrata czujność, a pewnie nie udałoby jej się tego zauważyć - ponieważ jednak wpatrywała się w niego przez cały okres zabiegu, udało jej się wyłapywać drobne szczegóły.
- Przypuszczalnie? - Parsknęła śmiechem, by po krótkiej chwili zmusić się do uspokojenia. Nie mogła drżeć, kiedy operował jej nogę, do diaska! - Nie zdążyłeś sprawdzić?
Jego próba zwrócenia rozmowy na inne tory była doprawdy urocza, ale Nancy nie miała zamiaru tak łatwo dać się rozkojarzyć. Mimo to z przyjemnością postanowiła dać mu chwilę wytchnienia, by ponownie przypuścić atak. Z zaskoczenia najlepiej.
- W porządku, ostatnio cały czas jestem na chodzie. I proszę, spójrz na mnie. -
Wskazała dłonią top i spodenki. - Czy ja mogłabym wyjść na miasto w takim ubraniu? Oczywiście, że byłam u siebie. Naprawiałam zgniatarkę, jak widać. Nogą.
Westchnęła ciężko na to wspomnienie, przypominając sobie nagły przeszywający ból i rozpryskującą się krew. Jak ona zmyje posokę z dywanu? Ciekawe, czy w sklepie sprzedawali jakieś proszki do tego, czy będzie musiała go wyrzucić. W sumie był już stary, mogła ukraść jakiś ze swojego gabinetu w Akademii i zamówić nowy, o.
- Jak ta, przypuszczalnie, dziewczyna miała na imię? -
spytała z zaciekawieniem, spoglądając ku niemu niewinnie. Nie miała zamiaru odpuścić mu przesłuchania, choć w zasadzie nie wiedziała, czemu tak straszliwie ją to interesowało. Kiedy od niej odstąpił, wystraszyła się, że zaraz ucieknie i momentalnie kąciki jej ust opadły nieco w dół.
Kolejne zwianie z gabinetu w trakcie zabiegu z całą pewnością potraktowałaby jako bardzo słaby dowcip. I nie byłoby jej do śmiechu.
Na całe szczęście zabrał się do zakładania opatrunku. Co znaczyło, że zbliżali się do końca, niech dzięki będą Stwórcy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Pią Sie 30, 2013 6:47 pm

Nikita, ponieważ zazwyczaj nie spoufalał się z pacjentami i ograniczał kontakt do czysto zawodowego (z niezbędną nutą empatii konieczną przy radzeniu sobie z trudniejszymi przypadkami), określał najprzyjemniejszych w obyciu klientów jako po prostu najmniej problematycznych. Pojmowali od razu co się do nich mówiło, potrafili przyjąć do wiadomości nawet gorsze wieści i, nawet jeżeli było to dla nich trudne, zdawali sobie sprawę z tego, że lekarz starał się im pomóc, akceptowali więc terapię. Wystarczyło. Najlepiej żeby zbyt mówni nie byli, nie udawali też poczucia humoru kiedy było zbędne, no i nie nastawiali się do doktora jak klienci których zignorowano przed kasą sklepową. To sprawiało, że opieka stawała się przede wszystkim sprawna, a chyba o to chodziło - nie tylko jakość się liczyła w medycynie, ilość była również niesamowicie ważna.
Nancho tymczasem należała do innej kategorii. Dlatego może, kiedy zwyczajnego pacjenta potraktowałby naprawdę ciężkim, sarkastycznym komentarzem tylko w tym celu, aby już nie przeszkadzał w wykonywaniu pracy, tak - przez moment wydawało się, że na jego ustach pojawił się uśmiech kiedy młodociany chirurg bezradnie wzruszył ramionami. To jednak była iluzja; kiedy mógł być szczery w swojej mimice, Nikita się raczej nie uśmiechał. Z zupełnym spokojem zajmował się tym, do czego go stworzono, czyli leczeniem. A raczej jego końcową fazą: opatrywaniem. Zalepił, przysłonił, zaczął owijać bandażem powoli i wręcz opiekuńczo. Gdzieś po drodze zerknął na zegarek; godzina. Minęła godzina...
Westchnął w myślach, skwitował jej kolejny komentarz milczeniem. Ponieważ jego umiejętności społeczne miały niezbyt daleko wyznaczone granice, pomimo ponadprzeciętnej inteligencji przyznał sobie pokornie, że chyba nie pojmował co miała na myśli. Lub inaczej: po prostu pojawiła się w jego głowie gorączkowa myśl, że może Nancho wybrnęła swoim głośnym myśleniem poza sfery medyczne i chciała przekazać coś jeszcze. Miał szczerą nadzieję, że nie... wtedy by i tak nie pojął, o czym doskonale wiedziała. Nietrudno było zobaczyć jak bardzo był w tych sprawach nieporadny. Ot, choćby kwestia przerwanego spotkania. Być może drgnęła mu delikatnie brew, kiedy ze szczerym zawodem spostrzegł, że nauczycielka postanowiła włamać się do jego przestrzeni osobistej i wypytać o szczegóły, bezlitośnie wytykając błędy komunikacyjne i wyśmiewając marne umiejętności społeczne. Z jej strony brzmiało mu to jak wisząca w powietrzu sugestia, że, gdyby chodził do Akademii w której uczyła, zostałby zjedzony przez pozostałych uczniów. Być może, odparł w myślach raczej sobie niż jej. Nie mógł sobie wyrządzić więcej szkody także odparł zupełnie szczerze:
- To nieważne - jego twarz była niezachwianie poważna. Nie drgnął, nie uśmiechnął się, nic. Na jej rozbawione oblicze spojrzał tak samo jak zwykle - beznamiętnie. To przeszło w wyraz delikatnego zainteresowania, kiedy dawała mu odpowiedź, wtedy kiwnął głową i rzucił największą oczywistość:
- Niezbyt mądrze.
Choć jego głos brzmiał wręcz głupkowato naiwnie, Nikt doskonale wiedział jaki to był przytyk. Wytknąć Nan debilizm własnych poczynań o którym pewnie doskonale wiedziała i zdążyła sobie kilkakrotnie wypomnieć to w myślach, szatański plan, szczególnie, że żadna drwina nawet nie błysnęła mu w oku. Po prostu ze spokojem, ostrożnością i pieczołowitością młodego pielęgniarza kończył opatrunek, zawijając bandaż aby związać go (preferował to nad spięcie) i, ująwszy delikatnie kostkę, zdjął kończynę ze stojaka. Wtedy przygotował ostatni lek, nabił strzykawkę i wbił pacjentce w udo.
- Znieczulenie powinno zejść w ciągu pięciu minut - Zdjął rękawiczki. Wszystko wylądowało w koszu na odpady medyczne. Potem zaczął sięgać do szuflad i wyjmować z nich opatrunki.
- Raz dziennie opatrunek należy zmieniać. Powidon, będzie piekło ale ma działanie antyseptyczne ale szczególnie na początku bardzo łatwo o zakażenie... co dalej, na to zawiniesz arkusz gazy, dopiero to owiniesz bandażem. Żadnych plastrów, z opatrunkiem czy bez, pod bandażem bo się wszystko rozpruje. Żadnego opierania się na nodze, żeby szwy nie puściły. Jakby coś się działo, dzwoń.
Zapakował wszystko do reklamówki i podał Nancho, która właśnie w tym czasie przypuszczalnie zaczynała odzyskiwać czucie w nodze.
- Luanne. Pomogła mi nieść zakupy. Teoretycznie powinnaś teraz przez tydzień codziennie przychodzić tutaj albo do szpitala na zmianę opatrunku, ale nie przypominam sobie żeby było ci wcześniej po drodze do lekarzy. Tak, poczekamy aż zejdzie znieczulenie, wypiszę ci receptę na leki przeciwbólowe i jakiś antybiotyk żeby zmniejszyć ryzyko zakażenia i wydaje mi się, że będziesz wolna. Może gdzieś tu mam kule...
W końcu, czasem Wasij ich potrzebował. Wbrew pozorom ta salka nie była za bardzo zbrukana krwią; poważnymi operacjami zajmował się i tak w szpitalu, gdzie miał więcej sprzętu, a przede wszystkim asystę - znacznie skracało to czas przygotowań do operacji. Rozejrzał się i zajrzał do składzika, gdzie to się skrzywił i zaczął tam dość intensywnie grzebać.
- Za tydzień dopiero, kiedy zdejmę już szwy, dostaniesz jakiś plan rehabilitacji. Kur...
Usłyszała głuchy łoskot i ze składzika wypadł magazynek od starego AK 47. Nikita zirytowany kopnął go do środka, po czym westchnął, tym razem na głos. Wyjął jedną kulę, sięgnął głębiej. Wypadł nóż laserowy ze spaloną soczewka, przykurzony z lekka. Jego też kopnął do środka i wyjął drugą kulę. Obie były zdecydowanie za duże na niego, wziął się za regulację. Po chwili położył je na łóżku operacyjnym obok Nan. Odłączył ją od krwi i kroplówki.
- Przez jeszcze pewien czas będziesz pewnie osłabiona więc, jeśli nie masz nic przeciwko, polecam ci chwilę zostać, dostaniesz coś do jedzenia. Albo przynajmniej słodzoną herbatę. Trudno mi cię wypuścić w takim stanie.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Pią Sie 30, 2013 9:05 pm

Powoli zaczynało ją nużyć ciągłe leżenie. Czas płynął leniwie, wlókł się wręcz, jakby usilnie chciał ją wymęczyć. Nawet rozrywka w postaci ciągłego dręczenia Nikity nie przyspieszyła go ani odrobinę, wydawało jej się, że od wyciągnięcia nogi ze zgniatarki minęło z dobrych parę godzin.
A tymczasem na sali była dopiero godzinę.
Może byłoby jej łatwiej, gdyby miała do czynienia z kimś, kto reagowałby na jej głupawe odzywki. Aninov na nieszczęście wciąż okazywał jej jak daleko w tyle jest za nim pod względem dojrzałości i zbywał jej komentarze nikłym uśmiechem, czy też spokojem, do którego nawet nie miała jak się odnieść. Wiedział w jaki sposób zgasić jej zapał, bo przez jego zachowanie powoli traciła ochotę do dalszych uszczypliwych komentarzy. Nie miała jednak zamiaru zamilknąć, to było zbyt proste. Musiała cały czas gadać, bo jego braki w kwestiach relacji międzyludzkich były na tyle niedopuszczalne, że czasem i ona zwieszała bezradnie ręce nad Nefilimem. Jakim cudem był w stanie w ogóle egzystować, skoro tak ciężko przychodziła mu zwyczajna pogawędka? Jak miał zamiar znaleźć sobie żonę w przyszłości, skoro zostawiał w domu dziewczynę całkiem samą?!
Co prawda sytuacja tego wymagała i wina Nancy była oczywista - ani przez chwilę jednak Sherwood nie wątpiła, że nie pokwapił się nawet o krótkie wytłumaczenie nieznajomej dokąd się wybiera. Najpewniej nie myślał też o tym, by potem jakoś jej to zrekompensować, a przecież nie było lepszej okazji na wręczenie przedstawicielce płci pięknej kwiatów, jak próba przeproszenia jej za jakąś pierdołę.
W tym wypadku za opuszczenie jej z powodu niezbyt bystrej, starej znajomej, której życiowym celem stało się chyba pokrycie całego ciała bliznami.
Niemniej momentami miała wrażenie, że powinna wbić mu pewne rzeczy do głowy siłą. Przy pomocy jakieś książki z twardą okładką.
Skoro działało na czwartoklasistów, to czemu nie miało zadziałać na Nikitę?
Prawdą też było, że nie poradziłby sobie w zetknięciu z głośną młodzieżą. Do nich trzeba było mieć nie tylko nerwy - które posiadał, skoro był w stanie wytrzymywać z Nancy - ale też odrobinę szaleństwa, by móc zrozumieć pewne ich wybryki. Należało rozmawiać z nimi, wypytywać, czasem nękać i nagradzać za każdą rzecz, jakiej samodzielnie się podjęli.
Nieważne? Zacisnęła usta w wąską linię, by nie powiedzieć czegoś, co zaległo jej na końcu języka i aż prosiło się o wypowiedzenie. Zamiast tego dała mu spokój, bo jej umysł skoncentrował się na następnej wypowiedzi, która dosłownie wbiła się w jej mózg i wypaliła w nim ślad. Najpierw rozchyliła usta, by po chwili je zamknąć i po prostu spurpurowieć na twarzy. Z gniewu? Wstydu? Trudno było stwierdzić. Był tak przebiegły, że doskonale wiedział gdzie uderzyć i w jaki sposób to zrobić. Zdawała sobie sprawę, że popełniła głupstwo, zrobiła coś wyjątkowo bezmyślnego i teraz musiała ponieść konsekwencje - w życiu nie pozwoliłaby sobie o tym zapomnieć, musiała własną tępotę potępić.
Co innego jednak gdy robiła to sama, co innego gdy robił to Nikita.
- Wiem, dobra? Powinnam dostać nagrodę za bycie kretynką roku - mruknęła, znowu grymasząc gdy ujrzała wbijającą się w jej udo igłę. No po prostu uwielbiała te wielkie, metalowe szpikulce! Nie sprawiały jej może bólu, ale sam ich widok wywoływał jej niechęć - w jej mniemaniu jedyne igły, jakie powinno się tolerować to były te, których używała do szycia. Koniec kropka.
Pokiwała energicznie głową, unosząc się na łokciach i wpatrując jak grzebie po szufladach.
Kiedy zdał jej szczegółowy opis tego, jak powinna zajmować się nogą, ponownie potulnie poruszała łepetyną w geście oznaczającym zrozumienie, w międzyczasie zapisując sobie zalecenia w głowie. Zmieniać opatrunek, przemywać szczypiącym powidonem, żadnych plastrów, nie stawać na nodze... kurna, jak ona miała zmusić się do niestawania na tej kończynie?! Całe życie tak robiła!
Przełknęła w sobie chęć do wykłócania się o rzecz, na którą na dobrą sprawę Nikita nie miał żadnego wpływu. Postanowiła natomiast w końcu się odezwać, coby nie myślał, że go nie słucha.
Jak często się w końcu zdarzało.
- Będę dzwonić o każdej porze dnia i nocy - oświadczyła wesolutko, podnosząc się do siadu i ostrożnie przekręcając się i ciągnąc za kabelki kroplówki, by opuścić obie nogi na ziemię. Dopiero wtedy odebrała od Nikity reklamówkę, którą natychmiast położyła obok siebie, nawet nie patrząc w zawartość. Swoją uwagę skupiła na rannej części ciała, w której powoli zaczynało jej wracać czucie. Mrowiło. I w ogóle było jej tak dziwnie.
- Luanne - powtórzyła cicho, uśmiechając się kącikiem ust. Pomogła, cóż za uprzejma i miła dziewczyna. Ciekawe jak wyglądała? Nie dał jej nawet możliwości stworzenia jakiejkolwiek wizji i natychmiast ściągnął na ziemie kolejnym bełkotem na temat nogi.
- Nie będzie mi się chciało tu przychodzić codziennie - przyznała szczerze, przekrzywiając głowę. - To dobrze, że będę wolna, bo muszę zmyć krew w domu zanim ktoś posądzi mnie o dokonanie tam bestialskiego mordu.
Ach, te jej żarciki, nie szło się nie uśmiać. Uśmiechnęła się szeroko na wspomnienie o kulach, choć w jej myślach pojawiło się pytanie, do kogo wcześniej należały.
Mogła się tylko domyślać, że ich poprzednim właścicielem jest Wassian. W zasadzie tylko on przychodził jej do głowy, ale może to dlatego, że nie znała pozostałych pacjentów Nikity. Musiała zadbać o ten sprzęt, żeby przypadkiem go nie zniszczyć.
- Szczerze powiedziawszy, jeśli dobrze to rozegram, to za tydzień przyjdę ze sprawną nogą, blondasku - mruknęła z łobuzerskim uśmieszkiem. Nie ciągnęła jednak swojego wywodu, nie rozgadywała się o swoim hiper tajnym planem działania - najpewniej tylko by ją wyśmiał. Niepełne przekleństwo i hałas zmusiły ją do pobłażliwego zerknięcia na jego mordowanie się z wylatującymi z szafki rzeczami. Kiedy kopnął magazynek, sapnęła tylko, przewracając oczami. Kiedy znowu coś wyleciało, pokiwała głową na boki.
- Dasz mi tam kiedyś posprzątać, dobra? Bo to aż niewiarygodne, że masz taki bajzel - mruknęła, natychmiast podnosząc do rąk jedną z kul, które ułożył obok. Podrzuciła ją w ręce i pokręciła na boki, by po chwili trącić go końcówką w ramię.
- Obiecałam, więc obrywasz - oświadczyła, uśmiechając się lekko, by odetchnąć z ulgą, kiedy odłączył ją od tych wszystkich kabelków. Nie czuła się co prawda tak jak zwykle, ale z drugiej strony było znacznie lepiej niż przed paroma godzinami.
- Dobra, niech ci będzie. Nigdy nie odmówię, kiedy ktoś proponuje mi coś do jedzenia - stwierdziła, starając się wyglądać jak najbardziej rześko. Zdradzanie własnej słabości naprawdę godziło w jej dumę, już wystarczająco jej dzisiaj utraciła, musiała skończyć z poniżaniem się!
Poza tym, dość dawno nie miała okazji by z nim porozmawiać. Wiadomo, był na ogół w szpitalu, ona w szkole, a potem biegała ze swoimi sprawami. I dziwnie było jej wpadać ot tak, bez konkretnego celu.
Cześć, Nikita, przyszłam żeby się nad tobą pastwić, bo jestem zmęczona udawaniem miłej! Zrobisz mi kawy?
... nie, nawet ona nie była tak dziwna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Pon Wrz 02, 2013 9:34 am

Własny gabinet to było jego królestwo. W myślach postanowił się chwilę tym nacieszyć; tym, że znajdował się chyba w jedynym pomieszczeniu gdzie czuł się zawsze nie tylko swobodnie, ale i wartościowo, gdzie miał swój układ spraw i przedmiotów... w który nikt zazwyczaj nie wnikał. Byłby się uśmiechnął do siebie gdyby potrafił obdarzyć samego siebie takim gestem, kiedy oddawał się trywialnej czynności zbierania opatrunków dla pacjentki. Każdy, własny gest przypominał mu o tym, gdzie był; każdą szufladę wysuwał z taką siłą jaka była potrzebna aby przełamać lekki opór blaszanego mebla, doskonale wyczuwał odległości między kolejnymi szafkami i praktycznie nie musiał się na nie oglądać aby wsunąć dłoń do środka, chwycić odpowiedni opatrunek i wrzucić go do torby. Mógł rozglądać się wokół lub od czasu do czasu wzrok skierować na Nancho, po to aby nie poczuła się porzucona. Za bardzo.
Interpretował to jako swoisty taniec w którym mógł co nieco więcej z siebie uwolnić. Jego spojrzenie było więc pełne ulgi podszytej melancholią. Skończył operację, zakończoną sukcesem, we własnym królestwie, będącym mekką jego poczucia porażki. Zawsze, kiedy coś mu się to udawało, musiał choćby na moment wrócić do przegranych aby wreszcie uznawać sukces za gorzką ironię, niewiele więcej. Przez tych kilka chwil milczenia, podczas których Nan nie odpowiadała, ofiarował sobie trochę nieobecności względem zewnętrznego świata, tym poczuciem się napieścił i wrócił do niej, aby wysłuchać tego, co miała do powiedzenia. Mógł łudzić się nadzieją, że nie wbije mu żadnej szpili, ale z tego zrezygnował i potulnie czekał na cios, udzielając dalszych instrukcji czysto medycznych. Chwilowo nic twórczego nawet by nie powiedział. Gdyby miał być szczery, nie chciało mu się składać zdań.
Jej odpowiedź na zarzut spotkała się z jego pokrzepiającym uśmiechem.
- Jeśli chcesz, mogę na pocieszenie opowiedzieć ci o co poniektórych moich pacjentach, poczujesz się jak geniusz - rzekł jakby melodyjnie, co niejako stanowiło znak, że jeszcze się nie wybudził. Miał wrażenie, że każdym wypowiadanym zdaniem tylko lekko trącał ścianę rzeczywistości, której nie mógł przebić. Tym niemniej, kontynuował rozmowę i wyrzucił z siebie potok potrzebnych pacjentce danych. Jej odpowiedź go nie zadziwiła, szybko i automatycznie odpowiedział:
- Zapraszam - Nieszczególnie nawet myśląc o tym czy taka odpowiedź brzmiała poprawnie. Powoli zaczął dumać o kulach, które powinien mieć. Powinien. Wasij niejednokrotnie potrzebował kul, najczęściej nie na dłużej niż kilka dni. Brat wśród swoich zdolności miał tę chędożoną regenerację.
Jej grupę wypowiedzi skwitował lekkim wzruszeniem ramion, nie widział bowiem sensu w odnoszeniu się. Jedynie na ostatnie zdanie uniósł lekko brwi, przystanął i spojrzał na nią zaskakująco uważnie. Ściana między nim a rzeczywistością pękła. Mrugnął.
- Jeśli znasz kogoś z mocami leczącymi, zapoznaj mnie z nim - rzekł swobodnie. - Dawno nikomu nie dałem w ryj.
Chyba, że chciała się zCAMować... ale to już nie był jego interes. Zaczął szukać kul.
Zasadniczo, gdyby przychodziła codziennie, mógłby ją trochę zaleczyć. Jego moce silne nie były, szczególnie przy złożonych obrażeniach wysiadały bo musiały ogarnąć dużą przestrzeń, ale przy rehabilitacjach wszelkiej maści okazywały się niezastąpione.
Bajzel... Uniósł brwi, kiedy dodatkowo stuknęła go kulą.
- Nie wiem czy to najlepszy pomysł. Coś mogłoby eksplodować - Składzik zamknął bardzo dostojnym kopnięciem.
Jedzeniu się nie odmawia? Właśnie. Był tu ostatnio dwa dni temu, wtedy też uzupełniał zapasy. Ale co on mógł mieć tak na trzy cztery? Jako wzorowy lekarz potrafił żyć kilka tygodni na kawie i zupkach chińskich, zazwyczaj nie przewidywał gości, a trudno go ująć jako mistrza gotowania. No, o tym chyba pomyśli kiedy wreszcie znajdą się w mieszkaniu. Kiwnął jej głową, kryjąc dość zręcznie lekkie zadowolenie, po czym rzekł:
- Jeszcze wypiszę ci recepty i L4. Tydzień, dwa tygodnie? Na razie do pracy nie powinnaś chodzić. Zapraszam do gabinetu obok.
Niewiele było do uprzątnięcia, nie licząc odpadów pooperacyjnych które wystarczyło związać w ich nieprzepuszczalnych woreczkach i rzucić do kosza na odpady medyczne. Wywiezie to do szpitala w drodze powrotnej. Na razie otworzył drzwi od sali aby poczuć nieco cieplejsze powietrze z gabinetu lekarskiego. Na sali cały czas jechała klima.
- Pomóc ci wstać? - zapytał. Już w myślach słyszał odpowiedź, lub jej brak, kiedy Nancho gramoliła się, nieporadnie ale samodzielnie, ze stołu operacyjnego.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Pon Wrz 02, 2013 12:30 pm

Zaskakujące, jak bardzo się od siebie różnili. Tam gdzie Nancy czuła się najbardziej skrępowana, Nikita zachowywał się w pełni swobodnie. Najpewniej gdyby spotkali się w szkole role by się zamieniły - powiedzmy sobie jednak szczerze, że prawdopodobieństwo natknięcia się na siebie w Akademii było naprawdę znikome. Mogłoby do tego dojść w zasadzie z jednego powodu, a mianowicie krzywdy któregoś z jej wychowanków. Poważny problem zdrowotny, na który nie mogłaby poradzić tabletkami i syropami, wymagałby wezwania kogoś doświadczonego.
Nancy znała tylko jednego lekarza, nie miała więc specjalnego wyboru.
Była zbyt zajęta rozmyślaniem o własnej nodze by dostrzec, że blondyn błądzi gdzieś myślami. Jego słowa wywołały nieszczególnie szczęśliwy uśmiech na ustach Sherwood. Jasne, w sumie chciał ją pocieszyć, ale nie zaprzeczył przecież, że była kretynką.
- Jakież to miłe z twojej strony. W sumie możesz, lubię słuchać o głupocie innych - mruknęła, machając ręką w bliżej niezidentyfikowanym geście. Jego ton nieco ją zaciekawił - na tyle, by oderwała wzrok od swojej biednej kończyny i prześwidrowała go nim na wskroś. Wyglądał w sumie dość normalnie, ale dałaby sobie rękę... tfu, chorą nogę uciąć, że był z lekka nieprzytomny. Tylko dlaczego?
I w ogóle jakim prawem odpływał w czasie rozmowy z nią, nie była wystarczająco ciekawą personą, czy co?!
Nadęła policzki, mając zamiar zapuścić typowego, kobiecego focha, kiedy w końcu skupił na niej uwagę. Uśmiechnęła się z zadowoleniem, dumna ze sprowadzenia go na ziemie - w sumie on jej często tak robił, więc zemsta była słodka.
- Czujesz się zagrożony? Urocze - skwitowała ze śmiechem. Groźny Nikita jakoś niespecjalnie robił na niej wrażenie. Wiedziała przecież, że często na ulicy się bił, ale przecież nie tylko on to robił. Nancy też miała za sobą wojny uliczne. Nawet gwardziści na ogół bardziej ją śmieszyli niż przerażali.
- Nie chodzi o moce leczące. I o CAM'a też nie, brzydzę się tym. Nie chcę też eksperymentów, przeszczepów nóg, ani zmechanizowanych kończyn. Mam lepszy pomysł - oświadczyła z triumfalnym uśmieszkiem. W sumie nie wiedziała o czym mógł pomyśleć, wolała więc z góry dać mu do zrozumienia do czego się nie posunie. Choćby była umierająca, nie zgłosiłaby się do Sorciere po CAM'a - nie miała na to pieniędzy. Rebeliantom nie ufała zaś na tyle, by podłożyć się któremukolwiek z nich pod skalpel, dajcie spokój. Jeszcze potem musiałaby z nimi współpracować, a nie chciała się sprzedawać żadnej z organizacji. Tfu, fuj, ble. Nancho była ponad nie, niezależna i samowystarczalna!
- Muszę sobie zapisać, żeby nie grzebać ci po szafkach - mruknęła, unosząc ze zdumieniem brwi. W sumie jej mieszkanie wyglądało jeszcze gorzej. Gdyby w słowniku poszukać słowa "chaos" istniała spora szansa na natknięcie się na zdjęcie jej pokoju. Ale to było zupełnie co innego, bo ona tam nie pracowała! W szkole w dwóch szufladach miała jako taki porządek, w magazynku zaś aż błyszczało.
Głównie dlatego, że to nie ona w nim sprzątała, ale cii.
Nancy mogła się zadowolić nawet chińską zupką. Nie była wybredna, bo i niespecjalnie mogła być - wydawała tyle pieniędzy na ubrania, że zdarzało jej się żyć na samym dżemie. Wystarczyło, by zapełniła czymś żołądek na tyle, by była w stanie egzystować. Nie musiało nawet mieć smaku, poważnie.
- Recepty wezmę, L4 wyrzucę od razu do śmietnika, więc nie wysilaj się - rzuciła, wzruszając ramionami. - Nie mogę siedzieć w domu, bo oszaleje. A w szkole nie mam zmienniczki od mojego arcyważnego przedmiotu, więc muszę tam chodzić.
Była zbyt uparta, to było pewne. Jakby zupełnie nie zdawała sobie sprawy, że jest niedysponowana, a z jej nogą nie jest wcale tak świetnie, jak próbowała sobie wmówić, że jest. Gdyby jednak zgodziła się bez walki na przyjęcie zwolnienia i faktycznie przesiedziała tydzień w domu... załamałaby się.
Wystarczało, że nocami wciąż śniła jej się siostra, że obrazy szczęśliwej rodziny wyrywały ją ze snu skuteczniej niż koszmary. Że w wolnych chwilach wyciągała stary album, albo bawiła się jak jakaś wariatka szmacianą lalką Lennon.
W ogóle nie zwracała uwagi na zimno, dopiero podmuch ciepłego powietrza uświadomił jej, że jest przemarznięta. Zadrżała, przyglądając się gęsiej skórce na rękach i nogach.
- Nie, poradzę sobie - odparła gładko, układając sobie jakoś w dłoniach kule. Ułożyła je na ziemi, po czym poderwała prawą, by złapać w dwa palce reklamówkę. Dopiero wówczas znów oparła ją o podłogę i przeniosła na nie cały ciężar, starając się opaść tylko na zdrową nogę. Faktycznie szło jej nieporadnie, ale nie miała w tym żadnego doświadczenia. Robiła co mogła!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Wto Wrz 03, 2013 10:39 pm

Pacjentów miał wielu do tej pory. To była podstawa jego kontaktu z innymi jednostkami żyjącymi w tym społeczeństwie, jak i symboliczna cegiełka dla tezy, że tyle, ile dostawał tego kontaktu dziennie, wystarczało jeśli chodzi o relacje interpersonalne na tydzień. Przynajmniej w jego mniemaniu. Na jej odpowiedź więc wzruszył ramionami, bardzo delikatnie się uśmiechając.
- Chyba miesiąc temu... przyjechał, krwawił jak świnia. Operacja dość złożona, wyciągałem kilka odłamków metalu, sporo było zaszywania. Wszędzie. Zamókł mu magazynek do karabinu laserowego, suszył go w mikrofali.*
Gawędziarzem nie był. Powiedział to tak neutralnie, jakby rozmawiali o pogodzie. Dla niego zresztą nie miało to wiele większego znaczenia; nie krytykował pacjentów za ich wątpliwe zdolności intelektualne, Nancho pod tym względem mogła czuć się wręcz wyróżniona. Miał o niej dość wysokie mniemanie aby, choćby w ramach docinki, posunąć się do krytyki.
Eksplozja zajebistości.
Zagrożony? Byłby parsknął, ale takie stwierdzenie musiałoby zaczynać w pewnym miejscu się robić dla niego zabawne. Tak jednak nie było. Jak wcześniej nie znalazł żadnego lecznika, tak i nie udało mu się do tej pory; jego słabe zdolności wydawały się w pewnym sensie wyjątkowe w rzeczywistości propagującej czystą i nieskrępowaną przemoc. Potraktował Nan trochę chłodniejszym spojrzeniem i zamilknął. Nie odpowiedział. Nie interesowało go w tym momencie, czy jej mniemanie o nim było tak niskie, aby sądziła, że miałby zamiar bawić się w wyścig szczurów i posunąć go do tak dalekiego etapu. Jeśli rzuciła żart, nie był śmieszny. W swoich przemyśleniach poszedł dość prędko dalej, aby przypadkiem nie wpaść w melancholię i znowu nie odpłynąć, choć w myślach już sobie wyobrażał tych gorzkich kilka zdań, które by wypowiedział do siebie po obdarzeniu Boru ducha winnej postaci siarczystego policzka. Swoiste rozliczenie z losem, nic poza tym.
- Ok - odparł więc na jej oświadczenie. - Byle nie było z tobą gorzej kiedy się zgłosisz na zdjęcie szwów. A jeśli będzie taka potrzeba, zgłoś się na zdjęcie wcześniej lub niech ci to chociaż zrobi osoba w miarę kompetentna.
Jej uwaga na temat składzika spowodowała, że jemu samemu po plecach przeszedł delikatny, acz mroźny dreszcz. Sam się co nieco bał tego, co znajdował - i co mógł znaleźć - wśród niektórych starych rzeczy brata. Mało rzec, że Wasij przecież miał jedną z wyższych rang w calusieńkiej Rebelii, dodajmy, że jeszcze należał do chomików, no i głupio mu często było odmówić jak ktoś prosił o przechowanie... Większości z tego żelastwa nawet nie pojmował, co dopiero to rozłożyć na tyle aby nie groziło nagłym odpaleniem czy eksplozją. Jedna z przyczyn dla których wyniósł się na osiedle Mattel. Mało przytulnie, ale przynajmniej miał więcej niż czterdzieści procent pewności, że jak tupnie to nie okaże się, że pod podłogą jest mina przeciwpancerna.
- Nawet nie wiesz jak czasem może skoczyć ciśnienie, kiedy się znajduje coś nowego - odparł jej lekko strapionym głosem. Gdyby mógł, byłby to wszystko po prostu wywalił na śmietnik. Ale już widział jak bardzo gwardia się czymś takim by nie zainteresowała...
Nie mógł być zbyt optymistycznie nastawiony do rzeczywistości, kiedy ją wyprowadzał z gabinetu, prawda? To byłoby zbyt proste. Musiał się zdołować.
Do gabinetu ją wpuścił, przytrzymując grzecznie drzwi, po czym sam wkroczył do środka i od razu praktycznie wsunął się za biurko. Receptę, jak i L4, wypisał ręcznie.
- Pyralgina, metycylina antybakteryjnie, jakiś duperel osłonowy. Zwolnienie masz na dwa tygodnie. Co z nim zrobić to twoja sprawa.
Wręczył jej papiery i rozejrzał się wokół.
- Wszystko już masz. Zapraszam na herbatę - Wskazał dłonią drzwi od gabinetu. - Na schodach sobie poradzisz, czy...

[proponuję zrobić tak, że teraz zrobisz zt, a ja zacznę już w mieszkaniu. Ponownie przepraszam za tempo]
*Oparte na jednej z historii stąd: http://joemonster.org/art/23661

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Sro Wrz 04, 2013 11:45 am

Z początku wpatrywała się tylko w Nikitę ze zmarszczonymi brwiami, powtarzając w myślach jego krótką opowieść. Naprawdę trudno było jej uwierzyć w istnienie takiego pacana.
Z drugiej strony była dziewczyną, która naprawiała zgniatarkę nogą.
W takich okolicznościach była w stanie dać wiarę jego słowom i skomentować je głośnym śmiechem, przez który aż się zwinęła w pół, chwytając dłonią za brzuch. Do diaska, niektórzy jednak zaskakiwali swoją kreatywnością! Bez wątpienia gdyby pracowała jako lekarz, nie byłaby w stanie zająć się rannym z powodu ataku głupawki - może to zatem lepiej, że zarabiała jako nauczycielka. Tam wyśmianie ucznia przy tablicy kończyło się na ogół wybuchem radości całej klasy, na ogół też delikwent, który doprowadził ją do łez, był z siebie dumny. Nancy nie zwykła stawiać złych ocen osobom, które poprawiły jej samopoczucie, więc odsyłała wychowanka do ławki z bezwzględnym postanowieniem, że następnym razem nie da się tak łatwo sprowokować.
A potem znowu rzucali takimi tekstami, że kucała za biurkiem i starała się złapać oddech.
Cóż, nie mogła się czuć wyróżniona, bo i nie zdawała sobie sprawy, że nie wszystkich raczy złośliwym komentarzem. W jej mniemaniu starał się traktować ją tak jak resztę, czego nie zamierzała akceptować.
Więc go gnębiła, bo to było według niej doskonałe wyjście z sytuacji.
Nieco zaskoczył ją chłód, który dojrzała w jego spojrzeniu. Nie sądziła, że zareaguje w ten sposób na zaledwie cztery słowa, usilnie szukała w nich sensu, który doprowadził go do tego stanu. Niestety nie była w stanie stwierdzić co dokładnie było z nimi nie tak, a tematu pociągnąć nie mogła, bo skurczybyk zamilkł. Gdyby skomentował to jakimkolwiek dźwiękiem, westchnięciem czy neutralnym zdaniem, zmusiłaby go do wyjaśnień.
Tymczasem oschłość wzbudzała w niej chęć zamknięcia tematu i pozostawienia go daleko w tyle.
- Jeśli będą szwy do zdjęcia, to przyjdę do ciebie. I nie będzie ze mną gorzej, przemyślałam wszystko dokładnie - odparła, wzruszając ramionami. Ha! Jakże ciężko było uwierzyć, by osoba pokroju Nancy kiedykolwiek pomyślała o konsekwencjach swoich czynów. Efekty tej wyczerpującej czynności - czyli używania mózgu - widoczne były chociażby na nodze, jej słowa brzmiały zatem po prostu śmiesznie. Nie miała zamiaru zbyt długo się zastanawiać, kiedy rozciągała się przed nią wizja pozbycia się blizn, będących ujmą na jej godności.
Bo co innego blizny powstałe w czasie ratowania życia siostry, a co innego pamiątki po zgniatarce.
- Powinnam przestać tu przychodzić, bo zaczynam się martwić, że masz w szafie bombę - rzuciła, marszcząc nosek. Akurat Gwardia w jej mniemaniu nie była specjalnym problemem. Wiadomo, wystarczyło mieć kontakty, a przestawali się interesować niektórymi rzeczami.
Wolno przemieściła się w stronę gabinetu, zadzierając głowę do góry, co po chwili skończyłoby się dość tragicznie, gdyby nie odzyskała szybko równowagi. Kurde, teraz musiała pilnować też tego, by dobrze ustawić kule! Nie przysiadła nigdzie, stała, usiłując utrzymać jedną nogę w powietrzu, choć ta notorycznie opadała jej w dół. Przeniosła ciężar ciała na jedną stronę, koślawo wyciągając łapkę i chwytając szybko zwitek papieru, by wcisnąć go do kieszeni i znów zająć się utrzymywaniem równowagi.
Jakież to było cholernie niewygodne, no!
- Pogadam jeszcze o tym z dyrciem - mruknęła, kiwając zaraz głową i kierując się w stronę schodów. Przez chwilę zastanawiała się jak ma zamiar po tym wejść, by w końcu unieść kule i zacząć skakać na jednej nodze, asekurując się dłońmi.
- Radzę sobie! - krzyknęła jeszcze, kicając sprawnie w stronę mieszkania. Dobrze, że jako dziecko grała w klasy, miała trochę wprawy w takim skakaniu!

/zt

[Dobra, zaczynaj w mieszkaniu! I uśmiałam się przy tych historiach z joemonstera : D]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Pon Wrz 09, 2013 7:05 pm

Dziewczyna jakoś doszła do gabinetu Nikkity. Właściwie to nie wiedziała, gdzie idzie. Chociaż lepiej można powiedzieć, że się doczołgała przez osłabienie. Zmęczona oparła się o drzwi gabinetu, otworzyła je i dosłownie wpadła do środka. Cóż chyba powinna odpocząć niż się forsować drogą przez całe osiedle aż do tego gabinetu. Cóż miejmy nadzieje, że przez to nie zachoruje, bo może się źle skończyć. Mimo to cały czas myślała o sytuacji w jej klubie z wampirem. Cóż wiedziała już jedno, znajdzie go i pozbawi go tych kłów, jeśli nie głowy. Może uda jej się nawet pobawić w kata, o ile go nie zabije. Nawet jeśli nic nie wiedział, to nie pozwoli nikomu sobą pomiatać.
Teraz jednak bardziej skupiła się na swoim zmęczeniu i bezwładności, nie miała co robić. A w ogóle ktoś był w pomieszczeniu? A jak nikogo nie było? Cóż w takim razie sobie poleży i pośpi, może później ktoś przyjdzie i da jej posiłek z kroplówki. A jak nie to sama sobie poradzi, tylko trochę dojdzie do siebie i przestanie być przerażająco blada.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Pon Wrz 09, 2013 8:39 pm

...Drzwi gabinetu były otwarte.
Pamiętał doskonale, że ich nie zamknął; miał pamięć do detali tego typu, od razu więc zdał sobie sprawę z tego jak kretyńskiej rzeczy się dopuścił w okolicy, która nie słynęła z przykładnych obywateli starających się o dobre życie dla postaci które de facto ich żywoty przedłużały. Od razu więc się strapił, nie domknął także nawet kratowych drzwi aby już nie wykonywać zbędnych dźwięków. Chciał zadziałać w razie wu z zaskoczenia, pierwsza faza wizyty we własnym gabinecie miała być więc na tyle bezgłośna, na ile było to możliwe. Problem pojawił się jednak kiedy postawił pierwszy, drobny krok w tym swoim podstarzałym obuwiu. Lekko spracowana skóra zaskrzypiała cicho, co wydawało mu się w tym jednym momencie niemalże krzykiem rozdzierającym ciszę. W myślach się nieco skrzywił a potem rozchylił nieco szerzej powieki pojąwszy, że prawie nie słyszy żadnych dźwięków.
Widok na korytarzu zbyt zachęcający tymczasem nie był, przypuszczalnie mógł więc zniechęcić złodzieja. Wprawdzie bowiem Stangrad nie należał do najbardziej bezpiecznych dzielnic, ale co tu nie mówić, godzinna zaledwie krew przy drzwiach od gabinetu wydawała się bardzo klimatyczna. Mijając ją ostrożnie, w myślach jęknął nad swoim brakiem profesjonalizmu. Z drugiej strony, tego dnia akurat zazwyczaj praktyka była zamknięta poza szpitalem, a Nancho przyszła i w ogóle...
Chyba ją tak traktował z poczucia winy.
Tak, to na pewno z poczucia winy. Westchnął w głowie i już dość pewnym krokiem wmaszerował do własnego królestwa, na powrót przybierając swoją standardową, lekarską minę.
- O na litość borską, Fleauette - powitał ją, wbrew treści wypowiedzi, dość beznamiętnie. W szczególności ważąc na fakt, że legła na podłodze i tak właśnie ją zastał, podszedł więc zaraz i zbadał funkcje życiowe. Poprawne. Rany po ugryzieniu, nieopatrzone. Przyłożył dłoń i uzdrowił. Znaczy, zaleczył na tyle aby już nie krwawiło. Potem dopiero ją wziął w miarę profesjonalnie na ręce i przeniósł na kozetkę.
- Przytomna... - mruknął do siebie, kładąc ją na papierowym prześcieradle. Potem zgarnął z biurka latarkę i zaświecił jej w oczy. - Reakcje w normie. Dzień dobry, swoją drogą. Proszę mi dać momencik.
Ułożył ją odpowiednio, aby poczuła się wygodnie, po czym skoczył do sali obok po kroplówkę, przewód i wenflon. Wróciwszy dość sprawnie założył jej glukozę; dokładnie identyczną czynność wykonywał nie dalej jak godzinę wcześniej, poszedł więc automatem.
- Cóż... skoro panią tu widzę, mniemam, że nie powinienem niczego zgłaszać odpowiednim służbom - Nie, żeby w nie wierzył... zwykł mówić to z czystej obowiązkowości. Niektórzy klienci, nawet tu, prosili o Gwardzistę przy obdukcji. Na przykład.
- Glukoza powinna wystarczyć.
Zaczął odczyszczać miejsca po ranach które, z powodu jego niekoniecznie mistrzowskiego magicznego leczenia, po prostu przerodziły się w małe krwotoki wewnętrzne i dały początek śmiesznie wyglądającym siniakom. Mogło ją to boleć, nie wykluczał, ale należało to odczyścić i na wszelki wypadek jeszcze opatrzyć aby wszystko regenerowało się w spokoju. To już robił w milczeniu, nie dzieląc się spostrzeżeniami. Coś antyseptycznego dostanie za chwilę, kiedy zaczną coś w rodzaju dialogu.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Wto Wrz 10, 2013 1:56 pm

Och jak miło, leży...podłoga jest zimna, chyba nawet nie zamknęła za sobą drzwi, ale co z tego. Właściwie to może ktoś nieproszony wejść do gabinetu. Włamanie? Cóż może zauważy tylko czyjeś buty, cholera nie miała nawet jak się podnieść i doczołgać by usiąść. Będzie chora, wiedziała już to, przeklęty minus jej rasy. Na pewno będzie chora, a o pracy raczej na razie może zapomnieć póki nie wróci do siebie. Cholera, przynajmniej jej drugiej połówce nic nie jest. Słysząc skrzypienie butów jakimś cudem przewróciła się na bok. Widząc swego znajomego po fachu uśmiechnęła się blado i odpowiedziała na jego przywitanie słabym głosem.
-No cześć.
O jak miło uleczył ją, cóż za przydatna zdolność. No cóż może powinien się w niej trochę bardziej podszkolić, ale walić to, przynajmniej jakaś pomoc. Podniósł jej zimne ciało i nagle zrobiło się na chwilę cieplej. Ach, miło mieć przy sobie kogoś kto nie jest zimny jak kostka lodu. Słysząc ten spokojny, opanowany lekarski ton przewróciła oczami i uśmiechnęła się na pół ironicznie na pół z rozbawieniem.
-Wiesz, jak mnie widzisz to powinieneś raczej odstraszyć gwardię jak najdalej.
No cóż co prawda to prawda w końcu była w organizacji, która działała przeciw dyktatorowi. To raczej oczywiste, że nie chce widzieć nikogo, kto służy dla systemu. Syknęła cicho jak jej opatrzył ranę jednak to tylko na chwilę. Za parę chwil będzie się czuć przynajmniej na tyle dobrze,żeby normalnie funkcjonować i nie wyglądać jak trup.
-Dzięki za to aniołku przynajmniej można na ciebie liczyć.
Uśmiechnęła się przyjaźnie i przymknęła na chwilę oczy. No cóż może powinna się tłumaczyć czemu jako półżywa podreptała do jego gabinetu. Jednak tutaj miała pewność, że nie spotka nikogo z gwardii. Nie było by to miłe spotkanie, szczególnie, że prawie śmierdziało od niej niedoszłym trupem. No cóż trza było przyznać, że niewiele jej brakowało do tego. Z półprzymkniętymi oczami patrzyła jak zajmuje się jej ręką. Miły był, co prawda był to jego obowiązek jako lekarza ale był miły i był jednym z bardziej urokliwych półaniołów jakie znała.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Wto Wrz 10, 2013 2:51 pm

Przywitała go jak gdyby nigdy nic, leżąc sobie jeszcze na podłodze. Nie słyszał w jej słabym głosie ni cienia jakichkolwiek nerwów, jakby to co jej się przydarzyło, było czymś w rodzaju chleba powszedniego. Nie insynuowałby bynajmniej, że była to dla niej codzienność; mało kogo zachwyca bycie pogryzionym przez wampira, a fetyszystów raczej nie kręci bycie półżywym na końcu przedstawienia. Przynajmniej zazwyczaj. Zdawało mu się jednak, że swoją pozycję traktowała bardziej jako coś w rodzaju niedogodności niż rzeczywisty powód do zmartwień. W tym względzie dość mocno kontrastowała z Nancho, która swoją kontuzję traktowała z mieszaniną gniewu i wstydu.
Leczył na tyle dobrze, na ile mógł, wkrótce więc również te niezbyt sprzyjająco wyglądające krwiaki zaczęły chociaż troszeczkę blednąć. Nie była to kwestia treningu; jego zdolności po prostu nie należały do najsilniejszych. Nie miał tego anielskiego drygu, który pozwalał na wyleczenie wszystkiego poza żywą śmiercią, pod tym względem faktycznie pasował do wizerunku nefilima jako upośledzonego przez tę człowieczą część anioła. Byłby nad tym westchnął, gdyby nie ponure przyzwyczajenie.
- Z całą pewnością obecność Gwardii mogłaby co nieco cię rozbudzić - rzucił swobodnie, przechodząc już na "ty". Była od niego starsza, wolał zachować odpowiedni dystans przynajmniej do pewnego momentu.
Na "aniołku" spojrzał na nią zdziwiony, po czym nieco niepewnie się uśmiechnął. Starała się być miła? Wspaniale, od razu się poczuł nie jak lekarz, a jak on. Nie uznał tego za dobry znak; jako lekarz miał zdecydowanie lepszą perspektywę spoglądania na niektóre sprawy. Dlatego też, zadumany, kiwnął jeszcze głową do siebie i ruszył w kierunku biurka.
- Czy... coś dodatkowo cię boli? - Zapytał. W końcu - niby wampiry miały hipnozę, ale kto powiedział, że by nie walczyła.
- Jakieś inne dolegliwości?

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   Wto Wrz 10, 2013 4:25 pm

Cóż nie miała po co się denerwować prawda? W końcu znała się na medycynie, wiedziała dobrze co jej jest i może się wykrwawić. Jednak nasza dzielna głupia dziewczynka nie przejmuje się tym. Słysząc o gwardii zachichotała cicho wyobrażając to sobie. Raczej by sprawiła Nikkiemu paru nowych pacjentów a sama by zwiała na dłuższy czas. O ile prędzej nie padła by na pysk przez wycieńczenie.
-No racja, jednak podejrzewam, że nie chciał byś tego zobaczyć we własnym gabinecie.
Słysząc jak wypytuje o jej stan zdrowia patrzyła się na niego z uśmiechem. Oczy powoli nabierały typowego, żywego blasku a skóra przestawała być aż tak bardzo trupio blada, chodź do odzyskania odpowiedniej barwy nadal trochę jej brakowało. Pogłaskała się jeszcze po głowie sprawdzając czy aby żadne odłamki butelki jednak nie wbiły się w nią gdy robiła unik. Chyba nic nie było w jej łepetynie. Może parę malutkich ran jednak nie wymagały szwów ani opieki lekarskiej. Jedyne co może się wyróżniało do parę ciemniejszych plamek zaschniętej krwi na jej blond włosach.
-Nie, raczej nic trochę mnie tylko ręka boli ale nie jest złamana.
Powiedziała to z uśmiechem a wręcz rozbawieniem, na potwierdzenie swoich słów pomachała bolącą jak cholera ręką. Chwalmy mocne kości alleluja. Mimo to nadal wiedziała, że za 2 dni będzie leżeć w łóżku z 38 stopniami gorączki przez durne leżenie na zimnej podłodze. Och, jak ona tego nienawidziła. No ale cóż może jej tatuś się nią zajmie, och jak słodko do porzygu. Pewnie zamknie się gdzieś i będzie udawać martwą. Nie ważne jakie obrażenia posiadała nasza Fleaur jednak gdy łapie ją karar, przeziębienie lub nie daj boże grypa to jest pół żywa i ma ochotę wszystkich zabić.
-Wiesz, mam nadzieję, że nie zatrzymuję cię niepotrzebnie.
Heh, może powinna się upewnić czy w ogóle może tu siedzieć prawda. Cóż jako lekarz musiał jej udzielić pomocy ale przecież może mieć inne plany, które to właśnie ona psuje swoją obecnością w tym, miejscu.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski Nikity Aninov   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet lekarski Nikity Aninov
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Daingean :: Osiedle Stangrad-
Skocz do: