IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Budynek Sądu Najwyższego

Go down 
AutorWiadomość
Saya
Prokurator wojskowy | Nauczycielka japońskiego
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 29
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Budynek Sądu Najwyższego   Pią Sie 23, 2013 2:57 pm

Najważniejsze miejsce dla wymiaru sprawiedliwości znajduje się właśnie w najbogatszej dzielnicy miasta, ale czy może to dziwić? Która inna okolica byłaby w stanie utrzymać ten ogromny, wykonany z przeciwpancernego szkła budynek, utrzymany w eleganckim, nowoczesnym stylu? Przed fasadą budynku znajduje się rząd wysokich kolumn, mających przywołać na myśl czasy antyku, kiedy prawo dopiero się rodziło i było formułowane przez pierwszych prawników. Cała elewacja budynku wykonana jest z delikatnie przyciemnionego, niebieskiego szkła zbrojonego, które jednocześnie zachwyca prostotą wykonania jak i cieszy praktycznością i wytrzymałością. Choć cały budynek jest przeszklony znajdują się w nim miejsca, w których światło zostaje mocno ograniczone przy użyciu odpowiednich automatycznych rolet i zasłon, które pojawiają się w poszczególnych częściach budynku, gdy omawiane wewnątrz sprawy nie powinny wydostać się poza cztery ściany danego pomieszczenia. Budynek ogrodzony jest dodatkowo wysokim kamiennym murem, a wejście przypomina nieco łuk triumfalny. Od wejścia do samego budynku wiedzie biała droga otoczona niewielkim terenem zielony, z pojedynczymi drzewami i rządkami kwiatów i krzewów. Tuż obok nielicznych zakątków zieleni znajdowały się ze trzy, cztery ławki, które jednak nie za często były okupowane. Niewielka wizualizacja~
__________________________

To właśnie przed tym budynkiem znajdowała się obecnie Saya, chwilowo nie zajmująca się żadną konkretną sprawą i mającą czas tylko dla siebie. Co pani prokurator robiła w takim momencie przed akurat tym budynkiem? Zapewne normalna osoba w czasie wolnym od pracy udałaby się gdzieś gdzie można odpocząć, zrelaksować się i zapomnieć o wszystkich troskach i problemach, także tych związanych ze swoją pracą, ale ona... Ona czuła dziwną bliskość związaną z tym miejscem. Lubiła swoją pracę, to było pewne. Ilekroć tylko widziała ten gmach pewne dawne wspomnienia odżywały w niej na nowo i pozwalały jej przeżyć tamte dobre chwile jeszcze raz, nawet jeśli tylko w myślach, we wspomnieniach. Nawet jeśli było to tylko oszukiwanie siebie, głupie przeszukiwanie swojej pamięci w poszukiwaniu nadziei czy chwili wytchnienia - wciąż nie mogła się przed tym powstrzymać. Wystarczyło jej jedno spojrzenie, czasem dwa, ale gdy tylko mogła lubiła przyjść tutaj i ukraść choćby chwilę sobie na to, by móc popatrzeć, ot tak, bez powodu na ten teren. Dzisiaj dodatkowo miała trochę czasu dla siebie, dlaczego więc go nie wykorzystać w ten sposób?

Dziewczyna podeszła do jednej z ławek i elegancko przysiadła na jednej z nich, opierając się z cichym westchnieniem o przyjemne, nieco chłodne lakierowane drewno. Koniec końców... Co niby było takiego dziwnego w tym, że znajdowała się akurat tutaj? To był jej teren pracy, między innymi, to mogła tutaj przebywać nawet po godzinach. Zawsze mogła być potrzebna, a wtedy, będąc już na miejscu mogła szybko zareagować na wezwanie. Idealnie. - A póki co... - mruknęła pod nosem spoglądając na książkę przytachaną tu ze sobą. Najwyraźniej nie planowała tylko patrzeć, ale także spędzić nieco kreatywniej czas zajmując się lekturą. "Syndrom Orszaku" widniał tytuł napisany zieloną czcionką na woluminie. Nie miała pojęcia o czym ona jest, nie znała autora, była więc zainteresowana tym jak człowiek ten pisze i czy warto było poświęcać mu czas. Należało się o tym przekonać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuro
Bezdomna
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 48
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Nie Sie 25, 2013 7:20 pm

Jak gdyby nigdy nic w pobliżu gmachu Sądu Najwyższego (Kuro nawet nie wie, co to), pojawiła się drobna istotka o jakże niecodziennym wyglądzie. Przechodniom trudno było choćby raz nie spojrzeć na to małe i urocze dziwadło. Albowiem mierzące sto pięćdziesiąt centymetrów straszydło miało siną cerę, choć inni nazwali by ten kolor jakoby srebrno-niebieski. Cóż, każdy inaczej postrzega to, co widzi, prawda? Ale przejdźmy dalej. Rewelacją mogą być również rogi dziewczęcia, które odznaczały się widocznie od bieli jej włosów. Jeszcze żeby tego było mało, kolejna dziwność - kopyta! Tak, kopytka, które przy każdym kroku po twardej powierzchni wydają charakterystyczny dźwięku stukania. Stuk, stuk.
Kuro nie zwracała uwagi na gapiów. Miętosząc w buźce owocowego lizaka szła przed siebie, co i rusz zerkając na boki w poszukiwaniu dogodnego miejsca na swoją obserwację ras przyziemnych. Trzeba się podszkolić w wiedzy ogólnej, w końcu to miał być jej dom. Właśnie, dom... Jak zwykle, tęskno jej było za kolorowymi snami. Zgarbiła się ciut, wzrok wbijając w ziemię. Z jednej strony świat normalny nie różni się zbytnio od tego wyśnionego. Z drugiej jednak to zupełnie dwie, inne strony medalu. Ziemski żywot wyglądał szaro i ponuro w porównaniu z marzeniem sennym. Ach, gdyby mogła jakoś wrócić... A nawet nie do końca wiedziała, jak tu trafiła.
Otrząsnęła się w końcu ze swoich smutków. Czasu się nie cofnie, jest jak jest. Może kiedyś znajdzie sposób, by powrócić do swojego prawdziwego domu. Do tego czasu będzie musiała trochę tu pomieszkać i zaznajomić się z innymi rasami. Choć za ludźmi już zbytnio nie przepadała.
Rozmyślając właśnie nad smakiem lizaka, którego ma wybrać następnego, w końcu pojawiła się obok owej ławeczki, na której siedziała nieznajoma dziewczyna czytająca książkę. Kuro przystanęła, przekrzywiła główkę i spojrzała nań ciekawsko. Ona nie potrafiła czytać, ani pisać i teraz zastanowiło ją, co to tam ludzie mają w tych książkach. Podszedłszy, bez pytania usiadła obok białowłosej. A co, ławka nie jest jej (chyba), więc Kuro wolno (chyba). No, pewności nie ma przynajmniej. W milczeniu kątem oka obserwowała nieznajomą, powoli kończąc swojego lizaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saya
Prokurator wojskowy | Nauczycielka japońskiego
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 29
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Nie Sie 25, 2013 8:09 pm

Trudno powiedzieć, by Saya spodziewała się tego, że ktoś odwiedzi ją w momencie gdy zażywała spokoju przepełniającego tereny zaraz przy tym konkretnym budynku, pomijając bowiem czas, gdy toczyły się w nim rozprawy zazwyczaj było tu dość pusto i spokojnie. Nie licząc oczywiście pracowników sądu, którzy rzecz jasna nawet i bez rozpraw musieli zająć się swoimi obowiązkami, ot, czy to prowadzeniem kartotek, czy to przygotowaniem sal sądowych do stanu używalności czy innymi papierkowymi zadaniami jakimi musieli się zajmować. Na pewno nikt nie przychodził tutaj po to by po prostu sobie odpocząć czy pozwiedzać... choć czasem, z rzadka, zdarzało się, że ktoś faktycznie chciał zobaczyć to miejsce na własne oczy. Nie było to aż tak dziwne, koniec końców miejsce to było całkiem ładne, choć z racji swojej funkcji często przywoływało nader negatywne skojarzenia - a bo to tutaj można było spotkać "oskarżonych", ale też przestępców, a poza tym na pewno kręciło się wokół dużo policji, a jak wiadomo policja obok często powodowała nagły wzrost odczuwalnego stresu. Saya na całe szczęście kompletnie tego nie odczuwała - przyzwyczajona do pracy z policją i widoku różnych elementów społecznych, w dość dziwny sposób wyrobiła w sobie ten nawyk uzyskiwania prawdziwego spokoju właśnie tutaj, w miejscu w którym normalny człowiek raczej niekoniecznie chciał przebywać. A co dopiero znaleźć się wbrew własnej woli.

Ciężko powiedzieć, że pani prokurator ucieszyła się z wizyty nieznajomej. Najpierw jednak nie przeszkadzała jej aż tak bardzo. Stanęła sobie po prostu gdzieś blisko niej, nic strasznego, pewnie nie zwróciłaby nawet uwagi na nią, gdyby nie dość donośne kroki które stawiała. Niech sobie stoi, jeśli faktycznie ma taką ochotę, Sayę ni to grzało, ni ziębiło. Ot, i tak bardziej skupiona była na swojej książce, zwłaszcza że powoli akcja zaczęła się zawiązywać i fabuła coraz bardziej gęstniała. Czytając dalej niemal zapomniała o tym, że przed chwilą ktoś był obok, dlatego gdy dziewczyna przysiadła tuż obok niej, ta najpierw niczego nie zauważyła. Musiała doczytać do końca, moment w którym się znalazła był bardzo frapujący, nie mogła teraz tego przerwać. Dopiero po pewnym niedługim czasie mogła oderwać się od książki i rozejrzeć się wokół siebie, zauważając wreszcie znajdującą się BARDZO BLISKO niej osobę, która, być może przez swoje rogi, bardzo przypominała przerażające postacie, o których przed chwilą czytała w swojej książce...

Gdy to w końcu się stało, dziewczyna poderwała się z krótkim piskiem ze swojego siedziska kompletnie zaskoczona, jednocześnie przemieszczając się o kilka centymetrów od dziewczyny. Szybko wyrzuciła w jej kierunku swoją dłoń z wystawionym palcem wskazującym, niemal jakby wskazywała jakiegoś potwora. - A... to... jak... ty... co?! - wybełkotała niezrozumiale, nie potrafiąc zebrać odpowiednich słów razem i uczynić z nich poprawnego zdania. Tak, została przyłapana na nieuwadze i teraz płaciła za to (w sumie niewielką) cenę. Sięgnęła nawet odruchowo po swój bat, ale na sięgnięciu się skończyło, bowiem jej ręka zastygła na przedmiocie i znieruchomiała. Saya najwyraźniej czekała na jakąś reakcję ze strony nieznajomej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuro
Bezdomna
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 48
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Pon Sie 26, 2013 10:03 am

Kuro siedziała kompletnie cichutko, tylko co jakiś czas mlaskając oczarowana smakiem lizaka. Ale ten już się niestety kończył... No nic, ma ich więcej. W międzyczasie zerkała teraz już nieco bardziej bezczelnie na towarzyszkę obok. Białowłosa miała świadomość, że nieznajoma nie zwraca na nią specjalnie uwagi (a więc tak działają książki! Szatany małe...), więc pozwalała sobie na tę małą śmiałość.
Co do podobieństwa Kuro do jakiś stworów z owej książki, być może było w tym trochę prawdy. Te w końcu oddziaływają w jakimś stopniu na sny ludzi, więc prawdopodobnym było, że to urocze dziewczątko jest stworzone ze skrawku takiej opowieści. Ciekawe, nie? Cóż, sama Kuro często się nad tym zastanawiała, będąc jeszcze w świecie snów. No bo jak wiele takich sennych skrawków potrzeba było do jej stworzenia? Zważywszy na różnorodność jej osoby, dosyć dużo. Poza tym miała dziwne wrażenie, że by stać się tanti lub rêve potrzeba niewielką różnicę dobrych lub złych snów. No, tego się chyba nigdy Kuro nie dowie. Chyba że od innego onirisme.
Ale wróćmy w końcu na ziemię. Nieznajoma dziewczyna siedząca obok w końcu zorientowała się, że ktoś tu jeszcze jest. Kuro spojrzała dziwnie na palec wskazujący jej osobę. Wpierw ze zdziwieniem odwróciła łeb, by sprawdzić czy nikogo nie ma za jej plecami, tudzież za ławką. Nie, więc problem leżał bliżej. Wróciła swoimi rubinowymi ślepiami do białowłosej i wskazawszy paluszkiem na siebie, przekrzywiła łeb w pytającym geście.
- Co ja? - zapytała niemądrze, a bo i nie rozumiała tego wybuchu nieznajomej. Choć może wiedziała na czym to polega. Zdążyła już zrozumieć, że nie ma istot o takim wyglądzie jak Kuro. To też nic dziwnego, że mogła wzbudzać strach, zwłaszcza, że jest tanti.
W buźce miała już sam patyczek. Nie przejmując się dziewczyną, wyjęła ów patyczek (drewniany, żeby nie było!) z ust i ot tak rzuciła go za siebie. Po tym wyciągnęła z kieszeni dwa lizaki. Jeden rozpakowała i wsadziła do buźki. Drugi wyciągnęła przed siebie, dla nieznajomej. Niech go lepiej przyjmie, bo Kuro rzadko dzieli się swoimi skarbami, zwłaszcza słodyczami. Teraz chciała po prostu uspokoić biedaczynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saya
Prokurator wojskowy | Nauczycielka japońskiego
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 29
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Pon Sie 26, 2013 2:17 pm

Dziewczyna musiała naprawdę być nieźle zaskoczona i zdezorientowana, bo gdy nieznajoma wyciągnęła w jej stronę lizaka, ta bez pytania pochwyciła go, nawet dobrze nie przyglądając się temu co zostało jej właśnie ofiarowane. Dopiero gdy jej dłoń zacisnęła się na przedmiocie, głowa przechyliła się tak by móc spojrzeć na lizaka. Chwilę później znów podniosła się, by przypatrzeć się stojącej przed nią dziewczynie. Zaraz, spokojnie, moment. Żaden książkowy potwór nie podzielił by się z nią słodyczami, prawda? Nie tak działały takie monstra, prawda? Raczej uznał by Sayę za słodycz i ją pożarł niż zapewnił jej jakąś przekąskę. Czyżby była względnie bezpieczna? Żaden potwór nie zaatakowałby jej przecież w takim miejscu, prawda? Po chwili zaroiłoby się tutaj od straży, policji, członków gwardii i na pewno zajęliby się niemądrym stworzeniem. Pytanie czy Saya miałaby okazję później stanąć w sądzie jako oskarżyciel w procesie dotyczącym monstra czy może... leżałaby już martwa, stygnąć sobie powoli w jakiejś kostnicy.

...tak czy siak żaden atak nie następował, a po chwili wpatrywania się w dziwną postać, Saya odetchnęła głęboko, rękę, wcześniej dotykającą bata, spuszczając bezwładnie obok swojego boku, najwyraźniej dochodząc do wniosku, że żadne zagrożenie ze strony tej nietypowej osoby jej nie grozi. Gorzej, że stan w który została wpędzona tak szybko nie przenikał i potrzebowała jeszcze chwili, zanim mogłaby normalnie się do kogoś odezwać. Jakże ona nie cierpiała kiedy to się działo! Niespecjalnie lubiła być zaskakiwana, wolała kiedy wszystko szło zgodnie z jej planem lub było przynajmniej na tyle przewidywalne, by zdążyła się dostosować do danej sytuacji, zanim ta nastąpi. A tutaj? Tutaj nie było tak ani trochę i teraz dziewczyna musiała pojedynkować się ze swoim biednym, zmieszanym kompletnie językiem. Dobrze, że i dziś miała przy sobie notes i długopis. Wolną ręką sięgnęła po notes, a lizaka w tym czasie włożyła sobie patyczkiem do ust, nie próbując go bynajmniej zjeść. Uwolnioną ręką sięgnęła po długopis i momentalnie zaczęła kreślić coś na kartce z dużą zawziętością, a następnie wyrwała stronę i podała ją dziewczynie, sama w tym czasie patrząc na nią z leciutką irytacją... a może był to jednak delikatny ślad strachu, który wciąż gdzieś w niej pozostawał?

Na kartce było zaś napisane ładnym, wprawnym pismem, przy zachowaniu wszelkich zawijasów i z użyciem lekkiej kursywy: "Kim jesteś? Co tu robisz? Czego chcesz? W czym mogę pomóc? Musisz mnie tak straszyć? Co to miało znaczyć? Znamy się?". Tak, zalew pytań, które dziewczyna nie mogła zadać w tym momencie własnymi słowami, więc musiała się uciec do takiego fortelu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuro
Bezdomna
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 48
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Pon Sie 26, 2013 5:53 pm

Chyba nawet bogowie przeczuwali, że to spotkanie może się nie udać. Dlaczego? A no już tłumaczę.
Jednakże wpierw co innego. Kuro przekrzywiła głowę na drugi bok i nawet mordka jej się ciut uśmiechnęła na ten widok. Jej prezent został przyjęty! Tyle wygrać. Zapewne gdyby kobieta go nie przyjęła, to jedyne co by teraz dostała, to permanentny foch i odejście Kuro. Normalnie Moda na sukces, jak ta lala. No, ale nadmiernej radości tez nie można było pokazywać ot tak każdemu randomowi, więc zaraz dziewczynka przeszła na swój normalny, beznamiętny tryb. Co do niby możliwego ataku tego stworka, to nie ma się co bać. Kuro nigdy specjalnie nie brała nikogo na rogi, kto wpierw nie zalazł jej za skórę. Tylko nieliczni zasługiwali na to, by oberwać z kopa, a owy kop Kuro boli bardzo - w końcu te kopytka nie są tylko powierzchowną ozdóbką, a poniekąd bronią białowłosej. Choć zazwyczaj po prostu prycha i tyle z walki.
Widząc, że kobieta pisze coś na karteczce, uniosła brew łapiąc za patyczek od lizaka. Trzymała go tak niewinnie i lekko do czasu, aż przed jej nosem pojawiły się dziwne znaczki, kropki i kreski na owej wcześniej wspomnianej karteczce. Kuro westchnęła, a bo miała nadzieję, że jej towarzyszka narysuje jej coś ładnego, co stworek będzie mógł wziąć ze sobą i przyczepić na nieistniejącej ścianie wyimaginowanego domu. Tak się jednak nie stało, ponieważ dostała To. Co to w ogóle było? No, litery, to widać na pierwszy rzut oka. Pół minuty przyglądała się tym znaczkom, aż w końcu wyciągnęła z buźki nowiuśki lizaczek.
- Nie umiem czytać - wyraziła się jasno i krótko, po czym lizak wrócił na swoje miejsce. Jeszcze by mu się zimno zrobiło i co. A tak to w buźce Kuro ma cieplutko i żadna choroba mu niestraszna. Nie, nic nie ćpałam.
Po swoich słowach Kuro uśmiechnęła się iście niewinnie. No, ciekawe co teraz zrobi jej białowłosa towarzyszka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saya
Prokurator wojskowy | Nauczycielka japońskiego
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 29
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Pon Sie 26, 2013 9:15 pm

Wychodziło więc na to, że jeśli Saya faktycznie wolała zostać w samotności, lepszym wyjściem dla niej było nieprzyjęcie małego prezenciku od dziewczyny i w ten sposób, chcąc czy nie chcąc, zapewnienie sobie spokoju na jakiś nieokreślony czas. Prawdopodobnie wtedy skończyłaby spokojnie książkę, choć gdzieś z tyłu jej głowy, od momentu spojrzenia na rogi nieznajomej, pozostawałby pewnie lęk przed tym, że to co winno być fikcją literacką mogło naprawdę istnieć. A może nawet książka traktowała konkretnie o istotach w jakiś sposób spokrewnionych z dopiero co spotkaną osobą? Jeśli tak... Byłoby wtedy pewnie jeszcze gorzej, a że Saya lubiła czasem pogdybać nad skończonymi książkami, to pewnie wysnułaby całą, kompletnie bezużyteczną, teorię na ten temat. Innymi słowy... chyba jednak lepiej, że lizak został przyjęty. Lepiej załatwić wszystko tu i teraz niż potem przez miesiące zadręczać się natarczywymi myślami i nieprzespanymi nocami.

Gorzej jednak, że bardzo szybko przyszedł czas na kolejny szok i spłonięcie nadziei dziewczyny na wykorzystanie tego zastępczego sposobu komunikacji w najbliższym czasie. Nie umiała czytać? Jak to możliwe! Ktoś tu wyraźnie zaniedbał podstawowe zasady wychowania i edukacji, a w Sayi, pracującej również przecież w szkole, odezwała się wręcz urażona duma. Nie, nie mogła tego tak zostawić. Oczywiście, na pewno nie nauczyłaby dziewczyny czytać (pewnie pisać też) w przeciągu kilku godzin, ale nie mogła jej tak zostawić! Już by jej wszystko powiedziała na ten temat, już chciała zaoferować pomoc, powiedzieć że ona się tym zajmie i niedługo dziewczynka będzie mogła czytać wszystko co będzie chciała, jeśli tylko jej posłucha, a wtem przypomniała sobie, że jej język jeszcze się plątał gdzieś między jej ząbkami. No nic, będzie musiała się posłużyć miksem przerywanych zdań i gestów. Najpierw jednak schowała swój notesik i ołówek, tak by ich nie zapodziać, a potem poświęciła już pełną uwagę formułowaniu zdań. No i oczywiście wyjęła jeszcze lizaka, chwytając go w swoje dłonie i delikatnie turlając w nich. Czy tamta oczekiwała, że ona go tu teraz zje?

- Imię? - zapytała krótko, ciesząc się, że istniała możliwość zadawania pytań w postaci jednego słowa przez odpowiednią intonację. Następnie wskazała na siebie. - Saya - rzuciła krótko, znów posługując się zaledwie jednym wyrazem. Jakież to było użyteczne. - I... iiii... ile lt... lt... lttttt... lat msz? - wyrzuciła po chwili z siebie. Światełko nadziei pojawiło się jednak w tunelu, jej język powoli zaczął się odkręcać i być może już niedługo wróci na swoje miejsce. Tak naprawdę chciała zapytać o coś więcej niż tylko o wiek spotkanej, chciała wyrazić swoje wzburzenie i zdziwienie tym, że ta nie umie czytać i pisać, ale niestety... to musiało jeszcze chwilę poczekać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuro
Bezdomna
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 48
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Wto Sie 27, 2013 10:49 am

Trzeba też wziąć pod uwagę, że nie przyjmując prezentu od Kuro, białowłosa narażała się na dotkliwe szkody fizyczne, bowiem nigdy nie wiadomo, czy się czasem zbytnio ta dziewuszka nie pogniewa. Owszem, na co dzień jest cierpliwa, spokojna i w ogóle, ale także wrażliwa! Więc coś takiego mogłoby ją dotknąć, a nie tylko spowodować focha. No ale cóż, można próbować prawda? Szansa jest na pięćdziesiąt procent, że nieznajoma nie oberwałaby od razu. Dwadzieścia pięć procent, ponieważ jest kobietą, a Kuro nie lubi bić płci pięknej. I w końcu dziesięć procent szansy, że Kuro zapamiętałaby to sobie i przy kolejnym spotkaniu o tym wspomniała.
No ale prezent został przyjęty, więc co się tam rozwodzić nad możliwymi wypadkami.
Kuro spoglądała na kobietę z istną niewinnością bijącą jej z oczu. Nauka pisania i czytania? Ponad trzy lata Kuro spędziła w krainie snów, a w świecie rzeczywistym jest zaledwie dwa miesiące. Nawet domu nie ma, a co tu dopiero mówić o podstawowych umiejętnościach, które przedszkolaki wynoszą ze szkoły! Przecie to jest na to za młode. Co do lizaka, Kuro nie oczekiwała, że zostanie skonsumowany. Ot, został przyjęty, to już jest własność białowłosej, niech robi z tym co chce. Oby tylko nie wyrzuciła gdzieś na oczach Kuro, bo wrócilibyśmy do tematu z prawdopodobieństwami.
- Kuro - przedstawiła się w skrócie, rozumiejąc nawet dobrze nieznajomą. Wróć, Sayę. No, przedstawienie maja za sobą.
Co do wieku, to Kuro musiała chwilę pomyśleć. Nie, żeby nie potrafiła liczyć, skądże. Do stu nawet potrafi! A jak kto nie wierzy, to zaraz może pokazać, o. Jeden, dwa, trzy... Na razie tylko ta ostatnia liczba była jej potrzebna, nie znęcajmy się tak nad Kuro psychicznie, bo biedna nam sfiksuje.
- Trzy. Dla onirisme to normalne - wyjaśniła pokrótce na wszelki wypadek, gdyby Saya pierwszy raz usłyszała o tejże rasie. A zważywszy na jej reakcję na widok Kuro, to prawdopodobnym było, że wcześniej o tychże istotkach nie słyszała. A szkoda. Bo gdyby wiedziała coś na temat onirisme, łatwiej byłoby jej przyjmować inne rasy, albowiem sny tworzą takie różnorodne stworzenia...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saya
Prokurator wojskowy | Nauczycielka japońskiego
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 29
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Wto Sie 27, 2013 1:26 pm

Onirisme? Nieprawdą byłoby stwierdzenie, że Saya nic o nich nie słyszała, choć również fałszem byłoby określenie jej jako specjalistki w dziedzinie tej rasy - ot coś tam wiedziała, coś słyszała, gdzieś poczytała i wiedza w głowie została, a teraz procentowała, pomagając jej w naturalnym, powolnym procesie zrozumienia egzystencji Kuro. Wiedziała już jak dziewczynka miała na imię, wiedziała też kim była - ponoć mówiło się, że ignorancja to błogosławieństwo, ale w przypadku panny Kanri było raczej odwrotnie, im więcej wiedziała, tym czuła się pewniej, tym łatwiej było jej poruszać się po tym świecie i tym większą odczuwała radość, ot tak naturalną, zwyczajną radość. Być może było to po części związane z jej zawodem? Koniec końców jej pracą było również docieranie do prawdy i wywlekanie jej na światło dnia. To, że na ogół prawda ta była obrzydliwa i sam dzień niekoniecznie zadowolony był pewnie, że została odkryta, nie miało tu większego znaczenia. Niemniej, wraz z wzrostem zrozumienia sytuacji i nasza Saya powoli odzyskiwała równowagę w swoich ruchach, a także mowie. Proste odpowiedzi udzielone przez Kuro najwyraźniej pomogły, więc całe szczęście, że dziewczynka w swoich odpowiedział byłą zwięzła, być może lakoniczna, ale za to na pewno pomocna. Czasami łatwiej było przekazać coś jednym słowem niż kilkoma zdaniami.

- Mi-miło poznać - odpowiedziała już nieco spokojniej i mniej się jąkając Gwiazda, próbując chwilę wcześniej własnego języka i zastanawiając się czy już może pokusić się o próbę sformułowania dłuższego zdania. - By-byłabym wdzięczna gdy... byś... mi powiedziała co tu robisz, K-k-k-kuro? - zapytała, imię dziewczyny wystukując jak jakaś nienaoliwiona maszyna, która jeszcze na domiar złego się zacięła. Swoją drogą, nie wiedzieć czemu, Saya odczuwała lekki dyskomfort przy drugiej dziewczynie. Może to dlatego, że była Onirisme? Ponoć inne rasy niespecjalnie potrafili się z nimi obchodzić? Musiałaby jednak sprawdzić to dokładniej w swoich książkach, a teraz nie miała jak tego zrobić. - Trzy, huh? - mruknęła jeszcze pod nosem, próbując sobie przypomnieć czy to dla nich dużo czy mało.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuro
Bezdomna
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 48
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Sro Sie 28, 2013 9:14 am

Kuro można wziąć za jako takiego milczka, choć czasami potrafiła być nieźle rozgadana. To zależy, czy rozmówca ją na tyle zaciekawi, by można to było kontynuować. A jak na razie... Cóż, zainteresowanie dziewczątka pozostawało niskie, ale z każdą chwilą baczniej przyglądała się towarzyszce. Coś planowała... Chyba, a może to po prostu wymysły biednej Kuro? Ten cielaczek wszędzie by tylko spiski widział.
Dopiero teraz zza jej głowy wyłonił się... ogon. Co za dziwy, kolejne urozmaicenie wyglądu tego stworzonka. Naprawdę, tylko czekać, aż jej skrzydła urosną i trzecie oko się pojawi. Owy ogonek był cały czarny, cienki i pokryty delikatnym futerkiem, bardzo miłym w dotyku, jak to przy kopytach. Kończył się charakterystyczną strzałką. Zaczął się teraz kiwać, tym samym wyłaniając się to z prawej strony główki Kuro, to zaraz z lewej. Lubiła nim "merdać".
- Zwiedzam - powiedziała swoim dźwięcznym głosikiem, znów krótko i na temat. Cóż, zbyt wiele pytań się w swoim krótkim żywocie nasłuchała na swój temat. Już jej bokiem wychodziły, ale z drugiej strony nawet ją to cieszyło, że jest taka wyjątkowa w tym światku. Jednakże już raz napotkała wariata, który chciał sobie sprawdzić, co dziewczyna ma w środku i teraz podchodzi do większości osób z większą ostrożnością.
- Tak, trzy - powtórzyła dla pewności, spoglądając na kobietę swymi rubinowymi ślepiami, w których pojawiły się iskierki rozbawienia. Bądź co bądź, ale to jąkanie białowłosej było nawet zabawne. Ba, cała ta sytuacja wywoływała uśmiech na sinej twarzyczce Kuro. Uśmiech jakże dziecinny, ale i za niewinnością togo uśmiechu skrywał się jakoby smutek...
Czekała cierpliwie na kolejny odzew, ssąc smacznie swojego lizaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saya
Prokurator wojskowy | Nauczycielka japońskiego
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 29
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Sro Sie 28, 2013 12:49 pm

Czyżby ta mała, z jakiejkolwiek rasy by nie pochodziła, ośmielała się nabijać z pani prokurator? Merdanie ogonkiem, ten uśmieszek przy odpowiadaniu na pytania, to wszystko wskazywało na to, że Saya nie była brana na poważnie w tej sytuacji. Jak tak można było? Oto przecież przedstawiciel rasy Onirisme miał okazję rozmawiać z osobą odpowiedzialną za zachowanie porządku w tym kraju! Gdyby jej coś się stało, to właśnie Saya zajęłaby się wymierzaniem sprawiedliwości przekonując sąd, że napastnik na pewno jest winny i mimo niebezpiecznego wyglądu niskiego dziewczęcia nie miał żadnych podstaw do "samoobrony". Takie sprawy łatwo się wygrywało wskazując na brak tolerancji czy rasizm, zarówno sędziego, jak i ławę przysięgłych szybko wzruszały takie durne historyjki. Inna sprawa, że nie wiadomo czy akurat to Gwiazda zajęłaby się jej casusem. Chyba nie, prawda? Koniec końców, nie wyglądało na to, żeby Kuro stanowiła jakąś ważną osobistość inaczej Saya już by o niej słyszała. W takim razie nie spotkaliby się jednak w sądzie.

...nie żeby białowłosa życzyła swojej rozmówczyni jakichś niemiłych i niebezpiecznych przygód, ale mimo wszystko różnie w życiu bywało, prawda? Lepiej było nie być zbyt naiwnym, by myśleć że zawsze wszystko będzie cacy i cudownie. Jakkolwiek Gwardia starała się dbać o porządek w mieście, w oczach Sayi wciąż było ono jednak przeżarte przestępstwami i odstępstwami od prawa i należało z tym zrobić porządek. Skupiając się jednak na tym co działo się tuż obok - Kuro raczej nie popełniła żadnego wykroczenia, a i w tym momencie nic złego jej nie groziło, więc mogła oddychać spokojnie. A ten merdający ogonek... Poza jawną kpiną z Gwiazdy, mógł stanowić też... oznakę zadowolenia? Kto wie? Psy tak miały, koty chyba też, ze swoimi ogonami, w ten sposób sygnalizując radość czy wesołość. Ale dlaczego Kuro miałaby teraz być wesoła? Trudne pytanie.

- Zwiedzasz? - zapytała nieco powątpiewającym głosem Saya, z radością odkrywając, że jej głos prawie wrócił do normy - W takim razie masz świadomość, że znalazłaś się właśnie przed Sądem Najwyższym? Niewiele osób wybiera się akurat tutaj na spacery... - a następnie przypatrzyła się dziewczynie nieco bardziej podejrzliwym wzrokiem. Cóż, koniec końców jej postawa i zachowanie mogło być też sprytnie pomyślanym kamuflażem, prawda? - ...mówisz, że nie umiesz pisać i czytać? Nie chciałabyś się może nauczyć? - tak... niestety bądź stety, w tym momencie jej nauczycielska dusza wzięła górę nad irytacją wypływającym z możliwego strojenia sobie żartów z Gwiazdy, dlatego też zamiast się denerwować, wolała zapytać o wcześniejszą kwestię. Jak można było nie umieć pisać i czytać w dzisiejszym świecie? Nie do pomyślenia. Saya przez chwilę zapomniała nawet o tym, że przecież ledwo co kilka minut upłynęło od ich poznania się. W tym momencie ważniejsze było co innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuro
Bezdomna
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 48
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Czw Sie 29, 2013 1:18 pm

Akurat merdanie u kotów nie oznacza u nich wesołość, a bardziej irytację, a już kiwanie samym czubkiem to wyraźne ostrzeżenie, że coś się temu stworzeniu nie podoba. No ale co się tam rozwodzić nad innymi istotami. Kuro nie musi się przejmować, czy to radość czy złość, bo i tak zwierzęta za nią nie przepadają, więc odpowiedź jest jedna i bardzo jasna. Skąd się to wzięło? Cóż, może zwierzęta podświadomie wyczuwają w Kuro niebezpieczeństwo? Bezpodstawne zdaniem białowłosej, bo nie jest ich zagorzałą przeciwniczką. Choć istnieją takie stworzenia, które wręcz przepadają za towarzystwem kopytnego dziewczątka. A były to najbardziej cwane istotki stąpające po tej ziemi... Wiewiórki! Tylko one jakimś cudem nie chciały zagryźć/zabić/udusić/odgryźć głowy Kuro, więc było dobrze. Przynajmniej jakiś tam przyjaciół tutaj ma...
Ha, prawdziwy nauczyciel z powołaniem, co? Tak to przynajmniej wyglądało. No ale Kuro nie będzie zwracać uwagi, praktycznie nie zna się na wielu rzeczach, między innymi na nauczaniu w tym świecie. Ona sama nie musiała przyswajać wiedzy, "urodziła się" z nią. Choć jak widać, nie jest ona zbyt wielka, jak nie potrafi nawet pisać i czytać. Winnymi są sny, z których powstała. Widocznie przeważała w nich część snów dzieci, które jeszcze nie nauczyły się tych podstawowych rzeczy. Szczęście, że owe sny nie dały jej wyglądu takiego dzieciaka. Strach pomyśleć, co by się mogło z nią tutaj wtedy stać. Już się nasłuchała wielu rzeczy o pedofilach, porywaczach i co tam jeszcze pełza pod ziemią.
Kiwnęła głową, kiedy kobieta powtórzyła jej słowa. Zaraz też zastanowiła się nad jej dalszą wypowiedzią. Czy Kuro wiedziała, że to budynek Sądu? Za Chiny. Miała nadzieję znaleźć gdzieś lodziarnię i coś wyżebrać, bo zgłodniała. Tak, słodkości najlepszym przyjacielem Kuro.
- Jestem tu od... - chwila namysłu i przerzucenie lizaka w buźce z prawej policzka na lewy - ... prawie dwóch miesięcy. Nie znam prawie tego miejsca.
Uśmiechnęła się lekko kącikami ust. Nie należała do osób, które szczerzą się jak głupi. Dwa miesiące, może bez paru dni. Aż sama się zdziwiła, że już tak długo błąka się po ulicach tego miasta. Nie mając dachu nad głową, ani nawet żadnych pieniędzy. Coś trzeba z tym w końcu zrobić i nawet sama Kuro o tym wie, bo już na samych słodyczach daleko nie pojedzie. Tylko co...
Na pytanie o nauce pisania i czytania wzruszyła jedynie ramionami. Polubiła zdobywanie nowej wiedzy, ale jak na razie te dwie czynności nie były jej potrzebne. Musiała się nauczyć o wielu innych sprawach, zanim zacznie martwić się, że nie może coś przeczytać lub coś zapisać.
- Nie jest mi to na razie potrzebne - stwierdziła krótko, drapiąc się czubkiem ogona za uchem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saya
Prokurator wojskowy | Nauczycielka japońskiego
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 29
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Czw Sie 29, 2013 10:21 pm

- Nie boisz się chodzić tak sama? Masz tu może kogoś kto się Tobą zajmuje? - zapytała niemal momentalnie po wypowiedzi dziewczyny białowłosa, jednocześnie wykazując się czymś w rodzaju... troskliwości? Ciężko było odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Naprawdę nie wiedziała w tym momencie czy wiek 3 lat dla Onirisme oznaczał już dojrzałość i możliwość swobodnego poruszania się w jakie miejsca chciały, ale jeśli nie to to puszczenie dziewczyny samej w ten dziki i czasami bardzo niebezpieczny świat niekoniecznie mogło być najlepszym rozwiązaniem. Ba nie tylko dla niej - pewnie i Gwardii i policji przysporzyło by to spore kłopoty, gdyby dziewczynce coś się stało, a nikt nie doniósł potem o zaginięciu na komisariat. Koniec końców jeśli była tu sama, nie miała nikogo bliskiego, nikt nie przejąłby się jej zniknięciem i tym, że była, puf, nie ma. Potem ktoś odnalazłby jej ciało, a prokuratura musiałaby się głowić nad tym co stało się dziewczynie, komu podpadło i dlaczego ktoś ją aż tak sponiewierał. W pewien sposób Gwiazda pytając o takie rzeczy mogła w przyszłości zaoszczędzić sobie kłopotu - jeśli bowiem Kuro nikogo nie miała... Cóż, wtedy przynajmniej poprosiłaby ją o to by przez pewien czas pozostawała w jednym miejscu, a sama zasięgnęłaby języka co do postępowania w kwestii dziewczyny. Dom dziecka? Rodzina zastępcza? Prawny kurator? A może przydzielenie kogoś odpowiedzialnego do zajmowania się dziewczyną? Opcji było kilka, ale póki nie dowiedziała się na jakim gruncie stoi, Saya praktycznie nie mogła w żaden sposób postępować. No i oczywiście słyszała o tym, że Onirisme mają pewne specjalne zdolności, ale... W tym mieście osób o specjalnych zdolnościach było wiele. Niezależnie jak niesamowity był jeden pojedynczy ktoś - na jego miejsce zawsze znalazło się kilku następnych, którzy mogli temu pierwszemu życie odpowiednio utrudnić.

-A, a, a czytanie zawsze jest przydatny, nigdy nie wiesz kiedy będziesz w sytuacji, że zapragniesz dowiedzieć się czegoś ze stron dzienników czy książek, a wtedy... - nie dawała za wygraną nauczycielka. Nie zamierzała jednak specjalnie nalegać, więc jeśli Kuro i tym razem odmówi, to Saya pewnie da za wygraną i pozostawi już ten temat bez większych nalegań. Z resztą już teraz czuła, że trochę przesadza, sugerując dopiero co poznanej osobie od razu lekcje. Tyle, że miała zamiar zrobić to za darmo, a to naprawdę była okazja! No ale trudno. - W takim razie jednak... co jest Ci teraz potrzebne, Kuro? - zapytała. Koniec końców jeśli nie czytanie, to w takim razie co innego pochłaniało wolny czas dziewczyny? Czym się zajmowała? Jakich umiejętności potrzebowała? Co robiła? - I co tu robisz? To znaczy... poza zwiedzaniem. Tak wiesz, ogólnie? - zapytała jeszcze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuro
Bezdomna
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 48
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Sob Sie 31, 2013 2:18 pm

Kogoś, kto się nią zajmuje? Cóż, trudno powiedzieć. Wróć, bardzo łatwo było to zrobić. Od ponad dwóch miesięcy to dziewczątko błąka się po tym świecie zupełnie sama. Nie jest może taka bezbronna, ale dach nad głową zawsze można by jakiś znaleźć, nie?
Wzruszyła ramionami.
- Nie mam - mruknęła obojętnym tonem. A bo kogo miałaby mieć? Nikogo tu nie znała. Nawet nie wiedziała, jak się tu dostała, po za tym, zastanawiała się też nad tym, jak długo tu pobędzie. No bo nie ukrywajmy, chce wrócić do swojego domu. Acz do tego czasu trzeba coś z nią zrobić...
Kuro drgnęła lekko i ze smutkiem stwierdziła, że kolejny lizak poszedł w las, tzn. do żołądka. Wyciągnęła patyczek z buźki i zaczęła go ot tak obracać w palcach, drugą rączką już sięgając po następny smakołyk. Powolne ssanie tej słodkości nie przeszkadzało jej w mówieniu, więc nie widziała w tym nic złego, by jeść je w towarzystwie. Nawet lepiej wtedy smakowały, o ile było to jeszcze możliwe. Rozerwała papierek ząbkami i wsadziła lizaka do ust. Ten miał wyraźny smak jabłek.
Wzruszyła ramionami na słowa o czytaniu.
- Potem się tego nauczę - stwierdziła znów krótko. "O ile jeszcze tu będę", dodała w myślach, nie chcąc zdradzać zbyt wiele kobiecie. Kuro dobrze wiedziała, że wzbudza swoim wyglądem niemałą sensację. Widać jej rasa nie należy do tych najczęściej spotykanych. Dlatego tez musiała być ostrożna i niezbyt ufna wobec obcych.
Wstała z wolna ze swojego miejsca, tuż po kolejnych słowach Sayi.
- Potrzebne... - powtórzyła cicho, co mogło być ledwo słyszalne dla rozmówczyni - Potrzebna jest mi wiedza, jak tu trafiłam. I jak wrócić z powrotem...
Pierwsze zdanie wypowiedziała pewnie i wystarczająco głośno, by białowłosa kobieta mogła ją usłyszeć. Drugie natomiast o wiele ciszej z nadzieją, że nie zostanie usłyszane.
Odwróciła się na kopycie w stronę, w która zamierzała odejść.
- Ogólnie? - powtórzyła ponownie, spoglądając na kobietę swoimi dwoma, dziecięcymi rubinami.
- Żyję - brzmiała jej odpowiedź, po której uśmiechnęła się szczerze i niezwykle uroczo. Owe małe słówko miało dla dziewczęcia znaczenie, i to spore.
- Do widzenia. Miło było panią poznać - dodała chwilę po tym i odeszła z wolna we wcześniej zaplanowanym kierunku. Czy miała jakiś cel? Cóż, pewno nie. Jednakże Kuro jest po prostu sobą - odchodzi ot tak, jakby już nigdy nie miała tej osoby spotkać.
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saya
Prokurator wojskowy | Nauczycielka japońskiego
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 29
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   Sob Sie 31, 2013 9:40 pm

To było... bardzo dziwne spotkanie, pod niemal każdym kątem. Pewnie ktoś inny, słysząc tę rozmowę z boku, uznałby że dziewczyny odgrywały jakąś dziwną scenkę, bowiem ich słowa i wzajemne odpowiedzi zdawały się do tego stopnia niezwyczajne, że wręcz ciężko było uwierzyć, że te były po prostu zwykłą rozmową. Kuro postanowiła odejść sobie, pozostawiając Sayę z masą pytań, na które nie otrzymała odpowiedzi, kilkoma niepoczynionymi propozycją i gorejącą w głowie myślą o tym, że dziewczyna przemierza ulice tego miasta kompletnie sama, bez kogokolwiek kto mógłby się nią zająć. Białowłosa nie była jednak osobą, która swoje zdanie narzucałaby innym przypadkowym osobom, które dopiero co poznała. Jeśli dziewczyna postanowiła odejść w sobie znanym tylko kierunku - proszę bardzo, niech idzie. Najwyraźniej pani prokurator niewiele była w stanie dla niej uczynić, a może po prostu... nie była wystarczająco interesującą osobą, by z nią rozmawiać? Fakt, cała ta rozmowa pewnie potoczyłaby się kompletnie inaczej, gdyby nie została tak szybko na wstępie zaskoczona i komunikacja mogła funkcjonować płynniej i spokojniej.

...cóż, trudno. Saya od tego dnia miała zamiar być nieco baczniejsza na otwartym terenie i przyglądać się osobom, które mijała, ot choćby nawet w zwykłej drodze na zakupy. A nuż gdzieś jeszcze spotka Kuro? ...swoją drogą, dostała od niej lizaka, tak? A co tam szkodzi. Dziewczyna odpakowała go z papierka i włożyła do swojej buzi. Nie była aż takim zwolennikiem słodyczy, ale ten nie był specjalnie zły, więc nawet się uśmiechnęła lekko. Tak, to miasto pełne było różnych dziwów. Nie ma co stać w miejscu i czekać aż one do ciebie przyjdą, samemu można wyjść im naprzeciw. I właśnie o tym myśląc dziewczyna również opuściła teren znajdujący się przed Sądem.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Budynek Sądu Najwyższego   

Powrót do góry Go down
 
Budynek Sądu Najwyższego
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)
» Strzelnica policyjna
» Rozwalony budynek
» Opuszczony budynek na obrzeżach

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Daingean :: Osiedle Teiz-
Skocz do: