IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Apartament Tsu

Go down 
AutorWiadomość
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Apartament Tsu   Sro Sie 21, 2013 3:35 pm

Nie każdy mieszkaniec Teiz posiada dom. Niektórzy preferują mieszkania w drapaczach chmur. Do takich osób zalicza się Tsu. Jest on właścicielem piętrowego apartamentu na szczycie jednego z największych budynków w Teiz.
Wiadomo, że z dużych okien jest piękny widok na całe miasto. Szczególnie w nocy.
Sam rozmiar apartamentu, cóż, ciężko go określić. Praktycznie zajmuję powierzchnię całych dwóch pięter. Jest tu masa pomieszczeń, pokoi, sypialni, łazienek etc. Co owocuje tym, że można się zagubić w poszukiwaniu konkretnego miejsca. Jednak dla gości zawsze znajdzie się miejsce.

Dół:
Salon, kuchnia, praktycznie panuje tu największy bałagan, w końcu tutaj Tsu spędza najwięcej czasu.
klik

Góra:
Łazienka, sypialnia, basen i kilka innych pierdółek.
klik
sypialnia

O tym, że mieszka tu mężczyzna świadczy artystyczny nieład. Porozrzucane ciuchy po całym domu, brudne naczynia w zlewie i dookoła zmywarki. Talerze z niedojedzonym jedzeniem na stole.
Po mieszkaniu często biega dziwne stworzenie, które jest wynikiem eksperymentów pewnego naukowca. Istota ta nazywa się Morph i nawet muchy by nie skrzywdziła.
klik
Morph to dość nietypowe stworzenie, które potrafi zmieniać swój rozmiar.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Tsu   Pon Sie 26, 2013 9:20 pm

W sumie. Cieszył się, że zaufała mu na tyle żeby udać się do jego mieszkania. Musiała być naprawdę młodym elfem skoro znała więzy dzieci natury tylko z legend. No ale przecież miała prawo. Bynajmniej urodziła się w lepszych czasach, ominęła trochę nieszczęść. Ba, nawet sporo wiele, dużo. Jednak nie o tym mowa.
Gdyby sam Tsu wybierał chciałby urodzić się w średniowieczu. Piękny okres dla jego rasy. Ludzie się ich bali, za same podejrzenia o bycie jednym z nich palili na stosie. Sam strach miał dość kuszący zapach, działający na zmysły. Wzbudzał w wilkołakach coś w rodzaju euforii. Praktycznie drapieżnicy zawsze bawili się swoją ofiarą żeby jak najbardziej nacieszyć się tym zapachem. Czasy obecne. No cóż, ludzie nawet nie wiedzieli, że coś takiego jak wilkołak wciąż funkcjonuje w środowisku. Dla niego było to nawet czymś dobrym, w końcu mógł rozwijać swoją sekretną działalność.
W trakcie drogi jakoś oboje tak milczeli. Sam wilkołak obserwował teren wypatrując czegoś, co mogłoby stanowić zagrożenie dla nich. W końcu nie mógł sobie pozwolić na to, żeby doszło do przelewu krwi. Szedł dość pewnie, zupełnie jakby się niczego nie bał, no bo jakby nie patrzeć nie miał czego się bać. W tym świecie tak naprawdę nie było większej mocy niż on. Nie istniało większe zło. Był ucieleśnieniem tego, co najgorsze.
Stangrad. Niczym demon, szatan, diabeł przemierzał ulice. Ludzie patrzyli na niego jak na to co najgorsze. Wielu z nich starało się zniknąć z zasięgu wzroku Tsu. Ci, którzy tu mieszkali często byli nieco opętani. Już kilka lat temu w wielu rejonach tej dzielnicy rozeszła się wieść o demonie polujących na ludzi w nocy. Bestii, która zostawiała po sobie tylko zniszczenie, ulice zlane krwią. Dziwnym trafem zaczęto uosabiać z tą istotą większość dobrze zbudowanych mężczyzn, obcych, którzy poruszali się w tej dzielnicy po nocy.
- Stangrad. Tutejsi starsi kilka lat temu ubzdurali sobie, że ulica na której się znajdujemy jest opętana przez piekielnego czarta. Przez kilka miesięcy nikt nie wychodził po zmroku na nią. Teraz się to trochę polepszyło. Dawno nie było ofiar. Czasami warto poprawić sobie humor zaczepiając starca lub staruszkę mówiąc „Wróciłem. Zabiorę twoją duszę ze sobą. Twoje ciało tu zostanie, na całej ulicy”, uwierz mi że potrafią wtedy biegać szybciej niż maratończycy. - taka mała ciekawostka. W sumie byli na dość opustoszałej ulicy. Skręcili w prawo. No i nagle zupełna odmiana. Tutaj już było bardziej tłoczno. Ludzie zajęci swoim życiem nie zwracali na nich uwagi. W końcu każdy miał gorsze zmartwienia na głowie. Szli tak przed siebie i szli.
Byli na Mattel, w połowie drogi z sadzawki do mieszkania Tsu. Mężczyzna zatrzymał się przy sklepie. Wyjął z tylnej kieszeni pieniądze. Przeliczył je i wszedł do środka. Po chwili wyszedł z całą torbą zakupów. Wyglądała okazale. Zapasy na kilka dni? Nie do końca, miał zamiar to wszystko zjeść razem z nią na kolację i śniadanie. Nie pamiętał co znajduje się w lodówce. Podszedł do Luc i spojrzał się na nią dość podstępnie.
- Nie bolą cię nogi? - przeszła tyle kilometrów pieszo. On to on, mógł. Jego ciało przecież się regenerowało. W jej przypadku nie było tak kolorowo. Cóż nawet nie czekał na jej odpowiedź. Po prostu ją złapał, podrzucił, obrócił. Finalnie, streszczając wziął ją na barana. Nie byłoby zbyt wygodne trzymać i jej i zakupów dlatego położył je na swojej głowie. Miał nadzieję, że złapie je w swoje ręce aby nie spadły. No i ruszyli dalej. Jakoś nie ważyła zbyt wiele. - Wszystko fajnie. Dyktator pilnuje porządku. Wszystko na świecie toczy się swoim tempem. Tak naprawdę Sorciere jak i dyktator pilnują tylko swoich interesów. Efekt? Ludzie, którzy nie są dla nich dobrym materiałem, ci którzy nie potrafią walczyć o swoje lądują na ulicy. Staczają się. Trafiają do slumsów, walczą o przetrwanie. Jednak nie potrafią zapewnić sobie bytu. Kończy się to ich śmiercią. Tylko, że to nie jest tak hop. Większość ciał – te, które nadają się do eksperymentów trafia pod skalpel. - od tak taka mała ciekawostka. Jakoś tak lubił rozmawiać, jeśli nie miał ust zajętych jedzeniem. Coś tam do niej się odzywał przez resztę drogi.
No i w końcu dotarli. Piękny drapacz chmur w Teiz. Weszli do środka a tam pierwsze, co rzuciło im się w oczy – chińczyk z bananem na ryju. Recepcjonista poinformował Tsu, że zmienili mu zamki o stary był uszkodzony. Dali oczywiście nowe klucze właścicielowi apartamentu. Sam wilk pozwolił zejść Luc dopiero w windzie. Odebrał od niej swoją torbę z zakupami i obdarzył ją delikatnym uśmiechem.
Prawdopodobnie oboje byli zmęczeni. Po niej było widać, że marzy jej się ciepły prysznic i ciepłe łóżko. On miał podobne ambicje. Zapewne coś szybko ugotuje, umyje się i ubierze jakoś w coś normalnego. Winda jechała kilka chwil, w końcu mogli z niej wyjść. Stali przed drzwiami do apartamentu Tsu. Ten jednak nie włożył kluczyka, przekręcił zamek. Wyłamał go.
- Nie prosiłem o zmianę. Te drzwi mają być otwarte. - mruknął pod nosem. Weszli do środka a tam... olbrzymie coś śpiące na kanapie. Porozrzucane ubrania. Istny bałagan, sajgon, czy też inne określenie. No tak, męskie mieszkanie. Mężczyzna podszedł do aneksu kuchennego i postawił na blacie zakupy.
- Emm... umm... łazienka jest u góry. Skorzystaj z szafy, podłogi, garderoby, pewnie znajdziesz coś na siebie. Jakbyś się zgubiła to krzycz. Spróbuję cię znaleźć. - po tych słowach się uśmiechnął. "Emm... umm..." - ładne imię dla kobiety, prawda? Ciągle nie wiedział jak wołać na swoją 'siostrzyczkę'. Cóż, praktycznie korzystał z może 30% apartamentu. Reszty pomieszczeń nie odwiedzał, to były miejsca gościnne, nieodkryte.
Gdy dziewczyna zniknęła z widoku, znaczy się poszła do góry on rozpakował zakupy. Postawił trzy butelki rumu, dwie rumu czekoladowego na stole obok kanapy. Czekoladę wrzucił do lodówki. Warzywa pociął, wrzucił na wok. Rozsunął je na krawędzi naczynia. Skroił pierś kurczaka, doprawił i wrzucił do środka. Cóż, warzywa puszczały soki a kurczak smażył się w maśle. Czyli miał z 5 min. Wyjął z lodówki makaron i jajka. Zbił jajka, posypał solą i pieprzem. Następnie wrzucił makaron i wszystko wymieszał.
W piekarniku stała jeszcze wczorajsza pizza. W lodówce była jakaś sałatka. Trochę mięsa, jakaś pieczeń czy coś, wstawił to do mikrofali. Gdy wszystko było gotowe po prostu rozstawił to na stole. Był głodny jak wilk. Miał nadzieję, że samej elfce coś zasmakuje.
Włączył telewizor, jakieś wiadomości. Udał się do dolnej łazienki. Wykąpał się dość szybko. Ubrany w czarne spodnie od garnituru, białą koszulę wyszedł do pokoju. Od razu lepiej. Nie ma to jak szybkie odświeżenie. Tylko, że jego zapach. Nie podobał mu się, nie był naturalny. Sam Morph obudził się i zmalał do rozmiarów jamnika. Gdy Tsu siedział na łóżku zwierzę usiadło mu na kolanach. Jakoś tak nie był cierpliwy i dobrze wychowany. Zaczął sobie jeść zanim jeszcze dziewczyna do niego zeszła. Wilkołak i maniery? Nie w tym przypadku. Na domiar złego nie tylko jadł ale w tym samym momencie przeszukiwał książkę telefoniczną. Lucy w końcu powiedziała jak nazywał się ten wampir. Teraz znaleźć jego numer i go zmaltretować. Niech nauczy się pokory. Ops! Właśnie kawałek mięsa spadł na stronę książki robiąc na niej nieznośną plamę. Ehh...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucretia
Solistka operowa
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 37
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Tsu   Wto Sie 27, 2013 4:14 pm

Szła za nim ufnie, nieco bliżej gdy przechodzili przez obce dzielnice, bojąc się, że mimo wszystko może ją spotkać tu coś złego. Drgnęła gdy znaleźli się w Mattel. Przez cały czas słuchała go uważnie zastanawiając się skąd ma taką wiedzę o całym mieście - oczywiście, nie był kimś kto żyje tak jak ona, z pewnością buszował po najdzikszych skrawkach miasta, co wcale jej w niczym nie pomagało. Z lubością chłonęła każde słowo, pokazywał jej to wszystko od drugiej strony i nawet jeśli nie było w tym zbyt dużo prawdy, lub wręcz przeciwnie, nawet jeśli ta opowieść o opętaniu przez czarta czy inne historie były prawdziwe, trafiały prosto do jej serca, budując magiczny świat wokół jej osoby, pełen zabobonów, przesądów i wymyślnych wierzeń.
Poczekała grzecznie na Tsukiego, niczym pies nie ruszając się z miejsca nawet odrobinkę. Rozglądała się za to uważnie niepokojąc się tym miejscem... Gdzieś tu mógł czaić się wampir, chyba by umarła gdyby go teraz spotkała, zdecydowanie oddałaby swoją duszę, a życie uleciałoby z niej jak z kukiełki. Uspokoiła się gdy zobaczyła mężczyznę z wielkimi zakupami, nie była pewna co może być w środku, ale z drugiej strony nie miała zamiaru tego dociekać, ostatecznie to jego pieniądze, jego mieszkanie i jeśli się nie pomyliła (a spodziewała się, że niesie tam samo jedzenie) jego żołądek. Pokręciła głową niepewnie, aby dać znać że wszystko jej z nogami jest w porządku i mimo że bolą jak diabli, jest w stanie dalej iść.
-A - pisnęła cichutko gdy zakręciła nią jak laleczką! Co za niespodziewany akt! Co za siła, żeby nią tak obracać bez wytchnienia! Złapała się go mocno, dużo pewniej czując się jednak na ziemi. - Nie trzeba było! - Złapała jednak posłusznie zakupy starając się sprawić mu jak najmniej kłopotów. Na chwilę jej policzki pokryły się czerwonym rumieńcem, zwłaszcza gdy uzmysłowiła sobie, że muszą być niecodziennym widokiem. Zaraz jednak pochłonęło ją trzymanie siatek, tak żeby nie przeszkadzały jej wybawicielowi, oraz żeby nie wypadły jej z rąk, a to nie było takie łatwe w tej pozycji. Stopy najpierw zapłonęły żywym ogniem, który jednak po chwili zniknął przegoniony lekkimi, chłodnymi ruchami powietrza. Wciąż wsłuchiwała się w ton jego głosu. Zastanawiała się czy wszyscy posiadają taką wiedzę? Z nią nikt nigdy nie chciał dyskutować o Dyktatorze, ale z drugiej strony sama też nigdy nie pchała się w temat. Nie do końca rozumiała prawa rządzące wyspą, zwłaszcza gdy wszystko nieco odchodziło od idealnej wizji podawanej im przez media. Było dużo dziur i mankamentów, z drugiej jednak strony w tej kwestii każdy mówił coś innego, a ona sama nie miała na tyle rozeznania. Znała tylko Teiz, sporadycznie Mettel, a to i tak jedynie z tych eleganckich miejsc. Niezły rozbrat, albo lasy, albo bogate dzielnice. Pokiwała w zamyśleniu głową. Zaraz jednak uśmiechnęła się delikatnie widząc, że wkraczają na znane jej tereny. Owszem tutaj też potrafiła się zgubić, ale były to dużo bardziej sporadyczne sytuacje. Miała mnóstwo pytań, ale postanowiła je zadać dopiero gdy będą na miejscu, ucieszyło ją, że Tsuki wydawał się lubić rozmawiać. To dobrze, nie powinien mieć jej dość, gdy zacznie się rozgadywać.
Skrzywiła się gdy jej stopy ponownie dotknęły ziemi. Popadła w chwilowy stupor widząc to niespotykane stworzenie na kanapie i już miała pytać czym tak właściwie ono jest, gdy usłyszała polecenia wilkołaka. Uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.
-Mam na imię Lucrecia - skłoniła się w geście przywitania i czmychnęła we wskazaną przez niego stronę. Nie czuła się zbyt pewnie, chociaż zmęczenie już tak bardzo jej nie dokuczało. Wybrała sobie ubrania, które wydawały się względnie pasować, a jednocześnie nie wyglądałyby na specjalnie drogie czy takie, które mogłyby być ulubionymi gospodarza. Czuła się z tym trochę niezręcznie, ale wszystko minęło jak ręką odjąć gdy znalazła się w łazience. Napuściła morze ciepłej wody, rozczesała włosy wyjmując z nich pojedyncze gałązki i liście. Zanurzyła zmęczone ciało i oparła się plecami o brzeg wanny. Stopy przez chwile piekły, zimna skóra również nie zareagowała najlepiej na kontakt z ciepłem, natomiast sama Lucrecia czuła się wyśmienicie. Sięgnęła po mydło i zaczęła szorować zmywając cały bród, stopy, nogi, dłonie, plecy, piersi, ręce... Jak przyjemnie, co prawda woda zrobiła się bura, a dziewczyna odkryła o wiele więcej zadrapań niż przypuszczała - zwłaszcza na stopach, musiała musnąć nogą o szkło leżące na ulicach. Równie dokładnie wmasowała szampon w skórę głowy, dbając aby każdy kosmyk dostał swoją porcję piany. Spuściła wodę i ciepłym strumieniem spłukała z siebie pianę. Cóż za rozkosz, ile przyjemności. Jeśli postoi tu jeszcze chwilę... Z pewnością zaśnie, już zamarudziła tutaj tyle czasu, a niegrzecznie zostawiać Tsukiego tak samego. Z bólem serca stanęła na podłodze wyciskając włosy i otulając je ciepłym ręcznikiem. W domu zapewne by nawet nie kłopotała się ubieraniem, jednakże tutaj nie wypadało. Przywdziała na siebie luźną koszulkę, trzeba było przyznać, że na długość byłą całkiem niezła, gorzej z ramionami. Następnie spodnie, musiała je mocno ściągnąć paskiem, aby nie spadły jej na dół, wąskie biodra był w tym wypadku istotnym mankamentem. Ponieważ nie chciała grzebać gospodarzowi w bieliźnie stała tam boso otulając włosy ręcznikiem, zostawiła je wilgotne, jak zwykle, ale zadbała aby nic nie kapało. Cichym krokiem odnalazła wilkołaka, cóż nie prezentowała się najlepiej, właściwie wydawało jej się że wygląda bardziej jak nieletni chłopiec o wyjątkowo kobiecej urodzie, cóż za kontrast w stosunku do Tsukiego.
-Ładnie pachnie - odparła usadowiwszy się gdzieś niedaleko. - Dziękuję za pomoc, jeszcze raz.
Przyglądała się przez chwilę temu dziwacznemu stworzeniu... Czy ono nie było większe? Z drugiej strony miało w sobie coś tak rozkosznego, że nie mogła się powstrzymać od uśmiechu. Nigdy czegoś takiego nie spotkała, z drugiej strony nigdy wcześniej nie spotkała także wilkołaka! Nie czułą się głodna, ale podejrzewała, że jeśli zaraz czegoś nie zje istnieje możliwość gwałtownego omdlenia, a po całym dniu przygód, to nie byłoby dobre zakończenie. Sięgnęła powoli po sałatkę, sprawdzając czy aby przypadkiem, nie jest to wbrew wilkołakowi, nie chciałby nadużyć jego gościnności, ale z drugiej strony równie irytująca mogłaby być ta jej niepewność.
-Czym jest... -wskazał spojrzeniem na urocze zwierzątko. - I właściwie kim ty jesteś, bardzo dużo wiesz o wszystkim co się dzieje w mieście, przynajmniej tak mi się wydaje. Kiedy o tym opowiadasz, wydaje się, jakbyś wszędzie tam był.
Nawet nie pomyślała aby wracać do tematu wampira, bardzo nie chciała wracać do tego tematu, wmawiając sobie, że jeśli zignoruje jego słowa i tę sytuację wszystko będzie jak dawniej. To zwyczajnie się więcej niestanie, a... Nie, to chyba jednak niemożliwe.
Zmarkotniała nieznacznie przejeżdżając palcami po ugryzieniu. Nabiła na widelec połówkę pomidorka i wpakowała ją do buzi, do diabła, a jednak była okrutnie głodna!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Tsu   Wto Sie 27, 2013 8:02 pm

Zanim kobieta zeszła udało mu się odszukać potrzebny mu numer. Wziął w rękę telefon i wbił go w pamięć. Zapisał sobie numer Vladimira pod nazwą „Mizerna Pijawka”. Ah te smartfony. Bynajmniej obsługiwały długie nazwy. Teraz tylko wyczekać na odpowiedni moment. Hm... żeby skusić wampira. Powinien napisać sms czy pozwolić Luc aby sprowokowała go dwuznacznym nagraniem na skrzynce pocztowej? Ta druga opcja powinna być skuteczniejsza.
Lucretia? Więc tak brzmiało jej imię. Powinien je znać, prawda? Jednak nie znał. Nigdy nie interesował się sztuką. Po prostu nigdy nie potrafił się odnaleźć w tak spokojnym klimacie. Kręciła go adrenalina, tylko ona potrafiła go zainteresować. Co było niezbyt korzystne, ciężko było ją obudzić w wilkołaku. Sprawiało to, że z tego powodu często ryzykował on swoim życiem.
No i wróciła do niego. Praktycznie gdy on kończył już jeść. W sumie zrobił sobie przerwę w konsumpcji, doszedł do wniosku, że byłoby niegrzeczne zjeść samemu. Gdy tak nasłuchiwał informacji dochodzących z telewizji powoli zaczął przysypiać. Dzisiejszy dzień dał mu popalić. Seks z wampirem, przemienienie Flo, metamorfoza jego ciała, ta bolesna regeneracja, przemienienie Monstera. W sumie, jakby nie patrzeć to miał pracowity dzień.
Przebudził się gdy usłyszał jak schodzi. Chwała wam wilcze zmysły! Przekręcił głowę a jego źrenice zatrzymały się na elfce. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Ledwie powstrzymał się aby nie wybuchnąć. Wyglądała śmiesznie. Na swój sposób uroczo ale śmiesznie. Co jak co, powinna zostać przy swojej garderobie. Jednak różnica kilku kilogramów robiła gigantyczną różnicę jeśli chodzi o ubrania.
Widząc jak ochoczo je sałatkę poczuł jak robi mu się ciepło na słońcu. Mało kto lubił jego kuchnię. Wszystko, dosłownie wszystko doprawiał zbyt mocno jak dla ludzi. Jednak zawsze gotował pod siebie. Wsypywał dużo przypraw, które jego kuczki smakowe zawsze wyłapywały. Jedzenie sprawiało mu przyjemność. Dostawał mdłości gdy miał jeść coś słabo przyprawionego. Cóż, nic na siłę, prawda?
- Jestem w szoku, zazwyczaj ludzie narzekają na to, że dodaję do wszystkiego za dużo przypraw. Musisz być albo naprawdę głodna albo nie chcesz zrobić mi przykrości, ewentualnie ci smakuje. Przyznam, że jestem zdziwiony. Częstuj się. - on sam zabrał się za odgrzewaną pieczeń. Odkroił dość spory kawałek. Nawet jeśli odgrzewana w mikrofali to i tak była genialna w smaku. Trzeba było przyznać, że akurat jego podróże po całym świecie owocowały w kuchni. Akurat wiedział, co i jak zrobić aby było okej.
Jej pytanie o biednego Morphika. Chyba nie chciała mu zrobić krzywdy? Przecież to takie rozkoszne, niewinne i skrzywdzone przez los stworzenie. Miał jej wszystko wytłumaczyć? No dobra, może spróbować. Urwał ze stołu kawałek winogrona i podsunął pod nos zwierzątka. Obudziło się one. Pochwyciło owoc i zeskoczyło z kanapy. Zmalało – mniej więcej do rozmiarów kota, aby bardziej się najeść. Dopiero gdy skończyło wróciło na kanapę przyjmując rozmiary dużego psa. Uwaliło się jak gdyby nic kładąc głowę na udo Tsu.
- To jest Morph. Prawda, że uroczy? Kiedyś podobno był wiewiórką, a może psem. Przeprowadzano na nim eksperymenty. Bolesne. W ich trakcie powstał... no powstał taki fajny Morph. Nie mogłem go zostawić, od razu go polubiłem. Pokazać ci coś? - nawet nie czekał na odpowiedź dziewczyny. Wziął pusty talerzyk i podsunął pod twarz stworka. On go polizał. Po odstawieniu go na stół sam wilkołak przeciął delikatnie swój palec. Na talerzyk spadły trzy krople krwi, dość ciemne. Minęła chwila, może dwie gdy krew zaczęła się przemieszczać. Zrobiła się rzadsza i zaczęła przybierać różne abstrakcyjne kształty.
- W sumie jest bardziej ozdoba niż zwierzę obronne. - dodał po chwili. Wtem do jego uszu dotarło pytanie. Trafne. Brawo Luc, zdobywasz 10 punktów. Kim on właściwie jest? Skąd on ma taką wiedzę? Cóż, na to pytanie było kilka odpowiedzi. Tych, które można było przyjąć z lekkim sercem i tych, które budziłyby strach i nieufność. Którą wersję powinien jej przedstawić? - Żyję nie od dzisiaj. Wbrew tego jak wyglądam żyję bardzo długo, wiele podróżowałem, jestem oczytany. Przebywam często wśród ludzi. Do moich uszu dociera to i owo. Znasz to powiedzenie: ptaszki mi coś wyćwierkały? - zaczął. W sumie mówił bardzo wymownie. Balansował idealnie pomiędzy kłamstwem a prawdą. Jego głos był nadzwyczaj spokojny. Puls nawet nie przyspieszył na sekundę. Spojrzał się na talerz, ten swój, z mięsem. Po czym ukroił i zjadł kolejny kawałek. - Gorsza wiadomość może być taka, że jestem ostatnim żyjącym naturalnym wilkołakiem. Obecnie na świecie jest nas troje. - dodał dość prędko. Przed kolejną wypowiedzią zrobił sobie kolejną przerwę polegającą na wchłonięciu reszty mięsa i wypiciu zwykłej wody. Co dalej? Co teraz jej powie? Coś, co będzie wygodne dla niego.
- Pamiętasz Luc jakie pytanie zadałem ci w lesie? Sądzę, że powinnaś przejrzeć moją biblioteczkę. - tak, niech szuka w książkach. Pewnie się zniechęci zanim odkryje kilka sekretów o jego rasie. Miał nadzieję, że taka odpowiedź ją zadowoli. Dzięki Bogu, że nie żyła z pięćdziesiąt lat. Wtedy by na pewno zauważyła, że zamiast pięknych zielonych źrenic wilkołak posiada czarne. Tak, tak, czarne źrenice nie zawsze towarzyszyły Tsu w ludzkiej formie. W momencie narodzin były one piękne, zielone. Wraz z wypalaniem się jego duszy, z każdym kolejnym zabitym wilkiem traciły one swój blask. Ten kolor miał podkreślać to, że w duszy wilkołaka panuje mrok. Że nie jest on zwyczajną istotą. Był czymś ponad to, posiadał ogromną moc. Był... śmiercią. Jednym z jej wcieleń.
Po chwili, gdy nałożył sobie na talerz resztę trzeba przyznać całkiem sporej pieczeni, ciekawe gdzie on to mieści? Mniejsza. Po prostu sięgnął po telefon i podał go do Luc. Oczywiście w jej stronę przesunął w międzyczasie jak najwięcej jedzenia. Niech je póki stoi. Żołądek wilkołaka był w końcu studnią bez dna.
- Zadzwoń do „Mizerna Pijawka”. To twój oprawca, nagraj mu dwuznaczną wiadomość. Chciałbym żeby tu przyszedł. Coś ci pokażę, wyjaśni to kilka niejasności, które zalęgły się pewnie w twojej głowie. - w sumie mądrze gadał. Jak na prawdziwego Alphe przystało. Zgrabnie posługiwał się słowami. Nie wypierał nacisku, nie kłamał, mówił dwuznacznie. Urodzony z niego gawędziarz. Pewnie dlatego był twarzą medialną. Potrafił gadać, gadać, zwodzić i w ogóle. Jednak chciał Lucy pomóc. Chciał, żeby poczuła się bezpiecznie. Po prostu toksyczna znajomość z Florence go osłabiła. Kto to widział, współczujący wilkołak? Miejmy nadzieję, że to nie będzie rokować na jego życiu ogólnym. Na domiar złego znowu na nią spojrzał i znowu obdarzył ją ciepłym, przyjacielskim uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament Tsu   

Powrót do góry Go down
 
Apartament Tsu
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Daingean :: Osiedle Teiz :: Dzielnica mieszkalna-
Skocz do: