IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Oaza

Go down 
AutorWiadomość
Florence
Skoczek | Właścicielka Valhalli | Psycholog szkolny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 445
Dołączył/a : 06/01/2013

PisanieTemat: Oaza   Czw Sty 17, 2013 11:40 am

Jest pustynia, musi być oaza! Przyjemne miejsce, zwierciadło wody jest czyste i dość głębokie, otoczone roślinnością typową dla takich miejsc, czyli palami daktylowymi oraz tamaryszkami. Między drzewami można znaleźć kilka rozwieszonych dawno temu przez ludzi hamaków. W bardziej roślinnej części oazy ktoś przymocował do drzew kilka desek, tworząc prowizoryczny szałas. Więc zawsze można tu odpocząć...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://daingean.forumpolish.com
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Pon Wrz 09, 2013 8:51 am

Musiała wyjść na świeże powietrze. Ledwie Lea wyszła z siedziby, a uderzył w nią chłód. Robiło się już późno, nic więc dziwnego, że i ciepło gdzieś zniknęło, zresztą, pogoda teraz w ogóle nie była zbyt dobra- a pustynia sztuczna, trudno więc było się spodziewać lejącego się z nieba żaru. Na początku syrenka posiedziała chwilę na piasku, coby nawdychać się świeżego powietrza, odsapnąć, przymknąć oczy. Kiedy już poczuła się nieco lepiej, podniosła się i powolnym krokiem ruszyła na coś w rodzaju spacerku. Oaza nie była daleko, nic dziwnego, że Marvel tam skierowała swoje kroki.
Dzisiejszy dzień ją dobijał. Z tego wszystkiego cholernie rozbolała ją głowa, była coraz bardziej rozdrażniona, a do tego "propozycja" Askariusa nie dawała jej spokoju. Mimo tego, że nie chciała myśleć o nim źle, nie mogła się oprzeć wrażeniu, że zadanie, które miała dostać, nie wiązało się z pracą naukowca. Już prędzej brzmiał jak alfons. Marvel w końcu była prostytutką z Zajączka, wiedziała jak brzmi alfons. Mimo to odpierała od siebie to wrażenie, bo to by oznaczało, że niesamowicie się pomyliła. Ktoś, kto chciał dla niej dobrze, kto traktował Fleauette jak rodzinę, nigdy w życiu nie patrzyłby na nią pod kątem prostytutki i nie wykorzystywał w tych celach. Przecież nie była nią z własnej woli. No, przynajmniej nie do końca- była to jedyna metoda, z jaką mogła się utrzymać, przez ten cholerny CAM. Tak czy siak. Nie podobało jej się to. Gdyby było to coś normalnego, Askarius by specjalnie nie ukrywał celu, dla którego gdzieś ją wysyłał. Powiedziałby coś o badaniach, chociażby zdawkowo, jeżeli nie chciał by wszyscy w sali wiedzieli. Ale on powiedział tylko, że "na pewno jej się to spodoba, nie uwłaczając jej osobie". I Lei nie dawało to spokoju. Dlatego musiała odpocząć. Dlatego poszła do oazy, gdzie mogła usiąść, wgapić się w taflę wody i o niczym już nie myśleć. Chociaż i tak musiała mieć się na baczności, nie wiadomo co przypełźnie z tej cholernej, sztucznej pustyni

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Pon Wrz 09, 2013 11:14 am

Wyjście z siedziby okazało się naprawdę dobrym pomysłem. Po ominięciu strażników i odejściu sporego kawałka, Gwyneth zatrzymała się w miejscu i zadarła głowę w niebo, zaciskając oczy. Zaraz potem z jej gardła wydobył się wrzask, dziecięcy, krótki okrzyk, dzięki któremu miała zamiar oczyścić duszę chociaż w minimalnym stopniu. Zazdrość wyżerała ją od środka, jak pasożyt żyła jej kosztem i napawała się słabnącą wiedźmą.
Westchnęła ciężko, opuszczając wzrok na buty i skupiając się na nich. Nie odczuwała na razie zimna, choć było tu znacznie chłodniej niż w kapliczce. Długie rękawy zapewniały jej minimum ochrony przed przeziębieniem, po powrocie miała jednakże zamiar wypić napar z ziół by upewnić się, że choróbsko jej nie złapie. Miała zbyt wiele obowiązków, by pozwolić sobie na spoczynek.
Po paru minutach, w czasie których nie wykonała żadnego gestu, ruszyła gwałtownie w stronę oazy - stamtąd wyczuwała zapach syreny. Zatrzymała się paręnaście kroków od niej, opadając na ziemię i zagrzebując dłonie w piasku.
- Jak się czuje? Lepiej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Pon Wrz 09, 2013 1:47 pm

Drgnęła kiedy usłyszała kroki. Ktoś za nią poszedł? Czarnowłosa, chcąc czy nie chcąc, obróciła się w stronę dźwięku. Pustynia to nie było miejsce, gdzie ludzie wybierali się na spacerki, należało więc zachować czujność. Zdziwiła się kiedy ujrzała Gwyneth. Wydawała się bardzo przywiązana do Askariusa i Lea nie spodziewała się, że skłonna była go opuścić choć na chwilę, zwłaszcza w celu podążenia za syreną, którą ledwie znała. Martwiła się, a może jej kazali? Mimo że zdecydowanie wiedźma była dziwna, przez tą krótką chwilę, Marvel zdołała zapałać sympatią do tej nieziutkiej dziewczyny, szybko więc wypchnęła z myśli tę drugą możliwość. Skupiła się na wewnętrznym roztapianiu się nad tym, jakie to urocze i cudowne ze strony tej dziewczynki. I na tym, że w sumie to warto by się nią choć trochę zaopiekować i przypilnować, by ta miała dobre postrzeganie świata - bo obserwowanie, jak twój autorytet wcina tygrysa żywcem, nie należało do zbyt dobrych wzorców. Biedna Lea, nieświadomie i naiwnie oceniła Gwyneth szybko - po zachowaniu, ogólnej aparycji, wzroście... skąd miała wiedzeić, że wiedźma miała tak naprawdę kilkanaście razy więcej lat niż Marvel?
Uśmiechnęła się do dziewczynki szeroko.
- Tak, już mi lepiej, ale chyba jeszcze muszę troszkę posiedzieć na świeżym powietrzu. To miłe, że się martwiłaś- stwierdziła, a potem zerknęła na wodę.
Właściwie, to kiedy ostatnio Lea się moczyła? Chyba dziś rano, jak brała prysznic. Być może osłabienie ją złapało nie tyle z powodu zmęczenia i niedoboru energii z pożywienia, co przesuszenia? Zazwyczaj nie musiała jakoś specjalnie o to dbać, ale zazwyczaj miała też mniej stresu.
- Hej, pokażę Ci coś - rzuciła do dziewczynki.
Zerknęła na chwilę w niebo, bo wydawało jej się, że zagrzmiało gdzieś w oddali. Było zachmurzone, ale w wiadomościach nie mówili nic o burzach. Pewnie jej się po prostu przesłyszało. Potem wsunęła rękę do chłodnej wody z oazy. I to wystarczyło żeby jej nogi zaczęły się zauważalnie zmieniać, zbijać w jedno załuskowione kłębowisko, który szybko zamienił się w ogon. Machnęła lekko płetwą i zanurzyła ją w wodzie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Pią Wrz 13, 2013 11:59 am

Tymczasem Gwyneth przesypywała między palcami piasek, ugniatała go i garbiła paznokciami, wbijając w syrenę spojrzenie zaciekawionych oczu. Opuszczenie Pana wywołało w jej głowie natłok myśli, głosy odezwały się z ulgą, przeciągnęły i zawyły, wietrząc zapach wolności. Mimo to czarownica wciąż je kontrolowała, czerpiąc siłę z niedawnej obecności dowódcy i zainteresowania, jakie jej okazał.
Choć w sumie wybrał inną do zadania. Swoją córkę.
Zwiesiła luźno głowę, wpatrując się w swoje kościste kolana z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Dobrze, że opuściła kaplicę, zazdrość kiełkowała zbyt szybko, by była w stanie ją zignorować. Zerknęła na Freddiego, postanawiając skupić myśli na innych temacie. Wszystko, byleby nie dopuścić do obłędu.
Został tam z córką.
Rodzinne spotkanie?
Urocze, niebywale urocze!
Zepchnęła głosy na sam skraj podświadomości, zerkając spod rzęs na Leanne. Nie była pewna jakimi uczuciami powinna darzyć dziewczynę, ciężko było jej pojąć własne zainteresowanie losami tej dziewczyny. Nie chciała, by coś jej się stało, zwłaszcza po tym jak okazała wiedźmie dobroć i sympatię.
Powiedziała, że jest spostrzegawcza. To komplement, coś miłego, chciała więcej.
Uśmiech Marvel niezmiernie dziewczynkę ucieszył. Przesunęła się w taki sposób, by klęczeć i podsunęła nieco bliżej, jak małe zwierzątko, które powoli obdarza zaufaniem, zmniejszając dzielącą ich odległość. Przekręciła głowę na bok, wyginając kąciki ust w górę, by w ten sposób odpowiedzieć na grymas tamtej.
- Martwiłam się o nią - przyznała natychmiast, smakując z pewną rozkoszą tych słów. Ach, martwiła się bardziej niż Asheritt, znacznie bardziej niż ten, który w przyszłości mógł objąć stanowisko Skorpiona. Białowłosy i towarzyski. Zachowała się milej niż on! - Posiedzę z nią, będzie raźniej.
Rzadko miała okazję przebywać z kimś poza Panem. Na ogół trzymała się go niczym cień, deptała mu cały dzień po piętach i nawet gdy ją odprawiał, krążyła w okolicy, by w każdej chwili się zjawić. Nawet teraz czuła się dużo spokojniej dzięki myśli, że przebywa w niedalekiej okolicy od siedziby. Czuła jego obecność w budynku, wiedziała, że tam był.
Głos Leanne ponownie wyrwał ją z rozmyślań i nachyliła się do przodu, otwierając szerzej oczy, by nic jej nie umknęło. Nie wiedziała wpierw o co może syrenie chodzić - miała nadzieję, że ta nie rozbudza jej ciekawości nadaremnie, bo Gwyneth gotowa byłaby się oburzyć. Nie zwracała specjalnej uwagi na pogodę. Nie straszny był jej deszcz, nie była z cukru, poza tym widziała stąd szałas - choć nie reagowała może aż tak dobrze na zimno. Ciaśniej zawinęła materiał sukienki wokół nóg, jednocześnie z zachwytem obserwując nogi Leanne, gdy ta zamoczyła dłoń w wodzie. Och, więc jej podejrzenia co do rasy nastolatki były słuszne! Przysunęła się jeszcze trochę bliżej, aż w końcu znajdowała się tuż nad wodą, wpatrując się w nią z dziecięcym entuzjazmem. Obserwowanie syreny w środowisku wodnym było doprawdy ciekawe! W dodatku jej ogon tak pięknie błyszczał, świecił i wyginał się pod naporem wody.
Czemu nie mamy ogona?
Chcemy ogon, chcemy ogon!
Nie! Sushi chcemy!
- Jakie to uczucie, nie mieć nóg? - spytała głośno, by Leanne ją usłyszała. Odchyliła się do tyłu, by przypadkiem nie wpaść do zbiornika. Nie umiała pływać, zanurzona w głębokiej wodzie spanikowałaby i zaczęła rzucać się na wszystkie strony, co zniszczyłoby jej wizerunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Pią Wrz 13, 2013 12:52 pm

Biedna Marvel nawet jeszcze nie zdawała sobie sprawy u jakiego małego potworka wzbudziła sympatię swoim zachowaniem. Komplementami, troską, uwagą - czymś co było dla Lei zupełnie naturalnym zachowaniem, właściwie wobec wszystkich, których stawiała choć ciut wyżej w swojej hierarchii "lubię to", aniżeli obcych. Dla syreny takie zachowanie było tak naturalne, jak fakt, że człowiek rodzi się nago- przynajmniej do tej pory naukowcy nie znaleźli sposobu na to, by było inaczej. Gdyby była nieco bardziej zaznajomiona z twarzami i rangami we Fleauette, może mogłaby się domyślić, że ma do czynienia z Zazdrością i wystarczy tutaj jeden malutki błąd, w tą, czy w tą stronę, by przygotować sobie całkiem spory problem. Jeżeli nie poświęcić jej uwagi, pewnie byłaby zła. Jeśli poświęcać jej owej za dużo, może to być problem, gdy dziewczynka się przywiąże. Lea jednak była nieświadoma. Mogła żyć w spokoju i bez zagwozdki, jak tu traktować Gwyneth tak, by naleźć złoty środek. Nie powiązała jej pojawienia się tutaj z faktem, że zadanie zostało wyznaczone Fleauette, a nie Gwyneth, ani z tym, że chwilę wcześniej to Asheritt wykazał się troską. Ani przez chwilę nie przeszło jej przez głowę, że dziewczynka mogłaby po prostu szukać uwagi. Pewnie dlatego Lei po prostu zrobiło się ciepło na sercu, kiedy Gwyneth, tym swoim specyficznym sposobem wysławiania się, oznajmiła, że się martwiła. Jak młodsza siostra! Choć równocześnie Marvel czuła się nieco... nieswobodnie. Nie była to wina Gwyneth, a raczej tego, że syrenka nigdy nie miała rodziny, nigdy nie miała kogoś, kto by się o nią troszczył, martwił cokolwiek. Teraz, postawiona w takiej sytuacji, musiała uruchomić trybiki w swojej głowie i kombinować -jak powinna się zachować, czy dziękowanie nie będzie zbyt sztuczne, czy może czasem nie zepsuje wszystkiego jakimś słowem? Tyle dylematów...
- Nie jest Ci zimno?- zapytała ostatecznie, kiedy wiedźma zaproponowała, że posiedzą tutaj razem.
Skąd Lea wiedziała, że ogon tak bardzo spodoba się Gwyneth? Właściwie to był jeden z bodźców, dla których w ogóle zdecydowała się zanurzyć, choć głównym powodem jednak była obawa o przesuszenie. Tym niemniej zafascynowane spojrzenie wiedźmy sprawiło, że Marvel aż musiała wyciągnąć rękę i poczochrać krótkie blond włosy na jej głowie.
- Hmm... - musiała zastanowić się zanim odpowiedziała na pytanie.
Nigdy właściwie nie zwracała na to uwagi. Ciągle w głowie przeklinała swój los, poniekąd nienawidziła tego, czym była, ale raczej nie z powodu samej rasy, co z powodu tego, jak stała się jej przedstawicielką. Tak naprawdę lubiła swój ogon. Potrafiła wgapiać się w niego godzinami w wannie, czasem wybierała się w podwodne wycieczki... Gdyby tylko był sposób by pozostać syreną, a równocześnie oderwać się od wspomnień i "nielegalnego" CAM, skorzystałaby z niego bez wahania.
- To zależy- stwierdziła w końcu - W wodzie jest świetnie. Ogon jest silny, wygodny... Na lądzie jest trochę tak, jakby ktoś Ci wsadził nogi do worka po ziemniakach i związał

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Pią Wrz 13, 2013 2:17 pm

Jej nieświadomość mogła, ale nie musiała mieć marnych skutków. Na ogół ludzie jej podobni, czyli tacy, którzy okazywali sporo ciepła jednostkom znanym dość krótko, byli dla Gwyneth prawdziwą zmorą. Zaprzyjaźniając się z takowymi, cierpiała męki, przyglądając się jak ci okazują sympatię innym, nieudolnie starała się zwrócić na siebie całą uwagę, aż w końcu wybuchała złością i krzywdziła tych z najbliższego otoczenia. Nie chciała być chorobliwie zazdrosna, nie miała jednak wpływu na swój własny charakter, uczucie to towarzyszyło jej nieodłącznie przez całe jej, cholernie długie, życie. Niemniej jak dotąd Leanne potrafiła zachować się odpowiednio. Uśmiechając się do wiedźmy, nie obdarzała wszystkich wokół tym samym grymasem, zdobywała zatem jej sympatię. Potrafiła też wyjść obronną ręką z rozmowy z Ascarim, co było niebywale trudne w towarzystwie Caven. Była absurdalnie wyczulona na każdy gest, grymas i kiwnięcie palca, kiedy tylko w grę wchodził jej Pan. Fakt, że syrena potraktowała dowódce dość obojętnie, został odebrany wyjątkowo pozytywnie przez czarownicę.
Nie chciała mieć kolejnej rywalki. Nie chciała snuć swoich chorych marzeń, jak miało to miejsce w przypadku Fleauette.
Wyobrażała sobie jak ta płonie, ginie, krzyczy, męczy się i cierpi. Wbijała jej gwoździe, zmuszała do izolacji i przyznania, że nie jest spokrewniona z Flockiem.
Na pytanie Leanne zamrugała, spoglądając w dół. Jej sukienka nie była wykonana z cienkiego materiału, temperatura jednak robiła swoje, wywołując na ciele blondynki gęsią skórkę. Wydęła lekko usta, jakby była zawstydzona własną słabością.
- Odrobinę. Wybaczy - mruknęła, przenosząc wzrok na Freddiego, choć nie ulegało wątpliwości, że kierowała swe słowa ku nastolatce. W jej mniemaniu popełniła karygodny błąd, przychodząc tu bez odpowiedniejszego okrycia - okazała się bowiem dość bezmyślną osobą i sprawiała problemy. Dlatego też ułożyła pluszaka obok siebie, zabierając się za szybkie rozgrzewanie ramion poprzez pocieranie ich dłońmi. Miała zamiar zrobić teraz wszystko, by się rozgrzać.
Za późno, jesteś głupia!
Mała Gwyncia nie ma płaszcza?
Oj, oj.
Kiedy poczochrano ją po włosach, jej buzię rozświetlił zupełnie beztroski, dziecięcy uśmiech. Gest ten tak bardzo skojarzył jej się z matką, że na moment szaleństwo przygasło, skuliło się i zajęczało w obawie przed dominującą naturą rodzicielki. Zaraz jednak oczy czarownicy znów zabłysły na swój nienormalny sposób, a ona sama prześwidrowała Leanne wzrokiem, oczekując jej odpowiedzi.
- Och - mruknęła, przypominając sobie jak sama niejednokrotnie w czasie konkursów miała nogi w worku po ziemniakach. Na dłuższą metę było to naprawdę niekomfortowe. - Niewygodne. Pewnie woli bywać w wodzie?
Ponownie zawisła niemalże nad taflą wody, wyciągając rękę by zanurzyć ją w cieczy. Wzdrygnęła się, gdy zimno rozeszło się z koniuszków palców po całym ciele, ale zamiast wyciągnąć dłoń, tylko pomachała nią pod wodą, tworząc mały wir.
- Da dotknąć?
Nie oświadczyła o co konkretnie jej chodzi, ale oczy skupione na ogonie syreny wydawały się być oczywistą odpowiedzią. Tak strasznie chciała poznać zobaczyć czy są szorstkie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Pią Wrz 13, 2013 7:12 pm

Cóż, Lea była miła, ale do większości się nie przywiązywała. Właściwie jej sympatyczna powierzchowność potrafiła być bardzo myląca, a dla tych, na których naprawdę mocno jej zależało, Marvel bywała wyjątkowo często szorstka i bardzo nieprzyjemna. Ze strachu przed przywiązaniem, przed tym, że oto stoi przed nią ktoś dla niej cenny, a ona biedna nie wie jak się zachować. Gwyneth jeszcze nie dała czarnowłosej powodu, by ta zachowała się jak typowa tsundere, robiąc wszystko, byle tylko pokazać, że jej nie zależy, że ją nie obchodzi i inne tym podobne, tym niemniej u syrenki bywało z tym ciężko. Teraz jeszcze było lepiej, ponieważ dziewczyny dopiero co się poznały i nie mogło być mowy o jakiejś więzi - a co najwyżej dopiero o kiełkującej sympatii. Marvel nie chciała tego psuć, ale miała bolesną świadomość, że koniec końców i tak nie będzie w stanie pokazać swoich prawdziwych uczuć, emocji, jeżeli Gwyneth naprawdę miałaby zostać taką jej młodszą siostrą. Myśleć sobie mogła, robiła i mówiła co innego. I było to silniejsze od niej.
- Nie wybaczę, bo nie mam czego. Przecież to nie Twoja wina
Lea zdjęła z ręki pozostałą rękawiczkę i na wespół z tą, którą zdjęła, gdy moczyła dłoń (czego autorka nie podkreśliła, bo totalnie o nich zapomniała), wysunęła w stronę dziewczynki.
- Przez dłonie ucieka dużo ciepła, może chociaż trochę się ogrzejesz
Cóż, Lei też było teraz nieco zimno, miała jednak tę przewagę, że w każdej chwili mogła chlupnąć do wody i pozwolić tej ustatkować temperaturę jej ciała, żegnając chłód. W ruchu zawsze było cieplej, woda dłużej trzymała ciepło, więc mimo że była zimna, z całą pewnością zaraz będzie cieplejsza niż powietrze. Chwilowo jednak machała tylko lekko ogonem, wzburzając nieco wodę w swoim najbliższym sąsiedztwie.
- Tak, kiedy mam ogon, to zdecydowanie wolę wodę. Ale koniec końców, wystarczy się wysuszyć
Swoją drogą. Ciekawe jak Lea zrobi to teraz. Nie miała przecież ręcznika! Na początku obdarzyła Gwyneth zdziwionym spojrzeniem, kiedy ta zapytała o dotknięcie. Dopiero po chwili trybiki w jej mózgu zatrybiły i dziewczyna skojarzyła pytanie z rozmową.
- Och, pewnie. To w sumie nie taka częsta okazja, móc dotknąć ryby, która nie ucieka - zaśmiała się krótko.
Podobało jej się zaciekawienie w oczach Gwyneth. Teraz wyglądała jak normalna dziewczynka, nie tak jak wtedy, kiedy Marvel weszła, a ona napawała się widokiem krwi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Sob Wrz 14, 2013 4:12 pm

Gwyneth wręcz przeciwnie, im bardziej się przywiązywała, tym milsza dla tej osoby była. Jej lojalność potrafiła być momentami niemalże przytłaczająca, niemniej należała do osób gotowych zapamiętale bronić bliskich. Mogła całe lata nękać istotę, która skrzywdziła kogoś ważnego dla wiedźmy. Starała się być pomocna, zawsze zjawiała się gdy jej potrzebowano i nie prosiła w zamian o zbyt wiele - nie przyjmowała prezentów, odmawiała grzecznie gdy ofiarowano jej coś nazbyt kosztownego. Była jednak druga strona medalu. Im więcej myśli czarownicy krążyło wokół konkretnej jednostki, tym mocniej zacieśniało się w jej sercu uczucie zazdrości o coraz bardziej absurdalne rzeczy. Złowrogim okiem spoglądała na stawianie kogoś wyżej w hierarchii znajomych, fukała na widok flirtów i nie potrafiła powstrzymać się przed dziwnych zachowaniem, kiedy zostawała zepchnięta na dalszy plan. Nawet jeśli tylko na parę minut.
Na pierwszy człon jej wypowiedzi drgnęła, przekonana o rychłej karze, ale szybko uspokoiła się, analizując słowa Leanne. To nie była jej wina.
- Jest miła - stwierdziła, przyjmując od niej rękawiczki. Nie dostawała ich na zawsze, więc mogła je wziąć. Wsunęła w nie dłonie, przez chwilę się im przyglądając, po czym przeniosła wzrok na syrenę.
- Jestem wdzięczna. Jej zimno nie będzie?
Nie mogła zapominać, że okazywała teraz swoją troskę. Była czujna i gotowa w każdej chwili dać swym zachowaniem do zrozumienia, że dobro Marvel jest dla niej niezwykle istotne i przywiązuje do niego większą wagę niż Asheritt. Nie przychodziło jej to w sumie tak ciężko, naprawdę była zainteresowana słowami półryby, w dodatku jak dotąd całkiem przyjemnie przebywało się w jej towarzystwie.
Najpewniej nie miało tak być wiecznie, wypadało więc wykorzystać moment spokoju.
- Jak długo się suszy? I czym to robi? Suszarką? - spytała entuzjastycznie, z błyszczącymi z zaciekawienia oczami. Nie spotykała tak dużo syren, nigdy nie służyła przedstawicielowi tej rasy głównie przez swój strach do wody. Nie umiała pływać - nie robiła jednak nic, by się tego nauczyć, bo bała się, że chwila w wodzie zakończy się zatonięciem.
- Ma ładniejsze łuski niż byle ryba - powiadomiła ją, przekręcając główkę na bok i układając Freddiego na kolanach. Wolała mieć wolne obie ręce, jeśli miała mieć okazję dotknięcia ogona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Sob Wrz 14, 2013 5:41 pm

Lei łatwo było być miłą, kiedy jej nie zależało. Kiedy zależało, włączał jej się, jak na złość, system obronny. Marvel bała się wierzyć, ufać, pokładać w kimś nadzieję. Całe życie musiała radzić sobie bez tego, walczyć ze wszystkimi, nic więc dziwnego, że kiedy wkraczała do akcji jakakolwiek sympatia, syrence załączała się dziwna blokada, która kazała być uszczypliwą, a powściągać się w zakresie komplementów. Była energiczna, sympatyczna, wesoła, więc i tak potrafiła przyciągnąć do siebie małe tłumy, jednak kiedy tylko ktoś próbował zbliżyć się do niej bardziej, poza zwykłą znajomość polegającą na wyskoczeniu na ciasteczka... kiedy próbowali wkroczyć w więzi polegające na wzajemnym zaufaniu, pożyczaniu butów, powierzaniu tajemnic, wyciąganiu zwierzeń, czarnowłosa automatycznie się wycofywała, broniła się przed tym rękami i nogami, mimo że tak naprawdę nie chciała tego robić. Takie zachowanie było silniejsze od samej Marvel, podobnie jak zazdrość była silniejsza od Gwyneth. Pod tym względem były więc do siebie podobne, choć nieco na innych polach.
- Jak tu nie być miłą, dla tak czarującej dziewczynki, jak Ty... i nie przejmuj się, zawsze mogę się schować w wodzie
Teraz już zdecydowanie zaczęło się robić ciemno. Kiedy Lea spojrzała na niebo, dostrzegła, że powoli, acz sukcesywnie jest zasłaniane przez deszczowe chmury. Nie zapowiadało się zbyt szczęśliwie. Jeśli teraz zacznie padać, Marvelównie będzie najlepiej przeczekać w wodzie, bo w ten sposób to nigdy nie wyschnie. Też sobie wybrała moment na mdlenie.
- Dobre ręczniki całkiem dobrze zbierają wodę, a łuski nie są jakieś trudne w suszeniu. Ale suszarka też się czasem przydaje
Och, więc miała lepsze łuski niż ryba! Miło to słyszeć, choć Marvel i tak już kilka razy zdążyła zostać uświadomiona, że niektórzy to najchętniej przerobiliby ją na sushi. Nie wiedzieć czemu, Lea zaczęła się zastanawiać, czy syrena, która umrze, na przykład w wodzie, pozostaje w swej półrybiej postaci, czy może wraca do normalności...
Brrr... wolałaby się chyba nie przekonywać!
- Kolorowe, to prawda. Ale w dotyku chyba niezbyt się różnią - stwierdziła
No, może były mniej śliskie, bo w końcu Lea nie była cała mokra i tylko część ogona miała zanurzoną w wodzie. Ale w fakturze były takie same, sprawdzała! Była wtedy trochę pijana i ktoś zaczął zastanawiać się czy rybie łuski różnią się czymś od syrenich. Wtedy niesamowicie ją to zaciekawiło. Aż do tego stopnia, że po prostu musiała dorwać jakąś rybę i to zbadać. W końcu, ostatecznie, syrena też miała duszę naukowca, mimo że to właśnie ta grupa społeczna poczyniła największe krzywdy w jej życiu i ciele.
Oho? Czy to kropla deszczu właśnie spadła na jej rękę? Wyraźnie zbierało się na deszcz, co już nie było w sumie zbyt wielkim zaskoczeniem dla Marvel. Cóż, trudno, jakoś to przeżyje.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Sob Wrz 14, 2013 7:37 pm

Czarującej. Policzki Gwyneth pokryły się rumieńcem, ale nie spuściła głowy, nie do końca pojmując dlaczego jest taka zawstydzona. W zasadzie nielicznie określali ją mianem uroczej bądź rozkosznej. Na pierwszy rzut oka może i sprawiała wrażenie małego dziecka, dzięki czemu ludzie okazywali jej cieplejsze uczucia, ale po bliższym poznaniu dostrzegali głębie jej obłędu i rezygnowali z tego rodzaju określeń. Leanne nie powinna jej tak nazywać. Przecież widziała ją gdy Ascari pożywiał się tygrysem, z całą pewnością dostrzegła w jej oczach szaleństwo, którego się powszechnie lękano.
Mimo to nazwała ją czarującą.
- Czarującej czarownicy - mruknęła, uśmiechając się kącikiem ust i skupiając całą uwagę na Freddiem. Umieściła ręce odziane w za duże rękawiczki pod jego łapkami i uniosła do góry, kierując nim i przeskakując przeszkodę, w postaci jej kolan. - W razie czego mówi, coś wymyślę.
W zasadzie nie zwracała uwagi na pogodę. Nie bała się burzy, ba - uwielbiała obserwować przecinające niebo błyskawice, czuła przyjemne mrowienie gdy niedaleko rozlegał się grzmot i wsłuchiwała się w muzykę tworzoną przez deszcz. Gdyby uniosła głowę, jej buzię rozświetliłby uśmiech oczekiwania.
Pada deszcz, pada deszcz...
...w oddali wciąż grzmi.
Ta piosenka nie ma sensu...
... więc śpiewamy ją Ci!
Potrząsnęła głową, by podnieść dłoń i poklepać się nią po uchu, jakby miała nadzieję, że głosy wypadną drugim. Nic takiego jednak się nie zdarzyło, więc powierciła się w miejscu, zdezorientowana. Na słowa Leanne pokiwała twierdząco głową, choć ciężko było stwierdzić czy jest na tyle przytomna, że je zrozumiała. W rzeczywistości głos syreny na moment zlał się z wrzaskiem jej głosów, także nie była w stanie poznać ich treści - zniknęły w hałasie, stały się jego wielką częścią, która rozsadzała jej głowę od środka. Skupiła się na twarzy nastolatki, starając się nie dopuścić do siebie ich rżenia i chichotu.
Były takie zadowolone, że zbiły ją z tropu.
- I tak chcę dotknąć - stwierdziła uparcie, wyciągając się, do przodu, by musnąć łuski opuszkami palców. Przejechała po nich ostrożnie, by odsunąć się na powrót do tyłu i z wyrazem błogiego zachwytu przyjrzeć się własnej dłoni. - Jak rybie, miała rację.
Nie miało to jednak żadnego znaczenia, bowiem różniły się w wyglądzie! A tylko o to Gwyneth chodziło, więc przyjrzała im się jeszcze uważnie. Tak błyszczały. Nadawałyby się na biżuterię.
Tknęło ją.
Zamrugała i podniosła się szybko z ziemi, by następnie rozejrzeć w popłochu i pognać w stronę w stronę drzew. Kucnęła przy nich i zaczęła szukać, ale jej cel znajdował się nie na dole - kwiaty umieszczone były na jednym z drzew. Ponieważ stanięcie na palcach nie przyniosło efektu, czarownica skrzyżowała ręce na piersiach, wysyłając swoje niewidzialne dłonie. Dwie najdłuższe sięgnęły płatków i delikatnie zerwały kwiaty. Wiedźma podeszła z powrotem do wody, spoglądając na biednego, porzuconego Freddiego.
Chuchnęła w jego stronę, wypuszczając z ust niewielką mgiełkę, która prześlizgnęła się po wietrze i wdarła gwałtem w ciało maskotki. Freddy poderwał się na równe nogi i podskoczył wesoło.
W tym czasie jedna z niewidzialnych dłoni wsunęła Leanne kwiat we włosy. Trzy inne porozrywały resztę płatków i podrzuciły do góry, a Caven uniosła dłonie, skupiając się na swoim żywiole. Wkrótce kolorowe kwiaty tańczyły wokół postaci syreny, opadając delikatnie na taflę wody i unosząc się z powrotem. Zasapana blondynka odsunęła się zaś spory kawałek i przysiadła - jej śladem powędrował też Freddy - przyglądając się swemu dziełu. Pokazówka jej mocy miała na celu wyłącznie stworzenie klimatu.
- Bajkowo - orzekła, uśmiechając się rozkosznie i skupiła wzrok na obrazie, starając się go zamknąć w pamięci. Wirujące płatki, ładna syrenka, śliczny krajobraz... było niemalże jak w telewizji!
Tylko ten deszcz wszystko rujnował!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 27
Dołączył/a : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Sob Wrz 14, 2013 8:23 pm

Pogoda wyjątkowo dzisiaj nie dopisywała. Mogło się wydawać, że czarne chmury nie mają końca, bowiem gdzie okiem nie sięgnąć, zakrywały one niebo, tworząc mroczny klimat. Deszcz cały czas nabierał na sile, przechodząc z lekkich opadów, przez normalny deszcz, aż do siarczystej ulewy. Wielkie krople wody z coraz większą siłą i szybkością poczęły atakować dwie dziewczyny, jakby były one ich wrogami. Świat zaczynał ogarniać powolny chaos. Wiatr podobnie jak wcześniej wspomniany deszcz coraz bardziej nabierał na sile, aż w końcu atakował z taką mocą na biedne drzewa, iż te ledwo utrzymywały się na swoim miejscu. Również Gwyneth i Lea odczuły tego skutki, bowiem ich włosy bez ładu latały we wszystkie strony, a kiedy zawiało im w twarz, mogły mieć znaczne problemy z oddychaniem. To był dopiero początek koszmaru. Pogoda z każdym momentem psuła się coraz bardziej. Wiatr co chwilę zmieniał kierunki, przez co również deszcz zacinał w różne strony, atakując skórę kobiet niczym małe szpilki bezustannie napierające na ich jestestwo. Trudno stwierdzić jak to się stało, że dziewczyny jeszcze nie odleciały po jakimś silniejszym podmuchu. Jakby tego było mało, nad sobą obydwie panny mogły usłyszeć coraz głośniejsze wyładowania elektryczne. Nagle oślepiło je światło. To piorun uderzył w odległości zaledwie kilkudziesięciu metrów od nich. Ogłuszający huk, jak nastał, sprawił, iż bębenki obu obserwatorek zostały zatkane i raczej szybko nie będą one w stanie słyszeć w sposób normalny. Celem było jedno z drzew, które zostało roztrzaskane na pół i upadło na ziemię, czyniąc kolejny rumor, zagłuszony przez wycie wiatru oraz huk grzmotu. Bogowie się mszczą. Totalne wariactwo opanowało okolicę, żadna z dziewczyn nie mogła do końca określić co się z nią aktualnie dzieje. Jeden z silniejszych podmuchów pchnął Leę wprost do wody, Gwyneth natomiast była turbowana na trawniku nieopodal. Brakowało tylko tornada, to jednak nie chciało się pojawić. Zamiast tego pioruny postanowiły zaprezentować im swoje zabójcze piękno. Kolejny nie był już jednak zbyt łaskaw. Zagrzmiało, zadudniło i z nieba polała się fala elektrycznych rozładowań, która celowała prosto w zbiornik wody, w którym znajdowała się Lea. Wydawało się, iż błyskawica dokładnie wie, gdzie ma trafić, bowiem z celnością godną wyższej sprawy zakończyła swoją wędrówkę dokładnie na ciele Lei, która została wyrzucona na brzeg. Głośny huk rozniósł się wokół, tak jakby właśnie dynamit zakończył swój wybuch. Syrena nie miała prawa tego przeżyć i ta sztuka jej się nie udała. Pozostało już tylko tlące się truchło. Również Gwyneth nie została oszczędzona. Pomijając słuch, który prawdopodobnie nigdy nie będzie już do końca sprawny, została ona odrzucona i poparzona. Nie były to znaczne rany, jednak włosy oraz sukienka były niezbyt przyjemnie przypalone w niektórych miejscach. Również skóra na brzuchu i klatce piersiowej zadawała nieprzyjemnie pieczenie. Pomijając oczywiście liczne siniaki i stłuczenia wywołane przez upadki po wietrze. I nagle wszystko ucichło. Deszcz zelżał do drobnych kropelek i nagle zniknął. Wiatr delikatnie łaskotał trawy i drzewa, na które wcześniej tak brutalnie napierał. Czarne chmury poczęły się rozchodzić, aby odrobinę rozjaśnić krajobraz. Wszystko się uspokoiło, tak jakby piekło, które wcześniej przeżyły obydwie dziewczyny nigdy nie miało miejsca. Tylko nieprzyjemny smród spalonego ciała roznoszący się po okolicy mógł świadczyć i przypominać o tym, co też tu przed chwilą zaszło. Pogoda potrafi mieć prawdziwie szalone kaprysy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Nie Wrz 15, 2013 11:50 am

Szaleństwo. Miała wrażenie, że jej głowa otworzyła się, a efektem tego był obłęd, istne piekło, jakie rozpętało się wokół. Z początku znosiła dzielnie deszcz, przymrużając tylko nieco oczy, kiedy krople zaczęły uderzać w jej twarz. Wkrótce jednak musiała przygarbić się i ukryć za dłońmi, bowiem ulewa stała się uciążliwa. Zimno przenikało przez jej drobne ciało wraz z kropelkami wody, które wsiąkały w czarny materiał sukienki. Zadrżała, rzucając zaskoczone spojrzenie ku Leanne i szybko uchwyciła Freddiego w ręce, przytulając go do siebie mocno. Wiatr skowyczał w jej uszach i rozwiewał włosy na boki - zacisnęła usta i uniosła wyprostowaną dłoń, a jej prawe oko, które już ukazało fioletową tęczówkę w efekcie ostatniego używania mocy, zabłysło i pociemniało gwałtownie. Spomiędzy warg czarownicy wydarło się wzburzone sapnięcie, gdy usiłowała ukoić wiatr na tyle, by nie zrobił jej i syrenie krzywdy. Był tak skupiona na kontrolowaniu kierunku powietrza, że niemalże zapomniała o deszczu. Zresztą i tak była już przemoczona, włosy oklapły jej pod naporem wody, a poszczególne kosmyki przykleiły się do buzi, niezmiernie ją tym irytując.

Trzeba je podciąć, głupia.
Żyły też mogłabyś podciąć.
Wszystko podetnij!
Przez chwilę pokręciła nosem, niuchając, po czym podniosła wzrok na niebo. Niewidzialne dłonie zakryły jej szczelnie uszy dosłownie na moment przed tym, jak huknęło w ziemię i ją oślepiło. Zacisnęła powieki, a jej dłonie zadrżały pod wpływem nagłej fali zdezorientowania, jaka ją zalazła. Wiatr wydarł się spod jej władzy i uderzył w nią, spychając aż na trawnik, po którym poturlała się jak mała piłeczka. Była tak skołowana, że kolejny wyładunek zaskoczył ją i przeraził do tego stopnia, że padła płasko na ziemię i zwinęła się w kulkę, mocno dociskając do siebie Freddiego. Niewidzialne ręce okryły ją z wszystkich stron, starając się złagodzić zarówno uderzenia bezlitosnego wiatru jak i drżenie wywołane kolejnymi hukami. Nie do końca poszło po ich myśli, bo piorun odrzucił ją jeszcze na parę metrów.
A potem zaczęło cichnąć.
Uniosła się, chwiejąc, by znów zaryć brodą o piasek. Ponowiła próbę podniesienie się do pionu i rozejrzała podejrzliwie, nieufnie, jakby spodziewała się kolejnej błyskawicy. Na próżno, burza minęła. Wpierw stwierdziła, że ma totalnie zatkane uszy i potrząsnęła głową z nadzieją, że to coś da. Wciąż słyszała jednak przytłumione dźwięki, postanowiła więc skorzystać ze swoich ziół, gdy tylko wróci do pokoju.
Dopiero po sekundzie jej nos wypełnił swąd spalenizny. Kiedy jeden z dwóch najlepszych zmysłów został w pewnym sensie zniszczony, węch skupił całą władzę. Dlatego też Gwyneth, nie odwracając się nawet, natychmiast pojęła co się stało. Zerknęła sobie przez ramię, spoglądając na truchło, leżące na brzegu.
Martwa.
Leanne Marvel była martwa. Spalona żywcem.
Nie tylko ona była jednak przypieczona, Gwyneth czuła pieczenie na twarzy i jeden rzut oka na kosmyki włosów wystarczył, by wiedziała, że są osmalone. Zmoczyła dwa palce śliną i ugasiła płomyczek, następnie bez słowa zajęła się oglądaniem swoich ran. Podniosła się i zrzuciła z siebie sukienkę, zostając w samej bieliźnie. Z trudem przemaszerowała w stronę połamanych drzew i rozwiesiła na nich kieckę, pozwalając jej wyschnąć przy podmuchach, które wiedźma wywołała.
Jej głowa była pusta. Działała automatycznie, bez myślenia, kierowana przyzwyczajeniami. Jej usta rozciągały się w zupełnie niepasującym do sytuacji uśmiechu, nuciła też pod nosem skoczną melodyjkę, kiedy badała każdy skrawek swojego ciała. Miała trochę poparzeń, ale dobre lekarstwa powinny przywrócić ją szybko na nogi. Musnęła palcem powiekę, po czym skierowała się do wody i ukucnęła nad sadzawką, niedaleko spalonego ciała, przyglądając się swemu odbiciu.
Och, nie prezentowała się jak Członek Rady Grzechów. W dodatku jej oko było już niemalże czarne, musiała się uspokoić.
Nie bacząc na własne zachowanie, ugryzła się w rękę, wbijając kiełki aż do krwi. Dopiero wtedy, czując na języku posmak krwi, zdecydowała się zerknąć na Leanne.
- Żyje? - wybełkotała mało zrozumiale, podsuwając się bliżej i tykając ją niewidzialną dłonią. Ciało przeturlało się na bok i Gwyneth wciągnęła powietrze. Spalenizna. Ryba z rusztu. Sam węgiel.
Śmierdzi, pali nos, boli, boli, boli.
Odwróciła głowę, mocniej zaciskając szczękę na ręce. Jej rybka nie oddychała. To była chyba wystarczająca odpowiedź na pytanie.
Zamrugała i zerwała się na równe nogi. Co miała zrobić? Znów ktoś zginął, ktoś z jej otoczenia umarł.
Wszyscy umierali! Zostawiali ją samą! Nienawidziła ich za to!
Zazdrościła im tego, że odchodzili. Sama bała się śmierci, trzymała się życia zbyt kurczowo, by pozwolić sobie umrzeć. Ale czasami myślała o takim wyjściu. Czasami.
Doskoczyła do sukienki i wciągnęła ją przez nogi, starannie wygładzając kołnierzyk i spinając dokładnie włosy spinkami. Potem biegiem ruszyła w stronę siedziby, wrzeszcząc ile sił w płucach.
Urwała, wróciła się, podniosła Freddiego i docisnęła do piersi.
Znów z szaleńczym krzykiem ruszyła do Pana, wymachując jedną ręką i śmiejąc się na przemian. Było jej smutno, ale nie pojmowała swych zachowań na tyle, by rozumieć, że śmiech nie jest odpowiedni.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 27
Dołączył/a : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Nie Wrz 15, 2013 5:59 pm

Los jednak lubił płatać figle i nie inaczej było tym razem. Przez długi czas po odbiegnięciu Gwyneth nic się nie zmieniało. Wiatr z każdą chwilą cichł coraz bardziej, aż w końcu zniknął, jakby nigdy go tutaj nie było. Czarne chmury żółwim tempem wędrowały po nieboskłonie, wciąż uniemożliwiając słońcu przebicie się do tego smutnego, naznaczonego śmiercią miejsca. Bogowie potrafią być jednak łaskawi i również teraz postanowili okazać swą dobroć. Po spalonym truchle przebiegło kilka wyładowań elektrycznych, tak jakby piorun jeszcze nie stracił swojego życia i jeszcze penetrował zakamarki ciała dziewczyny. Czarne chmury znów jednak zaczęły się zbierać w tym miejscu, tym razem bez towarzystwa deszczu, czy wiatru. Wokół panowała głucha cisza, tak przenikliwa, że wręcz nierealna. Przerwało ją ciche dudnienie, kolejne grzmoty, które z każdą chwilą się nasilały. Wydawało się, iż nad ciałem martwej dziewczyny kumulowały się wszystkie najczarniejsze chmury z okolicy, co jakiś czas rozświetlane błyskiem małego wyładowania elektrycznego. Nagle cztery pioruny spadły z nieba w dokładnie tym samym momencie, trafiając w okolice truchła, zamykając go w swoistym kwadracie. Jednak nie zniknęły, jak to miały w zwyczaju, ciągła fala wyładowań elektrycznych spadała na ziemie, tworząc w niej przedziwne wzory. Co więcej, promienie te poczęły się do siebie zbliżać, tym samym kierując się w stronę ciała Lei. Gdy znalazły się mniej więcej na wysokości jej klatki piersiowej, połączyły się w jeden, wielki promień wyładowań, który rozświetlił okolicę. Ciało uniosło się w górę, jednak zamiast coraz silniej się zwęglać, zaczęło się wręcz odbudowywać. Powracała spalone wcześniej mięśnie, tkanka, skóra, włosy, wszystko. Chwilę to trwało, lecz po kilku minutach nie było śladu po spalonym truchle. W promieniu znajdowała się kobieta, dosyć podobna do tej, którą była poprzednio. Promień znikł tak nagle jak się pojawił, a nowa osoba upadła na ziemię. Chmury znów się rozchodziły, tak jak wcześniej, jakby nic niezwykłego nie miało tutaj miejsca. Dziewczyna miała całkiem białe włosy, niczym albinos. W tym samym kolorze były jej oczy. Poza tym ciało było dosyć podobne do tego, jak wyglądało wcześniej, ledwie parę szczegółów go odmieniało. Po całkiem nagiej skórze przebiegały małe wyładowania elektryczne, nie czyniąc jej jednak żadnych szkód. Oto właśnie narodziła się nowa istota. Błękitnokrwista władczyni elektryczności. Tak zadecydowali bogowie. Miejsce znów wyglądało całkiem normalnie. Jedynym świadectwem tego, co się tutaj przed chwilą stało był odległy grzmot, który przebiegł tutaj echem, by po chwili ucichnąć, pozostawiając okolicę w stanie nienaturalnej ciszy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Oaza   Nie Wrz 15, 2013 6:35 pm

Zabawne. Była martwa. Nim zdążyła zauważyć. Ledwie zdążyła zarejestrować nawałnicę, która się rozpoczęła tak nagle, której Lea się zdecydowanie nie spodziewała. Ledwie niebo rozświetliło się oślepiającymi błyskami. Jednym. Drugim. Gęsia skórka, naelektryzowane włosy. Ból. Ogromny ból wywołany nie tylko poparzeniami, które nagle zjawiły się na jej ciele, zanim zdążyła zarejestrować o co chodzi, ale także zatrzymaniem akcji serca, które nie wytrzymało takiej dawki bodźców elektrycznych, odbiegających od normy, zakłócających jego pracę i zamarło w mocnym uścisku przestając pompować krew. Ledwie poczuła, że jej serce nie bije, a już była martwa. Nie zdążyła się nawet udusić. Nie zdążyła nawet wydobyć dźwięku, a zostało z niej tylko ciało. Nie było już Lei.
Ale czy na pewno?
Zdawało się, że nastała pustka, że to koniec, tym niemniej nagle zaczęła wracać. Z niczego zaczęło się wyłaniać coś, zupełnie jakby ktoś zresetował komputer. Tylko wolniej, dziwniej i bardziej niezrozumiale. Zaczęły pojawiać się obrazy, choć Lea czuła się, jakby jej cząstka była po prostu zawieszona gdzieś poza czasoprzestrzenią. Bez ciała. Bez niczego. Czy to niebo? Nie. Widziała. Bogów Elementów. Swoich braci, swoje siostry. Dzieci żywiołów. Widziała równocześnie śmierć swojej matki. Podłą, okrutną śmierć, scenę, gdzie krew lała się strumieniami, a ona mogła tylko płakać. I płakała, płakała i też by wtedy umarła. Gdyby nie pomoc. A potem znowu widziała coś innego. Jakby inne życie. Konflikty. Wojny. Śmierć jest złem. Śmierć złamała zasady, należy ją zniszczyć. Wyniszczające walki półbogów, gdzie lała się błękitna krew. Gdzie należało przemieszczać się z ciała do ciała, jeżeli tylko jedno uległo destrukcji. Sierociniec. Dlaczego raz miała czarne włosy, raz białe? Dlaczego raz była jednym, raz drugim? Kim była? Czy to na pewno jej wspomnienia? Które były jej?
Lea nie wiedziała. Mogła tylko zanurzać się w nie głębiej i głębiej. Dręczenie, samotność, Sorciere. Laboratoria. Krzyki, cierpienie, ból, eksperymentalne operacje, besialskie badania.
I sen. Wyczerpanie, które wprowadzało ją w stan hibernacji znów nie miało nic wspólnego z tym, co przeżyła w laboratoriach. Nie. To czuła ta druga ona, kiedy zapadała w sen. Ale jak mogła być dwiema osobami na raz? Jak mogła przeżyć obie te rzeczy? Nie miała zielonego pojęcia, ale mimo to była coraz bardziej pewna tego, że obie historie życia należą do niej. I tylko do niej.
Syrena. Trzymali ją w zbiornikach, czasem miesiącami, by z drugiej strony doprowadzać ją do skraju przesuszenia. Złość, chęć buntu. Pragnienie wolności. Przekręt, ucieczka. Jej ucieczka z Sorciere przeleciała jej przed "oczami". Widziała, jak błąkała się po ulicach nie mogąc się odnaleźć, widziała, jak natrafia na ślad Fleauette i dołącza do nich. Widziała całą resztę. Że była prostytutką, że została uczennicą w Akademii. W Daingean. Ale przecież cały ten czas spała, pogrążona w hibernacji, jak więc mogła?
Przebudzenie. Zaczęła odzyskiwać siły. Zaczęła się budzić, to był czas wydostać się z hibernacji. Nigdy jej się to nie udało. Ktoś wykorzystał jej osłabienie, nie wiedziała nawet kto. Zanim zdołała zrobić cokolwiek, porządnie otworzyć oczy, ktoś wbił sztylet prosto w jej serce. Stała się żywiołem. Rozbestwionym, wściekłym żywiołem. Wędrowała w burzach. W przewodach, gdy inni oglądali telewizję, albo włączali światło. Była czystą, groźną, śmiertelną elektrycznością. Ale bez ciała.
Znowu zmiana obrazów. Tęczowy zakątek. Śmierć gwardzistów i szalona ucieczka. Siedziba Fleauette, przywódca jedzący tygrysa. Gwyneth. Osłabienie, spacer nad oazę. Grzmienie, które zignorowała. Rozmowa. Piorun. Jeden. Drugi.
Śmierć. Umarła. Dwa razy.
Mimo to coraz lepiej czuła swoje ciało, była w stanie już poruszyć palcem, lada chwila miała otworzyć oczy. Żywioł odebrał jej życie i je przywrócił. Była Elektrycznością i Leą Marvel. Pamiętała oba życia. Oba niewyraźnie, zupełnie jakby nie należały do niej, ale równocześnie wiedziała, że były jej. Kim była bardziej?
Teraz, kiedy zdołała otworzyć oczy, przeczesała palcami kosmyki włosów, nagle śnieżnobiałych, choć tutaj, w tym miejscu, gdzie umarła od pioruna, wcale takich nie miała, była zagubiona. Nie wiedziała kim była bardziej i co było pradziwsze. Jednak kiedy ujrzała wyładowania przeskakujące pomiędzy jej palcami, przyjazne, niezdolne zrobić jej krzywdy, kiedy zerknęła na swoje nogi, przecież była cała mokra, a miała nogi, była pewna, że nie jest już syreną. A przecież była. Miała mętlik w głowie. Czuła, że to własnie elektryczność teraz ją przepełnia i daje jej siłę. A przecież ją zabiła.
A równocześnie z niej właśnie powstała. Lea uniosła lekko rękę, podniosła się do siadu i skupiła się. Elektryczność, ubrana w formę mini pioruna uderzyła dokładnie w to samo miejsce na ziemi, w które Marvel chciała. Dziewczyna podniosła się.
Nie była pewna co teraz powinna zrobić. Kim teraz była. Nie wiedziała nic, a równocześnie obrazy z dwóch żyć nadal ją atakowały, coraz wyraźniejsze. Te z życia Lei Marvel były bardziej bogate w szczegóły, bardziej jasne, te Elekrtyczności mniej. Musiała się ukryć. Musiała to przemyśleć. Odpocząć. Sprawdzić.
Niewiele myśląc, skierowała się w kierunku dokładnie odwrotnym do siedziby Fleauette - do miasta. Nie mogła mieć CAMu, skoro nie była już syreną. Wyglądała inaczej. Nic jej nie mogło grozić. Musiała dostać się do pokoju i poukładać myśli.
[zt]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Oaza   

Powrót do góry Go down
 
Oaza
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Dzicz :: Pustynia Wschodnia-
Skocz do: