IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Yin.

Go down 
AutorWiadomość
Yinesh
Żołnierz Zodiaku | Bezrobotny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 21
Dołączył/a : 20/08/2013

PisanieTemat: Yin.   Wto Sie 20, 2013 9:24 pm

Imię i nazwisko: Yinesh
Pseudonim: Leo.
Płeć: Mężczyzna.
Wiek: 24 lata.
Wzrost i waga: 185cm 75kg
Rasa: Zmiennokształtny.
Organizacja: Fleauètte
Ranga: Żołnierz Zodiaku - Leo.
Zawód: Bezrobotny.
Umiejętności: Bardzo dobrze gotuje, potrafi posługiwać się zarówno bronią białą jak i palną, gra na gitarze a także posiada czarny pas karate.
Moce: Zamiana w zwierzę. W tym wypadku Tygrys a także ogłuszanie za pomocą odgłosów.
Wygląd: Yin jest przeciętnego wzrostu mężczyzną o ciemnych włosach i oczach. Włosy zazwyczaj ma nieuczesane. Same układają się w bujną czuprynę, która wyglądem przypomina celowy zabieg ułożenia włosów na styl nierozgarniętej fryzury. Oczy zaś są bardzo głębokie ze względu na swój czarny kolor i już nie jedna osoba zamyśliła się patrząc w nie do tego stopnia, że zapomniała już o czym przed chwilą rozmawiała. Yin posiada bardzo bladą cerę. Gdy samotnie przechadza się po parku bardziej uprzejme osoby pytają się czy wszystko z nim w porządku bo źle wygląda. Niestety, taki już jest. Mimo kociej natury, która wręcz każe mu wylegiwać się w słońcu nie jest w stanie się opalić.  Jest dobrze zbudowany mimo, że nigdy jakoś specjalnie nie ćwiczył, nie licząc treningów kondycyjnych. Dzięki jego posturze nigdy nie narzekał na brak zainteresowanie ze strony płci pięknej lecz nigdy z tego nie korzystał, aż tak. Nie jest przesadnie bogaty ze względu na bezrobocie lecz jak na razie nie zniszczył aż tylu ubrań by nie mieć w czym chodzić. Często chodzi ubrany w ciemne, lekko zniszczone trampki i wytarte spodnie. Jako, że jest nieodwracalnie połączony z kocią naturą, bardzo lubi ciepło przez co często ubiera ciemne koszulki i bluzy by przyciągnąć do siebie jak najwięcej słońca. Yin był ofiarą eksperymentów więc jego ciało w dużej mierze pokryte jest bliznami, które jednak sprawnie ukrywa pod ubraniami gdyż nie jest dumny z faktu iż je posiada. Jeszcze jedną konsekwencją eksperymentów jest także tygrysi ogon, który właściwie zawsze wystaje ze spodni Yina a także częste zmiany ludzkich oczu na kocie.
Charakter: Yin nie dość, że jako człowiek jest bardzo leniwy to jego kocia natura mu w tym nie pomaga. Tak więc jest on leniwy aż za dwie osoby przez co ciężko zapędzić go do jakiejkolwiek roboty lub trzeba go przekupić, najlepiej czymś do jedzenia. Często także bywa niezdarny i trzeba go ratować z różnego rodzaju opresji, lecz z tym stara się walczyć. Między innymi przez to dołączył do Fleauètte by otrzymać pomoc od tak zwanej "rodziny" gdy wpadnie w tarapaty. Yin może nie wygląda ale jest także bardzo inteligentny lecz nie lubi się tym chwalić. Zazwyczaj jest spokojny i cichy, lecz gdy ktoś wyprowadzi go z równowagi potrafi stracić nad sobą kontrolę. Bardzo lubi spać. Może to nie do końca cecha charakteru, ale rodzaj jego natury co chyba mniej więcej łączy się ze sobą. Bycie w połowie kotem a właściwie tygrysem wpłynęło także na inne cechy charakteru Yina. Często bywa nieustępliwy, jak kot podczas polowania. Często bywa wredny, jak każdy kot. Z resztą, nawet jako człowiek był wredny i lubił ludzi wrednych. Yin jest także bardzo uparty. Jeśli coś sobie postanowi i jest pewny swoich racji trudno go przekonać na swoją stronę. Chyba, że jak już mówiłem w grę wchodzi przekupstwo jedzeniem, wtedy jest w stanie negocjować a negocjator też z niego dobry. Potrafi się targować. Już jako mały chłopiec potrafił sprzedać kolegom swoje zabawki. Nie dość, że używane to do tego po droższej cenie niż był kupione. To dopiero żyłka do handlu. Yin przez swoje doświadczenia z laboratoriami panicznie boi się igieł i innych ostrych chirurgicznych narzędzi a zarazem stał się bardzo nieufny w stosunku do obcych ludzi. Osoby w fartuchach zaczął uważać za wrogów i nigdy nie wiadomo co stanie się gdy taka osoba będzie chciała go dotknąć. Przez wszystkie eksperymenty stał się również bardzo ostrożny. Uważa na siebie i ważne dla niego osoby. W trudnych sytuacjach stara się myśleć logicznie by najpierw, bez szkód rozwiązać problem, lecz gdy to nie poskutkuje, wtedy musi użyć siły, którą posiada mimo wątpliwego wyglądu. Mimo, że nie pozorny, potrafi dać w kość. Yin jest wielką mieszanką różnych cech charakteru, dla osób nieznających go może się wydawać, że posiada dwie oddzielne osobowości gdyż tak bardzo potrafi zmienić swój charakter.
Historia:     Dzieciństwo - Shojiki mo baka no uchi.*

Każda historia tego typu rozpoczyna się od narodzin, których jednak ja Wam oszczędzę. Nie ma sensu rozprawiać się nad pojawieniem kolejnego bachora na tym przedziwnym świecie, prawda? Szczególnie, iż narodziny wątłego chłopca nie są niczym wyjątkowym. Pojawiłem się więc, cichy i spokojny, jak to kiedyś napominała mi matka. Czasami mam wrażenie, że nigdy zbyt wiele nie mówiłem, ale doskonale wiem, że to nie prawda. W mym życiu wydarzyły się pewne okoliczności, przez które jestem właśnie taki, ale o tym postanowiłem powiedzieć później, dużo później. Może właśnie dlatego z reguły trzymam język za zębami? Bo jeśli z moich ust już wypłynie parę słów, to idą tak gładko, że nie sposób ich powstrzymać. Nie powinnienem jednak opowiadać Wam o własnym gadulstwie, chociaż to właśnie ono zaczęło całą tę szopkę.
Tak jak mówiłem, urodziłem się. Co prawda nie byłem księciem czy królem, ale czułem szczęście w rodzinie, w której się znalazłam dzięki losowi. Mieszkaliśmy na przedmieściach wielkiego miasta, gdzie mieszkam do dziś. Z dzieciństwa pamiętam niewiele, w końcu działo się to wiele lat temu, a historia uwielbia się nieustannie zamazywać. Wtedy jednak jeden dzień utkwił w mej głowie po dzisiaj i to do niego właśnie zmieżam.
Tamtejszy poranek był wyjątkowo pogodny, a świeże, chłodne powietrze drażniło nozdrza bardziej niż kiedykolwiek. Wydaje mi się, że ubrano mnie wtedy w dość odświętne ubranie, bo zmierzaliśmy do centrum miasta w celu uiszczenia pewnych opłat i załatwienia paru spraw. Nigdy jednak nie mogłem zrozumieć, dlaczego mój ojciec zakładał na głowę szeroki kapelusz, który praktycznie przysłaniał mu pół twarzy. Równocześnie zastanawiał mnie powód jego polecenia, jakobym nie mógł się odezwać ani słowem, jeśli nadal będziemy znajdować się w obrębie centrum. Czułem jednakowoż wielki szacunek do rodziciela i nigdy mu się nie przeciwstawiłem, chociaż, jak już wcześniej wspominałem, nie potrafiłem usiedzieć bez słowa dłużej niż parę sekund. Moje milczenie w tamtym czasie faktycznie można było nazwać złotem. Bądź co bądź siedziałem grzecznie na barkach taty i obserwowałem kolorowe życie na ulicach. Po kolei wstępowaliśmy do różnych sklepów, a głowa mej rodziny dzielnie targowała się ze sprzedawczykami. Nie powiem, doskonale mu to szło. Na koniec, odkąd pamiętam, zostawialiśmy miejsce do towarzyskich spotkań. Ojciec nie pił więcej niż było mu potrzebne - ot parę łyków i wychodziliśmy. Ja wtenczas biegałem jak oszalały pomiędzy stolikami, robiąc sobie z nóg innych obecnych w pomieszczeniu swoisty tor przeszkód. W końcu poczułem ciepłą, dużą dłoń na ramieniu, więc odwróciłem się z szerokim uśmiechem, będąc pewnym, że to mój osobisty towarzysz, który postanowił zabrać mnie do domu.  Pomyliłem się. Przede mną stał rosły mężczyzna o dość przyjaznym wyglądzie.. Gdyby nie te oczy. Czerwone tęczówki, przeszywające mnie na wskroś, sprawiające dreszcze i paraliż naprzemiennie. Rozdziawiłem gębę jak to młokos, zupełnie zahipnotyzowany tym niesamowitym widokiem. Nagle poczułem, że coś podrywa mnie do góry z męską siłą. Pamiętam, że ojciec wtedy syknął parę słów w kierunku nieznajomego w nieznanym mi języku, ale ja nie przejmowałem się tym faktem. Byłem tylko zszokowany tym, że oczy mojego taty wyrażały strach. Czyste przerażenie na twarzy dorosłego mężczyzny, które niejednokrotnie chronił mnie i matkę przed okolicznymi bandytami. Przytuliłem się do niego kurczowo i ukradkiem posyłałem spojrzenia w kierunku osoby, która wywołała u niego taką reakcję. Przedstawiciel płci brzydkiej uśmiechał się tylko, milcząc. W końcu posłał mi ostatnie spojrzenie, odwrócił się na pięcie i wyszedł. Tata poczynił to również, trzymając mnie nadal na rękach. Tym razem jednak jego krok był niespokojny i pospieszny. Szybko wróciliśmy do domu, on rzucił mnie na łóżko i zamknął w pokoju. Słyszałem tylko, jak dyskutował o czymś z matką. Na drugi dzień spakowali się i wyszli. Nigdy już nie wrócili.

Dojrzewanie - Hito wa mikake ni yoranu mono.**

Nie czuję żalu do mych rodziców, że opuścili mnie, kiedy przechodziłem przez ósmy rok swego życia na tej planecie. Widziałem ich plecy, kiedy odchodzili z napakowanymi torbami w stronę gór. Zdaje mi się, że płakałem, a może po prostu zaczął padać deszcz. Odejście mych opiekunów samo w sobie nie było takie straszne, jak mogło się wydawać. Wtedy byłem jeszcze rezolutnym, żywym chłopakiem o lotnym umyśle i ciągle otwartych ustach, dlatego zakasałem rękawy i postanowiłem żyć na własny rachunek. Życie zmusiło mnie do szybkiej aklimatyzacji w dorosłym świecie, dlatego proces dojrzewania przebiegał w moim przypadku parokrotnie szybciej niż u  rówieśników. Tak czy siak los nie szczędził mi w tym okresie przykrości, ale nie mam zamiaru robić z tej opowieści jakiejś łzawej historyjki. 
Finiszem mojego dorastania miało być ponowne spotkanie z tym tajemniczym mężczyzną. Miałem wtedy chyba z szesnaście lat, o ile dobrze pamiętam. Pracowałem w garażu mojego sąsiada pomagając mu przy samochodzie. Słońce prażyło niemiłosiernie, a moje ciało nieprzyjemnie pachniało potem. Byłem jednak równie upierdliwy, co mój sąsiad i chciałaem skończyć swą pracę, zanim wróciłbym do opuszczonego mieszkania w którym sam mieszkałem. Opuściłem stanowisko dopiero wtedy, kiedy zaczynało już zmierzchać. Otrzymałem stosowną zapłatę i pewnym krokiem skierowałem się w znanym sobie doskonale kierunku. Już wtedy zaczęło się dziać ze mną coś dziwnego, a właściwie z moim charakterem. Niby zachowywałem się przyjaźnie, ale mówiłam coraz mniej, odczuwałem również mniej i niewiele potrafiło przygnać wątły uśmiech na me usta. To nie było jednak na tyle istotne, toteż przejdę do meritum - znajdowałem się przy obecnym miejscu zamieszkania, kiedy znów go zobaczyłem. Dwa czerwone punkty świeciły w ciemności, rozsiewając wokół przerażającą aurę. Znów poczułem to ukłucie strachu. Mężczyzna od tamtego czasu ani trochę się nie zmienił, chociaż może jego uśmiech był odrobinę bardziej śmiały, kto wie. Opierał się o jedną ze ścian domu i patrzył na mnie tym wymownym wzrokiem, jak gdybym wiedział, o co tak naprawdę tutaj chodzi. Nie, nie wiedziałem. Moi szanowni rodzice nigdy nie zechcieli mi napomknąć o tych sprawach, jakże nieważnych, rzecz jasna. Wkrótce jednak sam miałem poznać wszystkie tajemnice, które dotyczyły właśnie mojej osoby.
- Cześć, maluszku - wibrujący głos rozniósł się w powietrzu. Od razu go polubiłem, nie wiem dlaczego. Ta sympatia jednak nie mogła się ziścić w żaden sposób.
- Czego chcesz? - zapytałem całkowicie obojętnym głosem, a przecież zacisnąłem wtedy dłonie, gotując się do walki. Czułem, że z tym facetem jest coś nie tak, ale byłem zbyt zafascynowany jego oczami, by jakkolwiek zareagować. Gardłowy śmiech przeszył wieczorną cieszę.
- Ciebie - odpowiedź niby prosta, ale wywołała u mnie takie oburzenie i sprzeczne uczucia, że miałem wielką ochotę zobaczyć jego twarz na kamienistej drodze. A moją nogę na jego głowie, o tak.
- Pamiętam Cię. To przez Ciebie moi rodzice mnie zostawili - teraz już jad wypływał z moich ust, ale nadal stałem w miejscu i dziękuję za to niebiosom. Nie wiadomo, co by się stało, gdybym się wtedy na niego rzucił. On uniósł jedną z brwi i, naturalnie, roześmiał się.
- Twoi rodzice? Nie mów, że jesteś tak ślepy.
W rzeczywistości - nie byłem. Dobrze wiedziałem, że łączą mnie z nimi tylko wiązy emocjonalne, nie biologiczne. Zacisnąłem zęby i mówiłem dalej:
- Czego chcesz? - powtórzyłem. Może ta rozmowa naprawdę była bezsensowna, a moje odpowiedzi szczeniackie, ale nie posiadałem informacji, by zrozumieć. 
- Przecież już mówiłem, nie dociera do ciebie, Podmuchu?
Serce w mej piersi zabiło mocniej, a źrenice rozszerzyły się mimowolnie. Puls przyspieszył nagle, a sam nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. On niechybnie to zauważył, bo oderwał plecy od ściany i ruszył w moim kierunku. Nieustannie mamrotał coś pod nosem w języku, którego nie znałem, a w tym samym, jakim posługiwali się tamtego pamiętnego dnia. Zadrżałem, kiedy położył dłoń na mojej głowie. Spojrzał mi głęboko w oczy i mruknął coś czego już nie pamiętam. Straciłem przytomność.

Dorosłość - Kussezareba nobilu.***

Obudziłem się równo w moje osiemnaste urodziny. Podniosłem leniwie powieki. Chciałam się podnieść, ale moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa a do tego wszystko bolało mnie niemiłosiernie mimo, że nie byłem w stanie się ruszyć. Sam zresztą zostałem przywiązany do łóżka w dość perfidny sposób. Jedynym ruchem, jaki mogłem wykonać, był ruch gałek ocznych. Rozejrzałem się panicznie, zastanawiając się, gdzie jestem. Pokój wyglądał jak sala szpitalna lecz nie było w niej poza mną i dużą ilością pustych łóżek nikogo. Przyciemniono go jednak i zastanawiałem się nad dwoma opcjami: albo chcą mnie tutaj torturować i zabić, albo po prostu nie chcieli, żeby światło słoneczne podrażniło moje nieprzystosowane oczy. Stawiałem na to drugie, bo przecież nie posiadałam żadnych informacji na tematy spiskowe tudzież inne takie. Byłem zwykłym, prostym chłopakiem, na posyłki, który łapał się każdej możliwej roboty by zarobić parę groszy i mieć za co zjeść. Próbowałem wydobyć z siebie jakiś odgłos, ale moje gardło zbyt zaschło przez dwa lata snu. Przerażony do granic wytrzymałości.. zemdlałem. Kiedy ponownie otworzyłem oczy, przy moim łóżku stało kilku mężczyzn w fartuchach i ze strzykawkami w dłoniach. Mamrotali coś do siebie a ja nie potrafiłem ich zrozumieć. Po ich minach można było stwierdzić, że nie byli zadowoleni z tego co widzieli. Z ich twarzy można było wyczytać wiele emocji, od rozczarowania poprzez smutek, żal i politowanie po złość a nawet wściekłość. Wyglądało to tak jakbym był ich królikiem doświadczalnym. Okazało się, że właśnie tak było. Dowiedziałem się o tym od jednego z nich. Po dłuższej chwili wpatrywania się we mnie jeden z nich powiedział:
- Niestety, Ty też nam się nie udałeś. Musimy się z Tobą pożegnać. - słysząc to ogarnęła mnie złość, a nawet wściekłość. Nie po to sam walczyłem o życie każdego dnia by teraz tak po prostu zostać zabitym lub wyrzuconym na śmietnik bo im się nie udałem. Co to w ogóle oznaczało? Co im się nie udało? Co chcieli ze mnie zrobić? Z każdą chwilą czułem jak złość wzrasta i wzrasta. Czułem jak ciało nabiera na masie i zaczyna rozrywać pasy, którymi byłem przywiązany. Czułem także jak zęby w moich ustach zaczynają zmieniać kształt tak samo jak moja twarz. Gdy pasy w końcu rozerwały się pod naporem mojego ciała mogłem ujrzeć co się ze mną dzieje. Jednak ból jaki temu towarzyszył mieszał się z wściekłością i nie byłem w stanie dokładnie ocenić sytuacji. Widziałem tylko parę wielkich owłosionych tygrysich łap i wielkie ostre pazury. Widziałem to wszystko z perspektywy jakbym to ja był tygrysem. Pamiętam także jak na twarzach wszystkich obecnych tam “naukowców” szczęście mieszało się ze strachem. Widocznie to co mi zrobili nie do końca okazało się porażką. Chwilę później wściekłość zupełnie zaślepiła moje zmysły i umiejętność logicznego myślenia.

Następne co pamiętam to gdy obudziłem się w kolejnym łóżku. Tym razem w wygodnym i ciepłym a co najważniejsze, bez pasów krępujących moje ciało. Znów każdemu ruchowi towarzyszył mi okropny ból. Na krześle przy łóżku siedział nieznany mi mężczyzna. Gdy zobaczył, że się ocknąłem rzekł uśmiechnięty:
- Nareszcie się obudziłeś. - po tych słowach wrócił do czytania swojej książki, której wcześniej nie zauważyłem.
- Gdzie jestem? - spytałem ledwo słyszalnym głosem i zacząłem próbować podnieść swoje ciało do góry.
- Jesteś w siedzibie Fleauètte. Jeden z naszych członków znalazł Cię pod mostem bez ubrań o krok od śmierci. Gdyby nie on, już byś nie żył. - odpowiedział nie odrywając oka od książki.
- Czym jest Fleauètte? Co mi jest? Wiesz coś na ten temat? - zacząłem pytać jak szalony chcąc jak najszybciej dowiedzieć się co tak naprawdę się stało i kim teraz jestem. Czy będę mógł normalnie żyć?
- Wszystko Ci później wytłumaczę, teraz musisz odpocząć.
Po tych słowach postanowiłem ustąpić i odpocząć. Tyle rzeczy się działo a ja właściwie nic nie pamiętam. Nie wiedziałem kim jestem. Nie widziałem sensu by dalej ciągnąć swoje życie. Zaraz jednak uświadomiłem sobie, że tak nie mogę. Spotkało mnie już wiele złych rzeczy, co prawda nie aż tak ale z tym też sobie poradzę. Postanowiłem dołączyć do Fleauètte o której sporo dowiedziałem się od tajemniczego mężczyzny po tym gdy nabrałem nowych sił. Wytłumaczył mi cel działania, jak to wszystko wygląda od środka. Pomagał mi także opanować moje nowe moce. Gdy w pełni zrozumiałem system w jakim działa owa organizacja i jej pozycje postanowiłem zostać jednym z Żołnierzy Zodiaku. Udało mi się osiągnąć tą pozycję pod kiem owego mężczyzny, który przez taki okres czasu nadal nie zdradził mi swojego imienia a ja nie miałem odwagi by o to spytać. W końcu jestem w stanie odwdzięczyć się Fleauètte, swojej nowej rodzinie, której już od dawna nie miałem za pomoc jaką mi zaoferowali. Jako jeden z Żołnierzy Zodiaku, Leo będę w stanie pomóc swojej nowej rodzinie obalić obecny system i zaprowadzić nowe rządy. Rządy Fleauètte!


* Być zbyt uczciwym to głupota.
**Ludzie nie są tacy, jak się zdają.
***Nie pójdzie się do przodu bez schylenia karku.

Inne: Smoczku, jesteś wspaniała. :3


Ostatnio zmieniony przez Yinesh dnia Sro Sie 21, 2013 7:07 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Yin.   Sro Sie 21, 2013 6:31 am

Wygląd ma 94 wyrazów, a 250 to minimum. Charakter ma 111 wyrazów, a 350 to minimum. Do poprawy, proszę o rozpisanie.
Powrót do góry Go down
Yinesh
Żołnierz Zodiaku | Bezrobotny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 21
Dołączył/a : 20/08/2013

PisanieTemat: Re: Yin.   Sro Sie 21, 2013 7:06 pm

Wygląd i charakter rozwinięte. Zmieniłem także zdanie co do swojej rangi i dodałem historię. Mam nadzieję, że teraz będzie zadowalająca. :3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Yin.   Sro Sie 21, 2013 7:15 pm

Wiedziałam, że Flety przyjmują do siebie sypiających pod mostami ekshibicjonistów, no po prostu wiedziałam! .-.

Pewnie będziesz mieszkać u tych fetyszystów, ale mainowo masz Stangard. Akceptuję.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Yin.   

Powrót do góry Go down
 
Yin.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postacie :: Spis Powszechny :: Kartoteka-
Skocz do: