IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Rezydencja panny Ventussi

Go down 
AutorWiadomość
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Rezydencja panny Ventussi   Sob Sie 17, 2013 5:11 pm

DOM

I p i ę t r o - lewa strona domu
OGRÓD


I p i ę t r o - prawa strona domu
SALON


KUCHNIA


JADALNIA


II p i ę t r o - lewa strona domu
SYPIALNIA I


SYPIALNIA II


ŁAZIENKA


GABINET


II p i ę t r o - prawa strona domu
POKÓJ MUZYCZNY




p o d z i e m i a
RELAKS



_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Sob Sie 17, 2013 8:07 pm

No tak życie wieczne. Właśnie o nim myślała czasami Vivi. On chyba by tak nie potrafił, fakt, że wampirzyca była dla niego teraz jedyną bliską osobą. Ba, najważniejszą istotą w życiu wilkołaka. Jednak on sam nie wiedział czy byłby w stanie żyć przez wieczność. Wieczność, całkiem długo, prawda? Dopóki miał ją wszystko było idealnie, tylko czy ona się nim nie znudzi? Teraz, gdy żyje, gdy jego serce pompuje krew, gdy z każdym jego uderzeniem stawał się coraz to starszy mógł być pewny jednej rzeczy. Wcześniej czy później śmierć zabierze go z tego świata. Wróci po niego, tego, który ją oszukał. Pochwyci go w swe objęcia i już nigdy nie wypuści. Odbierze go wampirzycy, istocie, która oszukała śmierć. Dzięki niej był niczym Syzyf, człowiek, który może nie tyle przechytrzył, co oszukał samą śmierć.
Czym była śmierć w oczach wilkołaka? Cóż, wilki były wychowywane w zgodzie z naturą. Od najmłodszych lat wpajano im, że wszystko we wszechświecie ma swój początek i koniec. Tym końcem była właśnie śmierć. Nigdy nie zapomni jak jego pijany wuj wypowiadał się o śmierci jak o kochance. Najwierniejsza i jedyna istota, która nie ważne jakim skurwielem się jest i tak przyjdzie, żeby swym pocałunkiem odebrać życie. Wyrwać duszę z ciała i przytulić ją do swego łona, następnie zniknąć wraz ze swą ofiarą. Zapewne ten obraz był najbliższy sercu Tsu, w końcu był zżyty z wujkiem, który opowiadał mu historię o spotkaniu z tą niewiastą. Dziwne, że robił to zawsze gdy był podpity. Może coś w tym było? Może to przez to, że jego wuj dostał kiedyś strzałą w głowę. Młody wilkołak sądził, że mózg brata jego matki nigdy tak do końca się nie zregenerował. Pewnie dlatego nazywał go „półwujkiem”. Trzeba przyznać, że określenie to było lepsze niż „wujek półmózg”.
No właśnie, co by się stało gdyby wampir spróbował przemienić wilkołaka? Tego nikt nie wiedział. Od początku świata nikt nie miał jakoś czasu żeby spróbować zrobić coś takiego. Czy Tsu by chciał? Ciężkie pytanie. Na pewno nie chciał umierać, bał się śmierci. Bał się spotkania ze swoimi bliskimi. Niby za nimi tęsknił, jednak teraz nie mógłby im spojrzeć w twarz. Jako ostatni wilkołak powinien zrobić wszystko żeby odbudować swoją rasę a on? On po prostu stwierdził, że lepiej będzie jeśli wraz z nim zniknie ślad po wilkach. Dlaczego? Cóż, wiele razy widział na własne oczy jak większość wilkołaków sieje zamęt, kroczy ścieżką mroku. Zostawiają za sobą tylko zniszczenie. Nawet on tracił nad sobą kontrolę, zawsze gdy tracił świadomość „budził” się w miejscach udekorowanych rozszarpanymi ciałami i krwią. Po tylu latach wiedział jedno, wilczy gen to tak naprawdę przekleństwo.
Trzeba przyznać, że tak naprawdę ciekawiło go co by się z nim stało gdyby Vivi próbowała go przemienić. Jednak nie chciał ryzykować. Wiedział jedno, chciał żeby była przy nim gdy będzie umierać, nie ważne od ran, czy ze starości. Chciał, żeby to ona odebrała mu życie, żeby cała jego wiedzę spłynęła na nią. Wiedział dość dużo. W końcu jako ostatni wilkołak posiadał całą wiedzę swojej rasy. Po prostu był pewny, że chce jej zostawić po sobie coś więcej niż tylko wspomnienia. Wspomnienia, wspomnienia były najgorsze. Posiadały nawet destrukcyjną moc. Wiedza, cóż, wiedza była największą i najpotężniejszą rzeczą na tym świecie. Ten świat przecież opierał się na informacjach.
Sama wampirzyca kiedyś mu wspominała o tym, że krew dla niej niesie coś więcej niż tylko pokarm. Jak to dzięki niej potrafi przejąć wspomnienia, głos, umiejętności a nawet duszę. Tak, był pewny, że chciał aby jego dusza należała do niej. To tak jakby zawarł pakt z diabłem. Jednak jeśli diabeł miał być tak uroczy jak ona to on mógł się mu całkowicie oddać. W końcu czym była dusza? W sumie kartą przetargową, dzięki temu byłby przy niej, czuwałby nad nią nawet po śmierci. Ciekawiło go, co by się z nią wtedy stało? Czy przejęłaby wtedy jakieś jego nawyki? Był strasznie ciekawy jak to działa. Nawet nie wiedział czy ona już kiedyś nie użyła na nim już kiedyś tej mocy. Powinien być podejrzliwy?
Zresztą nie miał się czego wstydzić. Nie miał przed nią tajemnic. Opowiedział jej nawet o najgorszych momentach jego życia. Pominął tylko to, co w jego młodości wręcz rozerwało jego serce. Historia jego nieszczęśliwej miłości. To był temat tabu. Nie było na tym świecie siły, która mogłaby wyciągnąć z niego te informacje. W sumie to ona sprawiła, że z radosnego, beztroskiego młodzieńca zamienił się w dojrzałego, poważnego, nerwowego i nie znającego się na żartach wilkołaka. Ta bolesna sytuacja, która odbiła się na całym życie Tsukiego uświadomiła go, że w życiu są rzeczy ważniejsze niż młodzieńcza miłość, że nic nie może trwać wiecznie wbrew naturze, że równowaga i wszystkie możliwe siły tego świata zawsze zrobią wszystko aby udowodnić człowiekowi, że w tym świecie nic nie znaczy. Człowiek tak naprawdę był uzależniony od losu, to on decydował o tym co go spotka. Od losu zależało czy kładąc się wieczorem do łóżka rano wstaniemy. Przecież nikt nie powiedział, że w nocy na nasz dom nie może spaść meteoryt.
Całe szczęście, że zanim opuścili targ udało mu się jeszcze zabrać swoje zakupy. Nie chciał znowu objadać swojej wampirzycy. Zapewne jego wizyta i tak skończy się opustoszeniem lodówki. W końcu on kupił sobie jedzenia na kolację, mimo że wyglądało to na trzydniowe zapasy. Jego apetyt był taki, hm... wilczy. Tak, to było dobre określenie. Przecież ludzie często mówili „Jestem głodny jak wilk. Zjadłbym konia z kopytami.”
Długi spacer, tak dość długi ze względu na dystans do targu. Jednak w tempo jakim pokonali drogę było całkiem pokaźne. Prawie jak zawodowi maratończycy. Cóż nic nie mówili, po prostu szli trzymając się za ręce. Zapewne gdyby któreś z nich powiedziało chodź słowo to do tego domu by nie dotarli. W trakcie drogi co chwilę tylko na siebie spoglądali. Było to głębokie i namiętne spojrzenia, które kończyły się głównie „zabłądzeniem” w ślepą uliczkę, w której przez chwilę ich usta łączyły się w namiętny taniec. Tracili na tym nie tylko czas ale i cierpliwość, z każdym takim zboczeniem z trasy wilkołak miał coraz większą ochotę na Vivi. Zapewne na niej też się to udzielało. W końcu pasowali do siebie jak ogień i woda. Dwa różne bieguny magnesu. Mimo gigantycznych różnic zgrywali się w całość, idealnie do siebie pasowali. On sam czasami był w stanie stwierdzić, że razem tworzą jedność - yin i yan.
Gdy tylko na horyzoncie pojawił się dom wampirzycy jego serce mocniej zabiło. Dawno tu nie był. Ten widok był bliski jego sercu. Wszystkie wspomnienia z nim związane były dla niego miłe. Ciepło wspomniał to co działo się praktycznie w każdym pomieszczeniu tego budynku. Chyba nie było miejsca albo mebla, który razem testowali. Trzeba było przyznać, że meble to ona potrafiła wybierać. Z całego asortymentu tylko szafa raz pękła. Jednak to była jego wina, gdy wracał do zdrowia przecenił swoją kondycję i wpadł w nią próbując zejść po schodach. Jednak jeśli chodzi o blaty i stoły to były one bardzo wytrzymałe.
Ostatnie kroki. Wypuścił dłoń wampirzycy i zaczął podążać za nią. Przyglądał się jej ruchom. Podziwiał jak kręci pośladkami. Robiła to celowo? Chciała go uwieść? Cóż, była na dobrej drodze. Gdy tylko zatrzymała się przy drzwiach jego krew już się gotowała. Miał przed oczami ją, nago. Wykorzystał tą chwilę, gdy szukała klucza. Skoro on był już pobudzony ona też mogła poczuć trochę jego pożądania. Zupełnie nie przerywając jej poszukiwań odgarnął jej włosy tak żeby mieć dostęp do szyi. Pochwycił swoimi wargami spód jej prawego ucha, delikatnie je zaciskając zaczął pieścić jej skórę. Zatrzymał się, gdy między wargami znajdowała się już jej ozdoba, srebrna róża. Wtedy to poluzował uścisk i zaczął kierować się nimi ku górze ucha. Jego ciepłe wargi zadziornie błądziły po krawędzi jej ucha. Na pewno czuła jego ciepły oddech. Miał nadzieję, że chociaż w połowie czuje to co on. Jego wolna ręka opadła na jej udo, tą odsłoniętą część. Mężczyzna dobrze wiedział jak wyprowadzić ją z równowagi na tyle, aby opóźnić znalezienie klucza. Poczuł na swoich palcach jej chłodne ciało. Oj tak, uwielbiał ją dotykać, zawsze uderzało to do jego głowy. Koniuszkami palców zaczął podróżować po jej udzie ku górze podwijając przy tym samym jej sukienkę do góry. Gdy jego dłoń znalazła się na jej pośladku na jego twarzy pojawił się łobuzerki uśmiech. Delikatnie go ścisnął, tylko po to, żeby po chwili go puścić. Zadziornie zaczął „dreptać” palcami przez biodro w stronę frontalnego wejścia. Zostawiał na chłodnej drodze ciepłe kroki jego palców. Oczywiście podróż ta miała na celu naznaczenie jego intencji, pobudzenie jej niebijącego serca do szaleństwa. Chciał żeby wiedziała, że ta wizyta nie skończy się kolacją. Chciał żeby jej martwe i chłodne ciało płonęło od emocji, miał zamiar ogrzać ją w swoich ramionach. Oczywiście scena przy drzwiach pozwoliła mu dostrzec jaką bieliznę ma na sobie dziś wampirzyca.
- Podoba mi się. Ładnie eksponuje twoje kształty. - wyszeptał do jej ucha. Może widok miał nieco zasłonięty przez sukienkę, jednak ręką odsłonił wystarczająco dużo ciała aby móc zwrócić na to uwagę. I w końcu! Upragniony odgłos otwierania drzwi. Może ona tego nie słyszała, jednak jego receptory dźwięku nie pominęły tego dźwięku. Nie chciał jej martwić ale te drzwi skrzypiały.
Nie wiadomo czy nawet je zamknęli. Po prostu wpadli do środka. Nawet on całkowicie olał swoje zakupy. Po prostu rzucił je pod ścianę ogrodu. Zrobił to tylko po to żeby pochwycić wampirzycę. Delikatnie podrzucił ją do góry powtarzając sposób trzymania jej, zrobił praktycznie to samo co na targu, tylko, że teraz byli razem. Sami, tylko dla siebie. Tutaj nie musieli się już niczym martwić. No może tylko tym żeby dotrzeć w jakieś wygodne miejsce. Co zapowiadało się na całkiem trudne zadanie.
Pierwszym miejscem, przy którym się zatrzymali była ściana przy drzwiach. To właśnie przy niej wilkołak pierwszy raz puścił dziewczynę na ziemię. Jego ręce powędrowały po jej plecach. Jego krew wręcz gotowała się od tego wszystkiego, co po nim chodziło. Cóż, tylko ona tak na niego działa. To ci niedobra wampirzyca. Jedna rzecz mu nie pasowała, te wszystkie ozdoby. Musiał się ich pozbyć, dlatego też w tym miejscu zabrał się za ściąganie jej biżuterii. Zostawił tylko tą jedną, małą, niewinną różyczkę. Sądził, że dodaje ona dziewczynie uroków. W trakcie tej czynności odwracał jej uwagę namiętnymi pocałunkami, dość łapczywie łapał jej wargi. Mimo, że zimne były dość wilgotne i miękkie. Uwielbiał je całować, uwielbiał gdy ona go całowała. Każdy jej pocałunek był niczym kolejna dawka narkotyku dla wieloletniego narkomana. Zastanawiał się jak mógł tak długo bez niej wytrzymać. Wystarczyło kilka chwil, żeby doprowadziła go do szaleństwa. Powoli zaczynał wątpić, że jeszcze kiedykolwiek nauczy się bez niej żyć. Za długo mieszkali razem, zbyt wiele rzeczy ich łączyło, on chyba nie mógł jej opuścić. Wampirzyca stała się po prostu częścią jego życia.
Kolejna podróż, ku chwale! Trzeba było znaleźć jakieś miejsce gdzie będą mogli całkowicie oddać się sobie. Jeszcze nim pozwolił na jakikolwiek ruch zatopił swoje ręce w jej włosach i złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Tak namiętny jak tylko się dało. Gdy przestał jego źrenice zamarły w jednym miejscu. Patrzył głęboko w jej oczy. Były śliczne. Pasowały do tej niegrzecznej wampirzycy. W jego oczach zaczynały powoli żarzyć się intensywne iskierki. Nie było ich wiele. Jego oczy można było porównać teraz do ogniska. Żarzące się czerwone iskierki na ciemnym tle źrenic na pewno wyglądały dość ciekawie. Spoglądali tak w swoje oczy dość długo, jego serce waliło jak młot. Krew uderzała mu do głowy, czuł, że przez nią oszaleje.
Każdy krok, każdy kolejny krok w stronę kuchni lub salonu był dość mozolny trwał dość długo. Dlaczego? Para jakoś tak nie mogła się od siebie oderwać, każdy krok wiązał się z obiciem się o kolejną ścianę, kolejnymi namiętnymi chwilami. Te ściany na pewno pamiętały podobne sceny.
W pewnym momencie jego ręce spoczęły na jej udach. Delikatnie, subtelnie podróżował nimi w stronę pośladków. Znowu? Tym razem nieco inaczej, delikatnie drapał jej skórę, gdy tylko miał możliwość po prostu zdjął z niej sukienkę i rzucił ją w bok. Gdzie upadła? Sam tego nie wiedział, jakoś nie zwrócił uwagi na lot ciuchu. Wiedział, że gdzieś wylądowała, cóż, takie było prawo. Wszystko co lata musi spaść.
Znajdowali się chyba w kuchni. Wykorzystał sytuację i posadził dziewczynę na blacie. Jego wargi oderwały się od jej ust. Musiał w końcu nacieszyć oczy tym widokiem. Uwielbiał patrzeć na jej ciało, nie pasowała mu teraz tylko jedna rzecz. Jednak jej pozbędzie się za chwilę.
Wampirzyca wyglądała pięknie, szczególnie w tak seksownej bieliźnie. W takim miejscu, pozycji i scenerii. Przez chwilę wilkołak nie mógł oderwać od niej spojrzenia. Patrzył nie tylko w jej oczy, obserwował całe ciało. Dokładnie, bardzo dokładnie. Dopiero po chwili jego wargi zadziornie musnęły jej nos. Po chwili kolejny, delikatny pocałunek został złożony na jej brodzie. Nie wiadomo kiedy jego usta musnęły szyję i znalazły się przy obojczyku, który pocałował. Po chwili zrobił coś, co działało na nią równie mocno co pocałunki. Dobrze wiedział, przez te wszystkie lata zauważył, że powietrze, które wydycha na jej ciało działa na nią niczym afrodyzjak. Pewnie to był powód dla którego zaczął drażnić jej szyję nie pocałunkami a podmuchami powietrza wypuszczanymi z ust. Jego ręce powędrowały na jej talię, błądził zarówno po niej jak i plecach. Chociaż tak naprawdę szukał sposobu na pozbycie się gorsetu. Ku jego niezadowoleniu okazało się, że mogą być problemy z naturalnym ściągnięciem tego wynalazku. Eh... niech Vivi jeszcze się nim nacieszy, bo za chwilę dojdzie do wilczej improwizacji.
Największym problemem było teraz dotarcie z kuchni do sypialni, która była na piętrze. Sam wilkołak wątpił, że dadzą rade dojść przez schody. Przecież takie schody były idealnym miejscem, żeby dać upust swym emocjom. W jego głowie rodziły się coraz to kolejne scenariusze dzisiejszego wieczora. Niektóre z nich nawet były dość intrygujące, nie we wszystkich wampirzyca była niewinną dziewczynką. Oj tak, Tsu akurat znał jej naturę, wiedział do czego jest zdolna i w jakich scenariuszach rozwija skrzydła. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, co potrafi zrobić dziewczyna. Wiedział jedno, dzisiejszej nocy raczej nie zmrużą oka. Nie widzieli się w końcu tyle czasu, musieli  to nadrobić. Mieli, co nadrabiać.
Zapewne doszedł do wniosku, że życie gorsetu dobiegło końca. Jeszcze ostatni raz przygryzł ucho dziewczyny. Jego twarz odsunęła się od jej na kilka milimetrów. Tak niewiele, a zarazem tak dużo. Jego spojrzenie było teraz takie niewinne. Oboje wiedzieli, że nie wróży ono nic dobrego dla jej ubrań. W trakcie ich znajomości już nie raz dochodziło do takiej sytuacji. To spojrzenie zawsze zwiastowało rychły koniec jakiejś części garderoby. Używając swoich pazurów zaczął powoli rozcinać nitki krępujące jej ciało. Zaczął od góry. Każda sznurówka czy co tam to było coraz bardziej uwalniało jej ciało, wliczając w to jej piersi. Spoglądał się w jej oczy co chwilę spuszczając wzrok. Spuszczał go gdy pękała sznurówka, patrzył jak jej ciało wydostaje się spod materiału na zewnątrz. Należało się mu! Jak można tak katować, tak piękne ciało? To był grzech za który należało ukarać wampirzycę. Sama ta czynność trwała minutę? Może dwie. Jednak czas poświęcony na to wzbudził tylko w nim jeszcze większe pożądanie. W końcu, wygrał wojnę wilk kontra gorset i oswobodził jej ciało z objęć tego czorta!
- Ops. mruknęło mu się tylko, zupełnie jakby zniszczył to przez przypadek. No co, nie jego wina, że nie mógł się powstrzymać, jakby miał to rozplątywać to do jutra by mu to zeszło. Gdy tylko pozbył się tego co z niego zostało pewnym ruchem przyciągnął ją do siebie. Uwielbiał, gdy jej chłodne ciało wbijało się w niego. Było wręcz idealnie, a miało być jeszcze lepiej. W chwili obecnej przez jego głowę przetoczyła się jedna myśl. Dlaczego nie mieszkają razem? Czemu nie mogą mieszkać razem? Chyba tego pragnął, chciał mieszkać razem z nią. U niej, u niego, nie ważne, ważne żeby spać u jej boku. Być przy niej. Oglądać jej twarz każdego ranka, odchodzić od zmysłów każdej nocy. To było coś niesamowitego. Postanowił oddać pałeczkę w jej rękę. Dzięki jego pomocy doszli aż do kuchni. Nie było tak źle, jeszcze nie była naga. Ciągle miała na sobie zakolanówki i te urocze koronkowe, fioletowo-czarne majteczki. Chwila. Gdzie ona zgubiła pantofle?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Nie Sie 18, 2013 11:40 am

Mój wilkołak raz zwierzył mi się ze swoich planów. Raz jeden, gdy wieczorem, leżąc na kanapie, rozmawialiśmy o życiu i śmierci. O minionych latach. Moim długim życiu. W pewnym momencie załamał mi się głos, gdy mówiliśmy o tym, że on kiedyś odejdzie. Wiedziałam, że to nieuchronne i akceptowałam to, jednak wciąż cierpiałam na myśl o tym, że i jego ma przy mnie zabraknąć. Tsu stracił swoją rodzinę. Wiedziałam, jakie to uczucie. Traciłam kochane przeze mnie osoby cały mój żywot. Calutki. Moja matka umarła tak wcześnie, że jej nie pamiętałam. Mój ojciec oddał mnie w ręce najgorszego tyrana, jakiego znałam. Straciłam dziecko jeszcze nim pojawiło się na tym świecie. Moja miłość okazała się być jednym wielkim kłamstwem. Poznałam wiele istot i zakochałam się nie raz, nie dwa, nie trzy... I co z tego miałam? Gdyby nie Tsuki, wciąż byłabym kompletnie sama z tymi wszystkimi duszami, którym odebrałam szansę na spoczynek. Głosy, które towarzyszyły mi dzień w dzień, nienawidziły mnie. Usiłowałam im wynagrodzić ich los. Zapoznawałam się z ich bliskimi, wspierałam ich rodziny w tych trudnych chwilach. Ja. Morderca ich ojców, sióstr, braci, matek... To był koszmar, ale wiedziałam, że na to zasłużyłam. Nic nie mogło wrócić duchów do życia. A ja, choćbym chciała tego z całego serca, póki żyłam, nie mogłam podarować im wiecznego snu.
Dlatego natychmiast i stanowczo odmówiłam Tsu, ze strugami łez spływającymi po moich policzkach. Wizja posiadania go przy sobie w jakiejkolwiek formie, już na zawsze, była piękna. Mimo tego, że wiedziałam, iż kiedyś będzie musiał mnie opuścić, ja także nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Ale nie chciałam, by stał się więźniem mojego umysłu. Mój wilkołak zasługiwał na śmierć. Zasługiwał na spokój, na odpoczynek. Miał trafić tam, gdzie każda dusza powinna się znaleźć po swojej śmierci. W lepszym miejscu, niż to bagno tutaj. Nie mogłabym pozwolić mu cierpieć wewnątrz mnie. Wyrzuty sumienia byłyby nie do zniesienia. Nie potrafiłabym dłużej żyć. Przecież on by wszystko widział moimi oczami, słyszał mymi uszami, byłby nieodłączną częścią mnie.
Głosy miały pozostać grupą istot, których nie znałam za życia, do których nie żywiłam żadnych silnych uczuć. Tsu był dla mnie najcenniejszym istnieniem. Dlatego go uratowałam, dałam mu dom i chroniłam go własną piersią. Inaczej naukowcy z Sorciere zapewne zabiliby go w trakcie eksperymentów i chorych badań, mających rzekomo odrodzić jego rasę. Rozmawiałam z nimi o tym, gdy biedak był jeszcze w śpiączce. Do tej pory liczyłam na to, że nikt mu nie zdradził tej propozycji. A nawet jeśli było inaczej, liczyłam na to, że Tsu nie zastawiał się ani chwili nad odrzuceniem jej.
Tamten wieczór wciąż do mnie powracał. Ciągle słyszałam, jak pełnym bólu głosem, krztusząc się od płaczu, każę mu zapomnieć o tym, nigdy więcej o czymś takim nie myśleć. Błagałam go o to. Widziałam jego wystraszoną twarz. Nie rozumiał, co takiego powiedział, że tak gwałtownie zareagowałam. Nie pytał. Otoczył mnie swoimi ciepłymi ramionami, przycisnął do siebie i szeptał cały czas "Ćsiii...", gdy ja łkałam, przyciśnięta do niego. Kilka, a może i kilkanaście minut, próbowałam się uspokoić. Cała jego koszulka była mokra od moich łez, ale on nawet nie drgnął.
Nawet teraz, całując go przy kolejnej już ścianie, wspominałam tamtą chwilę. Od tamtego dnia zaczęłam myśleć o jego ramionach, jak o twierdzy. Czułam się zupełnie bezpieczna, będąc z nim, wdychając wydychane przez niego powietrze. Zamknęłam oczy, unosząc kąciki ust w uśmiechu. Moje dłonie błądziły pod jego koszulką, z tyłu, drapiąc jego plecy. Z przodu znalazły się w ostatnim zaułku, kiedy bawiłam się jego sutkami tak długo, aż nie zaczął przez to sapać. Uwielbiałam go nakręcać. Jego serce biło wtedy o wiele głośniej, on sam robił się jeszcze cieplejszy... Jakoś fascynowały mnie takie ludzkie odruchy. Były takie pełne życia, którego ja już w sobie nie posiadałam.
Nasze rzeczy często lądowały na ziemi. Raz on rzucał swoje zakupy, raz ja moją parasolkę, by zaraz zawlec się do ciemnego zaułka, gdzie oddawaliśmy się rozkoszom. Zazwyczaj ledwo dochodziliśmy do czegoś, o co któreś z nas mogłoby się oprzeć. Cudem chyba jeszcze się nie znaleźliśmy na brudnej ziemi, choć nie sądziłam, by Tsu to miało jakoś specjalnie przeszkadzać. Ja jednak wolałam postać w takich miejscach. Jakby to wyglądało, gdybym szła z nim cała w piachu czy kurzu do domu? Albo w czymś jeszcze paskudniejszym? Teiz było przecież szanowanym osiedlem!
Zadrżałam, wypuszczając z ust chłodne powietrze. Ilekroć jego dłonie dotykały moich ud, cała zaczynałam się delikatnie trząść. Pomimo tego, jak zimna byłam na zewnątrz, w środku robiło mi się gorąco i duszno. Z każdym namiętnym pocałunkiem coraz trudniej było złapać oddech, skupienie się też nie wchodziło w grę. Moja głowa była wypełniona Tsukim. Dudnienie jego serca, jego płytki oddech, temperatura jego ciała, które były przyciśnięte do mojego, smak jego śliny, miękkość jego warg, twardość jego mięśni... Jego cichych pojękiwań mogłabym słuchać do końca swoich dni, nigdy nie miałam ich dość. Wsunęłam nogę między uda mojego kochanka, ocierając się o wiadomy punkt na jego ciele, póki byłam w stanie sterować swoimi poczynaniami. Ilekroć robiliśmy sobie przerwę od milczącego spaceru, coraz bardziej zatracałam się w mym wilczku. Zaczynałam wątpić, czy kiedykolwiek dojdziemy do mej rezydencji. Od Dzielnicy Handlowej do Teiz był szmat drogi, a droga ta pełna była ślepych uliczek, cienistych zakamarków, pustych zaułków i skrętów, do których niosły nas nasze nogi. Widziałam, jak żar w jego oczach rośnie wraz z każdym zboczeniem ze ścieżki. Mój głód także się wzmagał. I nie mówię tu tylko o jego gorącej krwi.
Poczułam niewyobrażalną ulgę, gdy w końcu zobaczyłam dobrze znany mi budynek. Mieszkałam w nim ledwie od jakichś niepełnych czterdziestu lat, jednak dopiero od siedemnastu czułam się w tam jak w domu. Dzięki Tsu, oczywiście. Kiedy z nim zamieszkałam, surowe ściany nabrały kolorów... i śladów po pazurach, których zdołałam się pozbyć już jakiś czas temu. Nawet trochę tego żałowałam, jednak tłumaczenie się za każdym razem, gdy przychodził do mnie gość, co to za nietypowa ozdoba, było dość męczące i zawstydzające. Wciąż jednak byłam zapytywana o kręgi magiczne, które znajdowały na ścianie każdego pomieszczenia, dając mi pełną kontrolę nad moją rezydencją.
Wyprzedziłam wilkołaka o kilka kroków, rozstając się na chwilę z jego rozgrzanym ramieniem. Naturalnie, nie omieszkałam pokołysać biodrami w zmysłowy, lecz subtelny sposób. Po tych wszystkich wiekach życia, taki sposób chodzenia stał się dla mnie normą. Oparłam parasolkę o ramię i otworzyłam torebkę. Gdzieś tu musiał być kluczyk! Przerzucałam pospiesznie moje kosmetyki, pieczątkę, ołówki, zgniecione skrawki papieru i inne bibeloty, bez których nie mogłam się obejść. Wiedziałam bowiem, co przyniosą ze sobą zbliżające się kroki. Tupot męskich butów o schodki nie zawiódł mnie. Zastygłam w bezruchu, czekając na nieuchronne. Zagryzłam dolną wargę, patrząc niepewnie we wnętrze torebki. Już po chwili po całym moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz, który poczułam aż w kościach. Westchnęłam, przymykając powieki. Dłonie mi się trzęsły, gdy nadal uparcie poszukiwałam mojej zguby.
- Tsu... -Szepnęłam ulegle, czując jego ciepłe palce na moim udzie. Miałam ochotę oprzeć się o drzwi, wysunąć pośladki w jego stronę i pozwolić mu się dotykać dalej. Chciałam się w nim zatracić teraz, natychmiast, a on wcale nie pomagał mi się uspokoić. Moje szczęście było nieopisane, gdy w końcu natknęłam się na kluczyk. Już, już miałam go w garści, gdy po moim ciele przeszedł kolejny dreszcz, a maleństwo wpadło w czeluście przepastnej mini-torebeczki. Nie byłam jednak w stanie się tym martwić, bowiem wilkołak skutecznie odwracał moją uwagę. Jego ciepłe palce, zaciśnięte na moim chłodnym pośladku, rozpalały mnie od środka. Oddech gnał coraz szybciej, jakby chciał dodatkowo nadrobić za niepracujące serce, które skomlało w tej chwili, konsumowane powoli przez nienasycone płomienie. Wstrzymałam na chwilę powietrze w płucach, bowiem palce wilkołaka znalazły się niebezpiecznie blisko moich sfer intymnych. Czułam, jak moje ciało zastyga w oczekiwaniu. Mój mózg zupełnie się już wyłączył. Miał gdzieś to, czy sąsiedzi zobaczą, co wyprawiamy przed drzwiami mojego domu. Liczyła się tylko ta chwila.
- Dziękuję. -Odpowiedziałam, słysząc jego komplement, bo tego wymagały ode mnie maniery. Gdybym mogła, zarumieniłabym się. Nie dlatego, że zawstydził mnie swoimi słowami. Było mi głupio, że ktoś je już widział na moim ciele przed nim, że nawet nie zdążyłam ich uprać. Wiedziałam, że Tsu by to nie przeszkadzało. Nie byliśmy parą, więc nie robiliśmy sobie nigdy scen zazdrości, nie wypominaliśmy romansów. Ale i tak czułam się brudna, jakbym go oszukała, zdradziła. W mojej głowie znów zaświtała moja czysta łazienka i biała, kusząca wanna wraz z fiołkowym szamponem, bąbelkami, płynem do kąpieli o zapachu niezliczonych, egzotycznych owoców i kwiatów...
Znów poczułam chłodny metal. Szybko i pewnie schwyciłam za niewielki kluczyk, który wyglądem zupełnie nie pasował do nowoczesnych drzwi. Był to kluczyk z dwoma ząbkami, srebrny i wytrzymały, opleciony małymi pnączami z jeszcze mniejszymi, delikatnymi ciemnopurpurowymi różyczkami i maciupeńkimi kolcami oraz listeczkami. Był starannie wykonany, drobny i śliczny. Z triumfalnym uśmiechem wsunęłam go w zamek i przekręciłam dwukrotnie, by następnie szybciutko wyjąć go z wrót i wrzucić do torebki. Na nic innego nie miałam czasu.
Z impetem wpadliśmy do pierwszego pomieszczenia. Mojego wewnętrznego, egzotycznego ogrodu. Dość dziwny widok po przekroczeniu progu, jednak dzięki temu mogłam cieszyć oczy roślinnością za dnia, bez parasolki albo poparzeń. Liście zaszumiały wesoło, lecz nasze głośne oddechy natychmiast je zagłuszyły. Moja parasolka wypadła mi z rąk, torebka uderzyła o podłogę, wysypując część swojej zawartości. Usłyszałam, jak papierowa reklamówka Tsu także pada na kafelki. Bez słowa protestu pozwoliłam mu wziąć się na ręce. Natychmiast oplotłam go nogami w pasie, a moje dłonie wsunęły się w gęste włosy mężczyzny. Moje pantofle znalazły się na zielonej trawie, o czym świadczyły kolejne szelesty. Ja już nic nie widziałam. Z zamkniętymi oczami, upajałam się każdym kolejnym mlaśnięciem naszych ust. Teraz one były dla mnie tlenem. Nie mogłam bez nich żyć ani chwili dłużej.
Miałam ochotę zachichotać, gdy kolejna ściana znalazła się za moimi plecami. Powinnam była zacząć je liczyć, bowiem ta zdecydowanie nie była pierwszą, jeżeli chodziło o dzisiejszy dzień. Odziane już tylko w zakolanówki stopy zapadły się w miękkiej trawie. Zsunęłam dłonie na szyję mojego kochanka, co jakiś czas głaszcząc opuszkami palców jego policzki. Teraz już nie powstrzymywałam się przed mruczeniem, które wciąż wydobywało się z mojego gardła. Ciche, zmysłowe pomrukiwanie, miało zachęcić Tsu do dalszej zabawy, sprawić, by oszalał dla mnie jeszcze bardziej. Umilkło tylko na chwilę, kiedy to palce wilkołaka dotarły do zapięcia mojej kolii. Zastanawiałam się, czy nie powinnam była zaprotestować. Nawet, jeśli pozwalałam jemu jedynemu na całowanie mojej szyi, rzadko chodziłam bez "ochrony". Czułam się zupełnie bezbronna wtedy, więc na ogół spałam i kąpałam się w obrożach, kryzach i innych naszyjnikach, byleby tylko mieć coś na szyi. Oderwałam dłoń od jego rozgrzanego ciała, z zamiarem zatrzymania go, jednak gdy byłam blisko, zacisnęłam palce w pięść i odpuściłam. To był Tsu. Byłam z nim bezpieczna. Nawet, jeśli jakimś cudem wpadłby tu krwiopijca, ochroniłby mnie. Byłam tego pewna.
Wejrzałam w oczy Tsukiego, odwzajemniając jego wspomnienie. Mój wzrok przez krótką chwilę zasnuty był różową mgiełką. Obydwoje dyszeliśmy, ledwo się hamując przed kolejną serią pieszczot. Uśmiechnęłam się delikatnie. W jego ciemnych oczach tańczyły dzikie, nieokiełznane, czerwone ogniki, które znałam tak dobrze. Kochałam każdy z nich. Delikatnie musnęłam opuszkami palców mokre wargi mężczyzny, ani na chwilę nie zaprzestając wpatrywania się w jego cudowne ślepia. Bicie jego serca wypełniało moje myśli. Każda kolejna sekunda zdawała się trwać małą wieczność. Chciałam, by chwile, jak ta, trwały jak najdłużej.
Wędrówka do kuchni poprzez rozległy ogród nie była krótka ani łatwa, jednak znaleźliśmy się na miejscu nim się obejrzałam. Moje ręce spoczęły na plecach Tsu, pod jego koszulką, podczas gdy on znów piął się do mych pośladków. Drżałam w jego ramionach, nie mogąc się nasycić w pełni bliskością wilkołaka. Ciągle było mi mało. Moje dłonie przyciągały go do mojego ciała, a ja zupełnie nie zwracałam uwagi na to, czy wbijałam w jego skórę paznokcie w trakcie tej czynności, czy też nie. W końcu on sam postanowił mnie podrapać. Mrowiła mnie skóra tam, gdzie pozostawiał swój dotyk. Tak bardzo pragnęłam zostać pokryta w całości tym przyjemnym, ciepłym uczuciem Każdy nasz pocałunek był coraz bardziej zachłanny. Skubałam jego dolną wargę co jakiś czas, gdy on brał oddech. Nie zamierzałam zostawić jego ust w spokoju ani na chwilę. Nawet się nie zorientowałam, kiedy straciłam ważną część ubioru, stojąc przed nim jedynie w bieliźnie. Byłam zbyt zajęta.


+18


Otworzyłam leniwie oczy w momencie, w którym moje pośladki dotknęły twardej powierzchni blatu. Kątem ślepi rozejrzałam się po pomieszczeniu, by się upewnić, gdzie jesteśmy. Następnie spojrzałam na Tsu. Jego wzrok zdawał się mnie pożerać, gdy badał moje krągłości. Zrobiło mi się jeszcze goręcej. Oparłam dłonie o kuchenny mebel, dysząc słodko przez rozchylone, wilgotne wargi. Na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech, gdy wilkołak cmoknął mnie krótko w nos. Czułam się przy nim niewinna i drobna, a przecież był ledwie kilka centymetrów wyższy ode mnie.
Drżałam za każdym razem, kiedy jego wargi gorące stykały się z moją zimną skórą. Uczucie nieopisanego ciepła usiłowało zawładnąć moim ciałem za każdym razem, gdy to robił. Uniosłam podbródek i przechyliłam lekko łebek, dając mu znak, że nie mam nic przeciwko, chociaż ciągle czułam się niepewnie bez mojej kolii. Z mojego gardle wyrwało się ciche stęknięcie, a po skórze przeszły delikatne ciarki. Oddech wilkołaka niemal mnie parzył, jednak nie było to nie miłe uczucie. Wręcz przeciwnie. Sprawiało, iż moje serce płonęło jeszcze mocniej. Ledwo się powstrzymywałam od skomlenia o jeszcze więcej doznań. Nieco zdziwiona, spojrzałam na twarz kochanka, gdy ten zaprzestał pieszczot. Jego spojrzenie wyrażało więcej, niż było potrzeba.
Sapnęłam cichutko, gdy tasiemki gorsetu zaczynały pękać. Zmartwienia o kolejny świetny gorset, który nadawać miał się już tylko do śmieci, postanowiłam zostawić sobie na później. Teraz zajęłam się coraz głębszym oddychaniem, gdy Tsu powoli, stopniowo uwalniał moje ciało. Krążące to w górę, to w dół oczy wilczka, sprawiały, że cichutko chichotałam. Ta scena przypominała wiele innych, jakie się działy w moim domu. Część nich miała miejsce dokładnie tutaj, na tym blacie. Już po chwili część ubioru, niczym skorupka, odłączyła się od mojego ciała i poszybowała gdzieś w dal. Westchnęłam, czując niewysłowioną swobodę.
Zaśmiałam się niezbyt głośno, słysząc to "Ops". To było takie typowe dla niego! Pocałowałam go krótko w usta, z szerokim uśmiechem na twarzy, by następnie przytrzymać tam wargi na dłużej, gdy moje nagie piersi przylgnęły do jego klatki piersiowej. Ponownie sapnęłam. Mimo jego koszulki, czułam wyraźnie rozgrzany, umięśniony tors. Szybko uwiesiłam się na szyi Tsu, zsuwając się z blatu i rozpoczynając serię kolejnych namiętnych całusów. Widziałam w jego oczach te nieme słowa, które mówiły, że teraz ja miałam poprowadzić nas dalej. Bez zbędnego zwlekania, ujęłam twarz mężczyzny w dłonie, zmuszając go do lekkiego pochylenia się ku moim wargom. Całując go bez chwili wytchnienia, szłam równym tempem wstecz, cicho chichocząc w jego usta. Nie miałam zamiaru tracić czasu na kolejne ściany. Spotkałam ich dziś wystarczająco dużo!
W mgnieniu oka znaleźliśmy się w moim salonie, wystarczyło przejść przez dość szeroki łuk. Nasze stopy zapadły się w puchatym dywanie. No, przynajmniej moje, bowiem wilkołak wciąż miał buty na nogach. Było tyle rzeczy, których musiałam się pozbyć z jego ciała! Sprawnie i energicznie obróciłam nas obydwoje, tak, bym teraz to ja była przodem do pomieszczenia. Rozdzieliłam nasze usta, aby łapczywie zaczerpnąć tchu. Spojrzałam na Tsukiego z uczuciem, którego nie byłam w stanie nazwać żadnym znanym mi słowem. Bez zbędnych ceregieli położyłam dłoń na jego klatce piersiowej i pchnęłam go na kanapę. Chwilkę stałam, podziwiając moje dzieło, czyli seksownego mężczyznę z podwiniętą koszulką, dyszącego i wpatrującego się we mnie z żarem. Powolnym krokiem, kręcąc kusicielsko biodrami, zbliżałam się do niego i kiedy tylko znalazłam się wystarczająco blisko, łapkami dotknęłam jego stóp. Powolutku, bez pośpiechu, z którego byłam znana, pięłam się wyżej. Dotykałam jego łydek, kolan, by jeszcze bardziej zwolnić przy udach. Wsunęłam palce między jego nogi, cały czas patrząc na twarz wilczka. Chciałam widzieć jego reakcje, gdy zagłębiłam dłonie jeszcze bardziej między jego kończynami. Paznokciami sunęłam leniwie po jego spodniach, by tuż przed kroczem wyjąć ręce i ułożyć je po obu stronach Tsukiego. Przyciągnęłam się do niego, wręcz czołgając się po jego ciele. Ta czynność nie zajęła mi zbyt wiele czasu, bowiem już po chwili znów go namiętnie całowałam, przygniatając jednocześnie mężczyznę do mebla. Chrzanić sypialnie, są za daleko!
Wsunęłam dłonie pod jego koszulkę, zadziornie ciągnąc jego dolną wargę zębami. Zsunęłam nogi tak, by teraz siedzieć okrakiem tuż nad jego czułym miejscem. Pełen triumfu uśmiech pojawił się na mojej bladej twarzy, gdy męczona przeze mną część garderoby zsunęła się z ramion wilkołaka i wylądowała na podłodze. Tęskniłam za tym widokiem! Wtuliłam buzię w szyję mego kochanka, składając na niej setki drobnych, delikatnych, ale też łapczywych pocałunków, podczas gdy moje łapki przesuwały się po rozgrzanym torsie mężczyzny, starannie omijając wielką, poszarpaną bliznę. Starałam się nie myśleć o tym, jak wyglądała, gdy jeszcze nie była tylko szramą. Zaczęłam delikatnie nadgryzać skórę jego szyję, drocząc się zarówno z nim, jak i ze sobą. Byłam potwornie głodna, zachowanie kontroli nad sobą w takiej chwili, gdy gorąca krew w jego żyłach buzowała i wręcz się gotowała, było niesamowicie trudne, ale nie niemożliwe. Po jakimś czasie w końcu dotarłam do obojczyków Tsu. Wtedy też odsunęłam twarz i cmoknęłam go w kącik ust, przestając się podpierać rękoma o jego klatę. Moje piersi przycisnęły się do rozgrzanej skóry wilkołaka, zmuszając mnie do kolejnego westchnienia.
Tęskniłam za nim bardziej, niż chciałabym przyznać. Mniej więcej wtedy, kiedy wyprowadził się ode mnie, zaczęłam zatrudniać Rei'a. Wiele razy mieszkałam sama, ale po odejściu Tsu zaczęłam bać się samotności. Moja panika zaczęła źle wpływać na moje myślenie. Wszędzie widziałam bandytów i szpiegów, w każdym sąsiedzie i każdym przechodniu. Moja paranoja wciąż rosła, więc znalazłam kogoś, kto miał mi pomóc z nią walczyć. I nie, nie był to psycholog. Mój najemnik miał za zadanie zbierać dowody na to, że dana osoba nie jest jednym z rebeliantów, płatnym mordercą, złodziejem, gwałcicielem i nie wiadomo czym jeszcze. A wszystko dlatego, że nie miałam już przy sobie kogoś, kto mógłby mnie ochronić. Mojego "psa ochronnego". Chciałam, żeby wrócił do mieszkania ze mną, ale nie tędy droga. To wszystko, co czułam do Tsukiego... Wiedziałam, że z nim jest podobnie, o ile nie gorzej. Kochaliśmy się, lecz nie ostatecznie. Jeszcze nie. Póki co, między nami nie wystąpiło to coś, co mówiłoby, iż jesteśmy sobie przeznaczeni. I choć tęskniłam za byciem w trwałym związku, nie chciałam rujnować życia kolejnej osobie, a już na pewno nie Tsukiemu. Chciałam, by miał rodzinę. Gdyby związał się ze mną, umarłby tylko z moją zapłakaną postacią u boku. Kiedy mieszkaliśmy razem, nasze więzi były coraz mocniejsze. Jeśliby wróciłby do mnie, w końcu byśmy się w sobie zakochali. Ja byłabym tą, przez którą wilkołaki wymarły, a on wydałby ostatnie tchnienie u boku zimnego trupa, który będzie musiał o nim zapomnieć, by dalej żyć. Chyba obydwoje nie tego chcieliśmy.
- Nie masz pojęcia, jak bardzo cię teraz chcę. -Wymruczałam, wsuwając palce w miękkie włosy mego kompana. Moje fioletowe oczy były wbite w jego iskrzące się ślepka, gdy zetknęłam nasze czoła ze sobą. Proste, czarne pukle mojej fryzury, która zdążyła już wyschnąć, opadły niczym kurtyna po obu stronach naszych twarzy. Opuściłam lekko powieki, tworząc cienie na moich policzkach. Dyszałam słodko, czekając na jego ruch.

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Nie Sie 18, 2013 8:34 pm

Chyba oboje się tego bali. Zarówno on jak i ona bali się tego, że mogliby się przywiązać do siebie. Chodzi o to, że już ich łączyło coś niezwykłego, co owocowało strachem przed spotęgowaniem się tego w jakieś potężne uczucie. Go przerażał ten fakt ze względu na złe doświadczenia w jego życiu, dobrze wiedział, że każdy na kim mu zależy cierpi. Na tyle, że to cierpienie doprowadza do jego bolesnej zguby. Nie mógłby narazić jej. Nie potrafiłby żyć ze świadomością, że cierpi z jego powodu. Ona natomiast bała się tego, że on umrze. To było najgorsze co mogłoby ich spotkać. Ponownie kwestia cierpienia.
Eh... dlaczego to wszystko było tak skomplikowane? Dlaczego ich znajomość była z góry przekreślona? Dlaczego jedyna osoba na której mu zależało była skazana na to, żeby cierpieć. Chyba był przeklęty. Od samych narodzin coś z nim było nie tak. Jego babka musiała mieć rację, podobno w dniu, w którym przyszedł na świat był pełnia. Jednak nie taka zwykła, księżyc był czerwonej barwy. Gdy miał 10 lat – około 50 ludzkich, jego babka wyjawiła mu sekret. No może nie. Opowiedziała mu pewną legendę, tak, tak jest lepiej. O tym, że krwisty księżyc pojawia się tylko wtedy kiedy na świecie ma stać się coś potwornego. Przyrównała narodziny wilkołaka do narodzin dziedzica nie wilków a śmierci. Taki cios prosto w ambicje młodego chłopca. Rodziny się nie wybiera, prawda?
Kolejny powód aby się obwiniać. Vivi pewnie poświęciła dużo czasu i środków aby doprowadzić mieszkanie do normalnego stanu, a on? No właśnie, on w przeciągu tej intymnej wizyty już wszystko zadrapał. Za każdym razem gdy odbijali się od ścian zostawał po nim ślad pazurów. Tak samo było z napotkanymi meblami. Skąd wiedział? W międzyczasie. Między ich oddechami słyszał dźwięk rozszarpywanych elementów tego mieszkania. Cóż, nie panował teraz nad sobą a jedyną winną temu osobą była właśnie wampirzyca.
Gdy tylko poczuł jak piersi dziewczyny wbiły się w jego tors nie mógł już nad sobą panować. Gotująca się w nim krew była coraz większym utrudnieniem. Jego zęby nieco się zaostrzyły, to samo tyczyło się paznokci. Ba, nawet uszy przybrały lekko spiczasty kształt. Nie, nie przemieniał się, nie było ku temu ani sposobności ani powodów. Po prostu jego serce szalało. Rozgrzana krew wyzwoliła w jego ciele kilka reakcji chemicznych, które zaowocowały delikatnymi zmianami w jego ciele. Cóż, skóra też stała się nieco bardziej szorstka. Jednak to na pewno w niczym im nie przeszkadzało.
Gdy dziewczyna stała nad nim pokazując nie tylko swoją „wyższość” ale także cudownie eksponując wszystkie swoje wdzięki on dosłownie zwariował. Nie miał zamiaru jej przeszkadzać. Podobała mu się jej inicjatywa. Patrzył na nią nie tylko napalonym wzrokiem. Jego źrenice były zupełnie inne niż w trakcie pobytu w kuchni. Przybrały bordowy kolor. No może bez przesady jego ciemne źrenice dostały lekko czerwonego zabarwienia. W trakcie jej manewrów nie spuszczał z niej oka. Cóż dziewczyna strasznie na niego działała, szczególnie w tej sytuacji. Pokazał to przez przygryzienie wargi i wyeksponowanie kilku swoich ząbków.
Oh! Czyli i on za chwilę będzie nagi i wesoły? W gruncie rzeczy ciągle był bardziej ubrany od swojej wampirzycy. Chociaż odnośnie jej miał swoją teorię. Idealnie wyglądała w skąpej bieliźnie. W sumie dla niego nie potrzebowała niczego innego. Uwielbiał obserwować jak rano porusza się po domu właśnie w niej. Każdy ruch który wykonywała robiła z gracją. Po prostu można było stwierdzić, że wszystko co robi robi po prostu pięknie.
Vivi miała w sobie coś, co sprawiało, że on nie potrafiłby się na nią gniewać. Miał przed sobą dość ciężką sytuację. Zniknął z jej życia na blisko osiem miesięcy nie dając przez ten czas żadnego znaku życia. Nawet w pracy zostawił półroczne zwolnienie. Przez dwa miesiące nikt nie wiedział czy on w ogóle jeszcze żyje. Dobrze wiedział, że mogła czuć się samotnie. Chyba byłby jej w stanie wszystko wybaczyć. Przecież nie była wobec niego zobowiązana, nic sobie nie przysięgali.
Zniknął bo musiał poukładać w swojej głowie kilka spraw. Musiał porozmawiać z kilkoma osobami, wymierzyć sprawiedliwość. Wilczy kodeks – życie za życie. W ciągu tego okresu pozbawił życia kilka osób, które przyczyniły się do tego co stało się z jego rasą. Dowiedział się też kilku ciekawych rzeczy. Bardzo interesujących, niektórych nawet niepokojących.
Teraz, gdy spotkał swoją wampirzycę po tak długiej rozłące wszystko, co ich łączyło, co do niej czuł tylko potęgowało. Nie potrafił się jej oprzeć. Prawda była taka, że będzie zmuszony poprosić ją o przygarnięcie pod dach. Nie było go stać na nowe mieszkanie a klucze zgubił kilka tysięcy kilometrów od domu. Bał się tego, nie chciał się ponownie zadłużać. Ona zrobiła dla niego już za dużo. I teraz kolejna przysługa?
Gdy jej ręce błądziły po jego brzuchu na jego ciele zaczęły pojawiać się żyły. Cóż, ciśnienie jego krwi było tak duże, że nawet one powychodziły. Do tego jego ciało, nie tylko krew w nim się gotowała. Jego ciało też było gorące, w tej sytuacji spokojnie przekraczało 40 stopni. No tak, wilkołaki przecież były ciepłokrwiste. Jej dotyk działał teraz na niego niesamowicie drażniąca. Różnica w temperaturze była wręcz ogromna, a jednak przynosiła im obojgu ogromną przyjemność, takie pieszczoty tylko potęgowały wszystkie te doznania których mieli doświadczyć.
Sama blizna, w trakcie swojej absencji ze świata dowiedział się dlaczego ona się nie zasklepia. Tak naprawdę nigdy nie powinna się wyleczyć. Była zadana przez Alphe, takiego jak on. Rany zadawane przez te wilkołaki są śmiertelne gdyż osłabiają enzymy odpowiedzialne za regenerację wilczego ciała. Tsuki powinien być martwy, jego płuco i organy wewnętrzne, które zostały napotkane przez pazury napastnika zostały zniszczone. Jednak przeżył ponieważ inny wilkołak, a raczej wilczyca, która miała być jego przyszłą żoną poświęciła się. Oddała swoje życie aby on mógł żyć. Tsu miał związań się z wilczycą, która posiadała oryginalną zdolność, była w stanie absorbować rany. Leczyła ona ludzi a ich rany przechodziły na nią. Wilkołak nie potrafił się z tym pogodzić. Teraz zrozumiał, że jest on źródłem cierpienia innych ludzi. Tak naprawdę ta rana nigdy się nie zagoi. Zabieg, którego na nim dokonało nie okazała się idealny. Coś poszło nie tak i nawet jego płuco i żebro są nieco niesprawne. Żebra są cieńsze w miejscu po pazurach. Płuco? Cóż, tego się nie dowiedział, ogarnięty gniewem rozerwał gardło jego informatora.
Gdy ona siedziała na nim w jego głowie roiło się od różnych myśli. Wampirzyca na pewno wiedziała, że wilkołak nie myśli tak jak inni faceci, że kierują nim inne cele. On sam nie chciał zakładać rodziny. Nie chciał narażać nikogo na cierpienie. Poza tym dzieci. On ojcem? To było raczej niemożliwe. Wątpił, że kobieta przeżyłaby poród, nie wiedział nawet co tak naprawdę by urodziła.
Zresztą, na pewno odda swą szyję aby wampirzyca mogła się posilić. Jakoś tak nie przeszkadzało mu to, cieszył się nawet, że może jej się chociaż w taki sposób odpłacić. Wiedział, że jest spragniona, widział to w jej oczach. Zapewne wraz z krwią dojdzie do tych wspomnień, które będą opisywały jego nieobecność. Zobaczy wszystkie złe rzeczy, których się dopuścił, miejmy nadzieję, że ominie tylko to, co poczuł. Jak każda mordowana przez niego osoba zdradzała mu mroczne sekrety, które powiększały dziurę w jego sercu. Najgorsze co może wypłynąć to rozmowa z pewnym profesorem do spraw genetyki. Mężczyzna ten wyjawił teorię, która głosiła, że istnieje szansa na skrzyżowanie wilka z wampirem. Jednak nie wiadomo co z tego by wynikło. Zapewne Viv nie ominie też jego podejścia do niej, tego jak jego serce nerwowo zaczęło bić na sam jej widok. Jak wszystko co przeszli razem nagle przeleciało przed jego oczami. Na pewno też dowie się, że Tsu chce żyć dla niej. Wilkołak przez całe życie chce być przy niej, chronić ją i wspierać. Nie tylko ze względu na swój kodeks, ale przez to, że kobieta była dla niego naprawdę ważna. Tylko ona mimo jego odmienności nie odchodziła od zmysłów, tylko ona potrafiła z nim wytrzymać.
- Tęskniłem. Nawet nie wiesz jak bardzo. - mruknął do niej rozmarzonym głosem. Jego słowa potwierdziła pewna część jego ciała, która upomniała się o pamięć. Jako, że Viv na nim siedziała na pewno to odczuła. Co zrobił Tsu? Zaprezentował jedno ze swoich niewinnych spojrzeń i położył obie dłonie na jej pośladkach delikatnie wbijając nie pazurki. Mrau.
Wyglądała w tej scenerii pięknie, uroczo, zjawiskowo, zresztą jak zawsze. Wilkołak odchylił lekko szyję dając jej znak, że nie ma nic przeciwko temu, żeby się posiliła. Chciał żeby na resztę wieczoru była w pełni sił. Oj, oj, coś planował!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Pon Sie 19, 2013 2:12 am

Wszystkie moje związki kończyły się podobnie- moim wieloletnim cierpieniem. Mój partner albo umierał, albo odchodził ode mnie, kiedy "nadszedł czas". Czasem ja przerywałam właśnie w takiej chwili, kiedy ja i mój ukochany byliśmy nie akceptowani ze względu na nasz wygląd. Mimo tego, że ja byłam wiekowa, w pewnym momencie moja miłość wyglądała o wiele starzej ode mnie. Czasem sama odchodziłam, choć było to jeszcze trudniejsze, bowiem ilekroć się w kimś zakochiwałam, czułam się winna. Jakbym odebrała tej osobie życie. Dla mnie właśnie tak to wyglądało. Odbierałam mężczyźnie szansę na normalne życie, na dzieci i małżeństwo... Miłość była dla mnie chorobliwie bolesna, a ja mimo to chciałam się zakochiwać, kochać i być kochaną.
Nie mogłam jednak odebrać szansy Tsu. Miał przed sobą kawał czasu do przeżycia, do tego był ostatnim żyjącym wilkołakiem i mógł założyć rodzinę, w przeciwieństwie do mnie, choć było to jedno z moich największych... Cóż, tak naprawdę, to moje największe marzenie. Gdybym mogła zajść w ciążę i urodzić dziecko, mając u boku osobę, którą kocham, nie wahałabym się ani chwili. Jeszcze nim zostałam wydana za mąż, marzyłam o byciu matką. Chciałam widzieć, jak moje dzieci dorastają, jak uczą się chodzić, mówić, jak wypadają im zęby... Jednak najprawdopodobniej jeszcze zanim zostałałam przemieniona, straciłam tę szansę.
Oczywiście, że byłam wściekła na Tsu za tę jego ucieczkę. Zakładałam, że umarł, choć część mnie chciała wierzyć, że po prostu znalazł szczęście gdzie indziej. Takie wmawianie samej sobie, że wszystko będzie okay. Starałam się nie uzewnętrzniać mojego szoku, gdy go zobaczyłam. Nie chciałam zamęczać go pytaniami ani niepokoić, choć korciło mnie jak diabli. Byłam z natury dość ciekawską osóbką. Normalnym by dla mnie było uwieszenie się na szyi wilkołaka i skomlenie o wyjawienie tajemnic, jednak ufałam mu na tyle, by mieć nadzieję, że sam mi wszystko powie w swoim czasie. Nie było potrzeby go niepokoić, prawda? Przecież wrócił! Był cały, w jednym kawałku, żywy i nie zakrwawiony! To chyba dobry znak.
Uniosłam kąciki ust, czując zachodzące w Tsukim zmiany. Często częściowo się zmieniał, gdy byliśmy w tak intymnych sytuacjach, jak ta. Otworzyłam na chwilę oczu i odsunęłam się od niego na parę centymetrów, by móc go zobaczyć. Najbardziej lubiłam go właśnie w takiej formie. Wciąż był ludzki, ale jego zwierzęce cechy zaczynały się uwidaczniać. Jego ciemne oczy lśniły krwistą czerwienią, którą tak uwielbiałam. Nieobchodziło mnie to, jak nieokiełznany czy groźny potrafił być. Miałam gdzieś wszystkie zniszczenia, które miała przynieść ta noc. Wszystko dało się naprawić, to nie było nic trudnego. W czasie tych "wakacji" Tsu, udało mi się całkiem pokaźną sumkę zaoszczędzić, więc nie miałabym mu za złe nawet w zupełności wymagającego remontu salonu.
Przygryzłam dolną wargę z zadowoleniem, muskając opuszkami palców gorącą, szorstką skórę. Zapragnęłam ugryźć go za spiczaste ucho, ale zamiast tego powróciłam do jego słodkich ust. Ich smak działał na mnie równie uzależniająco, co narkotyk, albo sama krew dla wampira. Nie mogłam się bez nich obejść. Nie po tak długim poście. Im dłużej leżałam na moim kochanku, tym duszniej i goręcej mi było. Jego ciało zaczynało mnie delikatnie parzyć, choć zapewne czułam się tak przez moje pobudzone zmysły. Wszystkimi receptorami chłonęłam Tsu. Zawsze mnie rozpalał do czerwoności, jednak po tak długiej rozłące wręcz płonęłam. Chciałam mu pokazać, co stracił, udowodnić mu, jak bardzo mi go brakowało i po prostu cieszyć się z tego, że znów jest przy mnie. Może też chciałam zapobiec kolejnej "ucieczce", jeśli kiedykolwiek by się na takową zdecydował lub już o jakiejś myślał. Nie mogłam mu pozwolić na to, aby mnie opuścił po raz kolejny. Nie wiedziałam, czy jak to zniosę tym razem. Byłam uzależniona od całego Tsu. Od jego gorącego ciała, oddechu, bicia serca, śmiechu, głosu i oczu wpatrzonych we mnie. Każda z tych małych sprawiała, że dzień był piękny. Przez takie osoby, jak on, wierzyłam, że moje długie życie nie jest pozbawione sensu.
To prawda, że widziałam przeszłość, gdy piłam czyjąć krew. Niestety, tylko ją widziałam. Nie czułam ani nie słyszałam tego samego, co mój posiłek w tamtych chwilach, dopóki nie wchłonęłam całej duszy. Mogłam więc zaledwie oglądać sceny z życia wzięte. Znałam więcej przeszłości Tsukiego, niż on chciałby mi zdradzić, jednak pewien procent mojej wiedzy oparty był na przypuszczeniach. Nie słyszałam kłótni, która wybuchła, nim wilkołaki pozabijały się nawzajem. Za to widziałam, jakie skutki przyniosła tamta potyczka. Widziałam także pewną kobietę, która pojawiała się we wspomnieniach mego wilka bardzo często. Wiedziałam, że łączyło ich wiele. Pamiętałam mnóstwo romantycznych obrazów, która migały mi przed oczami, gdy pożywiałam się krwią Li. Ale nigdy nie spytałam go o tamtą dziewczynę. Czułam, że byłaby to trudna i zbyt bolesna rozmowa dla niego.
- Chyba zaraz się dowiem. -Odmruknęłam z rozbawionym, frywolnym uśmiechem na twarzy. Sposób, w jaki odsłonił swoją szyję, nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Z resztą, nie miałam czasu się zastanawiać nad jego intencjami. Byłam zbyt głodna, by myśleć nad tym, co robię.
W chwili, w której moje kły zagłębiły się w jego ciele, miałam wrażenie, że cały świat stanął na parę sekund. Potem wszystko działo się w przyspieszonym tempie. Przylgnęłam mocno do Tsu, mrucząc z rozkoszy. Jego krew rozgrzewała mnie od środka. Była gorąca, jakby za chwilę miała zacząć wrzeć w moich ustach. Nie ograniczałam się z początku. Przełykałam spore ilości posoki, wbiwszy paznokcie w ramiona wilkołaka. Zobaczyłam cały dzisiejszy dzień jego oczami. To, co działo się parę sekund temu. W kuchni. W wejściu. Przy każdej ścianie. Obrazy ukazywały mi wszystko to, co on spojrzał. Zachichotałam w duchu. Wiele razy spojrzał mi w dekolt lub podziwiał moje pośladki, gdy odwróciłam się choć na chwilę. Widziałam, jak mnie spostrzegł na targu. Jak mnie oglądał, wodząc spojrzeniem po całej mojej sylwetce. Żałowałam, że nie mogę usłyszeć jego myśli. Chciałam wiedzieć, co też roiło się w jego głowie, gdy zobaczył mnie po raz pierwszy od tak dawna. Obserwowałam, jak robił zakupy. Jak budził się tego dnia. Wszystko zajęło ledwie moment, może dwa. Mój mózg ledwo przetwarzał tak szybko gromadzone informacje.
Cofałam się coraz bardziej wstecz. Zaczęłam zwalniać. Zamiast łapczywie chłeptać gorącą ciecz, sączyłam ją z wolna, dalej zaspokajając swój głód. Wcześniej nie przywiązywałam takiej dużej uwagi do wspomnień Tsukiego, bardziej skupiając się na rytmie jego serca, oddechu, temperaturze jego ciała oraz moich własnych odczuciach, które serwowały mi jego ręce. Musiałam kontrolować jego funkcje życiowe. Co prawda wierzyłam w to, że Tsu odepchnie mnie od siebie, gdy zacznie się robić niebezpiecznie, jednak to zepsułoby nastrój. Mimo to, w pewnej chwili zaobserwowałam, jak coś zaczęło się dziać. Pamięć Tsu sięgała tutaj już do kilku tygodni wstecz. Widziałam jakiegoś mężczyznę, którego nie znałam. Zbliżał się.. a raczej to mój wilkołak podchodził do niego. Z dość agresywnie gestykulowanej rozmowy, szybko zrodziła się krótka bójka. Z najprawdopodobniej człowieka, została plama krwi i poszarpane kończyny. Nie wiedziałam, gdzie to się stało ani o co tak naprawdę poszło. Kolejne obrazy były podobne. Chwila spokoju, gdy Tsu gdzieś szedł lub kładł się spać, by zaraz znów nastąpiła pełna brutalności i grozy scena. Za którymś razem wyczułam, jak dudnienie serca Tsukiego zaczęło się ściszać. Oderwałam się od jego szyi przerażona, dłonią zakrywając na jedną chwilę ślady po kłach, by rana zdążyła się choć trochę zasklepić. W następnej zeskoczyłam z jego ciała, by zacząć nerwowo krążyć po pokoju. Nie mogłam udawać, że nic się nie stało. Po tym, co zobaczyłam, miałam mętlik w głowie. Co to wszystko miało znaczyć?!
- Tsuki, gdzieś ty był?! Coś ty narobił?! -Wybuchnęłam, w końcu przystając w miejscu. Dyszałam głośno. Byłam pod wpływem dwóch silnych i kompletnie różnych uczuć- pożądania i strachu.
- Kim byli ci wszyscy ludzie?! -Kontynuowałam, wsuwając drżące dłonie we włosy. W moim głosie pobrzmiewała histeria. Wzięłam głęboki oddech, warcząc przy tym. Nie mogłam, nie potrafiłam się uspokoić.- Co się działo przez cały ten czas, Tsu?! Co to ma być?! Odpowiedz mi, natychmiast!
Objęłam się ciasno rękoma, patrząc na niego wyczekująco. Moje oczy pełne były gniewu, ale też trwogi, dodając tej scenie jeszcze więcej dramatyzmu. Rzadko kiedy wychodziłam z równowagi. Przez siedemnaście lat znajomości ledwie parę razy, które można było zliczyć na palcach jednej dłoni, wybuchnęłam przy nim gniewem. Byłam spokojną kobietą... A teraz? Niestety, nie potrafiłam zareagować inaczej. Bałam się, że wpakował się w jakieś bagno. Że najważniejszej osobie w moim życiu coś grozi. Może właśnie teraz jakiś płatny zabójca planował, jak szybko odesłać mojego kochanka do świata pozagrobowego?!
Czułam się zupełnie bezsilna. Miałam ochotę rozwalić stojącą nieopodal lampę tak samo mocno, jak paść na kolana i zalać się łzami. Mogłam tylko drżeć ze strachu o niego, niespokojnie kiwając się na boki i oczekując wyjaśnień. Wbiłam paznokcie w moje ramiona, ignorując ból i stróżki krwi, które zaraz miały spłynąć po moim ciele na bialutki dywan. Moja twarz choć tym razem była zarumieniona. Plamy czerwieni silnie kontrastowały z bladą skórą. Byłam cieplejsza o kilka stopni, dzięki jego osoczu. Być może dlatego udawało mi się tyle wystać z dala od jego gorącego torsu. Musiałam być silna, zwłaszcza teraz. Kto wie, co temu futrzakowi mogło przyjść do głowy?

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Pon Sie 19, 2013 11:19 am

Jego Zapewne gdyby wampirzyca odczytywała nie tylko obrazy ale także przebieg rozmowy i uczucia jakie towarzyszyły wilkołakowi wiedziała by, że tak naprawdę nie stało się nic strasznego. Było to po prostu wyrównanie starych rachunków, rozwianie wszelkich wątpliwości. Nie zabił przecież wszystkich, wymierzył sprawiedliwość tym, którzy na nią zasługiwali. Rozmawiał przecież z kilkoma uczonymi w normalnych warunkach – przy kawie, herbacie, na obiedzie. Nie kończyło się to żadną awanturą. Może dlatego, że byli to genetycy i rozmawiał z nimi o tym jak mógłby przedłużyć swoje życie. Niestety, żaden nie udzielił mu treściwej odpowiedzi.
Czy on nadawał się na ojca? Właśnie nie. Dobrze wiedział jakie komplikacje mogą wyniknąć z skrzyżowania wilkołaka z inną istotą. Jedynie coś, co posiadało niebywale silny dar regeneracji mogłoby dać radę przy porodzie. Niestety takich istot nie znał. Dlatego nie chciał łudzić się, że kiedykolwiek zostanie ojcem. Zresztą starzał się, było to widać po jego twarzy. Czas był nieubłagany jeśli chodzi o te sprawy. Nie znał litości.
Gdy Viv wgryzła się w jego szyję on oparł jedną dłoń na jej plecach. Jego oczy przybrały intensywny czerwony kolor. Czyli gen regeneracji już działał. Początkowo Tsu bał się, że regeneracja płynów w jego organizmie nie nadąży jednak wampirzyca przystopowała tempo picia. Na szczęście.
Gdy ona krążyła po pokoju on jakoś tak cały czas nie mógł oderwać od niej wzroku. Tęsknił za nią, potrzebował jej bliskości. Cóż, nic dziwnego, że była wystraszona. W końcu w trakcie swoich wakacji przelał dość sporo krwi.
- Musiałem rozwiać wątpliwości. Dowiedzieć się prawdy. Nie bój się Viv, to było tylko wyrównanie rachunków. Odpłaciłem im za to co nam zrobili, co mi zrobili. - zaczął spokojnie patrząc na swoją wampirzycę. Jakoś tak nie mógł patrzeć jak się martwi. Po prostu wstał i bez słowa podszedł do niej. Objął ją ramionami i wtulił w swoje ciało. Była cieplejsza niż kilka chwil temu, jednak ciągle różnica w temperaturze ich ciał była dość duża.
- Uszkodzone żebra i płuco. Rana, która nigdy się nie zasklepi. Utrata rodziny. Powód? Eksperymenty na losowych jednostkach, próba stworzenia broni idealnej, broni masowej zagłady. Powikłania szkodliwe nie tylko dla eksperymentu ale dla całego otoczenia. W końcu wyniszczenie. - zaczął mówić cichutko. Chowając swoje usta w jej włosach. Przycisnął ją do siebie nieco mocniej czując jak jej ciało wbija się w jego. Wziął oddech. Pachniała tak naturalnie. Inaczej niż zawsze, jednak to był piękny zapach. Bodajże wanilia. Lubił wanilię, nawet bardzo. Delikatnie pocałował czubek jej głowy.
- Zawdzięczam ci więcej niż życie. Wszystkie ciała zostały zabrane. Te, które do niczego się nie nadawały spalono. Z pozostałych wydobyto enzymy, doszło nawet do pobudzania komórek żeby przywrócić ich do życia tylko na chwilę, po to, żeby można było odnotować wynik eksperymentu. Bezczeszczono ich zwłoki i pamięć. Boją się pomyśleć, co by się stało ze mną gdyby nie ty. - to wyjaśnienie powinno wystarczyć. Dziewczyna dobrze wiedziała, że Tsu kieruje się wilczym kodeksem. Znała zobowiązanie, które na nim ciążyło. Wiedziała też czym jest klątwa płynąca w jego żyłach. Mimo to, bez żadnego strachu zabrała go do domu, zaopiekowała się nim. Sprawiła, że jego życie znów nabrało sensu. Wilkołak delikatnie pocałował jej czoło zostawiając na nim ciepły ślad. Po chwili zadziornie przybliżył swoje usta do jej jednak jej nie pocałował. Skierował swoją twarz w stronę jej ucha.
- Jesteś moim aniołem. - wyszeptał dość czule. Po tym fakcie delikatnie przygryzł jej ucho. Miał nadzieję, że jego partnerka to zrozumie. Że nie będzie wypytywać o rozmowy przy kawie. O tym powie jej sam. Rano, przy śniadaniu. Zapewne będzie to wyglądało tak, że Vivi nic nie ruszy a on zje wszystko nie tylko ze swojej torby ale także jej lodówki.
Gdy tylko oddech wampirzycy się uspokoił on nie czekał na nic więcej. Wiedział, że kobieta jest teraz pełna energii. Pewnym ruchem podniósł ją do góry i wraz z nią wylądował na najbliższym i najmiększym miejscu. Oczywiście to on poświęcił swoje plecy. Suma sumarum w efekcie końcowym to dziewczyna leżała na nim. A on? On po prostu wpijał się w jej wargi drażniąc je nie tylko swoimi ząbkami ale też i językiem. Jego ręce błądziły po jej plecach delikatnie je drapiąc. Zupełnie jakby mówił „Już wszystko dobrze aniołku, jestem przy tobie. Nic ci nie grozi. Ochronię cię, zawsze”. Bo w gruncie rzeczy taki był jego cel. Trwać przy niej dopóki zdrowie mu pozwoli i chronić ją do końca swoich dni. Zasługiwała na to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Pon Sie 19, 2013 2:20 pm

Wbiłam głębiej paznokcie. Aż syknęłam cicho z bólu, jednak były o wiele ważniejsze rzeczy, którymi powinnam się teraz przejmować. Na przykład wszystkie te pobudki, dla których Tsu postanowił wyjechać bez słowa. Nie rozumiałam go. Co miało być takiego ważnego, aby zupełnie nagle pozostawić całe Daingean, Sorciere i mnie? Po co rozmawiał z tyloma ludźmi? Dlaczego tylu z nich zabił? Czyżbym była na tyle ślepa, że pozwoliłam mu narobić sobie wrogów tuż pod moim nosem?!
W pierwszym odruchu chciałam odepchnąć go od siebie i zacząć na niego krzyczeć, że to poważny problem, jednak moje ręce zatrzymały się na jego klatce piersiowej. Spojrzałam na wielką bliznę na niej. Nie była jedyną, jaką nosił. Całe jego ciało było poznaczone różnej wielkości śladami po rozmaitych walkach, z których wyszedł zwycięsko. Moje oczy odnalazły ślad po niedawnym ugryzieniu na jego szyi. Już przestał krwawić. Zaraz miał zniknąć, jak wszystkie inne wgłębienia po moich kłach. Tsu był młody, jednak patrząc na te wszystkie odniesione przez niego rany, wydawał się w moich oczach kimś znacznie dojrzałym. Takie złudzenie optyczne, bowiem dla mnie zawsze pozostanie tym małym szczeniakiem, którego znalazłam, zaopiekowałam się nim i przygarnęłam, gdy został zupełnie sam.
Wtuliłam się w niego mocno, starając się nie rozpłakać. Jego dotyk dawał mi siłę. Będąc przy nim, czułam się, jakbym była w domu. Nie, nie w tym tutaj, w którym teraz staliśmy. Tsu był kimś, dzięki komu miałam poczucie bezpieczeństwa. Gdy wtulałam się w niego, miałam wrażenie, że właśnie tu znajdowało się moje miejsce na świecie. Dokładnie tutaj, w jego ramionach. Bo on był mój. Był moim przyjacielem, bratem, kochankiem i moim dzieckiem, które chciałam chronić za wszelką cenę. Coraz bardziej docierało do mnie to, w jakim niebezpieczeństwie mógł się znaleźć podczas tej długiej podróży. Moje dłonie samoistnie zaczęły poszukiwać nowych blizn, zadrapań... jakich znaków, świadczących o tym, że ktoś go skrzywdził. Gdybym mogła, w ten sam sposób przeszukałabym jego umysł. Nikt nie ma prawa zranić mojego wilczka! Nie, dopóki ja żyję!
- Tsu, ty ich zamordowałeś. -Przypomniałam mu roztrzęsiona.- Co, jeśli ktoś cię teraz szuka? Jeśli pragnie zemsty?! Albo jeśli policja, gwardia czy ki czort chce cię teraz zamknąć?! To przestępstwo, wiesz o tym!
Przylgnęłam do niego mocniej, oplatając go ramionami w pasie. Wiedziałam, że panikuję, ale naprawdę się o niego bałam. Moje drżące palce wciąż szukały świeższych blizn. Cała dygotałam ze strachu, pomimo tego, jak ciepły był Tsuki i jak gorąco robiło mi się przez niego. Zacisnęłam powieki na chwilę, biorąc coraz głębsze oddechy. Moja histeria w niczym nam teraz nie pomoże.
Wiedziałam, co się stało z ciałami jego krewnych. Byłam świadkiem ich zbierania z miejsca zbrodni. Godzinami klęczałam przy kałużach krwi, chcąc jakoś uczcić pamięć zmarłych. Nie znałam ich, jednak wiedziałam, że dla tego młodego wilkołaka były to osoby najbliższe jego sercu. Nie wiedziałam, czy moje postępowanie w jakikolwiek sposób pomoże, lecz chciałam ulżyć tym skatowanym duszom. Widziałam, jak Tsuki przeżywa to, co robiono ze zwłokami jego rodziny. Rozumiałam go. W czasach, w których się wychowałam, takie postępowanie było nie do pomyślenia. Naukowcy z Sorciere i ich pragnienie postępu, sprawiało, że zachowywali się bezwględnie. Wybłagałam jednak pochówki przynajmniej pewnej części poległych, głównie bardzo bliskiej rodziny Tsukiego, lecz nie wszystkich. Nie chcieli mnie słuchać. Najgorsze było to, że mojego wilka mogło spotkać coś podobnego nawet po tym, gdy go odratowałam. Był jedynym wilkołakiem w naszych szeregach. Ledwie udało mi się go odratować od kontrowersyjnych i zapewne bolesnych badań. Nie chciałam, by cierpiał jeszcze bardziej po tym wszystkim, co przeżył.
- Obiecałam, że się tobą zaopiekuję. -Powiedziałam pewnie, patrząc na niego z uczuciem. Przysięgałam go chronić nawet przy nim samym, choć z początku nie był z tego powodu zadowolony. Nie byłam pewna, czy to przez to, że wolałby zginąć, czy przez typową dla wilkołaków niechęć do wampirów. Być może sądził, że kłamię. Że rozkroimy go na stole operacyjnym, gdy tylko jego organizm zawsze normalniej funkcjonować. Ale ja mówiłam jak najbardziej szczerze. Nie wiedziałam, czemu, ale chciałam go wesprzeć. Chciałam być przy nim i pomóc mu w tych bolesnych chwilach jego życia. Pragnęłam, by żył.
Po moich plecach przebiegły dreszcze, kiedy poczułam jego gorący oddech na mojej ledwie letniej skórze. Na moich policzkach wystąpiły tak rzadkie u mnie rumieńce. Przez chwilę widziałam wszystko jak przez zapararowaną szybę. Cały świat był zamazany, bowiem łzy napłynęły mi do oczu. Jego słowa ścisnęły mnie za serce. Było mi bardzo daleko do zostania anielicą. Moje życie nie było tak niewinne i pogodne, jak powinno. Sama mordowałam ludzi. Każdego dnia przeżywałam każdą krzywdę, jaką kiedykolwiek komukolwiek wyrządziłam. Chwilami uważałam się za potwora. Czasem byłam pewna, że właśnie tym jestem. Bezwględnym monstrum, które nie zasługiwało na szczęście. A mimo to, Tsuki myślał o mnie, jak o tak dobrej, boskiej istocie, jaką były anioły. Uśmiechnęłam się łagodnie. Czułam, jak cały gniew momentalnie mnie opuszcza. Przytuliłam się jeszcze mocniej do swojego wilkołaka, nieśmiało unosząc wzrok. Odetchnęłam cicho. Byłam już względnie spokojna.
- Nie strasz mnie tak nigdy więcej. -Szepnęłam, nie do końcę pewna, czy go o to proszę, czy też mu rozkazuję. Wsunęłam palce w jego miękkie włosy, głaszcząc go delikatnie. Przez moment miałam ochotę wyszeptać mu, jak bardzo za nim tęskniłam, jak wiele on znaczy dla mnie i ile rozmaitych uczuć żywię do niego. Zamiast tego, zaśmiałam się głośno, ponownie leżąc na nim. Wejrzałam głęboko w jego oczy, nie wahając się ani chwili dłużej. Przyjęłam jego usta z uśmiechem. Oddawałam mu pocałunek z pełnym zaangażowaniem, wprawiając mój język w ruch. Nie czułam jego warg ledwie kilka minut, a już się za nimi wytęskniłam.
Czułam, jak skóra mnie mrowi na plecach, gdy ich dotykał. Wiedziałam, że pod wpływem jego dłoni, kręgi rozbłyskują jeden za drugim, w zależności od tego, na który się po omacku natknął. Przez chwilę podpierałam się rękoma, jednak szybko z tego zrezygnowałam. Moje piersi ponownie przyległy do ciała Tsukiego, co tylko wzmocniło czerwień moich policzków. Dłonią zebrałam moje włosy na prawą stronę mojej szyi, by nie przeszkodziły nam w dalszych pocałunkach. Drugą zaś wodziłam po umięśnionym ramieniu mego kochanka, sunąc opuszkami palców raz w górę, raz w dół, delikatnie go łaskocząc. Przygryzłam lekko dolną wargę wilkołaka , zadziornie za nią ciągnąc. Chciałam pozbyć się zmartwień, a jaki był lepszy sposób na zapomnienie o przykrych wspomnieniach, niż dziki seks z równie nieokiełznanym partnerem?

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Pon Sie 19, 2013 6:32 pm

Młody? W zależy czyich oczach. Biorąc pod uwagę wiek wampirzycy jego blisko 150 letnią tułaczkę po świecie można określić jak bardzo krótką. W porównaniu z ludźmi jednak okres ten był wręcz kosmiczny i nieosiągalny.
Dlaczego eksperymentowano na wilkołakach? Chciano odkryć tajemnicę długowieczności i regeneracji. Cóż dużo ludzi nie było gotowych na to, żeby odejść z tego świata. Większość z nich bała się śmierci pozostali, no cóż, pozostali mieli niedokończone sprawy.
Szczerze? Nie sądził, żeby ktoś miał mu za złe to co zrobił kilka tysięcy kilometrów od tego miejsca. Nie bał się niczego, ważne, że ona była przy nim. Wampirzyca jako jedyna istota potrafiła ukoić jego nerwy. Sprawić, by przestał martwić się o cokolwiek. Był przy niej szczęśliwy. Czasami tylko nie potrafił zrozumieć jej zachowania. Viv miała duże, pełne miłości serce, które nie raz wpędzało ją w kłopoty. Wampirzyca współczuła innym, chciała im pomagać. Ludzie niestety często wykorzystywali to przeciwko niej.
W jego oczach wampirzyca była piękna. Nie tylko fizycznie. Według niego posiadała wspaniałą osobowość i charakter. Wiedział, że jest ona zdolna poświęcić się dla dobra nieznajomych. On po prostu chciał kimś, kto będzie doglądać jej starań. Tym, który powie „nie” gdy posunie się za daleko. Tym, który swoim ciałem zasłoni ją od ran. W zamian miał nadzieję, że ona pozwoli mu po prostu spędzić życie u jej boku tak długo, jak to będzie tylko możliwe.
Najbardziej uśmiechałoby mu się spędzenie reszty życia właśnie w taki sposób. Z wampirzycą przy sobie. I to jaką! Nie dość, że piękną, zmysłową, to jeszcze szaloną i zwariowaną. Tsu w pewnym momencie, między pocałunkami przyciągnął ją do siebie jeszcze mocniej. Jak? Łapiąc ją pośladki. Przyciągnął ją na tyle mocno, żeby poczuła inne części ciała wilkołaka, które czuły się pominięte w tej całej zabawie. W końcu on ciągle był w spodniach a ona powoli świeciła golizną.
W pewnym momencie przekręcił ją na bok. I ponownie zrobił to ukazując jego troskę o dziewczynę, zupełnie jakby była ona z porcelany. Otóż to on znajdował się od strony podłogi. Wymieniał się z nią pocałunkami. Jego całe ciało było strasznie ukrwione i ciepłe. Do tego każdy kolejny pocałunek tylko podsycał jego pragnienia. Miał ochotę nigdy jej nie wypuścić. Jednak zrobił coś czego się nikt nie spodziewał w pewnym momencie przerwał. Niechętnie ale zrobił to.
Jego wzrok, czerwone ślepie wpatrywały się w wampirzycę, jego ręka zatopiła się w jej miękkich i długich włosach. Delikatnie drapał rejony jej ucha.
- Pamiętasz jak kłóciliśmy się o moją duszę? - zaczął dość cichutko. Miał ochotę wyjawić jej pewien sekret i za pewne za chwilę to zrobi. Tymczasem, gdy wampirzyca odświeżała swoją pamięć jego ręka powędrowała ku dołowi, ku jej szyi po do, żeby za chwilę spocząć na jej ramieniu a za chwilę na biodrze. On sam w tym czasie delikatnie przygryzł jej ucho a następnie złożył subtelny pocałunek na jej szyi.
- Chodzi o to, że chcę aby moja dusza trafiła do raju. - dodał po chwili cichutkim, ciepłym głosem pokazując paluszkiem na jej serduszko. Wiedział, że na pewno domyśli się o co mu chodzi. Gdy tylko skończył obie jego ręce znajdowały się na biodrach wampirzycy. On sam natomiast postanowił pokazać jej, że nie tylko ona ma w tym domu coś do powiedzenia. Pewnym ruchem położył ją pod nim. Dość wygodnie jak mniemał. I teraz to on był u góry! No to raczej było logiczne. Jeśli ona jest pod nim to on musi być u góry. Mniejsza z tym.
Wilkołak nachylił się nad swoją towarzyszką wpijając się w jej górną wargę. Uwielbiał to w jaki sposób smakowały usta wampirzycy. Metaliczny smak jego własnej krwi jakoś szybko zniknął. Zresztą nie było co się dziwić, w końcu tyle pocałunków, co oni już dzisiaj wymienili! Jego ręce przemieszczały się teraz po jej biodrach, brzuchu, tylko po to, żeby po chwili wylądować na jej piersiach. Mężczyzna zaczął delikatnie podszczypywać sutki wampirzycy. Cóż, chciał ją pobudzić do granic. Chciał, żeby tak jak on oszalała. Żeby pokazała mu co stracił zostawiając ją na ten okres rozłąki. W pewnym momencie zostawił jej usta. Po prostu chciał zrobić coś bardziej podłego. Musnął wargami jej nosek, czółko. Chwilę później już całował jej szyję przemieszczając się niżej. Poświęcił swoją uwagę jej piersią, przygryzł nawet delikatnie jej sutki. Po chwili kierował się w stronę pępka.

Treść ocenzurowana

Podniósł głowę do góry dość powoli, wydychając kolejne to porcje powietrza na ciało dziewczyny. Przejechał językiem po jej szyi delikatnie muskając krawędź jej ucha wargami. Zrobił to tylko po to, żeby za chwilę spojrzeć triumfalnie na rozpaloną wampirzycę. Wyglądała niespodziewanie uroczo i niewinny. No proszę, taki widok! On sam nie był jakimś mistrzem kamuflażu, po jego ciele można było się domyślić na pierwszy rzut oka, że jest rozgrzany. Napięte mięśnie, kilka wystających żył, wysoka temperatura ciała i przyspieszony rytm serca. Czerwone źrenice, delikatne zmiany w uzębieniu, paznokciach i uszach. Tak, takie były objawy pobudzenia tego oto wilkołaka.


Ostatnio zmieniony przez Tsuki dnia Wto Sie 20, 2013 7:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Wto Sie 20, 2013 12:41 am

OSTRZEŻENIE: Poniższy post zawiera treści nie przeznaczone dla oczu młodych czytelników.
Enjoy.


Ludzie chcieli więcej i więcej. Zachłanne istoty. Najpierw udało im się zdobyć moce za pomocą tych śmiesznych chipów. Zaczęli zmieniać śmiertelników w istoty z baśni. Na moich oczach zwyczajne kobiety i mężczyźni zmuszani byli do przyjęcia jakichś zmutowanych genów. Serie brutalnych eksperymentów zmieniały ich w syreny, zmiennokształtnych... O cyborgach nie wspominając. Teraz człowiek pragnął też życia wiecznego. Nieśmiertelność i dożywotnia młodość. Jakby powracające do życia trupy im nie wystarczały! Po co to im było? Czy byli aż tak nieszczęśliwi, by uciekać się do kontrowersyjnych, drogich badań, które niosły za sobą tyle ofiar?
Obarczałam winą tę presję, którą niewątpliwie wywarły inne rasy na mieszkańcach Daingean. W końcu cała wysepka oblegana była przez nadnaturalne stwory od lat. Ludzie musieli czuć się zagrożeni, mieszkając po sąsiedzki choćby z takim wampirem, jak ja. Śmiertelni i bez mocy, nie mieliby szans w starciu z krwiopijcą czy upadłym aniołem. CAM zwiększał ich prawdpodobieństwo przeżycia takiego starcia, a nawet umożliwiał wyjście z niego z tarczą, zamiast na tarczy. Wiadome było to, że człowiek nie chciał spaść na samo dno łańcuchu pokarmowego. Ludzie woleli uważać się za myśliwych, sądzić, że mają wszystko pod kontrolą, że to oni panują nad miastem. Większości nie-ludzi niezbyt to przeszkadzało. Zależało nam raczej na spokojnym życiu w miejscu innym niż cała reszta, gdzie w końcu nie musieliśmy się ukrywać z naszą prawdziwą naturą. Nie rozumiałam jednak, jak można bezcześcić tak piękny gatunek, jakim niewątpliwie byli ludzie. Wiele przedstawicieli ras posiadających niewyobrażalną wręcz potęgę pragnęło tylko tego, by stać się takim najzwyklejszym człowiekiem oraz wieść krótkie, ale szczęśliwe życie. Nie, żebym była zwolenniczką takiego toku myślenia. Mając te 479 lat na karku, cieszyłam się z bycia wampirzycą. Nie sądziłam, bym była w stanie znów być normalną śmiertelniczką. Bez głosów? Bez łaknienia krwi? Nigdy!
Sapnęłam głośno, gdy jego gorące dłonie zacisnęły się na moich pośladkach. Płomień, który rozgrzewał całą mnie od środka, wybuchł w tamtej chwili, by za chwilę znów płonąć spokojnie. Zaskoczona spojrzałam na Tsukiego, który odsunął ode mnie swoje usta. Teraz, gdy leżeliśmy przy sobie na niezbyt szerokiej kanape, łatwiej było mi patrzeć się w jego oczy. Zamaszystym ruchem położyłam nogę na udzie wilczka, ocierając się jeszcze bardziej o twardą część jego ciała, która domagała się mojej uwagi. Opuszkami palców pogładziłam lekko pokryty zarostem policzek. Jeszcze parę sekund wpatrywałam się łapczywie w jego wargi. Teraz, gdy zaspokoił mój głód, mogłam w końcu skupić się na innych pragnieniach.
- Pamiętam. -Odpowiedziałam równie cicho, co on, już po krótkiej chwili. Moja głowa dla mnie samej była praktycznie otwartą księgą, o ile głosy nie postanowiły poodwracać mojej uwagi. Pamiętałam bowiem chyba każdy możliwy szczegół mojego życia, od kiedy byłam jeszcze dzieckiem zaczynając. Tak zwana hipertymezja.
Przekręciłam zaciekawiona głowę, wpatrując się podejrzliwie w czerwone oczy. Czułam lekki niepokój. Temat śmierci był Tsu był dla mnie tematem tabu, zwłaszcza, że wiedziałam, czego by chciał. Było to zupełnie sprzeczne z tym, czego ja pragnęłam dla niego. Ubzdurał sobie, że będzie mnie strzegł po śmierci, aż do mojej własnej, poprzez stanie się jednym z głosów, które skutecznie zatruwały moje długie życie. Zamiast odpocząć od świata, on chciał zostać przy mnie już na zawsze. Nie mogłam mu na to pozwolić. Nie tylko dlatego, że przerażała mnie myśl, iż on miałby widzieć każdy aspekt mojego żywota moimi własnymi oczami. Bałam się, że on też będzie chciał w końcu iść na spoczynek wieczny. Każda dusza w moim ciele tego chciała, lecz wiązałoby się to z moim samobójstwem. Głosy mnóstwo razy próbowały pozbawić mnie życia. Był to jeden z tych powodów, dla których nauczyłam się krótko sypiać. Obawiałam się, że już nigdy się nie obudzę, jeśli będę nieprzytomna dostatecznie długo. Zapanowanie nad grupą duchów było ciężkim i trudnym zadaniem. Ale gdyby Tsu do nich dołączył... Nie sądziłam, bym była w stanie znieść także jego cierpienie.
Nie zrozumiałam jego słów. W pierwszej chwili chciałam odetchnąć z ulgą. Raj. Czyli, że chciał, by jego dusza odeszła z tego świata, prawda? Jednak to, w jaki sposób dotknął miejsca, w którym powinno bić moje martwe serce, stworzyło pewne wątpliwości. Każdy wyobrażał sobie niebo inaczej, a skoro ja byłam dla Tsu aniołem... Nie chciałam, by Tsu spełnił to marzenie tak bardzo, że tuż po naszej ostatniej potyczce odnośnie tego tematu, wyprowadził się ode mnie, właśnie przeze mnie. Uznałam, że jesteśmy za blisko ze sobą i że źle działam na Tsukiego, skoro pragnął czegoś tak okropnego, jak bycie duszą uwięzioną w cudzym ciele.
Chciałam się go dopytać, o co mu chodziło, ale wilkołak szybko znów mnie pocałował, przez co myśli uciekły mi z głowy, ot tak, po prostu. Moją głowę znów zalała niepohamowana żądza, którą wprost musiałam uciszyć. Przesunęłam paznokciami po gorących plecach wilkołaka, zostawiając na nich lekko zaczerwienione ślady. Jego rozpalone ciało było wszystkim, czego potrzebowałam w tej chwili. Cały czas delikatnie uśmiechałam się, wreszcie mając mojego kochanka nad sobą. Lubiłam być na dole. Choć potrafiłam być dominantką, o wiele bardziej wolałam być tą uległą. Uwielbiałam, gdy mój partner był pewien co do swoich ruchów, wiedząc, czego chce i jak to osiągnąć. Tsu był jednym z takich facetów, dlatego tak bardzo mnie pociągał. Cóż, było też mnóstwo innych powodów, ale w tej chwili ten drobny szczegół liczył się dla mnie najbardziej.
Stęknęłam cicho, czując go na swoich sutkach. Zacisnęłam mocniej powieki na kilka sekund. Mój oddech natychmiast przyspieszył. Tsu nie był taki, jak Faust. On nie miał zamiaru zwodzić mnie za nos przez pół nocy, nie chciał bawić się ze mną w kotka i myszkę. Wiedział, że jego łowy już się zakończyły, teraz wystarczyło się już tylko zająć złapaną zwierzyną. Spojrzałam na mego kochanka spod przymrużonych powiek, delikatnie unosząc wargi coraz wyżej i wyżej, gdy jego usta muskały coraz to inne części mnie. Mimowolnie wydałam z siebie przytłumiony, cichutki jęk, gdy jego zęby zacisnęły się łagodnie na mojej piersi. Przesunęłam zmysłowo dłońmi po jego ramionach, szyi i głowie, by następnie ułożyć łapki tuż nad moim biustem. Obserwowałam z zaciekawieniem, jak jego wargi schodzą coraz niżej... i niżej... Posłusznie uniosłam wyżej nogi, by mężczyzna mógł się zagnieździć między nimi. Przygryzłam dolną wargę. Z ekscytacji zaczęłam lekko drżeć, jeszcze zanim jego gorący oddech dał mi się we znaki między moimi udami. Czekałam niecierpliwie. Moje policzki zarumieniły się, a ja westchnęłam słodko, kiedy jego wargi i przyjemnie drapiący zarost otarły się o moją bieliznę. Tę, która już po chwili znalazła w zupełnie niewłaściwym dla niej miejscu. Wstrzymałam na krótką chwilę oddech, by w następnej jęknąć z rozkoszy. Po moich plecach przeszedł przyjemnie ciepły dreszcz. Miałam wrażenie, że na sekundę lub dwie każdy pojedynczy krąg na moich plecach zabłysł.
- Tsu... -Jęknęłam, tworząc łagodny łuk z pleców. Zacisnęłam obydwie dłonie na moich piersiach, rozkoszując się tym niesamowitym uczuciem. Ciepło zalewało moje ciało za każdym ruchem języka wilkołaka, przez co kolejne odgłosy pełne rozkoszy wypływały wprost z mojego gardła. Kiedy nie nabierałam łapczywie powietrza do płuc, mruczałam głośno. Chciałam podarować mu całą gamę dźwięków, którą słyszał niejednokrotnie podczas naszej długiej znajomości. No, prawie całą. Postanowiłam nie wyjękiwać w kolejności alfabetycznej bogów każdej znanej relagii, jaka przewinęła się w historii od moich narodzin aż po dziś. Cicho krzyczałam bądź jęczałam o wiele donośniej, w zależności od tego, jak silnie odczułam jego pieszczotę, lub stękałam, wzdychałam i sapałam. Wszystko, na co akurat miałam ochotę, ale bez zachowując pewien umiar, coby nie przesadzać, bo "co za dużo, to nie zdrowo". I na pewno nie atrakcyjnie. Ogółem, brzmiało to tak, jak miało- ja wariowałam od jego zwinnego języka, a on miał zaraz oszaleć od mojego seksownego pojękiwania.
Dyszałam od nadmiaru emocji, usiłując się uspokoić. Moje oczy na chwilę były jeszcze zamglone po tym wszystkim. Tsuki był ze mną na tyle długo, by znać każdy mój czuły punkt, czego nie omieszkał się wykorzystać przeciwko mnie. Jakbym już nie była zbyt wrażliwa, jeżeli chodziło o pieszczoty. Przy moim wilkołaku też za każdym razem reagowałam jak dziewica, jęcząc o wiele za głośno i za silnie reagując, jak na tak doświadczoną kobietę, jaką niewątpliwie byłam.
Zarumieniłam się jeszcze bardziej, widząc ten triumf w jego ślepkach. Podziwiałam chwilę jego ujawnione, wilkołacze cechy. Tak, zdecydowanie najbardziej podobał mi się właśnie taki- ze zmierzwionymi włosami, spocony i dziki. Bez zbędnych słów podniosłam się do siadu, co nie było łatwym zadaniem, gdyż wciąż drżały mi ręce. Przesunęłam językiem po szyi Tsukiego, zlizując resztki krwi. Po dwóch małych rankach nie było już ani śladu. Po tym zmysłowym geście opuściłam wzrok w dół, rozpinając jego spodnie, by następnie powoli zsunąć je z jego zgrabnego tyłka, za który zaraz chwyciłam. Skoro ja byłam już praktycznie naga, to on też powinien być.
- Weź mnie. -Szepnęłam, patrząc się w jego oczy z niemym błaganiem w mych własnych tęczówkach. Przybliżyłam się do jego warg, przymrużając powieki. Moje dłonie przesunęły się po rozpalonym ciele mężczyzny, od bioder po żebra, pozostawiając na krótką chwilę chłód tam, gdzie go dotknęłam. Przylgnęłam do jego torsu, ponownie przyciskając do niego moje nagie piersi.
- Proszę... -Wypowiedziałam wprost do jego narządu słuchu, tak cicho, że ledwie sama się słyszałam. Wiedziałam jednak, że on mnie dosłyszy. Wszak jego receptory były o wiele wrażliwsze na dźwięki, niż moje. Dodatkowo, na potwierdzenie moich słów, przesunęłam mokrymi ustami wzdłuż jego ucha, owiewając je zimnym oddechem. Tylko po to, żeby łatwiej mu było podjąć słuszną decyzję.

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Sro Sie 21, 2013 1:58 pm

+18
Użytkownikom poniżej tego wieku zaleca się opuścić stronę.


Każdy dźwięk padający z jej ust był wyłapywany przez jego uszy. Cóż, w pewnym momencie powróciły one do normalnego stanu. Czyżby osiągnął pełnię podniecenia? Był tak bardzo na nią napalony, że nawet jego druga strona zupełnie jakby uległa temu co się działo? Chyba po części tak, w trakcie ich długiej znajomości często dochodziło do momentów, w których nieświadomie mało co się przemieniał a w efekcie końcowym pozostawał sobą, z pazurami ale sobą.
Nawet nie wiedział kiedy z jego tyłka zleciały spodnie. Został teraz w fioletowych bokserkach na których widniał napis „big bad wolf”. Kupił je sobie w trakcie swoich pseudo wakacji. Jakoś ten napis go tak przekonał. Oddawał po części osobowość wilkołaka.
Wracając jednak do sytuacji na kanapie. Pomijając fakt, że gdzieś tam mogło się pojawić na niej rozdarcie po jego pazurach. Tak przypadkowo chyba coś zahaczył. Czasami przydałaby mu się wizyta u kosmetyczki.
Ponowne uczucie błogiego stanu spowodowane jej piersiami wbijającymi się w jego tors. Cóż, podobało mu się i nie miał zamiaru się z tym ukrywać. Tylko, że teraz było inaczej, zupełnie jakby z jej działa powoli zaczął wydobywać się pot. Była chłodniejsza i bardziej mokra. Do tego ta kropelka na jej czole i szyi. W każdym bądź razie te dwie zauważył. Podniósł głowę dość delikatnie zlizując kropelkę z jej szyi. Natomiast z tą na czole była zupełnie inna bajka. Otóż w tamto miejsce złożył po prostu 'buziaczka'.
Dziewczyna niepotrzebnie powiedziała „Proszę”. Dlaczego? Dobrze wiedziała, że jej partner jest wilkołakiem. Natomiast te były drapieżnikami. Dość wyrafinowanymi. Każdy szanujący drapieżnik wręcz uwielbiał bawić się swoją ofiarą zanim ostatecznie się za nią zabierze. Gdy do jego uszu padł ów wyraz tak właśnie spojrzał na wampirzycę. Była ona już jego ofiarą, spełnienie jego popędów było już tylko formalnością. Dobrze wiedział, że kobieta równie mocno co on nie może doczekać się już stosunku.
Na szczęście nie rzuciła spodni na drugi koniec pokoju. Udało mu się wyswobodzić  pasek, oj biedna wampirzyca. Nawet nie wiedziała, co ją teraz czeka. Żeby uśpić jej zmysły jego paznokcie przejechały po wszystkich możliwych kręgach na jej plecach delikatnie rozcinając naskórek, który jeszcze nim Tsu mrugnął zdążył się zregenerować. Ah, co oni by zrobili bez tego daru? Ich stosunki nie byłyby takie kreatywne i agresywne, musieliby się kontrolować. Zarówno on jak i ona. W końcu to jego plecy często były drapane i to dość głęboko. Jego ciepłe usta spoczęły na jej chłodnych wargach, dłoń kierowała się w stronę nagiego już pośladka, czyżby miał zamiar spełnić jej prośbę.
Nie! Biorąc ją z zaskoczenia przewiązał pasek przez jej nadgarstki unieruchamiając je. Oczywiście przekręcił wampirzycę na plecy aby mieć lepszy dostęp do jej ciała. Samo związanie rąk nie było jego całym planem. Przywiązał je jeszcze do nogi stolika, który stał obok kanapy. Był zbyt leniwy, dlatego rzucił lampą w bok regału z książkami. Siła rzutu wystarczyła aby deska pękła a sam regał wytrącony z balastu przewrócił się na stolik przygniatając go. Bynajmniej teraz miał pewność, że Viv się nie uwolni dopóki on tego nie zechce. Bądź też dopóki ona nie zniszczy jego paska, co było możliwe, w końcu wbrew pozorom wampirzyca była dość silną kobietą.
Jednak nie teraz, teraz była ofiarą. Słabą, bezbronną, delikatną kobietą, całkowicie zdaną na wolę jej oprawcy. Nie zamierzał jednak powiedzieć ostatniego słowa. Jeszcze nie teraz. Oczywiście zsunął z siebie bokserki na tyle, żeby wyzwolić resztę swojego ciała. Położył się na niej tak, żeby jego mięsień leżał częściowo między jej nogami, jednak sama jego końcówka i krawędź spoczęła na jej podbrzuszu. Świnia była z niego niesłychana bo wykorzystał jej pragnienie przeciwko niej. Delikatnie poruszył biodrami na prawo, na lewo zmuszając do poruszenia się jego mięsień, który na pewno zaczął drażnić i wypierać pewną presje na jej miejsce intymne.
Była dość rozciągnięta jako, że miała ręce za głową. On perfidnie to wykorzystał. Jego usta wędrowały losowo po jej ciele. Najpierw delikatnie drażnił jej ciało w danym miejscu brodą, następnie składał tam pocałunek zostawiając ciepły ślad tylko po to, żeby za chwilę delikatnie przygryźć jej skórę. Robił tak dosłownie po całym jej ciele, po szyi, uszach, piersiach, brzuszku. Co jakiś czas nawet odrywał się od niej drażniąc w ten sposób jej nogi i miejsce intymne. Gdy tylko zdawało się, że ma skończyć te tortury on ponownie kładł się na niej w ten dość drażniący sposób po to, żeby bawić się z nią dalej. Nie próżnował. Delikatnie swoimi pazurkami zaczął nawet zaczepiać sutki wampirzycy. Całował wtedy delikatnie jej usta. Lepszym określeniem byłoby przygryzanie jej wargi. Posunął się nawet do masażu. W trakcie gdy całował jej szyję jego jedna ręka spoczęła między pośladkiem dziewczyny a kanapą a druga błądziła po jej udzie. Co chwilę zaczepiając o zsunięte majteczki lub zakolanówki.
Co chciał osiągnąć? Zapewne chciał pobudzić ją do granic, chciał żeby krzyczała, żeby nie pozwoliła spać co najmniej połowie dzielnicy. Żeby zapamiętała ten wieczór do końca życia. Zapewne tak, jednak znając go – w końcu to zwierzę – miał jakieś ukryte cele. Ciekawe jak bardzo można rozpalić wampira?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Czw Sie 22, 2013 1:37 am

Gdyby to były nasze pierwsze tygodnie znajomości, Tsuki solidnie oberwałby po łapskach za to, co zrobił z moim domem. Wpierw obdrapane ściany, teraz porwana kanapa... A teraz? Nie obchodziło mnie to, nawet, jeśli pieniądze na pokrycie szkód miały iść z mojej kieszeni. Przyzwyczaiłam się już, wiedząc, że mój wilkołak robi w okół siebie "drobny" nieporządek zupełnie przypadkowo. Poza tym, stęskniłam się za nim. Nie widziałam go od wielu miesięcy, nie chciałam zepsuć naszych wspólnych chwil kłótnią o byle co.
Uśmiechnęłam mimowolnie, bardzo zadowolona. Oj, znałam te spojrzenie. I wiedziałam, co ono oznacza. Mój wilczek właśnie upatrzył swoją zwierzynę! Z ekscytacji mogłabym zaklaskać dłonie, zacząć się śmiać ze szczęścia i cmoknąć go w nos, bo właśnie tak się teraz czułam. Zamiast tego, w moich oczach błysnęła radość. Zapowiadał się interesujący wieczór!
Zadrżałam, czując jego ciepłe dłonie na moim ciele. Tym razem postanowił dołączyć także swoje paznokcie. Westchnęłam słodko. Skóra mnie mrowiła, gdy kręgi płonęły delikatnym światłem jeden po drugim. Regenerujący się naskórek lekko piekł. Przylgnęłam jeszcze mocniej do rozgrzanego ciała mężczyzny, mrucząc przy odwzajemnianiu pocałunków. Różnica temperatur była czymś niesamowitym w takich chwilach. Czułam wilka wszędzie tam, gdzie się dotykaliśmy, w postaci plam ciepła na mojej skórze. Mogłabym wzdychać z rozkoszy za każdym razem, gdy kolejny kładł na mnie swoją dłoń czy muskał wargami perłową cerę.
Chciałam objąć Tsukiego za szyję i przyciągnąć do siebie jego usta, jednak coś było nie tak. Zerknęłam na nadgarstki, z zaskoczeniem odkrywając pasek, który ciasno trzymał je razem. Zamruczałam z podziwem. Niby mogłabym rozerwać te więzy bez żadnego większego wysiłku, ale liczyły się intencje! A te wyjątkowo przypadły mi do gustu. Tsu był w swoim żywiole, to było widać. Z dominancką finezją wymyślał nowe, interesujące sposoby na pokazanie mi, że to On tu rządzi, a mi nic do tego.
- Uuu, nogi też? -Spytałam rozbawiona, nieco wychodząc z roli uległej, bezbronnej niewiasty. Cóż, nic, czego nie dałoby się nadrobić w późniejszym etapie naszej małej "gry". Tsu musiał naprawdę za mną tęsknić. Na ogół nie chciało mu się aż tak kombinować, jak teraaAAA... O MÓJ BOŻE!
- Mój regał! -Krzyknęłam, patrząc na przewrócony mebel z przerażeniem w oczach. Wszystkie książki i pamiątki, które miały już ładnych kilkadziesiąt lat, wylądowały na dywanie. Figurki, posążki, stare fotografie... Wszystko! Na szczęście mój biały dywan był na tyle miękki, że chyba tylko jedna czy dwie ramki pękły. Kilka kawałków szkła lśniło w miękkim puchu, odbijając promienie zachodzącego słońca. No cóż, chyba da się te fotki odratować. I trzeba będzie pomalować stolik, bo chyba się nieco porysuje... I poskładać ten regał do kupy, chyba półki się nieco przekrzywiły... Ta. Jedna chyba zaraz wypadnie... No cóż, zdarza się. Wszystko jest okay. O-KAY.
Wzięłam głęboki oddech, starając się zachować kontrolę nad sobą. Miałam ochotę wyswobodzić się od razu i zacząć porządkować pokój. Wiedziałam, że będę musiała zadzwonić po ekipę remontową z rana. To na pewno. Skoro Tsu wrócił, trzeba będzie odnowić stare znajomości. Oby moje zniżki wciąż były ważne! Inaczej mogłoby być źle. W tej chwili ulżyło mi potwornie, że wilkołak nie mieszka już ze mną. Mogłoby być u mnie krucho z pieniędzmi, gdyby było inaczej!
Przeniosłam z trudem wzrok na mojego kochanka, ledwie mogąc oderwać myśli od zniszczeń. Wyglądało na to, że przerosną znacząco moje oczekiwania. Ehh... Raz się żyje, nawet, jeśli to życie wieczne. Dlatego postanowiłam się skupić na tym, co najważniejsze- na Nim. Szybko przestałam się przejmować swoim domem i portfelem, kiedy moje oczy utknęły na jego zsuniętych nisko bokserkach. Przygryzłam dolną wargę z uśmiechem.
"Totally worth it!"
Opuściłam lekko rzęsy, zacisnąwszy dłonie w piąstki. Czułam go na sobie. Znowu. Moje całe ciało przeszedł dreszcz. Był tak blisko mnie! Wystarczyłby jeden szybki ruch, by po raz kolejny znalazł się we mnie... Och, te słodkie napięcie! Wzdychałam cicho, rozkoszując się dotykiem miękkich, ciepłych warg Tsu na mojej chłodnej skórze. Ich tarcie o moje ciało pobudzało mnie coraz bardziej z każdą sekundą. Miałam wrażenie, że płonę. Mogłabym mu wykrzyczeć, jak gotowa byłam na to, co nieuniknione, ale byłam pewna, że nie posłuchałby mnie, nie ważne, jak długo i natarczywie bym go błagała. Był jak taki typowy seme w tej chwili- czerpał radość z pastwienia się nad swoją ofiarą. Widział w moich fioletowych ślepiach, jak bardzo go pragnę. Wiedział, że cała płonę w tej chwili z pożądania. Chciał doprowadzić mnie do granic mojej wytrzymałości, bym oszalała dla niego. Nie on jeden próbował takich sztuczek na mnie... ale chyba nikt nie zdemolował mi przy tym salonu w takim stopniu.
- Proszę... Tsu, błagam cię... Nie wytrzymam dłużej... -Szeptałam, karmiąc jego ego, w przerwach między cichymi pojękiwaniami, które rosły w sile jeden po drugim, wraz z moją niecierpliwością. Nie mogłam znieść czekania, nie teraz, kiedy on cały czas mnie nakręcał. Huk z tym, że jestem wampirzycą z setkami lat doświadczenia! Jestem też kobietą w końcu! Niby martwą, ale to tylko pogarszało sprawę! Wargi mrowiły mnie od ciepła jego ust. Całe moje ciało drżało, kiedy jego gorące dłonie choćby musnęły moją skórę. Było mi duszno, bowiem ledwo mogłam złapać oddech. Zapotrzebowanie na tlen starało się nadrobić nieżyjące serce, które w takiej chwili winno było pracować na pełnych obrotach.
- Błagam, błagam, błagam, och, błagam! Zrób to! -Wymamrotałam, wijąc się pod jego dotykiem. Moje biodra unosiły się łagodnie co jakiś czas, by otrzeć się o męskość Tsu, który zajęty był całym moim ciałem poza tym jednym miejscem, które pragnęło jego uwagi najbardziej.

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Czw Sie 22, 2013 7:10 am

+18

Pisanie dłuższych postów z telefonu nigdy nie należało do najlepszych pomysłów. brak licznika słów, nigdy nie wiadomo czy nie napisze się za dużo niż powinno. Zdając się na zdrowy rozsądek jednak próba ta nie wygląda tak strasznie. Fakt, jest to męcząca praca jednak słownik xt9 okazuje się niezastąpiony.
Lepiej było, żeby Tsu nad niczym się nie zastanawiał. Nie było po prostu miejsca żeby upchnąć w poście jego filozoficzno-wilcze rozważania. Praktycznie każdy wiedział, że w głowie tego wilka rodziły się dziesiątki pomysłów, przepływały przez nią setki informacji w ciągu kilku sekund. Każda pojedyncza sekunda, każda chwila. Nie ważne jaka jednostka czasu oznaczała po prostu ogromne ilości przepływających informacji. W końcu wilk żył dość długo, dłużej niż większość ludzi może sobie wymarzyć. W trakcie swej egzystencji zdobył wiedzę kilkudziesięciu pokoleń. Uczył się świata w sposób wyjątkowy, odbierał go w końcu wszystkimi możliwymi zmysłami.
Pracowały one nawet teraz. Gdy jego towarzyszka wiła się z rozkoszy. Jego uszy chłoneły każdy jęk i krzyk wydobywający się z ust dziewczyny. Uderzało to do jego głowy mocniej niż niejeden narkotyk.
Jakoś tak zignorował jej błagalne krzyki. Domagała się uwagi? On nie omieszka się jej poświęcić. Na samym początku przycisnął swój mięsień do zazaniebanego miejsca. Po chwili jednak postanowił się na nią trochę jeszcze poznęcać. Odsunął się lekko na bok przykładając do tego miejsca swoją dłoń. Wiedział, że wampirzyca jest na skraju wytrzymalosci. Nie zaszkodzi jej jeszcze trochę pobudzić. Starannie wymasował to miejsce. W trakcie tej czynności jego usta znęcał się przez pewien moment nad skutkiem dziewczyny. Jednak gdy ta jęczała on lekko ją przygłuszył wpijając się w jej usta i oddychając wypuszczanym przez nią powietrzem.
Dopiero gdy wrzała, gdy cała się trzęsła. Dopiero wtedy okazał miłosierdzie. Dopiero wtedy w nią wszedł. Gdy to zrobił poczuł jak zagłębia się w jej chłodnym wnętrzu. Było to idealne, zresztą jak zawsze. Ten chłód rozchodził się po całym jego ciele. Czuł ją na brzuchu, plecach. Uderzał swą temperaturą ciała nawet do jego głowy.
Z początku nie ruszał się zbyt szybko. Oboje wiedzieli, że nie muszą się śpieszyć. No może ona o tym zapomniała. W jej oczach płynęła niepochamowana rządzą, dzikość. Pociągało go to. Wiedział, że urozmaici to tylko ich stosunki i relacje. Życie jest piękne!
Dobrze wiedział, że z każdym wbijaniem się jego mięśnia w ciało dziewczyny. Z każdym ruchem jego biodra, nie ważne czy mocniejszym, spokojniejszy czy jakim tam. Po prostu czuł, że żar bijący od niej rośnie. Jednak nie, wyczekał ją. Dopiero gdy była blisko szczytu uwolnił jej ręce. Dopiero wtedy pozwolił jej się dotknąć. On nie planował kończyć tego wieczoru zbyt szybko. Na jednym razie się nie skończy.
W trakcie tego etapu stosunku jego usta były zajęte jej wargami - chłodny, miękkim i delikatnym mięśniu. Według jego opinii stworzonym do całowania. Nie zapominał o swoim języku, który okazał się dość przydatny. Pozwalał mu lepiej czuć swoją partnerkę. Za każdym razem gdy zaczepiali się tym elementem cała czuł przyjemne, chłodne, roz ochodzące się po nim od środka em... dotyki? Jego dłonie pieściły ciało kobiety. Co jakiś czas delikatnie nacinał naskórek w losowych miejscach jej ciała.
Był moment, w którym przerywał zabawy z jej ustami tylko po to, żeby przejechać nosem wzdłuż jej szyi. Podniecona kobieta wydzielała piękny, zmysłowy, hipnotyzujacy zapach. Działał on na niego mocniej niż cokolwiek innego. Oczywiście powietrze wypuścił w stronę jej ucha. Gdy tylko je przygryzł wrócił do ust Viv.

Post pisany w tel. Dlatego krótki i niezrozumiały xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Czw Sie 22, 2013 3:15 pm

Wygięłam plecy w łuk i zacisnęłam mocno powieki, jęcząc. Jego ciepła dłoń już po chwili była mokra i lepka, co jeszcze bardziej mi się podobało. Palce Tsu ślizgały się po mojej najbardziej wrażliwej części ciała, przyprawiając mnie o lekkie dreszcze. Czułam fale gorąca, zalewające mnie od środka, przez co moja skóra pokryła się kropelkami potu. To było niezwykłe. Każde najmniejsze poruszenie jego palca, odczuwałam całą sobą. Pragnęłam go cała, nie tylko fizycznie. Mój umysł także chciał wbić sobie do głowy to, że wilkołak znów jest przy mnie. Po części nadal w to nie wierzyłam. Nie było go aż osiem miesięcy, a teraz wszystko było tak, jak dawniej. Kolejny dzień spędzony wspólnie na słodkich igraszkach, jakby ta koszmarna rozłąka nigdy nie miała miejsca. Gryzło mnie to. Nie podobało mi się, że tak szybko to pominęliśmy. Tsu był dorosły, miał prawo decydować o własnym życiu bez konsultowania się ze mną, ale jego decyzja mnie zraniła. Odszedł z dnia na dzień, bez słowa pożegnania. Mógł mi przecież powiedzieć, że musi wyjechać na jakiś czas. Długi czas. Znaliśmy się przecież nie od dziś, sądziłam, że ufa mi na tyle, by chociażby uprzedzić mnie o takich rzeczach! Miesiącami gryzłam się sama z własnymi myślami, tęskniąc za nim, martwiąc się o niego, gniewając się i przeżywając to chorobliwe uczucie samotności, które krążyła za mną nieprzerwanie ot tak dawna. Wyobrażałam sobie nasze pierwsze spotkanie, gdyby kiedykolwiek wrócił. Tysiące scenariuszy naszej rozmowy, kłótni, jego przeprosin... A w końcowym efekcie do niczego takiego nie doszło. Nie chciałam wywoływać u niego wyrzutów sumienia... NIE. Chciałam. Chciałam, żeby było mu przykro, żeby było mu źle z tym, że mnie porzucił! Chciałam, by błagał mnie na kolanach o przebaczenie! A teraz co? To ja błagałam jego o kolejne chwile bliskości. Byłam rozczarowana swoim zachowaniem. Postanowiłam go skonfrontować przy śniadaniu. Nie mogło mu to ujść płazem!
Krzyknęłam, gdy wbił się w moje ciało, odrywając wargi od jego słodkich ust. Gorąco zalało mnie od środka, ciepło uderzyło do zarumienionych policzków. Rozkosz na chwilę wycisnęła całe powietrze z moich płuc. Chciałam przylgnąć do Tsukiego całą sobą, przycisnąć go do siebie i wydrapać jego plecy aż do krwi, jednak pasek na nadgarstkach mówił mi, że teraz nie moja w tym rola. Teraz miałam jedynie pozwalać mu na każdy jego ruch, nie ważne, jak wariacki by nie był.
I mieć przy tym nadzieję, że kolejny mebel nie pójdzie do śmieci...
Byłam tak pobudzona, tak spragniona Tsu, że nie trzeba było mi wiele, bym poczuła rosnącą we mnie ekstazę. Trudno było utrzymać mi się w ryzach. Chciałam zrobić coś, co oddaliłoby orgazm, co przedłużyłoby ten dzień jeszcze bardziej, ale nie mogłam zrobić nic. Byliśmy w trakcie naszej małej gry, a teraz to ja byłam uke, kiedy on rządził. Mogłam się jedynie rozkoszować tym wszystkim, co też robiłam. Jęczałam za każdym razem, gdy wbijał się we mnie, rozpychając moje wnętrze. Mruczałam w jego wargi, skubiąc je ząbkami, aż nie wepchnął swojego języka do moich ust. Więzy się rozluźniły. Niepewnie wysunęłam dłonie z paska, by po chwili przylec nimi do pleców mojego kochanka. Nie miałam już wiele czasu.
- Szybciej... -Wyjęczałam w trakcie pocałunku, sunąc paznokciami po rozpalonej skórze Tsukiego. Miałam wrażenie, że jeszcze chwila i pot zacznie dosłownie wyparowywać z jego ciała. W porównaniu do mnie, był rozgrzany jak żelazko, przez co jeszcze wyraźniej czułam wszystko to, co robił ze mną. Jego pocałunki, drapanie jego zarostu, ruchy dłoni, klatki piersiowej i jego męskość poruszająca się głęboko we mnie... Jeszcze chwila i oszaleję!
Krzyknęłam głośno, wbijając paznokcie w ciało wilkołaka. Drżałam w jego ramionach, ledwo łapiąc oddech. Błogie uczucie ciepła zalało mnie aż po opuszki palców. Plecy wygięły mi się w łuk, głowa opadła na kanapę, rozsypując czarne włosy po białym dywanie. Spojrzałam na Tsukiego, dysząc głośno. Moje oczy zasnute były lekką mgłą, która nie potrafiła ukryć setek małych iskierek, rozświetlających moje tęczówki na różowy kolor.
- Chcę więcej... -Zamruczałam wygłodniała, przesuwając chłodnym nosem po jego drapiącym policzku.- Znacznie więcej...
Z każdą mijającą sekundą zniszczenia obchodziły mnie coraz mniej. Były zupełnie nieistotne. Chciałam już tylko oddać się w ręce Tsukiego i zobaczyć, ile jeszcze pomysłów nagromadziło się w jego głowie podczas tego odpoczynku od naszego związku. Przez chwilę zastanawiałam się, jak długo się nie kochał. W jego wspomnieniach nie zauważyłam niczego takiego, ale nie sądziłam, by był w stanie wytrzymać osiem miesięcy bez seksu. Znałam go w końcu na tyle dobrze, by wiedzieć, jaki nienasycony jest na ogół. Szkoda, że nie mogłam się go o to zapytać. Byłoby to niegrzeczne z mojej strony, tak, jakbym go przesłuchiwała. Musiałam pohamować mą ciekawską naturę, znowu.
Pozostawało jedynie mieć nadzieję, że za którymś razem, gdy będę pić jego krew, właściwy obraz śmignie mi przed oczami...

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Czw Sie 22, 2013 9:07 pm

No i tak ich wieczór trwał dobre kilka godzin. Oboje byli spoceni i szczęśliwi. Nie można było tego powiedzieć jednak o kwaterze Viv. W trakcie ich miłosnych uniesień została ona tak nieco zdemolowana. Kochankowie jakoś nie mogli oprzeć się pokusie zmieniania swojej lokalizacji. Kończyło się to tragicznie dla mebli i nie tylko. Zniszczyli praktycznie pół mieszkania. Jednak warto było. Zapewne nie pozwolili spać dużej ilości osób. Jednak ich abstynencja wymagała tego poświęcenia. Ich spełnienie było czymś w rodzaju dobra wyższego.
Gdy w końcu oboje opadli z sił to chyba zasnęli. Czy ona? Nie wiedział. On jednak spał, cóż, wilki tak miały. Bynajmniej ten jeden. Spał i chrapał dość głośno. Jego organizm już się regenerował. Jedno chrapnięcie, drugie. Niczym smok spod Wawela. Żartobliwie można było powiedzieć, że pod wpływem jego chrapania trzęsły się ściany. Jak ona to znosiła? Chyba nikt tego nie wiedział.
Źle spał. Od 17 lat. Co noc śniły mu się koszmary. Do tego ostatnie zdarzenia w jego życiu. To było za dużo jak na głowę samotnego wilka. Śnił o jego oprawcy. O tym, który zranił go nie tylko fizycznie ale i psychicznie – odbierając mu ukochaną. Tęsknił za nią, zapewne dla tego szukał schronienia w ramionach wampirzycy. Padło na nią ponieważ uratowała mu życie. Od tamtego momentu jakoś tak się zżyli. Właśnie widział jak potężne pazury przeszywają wzdłuż jego tors.
Zaczął się wiercić. Od tego zaczął się jego problem ze snem. Jego pazury podświadomie same się wysunęły raniąc plecy wampirzycy i robiąc kuku jej łóżku. Jednak on na tym nie panował. Spał. Jednak jego ciało, znaczy się jego zęby same się naostrzyły. Chwilę potem wstał z łóżka otwierając swe oczy. Jarzyły się w nich czerwone źrenice.
Śnił na jawie. Był teraz praktycznie nie do zatrzymania. Podszedł do swoich spodni. Założył je na tyłek tuż po majtkach. Zarzucił koszulkę, lewą stroną na siebie i wyszedł z domu. Szedł boso. Z daleka można by było myśleć, że jest pijany. Miotało nim na prawo i lewo w letargu. Śnił, nie były to dobre sny. Prowadził go przed siebie jego instynkt. Pierwotny, zwierzęcy, niepohamowany od wieków pierwiastek. Miejmy nadzieję, że odzyska przytomność nim komuś stanie się krzywda. W trakcie gdy odchodził z tego rejonu jego stan się pogarszał. Coraz bardziej ulegał sztucznym emocją tracąc kontrolę nad ciałem. Każda chwila sprawiała, że coraz bardziej oddawał się zwierzęcej naturze zamieniając się bestię, która nie ma uczuć, której nie można zatrzymać. Oby się obudził. Oby wszystko potoczyło się szczęśliwie.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reibi
Najemnik
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 52
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   Pią Sie 23, 2013 3:38 pm

!!!UWAGA!!!
Niniejszym oświadczam, iż do napisania tego posta zostałem brutalnie przymuszony za pomocą metody zwanej „kobiece wdzięki”. Jest to bardzo skuteczna, lecz niezwykle podła i perfidna metoda uzyskiwania korzyści, najczęściej materialnych, przez kobiety. Z tego też powodu zadaje sobie pytanie... czemu tak krótko T.T



Czarnowłosy, jak zwykle z papierosem w ustach, wszedł na teren posiadłości panny Vivi. Była ona dokładnie tak, jak sobie to wyobrażał. Duża, a do tego opływała w tą całą nowoczesność, więc widać był, iż właścicielka  ma kasę i chyba wie co z nią zrobić. Dom naprawdę prezentował się świetnie, choć lepiej nie chwalić dnia przed zachodem słońca, prawda? W końcu nie wiadomo co jest w środku, ale to już za chwilę się wyjaśni. Leniwym krokiem Rei przemieszczał się coraz dalej, tym samym zbliżając się do celu. W sumie nie miał problemu z dostaniem się w to miejsce, bo karta którą dostał od Vivi perfekcyjnie dawała mu dostęp do wszystkiego. Wreszcie stał w drzwiach, zastanawiając się, czy może zapukać. No i przecież trzeba coś zrobić z papierosem nie? No z tym Rei nie miał problemów, bo po prostu wyrzucił go gdzieś na ogródek. W sumie to i tak jest duży, nikt nie zobaczy. Teraz jego spojrzenie padło na dzwonek, choć nie zamierzał go użyć. Po co? Ma swoją kartę prawda? No to wchodzi, a jego oczom ukazał się dosyć niecodzienny widok. Cała chata była dosyć mocno zdemolowana. Trochę szkoda tych wszystkich mebli, ale jednak widok zapierał dech w piersiach. Może to jakiś nowy styl, albo coś... albo właścicielka dostała okres i nie miała co ze sobą zrobić. No co, kobiety podczas okresu dostają nadludzkie moce i do tego są niezniszczalne... przecież krwawią i nie umierają. Tak czy inaczej Rei przechadzał się jak gdyby nigdy nic, zaglądając po kolei do każdego z pokojów. Szukał jakiegoś śladu po Vivi, w końcu miał się jej meldować. To troszkę smutne, że Rei musi meldować się jakieś dziewczynie, jak posłuszny piesek, ale jednak co zrobić? Płaci to wymaga...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rezydencja panny Ventussi   

Powrót do góry Go down
 
Rezydencja panny Ventussi
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Panny Wandzi przygody nad kociołkiem
» Gabinet panny Guardi

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Daingean :: Osiedle Teiz :: Dzielnica mieszkalna-
Skocz do: