IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gwyneth Lenore Caven

Go down 
AutorWiadomość
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Gwyneth Lenore Caven   Sro Sie 14, 2013 2:55 pm

Imię i nazwisko:


Pseudonim:


Płeć:


Wiek:


Wzrost i waga:


Rasa:


Cytat :
Opis ogólny: O czarownicach krążyło mnóstwo legend. Wielu ludzi zaprzeczało ich istnieniu, kpiąc sobie z marnych dowodów na istnienie wiedźm. Trudno bowiem uwierzyć, że istnieją istoty, mogące zmieniać wrogów w ropuchy, zjadać dzieci i mieszkać w domach na kurzych nóżkach.
Prawdziwe czarownice trochę różnią się od legend.
Przede wszystkim występują pojedynczo. Są wyjątkowo terytorialne i agresywne wobec siebie nawzajem - starają się więc nie wchodzić sobie nawzajem w drogę. Terytorium przekazują sobie rodzinnie. Należy jednak wiedzieć, że nowa czarownica rodzi się dopiero wówczas, gdy jej poprzedniczka umrze. Dopiero po śmierci starszej na świat przychodzi zmienniczka, która przejmuje ziemie swej krewnej i dba o nie, póki sama nie zniknie z tego świata. Nie wiadomo czemu tak się dzieje, same wiedźmy milczą jak zaklęte nie zdradzając zarówno powodów takiego stanu rzeczy jak i innych informacji ich dotyczących. Są skryte i nieuchwytne, a ponieważ okryto je złą sławą - w pełni zasłużoną, tak nawiasem mówiąc - starają się trzymać na uboczu.
Wszystkie wiedźmy mają problemy natury psychicznej. Najczęściej występują u nich podziały osobowości, każda ma własny sposób by sobie z nimi radzić. W przypadku zbytniego wyczerpania wpadają w obłęd i niszczą wszystko wokół, aż ich ciała nie wytrzymują poziomu nagromadzonej energii i wybuchają. Dlatego tak ważne dla nich jest kontrolowanie zużycia mocy i skupianie jej części w kosturze, bez którego są pozbawione mocy rasowych.

Opis fizyczny: Czarownice nie różnią się specjalnie od zwykłych ludzi. Są tej samej budowy, występuje też u nich pełna różnorodność pod względem koloru włosów, oczu i skóry. Niektóre są niskie, inne wysokie, mogę też mieć nadwagę i problemy z cerą. Ważne jednak, że wiedźmami zawsze są kobiety, nie ma żadnego wyjątku od tej reguły. Dawniej można je było poznać po drewnianym kosturze - teraz jednak zaklinają kostury w przedmiotach codziennego użytku (książkach, pluszakach, bransoletkach). Najbardziej charakterystyczne dla tej rasy są zmieniające barwę tęczówki, które wraz z zużyciem mocy robią się coraz ciemniejsze. W chwili gdy robią się zupełnie czarna, czarownica wpada w obłęd i traci nad sobą panowanie, co najczęściej kończy się śmiercią współtowarzyszy i jej samej.

Atuty:
- są odporne na słabo zaawansowane ataki żywiołowe
- długowieczne, choć niewiele z nich dożywa trzystu lat
- mają wyczulone dwa wybrane zmysły

Wady:
- bez kostura czują się skołowane i zagubione, w dodatku nie mogą używać mocy rasowych
- mają problemy psychiczne
- w wypadku nadmiernego zużycia mocy wpadają w obłęd, co w efekcie kończy się ich śmiercią

Moce rasowe:
Ożywianie - wiedźmy są w stanie przełożyć drobne cząstki własnych dusz do przedmiotów nieożywionych. Dzięki temu są w stanie powołać do życia miotłę i mopa, by posprzątały dom, ale mogą także przebudzić marmurowego lwa, by rzucił się na ich przeciwnika. Wraz ze zniszczeniem przedmiotu odzyskują utracony fragment duszy, ale samo odrywanie go i dołączanie jest niezwykle męczące.
[Ożywianie przedmiotów mniejszych od siebie na 4 postów, 2 odpoczynku, większych na 3, 4 odpoczynku - mogą być góra 2x cięższe od czarownicy]

Opanowanie jednego żywiołu - wiedźma jest w stanie władać jednym spośród żywiołów. Może wytwarzać go z niczego, okrywać nim swe ciało jak pancerzem lub zmieniać się w niego. W zależności od tego co kontrolują, mogą też generować słabe ataki.
Organizacja:


Ranga:


Zawód:


Umiejętności:



    ☻ Jest świetną gospodynią.
    Potrafi polować.
    ☻ Brzuchomówca.
    Świetnie posługuje się sztyletami, nożami tasakami.
    ☻ Zielarstwo.
    Ma rękę do roślin.
    ☻ Potrafi żonglować.
    Ma wyczulony zmysł węchu i słuchu.
    ☻ Szybko przyswaja wiedzę.



Moce:


    rasowe (kontrola nad wiatrem) +

    Pomocne dłonie - Gwyneth nie jest zbyt wysoka, mimo to nigdy nie potrzebowała pomocy przy ściąganiu przedmiotów z najwyższych półek. Powodem tego jest parę dodatkowych rąk, które wyrastają małej wiedźmie z pleców. Ich zasięg lawiruje w okolicach pięciu metrów, przybywa ich też im dłużej czarownica żyje. Obecnie ma ich pięć, z czego ostatnia może sięgać zaledwie dwóch metrów. Dłonie są niewidzialne, dla postronnych świadków wygląda to, jakby rzeczy same unosiły się w powietrzu, przez co Gwen posądzana jest o używanie jakiejś magii.
    [2 posty używania, 2 odpoczynku]





Wygląd:


Gwyneth nie stara się skupiać na sobie uwagi. Jest zaskakująco niska i drobna, przez co udaje jej przemykać wśród istot, pozostając niezauważoną. Z reguły przez swój wygląd sprawia wrażenie szalonego dziecka. Ma krótkie, sięgające najwyżej ramion, blond włosy, które na ogół upina spinkami, by w pełni odsłonić zaokrągloną, dziecięcą buzię z pyzatymi policzkami i spiczastą brodą. Jej oczy zajmują większą część twarzy niż ma to miejsce w przypadku osób starszych. Ma różnobarwność tęczówki -  w jej przypadku efekt heterochromii daje upiorny efekt. Tęczówka lewego oka jest naturalnie bladoniebieska i pozostaje taka bez względu na warunki. Problem pojawia się przy prawym oku, które normalnie... tęczówki nie ma. Jest tylko źrenica, otoczona białkiem - żadnej obramówki, niczego. Burzy to jej wygląd niewinnego dzieciątka na rzecz małej psychopatki, zwłaszcza gdy dziewczyna patrzy się na kogoś bez mrugnięcia przez dobry kwadrans. Kolorowa tęczówka, przechodząca z czerni po jasny fiolet, pojawia się dopiero w trakcie używania mocy. Im ciemniejsza się robi, tym bardziej Gwen pogrąża się w obłędzie, narażając na niebezpieczeństwo siebie i innych. Czarne rzęsy otaczają jej oko niby wachlarz i naturalnie zawijają się, wskutek czego Gwyneth nie musi używać tuszu. Nie maluje się w ogóle, chyba że dorwie się do białych i czarnych cieni - wtedy spędza pięć minut przed lustrem, by zmienić swoją twarz w  czaszkę i lata po mieście jak pojeb, rechocząc. Ma mały, lekko zadarty nosek i wąskie usteczka, pod którymi lśni bielą rząd najostrzejszych kiełków. Bez trudu byłaby w stanie przegryźć się przez skórę, jest w końcu drapieżnikiem. Jest właścicielką bardzo jasnej karnacji, na którą nie promienie słoneczne nie mają żadnego wpływu. Nie zaczerwienia się od dłuższego siedzenia na plaży, nie opala na złocisty brąz jak niektóre kobiety. Ma małą szyję i szczupłe ramiona, spod których przebijają się kości. W zasadzie cała jest taka koścista. Ma długie dłonie, zakończone smukłymi palcami, które w razie potrzeby zwija w szpony i dźga pazurami swoich oprawców. Jest płaska, jej ciało zatrzymało się na wieku, w których ciężko z klatki piersiowej rozróżnić, czy ma się do czynienia z chłopcem czy dziewczynką. Nie ma też talii i bioder, czego jednak nie sposób stwierdzić, bo dziewczynka lubi nosić workowate ubrania. Chude nogi okrywają zwykle grube rajstopy, a małe stopki optycznie powiększa lolicimi butkami. W jej szafie dominuje czerń, szarość i biel, choć nie brak tu też kolorów. W końcu nawet ona ma czasem ubrać jakąś żółtą bluzkę, zwłaszcza gdy dowie się, że ktoś nienawidzi tego koloru. Nie przepada jednak za przesadnie uroczymi strojami, czuje się niekomfortowo w różu i sukienkach w kwiatki czy motylki. Trochę to godzi w jej realny wiek, rozumiecie? Nieodłącznym elementem jej wizerunku jest pluszak, przedstawiający ludzika z trzema czarno-fioletowymi czułkami wychodzącymi z głowy i mający dość prozaiczną budowę. Towarzyszy jej zawsze, czy to trzymany w rękach, czy to maszerujący za nią niczym wierny żołnierzyk. Na ogół jej stroje są poszarpane, nadpalone, nietrudno też doszukać się na nich drobnych plamek zakrzepłej krwi, ale wierzcie mi, nie chcecie wiedzieć skąd się one wzięły.
Bo i najpewniej ona sama już nie pamięta.


Charakter:


Jest cicha. Uważna. Bystra. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości Gwyneth zmaga się z poważnym problemem psychicznym. W ramach jej osobowości kryje się wiele wewnętrznych postaci, zupełnie różnych od siebie i nieskorych do poddania się bez walki. Jest to bardzo typowe dla jej rasy i utrudnia okropnie życie, jeśli nie jest się wystarczająco silnym, by zapanować nad demonami. Gwen jest wytrwała i dzierży niepodzielną władzę, ale ciągłe boje o kontrolę odbijają się na jej zachowaniu. Jest dziwna, niepoprawna i ciężko zaakceptować jej wybryki. Brak jej niektórych typowo ludzkich zachować, czasem musi się porządnie zastanowić, by określić co powinna zrobić gdy ktoś się z nią wita. Lawiruje na granicy absurdu i wciąż zaskakuje innych, bo nie pojmuje, że pewnych rzeczy robić się nie powinno. Jest bezpośrednia i szczera w chwilach, w których powinna skłamać, kłamie zaś, gdy zupełnie nie ma ku temu potrzeby. Brak kontroli z zewnątrz odbija się na jej psychice i popycha ją do czynienia zła i wcale nie mam na myśli popychania staruszek na ulicy i kradnięcia lizaków bobasom. Głosy w jej głowie nie zamykają się nawet na chwilę, prowokując ją do szerzenia chaosu - czasami nie jest w stanie poradzić sobie z ich ilością i zaciekłością.
Właśnie dlatego Gwen potrzebuje poleceń. Musi mieć nad sobą kogoś bardziej dominującego od jej wewnętrznych wiedźm, musi służyć, by utrzymać świadomość. Przyzwyczajona jest do spełniania czyichś żądań, potrafi więc rzucić wszystko, by pognać tam, gdzie aktualnie jest potrzebna. Jest lojalna wyłącznie wobec jednej osoby - gdyby służyła paru, jej wewnętrzne głosy buntowałyby się, nie wiedząc kogo słuchać.
By użyć swoich mocy, musi się skoncentrować, są to zatem jedyne chwilę, gdy jej buzi nie wykrzywia grymas, a oczy nie starają się prześwidrować każdego na wskroś. Uspokaja się i skupia całą energię w swoim kosturze, który w jej przypadku przyjął formę pluszaka. Im dłużej używa swych umiejętności, tym bardziej opada z sił.
To niebezpieczne.
Bezsilna Gwyneth nie jest w stanie panować nad swoimi myślami. Jej osobowości szaleją, wymijają się i zderzają, aż w końcu którejś udaje się przejąć kontrolę. Obłęd, który wtedy nadchodzi, nie pozwala jej rozpoznać sojusznika i wroga, atakuje każdego niczym dzikie zwierze i nie zatrzyma się, chyba że ktoś pozbawi ją możliwości ruchu - chociażby poprzez odcięcie rąk i nóg. Nie zna granic, nie widzi sensu w pewnych zasadach, nie rozumie ograniczeń, jakie nakłada na nią prawo. Jeśli ma odpowiednio silnego właściciela, możliwe, że uda jej się uspokoić nim wybuchnie z przeładowania.
W przeciwnym wypadku trzeba ją po prostu znokautować, jeśli nie lubi się mieć w ogródku krateru o średnicy dwustu metrów i przepołowionych bądź poharatanych ciał na trawniku.
Gwyneth jest wyjątkowo pracowita. Bez trudu odnajduje się w sprzątaniu, gotowaniu, prasowaniu i pełnieniu funkcji pani domu, choć jej wygląd niezbyt na to wskazuje. Jest jednak bardzo zaborcza, więc nie tylko nie akceptuje innych pomocnic, ale też bez żadnego wahania pozbędzie się rywalek - nie ważne, że nie chcą jej przeszkadzać, okupują jej teren, a tego Gwyneth nie jest w stanie znieść. W domu jako jedyna musi zajmować się wszelkimi obowiązkami, inaczej traci nad sobą panowanie. Jest schludna i skrupulatna, nie zostawia po sobie nawet włoska z głowy, gdy na poważnie zabiera się za porządki. W żartach nazywana huraganem, ma z nim coś wspólnego - zgarnia po drodze wszystko, co tylko wpadnie jej w oczy.
Warto wspomnieć o jej nietypowej manierze, która przejawia się zarówno w sposobie mówienia jak i bycia. Jej wymowa wywołuje wpierw zdumienie, potem zaś rozbawienie. Dziecięcy, słodki głos zabawnie kontrastuje z pełną powagi wypowiedzią, pełne gracji ruchy zaś przeplatają się z jawnym brakiem koordynacji ruchowej - Gwyneth raz bez trudu wyminie lampę idąc do niej plecami, by zaraz potem poślizgnąć się na liściu i zaryć głową w znak.


Historia:

  Elizawieta nie wyglądała jakby lada moment miała zejść ze tego świata, więc Bethanie była naprawdę zaskoczona, gdy w progu jej domu stanęły trzy wiedźmy. Nie musiała nawet specjalnie się wysilać, by je rozpoznać - wszystkie siedziały na żelaznych koniach, a ona przecież doskonale zdawała sobie sprawę z mocy, jaką dysponują czarownice. W końcu sama była krewną jednej z nich, choć nie w linii prostej.
  Dlatego tym bardziej nie wiedziała jak zareagować, gdy wszystkie trzy kobiety władowały jej się do mieszkania. Stała więc wciąż w miejscu przyglądając się ze zdumieniem jak rozsiadają się na podłodze, rzucając sobie nawzajem pełne pogardy spojrzenia.
  - Elizawieta nie żyje - oświadczyła nagle nastolatka, siedząca po środku. Beth zamrugała, porażona nagłą informacją i oparła się plecami o ścianę, a z jej gardła wydobył się niezidentyfikowany dźwięk.
  - A-Ale jak to nie żyje? - spytała, osuwając się w dół i na czworakach podchodząc w stronę wiedźm. W jej rodzinie od pokoleń pojawiały się czarownice. Kobiety dotknięte zarówno darem, jak i przekleństwem, od którego nie sposób się było uwolnić. Wiele razy słuchała opowiadań swojej praprapraprababci ciotecznej, która do swoich obowiązków zaliczała wtajemniczanie każdej potencjalnej matki czarownicy w tradycję i kulturę własnej rasy. W ten sposób wszystkie przedstawicielki płci pięknej w rodzinie posiadały olbrzymią wiedzę na temat wiedźm i czarownic.
  Beth rozumiała zatem, że śmierć jej krewnej oznaczać będzie, że w najbliższym czasie narodzi się następczyni.
  - Nie wdawajmy się w szczegóły. - Nastolatka o krótkich, rudych włosach machnęła ręką, zbywając jej pytające spojrzenie. - Musisz się przeprowadzić na terytorium Elizawiety.
  - Po co? - spytała natychmiast Beth, a wszystkie wiedźmy westchnęły ciężko. Nie dość, że musiały podróżować w trzy, to jeszcze pech chciał, że trafiły na wyjątkowo mało domyślną pannę.
  - Żeby twoja córka od razu przejęła władzę nad nim, rzecz jasna - wyjaśniła pokrótce siedząca po prawej stronie staruszka, podnosząc laskę i stukając jej końcem w kolano Bethanie. - To ty nawet nie wiesz, że w ciąży jesteś, dziecino?
  Nie wiedziała. Otworzyła usta, by po chwili je zamknąć, po czym spojrzała na brzuch, przełykając ślinę.
  Ale jak to w ciąży? Miała urodzić wiedźmę?!
  Beth wiedziała, że wpadła właśnie w niezłe bagno.

  Obowiązek przekazania wiadomości o śmierci wiedźmy przypadał tym czarownicom, których terytoria sąsiadowały z ziemią zmarłej. Ponieważ kobiety nie darzyły się ani sympatią, ani zaufaniem,  w tym przypadku wyruszyły we trzy - prócz powiadomienia rodziny, musiały odszukać matkę ich przyszłej sąsiadki, co z umiejętnością jednej z nich okazało się bułką z masłem. Nie spodziewały się wybuchu radości na wieść o przymusowej przeprowadzce, ale nie podejrzewały też, że zostaną wyrzucone na zbity pysk przed dom.
  No dajcie spokój, kto normalny wyrzuca trzy wiedźmy? Zwłaszcza gdy zna ich siłę?!
  Nie miały jednak zbyt dużo czasu by to roztrząsać, zwłaszcza gdy jedna z nich dostała ataku paniki na widok pająka. Arachnofobia nie była specjalnie przyjemną przypadłością, gdy mieszkało się w lesie, wierzcie mi na słowo.
  Zostawiły zatem roztrzęsioną Beth, w pośpiechu zbierającą najważniejsze rzeczy. Jej mąż zajmował się polem, nie miał wrócić aż do zachodu słońca, miała więc parę godzin by zapakować wszystko na konia i czym prędzej uciec.
  Tyle lat ukrywała przed Dylanem swoje powiązania z wiedźmami, jak mogłaby mu teraz powiedzieć, że jedną z nich zostanie jego córką? W życiu by tego nie zaakceptował.
  W ogóle skąd, do diabła, te przeklęte wariatki wiedziały, że ona jest w ciąży?
  Fuknęła, prychnęła i tupnęła nogą, starając się wyzwolić całą złość, która się w niej zebrała. Jeszcze raz przemaszerowała przez niewielki domek, zgarniając parę ksiąg, będących prezentem od Elizawiety, po czym wyszła na zewnątrz, kierując się w stronę stajni. W oddali widziała pracujących ludzi, starała się więc nie zwracać na siebie uwagi. Zatrzymawszy się przy chłopcu stajennym, kazała mu odejść i po przewieszeniu swojego dobytku, wspięła się na zwierzę, głaszcząc je po grzywie.
  Właśnie uciekała od miłości swojego życia.
  A wszystko przez czarownice, do licha!

  Gwyneth narodziła się zimą. Była wcześniakiem, przez co została otoczona wyjątkowo troskliwą opieką wszystkich przybyłych wiedźm. Przyjście na świat następczyni było jedyną okazją, by ujrzeć wszystkie okoliczne czarownice w jednym miejscu. Choć atmosfera między nimi była napięta, wszystkie kontrolowały się tylko ze względu na dziecko i ludzką kobietę, której mordercze spojrzenie doprowadzało je do porządku.
  Beth zakochała się w swej córce bez pamięci. Z zachwytem przyglądała się jej małemu noskowi, drobnym dłoniom i intrygującym oczom - miała w kompletnym poważaniu, że większość obecnych w domu kobiet wzdrygnęła się, nie dostrzegając tęczówki w jednym z nich. Uważała swoje maleństwo za najpiękniejsze na świecie i przez lata rozpieszczała je prezentami i niespodziankami. To z jej winy Gwen łaknęła pieszczot niczym kot i stawała się bardzo zaborcza, gdy matka przypadkiem okazywała je komuś innemu. Problemy psychiczne blondynki w dzieciństwie nie były aż tak poważne, choć zdarzały się momenty, gdy Beth nie rozpoznawała swojej córki. Nie wiedziała jak na nią wpłynąć, gdy ta zaczęła przejawiać agresje wobec dzieci w sąsiedztwie i koniec końców zakazała jej opuszczać ogrodu bez zgody.
  Gwyneth nawet nie protestowała. Zamrugała oczami, pokiwała głową i znów stała się grzecznym, układnym dzieckiem.
  Bethanie nie była idiotką. Wystarczył jej tydzień, by pojęła w czym rzecz i zaczęła być bardziej wymagająca. Zabraniała, nakazywała i wymuszała na swoim dziecku określone zachowania wyłącznie dla jej własnego dobra. W ten sposób miała pod kontrolą wszystkie głosy, na które mała blondynka tak uparcie się skarżyła.
  Uczenie własnego dziecka używania mocy, gdy samemu się jej nie posiadało, również było dla Beth ciężkie. Zaczytywała się w księgach, starając się jak pomóc córce - wiedziała ile mała przecierpi przez swoją przynależność, chciała jej ulżyć jak najbardziej mogła.

  Problem zjawił się gdy w życiu obu pań pojawił się mężczyzna. Młynarz od samego początku zdradzał zainteresowanie Beth, nie ingerował jednakże w jej życie. Nie potrafiła pojąć jaka zmiana zaszła, że z biernego czekania przeszedł nagle do działań. Dostawała kwiaty, zapraszał ją i córkę na obiad, zajmował się ogrodem, towarzyszył jej w spacerach. Mając na uwadze, że wciąż jest mężatką, nie dawała mu żadnych nadziei i jasno określała swoje uczucia... a raczej ich brak.
  Nie zniósł odmowy.
  Zdesperowany, zaczął coraz częściej nachodzić je w domu, błagał i całymi dnia walił w drzwi, prosząc o szansę. Gwyneth bawiła się szmacianą lalką, przyglądając się swymi wielkimi oczami jak jej matka wychodzi do mężczyzny, starając się go przegonić.
  Spędzały razem tak mało czasu przez jego nachalność.
  Gwen traciła kontrolę nad swoim zachowaniem. Kiedy wieczorem leżały razem, obok siebie, na skórach, wsłuchiwała się w oddech rodzicielki i w końcu uszczypnęła ją, budząc z głębokiego snu.
  - Chce, żeby kłopot zniknął? - spytała, a zamroczona Beth zamrugała parę razy i przyciągnęła córkę do siebie, wtulając twarz w jej włosy.
  - Każdy chce by jego kłopoty zniknęły, nie jestem wyjątkiem.
  Tyle wystarczyło. Z samego rana Gwen ubrała się i wyszła z domu. Choć Bethanie nawoływała ją cały dzień i przeszukała niemalże każdą chatę w sąsiedztwie, nie znalazła ani córki, ani Młynarza. Strach nie pozwalał jej się niczym zająć, siedziała jak na szpilkach w domu, czekając aż grupa poszukiwawcza złożona z paru mężczyzn wróci i przyprowadzi jej córkę.
  Nie podejrzewała, ze Gwyneth wróci sama.
  Z prawą tęczówka w barwie ciemnofioletowej i zakrwawionymi ubraniami. Nie wiedziała co powiedzieć, gdy dziewczynka przytuliła się do niej, uśmiechając rozkosznie i wyrzucając za siebie nóż, który do tej pory unosił się nad jej blond główką.
  - Nie martwi się, kłopotu już nie ma.

  W ucieczce przed podejrzeniami pomogła im jedna z wiedźm, choć kręciła przy tym nosem i wygrażała, że będą jej dłużniczkami do śmierci i jeszcze dłużej. Zamieszkały w lesie, gdzie Gwyneth żyła póki Beth nie umarła ze starości. Przyjmując formę małego dziecka, Gwen wyniosła się stamtąd, podróżując po wioskach znajdujących się na swoim terenie. Szukała, uparcie i nieustępliwie szukała kogoś, kto otoczy ją opieką na wzór ukochanej matki. A za każdym razem gdy zamieszkiwała z jakąś osobą, po jakimś czasie budziła się jej zawiść. Nie chciała, by kogoś kochano bardziej. Nie mogła znieść, gdy stawała na drugim miejscu, spychana była na dalszy plan.
  Jej zazdrość była potężną mocą niszczącą.
  Mordowała, paliła wioski i siała postrach wśród ludzi, zniewolona przez głosy w swojej głowie. Ktoś z zewnątrz musiał je kontrolować - w przeciwnym wypadku zmuszały ją do zła, tak atrakcyjnego w mniemaniu wiedźm.
  Chciała mieć wyłączność. Być jedyną, najważniejszą.
  Gdyby nie jedna osoba, z całą pewnością popadłaby w obłęd.

  Nie pamiętała, jakim cudem nagle znalazła się w jego mieszkaniu. Jej zamglony umysł dopiero wracał do do siebie, potrzebowała czasu by całkowicie się wyciszyć. Siedziała zatem cały dzień w łóżku, przytulając do siebie szmacianą, rozlatującą się lalkę - jedyną pamiątkę po rodzicielce.
  Dopiero po zmroku w sypialni pojawił się mężczyzna, który przysiadł na rogu, niedaleko jej nóg, i zmierzył ją uważnym spojrzeniem.
  - Potrzebuję służącej - zagaił bez zbędnych wstępów, a Gwyneth uniosła jedną brew, przekrzywiając na bok głowę.
  - To niech szuka, nikt mu nie broni - odparła, a czarnowłosy uśmiechnął się, błyskając na nią czerwonymi oczami. Wiedziała, że ma do czynienia z wampirem, żyła wystarczająco długo by posiadać wiedzę na temat każdej z występujących ras. Mimo to nie potrafiła przerwać kontaktu wzrokowego, choć podejrzewała, że źle się to dla niej skończy.
  Nie myliła się.
  Dziesięć minut zajęło mu zmuszenie Gwyneth, by przyjęła u niego służbę. Zaraz po tym wpadł na genialny pomysł oprowadzenia jej nocą po domu i, trzymając dłoń na karku dziewczyny, przespacerował się z nią po olbrzymiej posiadłości. Była zdezorientowana i zamroczona, ale jego głos przebijał się ponad wrzaskiem rozgniewanych osobowości, przynosząc jej upragnioną ulgę. Tylko dlatego przystała na jego warunki, stawiając natychmiast własne.
  Miała być jedyną służącą.
  Zgodził się, choć niespecjalnie pojmował o co dziewczynce chodzi. Nie podejrzewał jak niebezpieczna w jej przypadku mogła być zazdrość o współpracownice.
  Mieszkała u niego przez dobry wiek, odcięta od informacji z zewnątrz. Wiedziała, że brał udział w jakiejś wojnie, ale nie zadawała niepotrzebnych pytań, skupiając się na swojej pracy. Konflikt miał jednak wpływ na jej życie - czarnowłosy bowiem zadecydował o przeprowadzce do Daingean, miasta o którym niewiele słyszała. Leżało, co za szczęście!, na jej terytorium - starcie z inną wiedźmą nie wchodziło w grę, więc spakowała swój dobytek i ruszyła za wampirem.
  Kiedy wszyscy się mordowali, wirus dziesiątkował populację, a pożar niemalże całe miasto, nie ingerowała, ukrywając się zgodnie z ostatnim poleceniem jej pana. Dopiero kiedy zapanował spokój, a władzę przejął Dyktator, wychyliła nos ze swej kryjówki, gotowa znów spotkać się z czarnowłosym.
  Ale on nie wrócił.

  Obwiniła o jego śmierć Sorciere, dla którego pracował. Nie mogąc znieść rozpaczy, dołączyła do Fleauette, zaczynając jako nic nie znaczący szarak. Wraz z upływem lat udało jej się wspiąć znacznie wyżej, aż do Rady Grzechów.
  Trzy lata temu wpadła na pomysł zostania uczennicą Akademii. Doszła do wniosku, że skoro i tak wygląda jak dziecko, nic nie stoi na przeszkodzie, by w końcu rozpoczęła swoją edukację.
  Ponadto planuje zemstę na Sorciere, korzystając z tego, iż głosy w jej głowie stały się jakoś mniej dokuczliwie odkąd musi wykonywać rozkazy Dowódcy.


Inne:


    By zregenerować się po zbyt długim używaniu mocy je surowe mięso.
    ☻ Uwielbia ryż i makaron.
    Nie lubi się dzielić.
    ☻ Jej kostur zaklęty jest w pluszaku o imieniu Freddy.
    Leczy się sama, nie ufa lekarzom.
    ☻ Jak każda czarownica ma słabą głowę.




Rasa jest tylko dla mnie!


Ostatnio zmieniony przez Gwyneth dnia Sro Sie 14, 2013 6:26 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Florence
Skoczek | Właścicielka Valhalli | Psycholog szkolny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 445
Dołączył/a : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: Gwyneth Lenore Caven   Sro Sie 14, 2013 4:33 pm

DOSTANIESZ POCHWAŁĘ. *_* KP ładna, a historia jest mega. <3

Moc żywiołów ograniczam jeszcze na cztery posty użytku, trzy odpoczynku. Akceptuję, mieszkasz w Internacie Akademii. <3

PS. Kolorek dostaniesz teraz, ale rangę wieczorkiem, jak będę na kompie.~

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://daingean.forumpolish.com
 
Gwyneth Lenore Caven
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postacie :: Spis Powszechny :: Kartoteka-
Skocz do: