IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sadzawka

Go down 
AutorWiadomość
Florence
Skoczek | Właścicielka Valhalli | Psycholog szkolny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 445
Dołączył/a : 06/01/2013

PisanieTemat: Sadzawka   Czw Sty 17, 2013 11:26 am

W środku lasu można znaleźć urocze miejsce nazywane przez ludzi Sadzawką. Wśród ludu krąży historyjka, że sadzawka w środku lasu jest miejscem zamieszkałym przez mistyczne syreny, czego dowodem mają być często znajdujące się tam łuski i pojedyncze długie pasma włosów. Kto wie, czy ludzie nie mają racji...
Sadzawka to tak naprawdę kompleks sadzawek. Wokół nich ułożone są kamienie, rośnie trawa oraz drzewa, a sama woda jest czysta i przejrzysta. Zamieszkują ją różnego rodzaju stworzenia morskie - od małych, tęczowych Arcusów, poprzez długie węgorze nazywane Sznurówkami, aż do niebieskich krabów Janków. I chociaż Janek może Cię czasem uszczypnąć, gdy moczysz nogi w wodzie, więcej krzywdy raczej Ci się tutaj stać nie może.
Drzewa, krzewy, krzaki i inne takie zacieniają miejsce, tylko w niektórych miejscach przepuszczając wiązki światła. Sadzawka jest pięknym miejscem. Ale co się dziwić, skoro przecież mieszkają tu syreny... Podobno oczywiście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://daingean.forumpolish.com
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Pią Sie 23, 2013 4:43 pm

Właśnie to miejsce wybrał. Podświadomie. Jego ciało ledwie pozwalało mu na wykonywanie jakiegokolwiek ruchu. Całe piekło. Ból był praktycznie nie do zniesienia. Najchętniej w tym momencie Tsu zerwałby z siebie skórę. To na nic, dobrze znał podłoże tego bólu, wiedział co się z nim dzieje. To przez Flo. Tylko teraz dlaczego? Czyżby jego ugryzienie skończyło się sukcesem i jego stado zaczęło właśnie się tworzyć, a może miała w żyłach jakąś truciznę? Tego nie wiedział. Ta tajemnica uchyli się mu jednak za chwilę.
Coś strzeliło, przewrócił się. To jego prawa noga. Po chwili zmieniła ona swój rozmiar, nieznacznie ale zmieniła. Podobna sytuacja zdarzyła się z pozostałymi kończynami. Najgorsza była klatka piersiowa. Ból nie do wytrzymania, zupełnie jakby ktoś rozbił żebra na mikroelementy i złożył je na nowo. Nie obeszło się bez ryków. Tak, wilczych ryków. Dobrze, że był tutaj sam bo ktoś wezwałby egzorcystę.
Leżał na ziemi, czuł się bezsilny, zupełnie jakby go sparaliżowało. Jednak to był dopiero początek, a może środek zmian, które w nim zachodziły. Jego serce nagle się zatrzymało. Chwilowo. Po chwili zaczęło bić z intensywnością młota pneumatycznego. Ponownie ryknął. Jego pazury, kły i oczy. One budziły największą grozę w tej scenie. Ten ryk, który miał miejsce przed chwilą był okrzykiem bólu, ogromnego. Na czole mężczyzny pojawiły się kropelki potu. Jego ciało wręcz płonęło. Każdy mięsień pracował z niesłychaną intensywnością zwiększając swą objętość.
Akt desperacji? Po prostu ostatkiem sił stoczył się na brzeg sadzawki. Gdy jego masa mięśniowa skutecznie przyprawiała go o kolejne porcje bólu, chłodna woda łagodziła jego stres. Czuł jakby coś w rodzaju ulgi. Jednak przetoczył się na brzuch i woda go nieco zakryła.
Utonął? Gdzie tam, tego czorta tak łatwo nikt się nie pozbędzie. Jakoś tak po minucie pobytu pod wodą wstał. W końcu się skończyło, nareszcie koniec bólu. Był przemoczony do suchej nitki. Wyglądał teraz śmiesznie, jego ubrania nie nadawały się już do niczego. Trochę się skurczyły. No tak dokładniej to on stał się nieco większy. Koszulka nawet nieco popękała ale co tam.
Stał więc sobie sam Alpha w tej wodzie do pasa. Stał tak całkiem boso i w końcu mógł się odprężyć. Jego zęby powoli wracały do ludzkiego wyglądu, tak samo pazurki. Musiał się odprężyć. Co było lepsze od wieczornego stania w chłodnej wodzie?
Jego cierpienie było usprawiedliwione. Stworzył swoją Semi. To, co zdobył w trakcie wilczej rzezi. Ta cała moc, jego ciało nie było przystosowane do niej, nie potrafił wykorzystać swojego potencjału. Jednak teraz to się zmieni. Teraz jego ciało nie było ciałem zwykłego wilkołaka. Teraz było to ciało prawdziwej Alphy. Najpotężniejszego wilkołaka jakiego widział świat.
Nie tylko zmieniło się jego ciało. Charakter też uległ przemianie. Przejął uzależnienie od czekolady, no i w jego psychopatycznym sercu pojawiło się trochę dobra. Niewiele jednak zawsze coś.
W jego głowie na same myśli o nadchodzącej przyszłości pojawiła się Flo. Czyli więź między nimi już istniała? Cóż, nie były to jednak zwykłe myśli. Były one bardzo wyuzdane, kobieta robiła w jego myślach striptiz, który kończył się czymś więcej.
Po chwili jednak się uspokoił. Zaczął analizować gdzie jest. Jego oczy powróciły już do normy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucretia
Solistka operowa
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 37
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Pią Sie 23, 2013 5:27 pm

Nie do końca zrozumiała jak się tu znalazła. W nadzwyczaj abstrakcyjny i nieprawdopodobny sposób opuściła miasto, i zmieniła cel wędrówki. Przemykała najmniej uczęszczanymi zakątkami, chowając się w cieniu i wtulając w mroczne kąty betonowej dżungli, by nikt nie mógł zobaczyć jej nagości. Miała kiepską orientację mieście, w dodatku była teraz na wpół przerażoną, na wpół odrealnioną młodą kobietą, która w życiu nie miała tylu bolesnych wrażeń jednocześnie. Musiała błądzić długo, ale gdy tylko weszła do lasy wszystko przestało się liczyć. Niczym duch przemykała między drzewami zatapiając stopy w mchu, muskając dłońmi krzewy, co jakiś czas opierając się o twardą korę. Była zmęczona do tego stopnia, że zwyczajnie tego nie czuła, przynajmniej do póki się nie zatrzymywała. Jej myśli błądziły w zupełnie innym świecie, przeskakując pomiędzy baśniami, legendami, a zwyczajnymi fantazjami. Była w nich księżniczką, elfią mieszkanką starego boru, otoczoną przyjaznymi uśmiechami, gestami, wielkimi słowami i  setką zawsze dobrze kończących się przygód. Mimo wszystko na jej ustach delikatny uśmiech. Zupełnie nie przejmowała się że rozsypane włosy już tylko z musu otulają kilkoma pasemkami jej piersi, chowając się całą resztą za jej plecami, tworzyły magiczną, powiewającą w rytm jej sprężystych kroków, pelerynę.
Przystanęła gdy spomiędzy drzew zaczęła prześwitywać wolna przestrzeń, nie to jednak wymusiło na niej powrót do rzeczywistości, a dziwne, agresywne dźwięki. Przykucnęła przykładając dłoń do piersi, przez chwilę powróciło do niej ostatnie spotkanie, zadrżała gdy drugą ręką przejechała po szyi i wyczuła pod palcami ślad ugryzienia. Uświadomiła sobie, że mimo nieuwagi, doskonale wie jak wrócić w stronę miasta, co w tej chwili wcale nie napawało jej szczęściem - tu czuła się jak w domu. Już miała odejść, gdy do głowy przyszłą jej kolejna myśl - a jeśli ktoś potrzebuje pomocy? Poczuła jak ciążą jej wszystkie kończyny, jak ugryzienie znowu zaczyna pulsować, a oczy zaczynają piec. Przez chwilę była pewna, że rozpłacze się z bezsilności, ale zaraz odrzuciła tę myśl. Z trudem wstała, a po jej dramatycznej radości sprzed kilku minut nie było już śladu. W dodatku robiło się zimno. Podeszła jednak powoli, jak najciszej umiała, chowając się za grubymi pniami. Mężczyzna, wychyliła się zza drzewa ruszając w jego stronę, gdy nagle wstał i stanął przodem prosto w jej stronę. Gwałtownie wciągnęła powietrze i niczym przerażona łania wskoczyła z powrotem za drzewo. Przylgnęła piersią do szorstkiej kory, przejechała dłonią po dekolcie i zjechała palcami na drewno, wspaniały zapach. Nie wiedziała teraz mężczyzny, ale przecież w pierwszej chwili była przekonana, że dzieje mu się jakaś krzywda. Że potrzebuje pomocy, a jej obowiązkiem jest mu jej udzielić... Jakoś. Ponownie wychyliła się w stronę jeziora, z delikatnym przestrachem w oczach (bardziej o nieznajomego, niż o siebie samą), otulona złotymi włosami, na tle starego lasu.. Czy on wciąż potrzebuje pomocy? A jeśli tak co powinna zrobić? Tutaj w tej głuszy? Mimo że wychowywała się w podobnym miejscu las był jej bratem i nigdy nie potrzebowała się nim posługiwać jako ratunkiem. A jak dotrzeć do miasta w kilka chwil?
Przejechała językiem po wargach dokładnie przypatrując się sadzawce. Długie spiczaste uszył nasłuchiwały jakiegokolwiek nieznajomego dźwięku... Źdźbła trawy łaskotały ją po obnażonych łydkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Pią Sie 23, 2013 8:19 pm

Możliwe, że wyglądał na kogoś kto potrzebuje pomocy. Jego oddech wciąż był nierówny, spowodowane to było tą nieprzyjemną sytuacją, która przed chwilą miała miejsce. W gruncie rzeczy wyglądał zajebiście, no może tylko fizycznie. Tak patrząc na jego ubiór to obraz nędzy i rozpaczy. Ciut przymałe, nieco zniszczone ubrania. Jednak skąd mógł wiedzieć, że kogoś upierdzieli? Tak po prostu go naszło i proszę! Takie nieszczęście.
Jednak los nie zamierzał go oszczędzać. Nie teraz. Mimo, że jeszcze trochę go trzepało, w końcu jego ciało było stabilne zaledwie od kilku chwil. No dobra, wracając do trzepania. Mimo drgawek do jego uszu doleciał szelest zza drzew. Za pierwszym razem, gdy podniósł wzrok nie zobaczył zbyt wiele. Coś mu tylko śmignęło.
Jego serce drgnęło. Nie wiedział z kim ma do czynienia. Przyjaciel, wróg? Przechodzień czy szpieg? Niestety nie posiadał żadnego wrodzonego daru do jasnowidzenia czy czegoś w tym stylu. Musiał zdać się na instynkt lub rozum. Lepiej, żeby wybrał drugą opcję. Instynkt podpowiadał mu aby przeszarżować w tamto miejsce i rozerwać to coś na strzępy. Jak to wilki miały w zwyczaju.
W jego głowie roiło się od różnych pomysłów. Mord? Rzeź? Rozmowa? Sam nie wiedział, co ma w tej sytuacji zrobić. Cóż, teraz jakoś był bardziej drapieżnikiem niż do tej pory. Instynktownie jego paznokcie rozwinęły się do formy jego ukochanej broni. Trzeba było być gotowym na każdą możliwość.
Dopiero po chwili zza drzewa wyłoniła się głowa. Cóż, kobieta. Jednak one były bardziej niebezpieczne od mężczyzn. W sumie jakby nie patrzeć to one od pokoleń rujnowały nawet narody. Póki co ani mu się myślało chować pazury. No może złożył palce tak aby nie rzucały się one w oczy. Zaczął się przemieszczać. Powoli wychodził z sadzawki. W końcu ile można stać w wodzie.
- Dlaczego się chowasz? Kim jesteś? Jakie są twoje intencje? - właśnie te trzy pytania padły z jego ust. Decydowały one o jego kolejnym ruchu. Znaczy się o tym czy rzuci jej się do gardła z pazurami, czy też odezwie się jasna strona księżyca – zbyt kochane serce Flo. Eh, przeklęte kobiety! Wszystko muszą zniszczyć. Przez jego Semi w jego sercu zrodziło się coś w rodzaju miłości lub współczucia. Troszeczkę, fakt. Jednak to troszeczkę to było za dużo jak dla niego. Pewnie przez ten mały detal ciągle „rozmawiali”.
- Kurwa. - mruknął pod nosem. Właśnie poczuł dziwny skurcz w jego brzuchu. Zgłodniał? Nie, po prostu miał ogromną ochotę na czekoladę. Dziwne, przecież nigdy nie jadł jej zbyt wiele. Czasami, dla urozmaicenia posiłku. Chwila, może dwie i wszystko stało się jasne!
Przeklęte baby – tylko tyle, tylko tyle przetoczyło się przez jego głowę. Nawet takiego porządnego faceta jak on potrafią uzależnić od takiej pierdoły jak czekolada. Wiedział jedno, będzie musiał rozmówić się z Flo. Wiedział nawet drugie, dziewczyna wcześniej czy później go odnajdzie. Przemienił ją, jednak nic jej nie wyjaśnił. Na pewno będzie chciała zdobyć informacje.
Teraz jednak ważne było, co wydarzy się za chwilę. Liczyły się intencje istoty schowanej za drzewem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucretia
Solistka operowa
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 37
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Pią Sie 23, 2013 8:58 pm

Czmychnęła za drzewa, gdy tylko dojrzała jego pazury. Otuliła się włosami i przyciągnęła ręce starając się odruchowo ukryć w nich piersi, a także stać się maciupką, niewielką małą istotką. Mierzyła sobie jednak sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu i mimo całej eteryczności oraz kruchości jej drobnego ciała, nie udało jej się tak łatwo zniknąć. Z ulga przyjęła fakt, że mężczyźnie nic nie grozi, to jego początkowe rzucanie się naprawdę ją zaniepokoiło i obawiała się, że może nie mieć kompetencji, aby coś na to zaradzić. Z drugiej strony mocno podenerwowało ją to stosunkowo agresywne zachowanie, mimo wszystko nie była na nie przygotowana, a doświadczenia minionego dnia, aż krzyczały by w końcu wzięła się w garść i przestała liczyć na najlepsze. Lucrecia z możliwym tylko w jej wypadku optymizmem, stwierdziła jednak, że nie ma co zakładać najgorszego i mężczyzna także może być zaniepokojony jej obecnością. Przecież taka reakcja byłaby rozsądna, nieprawdaż? Nie wiedziała co jednak odpowiedzieć, zwłaszcza gdy pytanie o powód skrywania jej elfiej osoby, wprawiało ją w zakłopotanie. Przejechała stopą po wilgotnej ziemi. Gdyby mogła tu zostać na zawsze w najgłębszych odmętach puszczy, wiecznie połączona z naturą, jej dziecko, jej opiekunka, jej bajarka. Chciałaby na zawsze zatopić się w tych chwilach beztroskiej radości, za pan brat ze zwierzętami, w przytulnych objęciach wilgotnego mchu, czuć że jedynie słoneczne promienie mogłyby pieścić jej nagie ciało - i nikt więcej. Przeraziła się, że jeśli zaraz nie odpowie, mężczyzna ją dopadnie i rozszarpie! Nie pozwoliłaby sobie jednak wyjść zza jedynej rzeczy, która teraz była jej ostoją. Oparła się plecami o pień, część pasemek przylgnęło do jego chropowatej powierzchni, jak gdyby były niesionym przez ten naturalny pomnik welonem. Dziewczyna spojrzała w górę próbując odnaleźć jakikolwiek kawałek nieba. W tym miejscu jednak liście były zbyt gęste, elfka nie spuściła głowy wpatrując się w kołysaną przez wiatr mroczną zieleń. Wolała nie widzieć tego co się stanie. To była bardzo sprytna zasada... Nie widzieć, nie słyszeć, nie patrzeć... Nie czuć. Zamknąć się tam, gdzie jest ci dobrze i bezpiecznie. Tym razem pozostała przytomna i precz wyrzuciła bajki oraz mrzonki. Ostatecznie po raz kolejny prawdopodobnie wpakowała się w tarapaty, a to za dużo jak na jeden dzień. Zamrugała szybko powiekami, aby powstrzymać napływające do oczu łzy. Nie będzie płakać, nie wolno jej.
-Przepraszam - zaczęła powoli, z przestrachem, ale płynnym i delikatnym w swej sile głosem - nie chciałam panu przeszkadzać. Nie wiedziałam... Myślałam, że potrzebuje pan pomocy, przepraszam. Myślę, że powinnam już iść.
Zamilkłą na chwilę. Nie wiedziała właściwie co ma odpowiedzieć na kolejne pytanie, w życiu nie przyszłoby jej do głowy mieć jakiekolwiek złe zamiary względem drugiej osoby, nie do końca wiedziała także, co powinna powiedzieć o sobie. Jak ma na imię? Czy ta informacja może być w tej chwili ważna? Rzadko znajdowała się w pozycji osoby, która może być uważana za wroga, to takie okropne uczucie.
-Nie mam złych intencji - zapewniła z nietypową dla niej gwałtownością, ale wciąż nie podnosiła głosu. Lata ćwiczeń i występów pozwoliły jednak, że mimo niepewności oraz niemal scenicznego szeptu była doskonale słyszalna. - Zwyczajnie... Się zgubiłam, tak jakby. W mieście - zakończyła niezrozumiale. - To znaczy, w mieście się zgubiła, tutaj się orientuję gdzie jestem, ale...
Nie wiem, jak wrócić, nie mogę tak wrócić, nie mogę przejść przez Teiz, wejść do budynku, pokazać się tak sąsiadom i wszystkim ludziom, którzy ją znają. Jej manager spaliłby się ze wstydu, a wszyscy który wiązali z jej karierą plany z pewnością byliby zdruzgotani. A rodzice? Och, jak by na nią spojrzeli! Milczała jednak, nie pozwalając aby te rozterki opuściły jej umysł, przecież nieznajomy nie musiał chcieć wcale tego słuchać... Po raz kolejny z trudem powstrzymała łzy na myśl, jak bardzo muszą się martwić jej opiekunowie. Nie przyszła na próbę, nie zadzwoniła, prawdopodobnie odchodzą od zmysłów. To okrutne czuć, że jest się winnym ich rozterek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sadzawka   Pią Sie 23, 2013 9:24 pm

Nie wiadomo jak i czemu Monster wbił do lasu, miał taką ochotę, gdzieś odpocząć i zabrać myśli po całej sytuacji z Penny. Miał niewielki mętlik w głowie, był teoretycznie warzywkiem myślowym, który oddał się swojemu chaosowi. Teraz szedł w kierunku sadzawki żeby zasiąść, odpalić jointa i rozkoszować się jego smakiem i stanem, który napłynie po kilku chwilach wraz z wciąganym dymem. Przez ramię miał przewieszoną torbę a w drugiej dłoni odkręconą wódkę nieznanej nikomu marki, żłopał sobie ją co chwile, idąc chwiejnym krokiem. Był teoretycznie w rozsypce, a raczej nie wiedział co począć z dziewczyną, która zawróciła mu w głowie. Był idealnym celem dla napastników, choć powinni się spodziewać po nim w stanie nietrzeźwości wielu rzeczy, może wyciągnąć maczetę, którą chował za paskiem i wszystkich pociachać. Zatrzymał się niedaleko sadzawki i zauważył typa, był dość spory, podobnych rozmiarów co Monster ~ Ty, skurwielu, wypierdalaj stąd, bo Ci zapierdolę, chce odpocząć! Argh! Piraci i delfiny! Uwolnić ryby z puszek! Argh! ~ Rzucił torbę na ziemie, wyciągnął maczetę i zaczął biec w kierunku Tsukiego. Najebany w cztery dupy rzucił w niego jeszcze butelką, starając trafić w jego głowę. Biegł w amoku, chwiejnym krokiem z maczetę w dłoni. Chciał go zapierdolić nie wiadomo czemu, tak o.
Powrót do góry Go down
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Pią Sie 23, 2013 9:44 pm

No tak, kobiece serce. Zawsze bywało zgubne. To chyba jakiś instynkt matczyny albo coś w tym stylu, prawda? Zresztą na tym akurat Tsu się nie znał. Co jak co ale te kobiece emocje i te inne sprawy. To nie było na jego głowę. Na razie miał wystarczająco dużo zmartwień. W końcu musiał skomplementować swoje stado. Musiał też martwić się o Flo, co się z nią działo? Niby ich znajomość trwała kilka minut. Cóż, stała mu się bliska. W końcu została jego prawą ręką. W jej duszy tlił się płomyk Tsu. Taka wilcza magia, byli ze sobą połączeni praktycznie jak komputery w sieci. Każde wilcze stado tak miało.
Tsuki skierował swe spojrzenie na księżyc. No właśnie, ciemno, głucho a on nawet nie wiedział jak to dzisiaj jest. Co dostrzegł? Świecącego rogala. Hm... czyli był już w połowie drogi do dnia, w którym będzie musiał uważać na jego nowe stado. Póki co była to tylko jedna osoba. To nie było źle. Nad jedną jeszcze zapanuje. Gorzej gdyby przemienił z tuzin ludziów. O matko! Kto by ich upilnował? Chyba jakaś superniania. Tylko taka wilcza edycja.
Na szczęście, dla dziewczyny oczy Tsu wyłapały pewien jeden bardzo istotny szczegół. Jej uszy. Tak, wszędzie je rozpozna, elfy bowiem posiadały bardzo rzucające się w oczy uszy, które można było rozpoznać z daleka. No chyba, że jest się głupim i ślepym kimś. Elf? Definitywnie elf! Cóż Tsuki akurat miał bardzo zdanie o tej rasie. Dość dużo im zawdzięczał. Jakieś dobre 60 lat temu. To były czasy. Elfy i wilki żyły obok siebie. Oni zapewniali uszastym ochronę w zamian za opiekę. Te czasy nasz wilkołak jeszcze pamiętał. Takiej sklerozy to nie miał. Ba, ostatnio nawet było lepiej z jego pamięcią.
- Nie bój się siostrzyczko. Chodź, chodź. Opiekun cię nie skrzywdzi. Pomóc ci, siostrzyczko? - teraz tylko problem był w tym czy elfka znała tamte czasy. Miał taką nadzieję. Użył sformułowań, które były używane w tamtych czasach. Minęło dość sporo czasu od tamtych czasów. W gruncie rzeczy wilkołaki podobno wymarły. Został tylko Tsu, wilkołak usiłujący przywrócić swą rasę do życia.
Cóż, gdyby wiedział, że spotka się z elfem, że to elf go zaczepia. Zachowałby się nieco stosowniej. Teraz czuł się nieco głupio. Nic dziwnego, w końcu ją wystraszył. Trzeba było jakoś ją udobruchać. W sumie, z tego co kojarzył, elfy były dość płochliwe. Jednak ona wciąż tu była. Nie uciekła. Skąd wiedział? Słyszał jej serce. Biło rytmicznie. Odbijało się od drzew.
- Wybacz braciszkowi. Tsuki nie chciał cię spłoszyć. Biedne dziecie lasu. - kolejne słowa, kolejne zapomniane już zwroty. I jego imię, niegdyś znane wśród leśnych ras. Teraz? Teraz zapewne zapomniane tak samo jak rzeczy, których już nie ma.
~~~
Kolejne serce. Było niedaleko. Za bardzo się rozmyślił. Cel, a raczej istota była już niedaleko niego. Tak, tak, mowa o Monsterze. Czuć od niego było alkohol na kilometr. Uhuhu. Jego biedny nos. Gdy spojrzał w stronę mężczyzny było już za późno. Butelka leciała w jego stronę. W połowie pełne naczynie rozbiło się na głowie Tsu rozcinając czoło.
Więcej nie potrzebował. Czuł jak rośnie w nim agresja. Jego oczy stały się czerwone – zresztą jak zawsze gdy organizm zaczyna się regenerować. Nie wiadomo kiedy jego zęby się zaostrzyły. Po co? Cóż, taki układ szczęki był potrzebny, żeby móc przyzwoicie ryknąć. Ryknął, po to żeby zaznaczyć człowiekowi, że to nie jest jego liga. Korzystając z elementu zaskoczenia również przeszarżował w jego stronę. Jego bronią były pazury. Miał zamiar wbić je w tors Monstera, nie za głęboko. Jednak na tyle, żeby móc go podnieść.
Miał charakter, to trzeba było przyznać. Czuł od niego psychopatę. Kogoś takiego potrzebował. Puścił więc dość sporego gościa i wbił mu pazury w okolice kręgosłupa. W końcu trafił. Udało mu się dostać do rdzenia kręgowego.
Sekunda, dosłownie tyle czasu minęło pomiędzy wbiciem pazura a ugryzieniem. Ugryzł go w obojczyk tworząc potężną ranę. Cóż, rozmiar nie miał znaczenia. Sącząca się z rany czarna krew i ciemne żyły wokół niej świadczyły o tym, że Monster przeżyje. Ba, stanie się częścią jego stada. Skąd wiedział? Jego ciemnokrwiste oczka rozbłysły się jasnym światłem. Tak przez ułamek chwili, oznaczało to, że kolejna przemiana przebiegła pomyślnie.
~~~
Całe szczęście, że Tsu nie pochlapał sobie koszulki jego krwią. Mimo, że była zniszczona miał do niej sentyment. Co z elfem? Uspokoił się, że ciągle tu była. W końcu chciał z nią porozmawiać. Nie mógł pozwolić, żeby ktoś niepokoił elfa, ciągle miał w sobie to coś, co kiedyś. Jakoś nie mógł zapomnieć o niespisanej umowie. Oczywiście jego ciało wróciło do ludzkiego stanu. Tsu spoglądał się w stronę Luc, co chwilę tylko zerkał na krwawiącego Monstera. Silna bestia. Nie chciał zemdleć. Sam Tsu jakoś tak zapomniał, że w okolicach ust ma krew jego "ofiary".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucretia
Solistka operowa
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 37
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Pią Sie 23, 2013 10:26 pm

Uspokoiła się nieco gdy mężczyzna zmienił ton. Mówił łagodnie, spokojnie, w jakiś sposób dziwnie blisko. Słowa, zdania... Wydawały się jej już gdzieś słyszane, w baśniach czy legendach opowiadanych przez matkę. Chwilę jej zajęło nim doszło do niej, że to dotyczyła także jej. Że ta dawno opowiedziana i jakby się wydawało zakończona historia, była bliską każdemu elfowi, nawet tak młodemu, ale zapatrzonemu w długą rodziną tradycję. W pierwszej chwili nie wierzyła, że to może się w ogóle dziać, zawsze wierzyła, że w legendach jest prawda, ale prawda dawna, nieaktualna pod względem bytowania, z resztą przecież właśnie tego one wszystkie w pewien sposób dotykały - końca. Powtórzyła jego imię, cichutko, niemal niesłyszalnie, żeby sprawdzić jak brzmi, jak smakuje, jakie niesie ze sobą emocje. Nie skojarzyła go, większość wilkołaków z opowieści była bezimienna, a jeśli już padał jakieś określenia zaginęły w odmętach tytułów książąt, przydomków bohaterów, słodkich niewieścich imion. Nie zaniepokoiła jej tak nagła zamiana podejścia, wciąż jednak biła się z myślami, nie chciała pokazywać się naga. Wychyliła się nieznacznie za drzewa, żeby sprawdzić jak blisko jest mężczyzna i czy aby na pewno nie ma złych zamiarów, albo czy chociaż nie wygląda... Niepewnie przesunęła szczupłą dłonią na bok pnia i ... Krzyknęła gdy coś uderzyło Tsukiego. Nie dostrzegła co to dokładnie było, ale nawet tutaj poczuła specyficzny zapach alkoholu. Już miała wyrwać się z chęcią pomocy, ostatecznie to było naprawdę niebezpieczne, gdy dostrzegła osobę, która tak okrutnie potraktowała nieznajomego, ostrze w jego ręku, a następnie... Przerażający ryk przeciął leśną ciszę, rozdzierając na pół spokojną harmonijną kołysankę lasu. W jej oczach mężczyzna przemawiający do niej tak łagodnie, ofiarujący bezpieczeństwo, przyjaźń... Stał się najprawdziwszym potworem, drapieżną bestią, przynajmniej na aktualne standardy Lucrecii, która wstanie była znieść wiele ale nie tyle. Odepchnęła się z całej siły od drzewa, nie zdążyła postawić dwóch kroków, gdy łzy zasłoniły jej widok, a stopa zaczepiła o wystający korzeń. Upadła na miękkie poszycie jednak nie obyło się bez krwawego obtarcia lewej kostki, nawet tego nie poczuła, była tak zmęczona i przerażona, że jedyne co była teraz wstanie zrobić to popadać w histerię. Z trudem oparła się o kolejne najbliższe jej drzewo, to miała gładką, przyjemną w dotyku korę, ale Lucrecia nawet nie miała ochoty aby tym się cieszyć. Zwątpiła w dalszą ucieczkę, przez łzy widziała jak mężczyzna masakruje atakującego, jak wgryza mu się w... Matko, ugryzł go. Jak wampir, jak cholerny wampir. Podciągnęła nogi pod brodę kulać się pod gigantycznym drzewem, wysokie korzenie otaczały ją z jednej strony tworząc niewielką kotlinę. Objęła rękami głowę, opierając czoło o kolana, włosy otoczył ją delikatnym całunem. Zamknęła mocno oczy starając się uspokoić płacz, po chwili skupiła się tylko na cichym mamrotaniu.
-Proszę, proszę nie gryź mnie, nie gryź mnie, proszę. Nie chcę znowu... Proszę.
Wszystko krzyczało do niej aby biegła przed siebie, aby wykorzystała swoje panowanie nad wiatrem, aby zwyczajnie zniknęła stąd, ale ona nie mogła się ruszyć, bała się skinąć nawet palce, gdzieś w środku czuła, że jeśli chociaż otworzy powiekę to ta bestia ją... Ugryzie, jak wampir, jak on, jak Vladimir.
-Proszę nie gryź mnie, proszę... Nie jak on...
Zamilkła pozwalając tylko aby gorące łzy spływały po jej policzkach. Po raz kolejny wydawało jej się, że poczuła zęby na swojej szyi, że ciepłe wampirze usta dotykają jej skóry, a potem składają krwawy pocałunek, z rozpaczą przejechała palcami po szyi próbując pozbyć się ugryzienia, pozbyć się tej ciągle przypominającej jej o wszystkim rany. Nawet zapomniała o unieruchamiającym strachu, zapomniała o wilku, wydawało jej się, że jedyna bestia jaka jest gdzieś blisko, to Vladimir.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sadzawka   Sob Sie 24, 2013 2:55 am

Wszystko działo się tak szybko, nie minęła nawet kilka godzin od rozstania z dziewczyną, a teraz już leżał zakrwawiony na trawie, przy sadzawce, nie wiadomo czemu. Na szczęście jednak, że w miarę znieczulenia przez alkohol i jego przyzwyczajenie do bólu, z którym obcował przez całe swoje dzieciństwo i teoretycznie okres dojrzewania plus etap "dorosłości", pozwoliło mu na utrzymanie przytomności, nie zemdlał, dawał radę. Oczywiście obficie krwawił, ale działo się z nim coś dziwnego, a raczej z raną a przez ugryzienie z nim. Wszystko było dla niego niezrozumiałe. Trzeba było się rzucać najebanym na skurwiela, przecież miał Głocka, czemu nie pomyślał żeby ustrzelić chuja. Właściwie może Monster chciał żeby go dojebał, ale nie spodziewał się, że typer jest jakimś nie wiadomo jakim gościem a raczej bestią. Dziwnie się czuł, zwłaszcza że było mu strasznie gorąco, jakby się wypalał, może po prostu miał takie wrażenie po alkoholu? Nie wiem. Zaczął się powoli doczołgiwać w kierunku torby, z której wyciągnął koszulkę, rozerwał się w połowie dzięki maczecie i obwiązał sobie obie części wokół szyi i ramienia, tak żeby jakoś zatamować krwawienie, póki nie dotrze gdzie miał dotrzeć. Przyczepił torbę do paska i zaczął czołgać się jak żołnierz. Po drodze otworzył butelkę wódki, którą zostawił sobie na rezerwę w torbie. Łyknął trochę a resztę oblał po ramieniu żeby oczyścić ranę z bakterii. Nie wiadomo co miał w pysku wilczek, był na wpół żywy i czuł, że będzie gorzej, więc nie chciał dostać zakażenia jeszcze. Koszula przesiąkła od alkoholu, powinno to parzyć, ale pod wpływem tak dużo bólu, wydzielała się adrenalina, zaczynała mu pomagać w wytrzymywaniu bólu. Dalej się wił jak wąż po ziemi w kierunku drogi, chciał dostać się najszybciej do miasta a raczej gdzieś gdzie będzie mógł opatrzyć sobie ranę, przy okazji złapać auto-stopa, biorąc jakiegoś tępaka na litość.

Z/t
Powrót do góry Go down
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Sob Sie 24, 2013 8:01 am

Wyglądało na to, że pomysł aby dziabnąć gościa był dobry. Był silny, było to widać. Zapewne wniesie coś ciekawego i interesującego do stada. Wartościowe mięso. Dobrze. Teraz tylko poczekać, aż zbłąkana owieczka, pod natłokiem najbliższych wydarzeń postanowi odnaleźć swojego twórcę. Jeszcze tylko Tsu spojrzał na oddalający się kształt.
Czyli został tylko on i przerażona elfka.
Biedne, zbłąkane dziecko. Zupełnie niewinne i zagubione. Tyle przemocy w ciągu jednego mogą wokół niej, a ona przecież nic nie zawiniła. Po prostu była w złym miejscu o złej porze.
Potworem? Potwora to ona nie widziała. Przecież Tsu wręcz uwielbiał drugi etap przemiany. Był wtedy człowiekiem uzbrojonym w walczą broń. Tak było też teraz. Przemienił się nieznacznie. Rozwinął tylko kły i pazury. Rana na jego czole już się zregenerowala.
- Nie bój się siostrzyczko tobie nic nie grozi. - takie słowa wydobył się z ust wilka. Cóż musiał ogarnąć swoją twarz bo nie bardzo mu się uśmiechało to jak wyglądał. Dlatego podszedł do sadzawki. Zanurzył dłoń w wodzie i zmył pozostałości po Monsterze.
Dopiero teraz pomyślał o tym, że mogło jej się coś stać. Dlatego, cóż podszedł do niej. Przedarł się przez zarośla. W jego głowie zaczął udzielać się psychiczny rozum jego nowej beta. Czyli zmiana na lepsze. Zostanie wilczym demonem. Jednak teraz patrzył na Lucy. Chyba z bliska nie wyglądał tak strasznie. To był po prostu zwykły facet. Tylko, że ona była niezbyt ubrana i do tego płakała. Najpierw zdjął swoją koszulkę i wystawił w jej stronę. Niech bynajmniej się ubierze. Bo sobie ktoś pomyśli...
- Już dobrze siostrzyczko. Nie roń łez. Wyjawić prawdę o swej szkodzie. Siostrzyczko, co się stało? Kto cię zranił? - wiedział, że ktoś zrobił jej krzywdę. Wiedział też, że to młody elf nie znający się na walkach. Położył dłoń na jej głowie. Czyli to co mówił nie było konieczne. Wystarczyłoby, że mówiły normalnie. Kucnął przy niej i położył rękę na jej głowie. Oczywiście dostrzegł ślad po wałbrzych zębach.
- Kto ci to zrobił? Nie musisz się mnie bać. Mogę ci pomóc, tylko musisz mi zaufać. Uwierz, że nie jestem niebezpieczny. Nie jestem zagrożeniem dla elfów. - chyba to ukoi jej nerwy? Cóż wygladala potwornie. Pachniała też nie najlepiej. Pokąsany obraz nędzy i rozpaczy. Gorące palce wilka spoczęły na jej szyi. W jego oczach malowała się złość i współczucie. Oczywiście kładąc palce na jej szyję zdjął rękę z jej głowy. Mowa tu o jej prawej ręce. Tej pewniejszej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucretia
Solistka operowa
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 37
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Nie Sie 25, 2013 7:52 pm

Nie mogła przemóc się pomimo tak gwałtownej zmiany w jego charakterze. Do póki nie znalazł się przy niej i nie wymusił posłuchu oddając jej swoją koszulkę. Zupełnie zignorowała jego pierwsze słowa, ale koszmarne majaki odeszły gdy poczuła, jak materiał muska jej nagie ramię - zupełnie się tego nie spodziewała i nawet histeria musiała zostać przerwana. Wyciągnęła niepewnie dłoń po odzienie ciągle spoglądając na Tsukiego niezrozumiałym wzrokiem, nieco wystraszonym, zdumionym, ale zdecydowanie dziwacznie zainteresowanym. Była potwornie zmęczona, oczy miała wilgotne od łez, długie rzęsy zroszone solą, szczupłe policzki ciepłe od niedawnych strumieni. Zacisnęła dłoń na materiale i przyciągnęła go do siebie, starając się jednocześnie w jak najmniejszym stopniu się odsłonić, gdy przeciągała koszulę na plecy. Zaciągnęła materiał z przodu przyciągając go do piersi dłońmi, gęste włosy schowane był pod odzieniem i normalnie z pewnością by jej to przeszkadzało ale teraz nie miało znaczenia, ba! stanowiło kolejną barierę ochronną przed okrutnym światem.
A on przed chwilą taki przerażający, taki zwierzęcy, okrutny, gdy tamtemu mężczyźnie... Zadrżała nie do końca wiedząc która twarz była prawdziwa, a może obie? Czy powinna zaufać - chyba nie miała wyboru, w stosunku do niego była niczym i w każdej chwili mógł się z nią rozprawić, ale... Nie chciał. Mówił jak brat, jak ojciec, jak ktoś komu zależy i kto zna rozwiązanie każdego problemu. Gdy położył dłoń na jej czuprynie, poczuła jego ciepło i te duże ręce, wydawały się jej taką nierzeczywistą ostoją. Instynktownie pozwalała rodzić się jakiejś dziwnej, niezrozumiałej więzi pomiędzy nimi, jak gdyby takie było przeznaczenie, odwieczny plan natury. Spojrzała na niego ufnie, ale skrzywiła się gdy dotknął palcami jej rany, o matko, to takie obrzydliwe, to było takie potworne i ... Zadrżała, ale nie szarpnęła się, nie nakazała mu zabierać łap.
-To wampir, myślę... Myślę, że miał jakąś moc, hipnotyzował i... I wtedy - zamilkła, jak gdyby nagle zabrakło jej głosu. Skuliła się w sobie, ale kontynuowała - Ugryzł mnie, nie wiem... Jak, zwyczajnie... - Przyciągnęła głowę do ramienia chowając przed wilkołakiem poranioną szyję. Uznała, że nie chce mówić o pocałunku, ale z trudem przełamała się, aby właściwie wytłumaczyć dlaczego jest naga. - A potem - wskazała spojrzeniem na swoje nagie nogi, jak gdyby to wszystko miało wyjaśnić - ... Powiedział, że wróci, że przyjdzie do mnie ponownie, że szkoda by było mojej krwi, ale jeśli, jeśli zrobię coś nie tak... On wie jak mnie znaleźć i boję się, że... -załkała cichutko. - Nie wiem kim jest, zwyczajnie nie wiem, powiedział że nazywa się Vladimir - dodała niepewnie. - A je będę teraz jego. Strasznie się boję i nie wiem, nie chcę, że on przyjdzie znowu i znowu to zrobi.
Usta jej zadrżały, a po policzkach popłynęły ciepłe łzy, ostatnie bo na więcej już zwyczajnie nie miała siły płakać. Stopy, łydki i uda, ręce, brzuch, była przemarznięta, gdzieniegdzie posiniaczone, chłodna skóra stanowiła mocny kontrast dla rozpalonych policzków i dekoltu. Nie miała pojęcia jak Tsuki mógłby jej pomóc, mimo wiecznego optymizmu sama nie wiedziała do końca, czy to w ogóle jest możliwe, Vladimir wydawał się jej teraz być potężnym, przerażającym krwiopijcą, który może więcej niż sam Dyktator.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Nie Sie 25, 2013 8:48 pm

Bynajmniej nie uciekła. Ba, nawet się przed nim otworzyła. To dobrze. Nie miał zamiaru jej skrzywdzić. Po prostu posiadał słabość do elfów i trzeba było to zrozumieć. Niby był psychopatą, niby rodził strach. Jednak miał dobre serce. Gdzieś pod warstwami sadyzmu, bestialstwa, zgorszenia, knowania i innych cech jego skomplikowanej osobowości.
Zaufanie. Piękne uczucie. Jednak źle ukierunkowane mogło prowadzić do klęski. Wielu wielkich straciło swe życie zza młodu przez właśnie taką drobnostkę. Jednak nie należało się martwić. Nie zamierzał wykorzystać jej zaufania. Nie leżało to w jego interesach. Cóż, może i był podstępnym skurwysynem jednak nie zawsze.
W tym przypadku zależało mu na tym żeby pomóc tej biednej, młodej i niedoświadczonej istocie. Zapewne jeszcze kilka godzin wcześniej by ją zignorował. Jednak Flo, jej serce. Przekleństwo. Dlaczego ją ugryzł? Gdyby wiedział, że to się tak skończy na pewno by tego nie zrobił. Jednak uczynił to. Intrygowała go jej aura, jej uroda? Sam nie wiedział, na pewno zrobił to z powodu czegoś czego on sam nie potrafił wytłumaczyć.
Głos Lucy, taki łamiący się. Niepewny. Pełen strachu i obaw. Wampiry, huh? Nie wiadomo czemu ale w jego głowie pojawił się obraz jakiegoś młodego wampira bawiącego się w 'Zmierzch'. W końcu stare, potężne wampiry raczej nie pozwoliłyby aby ich żarło było świadome, żeby było w stanie wyjawić komuś, co się stało.
Nie znał się zbytnio na pocieszaniu wampirzych ofiar. Jedyne co przyszło mu do głowy to położenie dłoni na jej policzku i pogładzeniu go kciukiem. Tak po prostu, czysty przyjacielski gest. Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Nie powinnaś się go bać. Obronię cię przed nim siostrzyczko. Nie czuj się brudna, niepotrzebna, wykorzystana. Wampiry postępują lekkomyślnie. W gruncie rzeczy to prymitywne istoty. - powoli zaczynał ją pocieszać. Mówił dość ciepłym, przyjaznym głosem. Może nie był żadnym aktorem, jednak swoje przeżył. Widział więcej niż ona mogła sobie wyobrazić. Robił takie rzeczy, o których nikomu się nie śniło. Przelał w swoim życiu takie ilości krwi, że inni dawno by się stoczyli pod ciężarem wyrzutów sumienia.
Gdyby wiedział, że martwi się ona o niego zapewne zacząłby się śmiać. Nie byłoby to zbyt grzeczne jednak, no cóż wizja wampira gryzącego wilka była dość śmieszna. Szczególnie, że ten wilk skrywa w sobie coś potężnego, mrocznego i drapieżnego. To coś, co sprawia, że aura w okół niego jest niepokojąca.
- Karty historii przedstawiały nas jako bezmyślne bestie. Prawda jest taka, że w pewnym momencie przewyższyliśmy te pijawki. Nauczyliśmy się kontrolować emocje. Nasza klątwa stała się darem. - wtrącił szybko nim ta mogłaby mu przerwać. Po chwili zamknął oczy łapiąc głęboki oddech. Dziewczyna była oczytana. Posiadała tylko książkową wiedzę. Nie żyła w tych czasach, co on. Nie widziała tego co on. Nie przeżyła tych chwil. On sam nie miał pomysłu jak jej to wszystko odpowiedzieć w krótkim momencie.
Że coś jest z nim nie tak, znaczy się na psychice Luc na pewno dawno się domyśliła. W końcu przez całą ich rozmowę praktycznie cały czas była naga, teraz półnaga a on jakoś nie zwracał uwagi na jej ciało. Może spojrzał raz czy dwa jednak nie obłapiał jej wzrokiem. Zupełnie jakby nie był zainteresowany bliższymi stosunkami. Cóż, taka była prawda. Ostatnią rzeczą w głowie wilkołaka był seks. Miał tyle problemów i zmartwień, że jakoś nie gdybał nad zaspokajaniem potrzeb cielesnych. Martwił się o swoich podopiecznych, ciekawiło go kiedy ich spotka. Miał nadzieję, że nie rozpierdolą całego miasta zanim on się wyśpi. Poza tym chciało mu się pić. Miał ochotę na rum i czekoladę. Eh, uzależnieni go uzależnili. Co za ludzie, no nie do końca. W końcu to był człowiek i upadła.
Dopiero po chwili wypuścił powietrze z płuc. Otworzył swoje ślepia i spojrzał na elfkę swoimi ciemnymi, krwistymi, wilczymi oczętami. Po chwili ściemniały powracając do ludzkiego koloru.
- Siostrzyczko. Jakby to ująć, żyję od bardzo dawna. Wiesz co się dzieje gdy wilkołak zabije wilkołaka? - po tych słowach. Cóż, zwrócił uwagę na jej ręce i nogi. Wyglądała okropnie. Gdy jej dotykał czuł, że musiała tak błądzić na prawdę długo. Miała zimne policzki. W porównaniu z jego dłońmi były niczym lodówka. Dopiero po przeanalizowaniu jej stanu podniósł się i wyciągnął w jej stronę rękę.
- Proponuję, żebyśmy udali się do mnie. Zapraszam na kolację, umyjesz się, znajdziesz coś ciepłego w szafie. Nie bój się, nie jestem zboczeńcem. Przy mnie jesteś bezpieczna. - zupełnie zmienił temat. Dlaczego? Doszedł do wniosku, że lepiej będzie najpierw się nią zaopiekować a dopiero potem będą mogli spokojnie porozmawiać. Jego mieszkanie było dobrym miejscem. Nawet jeśli będzie zbyt późno on zawsze może przenocować na kanapie albo Morphie. W sumie on sam robił się głodny. No i musiał się normalnie ubrać, w końcu te ciuchy, a raczej spodnie były niezbyt dopasowane do tego ciała. Jednak czy ona będzie w stanie mu na tyle zaufać? Prawdopodobnie był dzisiaj pierwszą uprzejmą osobą, którą spotkała. Ah ci ludzie, są jak pies ogrodnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucretia
Solistka operowa
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 37
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Pon Sie 26, 2013 8:26 pm

Dokładnie słuchała każdego słowa mężczyzny. Już nieco się uspokoiła, łzy niemal całkowicie ustały, słowa pocieszenia koiły jej duszę. Dawały jakiś dziwny fundament do ponownego zawierzenia całemu światu, do zaufania i radosnego spoglądania w przyszłość. Były to na razie same początku, bo wciąż obawiała się, że te wspomnienia wrócą w najmniej oczekiwanym momencie i przygniotą ją swoim ciężarem, była to niezwykle bolesna, ale prawdopodobnie obca, dlatego też aktualnie wahała się pomiędzy spokojem, strachem, a zmęczeniem. Zdziwiła się, gdy nazwał wampiry prymitywnymi istotami. Ostatecznie to właśnie one posiadały najwyższy status w całym mieście, to one rządziły według własnego widzimisię i nierzadko projektowały rzeczywistość za pomocą swoich pieniędzy. Wcale nie zdziwiły by się, gdyby sam Dyktator mógł się poszczycić długimi kłami. Z drugiej strony słyszała od czasu do czasu o wampirach z marginesu, ubogich, bezdomnych bestiach. Takie rozszczepienie tych istot wydawało jej się niemal niemożliwie, ale jak to w bajkach bywało, nawet księżniczka może być zwykłym Kopciuszkiem. Przytakiwała jednak delikatnie, co jakiś czas przejeżdżając dłonią po policzku, odgarniając długie kosmyki i przecierając załzawione oczy.
-W moich legendach... W moich legendach, było ich kilka w których byliście nam, elfom, bliscy ale... Nie zachowało się tego zbyt dużo - przyznała ze skruchą. Było jej teraz nieco wstyd, że nie przykładała takiej wagi do odkopywania tych konkretnych historii, a zagłębiała się w nieco inne rejony bytowania jej przodków. Poczuła, że matka byłaby zawiedziona takim obrotem sprawy i mogłaby żądać od niej nadrobienia zaległości. Z drugiej strony... Lucrecia obiecała sobie, że sama to zrobi. Pokręciła przecząco głową gdy zaczął zadawać jej pytania, nigdzie nie pojawiało się zbyt wiele informacji o życiu wilkołaków, a podejrzewała że nie są analogiczne do zwykłych, znanych jej wilków, a przynajmniej nie całkowicie. Nastawiła jednak uszy i z zainteresowaniem czekała na odpowiedź Tsukiego. Zapowiadała się kolejna fantazyjna, niemal mityczna opowieść, coś czarującego w swojej bestialskości, a jednocześnie...
Powinna wracać do domu, zdecydowanie, ale w tym stanie... Nie wyobrażała sobie, jak może przejść przez miasto, a potem wrócić do apartamentu nie zwracając na siebie uwagi sąsiadów, obsługi, co za wstyd, co powiedzieli by rodzice! Zmarszczyła delikatnie nos. Nie byłą pewna czy mimo tej dziwacznej więzi i zupełnie niezrozumiałemu zaufaniu, którym darzyła wilkołaka, powinna tak zwyczajnie dać mu się zaprowadzić do jego mieszkania. Z drugiej strony nie za bardzo miała wyjście, a opowieść którą mógł uraczyć wydawała się być warta. Tyle nowych informacji, tyle... Już nawet nie chodziło o odegranie się na wampirze, ba wcale nie tego chciała, obca jej była zemsta czy nienawiść, w tej kwestii pragnęła tylko zwyczajnego bezpieczeństwa i coś wewnątrz jej duszy mówiło jej, że Tsuki może jej pomóc. Nie chciała go obarczać swoimi problemami, ale była mu niezmiernie wdzięczna za to okazane jej dobro, za zainteresowanie... To wszystko sprawiało, że jej wiara w istoty nie była zwyczajnym, dziecinnym głupstwem, miała wszak pokrycie w czynach. Oparła cały swój ciężar na ramieniu przyłożonym do pnia, podciągnęła się z drobnym wysiłkiem i stanęła na równych nogach. Stopy drżały jej ze zmęczenia, ale po chwili wydawało jej się, że może z tym normalnie chodzić. Nie chciała aby mężczyzna miał jeszcze więcej kłopotu, więc postanowiła, że ani słowem nie piśnie na wszystkie niedogodności. I tak okazał jej już wiele wsparcia. Owinęła się szczelniej koszulą, delikatnie zsuwając ją z ramion, aby zakryć pośladki, rękawki sprytnie związała ze sobą chcąc mieć wolne ręce. Uznała, że będą jej zdecydowanie potrzebne jeśli nie chce spowalniać mężczyzny, a przy okazji nie wylądować na ziemi. Mimo swojego wzrostu, niewielkiej wagi i drobnych gabarytów miała w sobie tę niesamowitą elficką siłę, a przynajmniej byłą w tej chwili o tym święcie przekonana.
-Dobrze - odparła, kryjąc głęboko strach, z zacięciem i pewnością w głosie. Niech będzie co ma być.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Czw Sie 29, 2013 2:25 pm

Po tym, jak wymknęli się z łap Gwardii, trzeba było na razie się wycofać. Najlepiej z miasta. Właściwie to pustynia była najbliżej, ale gdyby czasem służby porządkowe odkryły, że ich skradziony wóz znalazł się właśnie tam, mogliby zacząć niepotrzebnie węszyć. Lepiej było więc wybrać bardziej odległe, a za to neutralne miejsce. Las zachodni wydawał się być idealny, a sadzawka... cóż, z tym cholernym samochodem też trzeba było coś zrobić. Choć droga przez las na pewno do najłatwiejszych nie należała.
A Lea wciąż nie wierzyła. Kuliła się na tym cholernym siedzeniu, ściskając w rękach paczkę, i bardzo starając się nie rozpłakać. Nie po tym, jak wytrwała tak długo! Serio, Asheritt był żołnierzem i pewnie był uczony jak zachowywać zimną krew w takich sytuacjach. Marvel jednak była tylko szesnastolatką, która do drastycznych widoków może była przyzwyczajona, ale wciąż była tylko uczennicą. No i naukowcem. Wolała unikać takich sytuacji, niż je jeszcze pogarszać. Dla niej był to cud, że oboje wyszli z tego bez najmniejszego zadrapania. Ledwie wóz stanął, a syrena postanowiła się z niego wydostać. Należał do Gwardii. Do tych czterech trupów i tych, którzy nawet nie wiadomo czy przetrwali - przecież Gwardzista pod wpływem iluzji mógł ich równie dobrze powybijać. Z jej winy. Nie patrzyła na to, co robił, bo nie chciała. Otworzyła tylko drzwi i "wypełzła" z pojazdu, prawie przydeptując jakiegoś kraba. Musiała się pilnować, bo łatwo tutaj było się zamoczyć. Westchnęła głęboko, przymknęła oczy i z całych sił próbowała się uspokoić. Nawet nie pomyślała jeszcze o tym, by sprawdzić, co znajdowało się w paczce.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asheritt
Żołnierz Zodiaku
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 53
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Pią Sie 30, 2013 7:35 pm

Wychodząc z pojazdu Ash szybko ocenił teren. Sadzawka wydawała się być doskonałym miejscem by pozbyć się pojazdu. W końcu mogą ich dzięki niemu namierzyć, nie? Lepiej nie ryzykować. Zerknął na dziewczynę. Widać było że jest na skraju załamania, chociaż starała się trzymać w garści... No ale to nic dziwnego, przed chwilą widziała jak z zimną krwią zabił czterech Gwardzistów No i nie był pewien czy ten krzyczący żołnierz nie zrobi krzywdy reszcie... Trzeba się nią zająć, ale najpierw...
Wysłał sygnał do klona. Czas dowiedzieć się jak na nią wpadł. I co dzieje się z Bianką. Jednocześnie postarał się o zapewnienie im bezpieczeństwa. Zasiadł za kierownicą pojazdu i rozpędził go kierując na środek jeziorka. Wyskoczył w ostatniej chwili, stłumił impet uderzenia wykonując przewrót na ziemi i wstał. Ich niedawno zdobyty środek lokomocji pogrążał się już w odmętach. Szkoda, teraz trzeba iść na piechotę.... Pytanie dokąd? Podszedł do dziewczyny.
- Wiem że to dla Ciebie duży szok, ale trzeba się zastanowić co robimy dalej. - powiedział cichym i spokojnym tonem - Raczej nie ma sensu tu zosta....
Zatoczył się lekko. Klon znikł, a jego wspomnienia napłynęły do Asha. To było dziwne uczucie i ciężko było się do niego przyzwyczaić. No i kręciło mu się po nim w głowie.... Potrzebował chwili by uporządkować informacje. Niepewnie usiadł na ziemi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Pią Sie 30, 2013 8:12 pm

Nie myśl o tym, nie myśl o tym, nie myśl o tym.
Lea chwilowo musiała zamknąć się we własnym świecie. Skupić się. Uspokoić. Cholera, jak ona się teraz pokaże w Akademii? W ogóle do niej nie dotarło, że białowłosy wysiadł z samochodu. Przez dłuższą chwilę nie słyszała nawet warkotu silnika, uniosła głowę dopiero wtedy, kiedy usłyszała potężny plusk. W samą porę by ujrzeć tonący samochód i Asheritta gdzieś obok, nawyraźniej wyskoczył w ostatniej chwili. Znowu pieprzony film akcji.
Skupiła się na paczce. To była chyba dobra metoda. Nie myśleć o tym, co było przed chwilą, po prostu skoncentrować się na własnej ciekawości. Zaczęła ją odpakowywać, a to, co znalazła w jej wnętrzu, przerosło jej oczekiwania. Skąd, u licha, w zwykłej cukierni wzięło się tyle nakrotyków?! Może właśnie z tego powodu Gwardia tam wparowała tak nagle, nie stąd ni zowąd?! Chętnie by teraz skorzystała ze zdobyczy, serio. Jednak głos Asheritta przywołał syrenę do świata rzeczywistego.
- Dalej? - właśnie. Co dalej?
Marvel nie miała zbyt dużo czasu by się nad tym zastanowić. Venorianin przerwał zdanie w połowie i jakby stracił siły. Mózg geniusza medycznego musiał po prostu zostać zaalarmowany, nieprawdaż? Podeszła do niego i przykucnęła przy nim.
- Hej? Coś nie tak? Jesteś rany? Coś Cię boli? Bo wiesz. Ja mogę leczyć

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asheritt
Żołnierz Zodiaku
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 53
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Pią Sie 30, 2013 10:06 pm

Zawroty głowy powoli mijały. Usłyszał jak Lea - teraz już znał jej imię - podchodzi do niego.
- J-już wszystko dobrze... To tylko szok informacyjny po zniknięciu klona. Wszystkie jego wspomnienia do mnie wracają. Zaraz minie, dziękuję za troskę...
Naprawdę polubił tą dziewczynę. Po tym wszystkim była w stanie jeszcze martwić się o innych. Godne podziwu.
- Przepraszam za to wcześniej - spojrzał jej w oczy - Może nie powinienem był ich zabijać.... Ale zadziałałem instynktownie, było zbyt mało czasu na lepszy plan. Jeszcze raz przepraszam że musiałaś na to patrzeć... Rozumiem że to może być dla ciebie trudne.
Odwrócił wzrok. Dopadły go wyrzuty sumienia. Nie tyle z powodu żołnierzy, bardziej tego, że musiała na to patrzeć. Bo Ashowi było już wszystko jedno, przyzwyczaił się.
- Nie wiem nadal skąd wiesz o Fleau, ale się przedstawię. Żołnierz Zodiaku - Scorpio. Chociaż pewnie na to że jestem jednym z nich sama wpadłaś... - powiedział - Jak dla mnie to w mieście może być na razie ciut....za gorąco. W sumie to i tak miałem udać się do siedziby. Może poszłabyś ze mną?
To nie tak że ją lubił! Tylko...no ścigali ich.... I będą ich szukać.... Lepiej gdzieś się schować na chwilę! Tak! O to chodzi! Bo przecież to że mu się spodobała i nie chciał żeby coś się jej stało nic do tego nie mają.... Nagle sobie coś przypomniał.
- Sprawdziłaś co było w paczce?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Sob Sie 31, 2013 11:36 am

Lea raczej uległa odruchowi, aniżeli rzeczywiście się martwiła. Zresztą, głupio by było żeby ktoś, kto tak naprawdę odwalił całą robotę, jeszcze został przez nią porzucony. Nie przywiązywała się, ale bez przesady. Nie była też pozbawioną moralności i wyrzutów sumienia wredną zołzą. No, a dodatkowo w końcu uczyła się na wydziale medycznym. Miała świetne zazdatki na to, żeby zostać w przyszłości świetną lekarką, nie tylko dlatego że potrafiła leczyć za pomocą dotyku - bo przecież to nie zawsze wystarczało.
- Nie przesadzaj. Uratowałeś mnie dziś. Dwa razy. Miałabym być jeszcze zła? Poradzę sobie
Zauważył. Zauważył, że się przejmuje, a to się nie spodobało pannie Marvel. Wolałaby, żeby nie był tego świadom, uniosła się dumą. I mimo że w duchu skręcała się na samo wspomnienie martwych ciał, w słowach po prostu nie mogła pokazać, że się tym przejęła. Nie. Bo nie.
Był żołnierzem. To by w sumie wszystko wyjaśniało. Dlaczego był tak do tego przyzwyczajony, dlaczego się nie zawahał. Marvel była na 99% pewna, że był we Fleau, natomiast do tej pory nie miała żadnych wskazówek kim tam był, a potem przecież nie było czasu się nad tym zastanawiać.
Wzdrygnęła się na samą myśl o pustyni. Nienawidziła jej. Ciągle przeklinała nad tym, że akurat tam musiała znajdować się ta przeklęta siedziba. Jednak wiedziała, że miał rację. Miasto odpadało. Ona ewentualnie mogłaby się schować jeszcze w burdelu, ale przecież jego tam nie zaprowadzi. Siedziba była najbezpieczniejszym wyjściem. Ostatecznie, tam też była woda, prawda? Wystarczyło tylko przedostać się przez pustynię.
- ... Tak. To chyba najlepsze wyjście
Sory Cat, sory Skyler, syrenka będzie musiała pomilczeć przez jakiś czas. Kiedy białowłosy zapytał o zawartość paczki, Marvel podzieliła haszysz na dwie części. Jedną większą, drugą mniejszą, tak mniej więcej 60%:40%, ale nie chciało jej się liczyć, więc zrobiła to na oko.
Była uczciwa, cholernie uczciwa, do tego stopnia, że wyciągnęła w stronę Asheritta większą część. W końcu to on bardziej ryzykował.
- Schowaj sobie to. I wykorzystaj jak chcesz.
Potem Lea wstała i przeciągnęła się, zupełnie jakby właśnie przed chwilą ucieła sobie drzemkę. Sama pochowała "swoją" działkę tam, gdzie tylko się dało.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asheritt
Żołnierz Zodiaku
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 53
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Nie Wrz 01, 2013 7:58 pm

Nieco zdziwił się widząc zawartość paczki. Haszysz w cukierni?! No ale nic... Przyglądał się jak Lea dzieli towar. Po chwili wręczyła mu większą część łupu. Nie to żeby mu to przeszkadzało, ale...
- Weź to... - podał jej nadmiar swojego przydziału - I nie chcę żadnych sprzeciwów. Ryzykowałaś tak samo jak ja, może nawet bardziej bo nie jesteś żołnierzem. Mogłaś zginąć równie dobrze jak ja...
Położył haszysz na ziemi obok dziewczyny. Podejrzewał że będzie się sprzeciwiać, więc bez słowa ruszył w kierunku prowadzącym na pustynię. Albo weźmie swoją działkę, albo ją zostawi. Jej wybór, Ash nie będzie żałował narkotyków. I tak zastanawia się co zrobić ze swoją częścią. Odszedł kawałek i obejrzał się za siebie.
- Lepiej się pospieszyć. Mamy kawałek drogi do przejścia... - nagle wpadł mu do głowy pomysł - W sumie.... Mógłbym to przyspieszyć nieco... Ale nie wiem czy się zgodzisz... - odwrócił głowę. Plan był prosty - dzięki mocy przyspieszyłby swoje ruchy i dotarłby do siedziby dużo szybciej. Problemem było to jak Lea miałaby za nim nadążyć. Co prawda rozwiązanie było banalne, ale Ash... Co tu dużo mówić, wstydził się chłopak i tyle.
- Wiesz...jeśli użyję mocy do biegu, to dotarcie do siedziby zajmie o wiele mniej czasu. Tylko wtedy byś nie nadążyła za mną więc... - skrytobójca zerknął szybko na dziewczynę - Mogę cię ponieść. Znaczy to nie tak że chcę... Tylko ty.... Ja.... No ten.... Tak będzie szybciej! - zakłopotany odwrócił się do niej plecami. Miał tylko nadzieję że zbytnio się nie zaczerwienił....
- Z-zrozumiem jeśli odmówisz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Nie Wrz 01, 2013 8:15 pm

Oddawał jej nadmiar? SERIO? Nie żeby coś, ale sama Marvelówna w takiej sytuacji brałaby i jeszcze wiała szybko zanim druga osoba zdąży się rozmyślić. Nie skomentowała tego, ale kiedy odłożył haszysz na ziemię, syrena stwierdziła, że lepiej żeby to ona go wzięła, aniżeli miał się zmarnować. Tylko że to oznaczało, że wciąż miała u Venoriana dług, a Lea naprawdę nienawidziła takowych posiadać.
- Ja ryzykowałam? Przestań, nie wiem jak Ci się odwdzięczę
Odwdzięczanie się Marvelównie kojarzyło się tylko ze scenką odstawianą z klientem. Wiecie, uczennica, która musiała zasłużyć na wyższą ocenę, dziewczyna, która ma dług u obcego faceta za pomoc w naprawie samochodu. Takie tam. Miała już psychikę nieco zniszczoną przez życie i zawód, jakim się parała. Natomiast przez myśl jej nie przyszło żeby zaproponować to Asherittowi. Nie. Nie zależało jej na tym, by istoty z organizacji wiedziały o jej zawodzie i patrzyli na nią pod tym kątem. Reibi... Reibi to był wyjątek. Zresztą, okazało się ostatecznie, że wcale nie był członkiem organizacji.
Podniosła się i miała już ruszyć za białowłosym, kiedy ten stwierdził, że ma pomysł. I jakoś tak się zawstydził. Lea, która zaczęła już dochodzić do siebie, nawet nie kryła ciekawości - co on znowu wymyślił. Kiedy był tak zmieszany i zakłopotany podczas przedstawiania swojego pomysłu, syrena poczuła się równie niekomfortowo. No co! Udzielało jej się! Gdyby jakaś osoba zaproponowała jej coś takiego normalnym tonem, z normalną miną i w normalny sposób, nawet by się nie zawstydziła. Przez Venoriana jednak wzrok Lei uciekł gdzieś w bok, a ta zarumieniła się lekko. Ale tylko na chwilę.
- I czemu się tak mieszasz. Przecież to nic takiego- mruknęła.
Bo to było głupie, że ona przez niego czuła się tak niekomfortowo! A przemierzenie pustyni w ten sposób było szybsze, co zwiększało szansę na to, że Lea nie wysuszy się na śmierć. Dlatego też podeszła do Venoriana i oparła ręce na jego ramionach.
Oby jej nie porwał w jakieś dziwne miejsce.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asheritt
Żołnierz Zodiaku
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 53
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Sadzawka   Nie Wrz 01, 2013 9:02 pm

Nic takiego... Nie dla Asha. Po tym jak Lea oparła na nim ręce jeszcze bardziej się zmieszał. Cofnął się nawet o krok. Ogarnij się, ogarnij się, ogar..... - beształ się w myślach. Niestety bezskutecznie, bo nadal czuł się nieswojo. No ale jakoś musi ją ponieść, prawda? Wziął ją na ręce, starając się zbytnio nie czerwienić. Jesteś żołnierzem Ash...ogarnij się do jasnej... - nadal nie mógł się uspokoić. Czemu w ogóle wyjechał z tym planem? Mogliby przecież pójść normalnym tempem, nigdzie im się nie spieszyło. No ale teraz za późno, słowo się rzekło itp.
- Trzymaj się mocno... - powiedział do dziewczyny nawet na nią nie patrząc. To mogłoby się....źle skończyć. Ruszył przed siebie biegiem, używając mocy by przyspieszyć ruchy. Dopiero gdy dotarli na skraj lasu zaryzykował rzut oka na Leę. Z bliska była jeszcze ładniejsza. Nie to żeby z daleka nie była, bo była... Ale to nie tak że mu się podoba! On tylko... No... Znaczy, jest ładna i w ogóle.... Ale on jej nie zna i ten.... Znów speszony uciekł od niej wzrokiem. Chwila nieuwagi kosztowałaby go przewrócenie się, bo zdekoncentrowany potknął się o coś. Przy tej prędkości nie byłoby to zbyt miłe... Na szczęście udało mu się utrzymać równowagę. Tyle że przy tym instynktownie przytulił do siebie Leę... Bo to nie tak że zrobił to celowo! Musiał bo by się wywalił razem z nią! To o to chodzi!
Szybko znów złapał właściwy rytm kroków. Czas przebyć pustynię....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sadzawka   

Powrót do góry Go down
 
Sadzawka
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sadzawka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Dzicz :: Las Zachodni-
Skocz do: