IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Prywatny Dom Uciech

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Sro Sie 07, 2013 10:20 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Czw Sie 08, 2013 5:36 pm


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Pią Sie 09, 2013 11:55 am


_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Pią Sie 09, 2013 5:44 pm


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Sob Sie 10, 2013 3:17 pm



Śpiący wampir to nic przyjemnego. Część z nas wygląda wtedy jak trupy. Całe życie ulatuje z od tej pory kompletnie nieruchomych, chłodnych ciał. Nie słychać ani nie widać, by taki delikwent oddychał. Cały czas tylko leży w jednej, niezmienionej pozycji i nie da się go obudzić. Ja tak miałam. Śpiąc, wyglądałam na równie martwą, co byłam w chwili zgonu. No, bez zakrwawionej szyi, ale jednak.
Na szczęście nigdy nie odpoczywałam w tym stanie zbyt długo. Rzadko oddawałam się w objęcia Morfeusza. Sypiałam z raz na tydzień lub dwa, a i tak trwałam we śnie przez dwie do pięciu godzin. Teraz przespałam chyba z cztery, albo cztery i pół. Zwinnie wyplątałam się z objęć Nephilima, by następnie po cichu poszukać łazienki, gdzie wzięłam krótki, odświeżający prysznic. Swoją drogą, sprytnie ją ukrył. Paręnaście minut szukałam tych głupich, ukrytych drzwi! A przecież musiałam zmyć z siebie cały ten pot, no i pozbyć się zaschniętej spermy z ud. Pozwoliłam sobie skorzystać z mydła i ręcznika Hadriana. Takie absolutne minimum, żeby nie był zły za zmarnowanie niebotycznie drogiego żelu do kąpieli czy coś w tym stylu. Potem, również na paluszkach, zeszłam po schodach do salonu, gdzie rzuciłam czarne zakolanówki na moje rękawiczki. Musiałam trochę śmiesznie wyglądać, w ręczniku i gotyckiej kolii.... Wzięłam swoją torebkę i schowałam w niej zdjętą już od jakiegoś czasu z uszu biżuterię, by następnie z torebeczkę w rękach zajść do kuchni. I tu już się zadomowiłam. Krąg z mojej pieczątki znalazł się na lodówce, garnkach, talerzach, sztućcach, szafkach i ogromie innych rzeczy. Wróciłam się znów  na parę chwil do schodów, wyjęłam jakąś gazetę z półek, która nie wyglądała na porno, podstemplowałam krzesło i wróciłam do poprzedniego pomieszczenia, gdy lewitujący za mną mebel spoczął, a następnie na nim rozsiadł się mój zakryty ręcznikiem tyłek. Siedząc prawie na środku pokoju i czytając kolorowe pisemko, sterowałam całą kuchnią. Garnki, szklanki, składniki wyciągnięte magią z półek, sztućce, talerzyki, noże kuchenne- to wszystko fruwało nad moją głową, szykując bez pośpiechu śniadanie zgodne z jedną z receptur, które znała mieszkająca w mojej świadomości kucharka Irene, dopuszczona teraz do głosu. Ja sobie czytałam, a ona mi mówiła, co teraz mam robić swoją mocą. Sielanka!

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Nie Sie 11, 2013 1:44 pm

Brak jakichkolwiek obiekcji ze strony Vivi i jej akceptacja obecnego stanu higieny białowłosego, pozwoliły mu na spokojne zamknięcie powiek i pójście w kimono. Śniąc, Faust mógł zapomnieć o wszelakich ograniczeniach - czy to fizycznych, czy mentalnych - mogąc zajmować się swoimi zboczeniami w dowolny sposób z dowolnymi osobami. Może nie będzie to miało wpływu na Świat rzeczywisty, ale fajnie jest kontynuować coś, czego nie dało się ciągnąć dalej w prawdziwym łóżku, przynajmniej w wyimaginowanej krainie.
A niektórzy nie chcieliby wiedzieć, co im Idol robi we śnie.
Gdy przez szklane drzwi prowadzące na balkon zaczęło dostawać się światło słoneczne, bohater zerwał się niemalże automatycznie do siadu. Uniósł ręce do góry i z wielkim uśmiechem wyciągnął się. Otworzył swoje szare oczęta, zamrugał kilkakrotnie i rozejrzał po okolicy. Brakowało mu czegoś. Dokładniej, to kogoś. Czyżby czarnowłosa się zmyła tak prędko? Skubana bez pozwolenia zabrała mu klucz z kieszeni spodni, które leżały gdzieś tam dalej, przy łóżku? Można to było łatwo sprawdzić, rzucając okiem w tamte rejony. Ciuch wydawał się być w nienaruszonym stanie - leżał tak samo, jak go Faust tam zostawił. Czyli wampirzyca, jak nie zrobiła dziury w jakiejś ścianie lub wybiła któreś okno, tak była tutaj uwięziona.
A może Nefalem drzwi od balkonu dobrze nie zamknął?
Musząc się odświeżyć, jak również zbadać niezidentyfikowane dźwięki dochodzące z kuchni, należało zejść piętro niżej. Po szybkim ogarnięciu pościeli Faust, po uprzednim odzieniu się w swoje bokserki, ruszył w kierunku schodów. Z każdym krokiem namiot, który miał na wysokości pasa, wesoło sobie dyndał.
"Morning wood", they say.
Nie trzeba było już dalej szukać, żeby zlokalizować Vivi. Wciąż uśmiechnięty białowłosy pomachał jej na przywitanie, zatrzymując się na chwilę i z widocznym zdziwieniem przyglądając się...latającym garom. Do tego swoim. Musiało się to odbywać za pomocą albo telekinezy, albo innego, podobnego ustrojstwa, byleby różnego od panowania nad powietrzem. Bo w przeciwnym wypadku Nefalem by to wyczuł.
- Ręcznik do zwrotu. - zaśmiał się pod nosem, kierując się do łazienki.
Odświeżający prysznic był świetny, kiedy zażywa się go wtedy, jak się jest  tak wypoczętym, niczym teraz Faust. Po udanej nocy spał jak niemowlę. Czuł się teraz tak lekko, że chyba będzie mógł się unosić bez używania własnych, specyficznych zdolności. Woda nieco ściągnęła go na ziemię, jednak pozwoliła mu się do końca rozbudzić i działać na sto procent. Choć Idol zawsze działa na sto procent nawet, jak nie działa na sto procent. Niemożliwe? Nie dla niego.
- Moja poranna fryzura wygląda jak... - obejrzał się w lustrze z widocznym skupieniem, przeczesując włosy dłonią, by następnie się uśmiechnąć - ...moja codzienna fryzura.
Kiedy wszyscy potrzebowali chwili dłużej, żeby ogarnąć swoje niesforne włosy, Faust mógł spokojnie mieć na wyłożone.  To wygodne, kiedy kłaki układają się tak, jak powinny zawsze, bez względu na stan właściciela, pogodę, czy czynniki zewnętrzne inne, od konkretnego cięcia przyrządami fryzjerskimi. Może taka czupryna nie musiała dla każdego wyglądać elegancko, jednak zdanie innych interesowało Fausta jakoś mniej, niż jego własne. Sam wiedział najlepiej, co dla niego dobre.
- Następnym razem przygotuj swoje własne, łazienkowe pierdołki. Nie chciałbym się nagle dowiedzieć, że nie mam szamponu. - nie mógł powstrzymać się przed ni to zabawnym, ni to uszczypliwym tekstem, wychodząc z łazienki i kierując się do kuchni.
Po drodze wykonał kilka zgrabnych uników, żeby jakieś garnki i talerze nie przyłożył mu w łeb, lub inną część ciała. Bo musiałby jeszcze za to skarcić wampirzycę, że sobie za dużo pozwala. Póki nikomu się jeszcze krzywda nie stała, a zastawa była cała, tak długo nie było problemu. Oby kontrola Vivi była bezbłędna.
Dostając się do lodówki, Faust dobrał się do znajdującej się tam małej buteleczki mleka czekoladowego, którą otworzył bez widocznego trudu i wypił zawartość na jeden łyk. Pojemnik chwilę później znalazł się w koszu, przymocowanym do drzwiczek jednej z szafek. To nie było śniadanie, tylko rozgrzewacz żołądka.
- Czym pójdziesz się teraz zająć, Vivienne? - spytał białowłosy z cwaniackim uśmiechem, wchodząc do salonu i siadając na sofie, rozwalając się nań wygodnie, niczym władca, którym przecie tutaj był - Robota? Chłopak? Szukanie kogoś do wspólnej gry w bierki?
Dopiero teraz bohaterowi zaczęło się zdawać, że te latające przybory kuchenne i ingrediencje nie za bardzo mu odpowiadały. Tak to jest, kiedy ktoś panuje nad nieswoimi rzeczami, gdy właściciel ma na to oko. Gorzej, kiedy tym właścicielem jest białowłosy. Dobrze, że potrafił zachować kulturę i minę, która nie wyrażała jego stanu emocjonalnego, bo jeszcze by się czarnowłosa obraziła.
Zasłonił usta, kiedy mu się odbiło. Chyba się przyjęło.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Nie Sie 11, 2013 6:34 pm

Od kiedy pogodziłam się z tym, że stałam się nieumarłą, zaczęłam dużo czytać o wampirach, a nawet poznałam po jakimś czasie kilka bardziej przyjaznych "krewnych". Dzięki nim zaczęłam odkrywać moje zdolności, jednak o pierwszej dowiedziałam się zupełnie przypadkiem. Gdy jakiś mężczyzna, sądziłam, że gwałciciel, szedł za mną, późnym wieczorem. Nikogo nie było w okół. Kiedy chwycił mnie za ramię, odruchowo zamachnęłam się na niego. Nie rozumiałam wtedy, jak silna mogę być. Chyba złamałam mu nos, jednak zapach jego krwi mnie odurzył. Od dawna się wtedy nie posilałam. Ledwie kilka tygodni wcześniej uciekłam od moich porywaczy, którzy przetrzymywali mnie i karmili krwią przez ładnych parę lat. Wciąż byłam świeżym krwiopijcą, walczącym z głodem. Przegrałam tamtą walkę. Moje nieszczęście było niewyobrażalne. Pierwszy raz kogoś zabiłam. Nie chciałam tego zrobić! A od tamtego dnia bez przerwy słyszałam głos tamtego człowieka w mojej głowie. Sądziłam, że oszalałam...
Z kręgami nie było tak źle. Nauczyłam się nimi władać, gdy raz bez sensu bazgrałam po kartce, zmęczona ciągłymi poszukiwaniami mocy. I powstało coś o wiele zbyt dziwnego na bycie bohomazem. Nauka panowania nad tą zdolnością była trudniejsza i prawie kosztowała mnie życie. Jako wampirzyca, i tak byłam podejrzana dla większości ludzi. Byłam wyraźnie inna. A widząc masę pentagramów na ścianach mojego domu, meblach, przedmiotach codziennego użytku, to co oni mogli sobie pomyśleć? Oczywiście, że posądzili mnie o bycie wiedźmą. Cudem uniknęłam stosu!
Uniosłam oczy, słysząc znajome kroki. Obdarzyłam chłopaka szczerym uśmiechem. Wyraz jego twarzy, gdy obserwował moje sztuczki, na które ja niemal nie zwracałam uwagi. Doskonale jednak zdawałam sobie sprawę z tego, co robię i jak to wygląda. Co prawda, po czterystu latach nie budziło to na mnie takiego wrażenia... Ale ta zaskoczona mina, jaką miał teraz pół-anioł, nigdy mi się nie nudziła!
Nie omieszkałam też nie zerknąć na poranny namiot...
- Kiedyś ci go zwrócę. -Odparłam zadziornie, zakładając lewą nogę na prawą i wracając do czasopisma. Kątem oka obserwowałam, czy aby na pewno skorupki jajek nie trafią do mieszanego właśnie w dużej misie ciasta. Skoro już zdążyłam zająć się kuchnią bez pytania o zgodę gospodarza, to przydałoby się chociaż prawidłowo o nią zadbać. Ulżyło mi, że gwiazdor wydawał się być zadowolony z mojego przebywania tutaj. Wciąż nie byłam pewna, czego oczekuje od naszej znajomości po jednej nocy. Może sądził, że ulotnię się z rana wraz ze wszystkimi moimi rzeczami i zacznę go unikać, jak inne jego kochanki?
Zanim Faust zdążył wyjść z łazienki, naleśniki z serem były już właściwie gotowe. Zdjęłam ostatnie dwa z patelni za pomocą mocy, zrzucając je na pełen pyszności talerzyk. Było na nim teraz w sumie z dziesięć sztuk. Zdecydowanie za dużo na dzisiejszy poranek, ale taki właśnie był plan. Aby zamiast moich majtek w szufladzie, zachował trochę naleśników w lodówce.
- Taki jesteś pewien, że będzie następny raz? -Odkrzyknęłam, z nutką rozbawienia w głosie. Też na to liczyłam, nawet bardzo. Wrzuciłam do otwartej torebki pieczątkę i przewróciłam kolejną stronę gazety, natykając się na zdjęcie wyszczerzonego Fausta. Kąciki moich ust mimowolnie uniosły się jeszcze wyżej. Całkiem fajnie było widzieć w gazecie wywiad z kimś, kogo się znało i lubiło. Nie dlatego, że miałam słabość do sławnych osób. Po prostu sprawia to swego rodzaju przyjemność, patrzeć jak ktoś ważny dla ciebie odnosi sukces. Okay, Hadrian może nie był dla mnie jakiś szczególny istotny, ale zdążyłam się do niego choć trochę przywiązać. Był zabawny, miły, uroczy... i dobry w łóżku. Nie sposób go nie polubić!
Wstałam, przytrzymując jedną ręką ręcznik, gdy drugą kierowałam użyte przybory kuchenne do zmywarki, ścierałam blaty i takie tam. Następnie z wesołym uśmiechem powoli zaszłam do salonu. A za mną pełen jedzenia talerz, karton z sokiem, dwa mniejsze talerzyki, komplet sztućców, słoik z Nutellą oraz dwie szklanki, sympatycznie unosiły się w powietrzu za mną. Rzuciłam torebkę na kanapę, usadawiając się na Faustowych kolanach, gdy nasze śniadanie ustawiało się na stoliku. Bez zbędnych ceregieli wpiłam się w jego usta, rękoma trzymając twarz mojego kochanka. Tak, jak on wczoraj całował mnie, tak dzisiaj ja całowałam go. Serią krótkich, zmysłowych całusów.
- Dzień dobry. -Wyszeptałam w wilgotne od mojej śliny wargi, wpatrując się roziskrzonymi ślepkami w szare tęczówki. Przesunęłam palcami po niesfornych, białych włosach, by musnąć odsłonięte w ten sposób czoło.
Zsunęłam się z Fausta, zanim zdążyłby mnie przyciągnąć i ponownie rozpalić moje pożądanie. Poprawiłam ręczniczek, nałożyłam widelcem naleśnik na talerz. Wysmarowałam go dość obficie czekoladowym masłem, ukroiłam kawałek i rozpoczęłam konsumpcję. Nie ma nic lepszego, niż Nutella i waniliowy w posmaku twarożek z rana! No, może poza jednym...
Zerknęłam z utęsknieniem na szyję Nephilima.
- Raczej praca. Nie mam chłopaka. Gdyby było inaczej, nie byłoby mnie tutaj. -Odpowiedziałam na dawno zadane pytanie. Nie byłam z nikim od parunastu lat, a i tamten związek nie był zbyt poważny ani długi. Tęskniłam za miłością... Ale nie czułam się na nią gotowa w tej chwili. Wiedziałam, jak to się skończy, jak bardzo mnie to znowu zaboli. Nie mogłam jednak zaprzeczyć, że gdybym znów się zakochała, zapewne nie wahałabym się ani chwili. Pomimo tych wszystkich wylanych łez, całego tego cierpienia, żałób... Nie było nic piękniejszego, od kochania i bycia kochanym.
Kolejny kawałek pysznego śniadanka wylądował w moich ustach, gdy usłyszałam charakterystyczny odgłos, wydobywający się z mojej torebki. Mogłam się tylko domyślać, kto to był. Przełknęłam szybko naleśnik
- Wybacz. -Posłałam przepraszające spojrzenie mojemu kompanowi. Odłożyłam sztućce na talerz i szybkim, wyrażającym moje zniecierpliwienie ruchem, wyjęłam swój telefon. Kliknęłam parę razy w ekran, odwracając się nieco od Fausta. Nie chciałam, by czytał moje wiadomości. Jeszcze zaczął by się pytać i sam by się w to wszystko wplątał.
Miałam dwie wiadomości. Nie znałam numeru numeru w obydwu przypadkach, jednak nie zraziło mnie to. Wiadomość była krótka, jasna i klarowna. Miejsce spotkania, dzisiaj. To musiał być Reibi. W końcu nie dzwonił nie do mnie ostatnio, a obiecał, że będzie się ze mną kontaktował częściej. Jako najemnik miał masę różnych telefonów i często zmieniał ich numery. Coś musiało się stać, coś istotnego dla sprawy. Miałam nadzieję, że nic mu nie jest... Na myśl o tym, że w trakcie zadania mógł zostać ranny, coś ścisnęło moje martwe serce.
Drugi SMS był od Fausta. Uśmiechnęłabym się, gdyby nie to, jak bardzo się teraz bałam.
- Muszę iść. -Wyznałam, patrząc ponownie w oczy chłopaka.- Bardzo cię przepraszam. To wygląda na coś pilnego.
Szybko wstałam i niemal pobiegłam na górę. Tak szybko, jak tylko umiałam, zaczęłam się ubierać. Ręcznik wylądował gdzieś na podłodze, zastąpiony moimi majtkami, gorsetem i, w końcu, sukienką. Już po kilku minutach zlatywałam po schodach w dół. Wzięłam zakolanówki, usiadłam na kanapie i wsunęłam je energicznie na nogi. Byłam tak zdenerwowana, że wkładając rękawiczki, ręce zaczęły mi się trząść. Wzięłam głęboki oddech. Nie chciałam denerwować Fausta.
Wsunęłam ostatnie dwa kawałki mojego naleśnika na raz do ust, przeżułam je, popiłam sokiem. Tyle by było z miłego śniadania!
Pocałowałam krótko nowego znajomego na pożegnanie, założyłam torebkę na ramię i w wejściu założyłam szybko pantofle.
- Zadzwonię do ciebie! Obiecuję! -Krzyknęłam w progu. Już po chwili stałam z parasolką nad głową na podwórku. Słońce znów przygrzało. Cała ulica skąpana była jego promieniami. Westchnęłam ciężko, zamykając za sobą drzwi. Szybko szłam przed siebie. Dopiero po jakimś czasie udało mi się złapać taksówkę. Jadąc, przypomniałam sobie o tym, że zapomniałam spinki do włosów. Ale i tak mogłam myśleć tylko o jednym.
Oby nic mu nie było... Oby nie był ranny...


z/t

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Pon Sie 12, 2013 12:09 am

Faust musiał przyznać, że był świadkiem takich sytuacji dość rzadko. Nie chodziło o to, że nie zdążył przyzwyczaić się do widoku latających garów i ingrediencji w swojej kuchni. To jego kochanki zwykły zwijać się niedługo po skończonej akcji, nie chcąc zostać na wspólne śniadanie. To trochę smutne, bo jedzenie w towarzystwie jest lepsze, niż samotnie i białowłosemu byłoby pewnie niezmiernie miło. Ale to już problem tych dziewuch, że porzucały zaszczyt pożywienia się wraz z bohaterem w jego własnym domu. Idola to niezbyt ani grzało, ani ziębiło. Nie miał się więc czym przejmować.
Riposty Vivi nie były zbyt skuteczne. Faust mógł myśleć, co mu się żywnie podobało. Był jednak pewny, że kolejny raz i okazja, żeby odzyskać swój ręcznik, na pewno kiedyś się nadarzą. Nie trzeba posiadać tutaj mocy przepowiadania przyszłości czy wróżenia z fusów. Białowłosy był zbyt pewny swoich wcześniejszych, psychologicznych przygotowań, jak również dobrego obycia swojej nowej znajomej, żeby nie być świadom jej późniejszych, kolejnych wizyt i dobijania się bohaterowi do telefonu. Teraz chyba tylko tęga tragedia może sprawić, żeby ten stan się zmienił, a czarnowłosa przestała brać pod uwagę kolejnej, wspólnej nocy z Idolem. Chyba dolne partie wampirzycy zaczną w końcu zbyt swędzieć, domagając się takiej jednej rzeczy, którą mogą otrzymać wyłącznie od niego.
Zapach naleśników szybko uderzał do nosa. Faust zaciągał się kilkakrotnie, jak gdyby w zapachu doszukując się czegoś szczególnego w tym śniadaniu, które zapewne będzie miał okazję skosztować. Może chciał wyczuć jakieś niezwykłe składniki, których nigdy nie miał okazji spożywać w kombinacji z tym słodkim, patelnianym wypiekiem? Albo miał słaby zmysł węchu, albo Vivi się nie postarała, bo nic ciekawego nie dało się wyczuć. Czy to miało jakieś znaczenie, skoro sama obecność kobiety sprawi, że to śniadanie będzie po dziesięciokroć smaczniejsze, niż jedzone samemu? Już nie ważne, że było dość klasyczne. Liczy się gest i towarzystwo.
- Jakbyś sama nie wyrażała chęci, to ja bym wyszedł z inicjatywą. - wzruszył ramionami, śmiejąc się pod nosem.
Podając Faustowi swój numer telefonu, czarnowłosa podpisała pakt z diabłem. Tak długo, jak będzie dostępna pod tą serią cyferek, tak długo może czuć oddech Idola na swoim karku. Nie musi to jednak oznaczać, że powinna się tego obawiać. Wręcz przeciwnie - cieszyć się, że jak nie będzie miała co robić, to zawsze będzie miała komu truć dupę/umilić czas. Niepotrzebne skreślić.
Miło było patrzeć, jaka to wampirzyca była otwarta na Idola. Może trochę bezczelnie rozgościła się w jego kuchni, ale wystarczyło, że usiadła mu na kolanach i dała porannego cmoka i już mógł mieć to wszystko w dupie. Do tego te darmowe żarcie! Chyba dobrze się składało, bo teraz białowłosy wrzuci coś do żołądka, by następnie mieć okazję to szybko spalić. Chyba nie trzeba było nawet mówić, jak i z kim. I porannego powstańca się pozbędzie!
Te przysmaki wyglądały wystarczająco apetycznie, gdy były konsumowane przez ich wytwórcę. Rozentuzjazmowany Nefalem zaczął trząść nogami, wprawiając w podobny ruch osobę, która obecnie nań siedziała. Chyba chciał w ten sposób Vivi pomóc z jedzeniem i trawieniem, żeby wszystko się dobrze w niej ułożyło. Albo robił to bez wyraźnego powodu. Jak wystawił przy tym język i puścił oczko, to co to mogło oznaczać?
- Próbujesz siebie zrobić w konia, czy mnie? - wyszczerzył zęby w uśmiechu, słuchając dalszych słów swojej rozmówczyni - Jeżeli chłopak byłby wystarczającą siłą, żeby Cię powstrzymać przed spotykaniem się ze mną, to chyba bym stracił do Ciebie szacunek.
Niekoniecznie chodziło tutaj o wspólne zabawy, lecz proste, koleżeńskie pogaduszki i wspólne obżeranie się czymkolwiek, co upichciłby albo białowłosy, albo wampirzyca. Choć nawet przy "grubszych" akcjach, Faust był w stanie dochować tajemnicy. Pewnie dlatego, że sam był singlem i nie miał podstaw, żeby się ograniczać, choć nie chcąc zniszczyć związku drugiej strony.
Ale jakby sobie kogoś znalazł, to od razu do jego chałupy zlatywałoby się mniej dziewcząt, którym jest smutno między nogami. Bycie celebrytą byciem celebrytą, ale jak się ma własną babę, to trzeba jej ego karmić, żeby czuła się kolejną, najbardziej zajebistą istotą we Wszechświecie. Zabawami na boku tego się nie da zbytnio osiągnąć.
Nagle czarnowłosa była mniej skora do spokojnego pożywiania się, wystrzeliwując jak z procy piętro wyżej. Najwidoczniej wiadomość na telefonie wywołała u niej taką reakcję. Faust nie miał zamiaru się w żaden sposób z tego powodu obrażać, bo jak coś trzeba, to trzeba. Powstał tylko z kanapy, by wolnym krokiem samemu zajść na górę, gwiżdżąc sobie wesoło pod nosem. Gdy wampirzyca walczyła ze swoimi ubraniami, on sięgnął do swoich spodni, żeby wyciągnąć klucz. Następnie, równie wolno i spokojnie, zszedł na dół, gdzie Vivi zajmowała się już zakolanówkami. Podszedł do drzwi wyjściowych i otworzył jej towarzyszce, chcąc jej dać kilka dodatkowych sekund do przodu. Jakby tego nie zrobił, to musiałaby się krzątać i szukać kluczy. Nie ma to jak zrobić dobry uczynek.
Idol z uśmiechem pomachał wampirzycy, gdy ta uciekła z jego mieszkania. Zamknął wolnym ruchem drzwi i westchnął.
- Still worth it! - zawołał bardziej do siebie.
Podszedł do sofy, by spróbować naleśnika. Mlaskał przy tym niebywale, chcąc wyłapać wszystkie smaki.
- Za mało słodkie, ale wciąż dobre. - stwierdził, starając się posprzątać resztę pierdoł, które pozostały nieuprzątane.
Po ogarnięciu wystarczyło schować naleśniki do lodówki, zabrać bluzę, pójść piętro wyżej w celu założenia dżinsów i...opuszczenie mieszkania. Przebywanie tutaj samemu nie wchodziło w grę. Gdzieś tam, w mieście, musiał ktoś czekać, komu będzie można albo potowarzyszyć, albo przemienić życie w piekło.
To drugie, jeżeli tym kimś był jakiś hejter, of course i sam zacznie truć Hadrianowi dupę.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   

Powrót do góry Go down
 
Prywatny Dom Uciech
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Daingean :: Osiedle Teiz :: Dzielnica mieszkalna-
Skocz do: