IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Prywatny Dom Uciech

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Prywatny Dom Uciech   Sro Lip 31, 2013 9:57 pm

Geneza tej ciekawej konstrukcji zaczęła się od słów Fausta: "Ma być prosto, ładnie, biało i zajebiście. Jak będzie czegoś z tych mniej, od reszty, to urządzę wam sajgon". Ekipa pracująca nad chałupą zrobiła kawał dobrej roboty, spełniając postawione im wymogi.
Na tle innych budowli, dom Fausta wydawał się dość skromny. Oto też chodziło. Kiedy bogacze mieli niemalże pałace, tak białowłosy miał miejsce, gdzie może jeść, spać, pisać bloga i zapraszać urodziwe pannice, żeby im nie było samym smutno. Nie więcej, nie mniej.
Całość opierała się na kolorach białym i ciemnobrązowym, z domieszką szarości i czerni. I kij estetom w dupę, jeśli im taka kombinacja nie odpowiadała.  
Pierwsze, co nas czeka po przekroczeniu białych, solidnych drzwi, to salon, połączony z kuchnią. Podłoże pokryte było ciemnobrązową, drewnianą posadzką. W salonie stał niski stolik z prostokątnym, szklanym blatem, pod którym można było trzymać jakieś drobiazgi, jak gazety. Faust składował tam wszelakie pisma, albo wydruki artykułów, które były z nim związane. Obok stała czarna, skórzana sofa. Na ścianie, stojącej naprzeciw przed chwilą wymienionego mebla, za którą znajdowała się kuchnia, wisiał ekran z całkiem sporą ilością cali. Bo porno w HD czasem też warto obejrzeć, albo w gry na konsolę pograć. W dwóch kątach stały jasne, drewniane krzesła z miękkimi obiciami, a nad głową wisiała okrągła lampa sufitowa. A gdzie stół bilardowy i i jacuzzi? W przysłowiowej dupie. Lepiej się bawić w ten sposób na mieście, niż w domu. Albo w domu, ale nie swoim.
Uwagę mogą przykuć dziwne, prostokątne zdobienia ściany schodów. Są to szuflady i szafki, kryjące różnorakie odzienia, w które stroił się nasz Idol. Ewentualnie inne bzdety. Pewnie jakieś babskie łachmany też się znajdzie, pozostawione przez zapominalskie, dawne kochanki.
Kuchnię od salonu oddzielała połowa ściany i kilkucentymetrowy stopień. Część domu kojarzona z jedzeniem znajdowała się nieco niżej, niż wcześniej zaprezentowane pomieszczenie. Zlew, długi, biały blat, kuchenka, szafki przypominające te przy schodach, pułki i pułeczki, dość skromna lodówka - tylko to, co potrzebne w kuchni. W tych wszystkich skrytkach znajdowały się, oczywiście, wszelakie sztućce i inne, kuchenne wyposażenie, które może nieść pomoc Faustowi, gdy jego zajebisty żołądek domaga się równie zajebistego żarcia. Mogło to wyglądać skromnie, ale białowłosy mógł spokojnie serwować dania, jak w profesjonalnych restauracjach. Ewentualnie zrobić zupkę tak dobrą, jakby Wam ją rodzona matka zrobiła.
Idąc schodami trafiamy na...balkon. Balkon w środku domu? Kto bogatemu będzie bronić? Poza leżakiem, znajdował się tutaj mebel o większym znaczeniu strategicznym - łóżko. Szerokie, nie za twarde, nie za miękkie, z którego ma się widok na salon. Dość ciekawie usytuowane, trzeba przyznać. I miało stać w specjalnym miejscu, bo służy do specjalnych celów. Regeneracji sił, oczywiście. A co myśleliście?
I te wrażenia z seksu na wysokości. Choć Faust był już przyzwyczajony. Ale jego kochanki - niekoniecznie. I oto chodzi!
O dziwo, były tutaj kolejne schody, prowadzące...też na balkon! Ten był już bardziej normalny, bo znajdował się na zewnątrz. Podłoże było pokryte naturalną trawą i ogrodzone białymi, długimi doniczkami z różnorakimi kwiatami. Stał tutaj też mały, okrągły stoliczek i krzesełko. Miejsca nie dużo, ale Faust kochał te rejony. Trochę mniej od swojej sypialni.
Ważny był jeszcze wychodek. Czy tam łazienka, jak kto woli. Wejście ukryte było w ścianie pod wcześniej wspomnianym balkonem. Kabina prysznicowa, dość szeroka i pojemna wanna, wygodny sedes, szafka na łazienkowe przybory i pralka. Nic dodać, nic ująć. Potrzeba więcej? W łazience się albo myje, albo sra, a nie robi Bóg wie co.
Do seksu jest wystarczająco miejsca. Przecież to chata Fuasta - w niej wszystko jest przygotowane do tego celu.

Prosto? Owszem. Przytulnie? Jak najbardziej! Minimum syfu, ale maksimum użyteczności? Jasne. Tyle powinno każdemu starczyć do godnego życia.

*

Siedmiu. Tylu pierniczonych paparazzi Faust wyczuł, gdy szedł z Vivi pod ręką. W sumie dobrze. Było tych fotografów mniej, niż zwykle. Białowłosego ciekawiły myśli jego znajomej, która może niedługo zauważyć swoje zdjęcie tam, gdzie by się nie spodziewała. I nie chodzi tutaj o pornografię, tylko brukowce.
- Ładniej jest Ci po prostu ze mną. Nieważne gdzie. - miała być to odpowiedź na słowa, które czarnowłosa wypowiedziała krótko przed wyjściem z lodziarni.
Pewnie kobieta musiała być nieźle rozczarowana, żeby między tymi wszystkimi, wspaniałymi domostwami, znajdowała się taka prosta, wręcz surowa budowla, która - stety, czy nie - należała właśnie do białowłosego i to właśnie do niej zostanie jego rozmówczyni zaproszona. To już jej sprawa, jak bardzo podobała jej się chałupa Idola. Grunt, ze jemu samemu się podobała. I chałupa, i towarzyszka.
Faust sięgnął prawicą do kieszeni spodni, wyciągając klucze i otwierając za ich pomocą drzwi. Złożył parasolkę, wręczył włąścicielce i gestem dłoni zaprosił do środka, wchodząc chwilę za nią. Głośne kliknięcie oznaczało, że drzwi zostały zamknięte. Też na klucz.
- Ta chałupa jest odporna na wścibskie osoby. - oznajmił, kucając i rozwiązując sznurówki butów, które odłożył gdzieś przy ścianie. - Z zewnątrz żaden kretyn nie pstryknie mi fotki, choćbym urządzał melanż ostateczny albo orgię z połową okolicy. Te szyby na to nie pozwalają.
Wszedł do salonu, stukając w okno. Uśmiechnął się szerzej, widząc zawiedzionego fotografa, któremu jakimś cudem nie wychodziły zdjęcia. Biedak.
- Rozgość się. - rzekł białowłosy, kierując kroki do kuchni.
W pewnej chwili się zatrzymał, gwałtownie odwrócił i wskazał na Vivi, przyjmując poważny wyraz twarzy.
- Tylko niczego nie dotykaj, nie oglądaj ani nie oddychaj, bo popsujesz! - zagroził stanowczo, ponownie obrócił i zaśmiał głośno, widocznie żartując.
Podgwizdując sobie jakąś melodię, otworzył lodówkę, przeskanował spojrzeniem i wyciągnął trochę sałaty, talarki z marchwi i ziarenka gotowej kukurydzy, zapakowane w małą miseczkę. Zamknął drzwiczki butem, kierując się tym razem w stronę schodów. Na następnym piętrze również, by znaleźć się na tym "prawdziwym" balkonie. Po co? Bo czekał tam na niego jego osobisty, żywy...królik, który widząc swego właściciela, zerwał się do kicania wokół niego. Idol ukucnął, kładąc przyniesione smakołyki na trawniku, dając zwierzakowi się najeść, przy okazji głaszcząc go tym słodkim pyszczku. Sam wrócił do środka domostwa.
Rzucił spojrzeniem na łóżko i zrobił zdziwioną minę. Zbliżył się, zaważając białe, koronkowe figi. Na pewno nie jego.
- Vi! Mam dla Ciebie majtki! Chcesz? - zawołał nieco rozbawiony, zrzucając znalezioną bieliznę przez szczelinę nad łóżkiem, bo pewnie tam gdzieś, na dole, się jego znajoma kręciła.
Ciekawe znalezisko. Teraz Fausta ciekawiło, co znajdzie pod łóżkiem, gdzie czym prędzej zajrzał. Tabletki antykoncepcyjne? Serio?! Mówić o tym czarnowłosej?
Kończąc wstępne oględziny na piętrze, białowłosy zszedł z powrotem do salonu, żeby nie kazać swojej towarzyszce umierać z braku jego towarzystwa. Bo tak nieładnie. Posłał jej ładny uśmiech, zdejmując bluzę i rzucając ją na sofę.
- Coś do picia? Byleby nie sok z aorty, bo nie mam na wierzchu. I tego soku, i aorty. - zaproponował, chowając lewą dłoń do kieszeni - Albo jakaś przekąska? Tylko nie ja. Ja jestem daniem głównym.
Jeszcze przydałoby się zaproponować wspólne układanie pasjansa. Byłby z tym problem, bo Faust nie wiedział, gdzie zapodział karty. Czy on w ogóle miał w tym domu karty?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Sro Lip 31, 2013 11:24 pm

Faust był naprawdę popularny. Niby nie rzucił się na nas tłum ludzi gdy tylko wyszliśmy, a tabuny nie goniły nas przez całą drogę do jego domu, ale mimo wszystko kilku paparazzi uparcie za nami podążało, nie odpuszczając nawet na chwilę. Technologia była denerwująca. Kiedyś to bym im się taśma skończyła, a teraz cały czas słyszałam wkurzające "KLIK! CIACH! BŁYSK!" na okrągło. Dlatego całą drogę przeszliśmy raczej w milczeniu, ale nawet na chwilę nie przestałam się wtulać w mężczyznę. Jego pewność siebie dodawała mi otuchy. Oczywiście, że w całym moim długim życiu na te pięć minut stałam się sensacją, gdy zapragnęłam mieć własne, świetnie prosperujące firmy... Albo gdy przed paroma setkami lat grałam w teatrze. Mimo wszystko nie lubiłam być nagabywana ani zbyt popularna. Dopiero po jakimś czasie odkryłam, że bycie w centrum uwagi nie jest dla mnie. Chociaż, kto wie? Może za kilkadziesiąt lat, już jako wampir, a nie udawany człowiek, znów zapragnę zostać sławna?
Dom Fausta nie był dokładnie taki, jakim go sobie wyobrażałam. Jednak nie byłam tym faktem zrażona ani zrozpaczona. Po prostu zaskoczona. Gwiazdy jego pokroju zwykły budować sobie wille rozmiaru wiosek z moich czasów, a nawet kilka takich, w różnych punktach świata. To był po prostu ładny, naturalnie nowoczesny, przytulny dom. Żadnego przepychu czy burżuazji. Jedynie prostota i własna wygoda. Uśmiechnęłam się, wchodząc do środka. Wnętrze było jasne, czyste, raczej skromne, ale i tak ładne. Wydawało się znacznie bardziej przestrzenne, niż było w rzeczywistości.
Zsunęłam buty ze stóp czubkami pantofli, po czym schowałam parasolkę do mini-torebki. Zaczęłam się rozglądać, analizując styl życia Fausta na podstawie tego, co zaobserwowałam. Hm, nic nietypowego. Przesuwałam palcami po ścianie, spacerując po podłodze wykonanej z ciemnych, lśniących paneli. Ciekawe, czy zatrudniał sprzątaczkę?
Jak oparzona zabrałam rękę i przycisnęłam ją do piersi, gdy usłyszałam jego ostry ton. Szok został spotęgowany moim zamyśleniem, ale dźwięczny śmiech Fausta skutecznie mnie rozluźnił. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Był naprawdę nieprzewidywalny, a przez to jeszcze bardziej go lubiłam. Pomimo tego, nie traktowałam naszej relacji zbyt poważnie. On raczej też nie myślał o niczym zbytnio odbiegającym w przyszłość. Po tym, jak go bliżej poznałam, nie chciałam, by była to przygoda na jedną noc. Ale nie chciałam też się z nim wiązać. Następne spotkania wchodziły w grę, no i kolejne przygody również. O ile ta będzie tak ekscytująca, jak na to liczę.
Odskoczyłam w bok, nim majtki spadłyby mi na głowę. Zaśmiałam się głośno. Tak, on zdecydowanie nie liczył na nic poważnego.
- Nie, dziękuję! Wyglądają na używane... Może właścicielka się jeszcze po nie zgłosi! -Odkrzyknęłam z dołu. Hm, białe i koronkowe. Dość proste, w porównaniu z tym, co ja miałam na sobie... Co mi odbiło, żeby do pół przezroczystych, koronkowych majtek wkładać jeszcze gorset? Równie koronkowy, jak same majtki. Chociaż on był jedynie czarny, a figi czarne we fiołkowej barwy róże. No, ale chociaż sztywne fiszbiny ładnie trzymały moją sylwetkę oraz seksownie podkreślały kształty, które już i tak miałam. Chociaż w połączeniu z zakolanówkami... w sumie, bez nich też... było to dość sporo do ogarnięcia dla męskich oczu.
Szczerze wątpiłam w to, by panna, która zostawiła tu bieliznę kiedykolwiek wróciła, tak nawiasem. Może zostawiła ją tutaj właśnie przez pospieszną ewakuację? To byłby dodatkowy powód, by zamknąć drzwi na klucz będąc w budynku, poza szurniętymi fankami i równie nienormalnymi paparazzi.
Bardziej zdziwiło mnie to, że schodząc na dół myślał o jedzeniu, niż to, że tak długo siedział na balkonie. To było bardziej zaskakując, niż balkon w środku domu. Założyłam kosmyki włosów za ucho, patrząc na niego. Był po prostu gościnny, ale i tak zrobiło mi się głupio. Sądziłam, że... cóż... w progu przejdziemy do rzeczy. Nie, Vi! Nie poddawaj się jego uprzejmości! Zmierzaj prosto do celu!, dopingowałam samą siebie.
- Nie chcę cię zjeść. -Odparłam rozbawiona, podchodząc do mężczyzny swobodnym krokiem, naturalnie kołysząc biodrami. Bez obcasów byłam nieco niższa od niego.- Ale skoro o jedzeniu mowa... Dlaczego nie przejdziemy do deseru?
Mój szept zabrzmiał drapieżnie, gdy patrzyłam na niego wygłodniałymi oczami centymetry od jego twarzy. W pewnej chwili mogły także błysnąć mu moje śnieżnobiałe kły. Zrobiłam jeden lekki krok do przodu. Nie mogłam iść już dalej. Moje dłonie oddzielały nasze ciała od siebie, gdy trzymałam je na jego klatce piersiowej. Złączyłam nas w pocałunku szybko i skutecznie. Ciemnoczerwone usta przywarłam do jego warg zanim zdążyłby cokolwiek powiedzieć czy inaczej zareagować na moje słowa. Nie miałam zamiaru być delikatna, słodka czy nieśmiała. W całowanie go przelewałam całą moją frustrację, obawy i pożądanie, jakie udało mi się nagromadzić w ciągu ostatnich kilku dni. Powstała z tego niesamowicie ognista mieszanka.
Skończyły się żarty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Czw Sie 01, 2013 1:04 pm

Jakby Faust wiedział, co przyniesie jutro, to by popełnił samobójstwo. Bo co to za frajda? Tu i teraz liczyło się tylko dlatego, że kurtyna kryjąca jutro była cały czas zasłonięta. Nawet nie jutro - kolejne pięć minut, jeśli nie sekund! Tak prosperował ten Świat, że jego mieszkańcy, nieświadomie, nie chcieli z nim kończyć. chcąc przekonać się o swojej przyszłości. Każdy plan mógł szlag trafić, każda sytuacja diametralnie zmienić, a chwilowy niefart przerodzić w największe szczęście. Ta durna, wewnętrzna ciekawość, była obecnie siłą napędową bohatera. On nie tyle chciał wiedzieć, co się stanie, co chciał być tego świadkiem. Miało być ciekawie.
Nie warto wyciągać pochopnych wniosków, złudnie się przygotowywać na następne chwile. Lepiej jest się poddać, brnąć na przód i spojrzeć, co kryje się za rogiem niż uznać, że jest tam jakieś konkretne "coś". Vivi mogła uważać, że z tej zabawy nic nie będzie. Kiedyś może sobie wspominać ten czas, będąc drugą głową rodziny Rafflesi. Równie dobrze może starać się o tym zapomnieć, stojąc nad zwłokami białowłosego, którego własnoręcznie ukatrupiła. To tylko kilka  z tysięcy scenariuszy, jakie mogły się wydarzyć, podobnie jak ten, który czarnowłosa brała pod uwagę.
Bo Kupidyn czasem ma po prostu zeza, żeby nagle, niespodziewanie, strzelić nam headshot'a. Jakieś pomniejsze bóstwa wojny i niezgody miały - stety albo nie - podobnie.
Dlatego też Faust nic z góry nie zakładał. Był elastyczny, dostosowywał się do kolejnych wydarzeń. Nie trzymał się ślepo wersji, w której teraz pobawi się z Vi, żeby móc pobawić się z nią jeszcze w przyszłości i za każdym razem będzie sytuacja "Win-Win". Był w sumie gotowy na wszystko. I na serię z karabinu od Amora, i cięcie maczetą od wysłannika nienawiści, i na próby wyssania swojej krwi. Bring it, future.
Jebać plany. Najlepsze są spontany.
Faust od dawna był świadom swego wysokiego poziomu gry aktorskiej, którym chętnie się popisywał. Vi miała nawet okazję się o tym przekonać już chyba kilkakrotnie. Gdyby jednak Idol wiedział, że był tak dobry, żeby zrobić w konia wampirzycę-aktorkę z kilkuset-letnim doświadczeniem, to nie tylko napisałby o tym stosowną notkę na blogu, ale sam załatwiałby  rozpowszechnienie tego dalej, niż okiem sięgał. Być lepszym niż dzisiejsze gwiazdy ekranu to wcale nie tak duże osiągnięcie. Przecież to Faust! Ale Vivi, która mogła, dawno dawno temu - kolokwialnie rzecz ujmując - skutecznie robić w chuja bardzo dawnych przodków Hadriana? To co innego. To jak wygrać czterysta lat życia.
Na szczęście, bądź nie, wiek kobiety znajdował się chyba na samym końcu listy rzeczy, których Faust chciałby się o niej dowiedzieć. Choć musiało to być nieco wyżej nad ilością frajerów...partnerów, znaczy się, z którymi kobieta wcześniej spółkowała. Już bardziej Idola  zżerała ciekawość związana z czasem, po którym jego znajoma będzie miała w dupie jego przestrzeń osobistą, zagarniając ją dla siebie.
Przechylił głowę na bok i zrobił zażenowaną minę. Obrócił się wolno w kierunku leżących na podłodze majtek, by następnie ponownie spojrzeć na swoją rozmówczynię.
- Ale ja ich nie uż... - przerwał, chyba dopiero po chwili załapując resztę wypowiedzi czarnowłosej, nad czym zamyślił się przez chwilę, by w końcu machnąć ręką i westchnąć z uśmiechem.
Na tym Świecie istniało zbyt dużo tępych kobiet, żeby przypuszczać, że ta bielizna wróci na tyłek swojej prawowitej właścicielki. Bez inteligencji nie można wytrzymać obecności najwspanialszego z wspaniałych, bez trwałych, dodatkowych urazów psychicznych. Nieznajoma była pewnie już tak wytresowana, że okolic domostwa Fausta będzie unikać jak ognia. Samego Idola też. Cóż...jej strata!
Jednak subtelne manipulowanie Vivi było bardziej zabawne, niż białowłosemu mogło się wydawać. Strasznie mu się podobało, że kobieta dawała znać o swojej wartości, robiąc pewien "krok do tyłu", jak robiło się gorąco i rzekomo bohater miał dostać to, co zwykł dostawać od bardziej nierozgarniętych panien. Ale kiedy to Idol wykazywał się pewną obojętnością, to nie wahała się zrobić kilka kroków więcej, tym razem do przodu. Był to pewnego rodzaju odwet, a nie żadne pokazanie, kto tutaj rządzi. Można by rzec, że są teraz kwita.
Bohater mógł wykonać jakiś zgrabny unik, żeby jeszcze bardziej wpienić swoją koleżankę. Co to za problem? Przecież jego osoba to był towar z najwyższej pułki, więc nie mógł po prostu siebie dawać wampirzycy, która "jakimś cudem" była w jego domu. Bo jeszcze się okaże łatwy. A nie mógł, bo bym zajebisty. Z drugiej jednak strony, był bardzo dobrze wychowanym dżentelmenem, więc jeżeli kobieta w jego obecności musiała czymś zająć usta, to z radością służył ku temu pomocą. Takich facetów mało jest w ówczesnym Świecie, bo większość myślała o zaspokajaniu własnych potrzeb, a nie biednych, spragnionych niewiast, które też chciałyby poczuć się kochane, a nie jak urządzenia do masturbacji.
A ogólnie to Faust sam chciał się przyssać do tych wampirzych usteczek już od dość dawna. Uciekanie przed tym byłoby głupotą.
Szkoda tylko, że Vivi zdawała się chcieć być ukochaną jak najszybciej, zważywszy po sposobie jej ataku. Białowłosy jakoś nie miał zamiaru się mocno śpieszyć. Na szybko to on mógł załatwiać sprawy z pracownicami "Zajączka", bo od tego były. Czarnowłosej chciał poświęcić tyle uwagi, na ile - przynajmniej dla niego - zasługiwała, niżeli po prostu dać ponieść się zwierzęcym instynktom.
Chyba będzie musiał Vivi trochę ustawić. Niech wie, że jej białowłosy nigdzie nie ucieknie. Zamiast jeść na szybko, może delektować się tym deserem dłużej, żeby zapadł jej w pamięć.
Idol sięgnął do dłoni kobiety, by je objąć swoimi. Następnie odsunął na boki,zbliżając się do niej ciałem. Przy okazji starał się zmienić ten namiętny pocałunek w serię kilku mniejszych, bardziej zmysłowych, przerywanych głośnymi cmoknięciami, przy których się uśmiechał. W ten sposób o wiele łatwiej mu było smakować ust Vivi, których skosztować powinien już dość dawno.
- Gdzie Twoje maniery przy stole. - szepnął, obejmując czarnowłosą w pasie i wlepiając spojrzenie swoich szarych, przymrużonych oczu w jej wygłodniałe, drapieżne patrzały, kiwając się z nią delikatnie na boki.
Faust akurat się znał trochę na jedzeniu. Wiedział, że trzeba brać nie za duże porcje i je dokładnie przegryzać, napawać się smakiem, by dopiero potem połknąć. Tak też chciał "skonsumować" swoją znajomą, sądząc, że to najlepszy sposób, by osiągnąć obopólną frajdę. Tylko niech się kobieta trochę uspokoi. Najlepiej sama, bo białowłosy nie chciałby jej do kołyski wkładać. Bo nie miał tak dużej kołyski. No dobra - nie miał kołyski wcale.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Czw Sie 01, 2013 2:37 pm

Jego odpowiedź tak mnie zaskoczyła, że wybuchnęłam śmiechem zanim zdążyłam zasłonić dłonią usta. Moje wyobrażenie Fausta w białych, kobiecych, koronkowych majtkach wycisnęło mi powietrze z płuc, gdy spazmatycznie łatałam oddech, chichocząc. Ciekawa nadinterpretacja mojej wypowiedzi. Do tego jego wyraz twarzy, gdy zrozumiał, co palnął! To wspomnienie często będzie do mnie wracać, oj często.
Aż dziwne, że Hadrian mimo swojej arogancji i przerośniętego ego był tak zabawny, jak uroczy. Dawno nie spotkałam nikogo takiego, o ile w ogóle. Może dlatego wydawał mi się taki wyjątkowy? Prawie pięć setek żyję na tej planecie, a nie widziałam nikogo chociażby z tak szaloną fryzurą, jak mój rozmówca. A może po prostu spotykałam się wcześniej z niewłaściwymi osobami? To by wyjaśniało, dlaczego był to mój pierwszy dzień znajomości z tym czarującym, młodym mężczyzną. Jeszcze trochę i zacznę szukać gwiazd na ulicy...
Białowłosy nawet pocałunkiem mnie zaskoczył. Nie wzbudziłam żaru, jakiego oczekiwałam. Nie rzucił mnie na najbliższy mebel ani nie przygniótł mnie do ściany. Nawet nie zacisnął dłoni na moich pośladkach. Jego ręce oplotły moje odziane w miękkie rękawiczki łapki, kiedy całował mnie tak... tak... czule? Sama nie wiedziałam, jak to określić. Jego usta, zamiast wyzwolić moje pożądanie, podjudzały mój płomień. A i tak byłam rozpalona. Źle go oceniłam, ale nie byłam z tego powodu załamana. Wręcz przeciwnie. Oddawałam mu każdy pocałunek, jakim mnie obdarzył, cały czas poszerzając przy tym własny uśmiech. Nie chciałam przeciągać czekania na to, co było już nieuniknione.. Ale myśl o spędzeniu większej ilości czasu w towarzystwie Fausta była kusząca.
Uniosłam wachlarze czarnych rzęs, gdy przerwał słodkie pieszczoty. Wciąż czułam delikatnie mrowienie na mokrych od naszej zmieszanej śliny wargach. Poczułam się dziwnie, gdy mnie objął. Taka mała, bezbronna... bezpieczna. Jakbyśmy nagle znaleźli się w mydlanej bańce. Naszym własnym, osobistym bąbelku, do którego nikt inny nie miał wstępu. Uniosłam prawą dłoń i opuszkami palców dotknęłam jego ust. Nie mogłam oderwać się od jego szarych oczu. Jakby miały mnie wciągnąć w swój roziskrzony ocean.
- Oszaleję przez ciebie. -Wyznałam, uśmiechając się. Zachichotałam cicho, wtulając twarz w jego szyję. Tętnica kusiła, by się w nią wgryźć.
- Taki masz plan? -Kontynuowałam.- Doprowadzić moje zmysły do szału? Mój umysł do wrzenia? Chcesz, żebym zapłonęła jak sucha gałązka dla ciebie? -Szeptałam, zamknąwszy oczy i kiwając się razem z nim w jednostajnym, spokojnym rytmie. Westchnęłam, kładąc obydwie dłonie na jego plecach, by zacisnąć palce na jego koszulce. Zaczynało mi się to podobać. Uspokajało mnie powoli, koiło moje nerwy. Nie, nie zaczęłam nagle myśleć o nim, jak o przyszłym mężu! Nawet nie brałam pod uwagi chodzenia z nim! Po prostu... nie był mi już taki obojętny. Zaczynałam przywiązywać się do niego. Owszem, podobał mi się. Tak, był ciepły, czuły i dowcipny. Umiał mnie rozchmurzyć i zająć rozmową. Ale to przecież nie oznacza, że zaraz muszę się w nim zakochiwać.
- Długo zamierzasz mnie torturować? -Zamruczałam w jego szyję, wsuwając dłonie pod jego ubranie. Jego plecy były o wiele przyjemniejsze w dotyku, gdy nic mnie od nich nie oddzielało. Takie cieplutkie... Delikatnie zaczęłam je drapać, uśmiechając się przy tym. Byłam taka złakniona jego ciała, a jednocześnie taka szczęśliwa, że jego wnętrze także miało wiele do zaoferowania! W dzisiejszych tacy faceci to rzadkość. Chociaż jak się dobrze zastanowić, mężczyźni w każdej epoce to w większości chamy i prostaki, tak samo, jak kobiety to puste, kłamliwe lale. W większości. Teraz ja się czułam jak taki pustak, kiedy próbowałam zaciągnąć go do łóżka, a on chciał się poprzytulać. No, może nie do końca było tak. Faust jedynie nie spieszył się z tym tak, jak ja. On chciał mnie poznać.
- Ugryzł cię kiedyś wampir? -Spytałam niewinnie, po czym pocałowałam go delikatnie w szyję, właśnie tam, gdzie sama chciałabym zatopić kły. No dobra. Połączmy przyjemne z pożytecznym i oprócz miziania się, zacznijmy też rozmawiać.

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Czw Sie 01, 2013 8:41 pm

Tak niewiele było trzeba, żeby seks nie był masturbacją przy pomocy organów płciowych drugiej osoby o odmiennej płci. Wystarczy robić z kobiety kobietę, a nie dziwkę, czyli istotę ludzką składającą się na coś więcej, niż wagina, tyłek, cycki i usta. Byleby też ona uważała swojego partnera za coś więcej, niż niepotrzebną narośl na penisie i jądrach. Nie potrzeba być w jakimś stałym związku, na litość boską, żeby interakcja damsko-męska była czymś więcej, niż grą wstępną i przejściem do meritum. Jeżeli Faust był trzeźwy i zabierał niewiastę do siebie dla dość jasnego celu, to musiała spełniać pewne kryteria. Jeżeli spełniała, to mogła spokojnie czuć się przy nim kochaną. Po prostu. Dla czystej, lepszej jakości czasu, który spędzi wspólnie z białowłosym, niż z jakimś ociekającym nie zajebistością, a tylko testosteronem, maczo.
Nie, żeby coś, ale na gusta bohater to już nie poradzi. Dlatego zdarzały się niewiasty, które nie musiały być zupełnie zadowolone z tego, co im Faust sobą dał. A dał sporo. Zawsze daje. Koniec końców, to one na tym straciły. Nie białowłosy.
Kiedy zajmował oczy, usta i umysł czarnowłosej, potajemnie zdjął z jej dłoni rękawiczki. Pierw ciągnął materiał zasłaniający każdy z jej palców, by w końcu wolnym ruchem zacząć ściągać część odzienia zupełnie, gładząc przez chwilę skórę kobiety. Rękawiczki w końcu znalazły się na skórzanej sofie, żeby przypadkiem nie walały się na podłodze, gdzie łatwiej będzie im się schować.
Puścił prawicą dłoń czarnowłosej, by położyć swą wolną już rękę na jej głowie, delikatnie ją gładząc. Palce lewej dłoni splótł z tymi kobiety, delikatnie je zaciskając.
- Chcesz coś na uspokojenie? - odpowiedział półszeptem - Jak będziesz szaleć, to Cię uspokoję. Jak będziesz płonąć, to Cię ostudzę. Jak będziesz umierać, to Cię ożywię.
Z punktu widzenia Fausta, Vivi mogła nie tyle uważać go za przyszłego męża, co za obecnego, lecz chwilowego. Był gotów jej odpłacić tym samym, czyniąc z niej swoją żonę na tak długo, jak z nim była. Niech jej serce zabije na nowo, a w żyłach zacznie płynąć jej własna, wrząca z namiętności krew, kiedy przy Fauście stanie się jedynym wampirem, który żyje. Faust był wyjątkowy, więc niech jego partnerka mu dorówna i wybije się poza ramy własnej rasy. Albo przynajmniej tak się czuje. Byleby tylko przy nim.
-Torturować? - zaśmiał się, pyrgając misterne, kobiece urządzenie, które utrzymywało włosy w ich obecnej formie koku - Chyba trochę długo. Na pewno wystarczająco, aż mój dotyk zakorzeni się w Twojej pamięci. Jak dobrze pójdzie, to nasycę Twój wampirzy głód nie moją krwią, tylko samą, bliską obecnością. Chyba trochę mi zajmie namącenie Ci aż tak w głowie, nieprawdaż?
Puścił jej dłoń, kiedy chciała ją wsunąć pod jego koszulkę. O wiele lepiej było czuć jej palce i paznokcie w najsurowszej postaci, niżeli skrywane pod cienkim materiałem rękawiczek. Bo  odzienie to bariera, nieważne jak cienka. Taka przeszkoda była w porządku, jeżeli nie będzie problemem jej zdjęcie.
Znowuż wolna ręka wylądowała na plecach kobiety, tuż nad jej kością ogonową. Bo Faust wiedział, że chciałaby ją poczuć trochę niżej. Ale był wredny. Jeżeli miernik zniecierpliwienia Vi nie przekroczy pewnego poziomu, to Nefalem będzie mógł mieć frajdę z lekkiego jej denerwowania, nie musząc martwić się o utratę jej zainteresowania. Czego cały czas łaknął, tak samo jak fizycznej bliskości.
Spojrzał gdzieś w bok, zastanawiając się nad odpowiedzią. Raczej dziwiące byłoby, jeśli nie byłby nigdy celem wampirzego ataku. Przypominał sobie dwie takie sytuacje. Jedna, w której prawie nie doszło do ugryzienia przez jednego hejtera, a druga - podczas nocy z jedną wampirzycą, która okazała się pustą kretynką.
- Kiedyś zaprosiłem do siebie jedną pannicę. - zaczął, odsuwając się trochę od Vi i rzucając okiem za siebie, chcąc w ten sposób dać wampirzycy do zrozumienia, żeby wyciągnęła ręce spod jego ubrania - Trochę od tego czasu minęło, więc musiałem mieć wtedy jeszcze sporo mleka pod nosem.
Ujął lewą dłoń kobiety i zaprowadził do sofy, żeby usiąść kawałek od leżących tam już rękawiczek. Sam usadowił czarnowłosą na swoich kolanach, po czym zaplótł palce swych dłoni na wysokości jej pasa, przy jej dalszym boku. Szybko przywrócił kontakt wzrokowy. Nie mógł Vivi dłużej tak krzywdzić!
- To miała być typowa, nocna zabawa. Przynajmniej ja na to liczyłem. Do rzeczy przeszliśmy szybko, bo nie miałem wtedy takiej cierpliwości i ogłady. Pamiętam, że pocałowała mnie dwa razy w szyję, zanim zatopiła w niej kły. Kazałem jej przestać, a mam to do siebie, że jak coś "każę", to ciężko jest tego nie zrobić. Chyba chciała sobie ze mnie zrobić bufet, zamiast spędzić ciekawą noc. Prawie jej się udało. Chyba nawet gdzieś w szafce mam jej stanik.
To nie była historia z serii wzruszających, przynajmniej dla bohatera, tak też uśmiech na twarzy białowłosego nie zszedł ani na sekundkę. To nie on spierniczył wtedy sprawy. To głód, z którym tamta lafirynda nie potrafiła sobie poradzić, był winny zakończenia czegoś, co mogło się skończyć o wiele przyjemniej, a być może nawet jakimś trwałym kontaktem. A może to dlatego, że tamta kobita od początku była idiotką, tylko dobrze na początku się z tym kryła?
Pieprzyć przeszłość. Liczyło się teraz.
- Jak dużo różni się smak krwi ssanej wprost z szyi, niż takiej podawanej...chociażby w szklance? - skoro czarnowłosa chciała trochę pogadać, to i Faust z chęcią jej w tym pomorze, choć przy tym pytaniu miał pewien ukryty zamiar.
Przy okazji pomógł jej pozbyć się tego ustrojstwa, które trzymało jej włosy w ryzach. W rozpuszczonych było jej zdecydowanie lepiej. I łatwiej się było nimi bawić, bo było więcej kosmyków do wyboru. Szybko się za to Faust zabrał, przy pomocy palca lewej dłoni, bo włosy jego partnerki, jako integralna część jej samej, również potrzebowały odrobiny jego uwagi.
- I gadka, że krew dziewicy smakuje lepiej, to mit, czy prawda? - dodał jeszcze jedno zapytanie, kładąc wolną, prawą dłoń, na poliku kobiety, by ją delikatnie pogładzić.
Choć Faustowi robiło się trochę sucho. Znaczy, jego wargom. Tak długo nie łączyły się z tymi Vi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Czw Sie 01, 2013 10:02 pm

Miałam prawie 500 lat, ale za mąż wyszłam tylko raz. Jeden, jedyny raz, kiedy zostałam do tego zmuszona. Byłam taka młoda... A on bogaty i szanowany. Gentleman, mówiła macocha, wkładając mi welon na głowę. Nadal sądzę, że chciała się mnie po prostu pozbyć. Tego człowieka widziałam ledwie kilka razy na oczy. Nigdy nie rozmawialiśmy. Bardziej odwiedzał mojego ojca, niż mnie. W sumie ja i tak nie miałam nic do gadania, więc nic dziwnego, że właśnie z moim poprzednim "właścicielem" uzgadniał warunki tej "umowy", jaką było przejęcie mnie. Mój mąż był okropny. Przekonałam się o tym, gdy tylko zamieszkałam wraz z nim. Nie był mi wierny, nie kochał mnie, nie dbał o mnie... On mnie posiadał. Tylko tyle się dla niego liczyło. Od samego początku traktował mnie jak swoją własność, nie miłość. Sama nie wiem, dlaczego nigdy potem nie byłam w małżeństwie. Kochałam wielu mężczyzn szczerym, prawdziwym uczuciem, z wzajemnością. Ledwie kilku mi się oświadczyło, ale za każdym razem odrzucałam ich propozycję. Wiedziałam już, jak funkcjonuje ten świat. Moi ukochani odchodzili z wiekiem. Umierali lub porzucali mnie, gdy ich organizmy się starzały. To było dla mnie normalne. W pewnym momencie sama ich opuszczałam. Ludzie zaczynali się patrzeć na moich partnerów jak na pedofili, choć tak naprawdę ja byłam o wiele starsza. Bolało mnie to, ale co mogłam innego zrobić? I tak latami gryzły mnie wyrzuty sumienia, bo zmarnowałam kolejnej ważnej dla mnie osobie życie. Może gdyby nie ja, mieliby rodziny? Dzieci? Wnuki? A nie umierali tylko ze mną przy boku...?
Słowa Fausta mnie poruszyły. Zrobiło mi się tak smutno! Nagle ogarnęło mnie poczucie dogłębnej samotności, zachciało mi się płakać. Byłam stara! Stara i całkiem sama! Wszyscy odchodzili ode mnie, umierali, zostawiali, porzucali, odchodzili w zapomnienie... A ja tu tkwiłam, sama jak palec. Życie było okrutne. Czemu nie miałam choć jednej osoby, która trwałaby przy mnie już do końca? Czemu nawet ci, którzy mi to przysięgali, musieli odejść? Ścisnęłam mocniej dłoń chłopaka. Nie chciałam zacząć się w nim zakochiwać. Nie chciałam, by on też mnie porzucił. Zdusiłam w sobie emocje tak bardzo, jak tylko mogłam. Miałam wyznaczony cel na tę noc i bynajmniej nie był to pełen rozpaczy płacz. Tylko dlaczego on nagle musiał okazać się takim poetą?!
- Wampiry chyba nie żywią się emocjami... -Zaśmiałam się cicho, w końcu się uspokajając. Chociaż i tak odpowiedziałam mu z opóźnieniem.- Ale możesz spróbować. Jak przegrasz, to płacisz krwinkami.
Jak już wspominałam, wsunęłam dłonie pod jego koszulkę i pocałowałam go w szyję. Nie chciałam go straszyć ani nic. Nie byłam aż tak głodna, nawet, jeżeli jego zapach był w istocie kuszący. No i to ciepło, bijące z jego ciała. I bicie serca, gdy pompowało w nim krew... No, może jednak byłam głodna. Ale potrafiłam się powstrzymać, więc mogłam pójść na małe polowanie dopiero po tym, jak zakończymy tę wizytę. Czyli... jutro?
Ugh... Naprawdę miałam go ugryźć, gdy się ze mną droczył w ten sposób. Sposób, w jaki mnie dotykał i obejmował był naprawdę czuły, delikatny i romantyczny. Jeżeli jakiś paparazzi czekał w krzakach za oknami, pewnie wychodził z siebie, że takie śliczne ujęcia mu nie wychodzą. Sama bym chętnie oprawiła takowe w ramkę i powiesiła na ścianie. Ale w tej chwili aż mnie korciło, by sprowokować go do jakiejkolwiek ostrzejszej reakcji. Żeby złapał mnie za ramiona, spojrzał z naganą w oczy, przycisnął do piersi i pozbawił tchu...
Z fantazji wytrącił mnie głos Fausta. Pozwoliłam mu mnie odsunąć, gdy zaczął opowiadać. Chociaż niezbyt chętnie zostawiłam jego plecy w spokoju, ale mus to mus. Zaaferowana, z uwagą przysłuchiwałam się każdemu słowu, które wydobyło się z jego ust. Tęskniłam za nimi... Chwila, o czym to my...?
Z niepohamowanym uśmiechem wślizgnęłam się wdzięcznie na jego kolana. Nawet, gdyby mnie tam nie posadził, to sama bym to zrobiła. Nie chciałam tylko z nim rozmawiać. Chciałam od czasu do czasu skubnąć jego uszko, polizać jego szyję, musnąć jego wargi czy też pogładzić go po klatce piersiowej. Może nawet powoli, stopniowo rozebrać. Na chwilę obecną wystarczyło mi jednak samo siedzenie na nim i gładzenie jego szyi oraz linii szczęki. Trochę dziwił mnie fakt, że Faust rozmawiał o takiej kobiecie tak swobodnie. Większość osób po tego typu przeżyciu miałoby trwały uraz do mojej rasy, a samo zdarzenie opowiadaliby jak wstrząsający horror. Hadrian nie. Wprost przeciwnie. Wciąż się uśmiechał, przez co i mi robiło się lżej.
- Zbierasz łupy po swoich kochankach? Będę musiała jutro dokładnie sprawdzić, czy wszystko zabrałam z podłogi... -Zaśmiałam się, jednocześnie dając mu do zrozumienia, że tak, spędzam tu dziś noc. Choćby mnie próbował wygonić przy pomocy pochodni i wideł.
- Hm... Bardzo. Krew prosto z żywej osoby jest... wspaniała. -Opuściłam wzrok. Mówienie o tym z kimś, kto nie był wampirem, było dla mnie niezręczne.- Jest ciepła. Wręcz gorąca. Rozgrzewa podobnie, jak kakao zimą. Do tego jest gęstsza, pyszniejsza... W końcu jest świeża. Wszystko jest lepsze, gdy jest świeże. Nikt nie weźmie wczorajszej pizzy, jest może wybrać taką prosto z pieca, prawda? Tak jest z krwią. Krew ze szklanki, nawet odgrzewana, nigdy nie będzie tak dobra, jak ta prosto z szyi, do tego znacznie bardziej nas syci. Bo bez pizzy można przeżyć, a ja bym zginęła bez osocza.
Zakończyłam, wzdychając przy tym cicho. To naprawdę głupie uczucie, gdy mówisz przy kimś o smaku krwi. To tak, jakbyś go nazwał swoją kolacją i zaczął mu gadać, jaki to jest apetyczny i dlatego tak przyjemnie będzie ci go pożerać. Przynajmniej ja miałam takie wrażenie.
- Mit. Smak krwi zależy od tego, co jesz, jaki tryb życia prowadzisz... Więc możesz puszczać się na każdym zakręcie, a i tak byś smakował lepiej niż przetrawiony przez toksyny z alkoholu czy fajek prawiczek. -Odpowiedziałam, patrząc na niego nieśmiało. Że też jeszcze nie uznał mnie za potwora. Chyba bym uciekła przez okno, gdybym była na jego miejscu. Chociaż może się mnie nie bał przez te swoje rozkazy "nie do odrzucenia"? Z resztą, przestało mnie to obchodzić, gdy tylko dotknął mojej twarzy swoimi ciepłymi palcami. Natychmiast wrócił mi humor.
Przysunęłam się nieco bliżej, opierając się o niego. Wplotłam dłoń będącą bliżej jego ciała w niesforne, białe włosy, coby nie zgniatać go ramieniem. Skoro on się bawił moimi włosami, to ja jego mogę też.
- Ty jesteś Nefilim, jak sądzę. Wyczuwam w tobie nieco z anioła, ale nie jest tego tak dużo, by wystrzeliły ci skrzydła z pleców. -Podzieliłam się moimi spostrzeżeniami. Też chciałam go o coś zapytać, tylko nie byłam pewna o co. Nie o jego wiek, bo wtedy też musiałabym mu odpowiedzieć tym samym. Nie o sytuację polityczną. Nie chciałam się dowiedzieć, że jest moim wrogiem, ani nie chciałam mu zdradzać, po jakiej ja stoję stronie. Może się ze mną nie zgadza co do tego? Po co psuć nastrój poważną gadką?
- Czemu zależy ci na poznaniu mnie? -Spytałam w końcu. Chyba to mnie najbardziej ciekawiło w tym momencie.- Nie pamiętam, kiedy ostatnio się z tym spotkałam. Mało kto zagaduje kobietę, nim zaciągnie ją do łóżka... Nie zrozum mnie źle. Po prostu jesteś młody. I sławny. -Zerknęłam znacząco w stronę okna.- Większość takich osób nie myśli o tym, co robi, nie zastanawia się nad konsekwencjami, a już na pewno nie poznaje tej drugiej osoby, zanim zaciągnie ją do łóżka. A ty nie... To intrygujące. I seksowne. Cholernie seksowne.
Pochyliłam się do niego. Chciałabym usiąść mu okrakiem na nogach, ale póki on się nie spieszył, ja też nie chciałam pchać wszystkiego na siłę naprzód. Dlatego jedynie złączyłam nasze usta na krótką, ale bardzo miłą chwilę, gdy zakończyłam zmysłowo ściszać głos przy końcu wypowiedzi. Jawna prowokacja? Pewnie, że tak!
- Więc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Pią Sie 02, 2013 12:21 pm

Zero mocy czytania w myślach. Po co to komu? Był to kolejny argument za tym, że ludzka istota może posiadać możliwości bliższego porozumienia się z przedstawicielem innej rasy, jak gdyby zniżając takowego do swojego poziomu. Faust może nie był człowiekiem, ale stosował tę metodę wiedząc, że daje radę. Wystawiał naprzeciw Vivi różne słowa i zachowania, biorąc pod uwagę jej reakcję. Pozyskiwał dzięki temu informacje, by swoje kolejne posunięcia odpowiednio eskalować, nie tracąc na efektywności. Co ważne, robił to "po swojemu" - to, czym sprawdzał kobietę, było również wyznacznikiem jego własnej osoby. To natomiast sprawdzało, czy jego charakter również odpowiadał jego rozmówczyni.
Najważniejsza była szczerość i zaufanie. Niemożliwe wśród dwóch osób, które się ledwie znały? Białowłosy miał to w dupie. Sporo ryzykował, ale nagroda była tego warta - mniejsza lub większa, emocjonalna więź z drugą osobą. Cielesna może być przy okazji. Dało się porozumieć, mając w głębokim poważaniu rasę drugiej osoby, nawet ją wcześniej znając? Dało. Ale większa część społeczeństwa się po prostu boi. A strach powoduje stagnację, a stagnacja - stopuje rozwój. Jak się stoi w miejscu, to się nie idzie do przodu - głupie, ale logiczne.
Jako facet Faust wiedział, jak działa...mózg faceta. Większość nie zwracała na to uwagi, a powinna. Białowłosy musiał tylko zebrać do kupy wzorce zachowań "typowego samca", niektóre części zmienić, inne polepszyć, dodać kolejne i voila - był mężczyzną innowacyjnym, którego na ulicy się łatwo nie znajdzie. To było jego przewagą. Nie sława, nie pieniądze. Dodatki dodatkami, ogólna zajebistość - ogólną zajebistością.
Cwaniacko się uśmiechnął, słysząc słowa Vi. Jak on uwielbiał tego typu zakłady, gdzie mógł więcej wygrać, niż przegrać. Dokonując pewnego rodzaju przemiany wampirzej rasy w zamian za ewentualną zapłatę w posoce? Może zaoferuje jeszcze nerkę, żeby było bardziej fair?
No dobra. Wampirzyca również ryzykowała. Jakby zaczęła chłeptać krew z tak wysokim stężeniem pewności siebie i wspaniałości, to mogłaby dostać ostrej niestrawności. Bo ciało Fausta było do tego przystosowane od urodzenia. Jakiekolwiek inne - niezupełnie.
- Już sobie jakieś emocjonalne menu przygotuj. I coś na przejedzenie. - stwierdził pewnie, przymrużając oczy - Nic się nie bój. Od tego się nie tyje.
Bo emocjonalne dania w wykonaniu Fausta mają to do siebie, że są lekkostrawne i bez kalorii, ani innego, niepotrzebnego syfu. A sycą lepiej, niż kebab. A przecież nic nie syci lepiej, niż kebab!
Jedyne, co powstrzymywało Fausta przed ekspresowym rozebraniem czarnowłosej, to...własne wizje, w których już widział wampirzycę nagą. Tak oszukiwać własny umysł? Geniusz! Ale jedną rzeczą widzieć Vivi taką, jaką ją natura stworzyła, a drugą móc ją w tym stanie dotykać. Za co by się białowłosy z wielką rozkoszą zabrał wiedząc, że tego też oczekiwała jego obecna partnerka. Ale - co już było wspomniane dość dawno - Idol zajmował się tym deserem powoli, skupiając się na wszystkich smakach. Wszystkich. Bo tak powinno traktować się tego typu "jedzenie".
- Chyba niektóre wsadzają mnie w obszar pamięci odpowiedzialny za lokalizację miejsca, gdzie podziały część swojego ubioru. - wzruszył ramionami, jednak uśmiechał się z dumą, że tak dobrze udawało mu się zawracać pannom w głowach. A miał z tego powodu płakać? - O swoje zacne ciuchy nie musisz się martwić. Gdzieś je ładnie schowam, wypiorę, przesycę własnym zapachem i w końcu oddam, kiedy tutaj potem wrócisz. Niekoniecznie po te ciuchy.
Bo nie po to się tak starał, żeby Vivi go zaliczyła, skreśliła i poszła do kolejnego z listy. Jeżeli takową prowadziła, to białowłosy chciał zająć kilkadziesiąt...kilkaset...prawie wszystkie punkty. Skromnością nie grzeszył. Zawsze chciał być "naj".
Nieco zmarkotniał, dokładnie widząc dość nietypową reakcję czarnowłosej, gdy dzieliła się swoim zdaniem na temat "świeżości" i źródła krwi. Przetarł kciukiem dłoni, która znajdowała się na jej policzku, okolicę pod okiem kobiety, chyba chcąc zagarnąć w ten sposób jej uwagę. Gdy tylko mógł spojrzeć wprost w jej oczy, wysłał jej porozumiewawcze spojrzenie i uśmiechnął się ładnie. Chciał dać jej do zrozumienia, że jej preferencje "kulinarne", mające związek z rasą, nie stanowiły żadnego kłopotu. To była część jej, tak samo jak jej długie miano. A przecież je potrafiła powiedzieć bez problemu, więc czemu trudność pojawiała się przy rozmowie o krwi?
Choćby musiał gapić się w jej oczy do rana, żeby w końcu wyczytała tę jego wiadomość, to będzie się w nie wpatrywał, żeby rozbić tę durną, psychologiczną ścianę. Jeżeli jest coś, co wadziło Vivi, gdy była przy Fauśćie, to ten postara się to rozpieprzyć na tysiące kawałków. Postara, ale ostatnie pierdolnięcie będzie musiała zadać sama kobieta.
W domu Idola się bawimy, a nie martwimy. Nieważne, jaki byłby temat rozmowy.
- A chciałem Ci zrobić koktajl na bazie posoki. - mruknął z lekkim zrezygnowaniem, robiąc lekko naburmuszoną minę i odwracając wzrok - Chyba pozostanie mi dać Ci się napić z najświeższego i najlepszego źródła.
Zanim wampirzyca mogła jakoś na to odpowiedzieć, bohater gwałtownie przechylił się w jej stronę, obie dłonie usadawiając na jej plecach, na łopatkach. Położył swoje czoło na jej, wpatrując jej się głęboko w oczy i uśmiechając zadziornie. Znowu chciał jej coś tym przekazać.
- Wyobraź sobie, jak moja krew wypełnia Twoją osobę. Przyjęłabyś to jako kolejny, zwykły posiłek? Czy może będziesz wić się i mruczeć w zadowoleniu, czując moje ciepło, moje życie i moją osobę, przepełniające Cię od samego środka Twojego bytu? Czy czułabyś się wtedy jak najedzony wampir, czy coś bardziej...żyjącego?
Może słowami tego nie wyraził, jednak chciał dać znać Vivi o swojej akceptacji jej "potwornej" natury. Dla człowieka oddychanie było czymś normalnym i niezbędnym do dalszego egzystowania. Dla wampira - picie krwi. Mogło się to wydawać straszne, ale tak te istoty zostały stworzone. Faust to rozumiał i chciał, żeby wszystkie rasy czuły się przy nim...normalnie. Czarnowłosa nie była żadnym wyjątkiem.
Nefalem zignorował pytanie dotyczące jego własnej rasy. Milczeniem poniekąd zgadzał się z domysłami rozmówczyni. Lepiej było się skupić na jej kolejnym pytaniu. Choć "skupić" to niewłaściwe określenie. Bo odpowiedź była prosta.
-Jesteś sex-lalką, dziwką, czy bardziej normalną osobą? - odpowiedź zaczął od pytania retorycznego, odsuwając nieznacznie twarz od Vi. Bardzo nieznacznie - Wiek w tym Świecie ma małe znaczenie. Sława mi tylko pomaga, żeby próbować wpoić wszystkim, że Syrena, Anioł czy Człowiek, to osoby, które mają ze sobą wiele wspólnego, szczególnie pod względem psychologicznym. Nie zaproponowałaś mi "godzinki", tylko zachowałaś jak istota myśląca. Więc będę Cię traktował jak taką osobę. Nie - jak kobietę. Nie jak wampira, nie jak potwora. Jak kobietę. Po-kurwa-prostu. Chcę się z Tobą bawić jak równy z równym, biorąc pod uwagę nie nasze różnice rasowe, a płciowe. Dam Ci tyle, na ile uważam, że zasługujesz. Co z tym zrobisz? Twoja sprawa. Udawaj sobie zadowolenie, udawaj szczerość, udawaj orgazm. Po tym spotkaniu ja nie będę niczego żałował. Mogę mieć tylko nadzieję, że Ty również.
Spojrzał jej w oczy, wolno zbliżając do jej ust. Chyba wyczekiwał na znak aprobaty, że mimo jego słów, czarnowłosa była gotów kontynuować - czy to dla własnej przyjemności, czy obopólnych korzyści.
Jeżeli wszystko pójdzie w dobrym kierunku, bohater wpije się w usta kochanki, w długim, namiętnym pocałunku, przy okazji dłońmi starając się pozbyć wierzchniej warstwy, górnej części jej odzienia. Mogło jej być trochę gorąco, więc jej...pomógł!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Pią Sie 02, 2013 2:46 pm

Faust był niesamowity. Naprawdę. Czułam się taka szczęśliwa, bezpieczna, a nawet i kochana przy nim. Czułe gesty, jak głaskanie mnie po twarzy czy cierpliwe próby zakręcenia moich prostych włosów w loki samym palcem, podobały mi się coraz bardziej. Kształtowały w mojej głowie obraz Hadriana. Wydawało się to teraz tak typowe dla niego. Wtedy, w Lodziarni, nigdy nie pomyślałabym o nim jako o tak ogromnym romantyku. Gdy go poznałam, wydawał się być po prostu kolejnym zadziornym, pewnym siebie facetem. Był bardziej frywolny, stosował o wiele więcej dwuznacznych słówek w swoich wypowiedziach. Sposób, w jaki traktował mnie wtedy, zdawał się być typowo męski. Teraz był niemal całkowicie inną osobą. Wciąż pewną siebie, ale o wiele delikatniejszą w stosunku do mnie.
- Tłuszcz mi nie straszny. -Zaśmiałam się. Lubiłam go coraz bardziej właśnie przez te jego teksty. Z resztą, czy ktoś kiedykolwiek widział grubego wampira? My w ogóle mogliśmy utyć? Jakoś nigdy nie zwracałam specjalnie uwagi na to, ile ważę ani co jem. Jak dla mnie było idealnie. Od kilkuset lat nie wydawało mi się, by moja szczupła figura nie zmieniła się choć trochę... No, może byłam nieco węższa w talii przez moją miłość do gorsetów.
Sama nie rozumiem, czemu tak się z tym wszystkim zawsze spieszę. Inni by powiedzieli "bo życie jest krótkie", ale ja miałam przed sobą wieczność, o ile dobrze pójdzie. Mimo to potrafiłam być cierpliwa chyba jedynie w pracy, gdzie musiałam być skupiona i spokojna. Nieformalnie tupałabym nogą, gdyby kolejka w sklepie przedłużała moje zakupy o więcej, niż pięć minut. Nie chciałam dłużej budować pięknych wspomnień. Na co mi one? Nie opowiem o nim ani dzieciom, ani wnukom, bo nigdy żadnych nie będę miała. Nie będę też ich wspominać, jak będę stara i pomarszczona, bo nigdy taka nie będę. Ale miło było czasem zwolnić, jak teraz, tutaj, z Faustem.
- Nie przejmuję się aż tak ubraniami... Ale to dobry pretekst, by znowu cię odwiedzić. -Wyznałam uśmiechnięta. Każdy powód był dobry, a odebranie drogich majtek to już zwłaszcza! Zawsze będę mogła zgubić stanik przy okazji, tak dla odmiany.
A mówienie o krwi naprawdę nie było dla mnie czymś naturalnym. Naturalna to była hipnoza na chwilę przed, by obiekt się nie wyrywał, nie wrzeszczał albo nie zaczął się modlić po hebrajsku. Przecież to tak strasznie nie boli! Sama kiedyś zostałam ugryziona, a jestem przekonana, że nie zachowywałam się tak, jak ci histerycy! Ja tylko raz jeden jedyny pisnęłam i się poddałam. A nie byłam zahipnotyzowana! Po prostu stwierdziłam, że nie ma sensu się ratować, skoro zabija mnie jedyna osoba, na której mi zależało. Bo po co miałam żyć? Żeby mąż się nade mną dalej znęcał, bo nie mogłam mu urodzić dziecka? Nie, dziękuję. Wolałam już umrzeć w ramionach zdrajcy, którego kochałam, niż żyć przez kilkadziesiąt lat w nieszczęściu.
Koktajl z krwi? Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczętami. Nigdy nie próbowałam czegoś podobnego. Byłam zszokowana. Nie dość, że pozwoliłby mi się ugryźć, to jeszcze z chęcią sam by się pokaleczył dla mojej przyjemności. To było chore, a jednocześnie takie miłe. W życiu nikt nie zaproponował mi czegoś bardziej porąbanego. Przycisnęłam swoje palce do ust, chichocząc cicho. Wariat. Co mu w ogóle odbiło? Uśmiechnęłam się, wzruszona jego propozycją. Każde jego kolejne słowo budziło kolejne iskierki, które rozjaśniały moje fioletowe ślepka. Uczucie cudzej krwi krążącej w twoich własnych żyłach, było świetne. Jeżeli była to osoba ważna dla ciebie było to jeszcze lepsze. Ale jeśli zależało ci na kimś, kto sam ci to proponował... To było piękne. Nie wiedziałam, jak odpowiedzieć na to, co chciał mi dać Faust. Jego szare tęczówki i tak utrudniały mi logiczne myślenie. Zsunęłam dłoń z moich ust na jego szyję. Nie wiedziałam, czy w tej chwili mam większą ochotę go pocałować, czy go ukąsić.
Dobrze, że zmieniliśmy temat, nim zdążyłam podjąć decyzję.
- Na ile zasługuję według ciebie? -Spytałam cicho, wpatrując się w niego lekko przymkniętymi oczami. Moim skromnym zdaniem, nie byłam zbyt wyjątkowa, a ze wszystkich trzech określeń, jakie zaserwował, wciąż nie potrafiłam wybrać między "normalną osobą" a "dziwką". Nigdy nie pracowałam jako przeciętna przedstawicielka płci pięknej, a jako prostytutka już dwa razy.
Postanowiłam dać mu czas do namysłu, złączając nasze usta. I tak chciał mnie pocałować, a teraz będzie miał chwilę na odpowiednie wyważenie słów. Zobaczymy, jak pójdzie mu myślenie, gdy ja będę mu przeszkadzać. Wplotłam obydwie ręce w jego gęste włosy, nie przejmując się tym, że Hadrian właśnie próbuje zdjąć ze mnie sukienkę. Nie miałam nic przeciwko temu, w końcu od początku wyczekiwałam tej chwili. Chciałam zobaczyć wyraz jego twarzy, gdy zobaczy mój gorset. Obecnie nie one zbyt popularne, z tego, co mi było wiadomo. Postanowiłam wsunąć chłodne dłonie pod jego koszulkę i podwinąć ją do góry, by nasycić nie tylko mój zmysł dotyku, ale i wzroku jego umięśnionym torsem.

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Pią Sie 02, 2013 10:46 pm

Dobrze było wiedzieć, że odzienie Vivi nie chciało wcale tak mocno osłaniać jej ciała. Pewnie słuchało się wewnętrznego głosu właścicielki, że należy poddać się ingerencjom obcych, bo należących do Fausta, dłoni. Zdjęta kiecka mogła teraz posłużyć do okrycia rękawiczek, zdjętych trochę wcześniej. Tutaj pojawił się problem - ten ciuch winien się znaleźć piętro wyżej, w rzekomej sypialni Nefalema. Przecież taka była umowa! Na szczęście Faust miał dość sensowne wytłumaczenie, gdyby nagle ten fakt stał się jakimś problem. Co było raczej mało prawdopodobne. Wystarczyło powołać się na to, że najważniejsze było zajmowanie ust partnerki, niż myślenie nad odpowiednim udekorowaniem okolic łóżka jej ubraniem. Przecież bohater nie mógł być aż takim samolubem, żeby wspominać o wystroju wnętrz, kiedy czarnowłosa je stroiła...już dostatecznie dobrze. Swoją wpółnagą osobą.
A jej usta mógłby z chęcią wykorzystać do bicia rekordu Guinnessa na najdłuższy pocałunek. Może dlatego, że Faust po prostu był bardzo całuśny?
Trochę mu zajęło, zanim miał na tyle siły i motywacji, by odczepić się od warg wampirzycy, wzdychając przy tym cicho. Chciał zobaczyć, cóż to takiego mógł ujrzeć, pozbywając się pierwszej przeszkody dzielącej go od widoku Vivi w jej naturalnej formie. Mruknął z zadowolenia, widząc gorset. To niecodzienny widok. Pewnie dlatego tak ciekawy.
- No, jakbym się w coś takiego ubierał, to też bym się nie bał tłuszczu. - zażartował, szczerząc zęby - Pewnie przez ten ścisk na brzuchu, całe te zbędne kilogramy idą...
Białowłosy przechylił się znowuż na czarnowłosą, kładąc jej dłonie na plecach i zjeżdżając nimi powoli niżej. Znów chciał się zatrzymać nad kością ogonową? Jasne! Ale tylko na dłuższą chwilę, po której posunął się o krok dalej i usadowił palce na pośladkach wampirzycy, zapewne ku jej uciesze. Lekko je zacisnął, żeby czarnowłosa była pewna, że tam właśnie znajdują się ręce Idola.
- ...gdzieś tutaj? - kontynuował półszeptem, po czym cmoknął krótko wampirzycę w usta.
Faust nie był na tyle głupi, żeby nie wiedzieć o jeszcze jednych krągłościach, które gorset zwykł uwydatniać. Miejsce, gdzie skrywały się wszystkie, męskie marzenia. "Alternatywa dla oczu", w które spoglądała większa część męskiego półświatka, gdy mieli zaszczyt rozmawiać z kobietą. To z nich prawie każdy chłopiec, za czasów niemowlęcych, czerpał pokarm. Chyba dlatego też każdy chciał do nich wrócić, niekoniecznie po strawę. Białowłosy już jednak zadowolił swoje dłonie poczuciem innej części ciała wampirzycy. Mógł teraz spokojnie wrócić do napawania się jej ustami, zagłębianiem się w jej oczy i zabawianiem dalszą konwersacją.
No dobra. Jednak nie wytrzymał. Te cycki były przecież na wyciągnięcie ręki!
Z pośladków, dłonie białowłosego szybko powędrowały na przód kobiety, od której nieco odchylił swój tors dla ułatwienia zadania, lądując na jej piersiach. Większa cześć dłoni znajdowała się na części gorsetu, jednak opuszki lekko zagiętych palców bezpośrednio dotykały skórę. Faust użył nawet nieco siły, żeby ten biust podnieść odrobinkę do góry.
- A może tutaj? - oblizał wargi, po czym z wesołym uśmieszkiem spojrzał na lico Vivi - Twój tłuszczyk jest doskonałym pretekstem, żebym Cię "bliżej poznał". Nie wiem czemu, ale cholernie mnie ciekawi, gdzieś coś takiego u Ciebie znajdę. Cóż...
Tym razem, to dość mroczny uśmiech jawił się na twarzy Idola. Istny "rape face", można by rzec. Czy to zwiastowało coś złego? Nie dla czarnowłosej. To bardziej wyraz twarzy, który zwiastował coś, na co długo czekała. Takie myślenie chciał też Faust u niej spowodować.
- Chyba będę musiał sprawdzić każdą, najdrobniejszą część Twojego jestestwa, żeby się przekonać. I wszędzie będę szalenie dokładny, żeby nic mi nie umknęło. Może nawet gdzieś będę musiał rzucić okiem...kilkakrotnie.
I teraz niech sobie kobieta wyobraża, jak Nefalem poznaje ją całą, badając każdą część jej ciała. Może też spekulować, czym będzie takowe badania przeprowadzał. Miał przecież sporo "narzędzi" do tego rodzaju prac.
- Już chyba wiem, jak to będzie wyglądać. Złapię za telefon, wybiorę Twój numer i powiem coś w stylu "Cześć Vi! Wiesz, właśnie skończyłem prać Twoje majtki, które chwilę przed tym nosiłem na głowie i które zostawiłaś u mnie po swojej ostatniej wizycie. Chciałbym, żeby pasowały do swojej właścicielki, więc wpadnij, żebym Ciebie również 'umył' ". - przy tej wypowiedzi zmienił ton głosu i wyraz twarzy kilkakrotnie, adekwatnie do używanych słów.
To nie miał być koniec jego wyśmienitej gry aktorskiej, która miała dodać nieco humoru całej tej wspólnej zabawie. Na pytanie o wartość kobiety, jaką w niej widział Faust, ten zrobił rozbawioną minę i zaczął kiwać się przez chwilkę na boki. W końcu zdjął koszulkę, rzucił za siebie, w stronę kuchni, by przytulić Vi do swojej piersi, głaszcząc ją energicznie po głowie.
- Na bycie moją ukochaną, młodszą siostrą! - stwierdził wesoło, kiwając się z czarnowłosą w objęciach, nie przestając jej głaskać prawicą. - Chcę Cię tulać i dawać buzi, i czesać włoski, i chodzić na lody, i odwiedzać wspólnie Zoo. Nie dam Cię nikomu skrzywdzić do takiego stopnia, że dla ochrony Twojego, wyimaginowanego przeze mnie, dziewictwa...sam Ci je odbiorę~
Chyba to miało oznaczać, że zabawa z Faustem będzie czymś porównywalnym z  pierwszym razem każdej kobiety, który zawsze był wspaniałą i godną zapamiętania chwilą. Jeżeli nie, to białowłosy się postara, żeby wspólnie spędzony z nim czas Vi będzie mogła wstawić w swojej główce tam, gdzie te miłe wspomnienia z utraty dziewictwa być powinny. Oby też zrobiła tam więcej miejsca, bo Idol tylko tam będzie chciał celować, nieważne ile razy wyląduje z wampirzycą w łóżku.
Rozluźnił uścisk, by pozwolić kobiecie na podniesienie głowy. Wtedy dał jej buziaka w czółko, by następnie zjechać do jej prawego polika, również go cmokając. W końcu zatrzymał się na ustach. Tutaj już wykonał serię krótszych pocałunków. Bo lubił.
- A może chcesz pobawić się w innego członka...rodziny? - Zapytał z tajemniczym uśmiechem, przymrużając oczy.
Siostra, ciotka, kuzynka - tyle opcji! Takie kazirodztwo nie jest przecież złe! Nie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Sob Sie 03, 2013 11:21 am

Osobiście nie przeszkadzało mi to, że wciąż znajdowaliśmy się w salonie. Co to komu szkodzi? Faust był bardzo wygodny... jego kanapa zapewne również. A skoro o siedzeniu mowa, to trochę zmieniłam swoje ułożenie na kolanach mężczyzny. Podczas gdy on zajęty był całowaniem mnie i odkrywaniem moich fizycznych cech, ja zwinnie przerzuciłam nogę tak, bym była teraz okrakiem na nim. Przycisnęłam lekko nogi do jego ud. Od razu lepiej! Teraz mogłam z łatwością dotykać jego klatki piersiowej i jeszcze bardziej pogłębić nasz pocałunek. Mm... anioły miały nie tylko wyjątkowo słodką krew, ale najwidoczniej usta także. Trudno było się od nich oderwać. Dobrze, że Nephilim miał więcej samokontroli, niż ja.
Uniosłam kąciki ust w szerokim uśmiechu, odsuwając się od niego nieznacznie, aby mógł mnie podziwiać w większej okazałości. Jego zadowolone mruknięcie zmusiło mnie do wyszczerzenia kłów. Patrzyłam z satysfakcją, jak jego spojrzenie usiłuje objąć moje ciało. Musnęłam wargami kącik jego ust, gdy znów zbliżył się do mnie. Zachichotałam, gdy jego dłonie ruszyły na zwiedzanie. Wsunęłam palce w jego włosy i przechyliłam lekko jego głowę. Przygryzłam łagodnie jego lewe ucho. Nie mogłam przestać mruczeć, gdy schodziłam coraz niżej i niżej... Sądziłam, że już się nie doczekam, gdy nagle koronki moich majtek przyległy do moich pośladków. Westchnęłam z zadowoleniem... i ulgą.
- Mniej więcej... -Wymamrotałam w jego wargi, nim zdążył mnie pocałować. Dotknęłam delikatnie jego ust opuszkami palców. Ciepło jego rąk przyprawiało mnie o przyjemne dreszcze. Do tego sposób, w jaki mnie zagadywał, utrzymywał mój dobry humor.
Westchnęłam rozkosznie, gdy nagle obdarzył swoim zainteresowaniem inne krągłości. Było to tak nagłe, a słodki odgłos, który wydałam tak odruchowy i naturalny dla mnie, że aż się zarumieniłam. Nie powstrzymało przed powtórką, kiedy palce Nephilima zacisnęły się na moich piersiach. Przygryzłam dolną wargę. Oddech zaczynał mi przyspieszać.
- Rób, na co masz ochotę. Jestem do twojej dyspozycji. -Zamruczałam mu do ucha, po czym pocałowałam delikatnie jego skroń. Moja niecierpliwość rosła coraz bardziej i bardziej. Chciałam już wiedzieć, jaki on jest, jak to będzie wyglądało, skończyć to, wyjść, wrócić i to powtórzyć. Zganiłam samą siebie za takie myśli, ale nic nie mogłam na to poradzić. Cały czas widziałam oczami wyobraźni wszystkie te możliwe scenariusze naszej dzisiejszej przygody, a słowa mężczyzny tylko pobudzały mój mózg do tworzenia kolejnych. O ile bardzo podobało mi się powolne nasycanie się widokiem umięśnionego ciała Fausta, tak równie mocno chciałam zobaczyć o wiele, wiele więcej, niż tylko sam tors. Swoją drogą, jak dla mnie powinien zacząć nosić bardziej dopasowane koszulki, coby było na co patrzeć nawet, kiedy byłby jeszcze w ubraniu. Nie licząc jego ślicznej buźki, naturalnie.
- Po takim tekście zapewne usłyszałbyś łomot uderzenia twoich drzwi wejściowych o podłogę i moje donośne "TO GDZIE TA ŁAZIENKA?!". -Zaśmiałam się.- Stałby się cud, gdybym doszła do niej z jakąkolwiek częścią garderoby na sobie...
Przyglądałam się z nieukrywanym zaciekawieniem Faustowi, gdy ten zaczął się kiwać. A przez to, że ja siedziałam na nim, to kiwałam się razem z nim. Po chwili jego ramiona mnie porwały, przyciskając do ciepłego torsu mężczyzny. Zaczęłam głośno chichotać, wtulając się w niego. Nawet nie próbowałam już zakryć sobie ust dłonią. Jego propozycje tak bardzo mnie rozpogodziły, że od rechotania zaraz zacząłby mnie boleć brzuch.
Mój pierwszy raz? Do tej pory uważałam, że był to najgorszy stosunek w całym swoim długim życiu. Naturalnie, z moim mężem, w noc poślubną. A jak już wspominałam, mojemu mężowi chodziło głównie o zapłodnienie mnie. Przyjemność wolał dawać naszej służbie, gdy zdradzał mnie z pokojówkami po kątach. Pamiętam, że z bólu i strachu stanęły mi łzy w oczach. Poznałam wówczas nie tylko seks, ale też przemoc domową, gdy moje "kochanie" z finezją uderzyło mnie w twarz. Może to był taki rodzaj gry wstępnej według niego, nie licząc ściągania ubrań na siłę i wrzasków? Ugh, do tej pory nienawidzę całym swoim sercem tamtego człowieka, nawet, jeśli umarł on jakieś cztery wieki temu. Na moje własne nieszczęście, hipertymezja nie zezwalała mi na wymazanie go ze wspomnień.
- Członka? -Mruknęłam, kładąc dłoń w wiadomym miejscu. Zatrzymałam się tam na chwilę, badając wybrzuszenie w spodniach chłopaka. Westchnęłam z zadowoleniem. Od dłuższego czasu czekałam na pretekst, by móc zapoznać się z tą częścią jego osoby.
- Nie sądziłam, że kręci cię role play. -Wyznałam z uśmiechem, spoglądając na niego spod lekko opuszczonych rzęs. Od pocałunków lekko kręciło mi się w głowie, więc oddałam mu jeden. Był trochę dłuższy od tego, którym on mnie obdarzył. Do tego oparłam dłonie na jego piersi. Rozdzielenie naszych ust było trochę inne od tych poprzednich, gdyż tym razem... pchnęłam go na kanapę.
- Ja osobiście lubię inną formę tej rozrywki... -Przygryzłam delikatnie jego dolną wargę. - Chociaż wątpię, żeby SM było w twoim guście.
Posłałam mu niewinny wyraz twarzy, by następnie cmoknąć go w nosek. Zsunęłam się z niego z wdziękiem i położyłam na kanapie na pleckach, trzymając nogi na kolanach Fausta. Hm, jego meble rzeczywiście były całkiem wygodne. I był też kolejny plus tej sytuacji, bo teraz Hadrian mógł zobaczyć również moje koronkowe majteczki. Splotłam dłonie na mojej klatce piersiowej, gdy sama zaczęłam przyglądać się Nephilimowi z pewnego dystansu. Minęło trochę czasu, odkąd byliśmy w pewnej odległości od siebie, chociaż wolałam mieć go blisko. Był tak samo przystojny cały czas- czy był parę centymetrów czy kilka metrów dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Sob Sie 03, 2013 9:12 pm

Szlag mógł trafić Matkę Naturę, która uczyniła istoty ludzkie i prawie-ludzkie tak idealnie przystosowanymi do zachowania ciągłości gatunku. Szczególnie widoczne było to wśród samców. Na przykład, taki Hadrian musiał skopywać mentalnym butem swoją chęć robienia z Vivi dzieci, żeby móc mieć z nią nieco więcej kontaktu, niż tylko ten fizyczny. Kobieta mu nie za bardzo pomagała, bardziej zachęcając  do puszczenia tych cugli, które trzymały najbardziej prymitywne instynkty w ryzach. Musiało być jej strasznie samotnie między nogami, skoro tak tymi okolicami parła do podobnego miejsca na ciele towarzysza. Niech tak nie przesadza, bo Faust jeszcze poczuje się jak alternatywa dla wibratora. A nikt tutaj nie miał się czuć jak sex-zabawka, tylko jak poszanowany przedstawiciel swojej płci.
No, jakby tak na to spojrzeć, to szanujący siebie samiec powinien zająć się rozmnażaniem z szanującą siebie samicą, żeby jej również szacunek okazać.
- Nie będziesz mi mówić, co mam robić. - mruknął entuzjastycznie na przyzwolenie partnerki - W sumie...ja Tobie też nie.
Białowłosy miał cichą nadzieję, że czarnowłosa nie lubowała się w tych bardziej brutalnych formach uprawiania miłości, z pejczami, duszeniem i innymi bzdurami. I że nie werżnie się kłami w jego szyję, jak będzie się tego najmniej spodziewał. Strasznie niekomfortowo jest stawiać jasnych warunków przed taką zabawą, bo może to totalnie zniszczyć klimat. Trzeba było jakoś porozumiewać się bez słów. Albo uznać, że skoro nie było o niczym szczególnym mowy, to trzeba trzymać się "klasycznej" wersji łóżkowych zabaw.
Nie ma co się martwić! Coś zwykłego, z Faustem zyskuje rangę "nadzwyczajnego". Nawet jeśli to krojenie chleba czy obieranie ziemniaków.
Wersja stworzona przez Vivi wydawała się dość odpowiednia. Przecież przy większości jej wizyt, gdy takowe nastąpią, Faust będzie starał się ponownie zawojować światem czarnowłosej. Może niezupełnie będzie planował to robić w sposób w głównej mierze fizyczny, ale pewnie kobieta będzie się tego domagać. I to dostanie. Jednakowoż niech nie myśli, że Nefalem nie jest cudotwórcą. Jak będzie trzeba to sprawi, że wampirzyca wejdzie do łazienki z jakąś częścią ubioru na sobie. Co to za problem dla Fausta!
Białowłosy planował odegrać scenkę niedoświadczonego prawiczka, gdy jego partnerka złapała go tam, gdzie zwykła móc łapać wyłącznie matka. Postanowił jednak dać sobie spokój z tym planem. Albo znudził się taką zabawą przed Vivi, albo za dobrze się poczuł, czując obcą, kobiecą dłoń. Wzdrygnął przy tym brwiami, co dawało wyraz jego pozytywnemu zaskoczeniu.
- Mnie osobiście jarają kobiety ubrane w sam kuchenny fartuszek. - stwierdził, przechylając głowę na lewy bok i zamykając lewe oko - Niby są ubrane, ale nie są. Chciałbym podejść do takiej, kiedy robi obiad, albo myje naczynia i powiedzieć "Jebać tę pomidorową. Chcę zjeść Ciebie", czy "Nie myj tych garów, tylko choć pucować coś mojego". I jak cholernie szybko można przejść do akcji!
I wtedy obraz Vivi, odzianej w czarny, kuchenny fartuszek, zupełnie przysłonił widok Fausta. Gdyby wampirzyca stała przy kuchence, próbując przygotowywaną strawę, a białowłosy podszedłby do niej od tyłu, wsunął dłonie pod materiał tego skąpego ubioru, błądząc nimi tam, gdzie się nie powinno, by przenieść całą akcję piętro wyżej, do łózka, ale nie pozbawiając kochanki jej obecnego odzienia...to był jeden z powodów, dla których warto sobie ogarnąć kobietę. Chyba taki fartuszek to będzie pierwszy prezent, jaki Nefalem wręczy swojej dziewczynie, jak sobie takową załatwi. Ciekawe, czy ta od razu zrozumie jego intencje.
Mimo, że Idol potrafił sam świetnie gotować, to posiłek przygotowany przez inną kobietę byłby czymś w cholerę uroczym. Pewnie by prosił o dokładkę przez godzinę. Pójdzie w bica!
Jednak wrócił do aktorstwa. Na ostatnią wypowiedź kobiety, zrobił zażenowaną minę.
- To może chodź zrzucimy Cię z jakiegoś wieżowca, żebyś była w  lepszym humorze? - burknął z taką neutralnością, jakby był jakimś syntezatorem mowy.
Miał w zanadrzu powiedzenie, które bardziej podchodziłoby pod komplement, przy okazji wskazując na swoją chęć zabawy z Vivi w bardziej normalny sposób, bez żadnych udziwnień. Ale go nie użył. Skąd miał wiedzieć, że wampirzyca mogła mieć dość klasyki, bo miała na karku cztery setki lat? Może wtedy by zaczął bardziej wysilać swoje szare komórki...
A nie. Przecież nawet zwykły seks z Faustem to coś niewiarygodnego. Niektóre niewiasty po prostu nie potrafią tego dostrzec.
Czas leciał, a sofa bohatera nie mogła służyć do prokreacji. Przecież to na niej siedzieli różni goście, podczas bardziej lub mniej ważnych spotkań. Najczęściej bezcelowych, bo mało osób potrafi zaproponować Faustowi taką robotę, na którą będzie miał ochotę. Może dlatego, że to zwykle są propozycje od nieznajomych mu ludzi?
- Dobra, bo mi ciasno w gaciach, a z Ciebie to miłość chyba dosłownie wypływa z dolnych warg. - stwierdził, zrywając się do siadu.
Zdjął nogi kobiety ze swoich. Nieco gwałtownie, przyjmując przy tym wkurzony wyraz twarzy, który szybko zamienił na zadziorny uśmiech. Wstał z sofy i chwycił za kieckę wampirzycy. Nie było chuja, żeby się nie znalazła w jego sypialni. I ciuch, i jego właścicielka. Bo taka była umowa.

Fak ju, byczes. Stawiam już cenzurę, bo potem zapomnę i jeszcze bym niechcący dał w poście, jak będzie po wszystkim. Jeszcze to hajdnę, żeby tylko elita mogła do tego fapować. Redtuby są lepsze. I ogólnodostępne.
Pff, joke. Redtuby to shit. To tutaj jest lepsze.


Uwaga! Treści dozwolone od lat 18!

_________________


Ostatnio zmieniony przez Faust dnia Wto Sie 06, 2013 8:22 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Nie Sie 04, 2013 1:03 am

Nie przeszkadzało mi to, że nie mam dzieci i pogodziłam się z tym, że zapewne nigdy nie będę ich mieć. Faust nie musiał o tym wiedzieć. Niby czemu miałabym mu to mówić teraz tak czy siak? Nie byliśmy nawet przyjaciółmi. Z resztą, nie lubiłam o tym rozmawiać. Co z tego, że mój wiek był taki, a nie inny? Umarłam młodo, wyglądałam młodo i całkiem młodo się czułam. I tak nie chciałam mieć dzieci. Już nie. Jedna nieudana ciąża wystarczyła mi na całe, wieczne życie. Nie zamierzałam znowu pakować się w coś takiego.
Czy wspominałam już o tym, że mój mąż był dupkiem?
Mój mąż był dupkiem.
W każdym bądź razie, Faust był kompletnie inny, niż on. Nawet jego oznajmienie mi o tym, iż nie ma zamiaru dzierżyć nade mną władzy mi o tym przypomniało. Miło było być dla kogoś osobą, a nie przedmiotem. W tych czasach, wbrew pozorom niektórych feministek, nie była to rzadkość. Mężczyźni zaczęli naśladować otaczający ich świat i szli na przód, a ten młody Nephilim był tego świetnym dowodem. Chociaż w pewnej chwili mnie rozczarował.
- Ugh... -Westchnęłam zniesmaczona, słysząc jego komentarz. Mi nie przeszkadzały jego upodobania. Z resztą, fartuszek w kuchni to nic innowacyjnego. Choć do tej pory nie potrafiłam pojąć, czemu płeć brzydka tak bardzo lubiła kobiety w kuchni! Mnie jakoś niespecjalnie kręcili faceci w wypasionych furach, ani obściskiwanie się z nimi na tylnym siedzeniu czy na masce super drogiego auta. A o miłości na kuchennym blacie nasłuchałam się już nie raz. Dlatego byłam tym bardziej oburzona, że on mnie wykpił!
- Ta, bo SM właśnie na tym polega. Żeby na trwałe okaleczyć kogoś fizycznie i psychicznie. -Mruknęłam zdegustowana. Szybko się jednak uspokoiłam, patrząc w szare ślepia mojego rozmówcy.- Z resztą, kiedy indziej ci pokażę, jak to wygląda... Zdziwisz się.
Zerknęłam znacząco na Fausta, po czym pocałowałam go krótko w usta, żeby nie mógł zacząć mi pyskować. Serio, co było z nimi wszystkimi nie tak? Czemu gdy tylko mówiłam "SM" ludzie mieli przed oczami takie nieprzyjemne wizje? Przecież nie na tym to polega! SM opiera się na zaufaniu do partnera, które wiąże się też z wystrzałowo obcisłymi i seksownymi strojami. Nigdy nie lubiłam pejczy ani bólu. Wolałam raczej, gdy potęgowano mój zmysł dotyku odbierając mi wzrok przepaską i zabraniano mi ingerencji poprzez zakneblowanie ust czy skrępowanie rąk. Ale wpierw trzeba było znaleźć kogoś, co do kogo miało się pewność, iż nie nadużyje tej władzy, jaką mu się powierzało. A ja Fausta jeszcze na tyle nie znałam, więc kłótnia i tak nie miała sensu. Kiedy indziej udowodnię mu swoje racje. Teraz liczyło się to, że także on zgrabnie uniknął drażniącego tematu i z uśmiechem prowadził mnie na... balkon?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Nie Sie 04, 2013 4:52 pm


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Nie Sie 04, 2013 7:56 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Nie Sie 04, 2013 10:21 pm


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Pon Sie 05, 2013 12:16 am

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Pon Sie 05, 2013 1:20 pm


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Pon Sie 05, 2013 3:00 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Pon Sie 05, 2013 5:43 pm


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Pon Sie 05, 2013 8:01 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Pon Sie 05, 2013 10:48 pm


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Wto Sie 06, 2013 5:46 pm


_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Wto Sie 06, 2013 9:38 pm


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Sro Sie 07, 2013 12:34 pm


_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   Sro Sie 07, 2013 6:40 pm


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Prywatny Dom Uciech   

Powrót do góry Go down
 
Prywatny Dom Uciech
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Daingean :: Osiedle Teiz :: Dzielnica mieszkalna-
Skocz do: