IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lea

Go down 
AutorWiadomość
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Lea   Sro Lip 31, 2013 9:33 pm

Imię i nazwisko: Leanne Inez Marvel
Pseudonim: -
Płeć: Ona
Wiek: 16 lat
Wzrost i waga: 170cm/64kg
Rasa: Syrena
Organizacja:  Fleauètte
Ranga: Naukowiec
Zawód: Jak wyżej | Uczennica | Prostytutka
Umiejętności:
- Żaden zamek nie przerazi się jej i pana wytrycha, tudzież pani spinki do włosów, opcjonalnie odcisków palców ściągniętych z dłoni nieprzytomnego albo jego wyrwanego oka,
- Potrafi sama opatrywać rany, nawet i szyć jej się zdarzy. Nawet siebie samą,
- dobrze wyczytuje emocje i częściowo zamiary, z twarzy innych,
- posiada niewyobrażalny talent do robienia bajzlu wszędzie wokół siebie,
- świetnie łazi po drzewach, murach i tym podobnych,
- jest całkiem szybka,
- dobrze rysuje,
- taniec na rurze,
- geniusz w zakresie biologii, anatomii i nauk medycznych,
- świetna pamięć

Moce:
Dotyk śmierci i przetrwania- głównym ograniczeniem tej mocy dla Lei jest kontakt fizyczny. By mogła ją aktywować, musi w jakiś sposób dotykać ciała drugiej osoby. Potem już może uczynić, co chce. Moc ta działa dwojako. Może służyć uzdrawianiu, gojeniu ran, czy leczeniu złamań, choć nie jest w stanie zregenerować utraconych części ciała. Polega na tym, że Lea może zregenerować komórki znajdujące się w obrębie organizmu, którego dotyka. W tym przypadku efekt jest stały. Syrena może jednak doprowadzić także do degeneracji komórek- czyli rozkładu. W przeciwieństwie do regeneracji, rozkład następuje tylko w miejscu bezpośredniego kontaktu z ciałem i ewentualnie nieco się rozszerza i ustępuje po jakimś czasie- co nie zmienia faktu, że boli jak rozkład, powoduje dysfunkcje jak rozkład i śmierdzi jak rozkład

Truciznofilka- nie ma lepszej osoby, do której możnaby się udać, jeżeli ktoś wepchnął Ci truciznę do wina i została Ci godzina życia. Lea jest całkowicie odporna na trucizny. Jej ciało potrafi je wszystkie niwelować. Co więcej, wydaje się je wręcz przyciągać. Z tego powodu, Syrena może WYSSAĆ (tak, wyssać) truciznę od kogoś innego, na przykład przez ranę, a w jej organizmie zostaje ona zniwelowana. Postrach trucizn!

Wygląd:
Lea prawie wcale nie rzuca się w oczy. Prawie. Właściwie to nie należy do osób jakoś wybitnie wyposażonych pod kątem urody, choć trudno by ją było nazwać brzydką, a co dopiero pasztetem. Jest przeciętna. Łatwo mogłaby zginąć w tłumie, gdyby sama nie zadbała o to, żeby okres buntu z niej wypłynął jak najbardziej wyraziście, sprawiając, że trudno jej na ulicy nie zauważyć.
Jaka jest? Całkiem wysoka, choć nie jak koszykarka. Obdarzona dość przeciętną posturą o delikatnie zarysowanych, kobiecych kształtach. Nie jest ani deską, ani też do biuściastych się nie zalicza. Szczupła, ale niezbyt wysportowana. Wcięcie w talii ma, ale szerokimi biodrami nie zachwyca. Jedna z wielu. Tym, na czym najchętniej zawieszają wzrok zainteresowani, są najczęściej jej pośladki, wyjątkowo zgrabne, jakby stworzone pod stringi, które często zwykła nosić. Nogi ma dość długie, ale nie takie jak modelki. Choć łatwo taką iluzję stworzyć przez szpilki, do których są przyzwyczajone. Niezbyt umięśnione ręce kończą się u Lei drobnymi dłoniami o prostych, długich palcach zwieńczonych zadbanymi, pomalowanymi paznokciami. Tak czy siak, łatwo by jej było zginąć w tłumie. Nie ginie jednak. Poza bladozieloną cerą, tak typową u syren, Marvel ma też mnóstwo różnych cech indywidualnych, które nie pozwalają tak łatwo zapomnieć jej twarzy, jej uroczego uśmiechu ukazującego proste, drobne ząbki. Właściwie to wystarczy spojrzeć na jej styl ubioru- gothka, punkówa, metalówa. Wszystko, co ciemne, co ma ćwieki i znaki szatana. Przetarte spodnie i legginsy, spódniczki w kratę, zakolanówki, glany. Wszystko, co związane z ciężkim nastrojem i poczuciem niedopasowania społeczeństwa. Tak właśnie nosi się Lea, gdy nie jest zmuszona paradować w mundurku Akademii. Ale jest jeszcze jej twarz.
Nie zrozumcie źle, w jej twarzy tak właściwie nic dziwnego nie ma. Ot, taka jak każdego. Wyraźnie dziewczęca, dość drobna, opatrzona drobnym nosem i całkiem wydatnymi, czerwonawymi ustami, często rozszerzonymi w jakimś uśmiechu. Uwagę mogą przykuć dość sporych rozmiarów oczy, choćby dlatego, że wydają się mieć głębię niespotykaną u innych. Taką, która wciąga, w którą można wpatrywać się w godzinami i wciąż wydaje się, że widzi się coś innego. Że nie dosięgnęło się ich dna. W oczach Lei zawsze można dostrzeć jej emocje i to bardzo wyraziście. Ale to można jeszcze przeoczyć. Są różowe. Nie naturalnie, jest to niemożliwe u rasy, która wywodzi się wprost od człowieka. Normalnie są odcienia nijakiej szarości, dlatego też Lea postanowiła nieco poprawić naturę i nie rozstaje się ze specjalnymi, przystosowanymi do jej syrenich wycieczek w głąb oceanu, soczewkami nadającymi im różowy kolor. Ale to nie wszystko, co można znaleźć na twarzy panny Marvel. Są jeszcze kolczyki. Trzy pod ustami, po ich lewej stronie. Z uszu wystają ku tyłowi kolce. Takie najzwyklejsze, kilkucentymetrowe i często będące powodem drwin mniej tolerancyjnych osób, po pięć w każdym uchu. Widać je nawet pod tą bujną, wiecznie rozczochraną czupryną, która swoją drogą, też nie jest taka sobie nijaka. W Daingean, gdzie jest zatrzęsienie ras nadprzyrodzonym, czasem nawet nietypowe kolory włosów, wcale nie wyróżniają z tłumu. Ale mało kto ma prawie tęczę na głowie, prawda? Cóż, panna Marvel ma. Wygląda to trochę tak, jakby nie mogła zdecydować się, na jaki kolor chce przefarbować swoje włosy, dlatego też dodała wszystkiego po trochu. Są czarne, długie, proste. No cóż, czarne to były, przynajmniej kiedyś. W tej chwili, ten kolor, co prawda, dominuje, tym niemniej jest nieco przytłumiony przez inne kolory. Srebrny, różowy, niebieski. Jej prosta, zasłaniająca brwi, grzywka jest właściwie cała objęta tymi kolorami reszta włosów, ciągnąca się aż do kolan dziewczyny, została nieco oszczędzona, ale i tak jest przeplatana pasemkami.
Wydawałoby się, że Lea będzie wręcz zawalona wszelkiego rodzaju tatuażami. Jednak tak naprawdę ma tylko jeden i to taki, który nie rzuca się w oczu tak od razu- chyba, że akurat jest na basenie. Jest za to całkiem kontrowersyjny- nie każda dziewczyna zdecydowała się na duży, liściasty kwiat wyrastający jej z tego, co ma najcenniejsze... Cóż, od krocza ciągnie się łodyga, która szybko rozdziela się na liście, a tuż pod pępkiem rozkwitł piękny, duży kwiat róży. Jest oryginalnie? Jest! Ostatecznie tatuaż zajmuje cały środek brzucha pod pępkiem. I jeszcze trochę niżej.
Nic dziwnego, że trudno jej nie zauważyć na ulicy, mimo pozornej przeciętności, prawda?
Nie można też zapomnieć, że w kontakcie z wodą, jej nogi zamieniają się w całkiem sporych rozmiarów, potęzny ogon, który wydaje się do niej idealnie pasować. Jest bowiem równie kolorowy jak sama Lea. Trudno określić jego odcienie w słońcu, ponieważ łuski wtedy mienią się kolorami niemalże z całej palety barw. Tym niemniej, ostatecznie góra utrzymuje się w odcieniach fioletu, które następnie przechodzą w ciemnoniebieski, przez błękit, aż do zielonego na samym dole. Szkoda tylko, że nie ma różu!

Charakter:
Jest osobą o drastycznej przeszłości, która powinna mieć tak naprawdę totalnie najebane we łbie. Ale tak się nie stało. Cóż, Lea ma wyjątkowo twardą psychikę i jakoś przetrwała koszmar, który do tej pory był jej życiem. A może po prostu chce żyć normalnie, skoro w końcu ma okazję?
Tak czy siak, słowa, którymi można ją opisać, na pewno nie mają nic wspólnego ani z sadyzmem, ani z szaleństwem. Najbardziej pasuje chyba... tsundere? Jeśli ktoś kojarzy ten termin, to już doskonale wie, z jaką osobą ma do czynienia i właściwie to nie musi czytać dalej. Jeśli nie...
Na pierwszy rzut oka, Lea wydaje się być dominującą, pewną siebie i nieco bezlitosną dziewczyną. Od razu widać, że nie ma poczucia przynależności do społeczeństwa i czuje się inna. Zwłaszcza, że sama Marvel tego nie ukrywa. Skłonna do buntu, głośna, zaskakująco radosna. Uparta jak ostatni osioł i bardzo zdeterminowana w dążeniu do celu. Taka właśnie jest Lea, jeśli znać ją trochę powierzchownie. Rzuca złośliwościami, wydaje się wcale nie przywiązywać do innych, czasem trochę przeraża. No, może nie ma zamiłowania do sportu tak jak większość tsundere ma to w zwyczaju. Tym niemniej, stanowi całkiem dobrego towarzysza zabaw. Zazwyczaj ma w sobie całkiem sporo energii, jest skora do wygłupów i zabawy, za to nie wydaje się mieć w sobie ani krzty zdrowego rozsądku i odpowiedzialności. Chcesz porwać taksówkę i przerobić ją na biedronkę? Spoko, nie ma sprawy, możesz zgłosić się do Lei. Byle żeby nie wpaść przy tym. Chcesz soku z gumijagód, ale nie wiesz jak go zdobyć? Marvel zna doskonale wszystkich dilerów z okolicy. Chciałbyś spuścić powietrze z opon samochodu tego obrzydliwie bogatego gbura, który ostatnio zalazł Ci za skórę, ale boisz się, że zostaniesz nakryty? Niech no tylko Lea zobaczy auto wieczorem, gdzieś na bulwarze... Panna Marvel potrafi otaczać się wianuszkiem znajomych, często nazywających ją przyjaciółką. Ale tak naprawdę niewiele ma dostęp do jej wnętrza. Jej oczy są wyrazem jej emocji, tym niemniej uczucia to ona skrywa głęboko w sobie.
Wyznajesz jej miłość? Odburknie coś niemiłego i odwróci wzrok, byś nie zobaczył rumieńca. Nie oczekuj, że powie Ci, iż tęskniła. Nigdy w życiu nie okaże słabości przy jakiejś innej osobie, widok jej łez jest więc też czymś nieznanym dla otaczającego ją towarzystwa. Wszystko, co mogłoby zepsuć obraz, jaki maluje się powyżej, jest skrzętnie skrywane pod maską, a Marvel ma poważne problemy z tym, by wyjawiać to, co czuje- choć brutalna szczerość i bezpardonowość, jaką się cechuje w każdej innej sytuacji, zwłaszcza jak jest wkurzona, sprawiają, że praktycznie nikt tego po niej nie podejrzewa. Wszyscy myślą, że jest otwarta i prosta jak budowa cepa.
Nie oznacza to, że jest jakaś wstydliwa. Wstydliwa prostytutka, phew! Jeszcze czego! Nie ma absolutnie żadnych blokad przed zrobieniem czegoś, czego żadna szanująca się osoba nie byłaby w stanie uczynić. Jest gotowa na wszystko, absolutnie wszystko, jeżeli tylko nie wiąże się to jakoś z jej uczuciami. Ponieważ lata życia w przedziwnych warunkach wypaczyły w niej poczucie bezpieczeństwa i strach przed konsekwencjami, nie boi się niczego, nawet najbardziej kontrowersyjnych propozycji, przez co często pakuje się w kłopoty.
Tak czy siak, jest też całkiem inteligentna. Ma dużą wiedzę i ciekawość do nauki. Zwłaszcza w dziedzinie biologii. Przez lata zgłębiała wszystko, co z tym związane w laboratoriach, co prawda jako obiekt doświadczalny, ale swojego się nauczyła. I zafascynowało ją to, co można zrobić z ludzkim ciałem, mimo że sama nienawidzi tego, co zrobiono z nią. Tłumaczy sobie ten fakt tym, iż ból jaki towarzyszył wszystkiemu, co jej uczyniono, zakłóca jej osąd w tej sprawie. Tak czy siak, ma talent do medycyny i w przyszłości ma szanse stać się znakomitym lekarzem- o ile nie pochłonie jej marzenie o wydobyciu z ludzi potencjału do regeneracji, takiej samej jak u wampirów. Dzięki temu, że rokuje dobrze pod tym względem, już na pierwszej symulacji operacji, na trudnym poziomie, niemalże ziewała i pytała, kiedy będzie coś skomplikowanego, dużo wybryków jej się wybacza.

Historia:
Szczęście się do Lei nigdy nie uśmiechało. Już od najmłodszych lat los zesłał na nią wydarzenia, które wstrząsnęły jej życiem. Wszystko popsuły. Było to w czasach, kiedy Dyktator nie objął jeszcze władzy, a dwie wrogie sobie organizacje- Sorcière i Fleauètte walczyły o wpływy. Jej matki to jednak nie interesowało. Prowadziła ona własny, dobrze prosperujący bar i była tym całkowicie pochłonięta. Miała zapracowane życie, jako samotna matka. Lea była bowiem owocem wpadki podczas przygodnie spędzonej nocy i nigdy nie poznała ojca. Ciekawe czy jeszcze żyje! Podobno wyglądał trochę jak Godot. W każdym razie, życie tej dwójki było całkiem spokojne. Do TEGO dnia.
Pomyślicie teraz pewnie, że dziewczyna, w latach dziecięcych, została wciągnięta w wojnę organizacji, że jej rodzina na niej ucierpiała. Ale to nieprawda. Lea miała wtedy cztery lata. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że ona nadal wszystko doskonale pamięta. "Była za mała, to nieświadomie" powtarzali sobie zawsze w sierocińcu, kiedy już jako jedenastolatka, za swoje ulubione zajęcie miała rozpruwanie lalek. Zwłaszcza kobiecych. W specyficzny sposób. Idealnie odwzorowując to, w jaki sposób zginęła jej matka.
Ale co się stało?
Marvel pamięta. Mimo że jej dziecięcy umysł powinien szybko wyprzeć wspomnienia, pod wpływem wieku i napływu innych, często równie drastycznych jak to, co ją spotkało tego pamiętnego wieczora. Pamięta oczy grupy naćpanych szaleńców. Pamięta ich histeryczne śmiechy. Ich dziwne ruchy, to jak się zataczali. Spomiędzy rozpostartych palców, które miały zasłonić jej widok, spod stołu, ukryta i cicha obserwowała. Przerażona, niezdolna ruszyć się, ani choć pisnąć. Bar był pod ich mieszkaniem, dlatego Lea właśnie znalazła się tam w najgorszym momencie, na jaki mogła trafić. I przyszło jej obserwować. Pamięta do dziś, jak noga od stołu boleśnie wbijała jej się w kręgosłup, a ona bała się choć drgnąć. I obserwowała. Jak jej opiekunowie są bici. Jak zdziera się z nich ubrania. Jak jeden z naćpanych wyciąga miecz świetlny i odcina amantowi jej matki męskość, po to by wpakować ją matce do ust. Łzy w oczach jej matki, jej przerażona twarz. Wielka, ogromna rana zrobiona przez broń wyciągniętą wprost z kuchni, kiedy jeden z nich ciął po całej długości brzucha mamy. Krwawy napis "dziwka". Krzyki zrozpaczonego amanta, uciszone odcięciem języka. To, jak krztusił się własną krwią. I wiele, wiele innych szczegółów. A wszystko przez to, że grupa naćpanych idiotów została wyproszona z baru. Byli niespełna rozumu, nie wiedzieli co robili i zniszczyli życie zarówno sobie, jak i Lei. Na długo, bardzo długo.
Mundurowi wpadli akurat wtedy, kiedy jeden z mężczyzn trzymał przerażoną małą Marvel za kark i zastanawiał się, co z bachorem uczynić.
Wpadli i wprowadzili porządek. Ocalili ją. Lecz za późno. Dużo za późno. A może właśnie zbyt wcześnie?
Trafiła do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne. Leę szybko przestało dziwić to, że jest traktowana inaczej. Nie pozwolono jej pójść na pogrzeb matki, nic nie wytłumaczono. A raczej zrobiono to w brutalny sposób, pozwalając dziewczynce obwiniać się za śmierć rodziny. Nie dziwiło jej to, że dostawała mniej jedzenia, albo wcale. Najczęściej gorszej jakości, w postaci resztek sprzed paru dni. Normalnym był fakt, że karana była choćby za to, że potknęła się kiedy ktoś podstawił jej nogę, czy odpowiedziała na pytanie nie tak, jak tego od niej oczekiwano. Podobnie jak to, że dostawała zawsze najtrudniejsze rzeczy do zrobienia. Że narażona była zawsze na potępiające, mordercze niemalże, spojrzenia sióstr zakonnych, a jeżeli jakiś potencjalnie przyszły rodzic był nią zainteresowany, szybko podsuwano mu pod nos inne dziecko. Bo przecież była potępiona. Siostry tak mówiły. Że została naznaczona, że sprowadzi na sierociniec tragedię. Opętana. A wszystko, dlatego że nikt nigdy nie udzielił jej odpowiedniej pomocy i musiała poradzić sobie z tragicznymi wydarzeniami, jakie ją spotkały. A radziła sobie dziwnie. Jej uśmiechy były niepokojące, wyraz twarzy wzbudzał strach... a zachowanie? Może byłoby jej lepiej, gdyby nie usiłowała odwzorować zachowania morderców na tym, czy owym. Nic dziwnego, że dzieci też gardziły Leą. Mawiały, że na Leę padła klątwa i jeżeli ktoś się do niej zbliży, straci prawo do szczęścia. Przyzwyczaiła się więc, że wylewano jej do łóżka wodę, chowano buty, podkładano nogi i podrzucano dziwne rzeczy do jedzenia. I tak mijały lata. A każdy dzień wyciskał nowe piętno na psychice coraz bardziej poważnej i skłonnej do buntu Lei. Zaczęło się to od dnia, kiedy jedno dziecko dorwało się do nożyczek i postanowiło zabawić z lewym udem Marvel. Pewnie chłopczyk nie miał zamiaru krzywdzić dziewczynki jakoś mocno, chciał po prostu podręczyć ją, jak pozostali i nie pomyślał, że skończy się to tym, że Lea się prawie wykrwawi. I że właśnie wtedy przestanie płakać ilekroć ktoś ją zrani, a zacznie za to oddawać.
Stała się problemem. Nic więc dziwnego, że siostry odetchnęły z ulgą, kiedy zainteresowało się nią Sorcière, prawda? Lea też była przez chwilę szczęśliwa. Przyszli, tacy eleganccy, tacy mili dla młodej. Tacy odmienni od tego, czego do tej pory doświadczyła. "Wydostaniemy Cię"- mówili- "Pójdziesz z nami i będzie Ci lepiej"
Uwierzyła. Z chęcią opuściła sierociniec po to, by wpakować się w coś zdecydowanie gorszego. Niezliczone dni... szybko straciła rachubę czasu w tych nieprzyjaznych, chłodnych laboratoriach, w których przeżywała prawdziwe katusze. Ale wciąż żyła. Wciąż miała tą wolę i mimo że była bezsilna, za cholerę nie chciała umrzeć. Naukowcy byli z tego całkiem zadowoleni. W końcu panna Marvel stała się produktem. Jedną z syren, które udało się stworzyć. Zyskała nowe umiejętności, nową rasę i stała się królikiem doświadczalnym jeszcze bardziej. Cierpiała jeszcze bardziej. Szybko jednak nauczyła się wykorzystywać nabyte moce. Iluzja, uwodzenie. Były bardzo przydatne jeśli chodziło o poprawianie komfortu życia, nic więc dziwnego, że nawet specjalnie się nie opierała, kiedy chciano jej wstawić CAM. Szybko jednak wyciągnęła informacje, które mniej jej odpowiadały. Wymęczona, nieznająca prawdziwego życia Lea nadal miała swoją własną, nieugiętą wolę, odziedziczoną po matce. Oni natomiast pracowali nad urządzeniem, które pozwoliłoby im robić z innych marionetki. Chcieli z niej robić machinę bez własnej woli, choć nie cyborga. Żywą istotę, którą można dowolnie sterować i wykorzystywać do własnych celów. A Marvel nie mogła do tego dopuścić- w końcu jej tożsamość to było jedyne, co posiadała, prawda? Nic więc dziwnego, że na parę dni przed operacją, mającą być próbą wszczepienia prototypu urządzonka, postanowiła zadziałać.
Nie było to trudne z mocami, które sami naukowcy jej ofiarowali. Używając ich, zmusiła jednego z nich do zniszczenia danych o niej i do wybuchu. Powstało zamieszanie, podczas którego udało jej się zbiec.
I wylądowała na ulicy. Jako jedenastolatka. Zagubiona, w całkiem innym świecie, w którym Daingean było już trzymane w rękach Dyktatora. Bez poczucia przynależności gdziekolwiek, za to z chęcią buntu przeciwko wszystkim i wszystkiemu. W końcu wolna. Dziwnie szczęśliwa. Ale sama. Początki nie były łatwe, ale jej przeszłość sprawiła, że Lea nie chciała się poddać. Była zdeterminowana, by w końcu zadbać o swoje życie. Choć bycie prostytutką wcale nie jest powodem do dumy. Szybko nauczyła się zasad otaczającego ją świata. I całkiem przypadkiem natrafiła na Fleauètte. Nic dziwnego, że wizja jednego ładu i porządku, gdzie jest równość i nikt nie jest wykorzystywany do niej przemówiła, prawda? Mimo to, nie była zdolna jeszcze porzucić aktualnej siebie. Nienawidząc własnej rasy i tego, czym była, nie potrafi do tej pory podjąć ostatecznego kroku i przemienić się w Venoriankę. Mimo że dołączyła do tej organizacji, Pustynia do niej nie przemawiała, dlatego też zdecydowała się uczęszczać do ANE i zamieszkać w Internacie.
A to, że nie widnieje w żadnych spisach jako syrena i posiadaczka CAM? Cóż, dopóki nie rzuca się z tym w oczy, to powinno być dobrze, prawda?

Inne:
- Jest nieco uzależniona od używek. Od wszystkich.
- Ma słabość do rudych, dlatego też unika ich jak ognia
- Na zajęciach w Akademii właściwie nie bywa, ponieważ ją nudzą- obecna jest tylko tyle, ile jest to absolutnie konieczne
- Panicznie boi się burzy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Florence
Skoczek | Właścicielka Valhalli | Psycholog szkolny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 445
Dołączył/a : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: Lea   Sro Lip 31, 2013 11:09 pm

Dłuższą KP było pisać, cholero jedna. BO W OGÓLE MI SIĘ NIE CHCE SPAĆ.

Dotyk śmierci i przetrwania - malutkie skaleczenia zajmują Ci chwilę, większe - 1 post, zaś leczenie złamanej kości 3 posty. Powodowanie rozkłady 2 posty.

Truciznofilka- nie ograniczam. D:

Akceptuję, Internat, idę spać. :c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://daingean.forumpolish.com
 
Lea
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postacie :: Spis Powszechny :: Kartoteka-
Skocz do: