IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Chodniki między blokami

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Chodniki między blokami   Pon Lip 29, 2013 1:43 pm

To zazwyczaj zgrabnie pomijany element, a jakże potrzebny do szczęścia. Skoro Mattel jest dzielnicą dla statystycznego obywatela, ma statystyczny element krajobrazu w powielonej formie - blokowisk trochę musi być, w lepszym standardzie niż w slumsach, ale to nie apartamenty. Tego typu konstrukcje więc tworzą dość rozległe kompleksy, w obrębie których między poszczególnymi budynkami ciągnie się siatka połączeń przede wszystkim dla pieszych. Chodników jest sporo, skutecznie betonują i tak średnio zieloną okolicę i... w sumie niewiele można o nich powiedzieć. Zwykłe, szare, dość szerokie, czasem z boku trafi się jakaś ławeczka z postawionym obok koszem na śmieci coby było gdzie gołębie karmić.

Koniec zmiany zazwyczaj wiązał się z powolnym wleczeniem się do domu, potem padaniem na sofę w saloniku i zasypianiem na bardzo leniwe 3-4 godziny, zanim nie przyjdzie mu wreszcie do głowy, że cholera jasna, nie wie kiedy ma następny dyżur... ale nie tym razem.
Po raz pierwszy od dawna dostał rozpiskę, dzięki której wiedział, że przez następny dzień musi być tylko i wyłącznie pod telefonem w razie nagłych wypadków. W szpitalu nagle poszła fala kontroli czasu pracy lekarzy od kiedy jeden z nich po dłuższym dyżurze dostał zapaści i pozwał spółkę, co dla Nikity oznaczało tylko tyle, że nie mógł brać zbyt wiele godzin ani na drugą, ani trzecią umowę. Z jego perspektywy wyglądało to tak, że po prostu posłano go karnie do domu żeby tam przeleżał.
Zdziwiony tą nagłą wolnością uznał, że właściwie to w domu ma tragicznie mało zwyczajnego żarcia. Ponieważ rozsądek podpowiadał, że czasem trzeba uzupełnić braki energetyczne, zamiast pójść prosto do siebie obrócił sobie do dzielnicy handlowej na małe zakupy.
A potem zapomniał, że w starciu z handlarzami nie ma szans.
Skończył z pięcioma kilogramami papryki, wciśniętymi mu na siłę za niebotyczną kwotę, której wydania już żałował. Co on do ciężkiej cholery zrobi z tym warzywem? Może oddać do szpitala? W stołówce się ucieszą, warzywo z taką ilością siarki dla pacjentów z chorobą wrzodową... westchnął w myślach, tarabaniąc ciężkie torby. Ważyły naprawdę sporo, co było widać - drobny chłopak trzymający dwie siatki z których każda to tak 1/3 jego własnej objętości przynajmniej... prezentował się wręcz kreskówkowo, kiedy człapał przez osiedle w kierunku własnego bloku. Umysł oczyścił kompletnie myślami o metodach przetwórstwa papryki, nawet się przez moment ucieszył, że inny handlarz wcisnął mu dwa litry octu. Potem westchnął, tym razem wzdychając na głos.
- Ciężkie - mruknął pod nosem, co mu uzmysłowiło, że rzeczywiście, torby wrzynają mu się dość boleśnie w palce. Matko, palce. Nikt, daj palcom odpocząć. Podszedł do najbliższej ławki i na niej sobie dość wygodnie usiadł, kładąc siaty pod nogami. Potem rozprostował i wygiął ponownie palce, aby się upewnić, że to przejściowe. Boli. No, nieważne. Odczeka chwilę i ruszy dalej, w końcu to... blisko...

Po jakichś dziesięciu minutach, jeśli ktoś się przechadzał tą drogą, widok musiał być w pewnym sensie osobliwy. Ławeczka przy chodniku, na ławeczce dziwnie krzywo oparty młodzik, na oko szesnaście lat, śpi. Co więcej, pochrapuje toteż całkiem twardo. Jedną rękę zwieszoną ma bezwładnie, wskazuje na miejsce, gdzie jeszcze niedawno była siatka z paprykami - obecnie nieistniejąca, złodziej jednak niezbyt inteligentnie po drodze rozerwał plastikową folię i część warzyw wysypała się pod nogami śpiącego, tworząc malowniczą mozaikę. Druga torba, tylko częściowo rozgrzebana przez anonimowego rabusia, leży w zupełnym nieładzie przy lewym bucie siedzącego. Na wpół leżącego.
Nikita nawet nie czuł jak bardzo był zmęczony...

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skyler
Uczeń
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 40
Dołączył/a : 28/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Pon Lip 29, 2013 3:17 pm

Co on tu robi, skoro mieszka w internacie? Ahh, no tak.. ostatnio po nadużywał sobie ziemskiego życia. Jednak nadal pozostaje pytanie, czemu akurat tutaj i jaki to ma w ogóle związek? Nic trudnego, właśnie miał nadzieję że znajdzie takiego nieszczęśnika jak.. niewinnie wyglądający blondas. Już obserwując z góry westchnął z dezaprobatą. Zniżył lot i wylądował przed złodziejaszkiem. Kto by pomyślał, że na takim porządnym osiedlu jak Mattel mogą wyprawiać się tak prostackie rzeczy, a dla przykładu jedną właśnie zaobserwował. Biedny opryszek nie wiedział co zrobić, trzymając w rękach.. papryki? Anioł aż uniósł brew w lekkim zdziwieniu, ale nijak tego nie skomentował. To już nie jego interes, ale fakt, że ktoś kradnie komuś papryki mimo wszystko był.. intrygujący. No nie ważne, to była właśnie idealna okazja na odkupienie swoich własnych.. błędów? Niee, tego tak nie można nazwać. Po prostu zapomniał się raz czy dwa.. Do rzeczy. Złożył skrzydła, wyjął ozdobny sztylet przypięty do buta i uniósł dumnie głowę. Nawet nie musiał się wysilać, żeby jego cel się odsłonił. Osłupiały człowiek, bo na takiego wyglądał, upuścił porwaną siatkę. Skyler to wykorzystał i szybkim ruchem naciął na jego dłoni kształt krzyża.
- Aby Twoja ręka nigdy więcej nie sięgnęła po cudzą własność. Przyjmij to jako pokutę, grzeszniku. - Drugiego zdania chyba nawet nie usłyszał, bo uciekał w popłochu z krwawiącą dłonią. No cóż, nadawanie pokuty to też obowiązek Anioła, jednocześnie stanowi dobry uczynek, a nawet podwójnie - papryki wrócą do kogo trzeba. Schował sztylet i popatrzył na papryki oraz, jak domniemał, ich dalej niewinnie śpiącego właściciela. Zresztą.. nie było tu nikogo innego, kto byłby w posiadaniu tych warzyw. Anioł podjął porwaną siatkę, z której nie wysypały się papryki, bo te, które uciekły z reklamówki zostawił na ziemi. Podszedł do chłopaka i stał tak dobre pięć minut, ale to nie wystarczyło, żeby go obudzić. Oczywiście, że nie. Zostawić? To znowu ukradną, może nawet nie tylko warzywa a samego chłopaka. Zresztą, nawet jak się obudzi to jak zrozumie ten paprykowy bałagan? Po za tym, jak już coś zaczął, to musi dokończyć.  Odchrząknął głośno, wpatrując się w blondyna, jakby to miało go rzeczywiście obudzić. No dalej.. Niech będzie wdzięczny i ułatwi Skaylerowi... w końcu, jakby nie patrzeć, teraz pracuje i z własnej nieprzymuszonej woli podjął się tego działania. Noo, może to nie do końca prawda, że z nieprzymuszonej.. Nie powinien olewać, a z drugiej strony w inny sposób mógł zadośćuczynić. Niemniej jednak, nie mógł zignorować sytuacji, w której widzi, że komuś się dzieje krzywda. Nawet jeśli bez jego ingerencji Nikita zostałby tylko bez kilku papryk.. Nie ważne, złodziejstwo to złodziejstwo, a Zan'rathyela obowiązkiem jest to tępić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Pon Lip 29, 2013 5:08 pm

Dzieciństwo. Lekcja gry na fortepianie. Powtarzanie tej samej formuły jak mantry, po raz czy trzeci, czy trzynasty... nie ma znaczenia. Jest źle. Nawet on słyszał, że coś brzmiało w tym okropnie, ale nic z tym nie robił - grał cały czas dokładnie identycznie, pomimo karcenia przez właściciela i ojcowskich... odchrząknięć...? Zaraz, zaraz, chyba...
No i przysnął. Nie nie, to mało powiedziane - gdyby to była drzemka, ktoś buszujący mu bezczelnie w torbach zdołałby okradzionego obudzić, tak - potrzebował jeszcze paru minut, może innego układu gwiazd czy czegoś co wzbudziłoby jego niepokój (żeby mógł się obudzić już ze świadomością, że nie jest sam i należy być zaniepokojonym), no i sygnału dźwiękowego. To znaczyło, że już w pełni wpadł w objęcia Morfeusza zanim tak naprawdę obcy anioł przystąpił do swego Dzieła Zbawienia.
Ale, jak już wspomniano, obudzić się musiał z odpowiednią pompą skoro coś mu podpowiadało, że ktoś się na niego gapił kiedy spał. Od tego dramatycznego przekazu drgnął, dość szybko rozchylił powieki i chyba nawet się lekko odruchowo skulił na tej ławeczce, już zasadniczo przytomnie patrząc na obcego.
- Co się... - zaczął i wtedy ujrzał tę ociekającą stoicyzmem, poważną sylwetkę kogoś kto kojarzył mu się z figurą woskową. Czy to były jego warzywa?
- Przepraszam, co robisz z moimi paprykami? - zapytał na wstępie, podnosząc się do zwyczajnej pozycji siedzącej. Odruchowo, zmęczony, przetarł powieki nie mogąc za bardzo odzyskać kontaktu z rzeczywistością, czego nie ułatwił widok rozsypanych papryk pod własnymi nogami. Ponownie zerknął do góry i rzeczywiście - ta siatka którą trzymał nieznajomy, nie była pełna i chyba miała dziurę w jakimś kretyńskim miejscu. Szybko przeanalizował sytuację i doszedł do logicznego wniosku, że raczej nie prześledzi biegu wydarzeń, miał jednak do czynienia albo ze złodziejem, albo kimś kto to żarcie odzyskał. Z obu stron sytuacja trochę niedorzeczna, bo ani nie widział za bardzo złodzieja nagle czującego skruchę po podprowadzeniu marnych kilku warzyw (właśnie sprawdzał kieszenie, nic z rzeczy osobistych nie stracił), ale i ktoś bawiący się w superbohatera i odzyskujący cudze... papryki... serio? To też wydawało mu się cokolwiek przesadzone, heros odzyskujący podprowadzone w czasie snu warzywa. Podrapał się po głowie, patrząc więc na obcego z zakłopotaniem.
- To-to być może są moje papryki - wyjąkał po chwili. - Jeś-jeśli, nie chcę oczywiście osądzać, każdy ma swoje potrzeby, naprawdę, może twoja rodzina jest głodna! Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, oczywiście, ale mam dużo papryk. Mogę odstąpić. Jejku. Może chcesz do nich nieco pomarańczy?
Bo pomarańcze świetnie pasowały do papryk. Ale, na targu dostał ich trzy kilo bo przez chwilę nie gapił się na babkę jak ważyła.
- N-nie chcę żeby to zabrzmiało jakbym się litował, dostałem tego tak... dużo, sam nie przeniosę i w ogóle... - Im bardziej rozwijał, tym bardziej mówił jak potłuczony. W ramach przeprosin gapił się na kogoś, kogo wziął omyłkowo za złodzieja, jak pies który właśnie stłukł wazon i jest mu naprawdę, naprawdę przykro.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skyler
Uczeń
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 40
Dołączył/a : 28/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Pon Lip 29, 2013 6:04 pm

Jak mógł pozwolić mu tak długo na siebie czekać? Niedorzeczność.. ten chłopak nawet nie zauważyłby, gdyby wynieśli go wraz z ławką.. No ale cóż, nie będzie go pouczał, niech robi co chce. Sam powinien na siebie uważać. Skyler nawet nie drgnął od czasu oczekiwania, aż ten się nie obudził. No ale cóż, zachował spokój, cierpliwie czekając. Denerwując się nic by nie wskórał w tym przypadku, a nie będzie jakiejś chłopaczyny szarpał. Więc stał jak ten.. no, z warzywami w ręku, ogólnie papryki były już wszędzie i na chwilę obecną miał już ich dosyć. Nie odpowiedział na jego głupie pytanie, nawet skory był mu je wybaczyć, skoro dopiero wstał i jego papryki w dziwnych okolicznościach są nie na miejscu. Niemniej jednak nie mógł stwierdzić, że zna to uczucie bo nic tak bzdurnego mu się nie przydarzyło. Może to i lepiej. Z trudem jednak powstrzymał się od skomentowania tego. To nawet zaczęło go trochę śmieszyć, ale nie dał po sobie tego zobaczyć. Chłopak dalej się otrząsał, a kiedy Leonrose myślał, że może je mu po prostu wręczyć i odejść, zaczął coś bełkotać. Otworzył szerzej oczy zdumiony pod wpływem wypowiadanych przez blondyna słów. W miarę kolejnych absurdalnych zdań wypływających z jego ust stwierdził, że to wszystko jest po prostu żenujące. Do tego doszło uczucie, które mówiło mu że zwyczajnie nie da rady odejść bez krótkiego wyjaśnienia. A to miało być po prostu szybkie załatwienie tej parodii, żeby nadrobić parę "punktów". Kiedy skończył, a przynajmniej takie miał wrażenie i był zdolny cokolwiek zrobić po tej zadziwiającej i lekko krępującej jego osobę wypowiedzi - wręczył blondynowi jego papryki, a nawet można by rzec że wepchnął mu je do rąk.
- Nie chcę ich. Ktoś próbował Cię okraść, a że przeskrobałem sobie ostatnio, to nawet takie żałosne odzyskanie papryk się liczy. Nie ważne, po prostu je weź. - to się rozgadał. Miał nadzieję, że tyle wystarczy, aby rozwiać jego wątpliwości i podejrzenia. To było zbyt żenujące, ale jak mus, to mus. Nawet jego skrzydła zaczęły jaśnieć, więc rozpostarł je, "strzepnął" jednym ruchem, a pióra ponownie przybrały swój granatowy, chłodny odcień. No i co teraz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Pon Lip 29, 2013 9:35 pm

Obcy spoglądał na niego bardzo wyczekująco. Nikita dosyć dobrze kojarzył to spojrzenie; wyniosłe, zdystansowane, ale i w pewnym sensie autorytarne. Przypominało mu o rodzinnym cieple toteż wewnętrznie się jeszcze bardziej skurczył, niejako zapominając o całym bezsensie tej sytuacji. Dla niego zresztą, wbrew pozorom, wszystko układało się w dość racjonalną, choć żałosną całość, od wyjścia ze szpitala, przez lekkie mdłości od przesadzenia z kawą tuż przed końcem dyżuru, po chwile rozproszenia w dzielnicy handlowej, po których po prostu kretyńsko by się czuł z odrzucaniem części towaru i kłóceniem się o cenę przy każdym straganie. Wreszcie powrót, z poczuciem wewnętrznego i zewnętrznego przeciążenia. Chwila irytacji, że tak się zaniedbał. Przerwa. Wycieńczenie wygrywa z samozaparciem. Albo poczuł się zbyt bezpieczny, albo i to jakoś zbladło w obliczu oferty drzemki wystosowanej przez ławkę.
Rabunek był czymś tak śmiesznie oczywistym, że fakt zrabowania tylko jedzenia wydawał mu się w pewnym sensie przyzwoity. Ale złodzieja ukarano. Zrobił to stojący nad nim niczym wyrok wysłannik boski, który obecnie oczekiwał... na coś, wcisnąwszy mu nieco na siłę resztę papryk. Z niewiadomych przyczyn również, być może z czystej nudy, rozwinął skrzydła i objaśnił ciąg przyczynowo-skutkowy. Nikt zwiesił głowę. To oznaczało, że powinien się ustosunkować... prawda?
- Dziękuję za odzyskanie mojej papryki - rzekł niezbyt przekonująco. - Pojmuję, że... tam, na górze, tak?
Uau. Ojciec nigdy mu nie mówił o tym, jak to było aniołom w Niebie. Mimo że nie powinien mieć takich myśli, przez chwilę poczuł ukłucie zjadliwej nadziei, że przesrane. Z drugiej strony, ten osobnik przed nim ewidentnie chciał wrócić w łaski nieba. Zrazu w Nikicie obudził się chochlik.
- Wedle nauk które przyjmowałem liczą się intencje, które znajdują odbicie w odpowiednich czynach. Miałem stanowczo zbyt wiele tych papryk, ktoś zabrał je, i tylko je, ponieważ potrzebował jedzenia. Podstawowa, ludzka potrzeba. Gdybym go spotkał, pewnie i tak bym mu je oddał. Tym niemniej, dziękuję. Jestem pewny, że gdzieś tam w środku masz dobre intencje.
Ukłonił się lekko i zaczął uporządkowywać cały rozgardiasz jaki się zrobił wokół jego nieszczęsnej ławeczki.
- Mógłbym jednak wiedzieć, co się stało ze złodziejem? Nie chciałbym aby został ukarany niewspółmiernie do przewinienia tylko dlatego, że uciąłem sobie drzemkę na ławeczce.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skyler
Uczeń
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 40
Dołączył/a : 28/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Pon Lip 29, 2013 10:15 pm

Tak bardzo miał ochotę sobie stąd odejść, bo właśnie zastanawiał się nad sensem, którego właśnie było brak w tym wszystkim. Bez wątpienia był pewny w swoim działaniu, więc niczego nie żałował.
- Na jakiej górze? Ahm, nie, tu na dole. - odpowiedział dość niedbale. Za niektóre wybryki na ziemi, w ten sposób musi nadrobić. Zaś forma jakiej użył Nikita określająca Królestwo Niebieskie (nawet niekoniecznie musiał w ten sposób) była tak beznadziejna i gdyby nie siedział tu już trochę czasu, pewnie dłużej zajęłoby mu zgadnięcie, o co chodzi. Może dla takiego blondyna było to oczywiste, ale akurat dla Zan'rathyela nie do końca. W każdym bądź razie nie chodziło tu o tak wyniosłe sprawy, o jakich myślał chłopak. Pewnie by się rozczarował. On nie musi wracać w żadne łaski nieba - on nigdy nie był ich pozbawiony.
- W ten sposób nie można wytłumaczyć złodziejstwa. Jeśli był głodny, mógł poprosić. A jeśli tak bardzo zależy ci na losie tego człowieka, najprawdopodobniej uda Ci się spotkać go o tej samej porze następnego dnia. Wtedy możesz podarować mu te papryki, wszystko mi jedno. Po za tym, jest wiele innych sposobów, aby otrzymać jedzenie i wcale nie opiera się na złodziejstwu. - jest wiele punktów, w których może otrzymać jedzenie nawet nie posiadając pieniędzy, no i może trudno w to uwierzyć - jest mnóstwo życzliwych ludzi. Cała ta rozmowa trochę męczyła Anioła, bo ewidentnie chłopak próbował podważyć jego działania.
- Będzie oddawał zastaw, zwracał to, co zagrabił, postępował zgodnie z zasadami życia, nie popełniając występku, na pewno będzie żył, nie umrze. Ogólnie ma się dobrze. - wątpił, żeby blondas zorientował się, że ten fragment pochodzi z Pisma Świętego. Szczerze, zarzucił tym tylko dlatego, żeby odpowiedzieć w satysfakcjonujący sposób, zdawał sobie sprawę, że może delikatnie wyprowadzić kogoś z równowagi. Nawet zrobił to umyślnie.  Tym oto też zdaniem stwierdził, że nie ma potrzeby dalszej interakcji z blondasem. Wzbił się delikatnie w powietrze i przysiadł na pobliskim drzewie, składając skrzydła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Wto Lip 30, 2013 8:27 am

Właściwie to może miał rację... w końcu, nie należy kraść tą czy inną drogą, a gdyby Nikita rzeczywiście tego potrzebował? Nie, nie. Potrząsnął lekko głową, co sprawiało wrażenie gestu kompletnie wyrwanego z kontekstu. Spojrzał na nieznajomego z lekkim oporem, pakując ostatnie papryki do torby. Kretyńska sytuacja, a jeszcze musiał się ktoś inny zaangażować... to przykre. i trochę bezcelowe.
- Lepiej się pewnie znasz na moralności niż ja - mruknął niezbyt wyraźnie, jego głos nie zdradzał ironii. Uff, dobrze, bo w takich wypadkach zdarzało mu się przypadkowo robić się wręcz sardonicznym, niekoniecznie celowo – coś w podświadomości kazało nie godzić się z porażką. Tymczasem Nikt nie miał zamiaru się kłócić. Nie chciał. Nie powinien. Nie broni się własnych poglądów – asertywność to słowo zastępcze dla agresji a, żeby tej używać, trzeba mieć odpowiednie kompetencje. Po cytacie z Księgi Ezekiela tym niemniej poczuł się dość niekomfortowo. Stary Testament nie był dla niego wyznacznikiem sprawiedliwości, a swego rodzaju fanatyzmu który mocno poświadczał o tym jakim usprawiedliwieniem dla przemocy była religia w, powiedzmy, dawnych czasach.
Wbrew pozorom młodzian był dość świadomy. Tyle tylko, że się nie afiszował z refleksjami. Spojrzał za to na nieznajomego naprawdę pytająco, gdy tylko zobaczył, że ów… stracił chęć na integrację i poleciał w kierunku najbliższego drzewa, na którym to usiadł sobie niczym przerośnięta kawka. Nefilim przyznać sobie musiał, że nie do końca pojmował, uznał jednak, że nie ma co poddawać tego głębszym refleksjom. Dobrze tylko, że złodziejowi nie zrobił większej krzywdy. Z tego, co mówił przynajmniej. Lekarz uznał, że zdrowiej będzie uwierzyć mu na słowo, zasłonił dłoń ustami, ziewnął delikatnie i wstał. Cóż, komu w drogę temu kula w nogę… trochę pokracznie więc chwycił te swoje torby, które już za to bez problemu uniósł, po czym zaczął spokojnie sobie człapać do swojego mieszkanka. Wpół kroku się jednak w pewnym momencie zatrzymał i zadumał.
Ani chybi zrobił złe wrażenie. Dość, że spał sobie na ławce, to jeszcze w reakcji na wyświadczoną mu altruistyczną przysługę był roszczeniowy! Co z niego za impertynencki bałwan, pewnie jeszcze zdenerwował nieznajomego. A potem, proszę sobie wyobrazić, przyjmował go w szpitalu… jak tu potem podejść do lekarza poznanego w takich okolicznościach? Jak wziąć go za osobę kompetentną? Powinien mu to jakoś wynagrodzić. Przystanął pod drzewem.
- Przepraszam… – zagaił nieśmiało. – Ale wydaje mi się, że nie okazałem ci wdzięczności za odzyskanie mojego mienia. Czy mogę to nadrobić przez skromne zaproszenie na herbatę? Lub kawę.
Dalej uważał, że się rozmijali, ale nie chciał robić złego wrażenia. Był zbyt miałki żeby pozwalać sobie na coś takiego jak wzbudzanie kontrowersji!

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skyler
Uczeń
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 40
Dołączył/a : 28/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Wto Lip 30, 2013 1:17 pm

Skayler był pewny swojej racji, chociaż nie jest nieomylny. W tym przypadku zrobił tak, jak trzeba aby nadrobić to, co musiał nadrobić. I tylko to nim kierowało, żeby w ogóle się tego podjąć. Więc wcale nie stracił chęci integracji, on nigdy ich w tym przypadku nie miał, jego intencje nie były zabarwione w tym kierunku. Tym bardziej po tej paprykowej orgii. Dlatego usiadł sobie wygodnie na gałęzi, która na pewno wytrzyma jego ciężar. Czy Skaj zna się lepiej na moralności niż on czy ktokolwiek inny? Nie zgodziłby się w stu procentach, ale nie widział potrzeby odpowiadania. Niech tak sobie myśli. Często wysuwanie zbyt pochopnych wniosków działa ogólnie na szkodę, zaś tym razem - na korzyść Anioła. I niech tak zostanie. Dlaczego tu został? Może znowu natknie się na coś, co wykorzysta, lub gdyby blondyn miał coś jeszcze istotnego do powiedzenia.
No i to był chyba Skaja błąd. Czemu ten koleś musi być tak problematyczny? Kiedy usłyszał, jak ten otwarcie zaprasza go na kawę czy herbatę Zan'rathyel był lekko zmieszany, zakłopotany.. do tego stopnia, że pióra u nasady jego skrzydeł zaczęły różowieć. Wstydliwość? Coś w tym stylu. Skyler doświadczał uciech cielesnych z kobietami i mężczyznami, ale to było takie inne i po prostu mimo świadomości, że może blondas chce w ten sposób wyrazić swoją wdzięczność, nie mógł powstrzymać tej natrętnej pierwszej myśli. Skyler choć chciał, to jakoś nie mógł powiedzieć, że na prawdę nie trzeba. Skrzydła trzymał ciasno złożone, kiedy te dochodziły do normy. Taak, w tej chwili miał nadzieję że chłopak po prostu zrezygnuje i sobie pójdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Wto Lip 30, 2013 2:21 pm

Czyżby się naraził? Mrugnął, starając się uważnie przeanalizować cały ciąg wydarzeń, nie powtarzając jednak od samego początku się działo; chodziło o koncepcję budowania relacji jaka, choć powierzchowna, powstała między jedną postacią a drugą w tych specyficznych okolicznościach. Wreszcie doszedł do wniosku, że jego zachowanie chyba było akceptowalne. Za przysługę w dobrym smaku jest okazać wdzięczność, a uczynienie tego przez okazanie gościnności gospodarskiej to jedna z najbardziej powszechnie poważanych metod. Taka była prawda obiektywna, wpajana mu z racji statusu społecznego w dzieciństwie. W domu zapewne rodzice wciąż więcej czasu spędzali z gośćmi aniżeli samotności.
Tak się ponoć wykształcało jakieś relacje społeczne. Dlatego może przez chwilę stał i czekał na odpowiedź, wewnętrznie dumając, czy rzeczywiście da się to w ten sposób przeprowadzić. Nie, relacja z tą osobą nie wydawała mu się atrakcyjna, ale... warto chyba spróbować. Zawsze trzeba kogoś bardziej poznać żeby tak naprawdę się przekonać, czy należy wybrać niechęć czy szczere zainteresowanie. A tego anioła praktycznie nie znał.
Wreszcie jednak dotarło do niego, że prawda obiektywna swoją drogą, ale musiał obserwować reakcje drugiej osoby. Lekko zwiesił głowę, szukając więc odpowiednich słów żeby, no... zakończyć to? Można tak powiedzieć. Chwilowo nie był jednak pewny czy powinien uciąć to, odbierając rozmówcy czas na odpowiedź (co było nieuprzejme), czy może poczekać na odpowiedź nieco wadząc być może samą swoją obecnością. Tego już nie był pewny. Zaszurał lekko butem po chodniku, szukając odpowiednich słów aby wybrnąć z sytuacji. Nie wiedział jak w swojej głowie zbudował sobie go nieznajomy, jego reakcja była jednak wahaniem między "no nie wiem..." a "spierdalaj". Wyczuwał, że był lekko kłopotliwy w tym momencie. A przecież nie to było jego zamiarem. Chciał rozluźnić atmosferę i dać do zrozumienia, że jest wdzięczny za zrobienie czegoś dobrego dla niego, a nie powodować jakieś zakłopotanie. Dlatego zaczął się gapić na chodnik schmurzony bardzo wyraźnie. Minęło troszeczkę czasu zanim powiedział skruszony:
- Przepraszam, że się narzucam.
A przecież nie chciał. Rany, jakie to by było proste gdyby po prostu zignorował konwenanse, albo najlepiej... zwyczajnie nikogo nie spotkałby. Skończyłby bez papryk i bez problemu.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skyler
Uczeń
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 40
Dołączył/a : 28/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Sro Lip 31, 2013 6:00 pm

Budowanie jakichkolwiek relacji w przypadku Skylera to nie mały problem i jest to bardzo trudne do osiągnięcia. Wymaga od jego strony wysiłku, a od drugiej osoby zdecydowanie więcej cierpliwości. Nie zdziwiłby się, gdyby taki blondyn szybko zrezygnował, jak każdy inny. Z jednej strony ma to plusy, Zan'rathyel oszczędziłby sobie tego kłopotu, jakim są właśnie.. takie sytuacje. Po za tym, nie wyczuwał  jakiś szczególnych chęci od tamtego chłopaka, na pewno chciał to zrobić żeby zachować się w sposób kulturalny "bo tak wypada". I vice versa, tak czy inaczej ten gest był jak najbardziej zbyteczny. Anioł musiałby mieć lepszy humor żeby się na to zgodzić, choć i tak to.. nie w jego stylu. Pokręcił lekko  głową na boki, ogarniając myśli. Przecież Nikita nie będzie stał w nieskończoność czekając na jego odpowiedź.
- Nie mam ochoty. - już nawet nie dbał jak go w tej chwili widzi ten chłopak. Wstał i zeskoczył z drzewa, ruszył niespiesznym krokiem w przeciwną stronę, by w odpowiednim momencie, znikając gdzieś za rogiem budynku wzbić się w powietrze i opuścić osiedle Mattel.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luanne
Uczennica | Pionek | Kelnerka w Aoi Sakana
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 16
Dołączył/a : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Pią Sie 02, 2013 9:20 pm

Długie, szare i nudne chodniki. Niby to nic takiego interesującego, a jednak coś sprawiło, że i Lu tutaj zawitała.  Chociaż może nie był to celowy zamiar, a po prostu stawianie kroku za krokiem w zamyśleniu i przypadkowe trafienie tutaj? W końcu każda droga dokądś prowadzi... Więc wystarczy troszkę zamyślenia a już lądujemy w całkowicie nie znanym miejscu. Jakby się zastanowić, tak właśnie teraz się zdarzyło, gdyby nie fakt, że Lu już kiedyś zdarzała się stawiać tutaj swoje kroki.
Różowo włosa panienka stąpała delikatnie z nóżki na nóżkę, praktycznie bez większego hałasu. Jedynie to buty, dzięki którym była nieco wyższa, od czasu do czasu otarły się chodnik wywołując cichy i krótki szmer. Pięknie. - przewinęło się przez myśl panience. Bynajmniej nie było to określenie wyglądu okolicy, bo ten nie bardzo przypadł jej do gustu. Chodziło raczej o samą atmosferę. Nie widziała w koło ani jednej żywej duszy. Zero hałasu. Nic tylko spacerować licząc na to, że dalej tak pozostanie.
Przez dłuższą chwilę, towarzyszył jej tylko podmuch wiatru co jakiś czas. Było ciepło aczkolwiek ów wiaterek przyprawiał Lu o małą gęsią skórkę.
Powiadają, że wszystko kiedyś się kończy. Nawet w tak błahej sprawie jak spacer. Dziewczyna miała skrytą nadzieję, że nadal nie spotka nikogo na swojej drodze. No, wiadomo, że nawet jakby spotkała, to nie musi nawet się na ów osobę patrzeć, no ale jedna to by zaburzyło cały klimacik, a to mało kto lubi, prawda? Stało się. Jakaś istotka znalazła się przed Luanne. Mając na myśli "przed" mam na myśli dość sporą odległość kilkunastu metrów. Nastąpiło krótkie zawahanie ze strony dziewczyny, czy aby na pewna chce iść dalej, jednak szybko odrzuciła jakiekolwiek namysły i wznowiła spokojny krok.
Nie minęło wiele czasu, a Luanne już chciała wymijać osobnika, który stanął jej na drodze. Wszystko by szło po jej myśli, gdyby nie jeden mały fakt, który ją zaciekawił. Po co mu tyle jedzenia, rany. Najprościej było by to po prostu zignorować i iść dalej, czy chociażby zapytać. Ale po co. Lepiej stać jakby obok, być wyraźnie zauważalną i patrzeć się dziwnym wzrokiem na nieznaną istotę i ekwipunek jaki ma aktualnie ze sobą. Luanne zapewne wyglądała w tym momencie nieco dziwnie, jednak jednocześnie jakby sama nie widziała w swoim zachowaniu niczego złego.
Każda inna osoba zapewne w tym momencie zapytała się o intrygujący ją fakt, czy sobie poszła, ale ona stała dalej i latała wzrokiem z twarzy osobnika na zapakowane jedzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Sob Sie 03, 2013 6:37 am

Nieznajomy potrzebował przeszło pięciu minut na odpowiedź. Oznaczało to dla Nikity nieco trudną pozycję, nie zważając bowiem na to, że cała garść warzyw, dodajmy - niezapakowanych bo przecież torba była rozerwana, to wszystko ciężko było utrzymać w rezonie, ale o coś innego chodziło. Lekarz zawsze posiadał zakodowany w głowie odpowiedni kod, gdy przychodziło do etykiety. Czasem korzystał z niego nieco koślawo, ot, kwestia niezbyt dużej pewności siebie przez którą nierzadko gubił słowo, czy musiał się poprawić bo z podenerwowania coś przeinaczył, ale zazwyczaj miał konkretny plan na to jak postępować. Inaczej się zdarzało niefortunnie kiedy ktoś się do tej etykiety nie dostosował w konkretny sposób, to bowiem pozostawiało go właśnie w pozycji kołka czekającego na odpowiedź od kogoś, kogo już dawno przestał interesować na tyle aby chciało mu się choćby wzrok na niego skierować. Troszeczkę nieprzyjemna myśl się pojawiała, że w gruncie rzeczy kończył wtedy zniechęcając do siebie samym swoim "jestem", a potem zastanawiał się ponuro, co tak naprawdę było z nim nie tak. A potem dochodził do wniosku, że nie miał pojęcia.
Jego umysł pozostawał kompletnie pusty, kiedy przychodziło do kształtowanie zdrowo relacji z innymi. Mechanizm obronny, który przerodził się w kulę u nogi. Całe życie prowincjonalnego lekarza.
Pokiwał mu lekko głową na pożegnanie. Co innego miałby zrobić? Ten gest był już zupełnie ciasny i prywatny, Nikt wiedział już bowiem, że stał się niezauważalny. Czasem dochodził do przewrotnego wniosku, że szpiedzy powinni zakładać maskę podobną do jego własnej. Nie byliby brani za podejrzanych.
Traktowałoby się ich jak kretynów.
Nikita zwiesił wzrok i westchnął, finalnie w myślach żegnając się z obcym. Mocniej zacisnął palce na paprykach i zebrał się już w myślach, żeby iść dalej. Naprawdę. Chwilę poczekał tylko dlatego, że nieznajomy poszedł w kierunku w którym był właśnie jego blok, a nie chciał, żeby tamten się poczuł jakby ktoś za nim podążał. Ot, skromna kurtuazja która zapobiegała dalszym trudnym sytuacjom towarzyskim. Zresztą, ogólnie nie powinien się narzucać. Dlatego też finalnie, po chyba siedmiu minutach stężałego stania w miejscu, powziął decyzję i ruszył do przodu. Był to jednak krok, może dwa, nim nie przystanął, lekko nie zbladł i nie obrócił się w lewo.
Cofnął się delikatnie, patrząc na postać naprzeciwko. Gapiła się na niego; oznaczało to, że nie chodziło o nikogo innego (gratulacje, geniuszu) czyli, że on był w centrum uwagi, czyli... d-dlaczego? Wewnętrznie wpadł w konsternację taką, że przez moment przyszło mu do głowy aby rzucić wszystko w diabły i po prostu stamtąd zwiać. Nie.
- Cz-czy w czymś mogę pomóc? - zająknął się, mimowolnie stawiając krok w tył i robiąc minę zbitego psa. Tego już nie zauważył. W swojej głowie chciał z całych sił wykształcić naturalny obraz osoby, która by się zachowała zupełnie normalnie w tym momencie a nie jak sarna zapędzona w ślepy zaułek. Ale, to chyba instynkt...

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luanne
Uczennica | Pionek | Kelnerka w Aoi Sakana
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 16
Dołączył/a : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Sob Sie 03, 2013 12:48 pm

Lu zawsze wzbudzała różnorakie reakcje czy zachowania, jednak nigdy nie potrafiła sobie w główce poukładać dlaczego. Przecież nic takiego nie zrobiła. Czy wpatrywanie się ślepo w osobę, którą pierwszy raz się widzi na oczy jest czymś złym? No nie wydaję mi się... Tym razem panienka miała wrażenie, że przestraszyła, czy tam spłoszyła, speszyła czy tam cokolwiek innego, nie wiele wyższego osobnika. Podobno jak jest się wyższym to i jest się odważniejszym. Chociaż w przypadku Luanne nie miałoby to sensu, bo ją mało co może przyprawić o dreszcze, a liczy sobie zaledwie 168 centymetrów wzrostu. Bez swoich butków na platformach, rzecz jasna.
Minęła dłuższa chwila, kiedy panienka wpatrywała się swymi szklanymi oczkami, bez najmniejszego drgnięcia. Zgodnie z ogólnie przyjętą kulturą, powinna cokolwiek odpowiedzieć. Ewentualnie nie marnować, pewnie cennego czasu napotkanej osóbki.
- Proszę mi wybaczyć marnowanie pańskiego czasu jak i mą bezpośredniość, jednak intryguje mnie pewna rzecz. - powiedziała powoli, jednak na jednym oddechu. Nawet wypowiadając te słowa, które może nie bardzo były dobrane, jej twarz nie zmieniła wyrazu twarzy. Jedynie usta delikatnie się poruszały wymawiając kolejne słowa i grzywka, którą lubił bawić się wiatr. Jednak nadal trzymała się zdania, że wyglądając nieco strasznie z tym swoim wyrazem twarzy bez emocji, a może po prostu dziwnie, wygląda idealnie, nadal jakby była z porcelany.
Poprawiła jedną dłonią plecak, który spoczywał na jej plecach. Nastąpiła która chwila ciszy. Nie wiedziała czy ma czekać na jakąkolwiek odpowiedź, czy kontynuować swoją mowę. Po paru niedługich chwilach postawiła na drugą opcję.
- Czy ma Pan w domu piątkę wygłodniałych sierot, które nader wszystko uwielbiają paprykę? - powiedziała z niezmiennym wyrazem twarz, przez co słowa brzmiały całkiem serio. Z resztą jak wszystko z jej ust. Dlaczego zwróciła się na "pan", skoro postać nie wyglądała na wiele starszą? Zasada pierwsza. Zachować dostojność w każdym momencie. Sama zawsze kochała, gdy nazywano ją panią, ewentualnie panienką. Czułą się wtedy wielka i wpływowa, choć wiadomo jak to jest na prawdę.
Znów zapadłą ta wszystkim doskonale znana cisza. Lu stała z powagą na tych swoich chudych nóżkach, oczekując zadowalającej ją odpowiedzi. Jedynie na jej ustach pojawił się mały, nieznaczący ruch, dzięki któremu jej twarz wyglądała nieco pogodniej. Jeżeli można tak to nazwać. Pogodna powaga, jakkolwiek można to zrozumieć.


Ostatnio zmieniony przez Luanne dnia Sob Sie 03, 2013 4:45 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Sob Sie 03, 2013 3:43 pm

Ach, być może gdyby wiedział jak prozaiczne było przesłanie tego spotkania w jej głowie, przypuszczalnie wtedy by się uspokoił. Nie czytał jednak w myślach, a nawet gdyby posiadał taką umiejętność, przypuszczalnie schowałby ją gdzieś głęboko aby nie naruszać cudzej prywatności, czego dopuszczenie się uznałby za zwycięstwo paranoi nad zdrowym rozsądkiem. Dlatego też jej intencje były mu zupełnie obce, tymczasem faktem pozostawała skromna, zupełnie jednak obca postać przeciętnie wysokiej dziewczyny która wpatrywała się w niego z lekko psychopatyczną intensywnością. Owszem, uznał ją za nienaturalną tak szybko, jak tylko pojął, że w ogóle jest obserwowany a wtedy już zdążył lekko ruszyć się z miejsca aby opuścić wreszcie to przeklęte przejście. Dlatego też, cóż, standardowo dla siebie co nieco struchlał.
Zazwyczaj sylwetka postaci która tak go zaskakiwała, nie uspokajała go. Nie widział ukojenia w widoku małego, krucho prezentującego się dziecko, ale i nie denerwował go bardziej obraz szafy dwa na dwa z tatuażem swastyki na czole. Zasadniczo w tym pięknym mieście wszystko i wszyscy mogli być równie niebezpieczni. Ani więc różowe jak landrynki włosy, ani drobna postura, ani świdrujące go intensywnie wzrokiem różane oczy nie sprawiały, że chciał wyłączyć wewnętrzny alarm w swojej głowie. Odezwał się więc, żeby przełamać dojmującą ciszę otaczającą go, w jego mniemaniu wręcz osaczającą. Okoliczności były zupełnie inne jak spotkania z poprzednim bezimiennym, w jego wypadku już jakby sobie odpuścił od samego początku kiedy tylko zdał sobie sprawę, że tamten stał jak słup soli i czekał aż młody doktorzyna się obudzi.
Tutaj rozmowa była tylko buforem.
Odezwała się niezwykle kurtuazyjnie, co wbrew wszelkiej logice trochę go uspokoiło. W myślach ciężko westchnął, nawet pojawiła się w jego głowie taka abstrakcyjna uwaga, że przecież elokwentni nie atakują z zaskoczenia. Są znacznie bardziej subtelni. Wewnętrznie się uśmiechnął do tej ponurej ironii, którą się jednak nie podzielił z nieznajomą. Mogła jednak ujrzeć cień jakby ulgi na jego twarzy, kiedy odezwała się w sposób który najwidoczniej po prostu był dla niego dość naturalny aby się skojarzyć z czymś uspokajającym. Dlatego może zaczął trochę niepewnie, ale już z lekkim, nieśmiałym uśmiechem na twarzy:
- Ależ bynajmniej. Dzień dobry, proszę panienki - Lekko się ukłonił. Jedna z papryk niebezpiecznie się zachybotała, niemalże tracąc równowagę. To był moment grozy... opanował go i słuchał dalej, dość uważnie, starając się obserwować słuchaczkę dość uważnie. Z drugiej jednak strony Nikita doskonale wiedział co i tu dyktowała etykieta: nie przytłaczać swojego rozmówcy wzrokiem. Jego intensywnie niebieskie oczy więc obserwowały ją, owszem, ale nienachalnie. Nie przerywał jednak kontaktu wzrokowego; przemawiający nie musiał świdrować spojrzeniem partnera, ale słuchacza obowiązkiem było okazać dość uwagi swojemu rozmówcy aby go zachęcić do dalszego prowadzenia dialogu. Tę zasadę też znał. Uprzejmie więc oczekiwał, kiedy ona zbierała w sobie pytanie.
Którego treść go wprawiła w zakłopotanie. Niepokój niemalże prysł i doktor poczuł się zwyczajnie kretyńsko, w tym momencie bowiem nieznajoma zupełnie nieświadomie obnażyła jego kompletną niezaradność w tak prozaicznej czynności jak robienie zakupów. Oczywiście nie mogła mieć pojęcia dlaczego, ale jego biedna głowa uwielbiała teoretyzować: dla niej był już nieudacznikiem. W sumie, powinien się przyzwyczaić, skoro daleko od prawdy by się to oskarżenie nie znalazło... westchnął.
- N-nie, choć... - Znowu się zająknął! - Chyba by się przydały...
Ach, jak bardzo w tym momencie żałował, że złodziej nie pospieszył się i nie zdołał uciec przed tym aniołem! Jak bardzo byłby teraz wolny od problemów. Stał bowiem w tym momencie, zaczepiony przez kogoś z powodu własnego kretynizmu, jednocześnie zakłopotany i speszony pytaniem którym go obdarzono, ale i rzeczywiście dość poważnie zamyślony nad kwestią papryk. Bo naprawdę nie miał ich jak przerobić. Kwestię oddania ich zupełnie obcej dziewczynie potraktował jak irracjonalny banialuk. Nie chciał być traktowany jak wariat, starczyło mu już uszczerbków na jeden dzień.
Uszczerbków, phi. Ach... uwielbiał dramatyzować.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luanne
Uczennica | Pionek | Kelnerka w Aoi Sakana
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 16
Dołączył/a : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Sob Sie 03, 2013 4:45 pm

Dziewczyna całą sytuację obserwowała z klasycznym dla siebie zainteresowaniem. Tak, słuchanie, gdy ktoś do niej mówił, to było coś co lubiła. O dziwo, bo wydawać się może, że jest typem osoby, którą wszystko drażni, nawet byle błahostka. A tu jednak niespodzianka, proszę państwa! Jednak prędzej czy później zorientowała się, że mimo, iż początek dialogu odbył się według niej poprawnie, coś tu nie gra. Tylko jednak co? Ona sama uważała, ze była grzeczna, uprzejma i zachowała wszystkie zasady dobrego zachowania. Więc co sprawiało, że, być może, przyszły rozmówca był jakby... speszony? Jak zwał tak zwał. W każdym razie Lu miała wrażenie jakby znowu coś zepsuła swoim zachowaniem, wywierając złe wrażenie. A przecież starała się aby tak się nie stało. Na jej twarzyczce można było ujrzeć jakby zirytowanie, jednak nie chodziło tu o zachowanie napotkanego. Chodziło tutaj o jej zachowanie, bo miała wrażenie, ze to ona jest tu winna. Co dla każdego normalnego tak właśnie było.
Twarz panienki krzywiła się, bo w tym momencie w jej głowie panowało mnóstwo myśli. Ot, taka mina zamyślenia czy czegoś takiego. Chciała wybrnąć z tej, jak dla niej, irytującej sytuacji.
O czym rozmawia się z nieznajomymi? O pogodzie? Cóż, bynajmniej nie o paprykach... No chyba, ze znajdowali by się na targu, przy stoisku z ów paprykami. Ale nie można zapomnieć, że otoczenie w żadnym, nawet najmniejszym stopniu targu nie przypomina. Szare, nudne osiedle. Po prostu. Więc o czym można tutaj gawędzić?
Jednak chyba najpierw przydało by się naprawić pierwsze wrażenie. Po krótkim namyśle, w tymże właśnie momencie Luanne wyprostowała są twarzyczkę, odgarnęła dłonią grzywkę, która spadała jej do oczu, które z resztą nieco przymknęła, by nie był aż takie duże i nieco opuściła ramiona, tym samym je rozluźniając. Dzięki paru, niby nic nieznaczących gestach jej wizerunek zdawał się być nieco przyjaźniejszy. Dziękować niebiosom, że jej skrzydła były niewidoczne, bo znając życie, mogły by tylko pogorszyć niezręczną sytuację. No, to teraz można przejść, do tego, co można powiedzieć w takich sytuacjach.
Ładną mamy dziś pogodę. Fajne buty. Przepraszam, która godzina? Różnorakie zdania, myśli czy stwierdzenia szybko latały jej w głowie. Tylko szkoda, że każde wyjście odrzucała. Wydawało jej się z byt nieodpowiednie. Z resztą... Czy można palnąć coś gorszego niż pytanie o pięciu głodnych sierotach?
- Um... Rozumiem. - w końcu powiedziała, choć nie do końca z prawdą.
- To może ja bym mogła w czymś pomóc? - dopowiedziała, głosem jakby się z choinki urwała. Ale jest jeden plus! W swojej różowej główce była pewna, że to było dobre pytanie. Nie do końcu potrafiła sobie przypasować, w czym miała by pomóc, ale skoro On też tak zapytał, to może nie jest to nic dziwnego? Choć... Z drugiej strony, jej chęć wyrobienia sobie dobrego wizerunku może być nietaktownie odebrana. Eh... Głupia.
- Ale bezdomnych sierot nie załatwię. - dorzuciła jeszcze szybko, jakby jej pomoc miała się do tego ograniczyć, bo nie uważała za coś dziwnego trzymanie bezdomnych dzieci w domu, nie no skąd...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Sob Sie 03, 2013 5:13 pm

Sytuacja niezręczna. O czym Nikita pojęcia nie mógł mieć to, że w tym momencie szlachetnemu urokowi zakłopotania uległa tak jedna, jak i druga strona trochę dziwnej konwersacji jaką to prowadzili. On się przestraszył, potem speszył aby wreszcie się zawstydzić, a ona się zadumała. Dopiero po chwili przetwarzania danych do jego skromnej, genialnej główki dotarł przekaz, że była to najzwyczajniejsza w świecie konsternacja. Nie tylko on nie miał pojęcia co ma powiedzieć. Ona również. O Eureko, najwyraźniej trafił na osobę w pewnym sensie pokrewną umysłem.
Biedna ona! To niemądre mieć podobny schemat myślenia do jego włas... nie, tak daleko we wnioskach nie powinien się posuwać. Wystarczy skromna konstatacja, że stojące naprzeciwko niego dziewczę okazało się w pewnym sensie analogicznie zagubione w kontekście rozmowy. Wspaniale. Poczuł głęboką, rozchodzącą się po trzewiach ulgę ale i wyzwanie. Jeśli miał naprzeciw siebie postać dla której prowadzenie konwersacji okazywało się podobnym wyzwaniem co dla niego... to... jak to ujmował brat?
Jeśli kiedyś trafisz na tak małomówną dziewoję jak ty, masz przejebane. Wasza rozmowa miałaby mniej słów niż ja podczas snu.
Tu się nie mylił bo potrafił gadać przez sen jak najęty. Ech... zajmij łeb mniej dołującymi sprawami. Jak z tego wybrniesz?
Ale spoko, doradzę ci jak wystartować!
Na momencik się spiął aby się ponownie rozluźnić. Nie był to najlepszy moment, bo wtedy właśnie się wypowiedziała. Pewnie wyglądało tak, jakby stanął na szpilkach na dźwięk jej głosu, a tu nie o to chodziło. Byłby się podrapał po głowie z zakłopotaniem, w ostatniej chwili jednak się powstrzymał, czując ciężar trzymanych trochę nieporadnie warzyw. Ona też się zreflektowała. Zaoferowała pomoc. Jakie to miłe pytanie! Gdyby nie naturalna nieufność z jaką traktował obcych po paru nieprzyjemnych doświadczeniach w Stangradzie, przypuszczalnie coś by w nim w tym momencie odtajało, bo to pytanie zawsze miało dla niego jakiś taki urok i naturalne, niewymuszone ciepło kiedy się pojawiało jako tak bardzo niesprowokowane. Ale, nie. Czego się nauczył to dystansu.
- N-nie śmiałbym o nic prosić - Trochę się przymusił do uśmiechu, chociaż wyszedł mi raczej naturalnie. Chciał wyglądać w miarę tak, jakby to była rutynowa rozmowa. Haha, rzekł umysł nie bez sarkazmu.
- Chyba, że chce panienka trochę papryki - rzucił żart już znacznie swobodniej niż poprzednią wypowiedź, jakby zachęcony tym, że się przełamał wewnętrznie i odezwał. Powinien poczuć się pewniej. Dziewczyna była definitywnie od niego młodsza, ewidentnie sama odczuwała to jak sytuacja była dziwna i przypuszczalnie poczuła się z tego powodu zagubiona. A to oznaczało, że ciężar prowadzenia rozmowy spadał na niego. Był de facto starszy, miał facetem, powinien mieć "te jaja". Skromnie się zazwyczaj przyznawał do ich braku (metaforycznie), ale tu sytuacja była inna. Dobra, powinni się ruszyć z miejsca. Po jej wypowiedzi zainicjuje przynajmniej krótki spacerek. Oj, spacerki to była standardowa formuła.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luanne
Uczennica | Pionek | Kelnerka w Aoi Sakana
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 16
Dołączył/a : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Sob Sie 03, 2013 5:47 pm

Panie i panowie! Sytuacja opanowana! Dobra, taki żarcik. Sytuacja nie była może opanowana, jednakże przybrała lepszy bieg. Tak, zdecydowanie lepszy. Tak by się mogło wydawać. Przydałoby się teraz jakieś czytanie w myślach czy inny bajer, który raczyłby pomóc. A Lu najzwyczajniej w świecie aż taka zdolna (samoocena to ważna rzecz w końcu!) nie była. Jednak jej zdolność wyciągania wniosków, i zadanie odpowiedniego pytania najwyraźniej było strzałem w dziesiątkę. Bo jednak miała wrażenie, że to było dobre pytanie. Dobre do sytuacji... Bo jednak zazwyczaj słabsza osoba nie proponuje pomocy silniejszej, a jeżeli już - wygląda to co najmniej zabawnie. Ale liczą się chęci, prawda? Prawda! No i tu nie były tylko chęci a i jakiś skutek, no proszę. Miała wrażenie, ze rozmówca nieco się uspokoił. Jednak Lu nie wydawało się, ze to dobry moment do triumfu, bo atmosfera nadal wyglądała na napiętą, co prawda mniej niż wcześniej, więc jest postęp!
Panienka wyraźnie widziała, że sytuacja zmierza ku dobremu kierunkowi, jak to jej się wydawało, więc nie zamierzała tego zaprzepaścić. Tylko jak? Czy przy jej charakterze jest to aby na pewno możliwe? Cóż, w jej wypadku jest po prostu ta bariera, że nie za dużo mówi podczas rozmów, toteż nie wie, jak one powinny wyglądać, co wiąże się z tym, że często wychodzi na przesadnie dziwną. (Nie, tu wcale nie chodzi o jej dziwne, nieco psychiczne zachowanie momentami....)
Nie jestem przecież słaba. - przeleciało jej przez myśl, gdy jednak nie było w czym pomóc. Jakby zastanowić się trochę dłużej, niż dwie sekundy, można było zobaczyć, że nawet rozmówca ma mały problem z niesfornymi warzywami. I dziurawą siatką.
Po kolejnej chwili, jednak tym raczej o wiele krótszej niż poprzednie, jej blada twarz wydała się być bardziej rozpogodzona.
- Um... Podziękuję. - powiedziała niepewnie, aczkolwiek miło. Choć to wcale nie znaczyło, że nie zrozumiała żartobliwego kontekstu!
- Ale zawsze mogę parę ponieść. - upierała się przy chęci pomocy. Miała wrażenie, że to sprawi, ze będzie dobrze widziana. Ach, te jej myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Sob Sie 03, 2013 8:54 pm

No... cóż, na razie przynajmniej sprawy szły do przodu. Zauważył, że był progres, chociaż nadal miał wrażenie jakby stąpał po polu minowym (sądząc z jego zachowania, nie bardzo ukrywał ostrożność zbliżoną do sapera-siusiumajtka) to już się wydawało, że przynajmniej wydarzenia uczepiły się jakiejś logiki. A to oznaczało ogromne zmiany w porównaniu do wręcz metafizycznej w swojej nieporadności poprzedniej konwersacji. Dlatego może Nikita powoli zaczął wreszcie dostrzegać, że czas przejść do tego etapu, kiedy tak naprawdę zaczynał spotkanie z kimś uważać za zalążek zwyczajnej rozmowy. Była to raczej rzadka sytuacja; do komunikatywnych nie należał, a i nie chciał nikogo, szczególnie ostatnio, przytłaczać za bardzo tonem swoich wypowiedzi. Tego typu sytuacja mogła być dobrym sprawdzianem jego umiejętności i potencjału w kierunku powrotu do społeczeństwa.
I wiedział doskonale, że na razie radził sobie średnio. Nie oczekiwał od siebie zbyt wiele i w tym wymiarze takiego osobistego pesymizmu była to raczej optymistyczna wieść, tym niemniej sam zdawał sobie sprawę z tego ile mógł sobie w tym momencie zarzucić. Na razie nie miał żadnych obiekcji za to co do rozmówczyni; choć niezbyt pewna tego co mówiła, starała się utrzymać rozmowę (nie do końca zazwyczaj pojmował motywacje takich inicjatyw, ale cóż - ponoć tak się buduje relacje) pomimo jego czasem trochę zbyt wycofującego się tonu czy używanego kodu niewerbalnego, przetrzymała to, ba, zaoferowała się pomimo że mogła to wszystko puścić zupełnie płazem. Wypomnieć, ujmując to wprost - debilizm jego pozycji, po czym zapomnieć o całej sytuacji stawiając już pierwszy krok w kierunku jej miejsca docelowego. Czego nie zrobiła. Mogło to wzbudzić pewne podejrzenia u paranoika i rzeczywiście, Nikicie trudno było się z umysłu pozbyć leniwie pulsującej, pomarańczowej diodki, ale starał się działać nie tyle wbrew jej obecności, co pomimo jej. To oznaczało, że gdzieś tam, w środku, wciąż pozostawał czujny. To się raczej miało przez dłuższą chwilę nie zmienić. Bo z nią nie było nic nie w porządku, ale musiał brać pod uwagę dane statystyczne. Po prostu.
Pierwsza odpowiedź była dokładnie tym, czego by się spodziewał, czyli spokojnym zaprzeczeniem bo raczej nie oczekiwał, że dziewczę przyjmie papryki. Nie wyglądała na biedną. Miała bardzo zadbany, dziewczęcy ubiór i dało się dostrzec dbałość również w takich aspektach jej urody jak włosy czy twarz. To wiodło Nikta do wniosku, który wykluczał pewną grupę zainteresowanych. Nie była zdesperowana. Nie było tej nerwowości w jej ruchach, tego swoistego zniecierpliwienia, nie wyglądała na biedną... niezbyt optymistycznie sobie przyznał, że, gdyby miał być z nią problem, to z najgorszego możliwego powodu. Czysta, radosna, niewymuszona psychopatia. Uwielbiał to, co gnieździło się w każdym a u nielicznych wybrańców zdołało się wykluć, w nielicznych przypadkach sprowokowane przez traumę, zazwyczaj zaś - przez umysł danej jednostki. I ta plaga dotyczyła każdego, od najgłupszego biedaka do najwyższych rangą, nawet... dyktatorów. Och, zabawny żart. Gdyby mu czytano w myślach, właśnie dostałby kulką w łeb!
Przecież psychopaci to paranoicy.
Na jej naleganie uśmiechnął się bardzo niepewnie bo, cóż, jako facet nie powinien prosić o pomoc.
- Nie... nie powinienem - Właśnie ucinał sobie po raz kolejny te jaja. - Ale chociaż te trzy które blokują mi prawą rękę...
Zakłopotał się przy okazji tego zdania tak bardzo, że na jego bladych policzkach pojawiło się kilka czerwonych jak flagi niesione przez Krasną Armię wypieków. Spojrzał gdzieś w bok.
- M-może pójdziemy w k-kierunku klatki, p-proszę panienki - wyjąkał. No, mistrzu, spierdoliłeś.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luanne
Uczennica | Pionek | Kelnerka w Aoi Sakana
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 16
Dołączył/a : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Sob Sie 03, 2013 11:30 pm

Rozmowę (uznajmy, ze tak to można nazwać, bo w końcu jakakolwiek wymiana zdań tutaj następuje!) można uznać za rozpoczętą właśnie jakoś w tym momencie. O ile nie będzie ona nadal wyglądała jak nieporadna wymiana zdań. To nie było tak, że Luanna była ot introwertyczką... Nie... Nie o to tutaj chodzi. Jej instynkt "by przetrwać" polega na nie wplątywanie się w jakiekolwiek, nawet te najmniejsze relacje między ludzkie. Stara się ich unikać, a ludzi wykorzystywać jedyne do swoich celów. Tak więc wiadomym jest, że jej pierwsza, dłuższa rozmowa, która nie opiera się na interesach, a na ot błahostce, nie będzie jakaś wybitna. Tak więc mogłaby po prostu się tutaj rozgadać, przejąć inicjatywę i tak dalej, i tak dalej, zagadać na śmierć. ALE. Ale to nie leży w jej naturze... Gdyby od tego zależało jej przetrwanie - dopiero wtedy może by się do tego posunęła. Ale w tym momencie nie widziała jakiegokolwiek zagrożenia. Ewentualnie potknięcie się o własnego buta.  No i... Co by tu nie mówiąc - jak by t wyglądało, jak byłaby widziana? Pewnie jeszcze gorzej niż teraz. Spokojnie wracasz sobie prawdopodobnie do domu, jesteś zmęczonym, a tu ni stąd ni zowąd zza rogu wypada Ci nieznana istotka, która zaczyna gadać i gadać o czymś, co ani trochę nie jest interesujące. Hm? Więc chyba lepiej, że prawie nic nie mówi, jakby miała mówić za dużo. W tym wypadku nie sprawdza się zasada "lepiej za dużo, niż za mało". Zaś rozmówca (skoro uznajemy, że rozmowa się już rozpoczęła, to można uznać, że ów osobnik jest rozmówcą - logiczne) wydawał się być albo ów introwertykiem, albo Lu swoim zachowaniem go zraziła do siebie, albo jest po prostu tak zmęczony. Najbardziej prawdopodobną opcją dla różowowłosej była opcja numer dwa - zrażenie się do niej. W końcu już parę takich przypadków było, więc co się dziwić. Może teraz, nie wyglądała jakby uciekła z psychiatryka, jednak na początku pewnie tak własnie wyglądała, co zrobiło złe pierwsze wrażenie... A podobno t jest najważniejsze. Zwłaszcza, że rozmówca jest ostrożny i dmucha na zimne. Wtedy, to już w ogóle. Jednak nasz upadły aniołek nie ma daru czytania w myślach, wiec pozostaje jej tylko się domyślać.
Usłyszała odpowiedź (dziwne, żeby miała jej nie usłyszeć). Jej wąskie usta wygięły się w minimalny uśmiech, który O DZIWO był szczery! To się chyba nazywa dobrym uczynkiem. Ta... To robią anioły żeby nie upaść. - pomyślała nieco prymitywnie, co nie znaczy, ze źle, bo trochę prawdy w tym było. Tak troszeczkę.
Bez chwili namysły wyciągnęła swoje dwie, chudziutkie, białe dłonie i sięgnęła po jedną paprykę. O jedną przeszkadzającą paprykę mniej! Wzięła ją, po czym się jej przyjrzała, trzymając ją niedaleko małego nosa. Smacznie wygląda. Po czym po chwili z wielką delikatnością umiejscowiła ją w swoim plecaku. Tak, ta była dla niej. Już nawet pominęła pytanie, czy mogłaby jedną wziąć. Uznała, że będzie mogła, więc po prostu zaoszczędziła czas. Równie dobrze, Luanne może zastąpić jedną z sierot, która mogłaby tą paprykę dostać, jeśli znalazłaby się w mieszkaniu nieznajomego. Gdy tylko jej plecak z powrotem wylądował na prościutkich plecach, wyciągnęła dłonie po kolejne trzy, które blokowały dłoń tragarza papryk. Tak sobie na razie nazwała nieznajomego, jednak nie był to zły kontekst. Uznała to za żartobliwe określenie, którego nikt inny znać nie musi.
Przez mniej więcej  sekundę wpatrywała się w papryki, które trzymała w dłoniach, po czym poleciała wzrokiem na twarz rozmówcy. Zauważyła na niej coś w stylu zakłopotania, czy coś takiego. Nie odebrała tego źle, bo zdawała sobie sprawę z tego, jaka czasami bywa... Stawiając, rzecz jasna, że to o nią chodzi... W każdym razie, ona tak też myślała. W celu ukazania dobrych intencji starała się powiększyć swój mały uśmiech. Troszeczkę się udało, nie jej to oceniać. Miała jednak nadzieję, ze jej twarz nie wygląda jakoś nienaturalnie. Ona z uśmiechem - rzadki widok. Że też jej mięśnie odpowiedzialne za niego jeszcze istnieją!
- Z chęcią. - odrzekła po następnych słowach.
- Gdzie dokładnie? -  zapytała już odwracając się na pięcie, w kierunku, w jakim stał mężczyzna. Podobno nie ładnie się odwracać od rozmówcy, jednak ona wszystko usprawiedliwiała sobie, że dzięki temu, inni mogą podziwiać jej długie włosy, którymi lubi bawić się wiatr. Ach, ta samoocena. Teraz tylko czekała na kroki tymczasowego towarzysza, nie ruszając się na razie z miejsca. Wydawać by się mogło, że zaczęła zachowywać się niezwykle pewna siebie. Podobno to nic złego, jednak miała nadzieję, że i osobnik obok się nieco ośmieli. Ona nie chce się w końcu narzucać swoim zachowaniem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Nie Sie 04, 2013 6:52 am

Nikita od młodości unikał rozmów. Były czynnikiem rozpraszającym; kiedy chciał się na czymś skupić lub coś porobić, nigdy mu nie pomagało to, że ktoś stał i się odzywał prosto nad jego uchem, także nie miał za bardzo ochoty sam czegokolwiek artykułować. Zawsze praktycznie więc uchodził za małe, ciche i dość rozkoszne dziecko które miało dość oleju w głowie aby się uspokoić i zająć własnymi sprawami. Dorastanie też jakoś tak zeszło. Dopiero kiedy zaczęła się dorosłość, przyszedł z nią problem - dla niego wątpliwy bo wciąż tego nie potrzebował, dopóki tak naprawdę nie trzeba było czegoś załatwić. Wtedy ujawniał się zwyczajny brak umiejętności. Nikt nie układał monologów w swojej głowie. Po prostu czekał aż te z boku się przetoczą.
Czy w tym momencie okoliczności były inne? Trudno było określić, skoro zasadniczo nie był mniej lub bardziej zajęty niż zazwyczaj, nie czuł ogromnej potrzeby aby w czyimś kierunku się otworzyć choćby skromną pogadanką, wielu jednak chodziło o tę przyjemność obcowania z drugą osobą. Może więc podświadomie tego szukał? Albo nie chciał zatracić do reszty umiejętności kontaktu, na wypadek gdyby kiedykolwiek napadła go potrzeba posiadania kogoś, choćby na wpół obcego, obok siebie, tylko po to, aby mu powiedzieć coś niezbyt inteligentnego? Nie, to już kompletnie bez sensu. Na razie trzeba po prostu się skupić na tym, aby przeprowadzić cały proces dalej, zobaczyć jak się ktoś taki jak on by sprawdził w formie zupełnie niezależnego prowadzącego konwersacje, a potem... potem może dojdzie się do odpowiednich wniosków.
Pierwsza, żelazna zasada: nie urazić damy. Nie licząc oczywiście pierwszego wrażenia jakie uczynił swoim zachowaniem godnym porównania li tylko ze spłoszoną surykatką, a które wciąż wydawało mu się usprawiedliwione, starał się po prostu utrzymać relatywnie pogodny ton. Dlatego może tak kretyńsko się poczuł kiedy poprosił o pomoc przy paprykach, ale z drugiej strony sam fakt, że dziewczyna tak bezpardonowo po prostu wzięła sobie jedną z nich, trochę go uspokoił. Poczuła się swobodniej. Uff.
Druga zasada: niech to wygląda naturalnie. Tu już schrzanił sprawę, nie wyglądało.
Jak jednak zauważył, choć wątle, uśmiechnęła się co stanowiło dobry znak. Postanowił się więc trzymać tego wniosku, że choć już wcześniej bardzo średnio siebie ocenił, to sam ogół konwersacji przebiegał w miarę pozytywnie. W wypowiedziach jednak na niewiele się zdobył kiedy przejmowała warzywa, poza pełnym ulgi:
- Dziękuję - Kiedy wzięła pozostałe papryki. Na zbyt wiele więcej się na samym początku nie zdobył, jego ośrodkiem artykulacji mowy wciąż targała ta nerwowość wywołana poprzednią prośbą. Mało rzec, że Nikita się łatwo peszył. On się okrutnie przejmował.
Przy okazji pytania dostrzegł pewną pieczołowitość w gestach związanych z włosami. Prawdopodobnie była z nich zadowolona - dobre pole do rzucenia swobodnego komplementu, kiedy przyjdzie na to czas. Odpowiedział jej uśmiechem, delikatnie kiwnął głową w kierunku jednego z bloków i ruszył powoli, już bez większego problemu utrzymując równowagę. W tym momencie zaczęło się coś w rodzaju przechadzki. Musiał przyznać, że to całkiem przyjemna opcja, wbrew temu, czego by oczekiwał zazwyczaj od tego typu spacerków. No, ale dobrze, nie ma co się skupiać na własnych przeżyciach. Posłał nieznajomej badawcze, acz przelotne spojrzenie i wtedy sobie przypomniał o dość ważnym aspekcie rozpoczynania rozmów. Czymś w rodzaju zapoznania. Że też wcześniej o tym nie pomyślał.
- Proszę mi wybaczyć nietakt, zapomniałem się przedstawić - Przystanął na moment, ukłonił się lekko i dodał:
- Nikita.
Zazwyczaj nie posługiwał się nazwiskiem. Nie był z niego dumny, nie widział go więc jako ozdoby rodowej. Poczekał spokojnie na jej odpowiedź i wtedy zainicjował dalszą wędrówkę. Cóż, dłuższe postoje raczej nie miały sensu, tempa i tak nie narzucił wyścigowego.

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luanne
Uczennica | Pionek | Kelnerka w Aoi Sakana
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 16
Dołączył/a : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Nie Sie 04, 2013 2:36 pm

Swoboda dla tej panienki to było coś, co było na jej porządku dziennym. Zazwyczaj nie czuła większego skrępowania czy czegokolwiek innego w ten deseń, podczas, na przykład, kontaktów z innymi. Czym innym było odczuwanie poirytowania czy nerwowości, skrytej gdzieś w środku, gdy tylko nadarzała się jakaś wymuszona rozmowa. Jednak nie ma co tutaj o tym mówić, bo to odczucie w ogóle tutaj nie pasowało. Co lepsze - sytuacja była całkiem przyjemna dla Luanne. Na pewno była czymś innym niż pogawędka z panią ze sklepu, jakie to bułki kupić dzisiaj. No ale to nie jest ważne.
Gdy tylko dowiedziała się, w którymże kierunku powinna iść - powoli ruszyła, tak by iść równo z chwilowym towarzyszem. Szła nieco wolniej, niż kiedy szła sama, nie chciała narzucać przypadkiem szybkiego tępa, gdyż nie wiedziała, czy warzywa nie sprawiają przypadkiem kłopotów z szybszym przemieszczaniem się. Z resztą - to miał być spacerek do klatki, nie wyścigi o najlepsze miejsce przed telewizorem. Zaraz. Co? Dobra, to nie miało sensu. W każdym razie chodziło o spokojną przechadzkę, o. Stąpała delikatnie z nóżki na nóżkę, starając się przy tym nie zahaczyć platformą swego buta o chodnik, by nie rozległ się przez to jakikolwiek hałas. Można uznać to za coś dziwnego, jednak nigdy nie lubiła szurać przy kimś butami. Uważała to za swego rodzaju nietakt.
Gdy nieznajomy się przedstawił, w jej główce zapanowało lekkie zdziwienie. Które rzecz jasna było nieuwzględnione, no bo przecież przedstawienie się jest czymś normalnym. Jednak ona sama by raczej tego pierwsza nie zrobiła. Nie wiedzieć czemu - nie widziała takiej potrzeby, a przecież przedstawienie się jest chyba rzeczą, bez której dalsza rozmowa potoczyć się nie może. Prócz zdziwienie w jej głowie zapanowała też leciutka złość. Nie na rozmówcę - na siebie. Sama dąży do bycia perfekcyjną w każdym calu, a przegapiła tak ważny element dobrego wychowania? Nie byłoby tak źle, gdyby mężczyzna sam nie potwierdził, że zapomnienie o tym elemencie to czysty nietakt. A co jak pomyślał, że Luanne jest po prostu nie wychowana? Milion takich dramatycznych, jak dla niej myśli przemknęło jej zaledwie przez może trzy sekundy... Gdyby nie gest i przedstawienie rozmówcy zapewne by zaczęła przepraszać za swoje maniery. Jednak On ją z tego, można żartobliwie powiedzieć - wyciągnął, przez co mogła odetchnąć z ulgą. Jednak by nie okazywać żadnego zmieszania najzwyczajniej w świecie tego nie zrobiła.
- Lu. - odpowiedziała lekko uginając kolana, i pochylając głowę.
- Po prostu Lu. - uzupełniła. Zazwyczaj nie znajdowała się w sytuacji, w której musiała, czy chciała się przedstawiać, więc nie do końca była pewna jak to miało wyglądać, jak miała to zrobić. Tak więc po krótkim namyśle stwierdziła, że po prostu przedstawi się zdrobnieniem, skrótem czy jakby to inaczej można było nazwać. Twierdziła, że przedstawi się pełnym imieniem gdy tylko rozmówcy zaufa, a w tym przypadku - praktycznie ów zaufania, bądź co bądź, nie było.
- Nikita. - Powiedziała sobie cicho pod nosem w celu utrwalenia imienia, gdy tylko wznowili krok. Teraz zapewne przydało by się coś w rodzaju "ładne imię" czy coś takiego, jednak Lu pominęła ten krok. Ot co.
Stawiała swoje powolne kroki, jednak nie na tyle wolne, by trzeba było na nią czekać, czy niemal stawać.
- Smutna ta okolica. - stwierdziła sobie, rozglądając się w koło, wpatrując się w każdy, nawet najmniejszy element. Tak po prostu palnęła, co jej w głowie siedziało. Być może nie było to palnięcie głupiego stwierdzenia, które może być całkiem oczywiste (jak kto woli), a początek jakiejś rozmowy, na konkretny temat? Kto wie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nikt
Lekarz chirurg
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 72
Dołączył/a : 25/07/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Nie Sie 04, 2013 3:45 pm

Wszystko toczyło się dalej swoim spokojnym, wręcz znużonym tempem. Nikita powoli zaczynał wyczuwać tę wiszącą lekko w powietrzu nudę i, wbrew ogólnej tendencji do ucieczki od tego uczucia, począł się nim napawać. Nuda oznaczała bowiem spokój, a tego mu wbrew pozorom bardzo czasami brakowało. Cóż, był w końcu lekarzem a ten zawód należał do kategorii wywołujących regularne podenerwowanie. W tym momencie zaś wszystko przemieszczało się do przodu powoli i miał wrażenie, że równie dobrze mogliby dotrzeć do tego mieszkania za piętnaście minut. Ale nie; właśnie docierali do klatki więc mógł się niejako wewnętrznie ucieszyć, że miał wolną rękę aby delikatnym, może nieco mało męskim krokiem wyprzedzić nieznajomą i uprzejmie jej otworzyć drzwi.
To jednak przyszłość. Na razie bowiem nastąpił moment przedstawienia się, który potraktował jak naturalny i widział w braku własnej inicjatywy w kierunku podzielenia się imieniem co najmniej kretynizm. Mnóstwo osób wszak nie rozpoczynało bez tego rozmowy, chodziło nie tylko o podzielenie się informacją będącą podstawą do dalszego kontaktu, ale i, przynajmniej w wyższych sferach, swoistym pochwaleniem się nazwiskiem. Jestem Aninov. Z tych Aninovów. Oczywiście, po mieczu. Jej imię tymczasem było, hm, skrócone od razu do pseudonimu. Nie chciała się dzielić pełnym? Nie ma sprawy. Nie miał zamiaru roztrząsać przyczyn, uznał za to, że posługiwanie się skrótami czy pseudonimami to dość wygodne rozwiązanie. Lu można było rozwinąć na mnóstwo sposobów - Luiza, Lucienne, kiedyś chyba nawet słyszał o czymś tak egzotycznym jak Luanne ale nigdy nie miał okazji poznać nikogo o takim imieniu osobiście. Uśmiechnął się.
- Łatwe do zapamiętania - rzekł kiedy uznał, że niewiele więcej przychodziło mu do głowy. Co więcej mógł powiedzieć? Amant by dodał komplement na temat osoby z którą rozmawiał, krytykant by się przyczepił do tego, że to nie imię - to skrót, a on podał swoje pełne imię także nie było statusu quo. A on... po prostu zamilknął, dopóki nie dotarli do długo wyczekiwanej klatki schodowej. Wtedy też delikatnie wysunął się do przodu i bardzo subtelnym ruchem otworzył dziewczynie drzwi od klatki, wskazując wejście do pachnącego kurzem i niezbyt nowym blokiem wnętrza ruchem zdecydowanie zbyt wytwornym jak na panujące wokół warunki. Czy pasował do tego miejsca? Trudno powiedzieć. Z całą pewnością czuł, że jego rozmówczyni, Lu, nie była tu do końca dopasowana. Jej uwaga tylko potwierdziła jego przypuszczenia.
- Czasem trudno sobie wyobrazić jak bardzo - odparł jej, choć ton zachowywał wciąż w miarę pogodny. - Ale to może w pewnym sensie pomagać się wyciszyć. Osiedle nie zaplątanie w intrygach tak jak Teiz i mniej brutalne niż Stangrad... pośrodku. Święty spokój, cisza i poczucie rezygnacji.
Kiedy weszła do klatki, grzecznie podążył.

[wychodzi, że zt x2 i z góry przepraszam, ale na mój post u progu mieszkania Nikity trzeba poczekać - fatalnie się pisze w upale, nie mogę się za żadne skarby skupić]

_________________
Poszukuję | KP
    [
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gaas Rughoryu
Wieża | Uczeń
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 7
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Nie Wrz 15, 2013 3:55 pm

Gaas przechadzał się powoli chodnikiem. Powoli zapadał zmierzch, zegarek w oku informował, że zbliża się godzina 20. Na razie na chodnikach był spokój, ale już za godzinę oczekiwał zobaczyć gdzieniegdzie poukrywane grupki palących i pijących we względnej ciszy (lub nie) "dresików". Nie, żeby mu jakoś strasznie przeszkadzali - sam lubił się napić, za papierosami nie przepadał, ale do palaczy raczej nic nie miał - po prostu lubił chodzić po ulicach miasta po zmroku. Kiedy normalni, bojaźliwi mieszczanie wchodzili do domów, zamykali zamki w swoich drzwiach. Kiedy matki kładły dzieci do spania, a ojcowie ściskając prezerwatywy modlili się, aby dzisiaj żony nie bolała głowa. Kiedy telewizja przestawała nadawać produkcje dla rodzin, a zaczynało się kino akcji, brutalnej przemocy i scen erotycznych. Kiedy ludzie w jego wieku wychodzili pod bloki i spotykali się ze znajomymi, czasem się napić, czasem się pobić. Lubił ten czas, lubił tą porę. Lubił adrenalinę, kiedy ktoś go zaczepił. I - mimo wszystko - lubił uważać się za kogoś w stylu stróża nocy, pilnując, czy jakaś spóźniona kobieta nie wraca z pracy i nie została właśnie zaczepiona przez wataszkę podlotków. Czy starszy mężczyzna wracający do swojej kochającej, starej żony o lasce nie zostanie napadnięty i okradziony przez inną grupkę. Tak, choć ostatnio zdarzało się to rzadko, to jednak tak bywało.
Chodził powolnym krokiem między blokami, z kapturem na głowie i pochyloną głową, słuchając w głowie fragmentu jakiejś melodii, którą sam nie wiedział, skąd zna. Po prostu "leciała" mu w głowie, nie mógł się jej pozbyć. Rozejrzał się za jakąś ławką, po czym gdy już zobaczył w oddali całą pustą, przyśpieszył kroku i rozsiadł się na środku, opierając ręce po bokach na oparciu. Poczeka jeszcze pół godziny, potem pospaceruje godzinę i wróci do Akademika. Odchylił głowę do tyłu oglądając powoli ciemniejące niebo osnute ciągnącymi się, dużymi chmurami, gdzieś daleko po lewej stronie lekko zabarwione pomarańczem. Jego ławka stała przed drzewem, więc kątem oka widział za sobą u góry liście i gałęzie tegoż. Nie wiedział, co to za drzewo i raczej go to nie interesował. Westchnął. Naprawdę, w tym mieście nie ma innych zajęć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuro
Bezdomna
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 48
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Nie Wrz 15, 2013 4:40 pm

Stuk, stuk...
Przechadzała się z wolna po całym mieście. Kopyta cicho stukały o chodnik, każdemu w okolicy zwiastując jej nadejście. Białowłose dziewczątko spojrzało w ciemniejące niebo. Ssała lizak w pysku, który powoli się kończył. Nie miała już więcej. Bo nie miała pieniędzy. A w tym świecie te są potrzebne, by mieć lizaki. Jednakże Kuro nie wiedziała, jak ma je zdobyć. Ukraść? Nie, to zbyt durne jak dla niej. Tylko prawdziwi desperaci kradną, zamiast wziąć się do roboty. No właśnie, praca. Ale gdzie by ją chcieli? Wygląda zbyt młodo... Białowłosa wiedziała, że są prace, w których pasowałaby w sam raz. Jednak ona ma swoją godność. Nie pójdzie robić za dmuchaną lalkę do erotycznych zabaw, co to to nie.
W końcu dotarła do dzielnicy Mattel. Nie żeby jakoś specjalnie daleko tam miała. Ot, po prostu jak się łazi bez celu cały dzień po całym mieście, to znalezienie tej właśnie dzielnicy może zabrać trochę czasu. Zwłaszcza, że nie jest się tu zbyt długo. I prawie nie zna się miasta.
Znalazła ławeczkę, która była już okupowana przez jakiegoś mężczyznę. Jej to nigdy nie przeszkadzało. Tak jak z Sayą - usiadła po prostu obok, będąc świadomą, że poza książką kobieta niczego w tej chwili nie widziała. I ten szok na jej twarzy, gdy spojrzała na białowłosą... Bezcenne. Jednak coś ze strasznych tanti Kuroś ma.
Przysiadła się ciut chamsko, sadzając swoje cztery literki na skraju ławeczki. Nie odezwała się. Possała jeszcze chwilę lizaka, po czym wyjęła z ust patyczek. Rzuciła go za siebie. Na wszelki wypadek sprawdziła, czy ma jeszcze jakikolwiek łakoć w kieszeniach. Nie ma, oczywiście. Jak pech to pech. Westchnęła cicho i spojrzała w górę. Niebo przesłaniały gałęzie drzewa. Wpatrywała się w nie dłuższą chwilę, po czym wróciła na ziemię i w końcu spojrzała na nieznajomego. Ale nic nie powiedziała. Odwróciła zaraz wzrok, rozglądając się dookoła. Świat bez lizaków był nudny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gaas Rughoryu
Wieża | Uczeń
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 7
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   Nie Wrz 15, 2013 5:29 pm

Siedział pogrążony we własnych myślach, dosyć późno ogarnął, że słyszy narastający stukot. Nie zwrócił jednak na to szczególnej uwagi, nie ruszył się, za to nasłuchiwał. Usłyszał, że coś stukającego zatrzymało się obok niego, usiadło. Gaas wciąż się nie ruszał, kaptur zsunął mu się z głowy. Odczekał chwilę kątem oka próbując obserwować ciekawego nieznajomego. Zauważył ruch ręką, jakby osoba rzucała coś za plecy. Posiedział tak chwilę, po czym zdjął ręce z oparcia ławki i oparł łokcie na kolanach, pochylił się do przodu i wtedy spojrzał wreszcie na postać. Niską, białowłosą postać o dziwnej cerze, ze spiczastymi uszami, rogami...? Zaraz, co? Potrząsnął głową, zamrugał kilka razy, lecz postać nie zniknęła. Patrzył przez chwilę na postać - niby drobną, ale jednak wzbudzającą leciutki niepokój - nie poruszając się. Gdzieś w oddali ktoś krzyknął, prawdopodobnie wołając kogoś do domu. Gaas ocknął się, wyprostował i zapytał to coś, co siedziało obok niego.
- Czym... Jesteś? - uważnie przyglądał się postaci. W przypływie zastanowienia wcześniej słyszanym odgłosem przesunął wzrok na stopy... A właściwie kopyta postaci. Co to ma być, jakiś faun? Czy on jest w jakiejś głupiej bajce fantasy? Podnosząc wzrok z powrotem na głowę nieznajomego, a może nieznajomej - czemu wcześniej zakładał, że postać jest mężczyzną? - zauważył czarny ogonek. Skojarzył mu się - głupio przyznać - z demonami, konkretniej z sukkubami. A przyznać trzeba, że Gaas lubił sobie obejrzeć hentaice z nimi. Szybko wyparł te myśli z głowy - to, co siedziało obok niego na sukkuba nie wyglądało - i spróbował dojrzeć twarz nieznajomej osoby.
- Co tu robisz? - Włączył myślą kamerę termowizyjną, na chwilkę, aby zobaczyć, czy postać obok niego jest ciepła i jeśli tak, to jak bardzo. Po zaobserwowaniu temperatury "celu" wyłączył ją i znów spoglądał na nieznajomego, a może nieznajomą normalnymi oczami. W sumie był lekko głodny, czego wcześniej nie zauważył, a teraz użycie innego trybu w oku mu przypomniało o potrzebie dostarczenia glukozy. Na szczęście w jego kieszeni znajdowały się dwa batoniki. Wyciągnął jeden i otworzył, patrząc na dziwadło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chodniki między blokami   

Powrót do góry Go down
 
Chodniki między blokami
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Daingean :: Osiedle Mattel-
Skocz do: