IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Rezydencja Lucyfera

Go down 
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Rezydencja Lucyfera   Czw Lip 25, 2013 2:25 am

Dwupiętrowa rezydencja została zbudowana na planie prostokąta. Jest to bogato zdobiony budynek z wymyślną fasadą i podwójnymi schodami które prowadzą do masywnych dębowych drzwi. Mimo iż budynek nie wygląda nowocześnie, to jego ściany zdobione kwiatowym wzorem są w stanie wytrzymać pocisk kalibru czołgu a jego wnętrze jest zautomatyzowane. Nad drzwiami wejściowymi widnieje napis wybity w ścianie brązem, brzmi on:
Lasciate ogni speranza voi ch'entrate
Budynek jest podzielony na 3 sektory. Odpowiednio są to:
1.Sektor Roboczy, specjalnie zabezpieczone, duże pomieszczenie w którym zajmuje się sprawami Sorciere. Pełne komputerów i magicznych rzeczy.

2.Sektor Mieszkalny, w skład którego wchodzą pomieszczenia takie jak spora sypialnia, prywatna łazienka i kuchnia wspólna dla wszystkich domowników. Czyli Lucyfera i kilku zaufanych osób ze służby która ma własne pokoje ze wspólną łazienką.

3.Sektor Mechaniczny, to miejsce to tak naprawdę wielki warsztat połączony z garażem.
To tu Lucyfer trzyma zgromadzoną broń i różne wynalazki.

Wszystkie sektory są w dużej mierze zautomatyzowane prócz jednego małego pokoju do którego dostęp ma tylko i wyłącznie Lucyfer, bowiem by się tam dostać trzeba użyć jego mocy Manipulacji Granicami. Co się tam znajduje ? Wie to tylko Upadły...

***********************************************************************
Mimo niewielkiej prędkości, szybko przemieszczali się ulicami Teiz. Nie było to jakimś strasznym problemem jak się znało drogę i ze śmiechem przelatywało przez posesję innych osób. Co ? Nawet Lucyfer potrzebuje się czasem rozerwać.

Gdy dolecieli do jego posesji, zdjął Nancho z Osy a po chwili podszedł do nich młody mężczyzna o wężowych oczach ubrany w roboczy kombinezon.
-Dzień dobry, Panie Lux ! - powiedział wesoło kłaniając się, po czym odprowadził Osę do garażu.
-Dobrze się czujesz ? - spojrzał na dziewczynę. Nie wiedział czy nie cierpi na jakąś chorobę albo czy lot nie był niewygodny.
Powrót do góry Go down
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja Lucyfera   Czw Lip 25, 2013 12:51 pm

Jej buzię rozświetlił wielki uśmiech, gdy narzucił jej swój płaszcz na ramiona. O rajusiu, naprawdę z minuty na minutę miała o nim coraz lepsze zdanie. A na wstępie przecież niejako ją wystraszył! Poruszała rękoma, z rozbawieniem stwierdzając, że nie mogę nawet wyciągnąć z rękawów dłoni, po czym zmarszczyła komicznie nosek.
- Ło, co ty...? - wykrztusiła tylko, kiedy jej nogi oderwały się od ziemi, a chwilę później już siedziała na Osie. Zamilkła zatem natychmiast, przełykając ślinę i starając się sobie wmówić, że nic złego się nie stanie. Dobrze się stało, że nie dojadła ryżu, może nie będzie miała czym zwracać. Nie wyobrażała sobie gorszej wizji od tej, w której nadtrawiony bambus ląduje pod stopami Upadłego.
Z drugiej strony jego mina mogłaby wyglądać zabawnie!
- Będę mega wdzięczna - wybełkotała cicho, opierając się nieco na mężczyźnie. Nie, żeby coś, ale wolała mieć jakieś oparcie w razie zemdlenia. Jeszcze nigdy nie przemieszczała się Osą i nie była pewna jak zareaguje na to jej żołądek. Gdy unieśli się dostatecznie wysoko, zacisnęła powieki i ukryła głowę między ramionami. Dopiero po paru sekundach lotów zdecydowała się otworzyć jedno oko, by podziwiać widoki.
Pomysł okazał się o tyle głupi, że niemalże natychmiast zakręciło jej się w głowie. Na powrót zatem otoczyła się ciemnością, prosząc swój organizm o współpracę.
Nie rób sobie wstydu, Nan, nie rób sobie wstydu, błagam!
Kiedy usłyszała jego śmiech, uśmiechnęła się, choć był to zaledwie cień grymasu zwykle wykrzywiającego jej usta. Gdy się zatrzymali, nie potrafiła zmusić się do zerknięcia, martwiąc się, że może utknęli w powietrznym korku.
Nie była pewna, czy coś takiego istniało, ale nie warto ryzykować!
Na całe szczęście ponownie ktoś ją uniósł i stanęła na nogach, jedynie siłą woli utrzymując się w pionie. Cofnęła się jednak o krok, stając trochę za Luxem, gdy jakiś koleś odbierał od niego Osę.
- Jest... J-Jest w porządku. Czuję się jak... jak nowo narodzona - stwierdziła, chwiejąc się na boki. Jeśli ktoś był kiedykolwiek ciekawy, jak Nan wyglądałaby jako ożywieniec, to w tej chwili właśnie tak wyglądała. Z lekko zielonkawą cerą, zamglonymi fioletowymi oczami, rozczochranymi włosami i pseudo uśmiechem na ustach.
- Ale wiesz... chyba zaraz padnę - dodała jeszcze, nie kłopocząc się już mówieniem na pan. W sumie zapomniała o tym już chyba w stołówce, niewychowana panna, no!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Rezydencja Lucyfera   Czw Lip 25, 2013 1:41 pm

Wystarczyło zaledwie krótkie spojrzenie na dziewczynę i wiedział co się dzieje.
Choroba lokomocyjna, zwana również morską. Jakże częsta przypadłość u ludzi i ras najbardziej im zbliżonych. Zdziwił się nawet, że nie zwymiotowała.
Zbliżył się szybko i złapał ją za rękę by nie upadła.
-Panno Sherwood. Uważamy na siebie. - powiedział trzymając ją w pionie. Gdy stała w miarę prosto, zostawił ją i skierował się do budynku po drodze mówiąc coś do rękawicy.
Gdy przechodził przez drzwi, minął się w nich z wężowo-okim chłopakiem w kombinezonie, który teraz niósł małą paczkę.
Wężasty zbliżył się do Nancho i podał jej paczkę z obojętną miną. Zawiniątko było ciepłe i pachniało mięsem. Drogim. Zapach zamorskich przypraw aż łaskotał nos.
-Pan powiedział żebyś zjadła, podobno źle się czujesz. - prychnął i zrobił niezbyt miłą minę.
Ogólnie jego cała postawa ukazywała wrogość i niechęć do dziewczyny. Uważnie obserwował każdy jej ruch i co jakiś czas wysuwał rozdwojony język sycząc na nią.

Lucyfer w tym czasie oddawał się przyjemnością rozmowy z ludźmi z Sorciere.
Słuchał co mają do powiedzenia, mówił, że się tym zajmie i przekazywał to zadanie komuś niżej postawionemu.
Gdy po kilkunastu minutach skończył, wyszedł przed dom i spojrzał na Nancho i wężowego.
Powrót do góry Go down
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja Lucyfera   Czw Lip 25, 2013 3:41 pm

Nie mogła przecież zwymiotować na dziedzińcu, okryłaby się wtedy największą hańbą w życiu! Uparcie więc powstrzymywała skurcze żołądka, dając mu do zrozumienia, że nieposłuszeństwo w obecnej chwili zostanie ukarane tygodniowym postem.
- Nie jestem panna Sherwood, mów mi Nancy - wymamrotała nieprzytomnie, prostując się i biorąc parę głębokich wdechów. Odprowadziła Luxa spojrzeniem, by następnie rozglądnąć się wokół. Nigdy nie była w tak pięknej posiadłości, tu wszystko aż lśniło czystością. Kontrast między tym domem, a jej małą kawalerką był tak olbrzymi, że aż chciało jej się śmiać.
Na powrót jej wzrok skupił się na drodze, bowiem właśnie zmierzał ku niej gościu, który niedawno odprowadził Osę. Wręczył jej zawiniątko, które jej nos rozpoznał jako coś niezwykle dobrego. W jednej chwili jej żołądek przestał zwijać się w supeł i zaburczał donośnie, przypominając o niedojedzonej porcji ryżu.
- Nie aż tak źle, w końcu wciąż stoję. Niemniej dziękuję - odparła z wesołym uśmiechem, kompletnie nie reagując na jawną wrogość wężowatego. Przez chwilę spoglądała na paczkę, by położyć ją na ziemi i ostrożnie zdjąć płaszcz. Złożyła go w równą kostkę, po czym podała mężczyźnie. - Nie chciałabym, żeby się pobrudził.
Chwilę po tych słowach usiadła na ziemi i zabrała się za pałaszowanie. Początkowo gardło trochę się buntowało, ale ciepłe mięso tak rozkosznie pobudzało jej receptory smakowe, że nawet ono zaczęło współpracować.
- Fajny masz ten język, podoba mi się - stwierdziła, przełknąwszy zawartość ust, gdy koleś po raz kolejny na nią syknął. Ośmieliła się nawet rzucić mu niezwykle przyjacielskie spojrzenie, nie kpiące czy szydercze, jak mógłby się pewnie po niej spodziewać.
Zbyt często reagowali na nią w ten sposób, by miała brać to do siebie!
Upewniwszy się, że całe jedzenie zniknęło z paczki, Nancy wydała z siebie rozmarzone westchnięcie i uśmiechnęła się leniwie, zerkając spod rzęs w stronę nadchodzącego Luxa. Miała już normalny kolor cery, nieco zaróżowiałe policzki i względnie ułożone włosy - zadbała o to parę minut temu, rozczesując je palcami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Rezydencja Lucyfera   Czw Lip 25, 2013 4:24 pm

Lucyfer przez chwilę im się przyglądał, lecz już z daleka zobaczył, że coś jest nie tak. Otaczał się zaufanymi ludźmi, którzy nie byli zwykłą służbą. Chłopak był spięty i gotowy do ataku. Zapewne w tej chwili wysuwał język smakując swej ofiary.~Musiał mnie opatrznie zrozumieć gdy mówiłem o Sorciere i gościu...~ pomyślał idąc spokojnie w stronę dwójki.
-Anguis. - powiedział głośno będąc już przy nich - Poznaj pannę Sherwood. Pracuje w szkolę razem z Lucienem. - powiedział ciepłym, lecz poważnym tonem na dźwięk którego chłopak się wyluzował.
-Tak Panie Lux. - schował język a na jego twarz wypłynął pogodny uśmiech. Lucyfer rzucił Nancho krótkie spojrzenie które mówiło "Wszystko jest ok" choć mogła go nie odczytać. Operował bowiem wieloma rodzajami spojrzeń.
-Anguis, przypomnij proszę jakie zasady panują w tym domu. - powiedział delikatnie, lecz z taką samą władczą nutą którą dało się słyszeć na stołówce.
Wężowy chłopak dumnie się wyprostował i zaczął.
-Pierwszą zasadą tego domu jest wzajemny szacunek. - recytował - Drugą zaś, wszyscy jesteśmy równi. - uśmiechnął się szeroko i odpowiedział głośno - I jesteśmy rodziną. - zakończył swoje małe przemówienie a Upadły pokiwał głową z aprobatą.
Lubił te zasady.
Gdy Anguis zniknął gdzieś z pola widzenia, Upadły założył swój płaszcz który zakrył pistolet i miecz łańcuchowy przytwierdzone do paska.
-Odprowadzę cię do domu w trochę inny sposób, dobrze ? - spytał Nancho zachodząc ją od tyłu.
Powrót do góry Go down
Nancho
Nauczyciel
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 321
Dołączył/a : 23/07/2013

PisanieTemat: Re: Rezydencja Lucyfera   Czw Lip 25, 2013 4:44 pm

Dopiero gdy Lux przedstawił ją sobie z wężowym gościem, przypomniała sobie, że powinna sama się wcześniej z nim przywitać. Znowu pewnie otoczyła ją opinia wyjątkowo niewychowanej kobiety ze slumsów, ale musiała zrzucić winę na jedzenie. Gdyby nie podali jej czegoś tak pysznego, najpewniej pamiętała by o tym, by spytać nieznanego sobie mężczyznę o imię.
Żeby to nadrobić, uśmiechnęła się życzliwie, choć nie wyciągnęła ręki do powitania. Po latach przyzwyczaiła się do tego, że większość osobników innych ras ignoruje ten gest w jej wydaniu.
- Miło mi poznać, Anguis. Mów mi Nancy - rzuciła swobodnie, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że Lux powiedział o sobie w trzeciej osobie.
Nie mógł powiedzieć: "Poznaj pannę Sherwood, pracuje ze mną w szkole"?
Spojrzała na Upadłego z niemym pytaniem, ale w tej samej chwili on spojrzał na nią w uspokajający sposób, jakby chciał jej powiedzieć, że wszystko jest w porządku.
Może miał manię mówienia o sobie w taki sposób, nie powinna się czepiać. Sama przecież też czasem wypowiadała się w bardzo dziwny sposób, więc nie miała prawa go oceniać!
Przekręciła głowę na bok, gdy Lux wspomniał coś o zasadach panujących w domu, a potem wsłuchała się w głos wężowatego.
- To piękne! - oceniła, splatając palce swoich dłoni i wzdychając z jakimś dziwnym utęsknieniem. Szybko jednak pozbierała się w sobie, rozpraszając wokół siebie aurę radości, a troski spychając na dalszy plan.
Odczekała chwilę aż Anguis odszedł, po czym zerknęła na mężczyznę z uśmiechem.
- Jestem pełna podziwu dla atmosfery, jaką stworzyłeś w tym domu - mruknęła, wygładzając dłońmi spódnicę i ogniskując wzrok na różanym ogrodzie. W Stangradzie ze świecą można było szukać równie zadbanej posesji.
- Och, nie musisz się kłopotać, poważnie. Jakoś trafię do siebie, pokonywałam już większe odległości - odparła z głupawym uśmieszkiem, machając ręką. Naprawdę spłacił już swój dług, pokazując jej swoją posiadłość i karmiąc, nie musiał się bardziej fatygować
Zwłaszcza że obecnie to ona się zadłużała u niego, a przynajmniej tak jej się wydawało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Rezydencja Lucyfera   Czw Lip 25, 2013 5:01 pm

Nie słuchał. Radosne trajkotania kobiety zostały zagłuszone przez myśli Upadłego.
Coś się działo. Wiadomości które dostał od Sorciere nie mogły być przypadkowe, układały się w pewien ciąg i była między nimi zależność. Coś się musiało stać, lub to początek czegoś większego.
Musiał odstawić kobietę do jej domu a na Osę nie było czasu. Delikatnie zasłonił jej oczy dłońmi i otworzył przed nimi portal w postaci dużego, falującego w powietrzu rozdarcia przestrzeni.
Ruszył do przodu, lekko popychając i zmuszając Nancho by wkroczyła do portalu, jednocześnie cały czas stanowczo przyciskając dłonie do jej oczu by nie widziała co się dzieje. Upadły zespolił dwie granicę, mianowicie tą przed nimi i granicę osiedla mieszkalnego na slamsach. Gdy przeszli przez portal i znaleźli się w Stangrad Lucyfer rozejrzał się wokoło po czym zdjął dłonie z oczu dziewczyny. Przechodzenie przez portal było dla niego nieodczuwalne, lecz każdy przedmiot, w tym "pasażer" odczuwał niesamowicie mocne, przenikające kości.
-Zobaczymy się w Akademii, Panno Sherwood. - powiedział do jej ucha nachylając się, po czym otworzył drugi portal i zniknął w nim, nim Nancho zdążyła się obrócić czy zrobić cokolwiek innego portal znikł równie szybko jak się pojawił.

Oboje z/t +Nancho lądujesz u siebie w mieszkaniu.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rezydencja Lucyfera   

Powrót do góry Go down
 
Rezydencja Lucyfera
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Daingean :: Osiedle Teiz :: Dzielnica mieszkalna-
Skocz do: