IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zburzona Świątynia

Go down 
AutorWiadomość
Florence
Skoczek | Właścicielka Valhalli | Psycholog szkolny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 445
Dołączył/a : 06/01/2013

PisanieTemat: Zburzona Świątynia   Czw Sty 17, 2013 11:13 am

Ludzie od zawsze w coś wierzyli. Po triumfie nieludzi wiara przestała mieć znaczenie, ale pamiątki po niej zostały. Jedną z nich jest Zburzona Świątynia. Kiedyś była pięknym wyrobem architektury w stylu gotyckim, pełnym łuków, rozet i sklepień krzyżowo-żebrowych. Niestety, obecnie ta piękna budowla rozpadła się na kilka części, tracąc swój blask i wdzięki. Ale nawet przebywanie w jej ruinach dla osób ceniących piękno i sztukę architektoniczną stanowi przyjemność. Spore fragmenty się zachowały i kto wie, może kiedyś zostanie ona odbudowana...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://daingean.forumpolish.com
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Zburzona Świątynia   Nie Sie 04, 2013 11:22 am

Przyjechał tu na Osie, wersji cywilnej pod ruiny świątyni, tutaj się zwykle spotykali a raczej w tych okolicach, dzisiaj padło na to miejsce. Zsiadł z motoru i wyłączył silnik, wszedł do wnętrza ruin ubrany w dobrze przymocowane japonki, przydługie szare dresy oraz luźną koszulkę na ramiączka. Oprócz tego miał na sobie okulary przeciwsłoneczne, przypominające bardziej gogle (włosy miał spięte w koński ogon). W jednej dłoni trzymał dwie katany w czarnym, materiałowym pokrowcu. Oparł je o kamień a sam zasiadł sobie po turecku na jakimś wyższym głazie, który w rzeczywistości przypominał zrujnowaną kolumnę. Odpalił sobie jointa i zanim ONA przybędzie zapewne go skończy, więc nawet się nie skapnie, że jest na haju. Włożył sobie słuchawki i zaczął słuchać playlisty Lindsey Stirling. Poruszał głową i dłońmi w rytmie, oddając hołd jej muzyce. Dawno się nie sparowali na miecze. Byli bardziej nieznajomymi od znajomych, można powiedzieć że łączyło ich coś bardziej duchowego, krzyżowanie z nią ostrzy pobudzało go, nie ważne że brzmiało to dziwne, nikt tego nie musiał rozumieć, ważne że on czaił sytuację, mistyfikację. Sięgnął po jeden pokrowiec i wyciągnął ostrze, zaczął je ostrzyć specjalnym przedmiotem, miniaturową wersją kamienia szlifierskiego. Zastanawiał się jeszcze przy okazji nad Lisą, ciekawe co u niej, zwłaszcza że zostawił ją z dwoma napalonymi typkami, biedna dziewczyna, miał nadzieję że sprosta zadaniu *Ciekawe miejsce, nawet nie wiem czemu wcześniej tutaj nie byłem* Pomyślał As. Było tutaj całkiem przyjemnie i klimatycznie, jedynie słońce było lekko irytujące, ale po co miał okulary, dzięki nim da radę wytrzymać jeszcze parę godzinek w takiej pogodzie. Schudnie i będzie jeszcze przystojniejszy, taki żarcik na rozluźnienie, nic zobowiązującego. Dopiero teraz przypomniał sobie o ogonie. Zbiegł szybko z kolumny w kierunku pojazdu, cały czas paląc jointa, ściągnął gadki do połowy i obwiązał sobie bandażem biodra, unieruchamiając jego ruchliwy ogonek. Podciągnął gatki i wrócił na kolumnę.

_________________
~ Jestem Venorianem, nie boję się mroku, który mnie wciąga. Odrzucam ten chaos, wyrzucam go z moich myśli, istnieje tylko harmonia ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sakebi

avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 64
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Zburzona Świątynia   Nie Sie 04, 2013 1:22 pm

Kochała jeździć swoim, de facto, myśliwskim hummerem z prędkością samobójcy. Jej brat zawsze nazywał osoby jeżdżące z taką szybkością per "dawcy organów". Saki z wiekiem zaczęła wątpić w to stwierdzenie - ona nie oddałaby swoich organów. Byle komu bynajmniej. Wolała się rozbić i zostać zasypana pod dwumetrową warstwą piachu z wszystkimi swoimi organami, niż się w grobie przewracać ze świadomością (o ile ma się pośmiertnie świadomość, kto wie), że jej wycięli serce. Choć już teraz sporo osób mówi, że Hetman już nie ma serca.
Wyhamowała idealnie przed drzewem, w końcu taki miała zamysł. Była naprawdę dobrym kierowcą, głównie z powodu jej spostrzegawczości i refleksu. Tylko w korkach stać nienawidziła. Wyszła z samochodu i zdjęła z siebie kurtkę należącą do munduru Gwardii, po czym wrzuciła ją na tylne siedzenie. Umówili się - anonimowość. Wolała nie wiedzieć jak wielkim wrogiem dla niej jest, bo go nawet polubiła. A to cud, bo Sak mało kogo lubi.
Wsadziła ręce w kieszenie spodenek i wzroczyła dookoła, by go znaleźć. Wyglądała tak, jakby cały czas patrzyła przed siebie, bo na nosie miała okulary przeciwsłoneczne o brązowych szkłach. W końcu znalazła go siedzącego na kolumnie, a raczej na tym, co z niej zostało. Zmierzyła w jego kierunku z lekkim uśmiechem. Zdjęła powoli okulary, lekko pochylając przy tym głowę. W końcu spojrzała na niego zawadiackim spojrzeniem krwistoczerwonych tęczówek. Ona nie musiała brać ze sobą broni, w końcu miała ją w sobie.
- Cześć. - rzuciła spokojnym głosem, zatrzymując się jakieś dwa metry od kolumny. Wyjęła ręce z kieszeni i zaplotła je pod piersiami. - Co tam? - zapytała, odrzucając ruchem głowy kucyk, który pod wpływem powiewu wiatru znalazł się na jej ramieniu. Widać było, że ognia nie pochłaniała od paru dni, gdyż jej końcówki już stały się prawie zupełnie żółte. Jednak prawie nikt nie wiedział o takiej właściwości jej włosów.

_________________
There's a million ways to hush my voice
And a million knives to kill my thoughts
Maybe I'm all that you fear?
I'm a stargazer!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Zburzona Świątynia   Nie Sie 04, 2013 4:29 pm

Ciekawie się woziła, duże autko dla tak kruchej, lecz niebezpiecznej dziewczyny, dziwne połączenie. Ściągnął słuchawki i schował je do kieszeni, uśmiechnął się poprawiając swoją białą koszulkę na ramiączka, która dość bardzo przylegała do jego umięśnionego ciała, które było stosunkowo spocone i wilgotne. Zeskoczył z kolumny z kataną w dłoni i wbił ją w ziemie przy lądowaniu. Z pozycji klęczącej przeszedł do pozycji wyprostowanej. Stał przed nią jak jakiś wyjebisty w chuj dąb, niewzruszony jej przybyciem z lekkim uśmiechem na twarzy ~ Witaj, wyczekiwałem Cie… Zjawiłaś się w końcu ~ Dokończył jointa i wyrzucił gdzieś niedopałek, wyciągnął się i oparł się dłonią o rękojeść wbitego ostrza w ziemie ~ Nowa fryzurka? Do twarzy Ci z tymi jasnymi pasemkami ~ Rzeczywiście ładnie to wyglądało, musiało to interesująco wyglądać na wietrze, zapewne będzie miał okazję to ujrzeć, gdy ponownie skrzyżują ostrza ~ U mnie? W porządku, niedawno się posiliłem i jestem pełen niespożytkowanej energii ~ Najadł się w barze sushi, zwłaszcza że pochłonął dwie porządne porcje, może w najbliższym czasie wpadną tam jeszcze z Lisą ~ A co tam u Ciebie? ~ Jeżeli już zaczęła rozmowę (ale z niego gaduła) to czemu by sobie przez chwilę nie pogadać, nigdy jakoś nie prowadzili wyczerpującej konwersacji. Nie znali się wcale, spotykali się co jakiś czas w umówionych wcześniej miejscach i sparingowli się po parę godzin. Już nie mógł się doczekać, czuł że dzisiaj jest w formie i będzie w stanie dać jej trochę jego „energii”.

_________________
~ Jestem Venorianem, nie boję się mroku, który mnie wciąga. Odrzucam ten chaos, wyrzucam go z moich myśli, istnieje tylko harmonia ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sakebi

avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 64
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Zburzona Świątynia   Nie Sie 04, 2013 7:35 pm

No bez przesady, Saki nie była aż taka krucha. Może nie była super ekstra umięśniona, ale swój wzrost i budowę miała. A auto było duże, bo budziło respekt. No bo jakby miała jeździć jakimś Fiatem Pandą czy coś, to byłby raczej wstyd. No i jak jedziesz takim po ulicy to się cykają wyprzedzać. Chociaż... Nie, w końcu Sakebi tak zapierdalała, że jej się nie da wyprzedzić.
- Wybacz, że musiałeś czekać. Zapiłam z ekipą, no i sam rozumiesz. - No, niby Hetman Gwardii, ale też istota żywa. Bóg wie jakiej libacji alkoholowej nie było, oczywiście. Ale wypicie półtora butelki whiskey i trochę wódki, którą zamówiła Mia to jednak coś. Dla zwykłej osoby oczywiście, bo bynajmniej nie dla Saki. Dla niej to było jak dwa kubki herbaty, o.
- Hm... Powiedzmy, że nowa. - przytaknęła, uśmiechając się tajemniczo. Ukrywała to, oczywiście. Nie znała go na tyle, żeby mu mówić, czemu jej włosy zmieniają kolor. To tak jakby przyjść do Sorciere i nagle wyrąbać "Dawajcie, jestem gotowa do eksperymentów na mnie, zamieńcie mnie w jakiego glutochroboka lub inną dziwaczną rasę!". Trochę głupawe, nie? - Ale dzięki, normalnie mnie nie komplementują. Hm, normalnie się do mnie nie odzywają. Chyba, że muszą. Ale to i tak ograniczenie. - uśmiechnęła się szeroko, jakby rozbawiona takim rzeczy. I w prawdzie była. Krążyły o jej osobie takie plotki, że głowa mała.
- Ja też jestem pełna energii! - zawołała rozbawiona, zaciskając rękę w pięść i unosząc ją do góry. - Wypiłam półtora butelki szkockiej i jestem lepszą osobą. Ale oczywiście to żaden dla mnie wyczyn, trzeźwa dalej jestem. - dodała, opuszczając rękę i wkładając ją do kieszeni. - A u mnie nic ciekawego. Zrobiłam sobie dziś wolne od pracy, więc jestem. - zaczęła rozmowę, bo nie pasowało przyjść, przywitać się i rzucić "chodźmy sobie wjebać". Może nie zawsze była miła, ale miała jeszcze resztki kultury. Zwłaszcza, że gościa nie znała nawet z imienia. Potrafiła się zachowywać przy obcych.

_________________
There's a million ways to hush my voice
And a million knives to kill my thoughts
Maybe I'm all that you fear?
I'm a stargazer!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Zburzona Świątynia   Nie Sie 04, 2013 11:01 pm

Askarius słuchał wyraźnie dziewczynę, nie chciał jej przerywać, jednak za ten czas odstawił pod kolumnę pokrowiec, dokumenty, portfel z prawdziwymi dokumentami, odtwarzacz, niedużą reklamówkę z ziołem oraz bibułki do skręcania, kluczyki i komórkę. Obok położył drugą kataną a pierwszą wziął w dłoń. Ostrze zaczęło błądzić w powietrzu a on zaczął się rozciągać. Gdy skończyła, przestał na moment ~ Nikt Ci nie mówi miłych słówek? Możemy się założyć, że ta osoba, która definitywnie przegra będzie musiała zrobić coś dla drugiej osoby. Sądzę, że poznałem Cię od tej innej strony, nieznajoma, od tej w której walczysz swoim serduszkiem używając swojego ostrza ~ Miał na myśli walkę a raczej ich wspólne sparingi na miecze i ich pięści, dziewczyna pamiętała niekiedy jego uderzenia nogami lub łokciami, nigdy nie walczył tylko na miecz, nawet jeżeli często używał tylko jednego ostrza, zawsze potrafił urozmaicić swoją ofensywę, bardziej skomplikowanymi rucham ~ Oczywiście wychodzi na to, że jednak dzisiaj już drugi raz nie zostaniesz skomplementowana, bo nie zamierzam przegrać z pijaną laską ~ Teraz się uśmiechnął szczerze, to był taki ziomalski żarcik, tylko bardziej w relacjach kobieco-damskich. Stał od niej dwa metry, między nimi był tylko piasek i jakieś wysuszone roślinki, nie padało ostatnio a to było bardzo dziwne dla niego, cały krajobraz mógł zostać wysuszony przez to. Skierował ostrze w jej kierunku, niech potraktuje to jako wzywanie.  

_________________
~ Jestem Venorianem, nie boję się mroku, który mnie wciąga. Odrzucam ten chaos, wyrzucam go z moich myśli, istnieje tylko harmonia ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sakebi

avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 64
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Zburzona Świątynia   Wto Sie 13, 2013 9:16 pm

Tak, po alkoholu robiła się jakaś wygadana... Zazwyczaj nic nie mówiła lub odzywała się pojedynczymi wyrazami i krótkimi, zwięzłymi wypowiedziami. No i raczej była ponura. Ale to była rzadkość, w końcu Sak całe życie przejeżdża na alkoholu, to jej recepta na silną psychikę i na wiązanie końca z końcem.
Mimo, że wciąż mówiła, kątem oka obserwowała co on robi. Takie zboczenie zawodowe, można powiedzieć, że miała oczy dookoła głowy. Swojej czujności nie traciła nawet we śnie, chyba, że była zapita w cztery dupy i ogólnie miała wyjebane. Wtedy mogli by ją z domu wynosić, a ona nic...
- Nie, nie mówi. Znaczy... - zawahała się, bo nie wiedziała czy mu to powiedzieć, jednak w końcu kontynuowała - Znaczy moja bratanica mówi, że jestem wspaniałą ciocią. Ale tak poza tym, to nic. - traktowała to dziecko jak swoje i jej słowa wiele dla niej znaczyły... Chyba tak wiele, że nie chciała się z nikim nimi dzielić. Dlatego po tych słowach zamilkła na dłuższą chwilę, a wzrok utkwiła w martwym punkcie, gdzieś za plecami mężczyzny.
Kiedy usłyszała o zakładzie szybko się otrząsnęła. Nie chciała, żeby coś po niej poznał, zawsze tak było, nie tylko w jego obecności.
- Hmm... - zamyśliła się, po czym znów spojrzała na niego - Niech będzie. Jednak bez przesady. - zgodziła się, lecz jak wiadomo - wszystkiego nie zrobi. Nie ma głupich, nie da się wyciułać. - A co do poznania mnie... Chyba się jednak mylisz. Ja nie mam serca, już dawno zostało złamane. - odparła dosyć tajemniczym głosem, starając się uśmiechnąć na swój zawadiacki sposób, ale... jej oczy odzwierciedliły w tym momencie chyba cały ból przeszłości jaki do niej powrócił.
Sakebi rzadko używała czegoś innego oprócz uników i własnej katany. No chyba, że ktoś ją wcześniej ostro wkurwił. Wtedy czasem nie potrafiła się kontrolować i zaczynała naparzać z karabinu czy pistoletu. Jej nerwy są już tak zszargane, że dziw, jak się jeszcze trzyma i funkcjonuje.
- Hej, ja nie jestem pijana! - rzuciła oburzonym tonem, nadymając policzki i robiąc minę obrażonego dziecka lat pięć. Droczyła się, przecież była dorosłą kobietą i nie robiła już takich rzeczy. Dlatego na jej usta szybko wrócił chytry uśmieszek. Kiedy wyciągnął w jej stronę broń, ona zrobiła krok w tył. Jak z automatu. Postanowiła, że również wyjmie swoje ostrze, więc przyłożyła rękę do pieczęci na dekolcie i po chwili wyjęła z niej katanę. Najbardziej poręczny schowek ever! Jednak wracając do tematu. Sak również skierowała ostrze w jego kierunku, jednak trzymała je niżej. Dlaczego? Żeby zaatakować prosto w jego brzuch. I tak właśnie zrobiła, nie przestając patrzeć w jego oczy.

_________________
There's a million ways to hush my voice
And a million knives to kill my thoughts
Maybe I'm all that you fear?
I'm a stargazer!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Zburzona Świątynia   Sro Sie 14, 2013 4:11 pm

Dziewczyna o ognistych włosach widocznie przeżywała wewnątrz swoje rozterki, przypominając sobie jakieś specyficzne wspomnienia lub obrazy związane z jej przeszłością. Askarius jedynie wpatrywał się w jej oczęta z lekkim uśmieszkiem, słuchając ją uważnie i nie zmieniając swojej pozycji wyjściowej ~ Nie masz serca? Jeżeli go nie masz dawno byś przestała żyć a jednak widzę, że żyjesz i nawet dobrze się trzymasz ~ Mężczyzna delikatnie się zdziwił zachowaniem kobiety, było nadzwyczaj inne od tego, z którym miał zwykle kontakt ~ Chyba zaczynasz mięknąć... ~ Askarius był osobą, która traktowała miłość jako jeden z elementów spójnych swojej organizacji, obdarzenie tym uczuciem wszystkich członków jego niewielkiej grupy było jego obowiązkiem. Władza nad światem, dyktowanie warunków, utworzenie nowego porządku. To był tylko wierzchołek góry lodowej. Ktoś z takimi poglądami, ideami i pomysłami musi mieć coś innego w zanadrzu. Nie chodziło tutaj o technologie, zasoby militarne i pieniężne. Swoją miłość oddał wszystkim w Fleauette, są dla niego dziećmi, rodzeństwem, rodziną, przyjaciółmi, zamknięty krąg do którego łatwo się dostać, ale trudniej wyjść. Takim o to sposobem pozbył się możliwości pokochania kogoś, ba, właściwie on nie chciał nikogo pokochać, gdyż wolał na równi traktować wszystkich, którzy powierzyli mu swoje pulsujące życia ~ Pijania czy też nie, przegrasz z takim nastawieniem... ~ Posmutniał na chwilę, nawet dało się to zauważyć, ale dziewczyna już nie dała mu dokończyć, właściwie nie wiadomo czy było co kończyć, zobaczymy potem. Sakebi skierowała ostrze w kierunku jego brzucha, dość otwarcie, jednak on się nie da. Zmienił pozycję ostrza, kierując je w dół tak aby z łatwością zbić i sparować atak dziewczyny, umożliwiając im zbliżenie się na milimetry swoich ciał a zwłaszcza głów, którą jeszcze specjalnie nachylił nad nią ~ Aż tak potrzebujesz bliskości? ~ Askarius może przesadził z tym żarcikiem, ale nie miał nic złego na myśli. Uśmiechnął się perfidnie a jeszcze przed tym cmoknął ustami jakby całował powietrze. Odepchnął dziewczynę od siebie dzięki skrzyżowanym ostrzą i ponownie wrócili do pozycji wyjściowej, w którym Askari skierował w jej kierunku swój miecz, machając nim delikatnie na prawo i lewo, jakby chciał ją zdezorientować.      

Dziewczyna jednak nie wykazała dalszych chęci do śmiercionośnego, lecz udawanego tańca z Askariusem. Zawiódł się trochę, nawet widać było jak wyraz jego twarzy usycha z wypływającej radości, związane z podnieceniem tym spotkaniem. Taka sytuacja, dziewczyna stała się wrakiem emocjonalnym. Schował miecze, zabrał swoje rzeczy, ukłonił się jej i uśmiechnął smutno na pożegnanie. Założył okularki, włożył mp3 i skierował się do mieszkania żeby obmyć się z brudu.
Z/t

_________________
~ Jestem Venorianem, nie boję się mroku, który mnie wciąga. Odrzucam ten chaos, wyrzucam go z moich myśli, istnieje tylko harmonia ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zburzona Świątynia   

Powrót do góry Go down
 
Zburzona Świątynia
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Świątynia centralna
» Świątynia Szatana [Podziemia]
» Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Dzicz :: Las Północny-
Skocz do: