IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kaplica Venoriańska

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pon Wrz 09, 2013 11:04 am

Oczy Gwyn rozszerzyły się gwałtownie, gdy syrena sięgnęła po jej rękę i zabrała się za leczenie. Z zaciekawieniem obserwowała jak krew przestaje się sączyć z rany, a ścianki zasklepiają się, nie pozostawiając żadnego śladu po czterech dziurkach. W swoim życiu nie raz zetknęła się z mocami uzdrowicielskimi, niemniej intrygowały ją zawsze w ten sam sposób. Nie potrafiła przypomnieć sobie, by kiedykolwiek jakaś wiedźma posiadała tego typu zdolność - wydawało się, że zapędy destrukcyjne przedstawicielek tej rasy swoiście wykluczają posiadanie daru tego rodzaju. Ślepia dziewczynki przesunęły się z dłoni na twarz Leanne i Gwyneth obdarzyła ją rozradowanym do bólu uśmiechem. Czuła się wyjątkowo wyróżniona, będąc opatrywaną właśnie przez nią.
Asheritta nie leczyła! A przynajmniej taką nadzieję miała blondynka.
Doprawdy, nie spodziewała się, że wywoła swoim zachowaniem aż taką sensację. Zrobiła to przecież przypadkowo, w dodatku nie zraniła się jakoś mocno, dlatego fakt, że skupiono na niej nagle uwagę był dla niej pewnym zaskoczeniem. Nie czuła się jednak przez to niekomfortowo, wręcz przeciwnie - lubiła być w centrum zainteresowania. Wszyscy patrzyli na nią, skupiali się, mówili i myśleli o niej.
Żałowała, że nie mogła utrzymać tego stanu na zawsze.
Słowa Fleauette - domniemanej córki jej Pana, o której nigdy wcześniej nie słyszała - wywołały grymas niezrozumienia na jej twarzy. Przechyliła główkę na bok, ściągając jasne brwi i zaciskając usta.
- Nie denerwuję się. To był wypadek, przepraszam -
mruknęła, choć jej mina zupełnie nie pasowała do tonu wypowiedzi. Wydawała się być zacięta, jakby zupełnie nie było jej przykro. W rzeczywistości czuła się źle ze świadomością, że Ascari mógłby nie pochwalać jej czynów. Chciała, by dowódca był z niej dumny, pragnęła słyszeć od niej wyłącznie dobre słowa, nie zaś nagany. Zlękła się nieco, że gdy wróci do stołu, Nieczystość natychmiast opowie mu jak Gwyneth obeszła się ze zastawą ze srebra. Obrzuciła zatem Venoriankę nieco podejrzliwym spojrzeniem, zerkając zaraz na kucającego obok krzesła Asheritta.
Jej ocena była mylna. Białowłosy może i miał problemy z wysławianiem się, gdy w grę wchodziła ładna dziewczyna, ale nie skupiał swojej uwagi tylko na nich. Był na tyle dobroduszny i wrażliwy, że aż jego wizerunek uległ poprawie w oczach Caven.
Choć może wpływ miał na to fakt, że obecnie był miły akurat dla niej. I wspomniał o tym, że jej Pan ją lubi! Czyli było widać, że miała z nim bardzo dobre relacje!
- Mam na imię Gwyneth, dla przyjaciół Gwyneth - odparła z dziecięcym entuzjazmem, mimowolnie wykorzystując niewidzialną dłoń do uściśnięcia mu ręki. Pomachała nią nieco zbyt energicznie, by dodatkowa kończyna ponownie rozpłynęła się w powietrzu, a na ustach wiedźmy rozlał się wesoły uśmiech. Mógł się z nią zaprzyjaźnić, oczywiście!
Musiała mieć jednak pewność, że nikt poza nią nie będzie dla niego lepszą przyjaciółką.
Wątpiła, by ten warunek był możliwy do spełnienia, był zbyt przyjacielski i troskliwy. Pewnie otaczała go cała masa ludzi, o których czarownica byłaby wiecznie zazdrosna.
Kiedy Ascari wrócił, oczy dziewczynki natychmiast zogniskowały się na jego twarzy. Nie przykuła zbyt wielkiej uwagi do jego słów, zauważyła natomiast niepokój mężczyzny. Zmarszczyła czoło, zatroskana stanem swego dowódcy i nie oderwała od niego wzroku nawet gdy pojawiło się trzech żołnierzy. Nie widziała jak wyprowadzają Asheritta, nie ujrzała wysuwanego ekranu.
Pan się martwił, nie mogła tego ignorować.
Jej głowa eksplodowała kakofonią głosów, kiedy joint z ust Flocka znalazł się między wargami Fleauette. Zastygła w bezruchu, unieruchomiona przez złowrogie uczucie, które rozkwitało w niej niczym niechciany kwiat. Powód jej zazdrości był absurdalny. Wzburzenie jednakże towarzyszyło jej od dłuższego czasu, nakładając się na siebie i budując coraz wyższy domek z kart. Wystarczyło naprawdę niewiele, by konstrukcja runęła, ukazując cały jej żal i pretensje.
Nie wiedziała o córce. Nie zdawała sobie sprawy z jej istnienia, a przecież była - powinna być! - najważniejszą osobą dla Pana. Miała być powierniczką jego sekretów, a tymczasem utaił szczególnie ważną informację. Bardzo, bardzo, bardzo dla niej istotną.
Zmusiła się do zepchnięcia hałasu na sam skraj podświadomości, by skupić się na głosie Ascariego. Jego słowa ubodły ją do tego stopnia, że aż skurczyła się na krześle, zwieszając głowę. Nie mogła zachowywać się jak humorzasty dzieciak z podstawówki. Nie mogła być niepoważna, bo sprawiała tym problemy.
Musiała opanować zazdrość.
Jak? Próbowała przez trzy stulecia, siłowała się z nią i dusiła w zarodku, starając się zwalczyć. Efekty takiej terapii były katastrofalne w skutkach, bo po jakimś czasie wybuchała i wyrzucała z siebie wszystko, co do tej pory zalegało w drobnym ciele. Tłamszenie w sobie negatywnych uczuć dawało siłę jej głosom, podbudowywało je, umacniało.
Ona zaś słabła, więdła, gniła.
Pokiwała niechętnie głową, dając do zrozumienia, że dostosuje się do poleceń. Jakiekolwiek by nie były, miała zamiar dać z siebie wszystko. Nawet jeśli z tego powodu cierpiałaby i zabijała samą siebie.
Przypomniała sobie o Leanne, gdy dowódca zwrócił się bezpośrednio do niej. Syrena wyglądała słabo, była coraz bledsza. Gdy tylko dowódca powiadomił ją o swych planach i zajął się pogadanką o radzie, podciągnęła się na krześle do góry, by ułożyć na czole syreny zimną dłoń. Freddy tymczasem zeskoczył na kolana Marvel i począł głaskać ją po dłoni, jakby chciał w ten sposób pomóc. Gwyneth nie dopatrzyła się oznak choroby, uspokoiła się więc na tyle, by wysłuchać Flocka. Candy Land. Hannibal. Rebelia.
Ach, Ascari był na tyle litościwy, że nawiązywał współpracę nawet z robakami.
Uderzyło w nią, że nie została wybrana. Czarne interesy mogłyby równie dobrze być i jej domeną, gdyby tylko Pan sobie tego zażyczył. Żyła wystarczająco długo, by nabyć odpowiedniego doświadczenia, odniosła zatem przykre wrażenie, że zwątpiono w jej kompetencje. Choć odwzajemniła uśmiech mężczyzny, wydawała się być dziwnie przygaszona. Kompletnie nie wiedziała czym jej Pan się zajmuje, z kim rozmawia, kogo odwiedza, co planuje.
O córce też nie wiedziała.
Kolejne uderzenie głosów zmusiło wiedźmę do wygięcia ust w podkówkę.
Odpowiedzi syreny były niegrzeczne i spochmurniała nieco, popatrując na nią z ukosa. Z drugiej strony wolała brak szacunku, niż chore podlizywanie się przywódcy - w przypadku drugiej opcji rodziła się w niej potrzeba zatopienia ostrzy w czyimś gardle. Marvel coraz dobitniej ukazywała, że nie stanowi dla Gwyneth zagrożenia. Nie czyhała na jej pozycję, nie starała się popaść w łaski Pana. W dodatku była niewątpliwie miła dla samej wiedźmy i uśmiechała się do niej, co nie miało jej zostać zapomniane.
Kiedy podniosła się, blondynka zamrugała, nie wiedząc co zrobić. W normalnej sytuacji zostawiłaby ją i skupiła się na przyglądaniu dowódcy, obecnie jednak wstrząsały ją skrajne uczucia. Obawiała się, że jeśli pozostanie tu dłużej, wybuchnie w końcu i oskarży Fleauette o coś, co nigdy nie miało miejsca. Byleby choć odrobinę zniszczyć jej wizerunek, byleby wznieść się w hierarchii odrobinę wyżej.
Zastanowiła się, co na jej miejscu zrobiłby ktoś inny. Ach, Asheritt, przed którym czekała teraz próba, najpewniej natychmiast pognałby za Leanne by jej pomóc. W ten sposób okazałby, że troszczy się o nią najbardziej...
Co nie było prawdą! To Gwyncia się martwiła!
Zeskoczyła zatem z krzesła na podłogę, chwytając Freddiego, który osunął się bezwładnie z jej dłoni. Połknęła szybko skrawek własnej duszy, spoglądając przez ramię.
- Wybaczą, dopilnuję, żeby nie straciła przytomności. Niedługo wrócę, niech nie wylewają mojej zupy - oświadczyła, by po chwili puścić się biegiem za syreną. Sukienka parę razy zaplątała jej się pod nogami, ale Gwyneth doskonale radziła sobie z przebieraniem nogami mimo tego problemu. Wypadła przez drzwi, zatrzaskując je za sobą i została pokonana przez zakręt, na którym nie wyrobiła i władowała się w ścianę. Zatrzymała się, potrząsnęła głową na boki, by doprowadzić się do ładu i poruszała nosem, próbując wyłapać trop.
Zapach półryby był wystarczająco wyraźny, by mogła kierować się z jego pomocą.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Sob Wrz 14, 2013 8:08 am

Ascari siedział na swoim krześle jakby nigdy nic, wpatrywał się w każdego kto opuszczał kapliczkę z niedowierzaniem. Lea poczuła się źle to dało się zauważyć, jej nagłe wyjście, rozumiał, natomiast Gwyneth polazła za syrenką żeby sprawdzić czy wszystko z nią ok. Grzeczna dziewczynka, ale i tak całe zajście przyprawiało go o migrenę, na szczęście jednak już był pod wpływem zioła, więc nie czuł tego wszystkiego tak mocno.
- Delikatność? I mówi to Nieczystość. Nasza sprawa jest ważniejsza i jest naszym priorytetem. - Odezwał się w kierunku córki, niezadowolony z tonu jej głosu i jej stosunku do całego zajścia. Skrzywił się nieznacznie. Zaczął podpierać swoją głowę dłonią żeby zastanowić się chwilkę nad tym wszystkim i popatrzeć na ekran, na którym znajdował się Asheritt wraz z zamaskowanym towarzyszem, czekający na start i otwarcie drzwi.
- Czasami trzeba się wpierw wyrzec paru rzeczy, przyziemnych spraw żeby osiągnąć coś większego, my właśnie zmierzamy do osiągnięcia ej wielkości, tylko wydaje mi się, że wszyscy cofnęliście się do stanu dziecka macie humorki. - Skomentował ostatecznie całe zajście patrząc na dziewczynę i odbierając od niej jointa, musiał zapalić jeszcze. Wtedy czuł się lepiej, a każde wzmocnienie jego świadomości, dobrego samopoczucia, było bardzo mile widziane.
- Mogłem być troszkę delikatniejszy, ale nie wiedziałem, że będzie z nami tutaj, dzisiaj. Przeproszę ją za moje zachowanie... Potem, zapewne. - Taki scenariusz powinien obrać, choć miał nadzieję że Gwyncia da radę uspokoić, pomóc i wyjaśnić wszystko dziewczynie, będzie miał wtedy miej do roboty, no ale nie może tak wykorzystywać Wiedźmy.

_________________
~ Jestem Venorianem, nie boję się mroku, który mnie wciąga. Odrzucam ten chaos, wyrzucam go z moich myśli, istnieje tylko harmonia ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Sob Wrz 14, 2013 9:54 am

Dziewczyna złapała z tacy butelkę wina i patrzyła jak wiedźma wychodzi. Może i było lepiej. Przynajmniej już nie musiała się bać, że jej oczy wydłubie. Słysząc jego głos odwróciła do niego głowę. Czasami naprawdę zdawał się wyglądać jak wiekowa istota zmęczona swa egzystencją. Pozwoliła mu mówić bez skrępowania. Wstała i ruchami rąk pokazała całej obsłudze by wyszli. Cóż skończyło się przedstawienie więc oni też mogą skończyć tą robotę. Stanęła za krzesłem swego ojca i spokojnymi ruchami masowała dłońmi jego kark lekko pochylona do przodu.
-Cel zostaje celem jednak trzeba dbać o sojuszników. Jeśli poczują się ważni i cenieni całkowicie oddadzą się sprawie a wtedy można nimi manipulować.
Okrutne słowa wypowiadane z pięknych ust. Jednak ona wiedziała co robi, najpierw trzeba daną osobę przyzwyczaić do siebie i ją w pewnym sensie zniewolić by mogła ci służyć.
-Musisz też zapamiętać, że pomysł przyjęcia ich wszystkich jako rodziny należał do ciebie. Nikt nie powiedział, że łatwo będzie zarządzać tak wielką gromadką. Musisz się nauczyć kto się lubi, a kto skacze sobie do gardła. Kogo zbliżyć do siebie by móc to wykorzystać w przyszłości a kogo trzymać blisko siebie bo się przyda. Wszyscy w tej organizacji są jak małe marionetki, ty musisz tylko odpowiednio pociągnąć za sznurki a one zrobią całą resztę za ciebie.
Jej słodka trucizna wypływała z ust. Ona była jednak właśnie takim destrukcyjnym typem człowieka, który spokojnie czeka na dobrą okazję do ataku.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Wto Wrz 17, 2013 6:46 pm

Wrzask rozniósł się echem po siedzibie, zlewając się z odgłosem kroków należących do małej czarownicy. Przebierała histerycznie nogami, mijając kolejnych zdumionych strażników i nie przejmując się ich próbami zatrzymania jej. W jej głowie pobrzmiewały na przemian rozpaczliwe krzyki głosów - równie zdumionych co ona sama nagłą śmiercią syreny, której nie zdążyły dosadnie dopiec - i słowa, które wypowiedziała Leanne. Tak krótko ją znała, tak krótko, krótko, krótko.
Życie było krótkie.
Zasapana stanęła przed drzwiami do kapliczki i zamarła w bezruchu, z oczami utkwionymi w podłodze. Musiała doprowadzić się do ładu, nie mogła sprawiać Panu kłopotów. Nie chciała być uciążliwa, a on nie życzył sobie, by zachowywała się jak przedszkolak. W takim wypadku musiała odłożyć na bok targające ją emocje i ukryć się pod maską spokoju.
Wygładziła machinalnie przypaloną sukienkę, po czym wkroczyła dumnym krokiem do środka, nie zwracając uwagi na ubrudzoną buzię i poczochrane włosy, miejscami tlące się jeszcze wskutek uderzenia pioruna nieopodal. Wmaszerowała do połowy pomieszczenia i zatrzymała się, unosząc dłoń i odchrząkając, coby zwrócić na siebie uwagę obecnych.
- Przepraszam, że im przeszkadzam, mam wiadomość - oświadczyła obojętnie, choć jej rozbiegane oczy zdradzały cały kryjący się w niej niepokój. Zezując na swój nos, ukłoniła się i wyprostowała nagle, by przytulić do siebie Freddiego. Jak miała ubrać to oświadczenie w słowa? Powinna dodać coś od siebie? Powinna brzmieć smutno? Radośnie? Należało być zgorzkniałym w takich chwilach? A może wymagało się uronienia choć jednej łzy?
Pociągnęła nosem, choć w zasadzie nie miała zamierzała płakać. Miała zupełnie suche oczy.
- Leanne Marvel, naukowiec Fleauette przed paroma minutami została zabita przez uderzenie pioruna. Zgon stwierdziła Gwyneth Caven, Zazdrość.
Chwilę potem zamrugała i rozejrzała się dookoła, wdziewając na usta rozkoszny uśmiech. Zniknęło przerażenie z jej spojrzenia, wydawała się być już całkiem uspokojona.
- Nie ma tu Leanne? Poszła już? Pójdę zadbać, by nie zemdlała, niech zostawią mi zupę - oświadczyła miękko, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że przed paroma sekundami sama powiadomiła ludzi o śmierci syreny. Odwróciła się na pięcie i skocznym krokiem wydreptała na zewnątrz, nucąc pod nosem skoczną melodyjkę.
W zasadzie zastanawiało ją, gdzie tak uświniła sukienkę?

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   

Powrót do góry Go down
 
Kaplica Venoriańska
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» [ME] Zapomniana Kaplica Seatha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Dzicz :: Pustynia Wschodnia :: Siedziba Fleauètte-
Skocz do: