IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kaplica Venoriańska

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Sro Sie 28, 2013 1:51 pm

Zamknął na chwilę oczy a po chwili je otworzył, już wszystko pamiętał. Telepatia to była jednak coś. Mógł sobie układać wszystko w głowie jak chciał, szufladkować informacje, chować je po kątach w otchłani pamięci, była to potężna moc, która nie była doceniania przez innych. Chyba nie zdawali sobie sprawy, że ingerencja Askariusa w głowę kogoś zwykle kończyła się ujawnieniem w jego głowie nieograniczonej ilości informacji, danych, które zebrał przez całe życie i nie potrafił wszystkich skontrolować ich przepływu jeżeli też nie był telepatą. Mógł nawet przypomnieć komuś podczas walki, historię sprzed paru dni, zapchać mu tym głowę, zamydlić oczy. Nikt nie był w stanie walczyć z nim jeżeli siedział komuś w głowie. Nie dało się, to było nielogicznie, niemożliwe, nierealne. Dlatego właśnie osoby z kalectwem psychicznym, umysłowym tak bardzo go interesowały. Jeżeli czyhała w kimś bestia, to z łatwością po wejściu do jej głowy by ją obudził. Nie wolno z nim igrać, jego zdolności telepatyczne były nikle ograniczone. Popatrzył na dziewczynę z delikatnym uśmiechem w stylu "Moje biedne dziecko, choć, przytulę Cię". Rączke podarował jej bez najmniejszych oporów, coś namalowała na dłoni. Był to uśmieszek, słodki szaleńczy uśmieszek ~ Rozumiem, że to dłuższa historia, której nie chcesz mi zdradzać, może jednak kiedyś zmienisz zdanie... Pomógłbym twoim siostrą, znalazłyby miejsce, dom, rodzinę, schronienie, bezpieczną przystań i nowy start wśród Nas ~ Wstał z miejsca i przez chwilę z kimś rozmawiał telepatycznie. Zwykle można poznać gdy używa moce, gdy jego zielone, dzikie oczy zmieniają kolor na jaskrawą czerwień. Przy okazji po jego ciele wychodzą żyły, choć teraz były ledwo widoczne, jednak na szyi i na twarzy można było widać, delikatne czarne żyłki, które chciały "uciec spod skóry". Wszystko znikło tak samo jak się pojawiło, wrócił do obserwowania dziewczyny oraz jej kochanego misia, Freddiego. Zastanawiało go przez chwilę czy misiek jadł normalne jedzenie, pił czy po prostu był istotą, która tego nie potrzebowała.

Drzwi się otworzyły a przez nie wlazło czterech postawnych mężczyzn w mundurach i hełmach, na pewno byli Venorianami, którzy prowadzili wielką klatkę na kółkach, w której były zamknięte dwa tygrysy tybetańskie. Askarius kiwnął im żeby przenieśli je na koniec sali. No tak, przecież miała odbyć się ceremonia dla Asharitta, powoli się szykował. Oczywiście jedno z tych zwierzątek było dla Asha, drugi był dla niego, miał ochotę coś zjeść, robił się za każdym razem głodny na myśl o przyszłości, w której chciał się znaleźć wraz z innymi i Fleauette. Popatrzył na dziewczynę, kiwnął jej głową żeby wraz z nim skierowała się na koniec sali, gdzie strażnicy pozostawili klatkę i pośpiesznie uciekli z kapliczki. Stanął przed klatką, oblizał swoje wargi ~ Tak, odpowiedz mi na pytanie... Czy myślisz, że jestem "złym człowiekiem"? ~ Zadał jej dziwne pytanie, na które oczekiwał szczerej odpowiedzi, mógł ją uzyskać wchodząc do jej głowy, ale nie miał zwyczaju penetrować umysłów swoich towarzyszy broni.   

_________________
~ Jestem Venorianem, nie boję się mroku, który mnie wciąga. Odrzucam ten chaos, wyrzucam go z moich myśli, istnieje tylko harmonia ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Sro Sie 28, 2013 4:19 pm

To byłoby ciekawe doświadczenie zarówno dla niego jak i dla samej Gwyneth, gdyby kiedyś zechciał wtargnąć do jej umysłu. Chaos, jaki tam panował, zwyczajnie wydawał się niemożliwy do ogarnięcia - zbyt wiele głosów wrzeszczało, uskarżało się, plątało i obijało. Czytanie blondynce w myślach było zatem utrudnione, choć wcale nie niemożliwe. Jeśli udałoby się zignorować obecność dziesiątek krwiożerczych i awanturniczych osobowości, natknęłoby się na delikatną, postrzępioną na bokach, ciemnofioletową mgiełkę.
Jej duszę.
Gwyn nie była na tyle bezmyślna, by wysuwać się ze swoimi pomysłami ponad stworzony w jej głowie hałas. Wykorzystywała bezwiednie chorobę, chowając za chórem okrzyków własne myśli. Miejscami mieszała się z głosami, tworząc olbrzymi supeł, by potem znów się rozgałęzić, uciec, zgubić czyhające na nią niebezpieczeństwo.
Była przekonana, że zawsze musi zachowywać ostrożność.
Jej chude ramiona rozluźniły się na widok uśmiechu Pana. To był grymas dla niej, w tej chwili wyłącznie dla niej, więc czerpała z niego podwójną uciechę.

Pomagać wiedźmom?
Samarytanin!
Cóż za dobroć, ha!
- Nie pomaga im - wcięła natychmiast, zadzierając głowę i prześwidrowując mężczyznę zaciętym spojrzeniem. Zaraz potem nadęła policzki, ogniskując wzrok ponownie na flamastrze, którego używała do wyrysowania na swojej ręce esów floresów. - Nie chcę żeby im pomagał.
Zazdrość. Nie na darmo zyskała ten przydomek, grzech ten był niemalże jej przekleństwem. Zieleniała ze złości na samą myśl o tym, że inna wiedźma miałaby być traktowana równie dobrze co ona. Nie zasłużyły sobie na miłosierdzie Pana, nie powinny się zbliżać do niego nawet na odległość czterech kilometrów.
To ona była jego czarownicą.
- Mają własne terytoria, radzą sobie - burknęła cicho, wyginając usta w bliżej niezidentyfikowanym grymasie. Następnie z zainteresowaniem poczęła przyglądać się jak prowadzi telepatyczną konwersację. Jej odruchy z pewnością nie należały do normalnych, zamiast grzecznie czekać aż skończy, przyczołgała się bliżej, unosząc dłoń i przejeżdżając opuszką palca po lekko zarysowanych czarnych żyłkach.
Nigdy nie wiedziała jak powinna się zachowywać, nie miała żadnych manier ani przyuczenia, by rozumieć dlaczego tak zuchwałe dotykanie dowódcy powinno zostać ukarane. W jej mniemaniu to było to bardzo odpowiednie, zwyczajne i normalne.
Musiała tego dotknąć, musiała to zrobić za wszelką cenę.
Kiedy tylko skończył, odsunęła się do tyłu, wyciągając rękę w stronę Freddiego. Pluszak potulnie podłożył głowę pod dłoń, a gdy dziewczyna zaczęła ją odsuwać, z jego wnętrza wyłoniła się niemalże przeźroczysta, różowawa mgiełka. Gwen nachyliła się, wciągając ją w usta, po czym otarła je przydługim rękawem, chwytając bezwładnego misia i przytulając go do piersi.
Jej dusza znów była kompletna, wskutek czego obramówka na prawym oku zniknęła.
Dokładnie w tej samej chwili do środka weszło czterech Venorian, których słyszała jeszcze na korytarzu. To z ich powodu pozbawiła Freddiego możliwości chodzenia, nie chciała by niepotrzebnie pałętał się pod nogami i został zdeptany przez jakiegoś nieuważnego osobnika.
Jej oczy uważnie śledziły każdy ruch tygrysów. Przejechała językiem po zębach, wydając po chwili z siebie ciche miauknięcie. Uwielbiała takie kociaczki.
Nawet w bajkach czarny kocur był atrybutem wiedźmy.
Gdyby nie obecność Pana przytuliłaby się do klatek, wpychając do środka ręce i nie zważając na to, że najpewniej zostanie ich pozbawiona. Tym jednak razem zbyt wiele uwagi poświęciła rozmyślaniu o celu ich sprowadzenia tutaj, by wpaść na tego rodzaju pomysł.
Przesunęła się za mężczyzną niczym cień, stając u jego boku na końcu sali i nie spuszczając wzroku z tygrysów. Pytanie nie zbiło jej z pantałyku, wywołało wyłącznie śmiech, który rozniósł się echem po sali.
- Nie jest nawet człowiekiem - zauważyła z rozbawieniem, by gwałtownie spoważnieć i ściągnąć brwi. - Definicja zła jest różna dla każdego stworzenia. Jeśli jednak zależy mu na odpowiedzi, moja definicja nie pozwala na określenie go złym. Nie może być złym ten, kto pragnie zmienić świat na lepsze - stwierdziła, przekrzywiając głowę w ten sposób, by móc patrzeć mu w twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Czw Sie 29, 2013 11:58 am

Nie odpowiedział jej dopóki nie usłyszał odpowiedzi na swoje pytanie. Jeżeli dziewczynka chciała być jedyną wiedźmą w organizacji to nie ma problemu dla niego, tylko musiała zrozumieć, że pewnego dnia, pewnej godziny, pewnego okresu i w pewnym momencie... Będzie potrzebował wszystkich, którzy są w stanie nosić miecz, karabin, prowadzić czołg lub mecha, potrafią zabijać i niszczyć. Nie było miejsca na osobiste porachunki, właściwie był hipokrytą. Dla niego to wszystko było osobistą sprawą i miał nadzieję, że wszyscy należący do organizacji będą traktowali to wszystko na poważnie i na pierwszym miejscu, jako główny wyznacznik ich życia ~ Dzięki Ci Gwyneth, jesteś mądrą dziewczynką, mam nadzieję że będziesz mi towarzyszyła do końca... Razem zmienimy świat na lepsze. Nasza cała rodzina kiedyś zmieni ten porządek. Pozbędziemy się przemocy przemocą, zła złem, cierpienie cierpieniem, zniszczenia zniszczeniem, skażenia skażeniem, bólu bólem, nierówności nierównością... A na końcu zasiądziemy na ganku naszego wspólnego domu i będziemy podziwiać widoki matki natury, które utulą nas w wiecznym śnie... ~ Mówił tak jakby do dziewczyny, ale cały czas patrzył na zwierzęta w klatce, które o dziwo nie warczały na Askariusa. Wpatrywały się w jego oczy a on w je, na przemian. Jego ciało ponownie zostało ozdobione przez żyły. Widocznie buszował im w głowie starając się pokazać im obrazy z dzieciństwa lub te, które uważały za najlepsze w swoim życiu, chciał zdobyć ich zaufanie. Był to trudny zabieg, ale możliwy. Zwierzęta miały proste umysły, znał się na nich, więc bez problemu przygotuje wszystko, ich głowy na przybycie Asheritta. Córka jego też miała przyjść, zobaczy swoje kochanie, miał jedynie nadzieję że Gwyneth potraktuje ją jak swoją siostrę. Jeżeli nie, to będą mieli rodzinny problem i wizytę u terapeuty. Wystawił rączkę w kierunku wiedźmy, chciał żeby ją złapała, bo wysłał jej wiadomość telepatycznie, nie wchodząc do jej głowy na dłużej niż 1s "Złap mnie za dłoń". Uśmiechnął się i czekając na reakcję dziewczyny, dalej buszował w głowach tygrysów, przybliżył się idealnie do klatki a zwierzęta nie zareagowały, nie zrobiły żadnego ruchu, były jak zahipnotyzowane.  

_________________
~ Jestem Venorianem, nie boję się mroku, który mnie wciąga. Odrzucam ten chaos, wyrzucam go z moich myśli, istnieje tylko harmonia ~


Ostatnio zmieniony przez Askarius dnia Pią Sie 30, 2013 10:18 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Czw Sie 29, 2013 5:59 pm

Gdyby wytłumaczył jej to w ten sposób, najpewniej zgodziłaby się mu pomóc. Pragnęła z całego serca przysłużyć się swemu Panu, zrobić dla niego więcej niż inni, by widział w niej ważnego sojusznika. By stanąć w hierarchii bliskich mu osób najwyżej jak się dało.
Gwyneth zależało tylko na jego uwadze.
Więc jeśli sprawa była ważna dla dowódcy, traktowała ją w ten sam sposób. Angażowała się w każde zadanie, które jej zlecił, wykorzystywała wszystkie sposoby, by doprowadzić do takiego zakończenia, jakiego sobie życzył.
W zamian nie oczekiwała znowu tak dużo. W jej mniemaniu była to zaskakująco niska cena za jej lojalność i oddanie.
- Będę z nim do samego końca - obiecała beztrosko, bujając się na palcach w przód i w tył. Jej podniecenie na myśl o urządzeniu świata na nowo objawiło się w postaci ciarek, przechodzących wzdłuż kręgosłupa. Zawsze ciekawiło ją, czym jest prawdziwa, pełna rodzina. Taka składająca się z wielu członków, gdzie jest zawsze wesoło i gwarno. Przez lata swego życia oglądała je z daleka - tym razem miała okazję zostać członkiem takowej i napawało ją to bezgranicznym szczęściem. Tworzyła rodzinę wraz z innymi członkami Fleauette.
- Marzę o tym każdego dnia - stwierdziła cicho, przymrużając do połowy oczy i przytulając Freddiego mocniej do piersi. Nie potrafiła określić czy cieszy ją myśl o zostaniu Venorianem, czy raczej odrobinę się tego obawia. Złościło ją przywiązanie do tradycji, które wpoiły jej inne wiedźmy, chciała pozbyć się przekleństwa i zacząć żyć normalnym życiem. Nauczyć się postępować inaczej niż do tej pory.
Z drugiej strony nie byłaby najpewniej tak istotna, gdyby pozbyła się swych unikalnych umiejętności.
Nie była też pewna, czy wraz z utratą swych mocy, nie wyzdrowiałaby ze swej choroby. Myśl ta powinna być dla niej atrakcyjna, ale nie wyobrażała sobie ciszy, wynikającej z braku głosów. Musiała je słyszeć, były jej częścią, ich wrzask pozwalał jej pozostawać w wiecznym skupieniu.
Kiedy na skórze Askariusa znów pojawiły się żyły, wysunęła dłoń i przyłożyła do nich palec, wpatrując się tak uparcie, jakby spodziewała się, że dostrzeże przepływającą wewnątrz nich krew. Tak strasznie lubiła im się przyglądać!
Nawet gdyby nie otrzymała wiadomości, natychmiast ujęłaby dłoń dowódcy. Kiedy więc jej rączka ulokowała się już we właściwym miejscu, przeniosła spojrzenie na tygrysy, ze zdumieniem stwierdzając, że kotki zastygły w bezruchu. Nie robiły niczego, po prostu stały i wpatrywały się w jej Pana.
- Co im zrobił?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pią Sie 30, 2013 2:43 am

Zadowolony z takich obrotów spraw, obdarzył dziewczynę niesamowitym ojcowskim darem, gestem który był obecny w wielu rodzinach. Kucnięcie do poziomu dziewczynki, a raczej lekkie nachylenie się i uciśnięcie jej w swoich ramionach. Ochrona, zaufanie, uczucie, to właśnie oferował wszystkim swoim owieczką, które miał chronić, prowadzić i ich rozwijać. On jedynie był przewodnikiem. Myślicie, że czemu Askarius oczekuje... Czeka na "wybrańców. Zgodnie z wyznaczeniami ojca miał odrodzić gatunek Venorian, zrobił to, doprowadził do odrodzenia rasy w mniejszym stopniu, udało mu się. Naprawdę większość populacji organizacji należała do ogoniastych. Jednak o tym wszystkim innym razem. Askarius był naprawdę obszerną postacią, miał wiele myśli, które udawało mu się gromadzić aż powstały te najlepsze. Telepatia była niesamowitą zdolnością. Sama zdolność wejścia w czyiś umysł umożliwia wiele rzeczy, jest to prosta psychologiczna ingerencja, która prowadzi do możliwego poukładania, wpojenia, przemienienia, wydobycia, wczepienia, przekazania informacji. Wszystko jest jednak zależne od czasu i od głębokości, na którą wszedł podczas ingerencji oraz od czasu połączenia ~ Pamiętaj jedno Gwyneth, nie używam mojego daru na istotach rozumnych, jeżeli nie wymaga tego sytuacja. Obcych, którzy mnie nie rozumieją, czyli w tym samym ziemskie zwierzęta z tych czasów... Nie mam oporów do penetrowania ich umysłów jeżeli nie widzą we mnie drogowskazu. W dodatku zwierzęta mało myślą, powiedzmy. Dzięki temu z łatwością mogę pokazać im obrazy zwyczajne, denne, które kojarzą im się z młodymi latami, życiem w partnerstwie, coś co uważają one za bezpieczne, nie zagrażające im życiu ~ Odsunął a raczej oderwał się od dziewczyny żeby otworzyć klatkę jakby nigdy nic. Wszedł do niej i podszedł do nich na bliską odległość. Gwałtownie doskoczył do jednego z tygrysów, w tym samym czasie zapełniając "pustymi" impulsami myślowymi drugiego, które powinny zaśmiecić jego zdolność postrzegania, reagowania i tak dalej na jakiś czas. Było to przecież zwierzę, trudniej byłoby z istotą rozumną. Jego zwyczajne uzębienie zostało ozdobione przez ostre siekacze oraz pomniejsze kły, które wyrastały z dziąseł. Spod jego marynarki wyleciał ogon, który zaplątał się jak bicz wokół szyi zwierza. Wbił swoje kły w tygrysa mocno, podniósł go bez problemu i wyniósł na ręce z klatki. Zamknął ją wolną dłonią i skierował się na dywan, zasiadł tam bardziej po turecku. Wyrwał po krótkiej chwili mięska z skórą, przerwał jedną z głównych połączeń układu krwionośnego. Pozwolił jej zdychać... Wykrwawiać się.  

_________________
~ Jestem Venorianem, nie boję się mroku, który mnie wciąga. Odrzucam ten chaos, wyrzucam go z moich myśli, istnieje tylko harmonia ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pią Sie 30, 2013 11:39 am

Z początku zastygła w bezruchu, porażona nagłym gestem, którego na dobrą sprawę nie potrafiła od razu zinterpretować. Jej myśli buchnęły chaotycznie na wszystkie strony, sprowokowane przez spanikowane głosy, które nie odpuściły sobie okazji by wydostać się choćby na moment spod kontroli czarownicy. Nim jednak na dobre udało im się rozpętać w jej głowie piekło, zdusiła je całą swoją mocą i przymknęła oczy, wprowadzając na powrót ład i porządek.
Było jej tak ciepło.
Stanęła na palcach, obejmując Ascariego rękami i wtulając się w niego jak małe dziecko. Czuła się zupełnie bezpieczna, niemalże tak jak w ramionach mamy. Nie przytulano ją na tyle często, by mogła mieć porównanie z inną osobą. Bądź co bądź była dziwna, roztargniona i nieprzewidywalna.
Równie dobrze mogła zareagować w zupełnie inny sposób.
Fleauette dawało jej naprawdę wiele. Przede wszystkim akceptacje i poczucie przynależności do większej grupy, planu. W dodatku potrafiła nawet przemóc się do dzielenia terytorium z innymi drapieżnikami, co wydawało jej się sporym sukcesem.
Z dwieście lat temu wyrżnęłaby ich wszystkich w pień.
Zdecydowanie dorosła.
- Czemu nie używa mocy na osobnikach myślących? To okropna strata -
stwierdziła z zaskoczeniem, kręcąc głową. Nie rozumiała czasem swego Pana, nieużywanie pełni mocy wydawało jej się zwykłym marnotrawstwem. Czasami też miała wrażenie, że jest stanowczo zbyt dobry i troskliwy, choć z drugiej strony nie potrafiła skrytykować w nim tych cech - przecież to właśnie ze względu na nie przyjęła służbę u niego.
Z pewnym niezadowoleniem pozwoliła się odsunąć i zrobiła krok w stronę klatki, by przystanąć w miejscu w chwili gdy jej Pan wszedł do środka. Mimowolnie spięła mięśnie łydek, gotowa w każdym momencie rzucić się na kota, gdyby przypadkiem stał się agresywny - niewątpliwie dowódca by sobie poradzić, ale wolała chuchać na zimne.
Jej oczy rozbłysły, kiedy zrozumiała co Flock robi. Przejechała językiem po wargach i przełknęła ślinę, by z uwagą obserwować każdy ruch mężczyzny. Kiedy zasiadł na dywanie, w parę sekund ulokowała się naprzeciw niego, przyglądając się z zachwytem krwi.
Krew.
Miała ochotę zamoczyć w niej palce, rozetrzeć ją na rękach i pomalować nią ściany.
Tak bardzo, bardzo, bardzo tego chciała!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pon Wrz 02, 2013 12:06 pm

Rzeczywiście przemierzyli tą pustynię jakoś cholernie szybko. Gdyby nie ten piasek walący jej po oczach to by nawet pewnie biedna syrenka nie zauważyła, że to pustynia. Ale w sumie, za samą siedzibą, Marvel też nie przepadała. Mimo że stanowczo zaprotestowała przeciwko dalszemu noszeniu jej na rękach, ledwie przekroczyli jej progi - bo Asheritt zachowywał się tak, że ona teraz też była cholernie zawstydzona, oboje skierowali się do kaplicy Venoriańskiej.
Nie lubiła tego miejsca. Ta krew zamiast wody zdecydowanie do niej nie przemawiała. Za dużo już się w życiu napatrzyła na krew i nie chciała więcej, jeżeli nie było to konieczne - na przykład przy stole operacyjnym. Co nie zmieniało faktu, że była w miarę niewrażliwa na takie widoki, nie odczuwała mdłości, odczuwała jedynie obrzydzenie i degustację. Kiedy ona się do tego przyzwyczai? Możliwe, że to był jeden z powodów, dlaczego zwlekała z przemianą w Venoriankę. Poza tym, że musiała się prostytuować, żeby się utrzymać i chciała przeżyć choć trochę młodości zanim wciągną ją w swoje szalone plany. Bo że są szalone, to Marvel wiedziała. No i fajnie by było przedtem pogodzić się z przeszłością, żeby być pewną, że nie chce zmiany tylko dlatego że bycie syreną boleśnie przypominało jej o wszystkim. I mogłaby jeszcze znaleźć ojca, gdzieś po drodze, o! Wyjść za mąż. Mieć dzieci, bo przecież potem nie będzie mogła! No co? Ilekroć Lea pojawiała się w siedzibie, przypominała sobie, jak bardzo się waha i nie jest jeszcze gotowa.
A to co zobaczyła, kiedy dotarli do kaplicy Venoriańskiej, wcale jej nie pomogło.
Mała dziewczynka, a przynajmniej tak się Lei wydawało, obserwująca z fascynacją krew. Klatka z tygrysem. I sam przywódca organizacji... pastwiący się nad drugim kotowatym?! Ohyda! Co tu jest grane! Mogłaby powiedzieć coś dowcipnego, w stylu "wiecie, wynaleźli już piekarniki", ale widok był na tyle abstrakcyjny, że po prostu wolała się obrócić i po prostu na to nie patrzeć.
Ha! Wesoło!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pon Wrz 02, 2013 12:20 pm

Podkład muzyczny
Jego oczy zmieniły barwę z dziko zielonego na szkarłatną czerwień, oderwał się od szyi zwierzęcia, ubabrany cały w krwi na twarzy, uśmiechnął się w kierunku dziewczyny. Czarne żyły ponownie zaczęły wychodzić mu na ciele i idealnie komponowały się z świeżą krwią zwierzęcia. Oblizał się wokół warg, rozszerzył nieznacznie usta żeby pokazać jej siekacze, kły które wyrastały, gdy miał na to ochotę a zwłaszcza podczas posiłku. Wbił się w ciało zdychającego tygrysa, wpierw zaczął od tułowia. Rozszarpał skórę, dostał się do wnętrza i zaczął pałaszować ukrwione surowe mięsko. Wydawał z siebie ciche pomruki zadowolenia. Zwierzęta drapieżne mu chyba najbardziej smakowały, ofiary które wiedział, że były w swoim środowisku naturalnym na szczycie łańcucha pokarmowego. Natomiast teraz to on był drapieżnikiem alfa, wszyscy Venorianie byli drapieżnikami, każdy to wiedział należąc do organizacji. Rodziny się nie wybiera, powiadają, lecz tutaj ma się wybór, choć często było za późno na odwrót od całej tej sytuacji. Nie przejmował się dziewczyną, która spoglądała na niego oczami szaleństwa i obłędu, widocznie cieszył ją widok krwi. Akceptował to i nie wybrzydzał. Czy jemu podobał się widok krwi? Nie chodziło tutaj o to co mu się podobało, wiedział po prostu jaki jest i jakim chce być, nie miał zamiaru się zmieniać na potrzeby innych. Wszyscy przychodzili do niego wiedząc doskonale kim się kiedyś staną. Nie musiało to być dzisiaj czy jutro, mogło to nastąpić dopiero na końcu. Przynależność do organizacji była równoznaczna z przynależnością do rodziny, w której nie byłeś oceniany przez pryzmat gatunku, płci, wieku, psychiki, przeszłości. Znajdywałeś tutaj bezpieczną przystań, nawet jeżeli znajdowała się na środku pustyni, głęboko pod ziemią. Po jakimś czasie pałaszowania do kapliczki wpadł wreszcie Asheritt oraz Lea, której najmniej się tutaj spodziewał. Zapewne coś spotkało ich ciekawego. Wypyta ich potem czemu znaleźli się tutaj razem w tak dziwnych okolicznościach. Oderwał się od zwierzęcia, które było wydarte z wnętrzności i mięśni, było teraz truchłem czy też tak zwaną padliną, którą podniósł i wrzucił do tajemniczego zsypu, znajdującego się za nim. Był trochę ubrudzony krwią, no ale co tam. Ściągnął marynarkę i powiesił ją na jednym z haków klatki z pojedynczym tygrysem. Wyciągnął z kieszeni mokrą chusteczkę i wytarł twarz żeby wyglądać na schludnego. Po chwili już był czyściutki.
~ Gwyneth potem dokończymy temat... I witam kolejnych przedstawicieli naszej rodziny! Leanne Inez Marvel oraz gość honorowy... Asheritt, nieoficjalny żołnierz Zodiaku na pozycji Skorpiona. Gotowy? ~ Wziął na rączki Gwyneth żeby nie musiała się męczyć z chodzeniem. Wsadził jej jedną dłoń pod nogi tak aby miała prowizoryczną ławeczkę. Drugą dłoń miał wolną, więc wsadził ją do kieszeni. Skierował się powolnym krokiem w kierunku Lei i Asha. 


JAKI znowu MAGICZNY zsyp. Nie ma MAGII!
Całusy, Mia

Pff, poprawiłem xD

_________________
~ Jestem Venorianem, nie boję się mroku, który mnie wciąga. Odrzucam ten chaos, wyrzucam go z moich myśli, istnieje tylko harmonia ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pon Wrz 02, 2013 4:37 pm

Nagledziewczyna w zakrwawionych i brudnych ubraniach pojawiła się z nikąd! Co? Nie, nie no po prostu wbiegła na pełnych obrotach do sali jak głupia. Klnąc pod nosem uspokoiła się i oparła o ścianę by odetchnąć, jeszcze może stała tak z minutkę po czym otrzepała z pyłu bluzkę i wyciągnęła papierosy by włożyć jednego do ust i podejść do zebranych. Ulala, prawie cała rodzinka się zebrała jak słodko co nie? Wdząc jednak dzikie koty i piękną purpurową krew uśmiechnęła się jak psychopadka, a w jej oczach pojawił się ten dziwny i straszny błysk którego boją się kobiety i małe dzieci...no i jej potencjalne ofiary. Jednak po chwili się otrząsła kręcąc głową i zapaliła papierosa podchodząc do zebranych.
-No cześć, nie spóźniłam się?
Uśmiechnęła się psotnie jak to miała w zwyczaju i pomachała wesoło do Asha. Jak słodko, że zdążyła i może patrzeć jak osoba przez nią przemieniona oficjalnie wejdzie do organizacji jej tatusia. Właśnie jak o nim mowa to gdzie on jest? A jest! Oj, chyba go nie zauważyła,szkoda...o trzyma na ręku...
DZIECKO? Co to to to? Sobie zrobił dziecko? Eeee, nie jest za stary? Zrobił komuś dziecko? A ona nie wie z kim? Smutne, a może to nie jest jego dziecko tylko jakaś kolejna biedna psychiczna dzieczynka, sądząc po jej fascynacji krwią. Och jak słodko, same psychole w rodzince <3 A jak ktoś jeszcze jest normalny to nasza kochana gwiazdeczka i tak zniszczy im wszystkich psychikę <3 Yay, czyż nie słodko? Ale popatrzmy kto tu jest? Ojojoj kto to? Czyżby nie widziała jej kiedyś w jakimś burdelu? Tak! Ano, faktycznie ją widziała, o jak słodko będzie się kim zajmować jak się nasza nieczyzstość zacznie nudzić.
Cóż ale i tak połowa zebranych jej chyba nie zna co nie? No tak...smutne. A ona taka uplamiona po bójce na placu zabaw, szkoda nie wyjdzie jej pierwsze wrażenie. No trudno to nie jej wina, że jej kochana połówka gdzieś zniknęła i nie mogła do niej wrócić. Och jak to wspaniale być złą sama na siebie. A może jeszcze kłucić się z sobą? Hahaha to by było cudowne czyż nie? No ależ oczywiście.
Wracając do tematu...
Kiedy blondynka podeszła wystarczająco blisko uśmiechnęła się przyjaźnie do wszystkich i odezwałą się aby się przedstawić.
-No to witam zebranych, jestem Fleauette, mówcie mi Fleaur.
Jak kto woli pchełka ale o tym nie ma mowy.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pon Wrz 02, 2013 6:18 pm

Gdyby zużyła nieco więcej mocy z całą pewnością zaczęłaby skomleć, prosząc o chociażby kawałek surowego mięsa. Nic nie pomagało jej w przypadku zmęczenia bardziej niż posmak krwi na języku, choć niezupełnie wiedziała czemu tak jest. Podejrzewała, że jej pociąg do tego typu jedzenia związany był w jakiś sposób z rasą - jak dotąd nie mogła jednak stwierdzić, czy miała rację, bowiem od dobrych stu lat nie spotkała się z żadną inną wiedźmą.
Może i dobrze, obyło się bez rozpętywania wojny.
Gwyneth odleciała zupełnie. Choć jej ciało ani drgnęło, umysł poddał się szaleństwu, które podtykało jej przed oczy wizje zniszczenia, rozrywania na strzępy i palenia wiosek. Czuła swąd zwęglonych ciał, słyszała kwilenie zwierząt, płacz i błagania. Zalała ją fala wspomnień, obrazy pchały się jeden po drugim, by poświeciła im choć trochę uwagi, a wokół tego krążyły głosy, wykrzykując niezrozumiałe słowa. Zapewne kompletnie straciłaby kontakt z rzeczywistością, gdyby nie dźwięki mlaskania i rozrywania, dzięki którym chociaż odrobinę kojarzyła co się wokół niej działo.
Tak bardzo, bardzo chciała dotknąć krwi.
Zwłaszcza, że w towarzystwie Pana nie groził jej totalny obłęd. Była zupełnie bezpieczna, bezpieczna jak nigdy.
A potem ktoś przerwał jej tę intymną chwilę.
Nie ruszyła się z miejsca, nie oderwała też wzroku od pożeranego zwierzęcia, ale jej wrażliwe uszy natychmiast dosłyszały kroki. Nos, przepełniony wonią krwi, nie był w stanie jednakże wyłapać z kim ma do czynienia, ale nie miała zamiaru się przejmować. Była przecież w siedzibie, co znaczyło, że zbliżają się do nich jacyś członkowie, nie zaś wróg, którego mogłaby oczekiwać w innym miejscu.
Dopiero kiedy w pomieszczeniu pojawił się jakiś białowłosy chłopak i dziwna dziewczyna, Gwyneth obrzuciła ich znudzonym spojrzeniem.
Które momentalnie stało się rozbawione, gdy Lea odwróciła się do nich plecami.
- Oczywiście, jak sobie życzy - mruknęła cicho, przewiercając przybyłych spojrzeniem. Leanne Inez Marvel i Asheritt. Na tego drugiego czekał tygrysek w klatce, o ile jej pamięć nie myliła. Uśmiechnęła się uroczo, przekręcając głowę i ściskając w rękach Freddiego... gdy nagle została poderwana z ziemi. Kurczowo uchwyciła się jedną ręką koszuli Acariego, by nie stracić równowagi. Rany, podniósł ją tak lekko, że aż jej się chciało śmiać.
Dźwięk nie opuścił jednakże gardła blondyneczki. Jej nosek się zmarszczył, a ona utkwiła wzrok w drzwiach, przez które po chwili wpadła jakaś kolejna kobieta. Venorianka. Towarzyszył jej tak skoncentrowany zapach ludzkiej krwi, że nawet papieros, który odpaliła po pewnym czasie, nie był w stanie woni ukryć.
- Spóźniła się - odparła, marszcząc nosek. W zasadzie nie miała pojęcia co ta dziewczyna tutaj robiła, ale nie miała zamiaru puścić jej słów w niepamięć. Nieważne, czy była zaproszona czy nie, skoro dotarła po Ashu, czyli postaci głównej obecnego wieczoru, to była po czasie. Zerknęła na Pana, szukając w nim odpowiedzi na pytanie kim była nieznajoma - jednocześnie też dostrzegła kropelkę zaschniętej krwi na jego szyi i starła ją natychmiast, nie chcąc by wyglądał nieprofesjonalnie.
Przywitanie Venorianki zmusiło ją do uniesienia brwi. Że niby dzieliła nazwę z organizacją, tak? Marny kawał, jakoś Gwyneth nie mogła dać w to wiary. Dlaczego miałaby mieć tak na imię?
Poza tym chyba sobie kpiła, że Gwyn będzie używać tego pieszczotliwego zdrobnienia, słowo daję.
- Kiedy zaczynają? - spytała, kierując swe słowa do dowódcy, choć jej spojrzenie błądziło po twarzach trójki nieznajomych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asheritt
Żołnierz Zodiaku
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 53
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pon Wrz 02, 2013 7:01 pm

Po wejściu - a może raczej wpadnięciu - Fleau do kaplicy Ash odstawił Leę na ziemię. Był nieco zdyszany, w końcu bieg przez pustynię może dać w kość, prawda? No i miał jeszcze dodatkowe obciążenie. Nie to żeby narzekał! Takie ciężary to mógłby nosić z przyje... Znaczy się... Ten no... Albo nic, zapomnijcie. Tylko...wcześniejsza potyczka z Gwardią, a potem podróż do siedziby nieco go zmęczyła. Rany... Więcej ludu nie było? To tylko zwykła ceremonia...- pomyślał. Na pytanie Askariusa odpowiedział krótko:
- W każdej chwili możemy zaczynać.
O co mogło chodzić? Najpewniej o pasowanie go na pełnoprawnego Żołnierza Zodiaku, bo o co innego niby? Ash już długo czekał na ten moment. W końcu zostanie formalnie przyjęty do organizacji...
- Hej Fleur... - przywitał się, starając się na nią nie patrzeć zbytnio. Nadal go...onieśmielała lekko? W końcu ona wprowadziła go w szeregi Fleau i uratowała życie poniekąd. I była ładna jakby na to nie patrzeć... - Widzę że nieźle się bawiłaś?
Cóż, plam krwi na ubraniu nie dało się przeoczyć, a znając ją nieco Ash mógł spokojnie stwierdzić, że pewnie jej ofiary zbyt długo nie pociągną... Jeśli jeszcze żyją...
Dopiero po chwili zwrócił uwagę na ostatnią osobę w kaplicy. Była nią dziewczyna, tak na oko miała około 15 lat. Co ona tutaj robi? Przyjrzał się jej uważnie. Hmmm.... Było w niej coś...niepokojącego. Nie to żeby jej się bał, ale z jakiegoś powodu wolał żeby nie stała mu za plecami. I jeszcze te oczy... Z pewnością ciekawa z niej osoba. No ale na zapoznanie przyjdzie czas później... Teraz czeka go ceremonia i trzeba się skupić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pon Wrz 02, 2013 8:03 pm

Cóż, im nas więcej, tym weselej! Niebawem do jedzącego tygrysa Askariusa dołączyła zakrwawiona Fleauette, dodająca towarzystwu jeszcze odrobiny groteskowości. Lea odwróciła się przodem do towarzystwa dopiero wtedy, gdy była już po stokroć pewna, że przywódca organizacji zakończył swój jakże cudowny posiłek. Ohyda. Jakby nie można było chociaż ubić i upiec, walory smakowe zdecydowanie powinny być o wiele lepsze.
Kiedy Askarius ją przedstawił, uśmiechnęła się lekko, aczkolwiek nie przyszło jej to łatwo. Serio. Była już chyba zbyt zmęczona na to wszystko. Za dużo się dziś działo. Marzyła tylko o tym, by zostać sam na sam ze zdobyczą z Tęczowego Zakątka i uszczknąwszy dla siebie wystarczającą ilość by skutecznie pozwolić sobie zapomnieć o dzisiejszych wydarzeniach, opchnąć gdzieś całą resztę. I zastanowić się jak w burdelu bierze się urlop, bo pracować to ona nie będzie musiała przez dłuższy czas- co było całkiem niezłą wizję w tym cholernym bagnie, może w końcu wymyśli jak ma pracować normalnie i legalnie, utrzymać się i jednocześnie nie zostać odkrytą przez Sorciere. Albo nie wpakować się znowu na Gwardię. Do tej pory jedynym rozwiązaniem wydawała jej się przemiana i tym samym pozbycie się CAMu, ale skoro będzie miała teraz nadmiar czasu, to można było poszukać też alternatyw i zacząć żyć normalnie już wcześniej.
Och. Więc to Asheritt miał być gwiazdą ceremonii? Marvel coś się obiło o uszy, ale nie miała zamiaru się zjawiać. No cóż. Los z niej zakpił, wyraźnie chciał inaczej. Tym samym Lea będzie mogła poobserwować, co też może ją czekać przy zmianie w Venoriankę i zastanowić się dwa razy, czy na pewno chce przez to przechodzić. Asheritt będzie teraz zajęty, więc Marvel nie zamierzała zawracać mu głowy. Zamiast tego zaczęła obserwować Gwyneth. Wydawała się...dziwna. Było w niej coś chorego - znaczy w jej mimice i zachowaniu.No. I chyba jako jedyna nie była tu Venorianką, więc zdecydowanie wzbudziła zainteresowanie syreny.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Wto Wrz 03, 2013 1:25 am

~ Mia, nie chce mi się pisać w siedzibie jako MG, więc będę odznaczał posty NPC lub sytuacji (które nie będą miały na was wpływ, nie chodzi tutaj o walkę). Jeżeli jednak mi każesz to będę to robił (choć to będzie męczące D:) i poprawię tego posta, więc nie stawiaj mi ostrzeżenia, proszę ~

Askarius po swoich słowach uaktywnił moc, czarne żyły pojawiły się nieznacznie na jego szyi i na głowie. Chodziło o to, że połączył się bez pozwolenia do wszystkich główek zebranych tutaj, niektórzy mogli posiadać moce blokujące lub telepatyczne i odkryć jego zamiary, lecz przecież chciał jedynie utworzyć "kanał komunikacyjny". Popatrzył na wszystkich, gdy w końcowym efekcie po paru chwilach ~ Otwórzcie swoje umysły dla tego kanału myślowego podzielonego na partycje, wszystko co będziecie chcieli przekazać mi w sekrecie, bo sami się wstydzicie albo coś was niepokoi będziecie mogli przekazać mi myślami... Jedynie ja oraz inni psychokinetycy zgromadzeni na całej sali będą mieli wgląd w wasze myśli, wysłane do mnie. Nie martwcie się, nie buszuję wam w główkach, ufam wam póki nie dajecie mi powodu do zwątpienia w moją decyzję... lub gestów, które z łatwością wyłapuję~ W tym momencie popatrzył na Asheritta i dziewczynę, którą tutaj przyprowadził, zagubioną syrenkę. Martwił się o nią i jej przystosowanie, nie chodziło mu o przemianę, ale o przełknięcie ich typowych zachowań, codzienności, zwyczajów a nawet nawyków czy też upodobań. Dakenowi ostatnio wyjaśnił to ogólnie, tak go tym samym przekonał, lecz do końca mu nie ufał. Był Najemnikiem-Detektywem, dość łatwo mógł wpaść w alternatywny biznes, gdy ktoś zaoferuje mu więcej pieniędzy. Będzie musiał o tym pomyśleć, chciał zadbać o swoje zewnętrzne, lecz wewnętrzne kontakty ~ A teraz zapraszam do stołu oraz do składania zamówień u naszego kucharza, możecie poprosić o wszystko a zostanie to spełnione. Zasiądźcie odpowiednio i cieszmy się własnym towarzystwem. Chciałbym z wami porozmawiać zanim zaczniemy ceremonię oficjalną Asheritta, zjeść w bliskim gronie ~ Uśmiechnął się i ruszył w kierunku miejsca gdzie mieli żołnierze postawić stół. Cały czas miał Gwyneth na swoim rączkach, więc wraz z nią się poruszał. Naprawdę słodka dziewczynka, tak malutka jak Fleaur za młodu.


Ingerencja Mistrza Gry.
Do sali nagle wpadło z dziesięciu żołnierzy oraz trzech kelnerów wraz z kucharzem, w której ekipa gastronomiczna ustawiła się z tyłu, tak aby pozwolić pierwszej dziesiątce ustawić przed posągiem, umieszczonym w "fontanno-basenie" wypełnionym krwią, okrągły stół. Askarius przygotował ceremonię. Tygrys w klatce to był jedynie symbol, z którym akcja rozpocznie się po posiłku w dużej grupie. Na stół nałożyli szkarłatny obrus, zaczęli przynosić świeżo odpakowane talerze, krzesła, sztućce, świeczniki, fioletowo-różowe chusty do wycierania. Wszystko ułożyli kelnerzy w jak najlepszym schemacie. Na jednym miejscu miała zasiąść jego córka po jego prawicy natomiast po lewicy Gwyneth, która miała dodatkową wielką, puchatą poduszkę żeby dosięgać do stołu. Po prawej od Fleaur miał zasiąść Asheritt a po lewej Gwyneth, Lea. Do stołu dało się doczepić dodatkowe miejsca, zwłaszcza że jeszcze większa część okrągłego stołu była wolna. Nie wiadomo kto zechce wpaść a wszyscy, jak wiadomo, są mile widziani. Żołnierze przynieśli jeszcze wielką metrową srebrną tacę z alkoholem w butelkach litrowych po kilka porcji z kieliszkami, szklankami, kubłem z lodem, chwytakami do kostek lodu, przyprawami, pokrojonymi owocami oraz warzywami [Wszystko zapewnione przez magazyn Candy Land] (lub po prostu je zjeść, sami sobie wymyślcie jakie są tam owoce, które lubicie - magicz... znaczy dobrze wyposażona, obfita taca. Z alkoholami tak samo, ale postarajmy się pić w głównej mierze szkocką lub jakieś wina - elegancki, rodzinny posiłek, lecz z luzem i klimatem niedzielnego wypadu do restauracji z całą rodziną), które można było dodać do utworzonych drinków dla smaku. Kelnerzy ustawili się blisko stołu wraz z kucharzem, po prostu randomy w fartuszkach, twarze mieli szpetne, zwyczajne, randomowe (kto pierwszy opisze ich dostanie coś specjalnego od Asa).


Opis sytuacji - Wszyscy przybyli, na nikogo nie czekamy, zasiadamy do stołu, kolejka jest taka jaka poniżej. Odbywa się teraz przygotowanie do posiłku, gdzie mamy czas na rozmowę, poznanie się, dopytanie się oraz planowanie.

*Proponowana kolejka:
- Ja ostatni jako Askarius + Mistrz Gry, piszcie jak chcecie teraz, ustalcie to sobie, ponieważ potem już taka kolejka będzie *obowiązkowa z ewentualnymi zmianami czy też biorąca pod uwagę możliwe spóźnienia w odpowiedziach.

**Od razu wyjaśnię przy okazji Venorianą sprawy dotyczące informatora z grupą krwi. Każdy ma z was grupę "V", która przypomina jedynie hemoglobinę, lecz jest w rzeczywistości oryginalną-rasową grupą krwi. Pamiętajcie też, że spożywanie przez Nas ziemskich roślin jest dość ryzykowne, oczywiście chodzi tutaj o większe ilości - czyli w skrócie, póki nie wpychacie w siebie kilogramów warzyw, owoców, roślin jadalnych w depresji lub podczas tortur z czyjeś winy, możecie sobie je smakować w drinkach, tytoniu, melasie lub w potrawach dla urozmaicenia lub po prostu dla przekąski. Pamiętajcie jednak, że jeżeli wyjdziecie z restauracji w deszczowy, pochmurny, chłodny dzień możecie łatwo zachorować jeżeli nie bierzecie od razu witamin/minerałów/wzmacniaczy odpornościowych (wtedy jedna z naszych pasywek przestaje działać w pewnym sensie. Jesteśmy podatni na dolegliwości związane z układem odpornościowym lub pokarmowym). Dla mnie po prostu najlepiej ograniczyć do minimum spożywanie warzyw i owoców oraz roślin jadalnych.

Askarius zasiadł do stołu wraz z dziewczynką, którą umieścił na siedzeniu po lewej, na wielgachnej poduszce, która pozwala siedzieć z wszystkimi na tym samym poziomie. Była stosunkowo mała, więc pomyślał o wszystkim. Popatrzył na zgromadzonych, którzy powinni już zasiadać po nim przy stole.
~ Bardzo proszę składajcie zamówienia, naprawdę możecie o wszystko poprosić naszego kucharza-specjalistę... Ja jednak poproszę o pokrojone mięsko kurczaka w gotowanym ryżu, lekko przesolonym w pikantnym sosie i trochę parmezanu dla smaku. A co zje Gwyncia? ~ Uśmiechnął się do dziewczyny i przesunął jej delikatnie dłoń po główce. Popatrzył jednak po chwili na tacę oraz alkohole. Odwrócił wzrok do Asheritta.
~ Spóźniłeś się, co Cię zatrzymało? ~ Otwarcie spytał się o to co robił wcześniej, oczekiwał szczerej odpowiedzi, zwłaszcza że jego strój był dość pobrudzony [Poproś jednego z Kelerów o czystą koszulę, bądź elegancki, proszę].
~ Lea, widzę że się denerwujesz, napij się czegoś, zjedz coś a od razu blada twarz zniknie... ~ Obdarzył ją jedynie czułym spojrzeniem, jego uśmiech mógł ją przerażać, zwłaszcza że po przybyciu tutaj zachowała się dość chamsko. On ją zaakceptował, a ona wypinała cztery litery na jego zachowania, upodobania. Trzeba było tutaj nie przychodzić a właściwie najlepiej powiedzieć co jej leży na sercu.
Miał wolne dłonie, więc sięgnął po pudełko, które znajdowała się po środku tacy, było ukryte i schowane przed innymi na początku, lecz teraz mogli je podziwiać. Uśmiechnął się i otworzył je przed sobą, ówcześnie kładąc je równiutko na stole przed sobą. Wyciągnął torebeczką z topami, które wyłożył na chustę. Zaczął je kruszyć tak aby łatwiej mu się to skręcało później. Trochę to potrwa.
~ Wybaczcie, ale muszę się "ulotnić", że tak powiem... Fleaur, zapalisz ze mną? Właściwie wszyscy... Powinniście zapalić ~ Och, te ojcowskie suchary. Jednak było to specjalne zagranie, chciał rozluźnić atmosferę a zioło, alkohol, jedzenie, muzyka, klimat to zapewnią. Pomieszczenie zgasło, witraż okienny się zasłonił przez kurtynę. Przez chwilę zapanowała całkowita ciemność, którą po kilku sekundach przerwała jasność wydalająca się z ścian, kolumn, podłogi, sufitu, które jak pamiętamy były wyłożone jadeitowym kryształem lub materiałem podobnym do niego. Można powiedzieć, że kaplica teraz nabrała na klimacie. Zielona jasność, która dodawała klimat, lecz nadal powodowała poczucie utulenia przez mrok. W tle zgasła wcześniejsza kościelna muzyka.
~ Co wolimy? Rock, blues czy może muzykę klasyczną? ~ Spytał się ogółu, niech teraz oni decydują co i jak.

# Sorry za ewentualne błędy, jak wstanę przeczytam jeszcze raz.

_________________
~ Jestem Venorianem, nie boję się mroku, który mnie wciąga. Odrzucam ten chaos, wyrzucam go z moich myśli, istnieje tylko harmonia ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Wto Wrz 03, 2013 2:28 pm

Dziewczyna słysząc głos w swojej głowie zmarszczyła czoło.Jednak po chwili uspokoiła się a delikatne żyłki pojawiły się na jej skroniach i szyi.
-Cholera nienawidzę jak musimy tak rozmawiać bo muszę pilnować myśli, nie możemy pogadać normalnie tato? A jak mowa o rozmawianiu to kim jest to słodkie psychiczne dziecko, które wszystkich fascynuje?
Wiedziała, że tylko Ask ją usłyszy, użyła własnej telepatii i nie musiała się o nic bać, jednakowoż problem nadal został w kontrolowaniu jej własnych, przyznajmy się zbereźnych myśli. Zresztą nie nie lubiła uczucia i świadomości, że ktoś nagle właził do jej głowy. Ruszyła prosto do stołu za swoim ojcem, jednak cofnęła się o krok i zatrzymała kelnerów niosących tacę z alkoholem. Och, jak ona ich wszystkich uwielbiała byli zawsze tacy zabawni. Obydwaj ubrani jednakowo jeden o orlim nosie, błękitnych oczach i blond włosach za uszy a drugi z delikatną dziewczęcą buzią i o orzechowych loczkach na głowie. Muah, jak ona ich obu kochała, kiedy zatrzymała ich na chwilę uśmiechnęli się do niej speszeni i pozwolili jej wybrać butelkę. Po chwili wyciągnęła wspaniałą aroniówkę i z uśmiechem pozwoliła im iść dalej sama szczerząc się jak dziecko idąc do stołu.
-Hehe jak ja ją kocham. Ktoś chce na dzień dobry?
Powiedziała, a raczej pomyślała kierując swoje słowa do wszystkich za pośrednictwem mocy swego ojca. Odkręciła butelkę wlewając sobie do szklanki i zakręciła ją po czym postawiła na stole. Była to jedyna taka w całym ich zbiorze specjalnie dla niej. Siedziała koło ojca i uśmiechnęła się na sam widok zielonej zawartości.
-Ej no, mnie się chyba nawet pytać nie musisz tato.
Oj a może miała nie mówić, że jest jego córką co nie? No cóż palnęła to niech będzie. Nie zamierzała sobie nawet zamawiać jedzenia, może zje coś później a może nie, na razie jej się nic nie chciało jeść, chociaż nie było to jakieś dziwne. Dziewczyna zwykle musiała być zmuszana do jedzenia chociaż jej kobiece kształty może na to nie wskazują. Za to odbija sobie to piciem i paleniem...no a jak dostanie gastro to każdy wie, że nadrabia za trzech. Spojrzała na Asha na chwilę i zaś używając własnej mocy telepatii przekazała mu swoje myśli.
-Stresujesz się?
Parę razy już z tego korzystała więc chłopak nie powinien się zdziwić w końcu skoro go przemieniła i wprowadziła w organizację to i wolała mieć jakiś kontakt inny niż przez telefon.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Wto Wrz 03, 2013 11:03 pm

W ciągu paru sekund wiedźma doszła do trzech wniosków.
Fleur. Jej imię naprawdę musiało brzmieć Fleauette. Wniosek ten zdawał nasuwać się sam, gdy Asheritt, gwiazda wieczoru i być może przyszły Skorpion, zwrócił się bezpośrednio do palącej blondynki. Ze względu na jego ton, wypowiedź jak i zachowanie, dziewczynka była w stanie stwierdzić, że już się znali. Nie miało to jednak w jej mniemaniu żadnego znaczenia, liczyło się tylko miano tej rozwrzeszczanej osoby, która pozwalała sobie zapalić papierosa bez pytania o zgodę. Smolisty, obrzydliwie toksyczny dym, drażnił jej wrażliwy nosek i aż prosił się o natychmiastowe zgaszenie.
Gwyneth nie miała zamiaru długo jej na to pozwalać. Nim Fleauette spaliła jedną trzecią, niewidzialna dłoń dziewczyny uchwyciła papierosa między palce i rozgniotła go, rozsypując po podłodze. Zaraz potem ręka na powrót stała się niematerialna, a jedynym dowodem na użycie mocy przez czarownicę był lekki, fioletowy błysk, jaki pojawił się na sekundę w jej prawym oku.
Drugim wniosek dotyczył już osoby Asheritta. Chłopak wydawał się być stanowczy, z drugiej strony jednak wyjątkowo onieśmielał się w towarzystwie głośnej blondynki. Jeżeli każda kobieta z pokaźnym biustem i zaokrąglonymi biodrami działała na niego w ten sposób, to Gwyneth musiała załamać nad nim ręce. Słabość tego rodzaju wydawała jej się więcej niż niewybaczalna, bo łatwo było ją wykorzystać.
Trzecia myśl, która zaprzątnęła główkę czarownicy, wiązała się z wpatrującą się w nią syreną. Dziewczyna chyba niespecjalnie odnajdywała się w towarzystwie osób, lubujących się w surowym mięsie. W pewien trudny do sprecyzowania sposób bawiła Caven. W dodatku nie stanowiła w jej mniemaniu zagrożenia, w przeciwieństwie do Venorianki. Z jakiegoś powodu obawiała się, że tej dziewczynie poświęci się zaraz zbyt wiele uwagi, przez co traciła do niej całą sympatię. Tymczasem Leanne była jako takim odrzutkiem, który najwyraźniej znalazł się tu przez pomyłkę.
Uśmiechnęła się zatem z zaskakującą serdecznością, choć jej oczy pozostały zupełnie bez wyrazu.
Chwilę potem uwagę skupiła znów na dowódcy, a raczej na czarnych żyłach. Zwyczajowo nie odpuściła sobie dotknięcia ich, przykładając opuszki palców do szyi mężczyzny i obserwując z natarczywością przebieg czarnych linii pod skórą. Zaraz jednak zamarła w bezruchu i zmrużyła oczy, unosząc nieco górną wargę. Zupełnie jakby chciała warknąć, wydać z siebie odgłos zwierzęcia, przypartego do ściany.
Ledwie się przed tym opanowała.
Nie mogła się rozluźnić, gdy do jej głowy gwałtem wdzierała się kolejna osobowość. Gdy tylko Ascari zajrzał w jej umysł, natychmiast ze wszystkich stron uderzył w niego pisk, zgrzyt i wrzask. Skondensowana niechęć wszystkich jej głosów, nienawiść, kłótliwość i chęć do niszczenia. Nie bacząc na nakaz czarownicy, upchnęły się naraz w bezpośrednim towarzystwie obecności Pana w jej głowie i poczęły wywierać na nim swego rodzaju presję.
Trzydzieści zbłąkanych dusz obdarzyło go pełną lamentu i wulgrayzmów pieśnią, by zmusić go do wycofania.
A Gwyneth nie miała na to żadnego wpływu.
Zacisnęła palce mocniej na koszuli mężczyzny, mrugając z pośpiechem i zatrzaskując się w swojej podświadomości. Kompletnie nie docierały do niej słowa dowódcy, nie zdawała też sobie sprawy z ich zmiany położenia. Dopiero gdy zmuszono ją do oderwania dłoni od ubrania mężczyzny, mrugnęła, pierwszy raz od naprawdę długiej chwili, by rozejrzeć się nieufnie po pomieszczeniu. Siedziała na poduszce, przy stole - w zasadzie kiedy oni go rozstawili? - i w towarzystwie paru innych postaci, na które nie miała zamiaru zwracać uwagi. Zwykłe robaczki, nic interesującego.
Nie skomentowała zachowania Fleauette. Wyglądała na osobę, która nie przejmuje się pozycją, rasą ani wyglądem osoby, z którą wdaje się w flirt. To właśnie ta chwila przywołała w głowie Gwyneth nazwę grzechu, który zaskakująco pasował do blondynki. Nieczystość?
Czyżby spotkała drugi z najbardziej irytujących Grzechów?
Pycha bowiem piastowała zaszczytne miejsce już od dawna.
Gwyncia?
Co zje Gwyncia?
Zjedz go, zjedz go!
Gwyncia nie je, jest gruba.
- Chcę czekoladową zupę - oświadczyła, wyciągając się na siedzeniu w kierunku dłoni Pana. Jej wzrok przeskakiwał kolejno na każdego, do którego zwrócił się Flock, aż w końcu zatrzymał się na Leanne.
- Blada twarz jej nie zniknie, chyba naturalnie jest taka lekko zielonkawa - stwierdziła, przekręcając głowę i wlepiając w nią zaintrygowane spojrzenie. Nie podobało jej się, że obdarował ją czułym uśmiechem, nie uważała, by syrena sobie na to zasługiwała. Nikt na to nie zasługiwał na dobrą sprawę. Nie odwróciła wzroku od dziewczyny nawet gdy Ascari sięgnął po pudełeczko i ułożył je na widoku. Nie musiała widzieć, czuła znajomy zapach - nie interesowała ją zawartość. Nie ufała niczemu, co działało na jej umysł, nie mogła sobie pozwalać na tego rodzaju przyjemności. Alkohol i narkotyki były dla niej jak trutka, dla osobowości stanowiły zaś one bramę do wolności. Pijana Gwyn nie przejmowała się tak bardzo panowaniem nad sobą.
W dodatku ugodziła w nią zaskakująca wiadomość. Nieczystość albo sobie kpiła w żywe oczy, nazywając jej Pana tatą, albo właśnie zdradziła łączące ją z nim więzi. Gwyneth miała szczerą nadzieję na to pierwsze, zdawała sobie bowiem sprawę z konsekwencji, które nastąpiłby gdyby Fleauette była córką Ascariego.
Z całą pewnością osoba pokroju dowódcy darzyła swoje szczenie bezgraniczną miłością. W takim wypadku Gwyneth nie miała najmniejszego zamiaru obdarzać dziewczynę chociażby suchym grymasem - już sama myśl, że ktoś miałby być ważniejszy dla Flocka od niej, wzbudzała w niej zaskakująco duże pokłady zazdrości.
- Nie zapalę - odrzekła zatem twardo w tej samej chwili, w której światło zgasło. Uniosła brwi, zerkając w górę, by po chwili pokiwać głową z namysłem. Cóż, klimatycznie. W zasadzie nie robiło jej to specjalnej różnicy, miała ochotę nareszcie obejrzeć zmagania Asheritta, a nie rozluźniać się przy posiłku. Gdyby zapragnęła coś przegryźć, zrobiłaby to przed przybyciem tutaj.
Mnóstwo wiewiórek i szczurów krążyło po Daingean, wystarczyło tylko je złapać.
- Nie słucham muzyki, nie wypowiem się. Niech sami decydują.
Była obrażona? Cóż, jeszcze nie, ale było jej dość blisko do tego stanu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Sro Wrz 04, 2013 7:33 am

Lea nieco się zdziwiła, kiedy Gwyneth po prostu się do niej uśmiechnęła. Nie wyglądała na taką, która często się uśmiecha do innych. Raczej spodziewała się dokładnie odwrotnego zachowania, kiedy wiedźma zauważyła, że syrena ją obserwowała. W tej chwili aż się miało ochotę podejść i pogłaskać blondynkę po głowie, jednak Marvel nie zrobiła tego. Zamiast tego po prostu odwzajemniła uśmiech.
Och nie, tylko nie telepatia. Nienawidziła tego. Ostatnio przecież wybrała podróż przez całą pustynię, niż poszukanie kontaktu z przywódcą właśnie przez myśli. Jakby, cholera, nie mogli normalnie porozmawiać. Nie powstrzymała głębokiego westchnięcia, ale nie była w stanie zaprotestować. Można było pomyśleć, że z Leą było dziś stanowczo coś nie tak- normalnie głośna, wesoła, bezczelna i bezpardonowa - gdy tylko znalazła się w siedzibie ucichła, jakby zamknęła się w sobie. Bo prawda była taka, że było jej ciężko. Chciała tylko żyć normalnie, jak większość, ale kłopoty cały czas jej się imały. Była jeszcze lekko zdołowana po tym, jak Reibi poruszył niewygodne dla niej tematy, a po akcji z Gwardią nie była w stanie tak szybko ochłonąć - więc nie można było od niej oczekiwać, że będzie taka sama, jak zawsze. Ale to nie wszystko. Marvel po prostu nie potrafiła się tutaj zachowywać jak zwykle. Była rozdarta. Z jednej strony całe życie szukała czegoś, co mogłaby nazwać rodziną - dlatego teraz jej zależało. I przez to miała opory ze szczerością, z mówieniem o swoich własnych odczuciach. Skrycie obawiała się, że jeśli zaprotestuje w pewnym momencie wszystko się posypie, a syrena straci choćby i tylko złudną nadzieję na to, że znajdą się w końcu osoby, z którymi będzie mogła wytworzyć więzi rodzinne. Z drugiej strony - w tej chwili widziała wszystko w ciemnych barwach i obawiała się trochę, że nie trafiła do "rodziny", a do sekty. Bo tak to właśnie wyglądało. Lea w ogóle była bardzo krytyczna w tym temacie. Wszystko wydawało jej się nie tak, bo w głowie miała już własny sielankowy obraz tego, jak to powinno wyglądać. I teraz pozostało jej poszukiwać śladów swojego własnego ideału, żeby się odnaleźć.
A przede wszystkim, to nienawidziła, jak ktoś siedział w jej głowie. Czy grzebał we wspomnieniach, czy miał po prostu dostęp do teraźniejszych myśli - jej głowa była jej głową. W tej chwili więc starała się nie myśleć o niczym poza Lalalalalalalalalaalalalalalalalalalalalalala! - co było jej cichym buntem.
Nie miała też teraz ochoty na żadne imprezy, wspólne żarcie i inne takie. Gdyby skojarzyła, że teraz będzie się tu coś odbywać, po prostu zaszyłaby się w burdelu, wymyślając jakąś wymówkę, zamiast lecieć do siedziby. Ale skoro już tu była - nie potrafiła tak po prostu wyjść, musiała więc to przetrzymać. Usiadła przy tym nieszczęsnym stole i zamierzała zadbać o to, by być jak najmniej widoczną i by nie musieć rozmawiać, bo na to też już nie miała specjalnie dużo sił.
Ale byłoby zbyt pięknie, jakby mogła po prostu sobie spokojnie poodstawać, Askarius musiał przecież zwrócić na nią uwagę! Właściwie to się tego spodziewała, sposób w jaki się odwróciła, musiał jawić się na niezbyt kulturalny. Ale co innego miała zrobić? Powiedzieć mu, jak bardzo, cholera, chore jest to, co robił w dobie przenośnych mikrofalówek? Porzygać się? Wyjść w ogóle? Bo spokojnie takiego widoku znieść nie była w stanie i skoro Venorianin tak bardzo akceptował innych bez względu na praktycznie wszystko, to to też powinien akceptować. Nie odpowiedziała od razu, bo jej uwagę odwróciła na chwilę Gwyneth ze swoim komentarzem.
- Spostrzegawcza jesteś- stwierdziła wydobywając wszystkie siły na uśmiech, jakie jej jeszcze pozostały.
Może i dziewczynka wyglądała trochę psychopatycznie, ale w oczach Lei i tak jawiła się po prostu jak dziecko. A dzieci potrzebowały dużo czułości, opieki i serdeczności. Marvel wiedziała o tym doskonale, bo sama przecież została tego pozbawiona.
- Po prostu jestem zmęczona- stwierdziła, opierając rękę od łokcia do dłoni na blacie stołu.
Oczywiście, użyła do tego słów nie myśli. Żadna siła jej nie zmusi do rozmawiania telepatią!
Nie była w stanie nic przełknąć. Dopiero teraz zauważyła jak bardzo ściśnięty żołądek miała.
Zapalić? Tutaj? Nie. To sprawiało, że trudniej było jej zapanować nad słabościami i emocjami. Miała ochotę zapalić, ale nie tutaj. Jak będzie sama. Albo z jedną osobą góra. Nie w takim "zgromadzeniu". Alkoholu tym bardziej by tu nie tknęła, choć w warunkach takich jak wyżej by nie marudziła. Syreny miały ten mankament, że procenty działały na nie zabójczo mocno.
- Też spasuję - oznajmiła tylko krótko.
ŚWIATŁO ZGASŁO! Czy Lea może teraz iść spać? Nie? Jaka szkoda... Kiedy muzyka ucichła zrobiło się tak jakoś nieprzyjemnie cicho.
- ...postawiłabym na rock
No co? Jakoś nikt inny się nie kwapił żeby się wypowiedzieć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asheritt
Żołnierz Zodiaku
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 53
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Sro Wrz 04, 2013 8:55 pm

Cóż... Ash nie zdziwił się zbytnio, gdy usłyszał głos Askariusa w swojej głowie. W końcu telepatia nie jest aż tak rzadka w tych czasach... Szczere mówiąc to cała ta sytuacja lekko go irytowała, wolałby od razu przejść do właściwej ceremonii i odpocząć potem. Po wcześniejszej walce i biegu przez pustynię był dosyć znużony i chętnie by się przespał tak prawdę mówiąc No ale nic, trzeba się dostosować do życzeń gospodarza. Usiadł na przydzielonym mu miejscu. Nie był głodny, więc chwilowo wstrzymał się z zamówieniem.
- Nic wielkiego panie Ascari. Mała potyczka z Gwardią, już po problemie. - odpowiedział na pytanie przywódcy Fleau. - Szczegóły wyjaśnię potem.
Dopiero teraz zauważył, że jego ubranie jest dosyć mocno pobrudzone. Niezbyt pasowało do aktualnej atmosfery...
- Poproszę o jakąś czystą koszulę. Chciałbym się przebrać. - rzucił w stronę jednego ze służących.
W końcu trzeba okazać odrobinę kultury, prawda? Ash nie był może osobą jakoś specjalnie dbającą o etykietę i tego typu rzeczy, ale się starał. I jak na osobę która pochodziła ze Stangardu, to szło mu całkiem dobrze. Nie zawsze mu wychodziło, ale chęci też się liczą!
Gdy usłyszał pytanie Fleur leko się uśmiechnął.
- Nie stresuję. W sumie to jestem ciekawy co wymyślił dla mnie twój tata. - odpowiedział - A tak swoja drogą... Co tam u Ciebie słychać? Dawno się nie widzieliśmy. Cieszę się że mamy ku temu okazję. Chociaż szczerze mówiąc, to dziwię się że miałaś ochotę fatygować się do siedziby z mojego powodu...
Lubił Fleur. Nie tylko za to co dla niego zrobiła, ale też za jej osobowość. Czasami go co prawda denerwowała, ale trzeba przyznać, że nie potrafił się na nią zbyt długo gniewać. Była dla niego jak siostra. Swego czasu myślał że może będzie kimś więcej, ale nic z tego nie wyszło. Nie powie jej przecież że mu się podoba... To postawiłoby ich oboje w niezręcznej sytuacji. No ale nic... Zerknął na resztę osób siedzących w sali nieco dłużej wpatrując się w Leę. Martwił się o nią. Nie dość że musiała patrzeć wcześniej jak zabija, to teraz jeszcze wyglądało na to że zamknęła się w sobie.

Ash nie miał ochoty na palenie. Nigdy za tym zbytnio nie przepadał, a teraz jeszcze kręciło mu się w głowie i był zmęczony. Po tym jak zgasło światło, skorzystał z okazji i podszedł do Lei.
- Widzę, że chyba źle się czujesz... Nie musisz siedzieć tu z nami na siłę, jeśli chcesz to odprowadzę cię do kwatery. Prawie zasypiam... - dobrze że było ciemno i dziewczyna nie widziała jego miny. Naprawdę się o nią martwił i chciał jej pomóc. Inna sprawa że przyszło mu to z trudem, bo takie propozycje nie były w jego stylu - Znaczy... Jeśli nie chcesz czy coś to nie ma sprawy... Tylko się zastanów. Nic się nie stanie jeśli poczekają na mnie chwilę, a ty wyglądasz na zmęczoną. Nie chciałbym żebyś zemdlała czy coś. No bo Cię lubię i ten... No... Martwię się nieco o Ciebie...
Mimo tego że było ciemno to Ash odwrócił wzrok... Głupek! Pewnie zaraz cię wyśmieje... Nawet normalnego pytania nie umiesz jej zadać! zbeształ się w myślach. Czemu nie może zachowywać się jak na normalnego człowieka przystało? Zawsze coś palnie albo zrobi coś głupiego... Nic dziwnego że nadal jest sam... Westchnął.
- Nie to żebym nalegał...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Czw Wrz 05, 2013 8:55 pm

//Dobra skoro Ask nie może to gram na zwłokę. Uznajcie ten post jako przerywnik w fabule i nie zwracajcie na niego uwagi (ona pisze zmęczona i głodna).

Po ładnej chwili mała blondyneczka dostała swoje pyszne danie a w pomieszczeniu powoli rozchodził się zapach wspaniałych potraw, tak by każdemu zaczęła lecieć ślinka z ust. W pewnym momencie jeden z obsługi podszedł do szefa organizacji i powiedział mu coś na ucho. Ten skinął głową i telepatycznie przeprosił wszystkich zebranych za zamieszanie i jego chwilową nieobecność która miała mieć na chwilę miejsce. Oczywiście jak to nasz kochany Ask zrobił to w sposób jaki oświadcza się rodzinie, że ma rozkręcić zabawę pod jego nieobecność. Ledwo stracili go z wzroku a nasza wspaniała Fleaur jako tymczasowy gospodarz kazała włączyć według życzenia rock .*kto pierwszy napisze piosenkę ma u mnie buziaka* Ona zaś wstała i podchodząc do każdego z butelką pytała się czy nie chcą dodatkowo uśmiechając się naprawdę anielsko starając się rozluźnić napiętą atmosferę.

//Sama odpiszę potem po kimś albo jutro popołudniu...zależy kto będzie pierwszy...no a tera piszta po przerywniku i wymyślta jak was zagaduje to dostaniecie jedno magiczne życzenie które spełni pchełka

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pią Wrz 06, 2013 7:37 am

Nie mogła jakoś znaleźć dobrego punktu zaczepienia dla swoich oczu. Rozglądała się, mierzyła spojrzeniem i oceniła krytycznie, wodząc wzrokiem po wszystkich twarzach. Dopiero słowa syreny zmusiły ją do zogniskowania tęczówek na jej osobie i uśmiechnęła się lekko, ukazując część ostrych jak brzytwa kiełków. Nie skomentowała jednakże wypowiedzi w żaden konkretny sposób - nie miała a to czasu.
Jej uwagę przykuł Asheritt, który korzystając z ciemności zmienił swoje położenie, zbliżając się do syreny. Wyostrzyła i tak dobry słuch, by wyłapać każde westchnięcie, zgrzyt zębów i cmoknięcie. Ślepka Gwyneth przewiercały zaś białowłosego na wylot, choć z wyrazu twarzy trudno było odgadnąć o czym mała wiedźma myślała. Był taki miękki. Ciepły. Oddany. Kompletnie nie rozumiała czemu tak bardzo przejmuje się stanem zdrowia innych ludzi, nie potrafiła tez pojąć dlaczego zachowuje się przy kobietach w taki sposób. Był zawstydzony, zacinał się i mówił dość nieskładnie. Troska w jego tonie była tak wyrazista, że blondynka aż nadęła policzki.
Znów ją pożerało.
Uczucie tak jej znajome, choć nieproszone, które potrafiło nią dowolnie manipulować. Była zupełnie bezwolna gdy w grę wchodziła zazdrość, ulegała jej i pozwalała sobą kierować.
Teraz znów ją czuła.
Nie podobało się jej, że komuś poświęca się więcej uwagi. Byłaby jednak w stanie przełknąć tę gulę w gardle i zdusić uścisk w żołądku, mogłaby też zignorować rozwrzeszczane głosy, szarpiące jej psychiką. Tylko że naprawdę nie chciała, by Leanne uśmiechała się do kogoś poza nią! Osoba określająca się nazwiskiem Marvel wcześniej dwa razy obdarzyła ją tym grymasem i Gwyneth nie mogła dopuścić, by ktoś inny również został nim uraczony. Z całą pewnością potrafiła być lepsza od Asheritta, mogła okazać więcej serca! Martwiła się bardziej i w ogóle ten Venorianin nie miał prawa z nią konkurować.
Przekręciła się lekko na poduszce, wyciągając rękę i chwytając za rękaw dziewczyny, by nim potrząsnąć. Zaraz potem opuściła nieco główkę i zerknęła na syrenę błagalnie, wyginając usta w podkówkę.
- Nie idzie jeszcze, zostanie chwilkę - poprosiła, mrugając, by przenieść wzrok z twarzy dziewczyny na zupę, którą akurat jej podali. - Podzielę się z nią moją zupą!
Oderwała palce od materiału bluzki nastolatki i rozejrzała się za sztućcami. Leżały na środku stołu, więc powierciła się w miejscu, by postawić stopy na poduszce i następnie wejść kolanami na stół. Wyciągnęła rękę, łapiąc za wszystko co tam leżało i zagarnęła do siebie, starając się jednocześnie nie puścić Freddiego i nie zamoczyć sukienki w zupie. Osunęła się na krzesło dokładnie w tym momencie, w którym Ask przeprosił ich na moment i odszedł. Wbiła w niego zdziwione spojrzenie, mając zamiar pomaszerować za nim, ale zniknął z jej wzroku nim zdołała wydostać się z wysokiego siedzenia.
Musiała wyglądać jak zbity pies. Nie lubiła być zostawiana bez wyjaśnień, chciała znać każdy powód, dla którego ją opuszczano. Pokiwała przecząco głową, kiedy Fleauette zaproponowała jej alkohol.
- Nie piję - mruknęła cicho, wciąż wpatrując się w siedzenie Pana. Znów traciła nad sobą kontrolę i nim zdołała zrozumieć co się dzieje, widelec zatopił się w jej dłoni, spotykając po sekundzie z naporem stołu. Zerknęła z ciekawością na własne ręce, przekrzywiając głowę na bok.
Ach, wbiła sobie przez przypadek sztuciec. Doprawdy, jak do tego doszło?
Nie bacząc na towarzystwo wyciągnęła srebro zamaszystym ruchem, by następnie przyjrzeć się krwawiącej dłoni. Szybko przetransportowała ją za krzesło, wyginając się, by nie ochlapać posoką stołu. Z tego wszystkiego prawie zupełnie wyleciało jej z głowy, że miała nakarmić Leanne czekoladą! Zerknęła wpier na nią, po czym przeniosła wzrok na Freddiego. Maskotka drgnęła i podniosła się do siadu, by wskoczyć na stół i złapać za łyżkę.
- Freddy ją nakarmi, muszę przestać krwawić.
Jej uśmiech był ni to głupkowaty, ni to przestraszony. Trochę się bała, że zostanie ukarana jeśli zabrudzi za bardzo podłogę, ale nie miała pojęcia jak zatamować krwotok. Miała zawinąć dłoń w sukienkę?
Wtedy świeciłaby bielizną! Tego jej Pan tez by pewnie nie pochwalał!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pią Wrz 06, 2013 10:24 am

Lea zdziwiła się, kiedy ktoś do niej podszedł, gdy tylko zgasło światło. Wyglądało to na tajemnicze tajemnce, a ponieważ przez tą chwilę było zupełnie ciemno, rozpoznała tożsamość dopiero po głosie. Dopiero kiedy zrobiło się nieco jaśniej, Marvleówna utkwiła swe oczęta w twarzy Venorianina. Zmieszanego i plączącego się Venorianina, który znowu wyglądał na mega zawstydzonego, czym sprawił, że syrenka dostała lekkich rumieńców na policzkach i miała ochotę się schować. Dlaczego on tak reaguje, do cholery?!
Odprowadzić? Boże, jak ona przez chwilę miała ochotę skorzystać z jego propozycji! Były jednak dwa problemy. Pierwszym okazała się Gwyneth, która pociągnęła Leę za rękaw, czym zwróciła uwagę szesnastolatki. A kiedy już czarnowłosa spojrzała na dzieciątko, dziewczynka wyglądała tak uroczo, że gdy wystosowała prośbę, po prostu nie szło odmówić. Nie mogła się powstrzymać i ułożyła rękę na głowie Gwyneth by lekko, pieszczotliwie poczochrać ją po włosach. Była przesłodka! Lea mogłaby mieć młodszą siostrę jak ona, a wiedźma najwyraźniej też całkiem polubiła towarzystwo syrenki - choć szesnastolatka nie miała pojęcia dlaczego.
- Nigdzie się nie wybieram- uspokoiła ją i już w tym momencie przegrała.
Ale był jeszcze drugi powód, którego Marvel też nie zamierzała kryć, gdy zwróciła się jeszcze raz do Asheritta.
- Sam widzisz, że nie mogę - stwierdziła, a w jej głosie pojawiła się nawet nutka rozbawienia - Poza tym nawet nie mieszkam w siedzibie
No. Właściwie to zamierzała się zdrzemnąć właśnie tutaj, ale w tej chwili było to ciutkę niemożliwe.
- Podziękuję - Lea również odmówiła alkoholu od Fleau - Syreny mają słabe głowy
Chwilę potem, chcąc czy nie chcąc, znowu musiała skupić pełną uwagę na psychopatycznie wyglądającej Gwyn. Teraz wyglądała bardziej psychopatycznie niż do tej pory, bo właśnie wbijała sobie widelec w rękę. Serio. Lea nawet przetarła oczy żeby sprawdzić, czy to wzrok jej płata figle, ale nie. Jak zahipnotyzowana patrzyła, jak dziecko, zamiast się rozpłakać albo coś, co robi normalnie dziecko, wyrwała sobie sztuciec i schowała rękę. Tak po prostu. Brrr! Znowu miała wrażenie, że coś usilnie chce jej się wydostać z gardła.
Nie. Uspokój się, Lea, to tylko dziecko. Dziwne dziecko, widać to na pierwszy rzut oka, ale nadal dziecko.
Kiedy maskotka usiłowała ją nakarmić, Marvel otworzyła usta i pozwoliła się poczęstować łyżeczką, coby biednej wiedźmie nie było przykro. Choć wcale nie miała ochoty jeść. Potem wyciągnęła ku niej rękę.
- Pokaż mi tą dłoń- tak powiedziała, ale wcale nie czekała aż dziewczynka ją poda, tylko sama się lekko pochyliła i po nią sięgnęła.
A potem uruchomiła swój cudowny dotyk i pozostało patrzeć jak rana zasklepia się w trymiga!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pią Wrz 06, 2013 8:18 pm

Dziewczyna siedząc przy stole i słysząc odpowiedź Aska tylko uśmiechnęła się. Cóż jej podopieczny był naprawdę z dnia na dzień bardziej słodki. Chyba powinna znajdować więcej czasu by się z nim pobawić. Odpowiedziała mu telepatycznie tylko na chwilę wchodząc do jego głowy, zanim ten odezwał się do syrenki.
-Oczywiste, że nie przepuściła bym twojej ceremonii.
Po paru minutach jeden z kelnerów przyniósł mu czystą białą koszulę.

//wybaczcie zapomniałam o tym i na razie nie ma mg bo mi się pisać nie chce to po prostu piszemy i ignorujemy obsługę jak coś to napiszę o nich w normalnym poście.

Nie przejęła się za bardzo syrenką. Cóż czuła się nieswojo i tyle, nie było co się rozczulać a miejsce do spania w siedzibie zawsze się znajdzie i o to nie trzeba było się martwić. Denerwowała ją jednak ta mała dziewczynka. Nie potrafiła rozgryźć jej rangi chociaż wiedziała po tym jak blondyneczkę traktuje Ask by powiedzieć, że jest ważna. Dopiero po minie jaką ta obdarzyła syrenkę się zorientowała. Jedyne słowo jakie opisywało ta minę była ZAZDROŚĆ. Cóż aż trudno pomyśleć że taka mała postać może mieć w swych łaskach najpotężniejsze z ludzkich uczuć. I sposób w jaki patrzyła na ojca Fleaur gdy odchodził tylko utwierdził ją w przekonaniu, że powinna bardzo ograniczyć przy niej kontakty z ojcem. W końcu nie powinna sobie robić wrogów prawda? Zresztą nawet nie znała dziewczynki i nie mogła powiedzieć czy lubi ją czy nie.

Przechodząc się wokół stołu jedynej osobie jakiej nalała był Ask. Słysząc odpowiedź syrenki uśmiechnęła się tylko do niej przyjaźnie i cicho zachichotała. Cóż dziewczyna zdawała się jej naprawdę miła, jednak zagubiona.
-Spokojnie jeśli chcecie się zdrzemnąć to znajdzie się na pewno wolny pokój tylko powiedzcie mi to się tym zajmę.
Cóż powinna się zająć swoim słodziutkim poddanym i jego znajomą prawda? Dodatkowo będzie przez to dobrą gospodynią. Jednak kiedy słyszała odpowiedź dziewczynki i widząc jak widelec wystaje z jej dłoni zakryła dłonią usta by nie krzyknąć. Cóż była dziwna...poprawka, jest CHOLERNIE PSYCHICZNA. Cóż może zazdrość tak ma, nie wiem. Dziewczyna chciała zareagować, jednak syrena była szybsza. Och, moc uleczania może być naprawdę ciekawa. Kiedy już skończyły blondynka pochyliła się nad dziewczynką i odezwała się spokojnie.
-Nie denerwuj się, musisz być opanowana, by Acari był z ciebie dumny.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asheritt
Żołnierz Zodiaku
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 53
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Sob Wrz 07, 2013 8:16 pm

No i wyszedłem na głupka... Tak jak myślałem. Po co ja w ogóle wyskoczyłem z tą propozycją...? - pomyślał. I co ja sobie myślę...? To tylko znajoma, niedawno ją spotkałem, a zachowuję się jakbym... Zresztą nieważne... - zbeształ się w myślach. Wziął od jednego z kelnerów koszulę którą tamten przyniósł.
- Rozumiem Lea. Przepra... - urwał po tym jak Gwyn zraniła się w rękę. Z zaciekawieniem obejrzał pokaz leczniczych mocy swojej syreniej znajomej. Przydatna umiejętność, dobrze by było taką mieć.
Przykucnął obok małej czarownicy i uśmiechając się do niej powiedział:
- Następnym razem bardziej uważaj. Byłoby nam przykro gdybyś zrobiła sobie coś poważnego. Pan Ascari nie pogodziłby się z tym pewnie, zauważyłem że bardzo Cię lubi. W sumie... Niby mnie przedstawił, ale zrobię to teraz sam. Miło mi, mam na imię Asheritt, dla przyjaciół Ash. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy. - znów się do niej uśmiechnął. Następnie wstał i odwrócił się do Fleur.
- Jak widać nie trzeba już pokoju... Ale dziękuję za troskę. - powiedział. - A teraz przepraszam na chwilę, muszę się przebrać. Zaraz wrócę.
Wyszedł z kapliczki. Nie będzie się tam ubierał w nowe ciuchy przecież! To kaplica no nie? Trochę szacunku się należy..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Nie Wrz 08, 2013 10:04 am

Ascari przez moment oddał się rozmowie telefonicznej, która odbywała się za ich plecami, nie zwracali na niego uwagi, więc nie musiał się jakoś ukrywać z tym co mówi.
- Tak... Za tydzień otwieramy, ma być wszystko gotowe, nie zawiedź mnie Hannibalu. A teraz idź do Parku łowieckiego, spotkasz tam Asheritta - Zakończył tym samym rozmowę, która wcześniej odbywała się w nieznanym im języku. Nie był to venoriański, więc nie mogli zrozumieć co wcześniej napierdalał do mikrofonu. Wrócił na swoje miejsce, wyciągnął się i odpalił papierosa.
- Asheritt, czas rozpocząć twoją ceremonię. Spotkasz tam się z pewną osobą, która będzie Ci towarzyszyła i wszystko Ci wyjaśni na czym będzie to polegało - Po tych słowach wyciągnął bibułkę, wsypał sorty i jeszcze umieścił po środku gwizdek. Wszystko zręcznie zrolował, tworząc jednego porządnego gibona, którego odpalił po zgaszeniu papierosa (nie mógł się zdecydować co w końcu palić), widocznie czymś się stresował albo coś go niepokoiło. Prawdopodobnie miało to związek z ceremonią.


    Ingerencja mistrza gry.
    Trzech żołnierzy wbiło się do kapliczki i odprowadziło Asheritta z pomieszczenia [Po moim poście w Sztucznym Parku Łowieckim będzie czas na twoją odpowiedź, ale ogólnie to w tym miejscu już nie piszesz]. Czas nadszedł na jego ceremonię. Askarius zapewne miał nadzieję iż był gotowy, wypoczęty i zdolny do cudów na polu bitwy. Nagle na polecenie zmieniła się muzyka na playliste, którą na szybko złożył personel od niechcenia i obowiązku. W kapliczce została Lea, Fleau, Gwyneth oraz sam dowódca. Podłoga przed stołem się zapadła a z niej wyjechał przeźroczysty ekran z widokiem na miejsce startu w parku łowieckim, gdzie miała się odbyć ceremonia Asheritta na żywo, bez opóźnień.


- Widzę, że już się przyzwyczaiłyście do swojej obecności, cieszę się z tego niezmiernie. - Po paru głębszych zaciągnięciach podał jointa swojej córce, którą wyhodował w probówce. Miała te same geny, właściwie wszyscy Venorianie mieli podobne związki genetyczne pochodzące od niego, jednak wszystko się zmieniało, nie było idealne - Rozumiem, że możecie czuć do siebie niesmak, ale postarajcie się kontrolować podczas spotkań rodzinnych i odpowiednio zachowywać. Każda z was jest Grzechem, członkiem poważnej rady, która ma razem ze mną prowadzić organizację. Zachowywanie się jak humorzaste dzieciaki z podstawówki jest niewskazane. Mam nadzieję, że rozumiecie - Skierował te słowa do swoich obu córek. Jedna była córką, którą sam stworzył a drugą przygarnął jako jedną z niewielu Wiedźm w mieście. Traktował je naprawdę jak najcenniejsze skarby, ale przy innych członkach organizacji, która była także jego rodziną (w teorii), musiał odgrywać swoją rolę przywódcy, pasterza stada, kierującego ich przyszłością.
- Lea, ostatnio widziano Cię przy moim gabinecie, chciałabyś ze mną się czymś podzielić? - Tym razem swoje słowa a raczej pytanie dotyczyło dziewczyny, syrenki, prostytutki, która poszukiwała spokoju ducha wśród różowych - Po ceremonii Asha spotkasz się z współpracownikiem naszej organizacji. Mam dla Ciebie zadanie, którego musisz się podjąć, przy okazji powinno Ci się spodobać, nie uwłaczając twojej osobie oczywiście. - O co mu chodziło? Nie mogła tego wiedzieć, ale na pewno mogła się domyślić, że nie będzie możliwości odmowy. Powinno się to jednak jej spodobać, wybije się z tego "dna materialnego" i uzyska ciekawe miejsce wśród społeczeństwa, w którym aktualnie mieliśmy sposobność żyć.
- A co do obowiązków rady. Jak wiecie wszystkie decyzje dotyczące wewnętrznych spraw organizacji i naszej rodziny podejmuje ja, lecz to co się dzieje "na zewnątrz" muszę z wami omówić. - Askarius chyba wziął się do roboty a raczej może otworzyła mu się jadaczka, ponieważ zapalił sobie jointa? Te trzy skromne pociągnięcia, no może cztery, spowodowały u niego miłe ciarki, które nachodziły go w jakiś tam, losowych, odstępach czasowych. - Nie informowałem was wcześniej, ale za niedługo w mieście zostanie otwarte nowe miejsce, z którym będziemy ściśle współpracowali. Zwie się "Candy Land", dzięki niemu nawiążemy współpracę z Rebeliantami. Staniemy się ich zaopatrzeniowcami i zaczniemy powoli działać w kierunku "rozłożenia naszej pajęczej sieci" nad miastem. Chciałbym żeby jedna z was wraz z Hannibalem skontaktowała się z Rebeliantami po ceremonii... Nieczystość i Zazdrość. Wybieram Nieczystość, czarne interesy powinnaś mieć w małym palcu. - Popatrzył na obie dziewczęta i się uśmiechnął ciepło, lecz Wiedźmie obdarzył jeszcze czułym spojrzeniem, które mogło oznaczać że nie miał zamiaru jej obrażać, wybierając do tego zadania Fleau.
- Właściwie tyle razy się przewinęło to imię... Hannibal, a Wy nie wiecie kto to taki. Wybaczcie mi moje niedopowiedzenie. - Tym razem patrzył gdzieś przed siebie - Każda z was będzie miała przyjemność lub nieprzyjemność go poznać. Specyficzny... nieczłowiek o szerokich kontaktach, sprawnym języku oraz o niesamowitej potędze związanej z jego korporacją i działalnością "biznesową" na wielu kontynentach. - Jaki miał do niego stosunek sam Askari? Mówił o nim spokojnie, bez emocji i żadnych grymasów na twarzy. Był dla niego ważną osobistością, która współpracowała z jego organizacją, ale jakoś nie utrzymywał bliższych kontaktów z nim, łączyły ich jedynie interesy.

_________________
~ Jestem Venorianem, nie boję się mroku, który mnie wciąga. Odrzucam ten chaos, wyrzucam go z moich myśli, istnieje tylko harmonia ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Nie Wrz 08, 2013 2:04 pm

//ponieważ i tak wychodzę z tematu, bo nie chce mi się czekać tyle na posty, pozwoliłam sobie napisać bez kolejki

- Nie, nie trzeba. I tak nie zamierzam przebywać tutaj dłużej niż to konieczne. Pustynia. Sama rozumiesz- zwróciła się do Fleauette
Przepra... ?! Za co on chciał ją znowu przepraszać? Za to, że odmówiła jego trosce i próbowała być dzielna, bez marudzenia znosząc zmęczenie, cholerne zmęczenie, które nastąpiło po tak dużej dawce stresu? Przecież to nie jego wina. To już bardziej była wina Lei i jej CAMu, a tak naprawdę to absolutnie nikogo. W końcu nie prosiła się o ten cholerny chip.
Cóż, Askari wrócił, odesłał Asheritta do parku łowieckiego i syrena mogła odetchnąć przekonana, że niedługo to się wszystko skończy. Taki chuj. Kiedy zwracał się ogólnie, albo do dwóch pozostałych dziewczyn, mogła się trochę wyłączyć, jedna drgnęła, kiedy usłyszała swoje imię.
Przed biurem? Kiedy przed biurem? Co? Marvel zmarszczyła brwi i musiała chwilkę pomyśleć zanim załapała o co chodziło.
- Po prostu zostawiłam wiadomość
Zadanie. Po ceremonii. Świetnie. Nie no, dać biednej szesnastolatce odpocząć to przecież zbędny luksus, mimo że wyraźnie było po niej widać, że padała z nóg. Na początku nawet nie komentowała tego, jak bardzo nie podobał jej się z góry wyznaczony czas i to, że właściwie nie ma nawet zarysu tego o co mogło chodzić. Ale ostatnie zdanie nie przypadło jej do gustu. Bardzo. Tak bardzo, że aż nie powstrzymała języka.
- Och, jasne. "Nie uwłaczając Twojej osobie" brzmi jak sama przyjemność, jestem PRZEKONANA, że mi się spodoba - zironizowała
Miała ochotę warknąć, że ona nigdzie nie idzie, ma to w dupie i jest tu tylko naukowcem. Wykrzesywała całą swoją dobrą wolę na to, żeby w ogóle tutaj siedzieć, zamiast iść gdzieś się zaszyć i zdrzemnąć, a tu jeszcze mówią jej, że ma zaraz po ceremonii gdzieś latać. I wygarnęłaby to niechybnie, gdyby nie fakt, że zaczęły jej się robić mroczki pod oczami. Z każdą chwilą Marvel była coraz bledsza i nic dziwnego, że to się w końcu stało, skoro była taka wycieńczona i od dawna nic nie jadła- a nic przełknąć znowu nie była w stanie. Pomasowała się palcami po czole i wstała z miejsca, zataczając się nieco i przymykając oczy. Poświęciła chwilkę na odzyskanie pełni świadomości, bo przez chwilę zaczęła totalnie odpływać i nic nie widziała.
- Przepraszam. Muszę wyjść na świeże powietrze. Porozmawiamy o tym później i jak będę wiedziała o co chodzi, to zdecyduję, czy nie odmówić nieodmawialnemu
I skierowała się w stronę wyjścia. A przynajmniej tam, gdzie wydawało jej się, że jest wyjście, bo Lea nie wiedziała czy dobrze widzi. W końcu odnalazła ręką ścianę i podpierając się o nią, odnalazła drogę.
[zt]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Nie Wrz 08, 2013 2:33 pm

Dziewczyna widząc że jej ojciec wraca odetchnęła z ulgą, może się uspokoi trochę. A tu niespodzianka! Jej tatuś się rozgadał na najnudniejszy temat. Och jak ona tego nie lubiła. Usiadła na swoje miejsce i zabrała jointa od Askariusa by się nim spokojnie zaciągnąć i słuchać go. A nie, właściwie to w ogóle go nie słuchać, po prostu i zwyczajnie. Dopiero gdy zaczął mówić o współpracy z Rebeliantami spojrzała na niego zaciągając się po raz trzeci i słysząc, że ma to wykonać kiwnęła tylko na potwierdzenie głową. Cóż raczej nie powinna mieć problemów z rozmowami ani przekonywaniem kogoś do siebie. Jednak słysząc słowa Lei i jej oświadczenie, że wychodzi podniosła się trochę i odezwała do niej spokojnie obdarzając ją delikatnym półuśmiechem.
-Po prawej stronie jest łazienka z wanną i prysznicem a dalej pokój, odpocznij lepiej, bo nam zemdlejesz.
Jej głos chodź miły i uspokajający miał w sobie tą dziwną nutę, która nie pozwalała na sprzeciw. Cóż martwiła się o nią jak o każdego członka organizacji, mimo że tego nie okazywała za bardzo. Po chwili usiadła z powrotem i zaczęła gapić się w ekran, żałując, że nie może zobaczyć niczego na żywo. No ale cóż został jej tylko ten ekran. Po paru minutach kiedy syrenka na pewno wyszła odezwała się do swego ojca.
-Wiesz co, chyba jej się to nie podobało. Może powinieneś nauczyć się czegoś takiego jak delikatność?
Mówiła spokojnie, jednak karcącym tonem jakim normalnie odzywa się rodzic do dziecka a nie na odwrót.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   

Powrót do góry Go down
 
Kaplica Venoriańska
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» [ME] Zapomniana Kaplica Seatha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Dzicz :: Pustynia Wschodnia :: Siedziba Fleauètte-
Skocz do: