IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kaplica Venoriańska

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mia
Detektyw
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 249
Dołączył/a : 13/01/2013

PisanieTemat: Kaplica Venoriańska   Pią Lip 19, 2013 3:43 pm

Tutaj zwykle przesiaduje dowódca organizacji. Pomieszczenie zbudowane w stylu greckim, gdzie po bokach sali znajdują się kryształowe kolumny w kolorze jadeitu wyrastające z podłogi do sufitu. Każdą z nich owijają dzikie pnącza, z których wrastają co jakiś odstęp kwiaty róży różnych kolorów (od różowego do białego). Po środku znajduje się wgłębienie wypełnione Venoriańską krwią chłodzoną codziennie żeby utrzymała idealną świeżość i zapach. Po środku z tego głębokiego bajorka krwi wyrasta posąg Venoriana, który wgryza się w szyję Anioła, któremu przed chwilą wyrwał skrzydła (trzyma je w drugiej dłoni). W tle leci muzyka puszczana na okrągło. W tym miejscu odbywają się rytuały Venorianów i oficjalne procesy Fleauètte czyli mniej więcej np., przemiany, śluby, awanse, ugody, pakty, chrzty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Nie Lip 28, 2013 12:35 pm

Askarius po udanej rozmowie z Lucyferem udał się od razu do siedziby, jednak dopiero teraz zdobył chwilę na dla jego samotności w miejscu gdzie zbiera zawsze myśli. Uśmiechnięty od ucha do ucha z bananem przez świat stanął przed wrotami, które zostały otwarte przez dwóch strażników w specjalnych przyciemnianych hełmach, które miały chronić ich przed zwiększonym natężeniem światła. Dumnym krokiem zrobił krok do przodu po otwarciu wrót i stanął na jadeitowej posadzce, które automatycznie uruchomiła playliste wrzuconą przez personel Kaplicy - Otwierajcie drzwi tylko upoważnionym, zrozumiano? - Wzrok jego padł na dwóch strażników, którzy z przerażenia, padli na podłogę i wypowiedzieli mu dobrze znane słowa "Tak Mistrzu Askariusie". Czyli na dzisiejszej zmianie stał John i Phil, nie mógł rozpoznać ich przez te przyciemniane szybki. Uśmiechnął się wesoło i gestem ręki kazał im wstać - Żartowałem chłopaki, wpuszczajcie każdego kto chce zaznać relaksu w naszej Kaplicy... A teraz zamknijcie drzwi - Drzwi zaczęły się zamykać a on ruszył do przodu w kierunku specjalnego miejsca za posągiem przy oknie, które w rzeczywistości było  jadeitowym pejzażem. Siadł na dywanie po turecku, zamknął oczy i odpalił jointa. Wreszcie świeżość, która go trzyma w kupie. Kto by pomyślał, że przywódca lubi sobie przysmażyć co nieco na boku w wolnych chwilach, gdzie nie jest monitowany lub obserwowany, ze względu na to iż kapliczka to święte miejsce a raczej znaczące dla całej społeczności, którą prowadzi Askarius wraz z Radnymi. Dawno ich nie widział, zapewne wzięli urlop albo załatwiali swoje prywatne sprawy. Po chwili gdy już powoli zaczynała go kopać, położył się na eleganckim, czystym dywanie i oddał się błogiemu stanu odchylenia od rzeczywistości.    
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragonette
Grzech Główny | Kelnerka w Valhalli
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 13
Dołączył/a : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pon Lip 29, 2013 7:35 pm

Dla Dragonette najgorszą możliwą formą spędzania czasu było przychodzenie na kretyńskie spotkania Rady, której koniec końców była członkiem. Sprawa Venoriańska nie do końca ją obchodziła, nigdy przecież nie utożsamiała się z tą całkowicie odmienną rasą, ale w jej głowie - gdzieś na tyłach świadomości - istniała myśl, że przecież pewnego dnia, jeśli cudowny plan przywódcy się powiedzie, to ona również będzie musiała przejść na stronę czegoś, z czym nie miała nic wspólnego. Z drugiej strony nie widziała żadnych innych możliwości dla swojej osoby, by jakoś przeżyć swoje marne życie. I tak jakoś mijał kolejny rok tej wegetacji.
Przejście przez drzwi kaplicy jak zwykle obeszło się bez zbędnych komplikacji. Generalnie rzecz biorąc, to kobieta lubiła tutaj przebywać. Lenistwo idealnie pasowało do tego miejsca, gdyby nie grająca w kółko muzyczka, która od pewnego czasu doprowadzała ją do białej gorączki. Nic na świecie nie było jednak pozbawione wszelakich wad - coś, co przynosiło blondwłosej ulgę, musiało także w pewnym stopniu wprowadzać ją w stan zdenerwowania. Zakręciła nosem, czując intensywny zapach.. no tak.
- Askarius - mruknęła znacząco, stukając pokaźnymi obcasami o posadzkę. Ciekawe jak długo będzie musiała tutaj zabawić.. Szczerze powiedziawszy już wolała wracać do pracy - niby tej podstawianej, ale mimo wszystko dużo przyjemniejszej i ciekawszej - niż słuchać reszty buraków, która się pewnie tutaj przypałęta. Okej, po prostu jej się nie chciało. Z jakiegoś, nawet najbardziej kretyńskiego powodu, nazwano ją Lenistwem. Stanęła nad przywódcą, wlepiając w niego zielone oczęta. Jak ktoś taki przewodził takiej organizacji? Nie potrafiła odpowiedzieć sobie na to pytanie i nawet nie próbowała, bo szukanie kolejnego miejsca wcale jej się nie uśmiechało.
- Czekamy na kogoś, jestem potrzebna czy mogę po prostu spadać? - powiedziała wystarczająco powoli, by do nieco oszołomionego mężczyzny dotarło to, co chciała przekazać. Boże, co za nuda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pon Lip 29, 2013 8:15 pm

To było jakieś spotkanie rady? Nawet nie wiedział o nim, może zapomniał. No trudno, kiedy indziej się odbędzie. Popatrzył na Dragonette, odchylając swoją główkę tak aby patrzeć komicznie na nią odwróconą twarzą. Między wargami miał jointa, z którego unosił się piękny zapach, bardzo intensywny. Ciekawe co tu robiła ~ Dopiero co przyszłaś a już chcesz spadać, no tak, Lenistwo to chyba nie twoje drugie imię. Usiądź ze mną i skosztuj darów Ziemi, nikomu się nigdzie nie śpieszy ~ Co za bejerka. Właściwie po prostu lubił żartować sobie z niej, słodko się denerwowała. Była jedną z pierwszych w jego rodzinie, tej dopiero niewielkiej społeczności ~ Jak już tutaj jesteś to możesz siąść ze mną i zapalić, potem możesz już sobie iść jeżeli Ci tak śpieszno ~ On co dopiero wyrwał się z obowiązków, więc stwierdził że zakosztuje spokoju w kapliczce. Ma jeszcze trochę zajęć na potem, musi znaleźć nowych rekrutów a przy okazji spotkać się z pewną osobą żeby pod-szlifować swoje zdolności władania mieczem. Przy okazji wypadałoby wreszcie się spotkać z pewną kobietą od której wyciągnie informacje, mogące mu pomóc prowadzić tą organizację ~ Wszystkich radnych gdzieś wywiało, na razie nic się nie dzieje Dragonette, ale czuję że za niedługo to się zmieni, wiesz... Te moje boskie przeczucia ~ Uśmiechnął się tajemniczo. Zaciągnął się jointem i wystawił rękę w jej kierunku żeby go odebrała. Ciekawe czy się skusi czy nie, życie pełne stresu nigdy jej nie pomoże. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragonette
Grzech Główny | Kelnerka w Valhalli
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 13
Dołączył/a : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Wto Lip 30, 2013 5:15 pm

Askarius jak zwykle był bardzo zaangażowany w sprawy swoich podwładnych, wręcz kipiał z ożywczego zainteresowania ich losem. Dragonette jednak nie była odpowiednią osobą do osądzania jego postępowania, a właściwie tą najmniej odpowiednią przede wszystkim ze względu na osobiste przekonania. Czy ich plan by się powiódł czy nie - nie płakałaby w żadnym wypadku przy dokonaniu się jakiegokolwiek scenariusza. Możesz mówić, że była bezmyślna lub bezduszna, ale wolała to nazywać neutralnością, bo.. jakoś ładniej brzmiało.
- A co ciekawego można tutaj robić? - mruknęła, zarzucając puklem blond włosów w dość ostentacyjny sposób. - Siedzieć, wylegiwać się, palić zioło, cudowna alternatywa dla Lenistwa, no cóż - skwitowała krótko, wzruszając subtelnie ramionami. Bez ogródek posadziła swój kuszący tyłek koło przywódcy i wyciągnęła się wygodnie, mrucząc z zadowolenia. Jeśli nie dostanie za to ochrzanu, to dlaczego nie miała sobie na to pozwolić, skoro sam ją zachęcał? Nawet gdyby była to jakaś sprytnie zastawiona pułapka, to miała to gdzieś - chillout przede wszystkim.
- Jak mnie zagonią z powrotem do tej cudownej roboty, to raczej nie będę miała wyjścia - odparła ze zniesmaczoną doszczętnie miną. Bardziej była niezadowolona z tego, że pewnie przed powrotem będzie musiała na szybko urządzić sobie intensywne i niezbyt czasochłonne polowanie. Jak mus to mus.
- Taaaak, na razie.. Jak zwykle nic się nie dzieje - szepnęła bardziej do siebie niż do niego. Zgrabnie ucięła temat, zabierając mu jointa, by parę sekund później bez żadnych zahamowań raz za razem się nim częstować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Wto Lip 30, 2013 5:43 pm

Sytuacja, w której Fleuette przystało na nowo powstać z gruzów jest i prawdopodobnie będzie jeszcze przez jakiś czas problematyczna, jednak Askarius czuł w swoich kościach, że dobre wiatry nadejdą, zwłaszcza że na mieście szerzy się pogłoska o śmierci dawnego dowódcy Sorciere, który doprowadził NAS do takiego stanu. Dziewczyna mogła tego nie odczuwać, nic dziwnego, nie jest taka sama, jest inna. Zajmowała taką pozycję ze względu na to iż jemu to odpowiadało a przy okazji nie miał na to wpływu, była innym głosem wśród ludu, możliwe że nawet sprzecznym, ale miał nadzieje że do tego nie dojdzie. Sentyment będzie zawsze sentymentem, nic tego nie zmieni i raczej nie powinno się to zmienić w jakiejkolwiek przyszłości.  
~ Sądzę, że nadal jesteśmy dwiema różnymi osobami, możesz mnie nie rozumieć, moje wartości się różnią od twoich, czasy odpoczynku przejdą w czasy przygotowania i mam nadzieje, że przygotowania doprowadzą mnie, Ciebie i całą organizację w kierunku realizacji planów ~ Wstał z dywaniku i wyprostował się poprawiając swoją koszulę, popatrzył na nią z góry i się tajemniczo uśmiechnął, lecz w tym uśmiechu nie było spisku, sekretu, czegoś niepokojącego, był to uśmiech oznaczający jego nadzieje w to co zaplanował i przeczuwa.
~ Co nam innego pozostaje? Cierpliwość to cnota a Grzechy to części chaosu, którą musimy zaakceptować, gdyż aspekty związane z nim są nam potrzebne do doprowadzenia nas do ostatecznego scenariusza ~ Tak to było właśnie to, uwielbiał ten błogostan czy też dla innych niby letarg po skosztowaniu owocu, afrodyzjaku. Podszedł do kapliczki i przysiadł koło niej po turecku, choć nie był terrorystą pochodzenia afrykańskiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisa
Grzech Główny | Właścicielka Szpitala
avatar

3 pochwały i więcej
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 108
Dołączył/a : 01/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Czw Sie 01, 2013 10:00 pm

Świat był taki szary, brzydki, brudny i w ogóle fujka, że Liska musiała przyjść do jakiegoś ładniejszego i bardziej przyjemnego miejsca. No cóż, muzyka tutaj rozbrzmiewająca była cienka, nie oszukujmy się. Puściliby jakieś disco przy którym można pomachać bioderkami, zwrócić na siebie uwagę i takie tam, a nie jakieś smuty przy którym każdy zasypia. Blondyna zastanawiała się, jakim cudem przy obradach wytrzyma lenistwo, przecież to to przy tych smętach to zaśmie w 2 minuty i to jeszcze z bąbelkiem przy nosie, no ale ej, serio! Usypiająca nuta, nie?
Piękna i doskonała kobieta w całej swej okazałości przekroczyła próg pomieszczenia, pewnym siebie krokiem stając w kaplicy venoriańskiej. Cudowna nazwa napełniała jej umysł idealizmem tego miejsca, po prostu aż piersi z dumy urosły, a uśmiech rozkwitł na tej nieskażonej pracą i wysiłkiem umysłowym twarzy... Autopocisk~
Kiedy ogarnęła swymi jaskrawymi oczami pomieszczenie dojrzała rozleniwiony grzech palący jointa - nie popierała - oraz dowódcę siedzącego po turecku przy kapliczce. O, i to było już lepsze, choć miała taki malutki pogląd, że jej własna kapliczka powinna również gdzieś tutaj stanąć... No źle myślała? Chyba nie. Wystarczyło na nią spojrzeć, posłuchać melodyjnego głosu, tego, co ma w głowie, a pusto przecież tam nie było, i od razu było jasne - ta perfekcyjna dama musi mieć kapliczkę, przy której jej wierni będę się do niej modlić.
- Ekhem. - chrząknęła cichutko stojąc już obok dowódcy. Tak, przemknęła tutaj cichutko, że nawet nie było wiadomo, kiedy ze stojącej w progu, jasnoubranej kobietki, stała tak blisko mężczyzny. Zjawa i upiór, które do przemieszczania się nie używają chodu, a lewitują.
- Jako, że jestem jedną z bardziej spostrzegawczych osób, chciałam zarzucić małą sugestią, nad którą można by się głębiej zastanowić. W moim mniemaniu, mogłoby to oszczędzić niektórym sporo wysiłku. - zaczęła nieskromnie po czym zarzuciła część blond pukli z ramienia na plecy. Wciaż stała, no bo miała sukieneczkę i nie chciała jej pognieść, mogła na murku usiąść, bądź na krześle czy fotelu, ale uklęknąć, ukucnąć czy też zasiąść na podłodze? Nie ma mowy. Dlatego też obserwowała dowódcę z góry. Już pomińmy fakt, że czuła wtedy jak bardzo nad nim góruje, oświetlałą go blaskiem swego piękna, jak i wyniosłości, która przecież mogła go drażnić... Jak wiele osób. Przenikliwość jej spojrzenia jak i kąt pod którym dowódca patrzył na jej długie nogi mogły sprawić, że sposób doboru słów jakiego Lisa użyła w zdaniu, gdzieśtam wleciał i wyleciałdrugim uchem ♥

_________________

[ x x x x x x x x x x ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Czw Sie 01, 2013 10:52 pm

Lenistwo chyba za bardzo wciągnęło palenie jointa, on dawno się ukruwił, miał dobry shit, przecież był przywódcą ogromnej organizacji (joke), więc właśnie nawet w sztucznym parku łowickim mieli parę hektarów przeznaczonych na uprawę ziół a w tym najlepszego staffu na świecie. Mężczyzna siedząc po turecku przy kapliczce nawet nie zauważył kolejnej członkini rady, nie było żadnego zebrania, ale widocznie zaczęło się wszystko mnożyć. Dwóch radnych i Dowódca w jednym miejscu i to nie na posiedzeniu, bardzo ciekawe zjawisko, zwłaszcza że wszyscy w tym pomieszczeniu byli sobie równi statusowi, może troszkę miał więcej praw jako założyciel, dowódca i pierwszy Venorian, lecz takie życie. Uśmiechnął się, gdy Lisa pojawiła się obok niego, jak zwykle dobrze prezentowała się jako Pycha, była zbyt dumna z swojej osoby, ale to były Grzesznice a nie zakonnice zamknięte w swoich zamkowych fortyfikacjach. Nogi miała rzeczywiście zgrabnie, ale bez przesady, nie będzie cały dzień się gapił, zwłaszcza że miał wziąć oczyszczającą kąpiel w jego prywatnym, krwawym brodziku.
~ Jaka to kwestia Pycho? ~ Zaciekawiła go, więc od razu przestał wpatrywać się w jej idealne nóżki. Wstał z miejsca i zaczął się powoli rozbierać. Na początku ściągnął garnitur, wrzucając go na odstającą część posągu, którą mógł łatwo dosięgnąć. Zaczął powoli rozpinać guziki kierując się do sekretnego panelu, który odpowiadał za klimatyzację i takie tam inne systemy oraz przy okazji za muzykę, więc puścił inną playliste, złożoną przez jego pracowników (na górze). Wrócił do kobiet, stanął mniej więcej między nimi i zrzucił z siebie bialutką jak śnieg koszulę. Potem zabrał się za spodnie, które zrzucił bez najmniejszych oporów, został jedynie w… Zaraz. Nie nosił przecież bielizny, więc był nagi, tak, zwisał mu, wygolony jak na Venoriana przystało. Ruszył w kierunku fontanny, do której wszedł po zatopionych specjalnych schodkach jak w jakimś jacuzzi. Właśnie w tym momencie Askari zaczął się pluskać (nie dosłownie) w venoriańskiej schłodzonej krwi koloru nocy, nie było to nic niezwykłego, był dość fanatyczną osobistością w swoich poglądach i bardzo przywiązany do kultury swojego gatunku, więc dla niego było to zupełnie normalne żeby wziąć odprężającą kąpiel oczyszczenia w krwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisa
Grzech Główny | Właścicielka Szpitala
avatar

3 pochwały i więcej
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 108
Dołączył/a : 01/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Czw Sie 01, 2013 11:07 pm

Jak to bez przesady? Jakie bezprzesady?! Toć to ideał w całej swej okazałości, chodząca doskonałość, samo odzwierciedlenie boskości~ Inaczej myśleć o osbie nie mogła, co tam, że Bóg bez grzechu był, ona sama za grzesznice się nie uważała, po prostu miała prawidłowe mniemanie o swej boskości i tyle. No dobra, inni by powiedzieli, że przesadnie osobiemyślałą, miałą wybujałe ego i w ogóle była wkurzająca, bo nawet z nią się plotkować nie dało, bo tylko o sobie potrafiła rozprawiać i to w samych superlatywach, bo wiadomo, że jest najlepsza ze wszystkich.
Kiedy Askari spojrzał na nią z zaciekawieniem zadarła nos lekko w górę. Tak, gdy wstał był wyższy odniej, więc musiała potem pokazać, że mimo różnic wzrostu wciąż jest ponad niego.
- Ach, rzekłabym, że nader oczywista i zapewne już każdy dawno temu na to wpadł tylko po prostu się wstydzi przyznać, rozumiem rozumiem, ale to żaden wstyd! - zaczęła machając skromnie rąsią, jakie to nie jest wszystko oczywiste, a ona wcale a wcale nie jest najważniejsza... Ta, jasne.
- Naturalnie umieszczenie tutaj kapliczki z moim wizerunkiem ułatwiłoby wszystkim sprawę, zamiast szukać mnie i wręczać te wszystkie uznania w postaci kwiatów, listów, czekoladek czy samych pochwał, można by od razu umieścić na kapliczce w darze dla mej skromnej, acz przyznaję, że zacnej osoby... Ale to taka tam sugestia, ja wiem, że niektórzy to woleliby wprost mi powiedzieć, co czują, myślą i takie tam, ale dla tych bardziej wstydliwych to kapliczka byłaby idealna. Zazdrość mniej by się złościł, a i chciwość złamaną monetkę zostawił~ - mówiła to wszystko gdy ten odczyniał swój rytuał rozbierania się. No ona zamiaru takiego nie miała, bo i po co? W wodzie myć się trzeba, to bardziej czyste, albo mleku, o. Wygładza skórę.
- No, ale to tamto... - zaczęła jeszcze nagle nim ten coś odpowiedział i podeszła teraz bliżej, gdy ten już moczył jajka w krwi niewinnych zwierząt~ - ... taka moja drobna sugestia. W sumie nie pytam, czy mogę, bo odmowa będzie dla mnie oznaczała przynanie miracji i jednocześnie zakłopotanie. - skończyła z lekkim uśmiechem na buzi,och jakaż ona była słodziutka, jak cukierek spod szafy, yami~ Wciąż wgapiała w niego niebieskość swoich ocząt, zupełnie jakby pragnęła nawiązać dłuższy, wzrokowy kontakt.

_________________

[ x x x x x x x x x x ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pią Sie 02, 2013 1:41 pm

Dziewczyna chyba sobie nie zdawała sprawy z tego, że rozmawiała z kimś kto był przesiąknięty fanatycznymi obsesjami swojej wizji i wartości, które prezentował na pozycji Dowódcy różanej organizacji. Kąpiel w krwi venoriańskiej była czymś w rodzaju rytuału oczyszczenia, który i ona przeszła podczas urodzin, miała prawo tego nie pamiętać zwłaszcza, że była wtedy dzieckiem, właściwie nigdy nad tym się nie zastanawiał. Lisa była Pychą, dumną kobietą o nadzwyczaj rozwiniętej osobowości, charakterze i temperamencie. Zanurzył się w krwi po jej wypowiedzi, nie nawiąże z nią kontaktu wzrokowego, zwłaszcza że przed chwilą chciała uzyskać od niego pozwolenie na postawienie jej posągu w kapliczce. Znał jej moce, byli członkami organizacji, które nie miała przed sobą sekretów, może niektóre, bardziej osobiste tajemnice były skrywane przez każdego kto należał do tej społeczeństwa, ale informacje o mocach i zdolnościach wszystkich członków były łatwo dostępne ~ Posąg, który jest w kapliczce przedstawia Venoriana, który jest symbolem dawnej potęgi naszej rasy jeszcze za czasów, gdy człowiek był małpą i nawet człowieka nie przypominał. Jeżeli chcesz zasłużyć na posąg powinnaś ruszyć do miasta i swoim niesamowicie pociągającym urokiem zdobyć nam trochę świeżej krwi ~ Wypłynąć i powiedział co miał powiedzieć, nie patrzył na dziewczynę tylko na nią zerknął. Unikał kontaktu wzrokowego dopóki mu nie potwierdzi, że nie będzie używała na nim mocy do takich błahych spraw. Złączył swoje dłonie w kształt miseczki i zanurzył je w krwi, napełnił prowizoryczne naczynie i wylał na siebie, krew zaczęła spływać po jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisa
Grzech Główny | Właścicielka Szpitala
avatar

3 pochwały i więcej
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 108
Dołączył/a : 01/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pią Sie 02, 2013 7:37 pm

Och od razu, że chce użyć mocy, skąd taki pomysł? Może po prostu chce popatrzeć w jego oczy?Dobrze wiedziała, że i bez użycia mocy zaczarowałaby go samym swym spojrzeniem, no bo kto by jej uległ, prawda? Przecież ona jest nie tylko piękna, kusząca i wgl, jest również tej samej rasy, co on, no i naturalnie nie była zwykłym pustakiem, co to nie myśli. Gdyby chciała go zmanipulować, przecież mogłaby go dotknąć, jakiś problem? Nie sądzę.
Lisa lekko się naburmuszyła.
- Unikasz mojego spojrzenia. - burknęła iście niezadowolona, zupełnie jakby zezłościł ją tym czynem. Już wał z tym, że się pluskał, pewnie, ona też to robiła, ale i tak wolała inne rodzaje kąpieli, niż w krwii... Takiej co to nie wiadomo ile tutaj leży, fakt, że świeża krew byłaby zdecydowanie lepszą.
- Sam ten fakt sprawia, że czuję, iż nie masz do mnie zagrosz zaufania! - fuknęła zakładając ręce krzyżem na piersi. Dmuchnęław blond pukiel który przy gwałtownym ruchu nieco opadł jej na czoło i przysłonił lekko brew.
- Hy ! - odparskła w odpowiedzi na jego sugestie, że powinna pójść i polować. Niech pójdzie z nią, ot co, bo przecież JEJ NIE UFA, pff. No i generalnie było widać, że się sfoszyła lekko.

_________________

[ x x x x x x x x x x ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Sob Sie 03, 2013 11:20 am

~ Mam do Ciebie zaufania, ale nie jestem w stanie odróżnić chwili, w której coś chcesz ode mnie, bo tak, czy naprawdę czegoś potrzebujesz, informuj mnie ~ Może troszkę nierozsądnie postąpił, musiał ufać swoim Grzechom, zwłaszcza tej dziewczynie. Przetarł swoją twarz zostawiając na niej charakterystyczne plamy krwi. Uśmiechnął się i podpłynął w jej kierunku ~ Nie unikam twoje spojrzenia, możesz uznać to za potwierdzenie iż się Ciebie boję, jeżeli wolisz ~ W rzeczywistości tak nie było, po prostu miała niekorzystne moce. Zaczął powoli wychodzić po schodkach, wytarł się ręcznikiem, który wrzucił do pobliskiego kosza, ubrał się i był już gotowy do wyjścia. Popatrzył na grzesznice i wziął ją pod rękę ~ Ruszmy się w kierunku miasta, jestem głodny i mam chęć coś ZJEŚĆ ~ Uśmiechnięty ruszył w kierunku wyjśca wraz z nią. Zostawił Lenistwo tutaj, jak na razie była offline, gdy będzie online ponownie się z nią spotka.

2Xz/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yinesh
Żołnierz Zodiaku | Bezrobotny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 21
Dołączył/a : 20/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Sro Sie 21, 2013 10:29 pm

Yin jak to zwykle miał w zwyczaju przechadzał się powoli po okolicy w poszukiwaniu miejsca gdzie może się położyć i wygrzać na słońcu. W spokoju. To było najważniejsze bo co mu po wylegiwaniu się i odpoczywaniu w miejscu gdzie jest pełno ludzi i co chwila ktoś Ci przeszkadza? Jeśli zaraz nie znajdę miejsca gdzie będę mógł odpocząć to chyba zwariuję. - powiedział do siebie w głowie dalej krocząc piaszczystą ścieżką, która prowadziła go przed siebie. Tyle razy tędy chodził a nadal nie mógł zapamiętać gdzie ona prowadzi. Cóż, skleroza to ciężka choroba, która atakuje znienacka i zostawia wielkie szkody, zupełnie to samo co Yin robi z lodówką gdy jest głodny. Czarnowłosy mężczyzna przechadzając się przy okazji używał swojego bardzo przydatnego daru, mianowicie wyostrzonego węchu. Tak miło było dokładniej poczuć zapach ładnych perfum atrakcyjnych dziewczyn lub po prostu czegoś dobrego do jedzenia. Jednak tym razem nie był w stanie wyczuć niczego nadzwyczajnego.
Jego nos momentalnie zadrżał a na ustach pojawił się delikatny uśmiech, który po chwili zmył wysuwając język i zwilżając swoje wargi. Momentalnie przyśpieszył kroku by jak najszybciej przekonać się czy ma rację. Yin oczywiście wiedział, że ją ma, ale zawsze warto sprawdzić i utwierdzić się w tym przekonaniu.No tak, to tutaj zawsze odbywały się te nudne spotkania, posiedzenia i inne bzdety. No, ale jak trzeba było być to trzeba. To miejsce akurat nie kojarzyło mu się dobrze. Zawsze się nudził i nie mógł się doczekać kiedy znów będzie mógł opuścić tych nudziarzy i pójść na jakąś słodką drzemkę. Najlepiej na wysoką gałąź drzewa dodatkowo oświetlaną przez słońce.
Gdy przeszedł przez wielkie drzwi w jego nozdrza zakuł ponownie ten śliczny zapach, który teraz był jeszcze bardziej intensywny.
- Mruuuu. - mruknął z zadowolenia czując przyjemny zapach drażniący jego koci węch i pewnie ruszył do przodu. Krok za krokiem był coraz bliżej. Jak to kot, robił to straszliwie cicho i zwykły człowiek nie byłby w stanie go usłyszeć. Korzystając z tego, może zrobi Jej niespodziankę i zajdzie Ją od tyłu? Może nie słyszała jego mruknięcia i nie zacznie znów mówić jak to on się podnieca na darmo czując Jej śliczny zapach?
Tak jak wymyślił, tak zrobił. Zakradł się za Dragonette i kucnął przy Jej głowie zakrywając Jej oczy swoim ogonem. W końcu od czego są te częściowe zamiany w tygrysa, nie?
- A przed kim się chowasz? - spytał szczerząc się szeroko i korzystając z okazji, że nie widzi przez ogon gdzie wędrują jego oczy, dokładnie obejrzał Jej ciało.


Ostatnio zmieniony przez Yinesh dnia Czw Sie 22, 2013 8:07 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragonette
Grzech Główny | Kelnerka w Valhalli
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 13
Dołączył/a : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Czw Sie 22, 2013 6:37 am

Po przybyciu do Kaplicy panienki szeroko znanej pod pseudonimem Pycha, Dragonette zwyczajnie usunęła się w cień. Nie widziała sensu w mieszaniu się do rozmowy, której nie była ani główną prowokatorką ani nawet nie specjalnie chciało jej się ją podtrzymywać. Z całym szacunkiem, ale nie miała zamiaru zaprzątać sobie głowę bzdetami, które nie miały dla niej większego znaczenia. Każdy z członków Fleauètte zapewne byłby oburzony takim podejściem do wyjątkowo światłej sprawy opartej na ich ideologii, ale szczerze powiedziawszy - miała to gdzieś. Dopóki robiła swoje w sposób wyjątkowo skuteczny, dopóty nie znajdzie się żaden odważny gamoń, by spróbować wytknąć kobiecie nieścisłości związane z niesieniem odpowiednich racji. Z drugiej strony nie była przecież jakimś cholernym kapłanem ani cholerycznym wyznawcą, co nie? Nie w kwestii naszej bohaterki tkwiło nachalne uganianie się za nowymi członkami, którzy w większości i tak do końca nie wiedzieli, na co tak naprawdę się skazali wraz z decyzją dołączenia do Różowych. Pełna sprzecznych, niepotrzebnych myśli usiadła na niewielkich schodkach, by rozpocząć proces dokończenia jointa i rozwiania wszelkich wątpliwości. Zupełnie zignorowała cudowne przedstawienie, które urządził sobie Dowódca razem ze swoją podwładną. Z jakiegoś powodu przecież znanymi jej Grzechami były same kobiety.. Typowe. Zielonooka odetchnęła z ulgą, kiedy zniknęli. Miała nareszcie trochę czasu dla siebie, nikt nie będzie jej ględził za uszami, zmuszał do rozmowy na potencjalnie ważne tematy, od których mogło zależeć istnienie niezwykłego świata. Pomyślała to jednak typowo ludzko, dopiero parę sekund później przypominając sobie o czystej złośliwości losu i o tym, że jeśli czegoś się bardzo chce, to w większości przypadków się tego zwyczajnie nie dostaje. Zgniotła niedopałek blanta w palcach, lekko otaczając wrażliwe opuszki cienkim lodem. Co prawda takie błahe rany nie miały dla niej większego znaczenia, wampirza krew bywała niebiańsko przydatna, co nie zmieniało faktu, że raczej nie posądzała siebie o uprawianie masochizmu w żadnej postaci.
Wracając jednak do upierdliwego losu i niespełnionych zachcianek, to chwilę później w opustoszałej Kaplicy gościła jednego ze swoich podwładnych; właściwie jednego z tych w prostej linii najbliższych. Nigdy do końca nie potrafiła zrozumieć idei istnienia Zodiaków, uważała ich za byt wyjątkowo zbyteczny i ten sztuczny twór trochę uwierał na jej dumie. Jak można zatrudniać ochroniarzy do osób, które zaszły tak wysoko, bo same potrafią o siebie zadbać? Zdecydowanie zadziwiające. Wtrącanie się jednak i wyrażanie opinii w tej jakże ujmującej sprawie nie znajdowało się na liście najważniejszych celów do osiągnięcia panienki Deveraux. Nawet nie drgnęła, gdy przesłonił jej oczy. Naprawdę niezbyt udana zagrywka jak na kogoś, kto przecież miał ją chronić przed gorszymi od niej.. jeśli takowi istnieli.
- Przed marnymi żartami - odparła niechętnie, odtrącając jego ogon wierzchem dłoni niczym namolną muchę. Że też miał jeszcze siłę do takich żartów, zdając sobie sprawę, że pozostały mu kruche trzy lata życia i później zniknie z tego świata, nie robiąc dla ich organizacji niczego szczególnego. Znając Askariusa i jego wielkie plany i założenia, to z pewnością wiele żyć takich Zmiennokształtnych minie, zanim Fleauètte osiągnie zamierzone cele. Jako wampir nie czuła strachu przed przemijaniem; dziwiła się też przybyłemu mężczyźnie, że nie poprosił jej nadal o przemienienie, by mógł żyć wiecznie. Niektórzy nie mieli takiego szczęścia i okazji.
- Czego potrzebujesz? - westchnęła umęczonym głosem, opierając się plecami o jeden z filarów. Tak bardzo ją ostatnio rozchwytywali, że aż miała okazję ich pozabijać. Sami nazwali ją Lenistwem - czyżby naprawdę nie znali podręcznikowego znaczenia tego słowa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yinesh
Żołnierz Zodiaku | Bezrobotny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 21
Dołączył/a : 20/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Czw Sie 22, 2013 8:45 am

No ale jak to tak! Jak Ona miała czelność tak krytykować jego żarty! Właściwie to nie był nawet żart, ale to już pomińmy. Jak mogła krytykować go w momencie gdy był Jej najbliższą osobą. Może i miał za zadanie Ją ochraniać, ale tak się to wszystko potoczyło, że nie tylko Ją ochrania. Może i Dragonette nie traktowała go jak bliską sobie osobę ale musiała przyznać, że jednak taki właśnie był.
-Jak zwykle na dzień dobry jesteś niemiła, wiesz? - mruknął patrząc Jej w oczy i zabierając ogon, który odtrąciła. Ciekawe co Ją tym razem ugryzło.. - pomyślał sobie. W pewnym momencie zabrakło mu języka w gębie. Zupełnie jak nie Yin, szczególnie przy Dragonette przy której czuł się wyjątkowo swobodnie.
Na szczęście zielonooka szybko wybawiła go z tej opresji zadając pytanie. No, ale znów była niemiła. Czy skoro przyszedł odwiedzić swoją Panią, bo niestety tak mógł na Nią mówić to czy od razu musi czegoś chcieć? Czy to nie może być okazanie dobrej woli i zamartwiania się o swoją Panią? W końcu jakby coś się Jej stało to potem zmiennokształtny odpowiadałby za to wszystko i nie wiadomo jaką cenę musiałby za to zapłacić. Zależy jeszcze od tego w jak wielkim stopniu Jej zdrowie i ciało ucierpiało. Na szczęście jeśli o to chodzi to chyba Yin nie miał się o co martwić. W końcu Drago była bardzo zaradną, młodą dziewczyną, która potrafiła się bić, całkiem dobrze. Ciemnowłosy musiał nawet przyznać, że lepiej od niego. Nie ma sensu się okłamywać!
- A czy gdy do Ciebie przychodzę zawsze muszę czegoś chcieć? - burknął i nabierając powietrza po chwili dokończył - To przez Ciebie zawsze tak wychodzi. Najpierw pytasz czego chcę a jak ja powiem na co mam ochotę to jak masz dobry humor to mi to dajesz. Sama mnie tego nauczyłaś! - takim oto sposobem Yin myślał, że wybronił się z sytuacji jako to on miał być tym złym, który tylko pojawia się gdy czegoś chce a gdy niczego nie potrzebuje to wyleguje się gdzieś w słońcu i najlepiej jeszcze śpi.
- Lepiej powiedz co tu robisz. Znowu uciekłaś od obowiązków i leniuchujesz czy było jakieś zebranie o którym znów zapomniałem? - tak to z nim było. Często zapominał o różnego rodzaju zebraniach, naradach i innych bzdetach. Zazwyczaj spał gdzieś gdzie nie było ludzi lub po prostu zapomniał przez swoją sklerozą. Tym razem jednak miał nadzieję, że nie chodziło o zebranie. W końcu taryfa ulgowa się skończy i jeszcze mu się dostanie za niepojawianie się..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragonette
Grzech Główny | Kelnerka w Valhalli
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 13
Dołączył/a : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Czw Sie 22, 2013 3:08 pm

Po pierwsze - miała do konstruktywnej krytyki pełne prawo. Po drugie - kiepskie żarty zawsze zasługują na krytykę i powinien być wdzięczny, że tym razem była miła, chociaż próbował jej zarzucić coś innego. Po trzecie - zdecydowanie posiadała ów czelność, o której zechciał wspomnieć w swoich myślach. Nic więc nie stało na przeszkodzie, by odpowiedziała mu właśnie w taki, a nie inny sposób. Czy należał do grona najbliższych jej osób? Trudno mówić o takim czymś w przypadku wampirzej byłej księżniczki, skrytobójczyni i morderczyni własnej matki, a także swego niedoszłego kochanka. Nie, dla Dragonette nie istniały tak wąskie ramy. Mężczyzna też musiał mieć niezbyt ciężki bagaż doświadczeń życiowych, skoro zwyczajnie zakładał, że tak jest. Nie miała jednak najmniejszego zamiaru wtrącać się w jego światopogląd. Z własnego doświadczenia wiedziała, że dużo lepiej się żyje, jeśli nikt cię nie wyprowadza z twojej idyllicznej wizji swojego małego światka, czego doświadczyła przecież na własnej skórze.
- Niemiła? A szczera to nie bardziej odpowiednie określenie? - mruknęła, zerkając na niego kątem oka. Faceci potrafili być przeuroczy, a czasami doprowadzali jasnowłosą do białej gorączki. Przedstawiciele płci brzydkiej zdecydowanie musieli uważać w towarzystwie kobiety, która kiedyś została zdradzona. Szczególnie w tak okrutnych okolicznościach jak Dragonette. Yin też się do nich zaliczał, chociaż w pewnym stopniu pozwoliła mu się do siebie zbliżyć. Nie oznaczało to jednak, że dostał się do cząstki duszy, którą dawno temu odtrąciła. Nie wiązała przyszłości z kimś, komu zostały niespełna trzy lata życia. Angażowanie się w takiej sytuacji wskazywało na skrajny masochizm, a co już zdążyliśmy wcześniej ustalić - panienka Deveraux takich ciągotek nie stwierdziła w przypadku swojej osoby.
- Biorąc pod uwagę moją posadę i.. - Zrobiła krótką przerwę na zaczerpnięcie oddechu i kontynuowała. - ..twoją, to z założenia powinieneś mnie odwiedzać tylko w takich przypadkach.
Czemu się tak do niej przylepił? Wydawało jej się, że to psy cierpiały na przypadłość chorobliwej wierności do swego pana, ale w przypadku kotów jeszcze o tym nie słyszała. Poza tym nie miał co narzekać - nie miał przy niej aż tak źle, jak próbował jej to przedstawić - w przeciwieństwie do reszty Żołnierzy Zodiaku, którzy faktycznie mieli się czym martwić, wykonując swoje misterne zadania. Leniwym ruchem chwyciła go za podbródek w swe szczupłe palce i pozwoliła mu przejrzeć się w jej jadeitowych, połyskujących tęczówkach. Malinowe wargi poruszyły się powoli, gdy wypowiadała poszczególne słowa:
- Ja? Czegoś Ciebie nauczyłam? W takim razie gdzie moja zapłata za cudowne nauki? - Przeniosła dłoń na jego policzek, oblizała wargi.. i poklepała go dwukrotnie niczym wytresowane zwierzątko, uśmiechając się szeroko. Wstała nieprędko i rozprostowała zastane, obolałe kości. Muzyka brzmiąca w jej uszach zaczęła doprowadzać ją do szału. Musiała się przejść bez większego celu, by jakoś o niej nie myśleć.
- Egzystuję - powiedziała od niechcenia, masując prawą ręką kark. - [b]Zebrania nie było, wpadłam na chwilę, spotkałam Askari'ego i nie miał mi nic ciekawego do powiedzenia, więc nadal tkwimy w tym samym miejscu. [/b - Nie czuła nawet frustracji z powodu tego, że nie widziała ostatnio z działań Fleauètte żadnych konkretnych korzyści.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yinesh
Żołnierz Zodiaku | Bezrobotny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 21
Dołączył/a : 20/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Czw Sie 22, 2013 5:43 pm

Szczera? Szczerość to bardzo dobra cecha. Nawet jeśli była stosowana w celu mającym kogoś zasmucić. Ale czy na pewno była szczera? Może po prostu chciała się mu za coś odpłacić? Może zapomniał czegoś dla Niej zrobić i teraz ma za swoje? Nie ważne, gdyby tak było pewnie już dawno by o tym wiedział i odpracowywał to podwójnie.
- Tym razem muszę przyznać Ci rację. To było bardziej szczere niż niemiłe. - mruknął z niedowierzaniem, że właśnie w tym momencie przyznał rację Dragonette. Zazwyczaj bywało tak, że każda wymiana poglądów wiązała się z kłótnią o to kto ma rację a tutaj tak po prostu Yin przyznaje Jej rację. No cóż, ten jeden raz Ją miała.
Słysząc Jej napomknięcie na temat ich posad spojrzał na Nią bardziej dosadnie. Co z tego, że był od Niej niżej rangą. Widocznie był od Niej odrobinę słabszy i od razu musiał być z tego powodu dyskryminowany. Co zrobić, taka jednak była jego praca. Jako niższy rangą został przydzielony do ochrony Dragonette. Wiadomo, że gdyby trzeba było to i białowłosa włączyła by się do walki lecz zazwyczaj gdy dochodziło do jakichś spięć to jakiś nieświadomy ludzki złodziej miał ochotę poszperać w damskich torebkach a wtedy Yin szybko radził sobie z takim problemem bo gdyby tego nie zrobił, wiadomym było że musiałby słuchać wywodów zielonookiej jaki to z niego ochroniarz, który nawet nie potrafi zatrzymać zwykłego kieszonkowca.
Gdy tylko poczuł Jej palce na swojej brodzie uśmiechnął się delikatnie i przełknął ślinę. Mimo swojego szorstkiego charakteru miała bardzo delikatną skórę. Chciałoby się rzec, że przeciwieństwa się przyciągają, ale Ona się po prostu taka urodziła, liczy się?
- Powiedz tylko co sobie życzysz za te wspaniałe nauki a ja zobaczę czy coś da się z tym zrobić. - na jego ustach również zagościł szeroki uśmiech, jednak tak szybko jak mógł poczuć Jej dotyk tak szybko zerwała z nim kontakt i wstała. Nie mógł jednak powiedzieć, że miał powody do narzekania. Nawet widok przeciągającej się Dargonette był bardzo interesujący.
- Widzę, że masz już dość siedzenia tutaj. Gdzie chciałabyś się przejść? - spytał również powoli podnosząc się i podrapał się po szyi rozglądając się po pomieszczeniu. Nigdy nie miał okazji mu się na spokojnie przyjrzeć bo zawsze przychodzenie tu wiązało się z nudą i wielkim zamieszaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragonette
Grzech Główny | Kelnerka w Valhalli
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 13
Dołączył/a : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Sob Sie 24, 2013 11:03 am

Trzeba przyznać, że szczerość to wyjątkowo przydatna cecha nawet w odniesieniu do tych, którzy nie potrafili z niej umiejętnie i delikatnie korzystać. Dragonette nie przejmowała się do końca tym, że może kogoś zasmucić - w tym przypadku zresztą nie było nawet mowy o takiej sytuacji, biorąc pod uwagę fakt, że rozchodziło się o banał typowy dla śmiertelników. A bycie szczerym zawsze wchodziło w grę.
Odpłacić? Jemu? Czyżby naprawdę myślał, że tak wiele może znaczyć dla kogoś jej pokroju, kto tak naprawdę nudził się kontynuowaną egzystencją; dla którego własna śmierć nie miałaby większego znaczenia, a co dopiero cudza? Sama niewiele od niego wymagała, bo nie widziała takiej potrzeby. Dużo lepiej działała na własną rękę, nie przepadała za poleganiem na kimś, kto tak naprawdę mógł w każdej chwili zepsuć cały plan nawet nie ze względu na własną nieudolność, ale zwykłe wypadki losowe i serię niefortunnych zdarzeń.
- Tym razem? - prychnęła, badając wzrokiem sklepienie kaplicy i myśląc o sprawach dawnych, do których on nigdy nie miał dostępu; nikt zresztą nie miał. - Wydaje mi się, że powinieneś raczej powiedzieć "za każdym razem".
Jasnowłosa nie lubiła niepotrzebnych dyskusji, nawet jeśli coś ciekawego z nich wynikało. Brakowało jej chęci do życia, zwyczajnej ciekawości świata, wielu cech ludzi młodych, przed którymi niezwykłe cuda otoczenia miały tak wiele tajemnic do odkrycia. Nic od dawna jej nie cieszyło, a wszelkie przebłyski pozytywnych, ciepłych uczuć świadczyły tylko o tym, jak kiedyś została skrzywdzona i jak trudno takiej kobiecie później wrócić do szarej rzeczywistości, gdy jeszcze parę lat temu wszystko wydawało się przesłodzone i fantazyjnie barwne. Miała ze sobą problemy, tego ukryć nie potrafiła; z drugiej strony kogo to obchodziło - w organizacji nie dbano o siebie pod względem psychicznym, a wąskie spojrzenie na drugiego człowieka ograniczało się tylko do jego osiągnięć. Pieprzone snoby.
- Nie wiem. - Wzruszyła ramionami, odwracając się powoli w jego stronę. - To zależy, co tym razem możesz mi zaoferować i czy jakakolwiek z zaproponowanych mi ofert będzie w miarę kusząca.
Dragonette nie spoglądała na Yinesh'a przed pryzmat jego posady, wręcz przeciwnie. Gardziła takim szufladkowaniem ludzi, ale musiał się po prostu przyzwyczaić do takiego traktowania. Nie mogła mu zapewnić tego, że to zawsze za nią będzie chodził, że któregoś dnia najzwyczajniej w świecie nie popełni wampirzego samobójstwa, bo akurat w ulubionym barze dostała zbyt schłodzoną mrożoną kawę i brakowało w niej dodatkowej kostki cukru, o którą zawsze prosiła. Pomimo całego dziecinnego uroku mężczyzny nie mogła mu zagwarantować, że następnego dnia nie zabije go w napadzie dzikiego szału albo - gdyby zechciał jednak żyć - odmówi mu przemiany w wampira i będzie patrzyła na jego agonię. Wszystkie te scenariusze były jednakowo prawdopodobne, dlatego tak bardzo go od siebie odcinała i przygotowywała już na to, że będzie musiał ochraniać jej zastępcę czy będzie mu się to podobało, czy może niekoniecznie. Taki już miał obowiązek, a swoje ona także doskonale znała.
- Przejść? Nie wiem. Gdybyś zapomniał, to na niewiele mogę sobie pozwolić podczas aktualnej pory roku - mruknęła kwaśno, uśmiechając się krzywo w jego kierunku. Przestąpiła niecierpliwie z nogi na nogę, czując się w tej sytuacji nieco nieswojo. Bycie pijawką było super, o ile zapadała już noc i akurat nie trwało lato. Teraz to oddała by komuś swoją długowieczność, by zwyczajnie przejść się na plażę w bikini i mieć wszystko gdzieś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yinesh
Żołnierz Zodiaku | Bezrobotny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 21
Dołączył/a : 20/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Sob Sie 24, 2013 2:46 pm

Co tym razem może zaoferować? Jak zawsze to na co będzie miała ochotę. W końcu, jego zadaniem jest spełniać każdą zachciankę Lenistwa. Z początku nie był tym zachwycony, ale z czasem zdążył się przyzwyczaić. Z czasem okazało się, że Dragonette wcale nie była taka zła. Mimo swojego oschłego i wrednego charakteru nie żądała od niego aż tak wiele jak się na początku spodziewał. Większość spraw załatwiała sama a jego wzywała gdy potrzebowała towarzystwa. Tak było zazwyczaj. Jemu z czasem też to zaczęło odpowiadać. Co prawda nie był typem uległego faceta, ale to była jego praca i traktował Ją jak szefa, którego po prostu musi słuchać czy mu się to podoba czy nie. Co prawda, ich relacje wyglądały trochę inaczej niż przeciętnego szefa ze swoim pracownikiem, ale to już ich sprawa jak sobie żyją, prawda?
- Tym razem? Jak zawsze wszystko czego sobie zażyczysz. W końcu to mój obowiązek się Ciebie słuchać. - mruknął cicho spoglądając na Nią swoimi czarnymi oczami, które po chwili zmieniły kolor na zielone, prawie tak zielone oczy jak Dragonette, a źrenice zmieniły kształt na podłużne i cienkie paski. W jego głosie można było usłyszeć nutę namiętności, zalotności? Jakoś tak to można nazwać. Wszystko przez to, że cieszył się iż jest w stanie zrobić wszystko czego będzie od niego żądać. Czuł się przez to bardziej męsko!
No tak. Yin całkowicie zapomniał, że Dragonette jest Wampirem. Mamy przecież lato. Znowu ma rację. Ciężko będzie się Jej gdzieś przemieścić, trzeba będzie zaczekać do wieczora i dopiero wtedy wyjść na powierzchnię.
- To prawda. Całkowicie zapomniałem, że jesteś Wampirem. Najwyżej będziemy musieli zaczekać do zmroku. - powiedział wzdychając i przeciągnął się niczym kot by również rozprostować swoje kości. Przez chwilę milczał zastanawiając się nad czymś ale w końcu zebrał się na odwagę by się odezwać.
- Wiesz. Głupio mi trochę to mówić, ale jak już się ściemni to możemy iść do Ciebie. Widzisz, ja jeszcze nie zdążyłem się urządzić w swym mieszkaniu i nie chcę Cię zapraszać do siebie. Wszystko jest jeszcze w kartonach. - uśmiechnął się delikatnie z zakłopotania i podrapał po głowie. Niby to nic nadzwyczajnego. Już nie raz był i białowłosej lecz nigdy to on nie proponował. Nigdy się nie wpraszał jeśli tak można nazwać tę sytuację. Zawsze to on dostawał do Niej zaproszenie. No cóż, raz kozie śmierć, najwyżej mu się dostanie za zbytnie spoufalanie się lub wpraszanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragonette
Grzech Główny | Kelnerka w Valhalli
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 13
Dołączył/a : 26/07/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Pon Sie 26, 2013 9:26 am

Cały sęk tkwił w tym, że Dragonette była wyjątkowo wybredna, co do wybierania sobie zachcianek do spełnienia, a wśród swoich podwładnych przede wszystkim słynęła ze stopnia trudności ich wykonania. Nie musiała mieć ich często, zupełnie wystarczyło, jeśli dzięki nim potrafiła zagiąć czyjeś skrajne możliwości. Broń Boże nie w jej kwestii leżało, by Yin czuł się przez to bardziej męsko, a fe!
Tym, co sprawiało najwięcej kłopotów, było najzwyklejsze zaakceptowanie jej dziwactw i podejścia do życia. Jeśli już ktoś tę sztukę zaabsorbował, to jej prośby niezbyt wpływały na jego życie osobiste czy jakiekolwiek życie. Chyba, że sam tego chciał - tak jak w przypadku Yin'a, czego nigdy do końca mu nie zabroniła, a z drugiej strony nie otrzymał od niej jasnej zgody na swoje występki. Zdaniem jasnowłosej każdy miał prawo samemu podejmować pewne decyzje, o ile swoimi marnymi konsekwencjami nie pociągały za sobą innych. Dzięki Bogu panienka Deveraux podchodziła do mężczyzn z elokwentnie wysuniętą rezerwą, dlatego mogła się czuć bezpieczna, a przynajmniej z takim przeświadczeniem żyła od paru lat. Spojrzała na niego jak na nieposłusznego szczeniaka, po chwili teatralnie wywracając jadeitowymi oczętami.
- A co ja przed chwilą powiedziałam, myślicielu od siedmiu boleści? - westchnęła zrzędliwie, a po chwili spuściwszy nos na kwintę, wypuściła powietrze w geście rezygnacji. Nie uważała go za skończonego idiotę, ale czasami jego pełne zaćmienia teksty doprowadzały ją do utraty wiary w otaczający, przebrzydły świat - akurat w chwilach, kiedy próbowała sobie wmówić, że to wszystko jednak ją do czegoś doprowadzi i każda wykonana czynność ma głębszy, bardzo dobrze przed nią ukryty sens.
- Jak można zapomnieć o tym, że ktoś jest wampirem? Rozumiem, że żyjemy w chorym świecie, ale.. mimo wszystko. - Chyba właśnie w tym momencie przeżywała istne załamanie nerwowe, prosząc siły wyższe o jakiegoś bardziej inteligentnego podwładnego. To chyba musi być smutne, kiedy zwierzę, w które się zamieniasz, ma większe IQ niż Ty jako człowiek. Dragonette wolała jednak chłopaka nie pytać o jego odczucia z tym związane. Zapomnienie o czyimś pochodzeniu, to w większości wypadków wypisanie na siebie wyroku śmierci. A gdyby parę sekund wcześniej rzuciła się na niego i rozszarpała mu cudownie pulsujące gardło? Naprawdę bywał nad podziw lekkomyślny.
Dziewczyna ruszyła przed siebie powoli, splatając cienkie palce na bladym karku. Tak wiele musiał się jeszcze nauczyć; przynajmniej ona od dawna miała to już za sobą.
- A myślisz, że na wszystkie spotkania przychodzę nocą i czekam do rana, aż wszyscy się pojawią? I dzisiaj także? To, że wyglądam dość blado, to wcale nie oznacza, że koczuję tutaj każdą noc - prychnęła histerycznie pod nosem, zbliżając się już do odpowiednich drzwi. - Myślenie nie boli, jak to mówią. - Uśmiechnęła się wręcz niebiańsko w jego kierunku, ale każdy z potencjalnych obserwatorów, który niekoniecznie znał powód tego uśmiechu, mógł wyczuć dawkowaną porcję ironii w tym geście. Nie skomentowała jego prośby o odwiedzenie jej mieszkania, bo o nic innego nie mogło mu chodzić, skoro pojawił się w tak niezapowiedziany sposób. Męski odłam człowieczeństwa zdawał się szczególnie prymitywny, ale sama Drago nie zwracała uwagi na to, że od niepamiętnych czasów ich systemowi działania daje się wykorzystywać. Po prostu pchnęła drzwi, ręką wskazała kierunek i ruszyła przodem, odwiedzając jeden ze swych ulubionych, osobistych tuneli. Większego zaproszenia chyba nie potrzebował.

[z/t] x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Wto Sie 27, 2013 8:21 pm

Kaplica? Nie idź tam!

Gdzie pójdziemy?
Na cmentarz, na cmentarz idź!

- Niech zamilkną - nakazała, oblizując spierzchnięte usta, a głosy w jej głowie zawyły, jęknęły i skuliły się w najgłębszych zakamarkach podświadomości, przytłoczone siłą rozkazu. W jej uszach wciąż pobrzmiewał dźwięk głosu Pana, dzięki czemu była w stanie skoncentrować się na tyle, by nie potykać się o własne nogi. Z zaciętą miną, zabawnie kontrastującą z dziecięcą buzią, przemierzała kolejne korytarze siedziby, przesuwając wzrokiem po ścianach i podłodze. Jej prawe oko, charakteryzujące się brakiem tęczówki, obecnie otoczone było ciemną obramówką, choć wewnątrz nie posiadało jeszcze żadnej barwy.
Gwyneth użyła swych mocy.
Efektem tego był jej Freddy - niewielki, poszarpany miejscami, pluszak, który teraz kroczył dzielnie przy jej nodze, co jakiś czas spoglądając na nią czarnymi, guzikowymi oczami. Dziewczynce nie chciało się wiecznie nosić kostura, z powodu swego lenistwa pozwalała sobie na oddawania mu fragmentu własnej duszy, dzięki czemu był w stanie samodzielnie funkcjonować. I wykonywać jej polecenia.
Była dla niego jak Pan, huh!
Jej czuły uszy już z daleka wyłapały melodię, więc wygięła usta w rozkosznym uśmieszku, prezentując ostre jak brzytwa kiełki. Już niedługo będzie na miejscu, była tak blisko!

Nie chcemy tam! Nie chcemy!

Potrząsnęła głową, pchając drzwi i wsuwając się do środka, by natychmiast podejrzliwie zlustrować całe pomieszczenie. Miała nadzieję na zastanie pustki - widok Pychy, albo innego równie irytującego Grzechu, z całą pewnością uwolniłby jej zazdrość.
I byłby problem.
- Siada i czeka - poleciła Freddy'emu, kucając i rysując palcem na ziemi. Z tej perspektywy wyglądała jak całkiem niewinne dziecko, komiczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Wto Sie 27, 2013 8:38 pm

Askarius nadal był ubrany w czerwony elegancki garnitur szyty na zamówienie, na głowie miał szkarłatny kapelusz, bardziej krwawy niż reszta stroju. W kieszonce marynarki miał włożoną sztuczną, kryształową różowiutką róże. Jedynie krawat był czarny, ale to zapewne potem się zmieni. Idąc korytarzem nadal miał otwartą sieć komunikacyjną, lustrował siedzibę w poszukiwaniu najważniejszych członków, wyłapał jedynie sygnały niektórych Grzechów w mieście, natomiast jedyną obecną w siedzibie była Gwyneth, jego słodka dziewczynka, wiedźma przesiąknięta szaleństwem. Gdy wszedł do kapliczki przez wielkie wrota, które automatycznie otwarły się z pomocą strażników, którzy stali przy drzwiach cały czas, zmieniali się jedynie na zmiany a było tych zmian trzy. Stanął za dziewczynką, która bazgrała coś na podłodze swoim malutkim, dziecinnym paluszkiem. Przeuroczo wyglądała, taka rozczulająca ~ Gwyneth, paluszkiem nic nie pomalujesz, masz tutaj flamastry ~ Wyciągnął nagle z kieszeni marynarki grube, kolorowe flamastry oraz blok kartek. Kucnął obok dziewczyny i położył przed nią kartki oraz mazaki, niech sobie pomaluje dziewczynka, była dość dziwna, ale zawsze wprawiała Askariusa w radość, rozśmieszała go i rozczulała go. Dopiero teraz zauważył misia, żywy pluszak. Miała ciekawe moce, naprawdę. Wyciągnął z kieszeni jeszcze dwa truskawkowe lizaki, odpakował jednego i wsadził jej do buzi, oczywiście bez skojarzeń i podtekstów! Chciał jej tylko dać cukierka.    

_________________
~ Jestem Venorianem, nie boję się mroku, który mnie wciąga. Odrzucam ten chaos, wyrzucam go z moich myśli, istnieje tylko harmonia ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Wto Sie 27, 2013 8:56 pm

Słyszała kroki. Mimo to nie oderwała się od swojego zajęcia, napawając się powoli cichnącymi głosami w głowie. Nawet one zdawały sobie sprawę z obecności Pana, więc ukrywały się, czekając aż zniknie.
W końcu każdy kiedyś znikał, dlaczego kolejna przeszkoda do szaleństwa miałaby nie uczynić tego samego?
Nie odwróciła się gdy drzwi zaskrzypiały, nie zrobiła też tego gdy mężczyzna stanął za nią. Drgnęła dopiero na dźwięk swojego imienia i natychmiast zadarła głowę do góry, spoglądając na Ascariego dużymi oczami. Lubiła przyglądać się swojemu Pana, czuła się bezpieczniej.
Uśmiechnęła się, odgarniając drobną rączką włosy z czoła i wbiła zaciekawiony wzrok w mężczyznę, gdy ten klękał i układał na ziemi mazaki i kartki. Złapała natychmiast za fioletowy flamaster, obracając go w palcach i przyglądając mu się nieufnie, jakby nie mogła uwierzyć, że coś podobnego może być lepsze od zwykłego ołówka, którym zwykle się posługiwała przy swoich bazgrołach. Nie przepadała za nowościami, w pewnych kwestiach była wierna tradycjom.
Odbezpieczyła mazak i przejechała nim po swojej ręce, rozpromieniając się na widok fioletowej kreski.  Uniosła wzrok, prześwidrowując dowódcę rozentuzjazmowanym spojrzeniem.
- Chce słoneczko na ręce? Umiem je narysować! - pochwaliła się, a Freddy jakby dla potwierdzenia tych słów pokiwał energicznie głową, chwytając za zielony pisak i siłując się z nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askarius
Dowódca Fleauètte | Inżynier
avatar

3 pochwały i więcej
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 30/06/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Wto Sie 27, 2013 9:35 pm

Gwyneth wydawała się być dość przytrzymaną dziewczynką z problemami psychicznymi, ale potrafiła chyba od czasu do czasu ogarnąć prawdziwie sytuację, nie wierzył w jej nieudolność, wiedział że gdzieś tam w środku jest jeszcze jakiś głoś rozsądku, może inni niż znał, ale jakiś na pewno. Poszkodowane psychicznie osoby zawsze go interesowały, sam był fanatycznie zaślepiony w swoim życiu, lecz to nie traktował tego jako schorzenie, ale coś co potrafił wykorzystać. Uśmiechnął się, gdy dziewczyna wzięła flamastry do rączki, jeszcze tak niewinne sprawdziła co to jest na swojej rączce. No naprawdę była rozczulająca. Zastanawiało go jedynie jakim cudem piastowała pozycję członka rady, nie mógł sobie za cholerę tego przypomnieć, nic dziwnego, dawno jej nie widział, trochę zapomniał co i jak. Będzie musiał sobie przypomnieć w archiwum historię dziewczyny, wtedy będzie prościej ~ Jesteś uzdolnioną Zazdrością, Gwyneth, twoje moce wciąż mnie zadziwiają, jesteś wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Nie spotkałem się jeszcze z innymi Wiedźmami, dobrze że jesteś z nami ~ Tak, dziewczyna stanowiła jeden z wielu asów w rękawie Asa. Dawno wrzucił ją do swoich mrocznych, fanatycznych, obsesyjnych planów i projektów, które zacznie powoli wprowadzać w życie, gdy członkowie organizacji zaczną się gromadzić. Wtedy podzieli się z nimi na Igrzyskach, które planował na nowy miesiąc, potem jakieś spotkanie z Radą, jeżeli zbiorą się wszyscy... A następnie zniszczenie, zagłada, śmierć, ból, cierpienie. Sprowadzi na Daingean Apokalipsę.

_________________
~ Jestem Venorianem, nie boję się mroku, który mnie wciąga. Odrzucam ten chaos, wyrzucam go z moich myśli, istnieje tylko harmonia ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwyneth
Grzech Główny | Uczennica
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 30
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   Wto Sie 27, 2013 10:21 pm

Gwyneth z całą pewnością potrafiła sobie radzić w życiu. Choć nie kierowała się w swoich działaniach wyłącznie logiką i rozumem, a jej głosy uparcie pchały ją ku autodestrukcji, była wystarczająco zaradna by przeżyć przeszło trzysta lat. Według przelicznika jej rasy była już doświadczoną i potężną wiedźmą - jej wygląd może nie robił wrażenia na innych nieludziach, ale czarownice natychmiast zamierały na widok dziecięcej buźki. Krążyło bowiem przekonanie, że im niewinniej wiedźma wygląda, tym większe sieje spustoszenie gdy straci nad sobą kontrolę.
Aparycja i zachowanie Gwen nie były kwestią przypadku, nie przyjęła tej formy w wyniku dziwnego zrządzenia losu. Najlepszym okresem jej życia było dzieciństwo, nic zatem dziwnego że uparcie się go trzymała, naśladując swe zachowania sprzed setek lat.
Zapewniało jej to minimum komfortu psychicznego.
Miała wystarczająco dużo lat na karku by wiedzieć, że zdarzają się momenty, w których należy być poważnym, nie musiał więc się martwić.
Jego zapominalstwo było niedopuszczalne i z pewnością głęboko by ją uraził, gdyby głośno przyznał się do luk we wspomnieniach z nią związanych.
Przecież ona pamiętała wszystko. Żaden szczegół nie umknął pamięci blondynki.
Dlaczego on zapomniał?
Jej usta rozciągnęły się w zawstydzonym grymasie, choć już na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że chłonie komplementy niczym gąbka. Lubiła być doceniana, potrzebowała uwagi i odpowiedniego traktowania. Łapczywie spijała z ust każde słowo, które jej dotyczyło.
- Wiele o wiedźmach jeszcze nie wie - stwierdziła, błyskając kiełkami w usatysfakcjonowanym uśmiechu. Choć ufała Panu i gotowa była poświęcić życie dla jego planów, pozostawała lojalna wobec reguł i nie zdradzała tajemnic własnej rasy. Były rzeczy, o których mówić nie mogła - robiła to jednakże dla dobra własnego i Pana, nie odczuwała więc wyrzutów sumienia z powodu tego, że nie tłumaczyła się z pewnych zachowań. - Ukrywają się na tyle dobrze, że ich nie znajdzie. I trzymają się z dala od mojego terytorium.
Ostatnie zdanie ukoronowane zostało drapieżnym uśmieszkiem. Drobne palce spoczęły na ręce Flocka i przyciągnęły ją bliżej, by dziewczyna na wierzchu dłoni mogła narysować niewielkie, szaleńczo uśmiechnięte słoneczko. Freddy w tym czasie zabrał się za rysowanie postaci o karykaturalnie wygiętych kończynach.
Był bardziej utalentowany niż ona, choć o to naprawdę nie było trudno. Nie miała wystarczająco cierpliwości, by siedzieć nad kartką i uczyć się rysować.
Zniszczenie, zagłada, śmierć - Gwyneth na samą myśl o tych rzeczach odczuwała przyjemne podniecenie. Chciała rujnować i mordować, jej dusza wyrywała się wręcz do wyrywania bebechów i palenia wiosek.
Wystarczyło tylko by ktoś nią kierował, byle nie przekroczyła niebezpiecznej granicy, dzielącej ją od utraty zmysłów.
- Czy nie ma jakieś zadania dla mnie? Chciałabym się mu przysłużyć - mruknęła, dorysowując ostatni szczegół w fioletowym słoneczku i zabierając się za mazanie po kartkach. Choć wydawała się zupełnie niezainteresowana rozmową, jej rozbiegane oczy natychmiast ją zdradzały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kaplica Venoriańska   

Powrót do góry Go down
 
Kaplica Venoriańska
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» [ME] Zapomniana Kaplica Seatha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Dzicz :: Pustynia Wschodnia :: Siedziba Fleauètte-
Skocz do: