IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Park

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Lucretia
Solistka operowa
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 37
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Nie Sie 18, 2013 10:17 am

Wampir, głupia, mogła się spodziewać. Znała wiele wampirów, ale żadnego od tej strony. Zawsze, nawet jeśli gdzieś wewnątrz wydawali się być potworami, zewnętrznie utrzymywali pozory miłych i czarujących, a na tę grę Lucrecia zawsze chętnie przystawała. Przejechała palcami po jasnoróżowych ustach, nie tak miały wyglądać jej pocałunki, zupełnie nie tak. Czuła krew na języku, a drobna panika opanowała jej ciało gdy dotarło do niej, że jest ona jej własna. Dziwny, niespotykany nigdy wcześniej posmak, a więc tak smakuje ten ponoć wampirzy rarytas. Włożyła opuszek palca do ust i otoczyła go z czułością ustami i językiem, wyciągnęła,a gdy zobaczyła na niem jedynie malutką, cienką ledwie czerwoną wstążkę, z niebywałą gwałtownością wytarła dłoń o spód tuniki.
Nie płacz, nie płacz. Zamrugała kilka razy, aby pozbyć się łez. Przynajmniej w końcu może mówić, a jeśli, jeśli wolno jej wydawać głos, to wszystko będzie dobrze, bo ma to co jest najważniejsze. Zacisnęła dłoń na przegubie, gdy Vladimir objął ją, w ten władczy, obrzydliwy sposób. Czuła się tak bardzo mała, zdominowana, rzadko doświadczała tego uczucia. Ale i trudno je przeżywać komuś tak otwartemu. Z trudem powstrzymała się aby nie sięgnąć do pulsującego gorącem ukąszenia. Przez chwilę zawzięcie starała się wymazać tę chwilę z pamięci, ale dłoń mężczyzny nie pomagała, a im bardziej pragnęła się tego pozbyć, tym mocniej wracało. Poczuła tępy ból u nasady nosa, po raz kolejny z trudem powstrzymała łzy. Ostatecznie pozwoliła sobie jedynie odsunąć tę przykrą sytuację, zastąpić ją zupełnie innymi sprawami, próbami, śpiewem, czymkolwiek. Spróbowała wstać, nie będąc pewną czy on jej na to pozwoli. Było jej trochę słabo, głowa wydawała się ciężka, tak samo jak ciało, gdy pierwszy napad paniki ustąpiła, a chęć gwałtownego wyrwania się, płaczu i ucieczki, została nieco utemperowana, ruchy przychodziły jej z trudem. Czuła się bardzo zmęczona. Po raz pierwszy w życiu straciła tyle krwi, ba! po raz pierwszy w życiu w ogóle straciła krew, nie wliczając drobnych ukłuć, gdy próbowała swoich sił w krawiectwie. Przez chwilę z jakąś dziwaczną apatią przyglądała się otoczeniu, nie uśmiechała się, wzorkiem lustrowała przechodzących się po drugiej stronie parku ludzi i zupełnie nie mogła zrozumieć, dlaczego nie chcą, nie wiedzą jak jej pomóc.
-Muszę wracać do domu - odparła niepewnie, ale z dziwną siłą w głosie. Mimo wyczuwalnego strachu słowa płynęły czysto i konkretnie. Było to coś na kształt scenicznego szeptu i sama dziewczyna nie wie czy stało się tak przez wzgląd na zmęczenie, czy może raczej traumę. - Jeśli spóźnię się na próbę wszyscy zaczną się o mnie martwić - zamilkłą na chwilę. - Nigdy się nie spóźniam.
Odwróciła głowę w stronę swojego oprawcy, nie dość że gwałtownika, to jeszcze złodzieja. Zadrżała na myśl, że mogłoby ją jeszcze kiedyś spotkać coś tak paraliżującego. Przygryzła delikatnie wargę. Patrzyła się tymi swoimi jasnymi oczami, z jakimś dziwacznym smutkiem, rozżaleniem, może też delikatnym oddaleniem. Przecież w książkach to wszystko wygląda inaczej. Gdzieś wewnątrz zaczęła nawet usprawiedliwiać Vladimira, ale w aktualnej chwili prócz pustych zdań, nie mogła z siebie wykrzesać, jakichkolwiek uczuć względem tego wampira, za wyjątkiem strachu, rozczarowania i niezrozumienia. Była taki z siebie zadowolony.
-Nie zrobię już nic głupiego.... Przecież. Ale musisz mnie wypuścić.
Odparła cichutko, bez wstydu, ale ponuro przyznając, że nie była to najszczęśliwsza i najbardziej rozsądna rzecz, którą zrobiła w życiu. Można założyć, że długo już nie odwiedzi Mattel, a z drugiej strony nie ma co się nawet spodziewać, że zaprzestanie niezbyt sprytnych eskapad i rozmów z nieznajomymi ludźmi. To głupie, ale wciąż miała nadzieje, że wszystko ułoży się dobrze. Że wróci do domu, uspokoi managera, zaśpiewa na koronowanie nowego Archimagosa, pozna wspaniałych ludzi o pożądanych rzez nią przymiotach. Oczy miała wilgotne.
-Już dostałeś to czego chciałeś.
Zadziwiająco spokojna reakcja, żadnych obelg, złości, na dobrą sprawę łez też nie było. Lata obcowania wśród społeczności Teiz nauczyły ją, że wszystko, wszystko, zwłaszcza rozpacz, należy przebywać w domu. Tym razem jednak uświadomienie tego sobie przychodziło, jej z największym trudem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
V
Technik | Płatny zabójca
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 56
Dołączył/a : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Sie 19, 2013 9:28 am

V po wypiciu krwi jasnowłosej elfki poczuł niesamowitą poprawę humoru oraz zaczął lepiej patrzeć na świat. Wszystko było takie piękne, urocze, wspaniałe. Brakowało tylko trochę porozrywanych ciał i latających kończyn ale tak to było ok. Spojrzał na ten piękny worek krwi, który to sobie znalazł i sięgnął do kieszeni. Z triumfalnych uśmiechem na twarzy zaczął pisać wiadomość jedną ręką, drugą zaś ciągle obejmując blondynkę. Do kogo tak pisał? A no do osoby, która jest temu winna. Do pewnej wampirzycy, która myśli, że może wszystko. Oj nie nie. To V może wszystko. Ona co najwyżej może sobie pić krew brudnych ludzi, którzy powinni być zdeptani niczym mrówki. Och jaką on miał ochotę pognębić właśnie teraz jakiegoś biednego człowieczka. Radować się jego nieszczęściem, bólem i strachem. Przecież to są takie słabe stworzenia.
Kiedy skończył pisać wiadomość zauważył jak jego ofiara właśnie wsadza sobie palca do buzi. Co lepsze, na tym palcu była jej krew.
- Smakuje? Bo mi tak, i to bardzo. Co ty na to abyśmy to powtórzyli? Sprawiłabyś mi tym ogromną radochę.
Znowu można było zauważyć ten zadziorny uśmiech na jego twarzy. Och jak on uwielbiał sadzić ten uśmiech numer 69. Taki... Zaczepny i triumfalny. Spojrzał na jej załzawione oczy i musiał jeszcze wtrącić coś od siebie. Inaczej nie byłby sobą.
- Oj no nie płacz, przecież cię nie zgwałciłem, chociaż mogłem to zrobić albo zmusić cię do gorszych rzeczy... Widzisz jaki jestem wyrozumiały... Nie to co inne wampiry. A no właśnie. Lepiej uważaj bo trochę ich jest. Radziłbym ci uważać na pewną kobietę... jak ona się zwie... Czekaj, jak on to mówił... V... - V starał się przypomnieć sobie pełne imię oraz nazwisko swojej "wspaniałej" matki, które dostał od swojego informatora - Violette Van Ventussi? Jakoś tak, dużo V ma, to na pewno. Straszna z niej poczwara. Radziłbym ci do niej się nie zbliżać, bo kto wie, może cię zabije. W sensie, że ona. Przecież ja bym nie mógł pozbyć się takiego cudnego banku krwi.
Oj jaki on okropny i zły. Czyżby właśnie przysporzył problemów swojej "matce"? Oby. A co gdyby załatwił jej nieco rozrywki? O tak... To jest plan... Wtedy to dotarło do niego to, że elfka musi wracać do domu. Jak to musi? Ona przecież będzie musieć jak V jej rozkaże. Oj co to to nie...
- Oj wiem moja droga, że nie zrobisz nic głupiego. Oczywiście, że możesz iść ale najpierw... - wampir spojrzał głęboko jej w oczy i ponownie użył swojej mocy hipnozy aby dokończyć swoje nikczemne dzieło i dopełnić sobie udany dzień.
- Najpierw moja droga, podasz mi swój adres oraz dasz monetę, która umożliwi mi dostęp do Teiz. Zrobisz to teraz. Następnie z uśmiechem na twarzy rozbierzesz się do naga, całkiem do naga, rzeczy wyrzucisz i wtedy moja droga możesz iść do domu. A teraz bierz się do roboty i pozwól mi się nacieszyć moją władzą nad tobą... - Spojrzał na nią od góry do dołu i dodał - No i nacieszyć oczy takim ciałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucretia
Solistka operowa
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 37
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Sie 19, 2013 11:22 am

-Myśl o powtórce mnie mierzi.
Przez moment zastanawiała się o czym wampir bredzi. Była tak zaszokowana i przerażona obecną sytuacją, że nie do końca wiedziała na czym konkretnie ma się skoncentrować. Tymczasem on wciąż mówił, co zaczęło jej się wydawać bełkotem, niedotyczącym sytuacji. Skupiła się bardziej na tym, żeby istotnie, nie płakać, jak sam z resztą jej polecił. Przejechała dłonią po policzku zatracając się w swoim wnętrzu, zjechała palcami na brodę, potem szyję, nieopatrznie zahaczając nimi o ciepłe, lekko wilgotne rany. Zacisnęła rękę i przyciągnęła ją do piersi, wyobrażając sobie cały etap wgryzania się w cudze ciało poczuła, że zaraz zwymiotuje. Cóż przynajmniej przestając przejmować się łzami, przestało się jednocześnie zapowiadać na coś więcej, niż wilgotne oczy. Niespodziewane... Kotłowało się w niej wiele uczuć, strach, żałość, rozczarowanie, a kiedy zobaczyła przed sobą znowu te okropne, sztuczne zółte oczy... Pojawiło się także upokorzenie. Nie było to jednak dominujące uczucie, wbrew pozorom nawet nie to co za chwile miało się stać, ani nawet to co już się stało, bolało najbardziej. Zdecydowanie królował u niej smutek, wszem i wobec, obwieszczając swoje panowanie. Abstrakcyjnie nawet nie było jej przykro z powodu tej całej sytuacji (przynajmniej nie ponadto, co mogłaby odczuwać każda normalna istota). Zwyczajnie przez brak złości czy agresji względem Vladimira w jej głowie zaczęły kształtować się zupełnie inne myśli. Rozczarowanie tym, że mężczyzna przypominał jej teraz zwykłe, głupie dziecko. Ten niepohamowany egoizm i duma, napawanie się władzą w tak niski sposób, wydawały jej się bardziej żałosne, niż zwyczajna przemoc względem drugiej osoby. Dawno nie spotkała się z czymś takim, i właśnie to wywołało największy smutek, to że taka sytuacja, pozwoliła wyzwolić jej tak nieprzychylne myśli względem wampira. Potrzebowała jak najszybciej wrócić do swojego bajkowego świata!
Podała mu swój adres i sięgnęła po torebkę dokładnie ją przeszukując torebkę (a nie należała ona do jej ulubionych przez co i rzeczy było w niej niewiele), przekładając, grzebiąc wyciągając co jakiś czas różne bibeloty. Przygryzła delikatnie wargę, co prawda nie spodziewała się żeby zdobycie takiego krążka było dla Vladimira, jakoś specjalnie trudne, ale coś wewnętrznie mimo nacisków, pozwoliło jej odczuć satysfakcję.
-Przepraszam, ale nie mam jej przy sobie, zapomniała - zakończyła niemal przepraszająco.
Schyliła się z łatwością rozpinając klamerki butów i odstawiając sandałki na bok. Zdziwiła się jak ciepła była kostka którą wyłożono alejki, a przy okazji szorstka i nieprzyjemna! Przez myśl jej przemknęło, że w parku będzie spacerować po trawie, a następnie z pewnością będzie musiała kupić nowe buty, bo zniszczy całe stopy. Zdjęła leginsy, pruderyjnie i zupełnie niepotrzebnie zasłaniając się, aby przypadkiem nie ukazać zbyt dużej ilości ciała, następnie tunikę i nim przeszłą do bielizny desperacko pociągnęła z koniec grubego warkocza. Gumka uciekła jej z rąk znikając gdzieś w wysokiej trawie. Długie, grube włosy opadły kaskadami na jej plecy, niczym wodospad zakrywając jej ciało, wijąc, skręcając i otulając zgrabne wypukłości. Idąc za ciosem i tak bardzo chcąc już mieć to za sobą zdjęła stanik oraz majtki rzucając je na kupkę ciuchów. Była okrutnie zawstydzona, twarz kobiety pokryła się krwistym rumieńcem. Wstała i mimo puchatego okrycia z włosów nie zdołała zakryć całego ciała, choć zdecydowanie nie dało się dostrzec jej piersi, a i reszta newralgicznych punktów była znacznie trudniejsza do zdobycia wzrokiem. Ułożone włosy rozdzielał się na dwie połówki sprawiając, że właściwie z boków nie było ich wcale, przez co kobieta z łatwością, prócz zabójczo długich, zgrabnie toczonych nóg mogła zaprezentować szczupłą kibić. Zagryzła wargę obiecując sobie, że wstąpi do pierwszego lepszego sklepu z odzieżą i poprosi o coś do ubrania. Złapała w dłonie ubrania oraz torebkę gotowa wyrzucić je do pierwszego lepszego kosza, który traf chciał, stał wzdłuż ścieżki wiodącej do wyjścia z parku. A może... A może jakiś miły człowiek zawstydzony jej nagością z pewną dozą współczucia podaruje jej jakieś okrycie? Tym niemniej plan, który już sobie ułożyła pozwolił jej zapanować nad strachem i łzami. Przynajmniej dopóki nie dojdzie do domu.
-Do widzenia.
Zakończyła całe przedstawienie odwracając się do wampira tyłem. Szła powolnym korkiem, zatrzymując się tylko na chwilkę, aby wyrzucić ubrania. Przechodząc przez park zeszła na trawę, brodząc stopami w zieleni, czując słońce na odsłoniętych ramionach i włosy otulające jej ciało, czułaby się idealnie gdyby nie fakt, że było to centrum miasta, a park nie należał do najurodziwszych. Elf w całej swojej okazałości, na tle zieleni, trochę jak nimfa. Zdecydowanie bardziej do twarzy byłoby jej w dzikiej gęstwinie, ale przecież nie można mieć wszystkiego. Jak zwykle w takich chwilach odrzuciła rzeczywistość zagłębiając się w zapamiętanych baśniach, zapominając o otoczeniu, rzucając jednak spojrzeniami na majaczące w oddali szyldy sklepów. Upokorzenie odeszło, a wszystko wydawało się tak bardzo odrealnione, bo przecież to nie może być prawda, a w bajkach...

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuro
Bezdomna
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 48
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Sro Sie 21, 2013 2:08 pm

Hardo szła przed siebie mała dziewczynka, jakby cały ten świat należał właśnie do niej. Powoli zbliżał się już wieczór, a w parku rozlegały się miarowe tupnięcia kopytek tego uroczego dziewczęcia. Stuk. Stuk. Niedoszli gwałciciele z kozami udającymi psy oglądali się za siebie, na ten chodzący, białowłosy dziw. A no, nic dziwnego. Takich jak Kuro jest tu zaledwie garstka, a i pewno nie wszyscy wyglądają jak wyjęci z tolkienowskiego bestiariusza. Ha.
Chrupot, chrupot. Pogryzła lizaka, którego od dłuższej chwili trzymała w buźce. Nie smakował tak, jak to sobie Kuro wyobrażała. Cola. Co to w ogóle za debilny smak? Jak to można jeść? Ale że jest słodkie, to żal było jej go wyrzucać. Więc pogryzła i połknęła, ot co. Po tym z kieszeni wyciągnęła kolejnego lizaka. Tym razem o smaku truskawkowo-jabłkowym, który najbardziej przypadł jej do gustu. Pokłóciła się chwilę z papierkiem chroniącym tą cudną słodycz i zaraz wsiup do buzi. Aż zamruczała z zadowolenia.
W końcu podczas tego miłego spacerku natrafiła na ławkę. Tako więc, podskakując dopadła doń (już się zbliżała jakaś para, chcąca jej to miejsce zająć i wzajemnie wysysać sobie dusze przez lizanie się), tym samym odstraszając dwójkę gotową zrobić sobie z tej ławeczki miejsce wspólnego spoczynku. Ha ha. Kto pierwszy, ten w życiu lepszy.
usiadłszy, albo raczej po walnięciu się na ławkę, Kuro rozpoczęła tradycyjnie swój wieczorny rytuał obserwowania ludzi. Niedaleko był plac zabaw, który go przypominał chyba jakieś parę lat temu. Matki z dziećmi powoli szykowały się do swoich domów. Kuro jednak zauważyła, że ludzkie młode rykiem obwieszczają, że chcą jeszcze zostać. Dziwna rasa. Jakby normalnie nie mogli powiedzieć, tylko ryja drą.
Westchnęła cicho, wypuszczając powietrze nosem. Czasami tęskni jej się za sennym światem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colress
Kucharz w Aoi Sakana
avatar

0 pochwał
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 26
Dołączył/a : 17/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Sro Sie 21, 2013 3:40 pm

There's a place where everyone can be happy.
It's the most beautiful place in the whole fucking world.
It's made of candy canes and planes and bright red choo-choo trains,
And the meanest little boys and the most innocent little girls


Wieczorna pora jest chyba najdłuższa. Żadne godziny nie ciągną się jak te leniwe, duszne od całodziennego słońca ostatnio chwile przed zmrokiem. Wszyscy ludzie dookoła są już zmęczeni, szykują się do powrotu do domu, bądź dla odmiany wyjścia z niego i ruszenia w poszukiwaniu przygody. Colress nie oceniał ani jednych ani drugich, szczerze mówiąc niewiele go to interesowało. To dlatego zawsze miał w uszach słuchawki - jeśli nie chcesz to nie wiesz co się dzieje na zewnątrz, od taki sposób na zachowanie spokoju. W końcu po co się przejmować cudzymi problemami?
Chłopak przemierzał właśnie przez park - niedawno skończył swoją zmianę w restauracji i miał teraz wolne godziny tylko i wyłącznie dla siebie. Więc sunął wśród tej oazy przyrody wśród molocha miasta, czując tylko wibracje, gdy koła deski podskakiwały na nierównościach drogi. Od paru lat mu to nie przeszkadzało, przemierzał te ścieżki kilka razy w tygodniu i przyzwyczaił się do robionego już praktycznie mimochodem balansowania, żeby nie zaliczyć kontaktu z dość brudną, bardzo twardą i irytująco wybudzającą z jego własnego świata ziemią.

And you know I wish that I could got there.
It's a road that I have not found.
And I wish you the best of luck, dear.
Drop a card or letter to my side of town.


Szczerze mówiąc nie miał nawet ochoty, żeby wracać do domu. Od tam coś poczyta, obejrzy film, czy puści sobie muzykę. Ewentualnie dla odmiany coś pogotuje (no co, mimo że nie musi jeść nie oznaczał, że nie może z tej czynności czerpać przyjemności... poza tym smak to smak, nieważne czy korzysta się z mikroelementów, czy nie), czy pogra z jakimś innym anonimowym maniakiem gier strategicznych.
Ok, po głębszym namyśle taki wieczór wcale nie prezentował się źle. Mimo to wszystko mogło przeciągnąć się w czasie godzinkę lub dwie, więc póki co mógł po prostu bez celu pojeździć sobie po parku. I mimo, że w niektórych alejkach nie musiał się już nawet rozglądać, żeby skręcić, to pojawiający się cały czas ludzie, nie mogący wpasować się w cowieczorny rytm tego miejsca podnosili poziom trudności jazdy, zmuszając Gwiazdę do chociaż minimalnego obserwowania co dzieje się przed nim.

Because there's no time for fussing and fighting my friend,
But baby I'm amazed at the hate that you can send and
You...painted my entire world.
But I... don't have the turpentine to clean what you have soiled.
And I won't forget it.


W pewnym momencie kątem oka zauważył coś, co niezmiernie go zaskoczyło. W jednej chwili zrobił zwrot miejscu i zawrócił, żeby zatrzymać się przed jedną z kilku ławek rozstawionych po całym parku. Tak naprawdę nie chodziło o wygląd dziewczyny, choć on też nie należał do widoków jakie widzi się na codzień. Sina skóra, białe włosy, rogi i kopyta, nie to na pewno nie jest norma pojawiająca się na ulicach Mattel. Ale gdyby chodziło tylko o to Colress zapewne nie obróciłby głowy.
Chodziło o coś więcej, coś związanego z jego umiejętnościami. Choć nieraz spotykał osoby o aurach znacząco odbiegających od ludzkiej, różnego rodzaju nieludzi, wampirów, czy nawet aniołów, to ta była jeszcze mniej ziemska. W sumie to była to aura bytu raczej mentalnego niż materialnego i choć przez setki lat widział już coś podobnego to pierwszy raz miał okazję zobaczyć coś, co chodziło po Ziemi tak jak on. No, a poza tym zazwyczaj był zajęty i nie miał czasu na dochodzenie, a teraz miał wolne.
- Hej. Powiedział tylko, wyjmując słuchawki z uszu. Po chwili stwierdził, że nawet jeśli jemu to nie przeszkadza to inni mogą uznać takie przywitanie ni z gruchy ni z pietruchy za... krępujące. Zastanowił się szybko jakie jeszcze słowa używają zazwyczaj ludzie w takich sytuacjach. Chwila namysłu i zaraz olśnienie.
- Jestem Col. Mogę się przysiąść? Tak, strzał w dziesiątkę. Jak się poznaje ludzi przez ileśset lat uczy się sprawdzonych sposobów na dobre rozpoczęcie rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuro
Bezdomna
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 48
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Czw Sie 22, 2013 10:48 am

Białowłosa uśmiechnęła się pod nosem, widząc jak kolejne dziecko wrzeszczy w niebo głosy. Nie wiadomo dlaczego, ale ta czynność, tj. obserwowanie tych miernych istot stało się niejako hobby dla Kuro. Ot, nie znała tego świata zbyt dobrze. Można nawet powiedzieć, że ledwo parę miesięcy mieszka tutaj, a nie w snach i ciężko jest jej przywyknąć. Nie znając nawet obyczajów ludzi, ani ich porządku w społeczeństwie została skazana na przymusową naukę. No bo jak się chce wśród nich żyć, to trzeba coś tam wiedzieć. Tak więc, Kuro prawie codziennie siada sobie gdzieś w zaciszu i patrzy... No, wzorów to tu nie ma zbyt dobrych, ale zawsze coś. nawet ona wie, iż normalna istota nie powinna domagać się czegoś za pomocą agresywnego wycia.
Tęskno mi...
Pochyliła ciut głowę do przodu, wpatrując się zaraz w ścieżkę wyłożoną kamieniami. Posmutniała. Naprawdę tęskni za swoim sennym światkiem. Nie miała pojęcia, że przez to wszystko jej życie obróci się o sto osiemdziesiąt stopni i będzie musiała samotnie stawić temu czoła. Tak, samotnie... Choć przez sny również wędrowała w pojedynkę, to często napotykała śniące dzieci. To do ich snów wkradała się po cichutku, bo to z nimi się utożsamiała, choć często nazywano ją koszmarem. Początkowy strach dzieci zastępował zaraz uśmiech na twarzy i chęć zabawy. No, przynajmniej przyjaciół lepiej tam się znajdowało. I te kolory... Gdzie nie spojrzeć, tam tęczowe barwy i Kuro, zupełnie nie pasująca do tego tła. Cóż, na zewnątrz potwór, ale w środku przyjemny sen.
Powróciwszy wzrokiem do pustego już placu zabaw, westchnęła cicho. Trudno, trzeba się będzie zbierać. Acz nie dane jej to było. Z zamyślenia wyrwał ją obcy głos. Skierowała więc swoje ślepia na nieznajomego, ba, zielonowłosego jegomościa, który zdawał się również nie pasować do szarego otoczenia. Przekrzywiła główkę, spoglądając nań z zaciekawieniem, ale i ostrożnością w czerwonych ślepkach. W pierwszej chwili chciała już zapytać, czego ów jegomość chce od takiego stworka, lecz znów nie było jej to dane. A zresztą, nawet jakby zdążyła, to by nic nie powiedziała. Mało kto zasługiwał na przerwanie konsumpcji lizaka przez Kuro i wypowiedzenie przez nią paru słów. No, chyba że owa osoba czymś ją zainteresuje.
Nie mając nic lepszego do roboty, wzruszyła beznamiętnie ramionami i skinęła głową. Jak na razie, milczała. Nie odczuwała wobec nieznajomego strachu. To inni powinni czuć się nieswojo w obecności kopyt i ostrych rogów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colress
Kucharz w Aoi Sakana
avatar

0 pochwał
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 26
Dołączył/a : 17/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pią Sie 23, 2013 8:22 pm

Colress skinieniem głowy podziękował dziewczynie siedzącej na ławce. Po co używać słów, skoro każdy wie o co chodzi. Wziął deskę w rękę i położył ją koło ławki, po czym na tej ostatniej usiadł. Przez sekundę albo dwie był spięty ale szybko się rozluźnił i w milczeniu chwilę posiedział koło niej.
- Więc... kim jesteś? Miał cichą nadzieję, że nie był zbyt niegrzeczny przy tym pytaniu. Zazwyczaj nie pytał przypadkowych osób do jakiej rasy przynależą, nie chcąc wyjść na rasistę, czy jakiegoś uprzedzonego. Fakt faktem, że dziewczyna wyróżniła się w tłumie na tyle, że chłopak przekroczył trochę granice poprawności politycznej. Nie, nie zdarzało się to często. Ale czasem ciekawość wymyka się spod kontroli i bierze górę nad podszeptami rozsądku. W sumie Colress miał nadzieję, że dziewczyna nie obrazi się za bardzo, bo strasznie nie lubił robić sobie z ludzi wrogów. Nawet, jeśli istnieje duża szansa, że już jej nigdy więcej nie spotka, a tą opcję brał pod uwagę.
W międzyczasie wyjął wetkniętego za ucho blanta. Zdążył chwilę przeschnąć, od czasu kiedy skręcił go wychodząc z pracy i aż się prosił, żeby go zapalić.
- Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza. Powiedział odpalając blanta od nieodłącznej zapalniczki, z którą praktycznie nigdy się nie rozstawał. Owszem, założył, że dziewczynie może nie pasować dym, ale w sumie nie planował teraz przerywać swojego zajęcia. Ale przynajmniej z pełną kulturą, udał że interesuje go, co o jego poczynaniach myśli otoczenie. Tak, nie ma to tamto, ale po pracy trzeba sobie zapalić, odprężyć się chwilę.
Zerknął w górę, na ciemniejące niebo. Ech, za niedługo trzeba będzie się zbierać do domu, przygotować się na kolejny dzień pracy. Gdzie ta dziecięca laba i tony wolnego czasu.
Dobrze, że akurat Col potrafił sobie ten czas wolny wygospodarować, więc mógł sobie teraz wieczorkiem, z blantem siedzieć w parku na ławce, obok nieznajomej dziewczyny wykazujące wyraźne różnice od przeciętnych ludzi. Tak, też uważam, że to niezły plan na późną godzinę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuro
Bezdomna
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 48
Dołączył/a : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Nie Sie 25, 2013 3:33 pm

Ściemniało się powoli coraz bardziej. Białowłosa spojrzała w niebo. No, niedługo znowu trzeba będzie sobie poszukać lokum do spania, co nie? No ba, jasne że tak. Jeszcze nie znalazł się nikt taki, co by chciał nauczyć małą Kuro, jak żyć. A szkoda. Przydałoby się.
Słysząc pytanie mężczyzny, wróciła myślami na ziemię. Spojrzała na niego, lekko przechyliwszy swój łebek. Rogi dziewczęcia mocno odznaczały się od bieli jej włosów, a jej ślepia kompletnie nic nie wyrażały. Także wyraz twarzy miała całkiem beznamiętny, jakby siedzenie wieczorem w parku sam na sam z obcym mężczyzną było najnormalniejszą rzeczą na świecie. A może tak było? Moi mili państwo, przywitajcie małą istotkę-zagadkę, Kuro! No właśnie. Uniosła dłoń, by chwycić patyczek od lizaka, którego wyjęła sobie zaraz z buzi.
- Jestem Kuro. Pochodzę ze złych snów - przedstawiła się jasno i wyraźnie. No, nie była to do końca prawda, bo gdzieś tam parę cząstek tych dobrych snów też było. Bo gdyby nie, to mała Kuro zachowywałaby się zupełnie inaczej w stosunku do dzieci, jak i teraz, w tejże sytuacji.
Specjalnie Kuro nie zależało na ponownym spotkaniu tego dziwnego jegomościa. Owszem, był interesujący, ale nie aż tak bardzo, by zaraz miała go gdzieś szukać jak pies swojego pana. Po prostu, tej dziewczynie niezbyt zależało na innych. Prócz imienia, to w ogóle go nie znała, nie wiedziała kim jest, skąd pochodzi, ani do jakiej rasy przynależy (przy czym wyłączała ludzi, bo wie, że te istoty nie mogą posiadać takiego koloru włosów), co robi, etc... Kolejny randomowy osobnik, który przepadnie wraz z tłumem.
Pokręciła nosem. Po kolejnych słowach zielonowłosego jegomościa wokół czuć było smród. Nie spodobał się Kuro, a jak. Wsadziła do buźki swojego cennego lizaka i skrzywiła się. O nie, tego nie ma zamiaru wdychać. Tupnęła kopytem, ale stwierdziła zaraz, że nie będzie prosić się o zaprzestanie tejże czynności. Widać, że Colress nie miał zamiaru tego zakończyć. No to Kuro to skończy, po swojemu.
Poruszyła się na swoim miejscu i zaraz wstała na równe nogi, tudzież kopyta. Dwa kroki, dwa charakterystyczne stuknięcia o kamienie.
- Pa - mruknęła, kierując jeszcze swoje rubinowe ślepia na jego twarz. Teraz oczęta Kuro wyrażały niewielką niechęć. Cóż, może kiedyś. Łatwo jest to to zniechęcić do rozmowy.
Obróciła się na kopycie i pomaszerowała przed siebie. Stuk, stuk...
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
V
Technik | Płatny zabójca
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 56
Dołączył/a : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Wto Sie 27, 2013 9:37 am

V patrzył jak elfka ściąga z siebie całe ubranie, wyjął telefon, pstryknął kilka fotek i z uśmiechem na twarzy schował go do kieszeni. Siedział jeszcze jakąś chwilę co jakiś czas spoglądając na dziwnych ludzi, których było tu już pełno. Nie zwracając uwagi na otoczenie wstał kiedy miał już tego wszystkiego dosyć i poszedł w swoją stronę.


[z/t]
(przepraszam ale zapomniałem ^^'')
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Im
Żołnierz Zodiaku | Kucharz w Valhalli
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 6
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Wto Sie 27, 2013 9:39 am

Dziewczyna po otrzymaniu pracy postanowiła to uczcić samotnie w jakimś ładnym i równym parku. Trochę jej zajęło dojechanie tutaj, a i chowanie się przed patrolami nie należało do najłatwiejszych czynności. W końcu dojechała tutaj, a był to wieczór. Uśmiechnęła się do siebie, kiedy jej oczy nie napotkały żadnego członka gwardii. Sunęła bardzo szybko po prostej powierzchni, raz do czasu kręcąc piruety niczym baletnica czy zawodowy łyżwiarz. Ogromne rolki Elisy może i były całkiem ciężkie, ale ona już się do nich dawno temu przyzwyczaiła czyniąc z nich efektowny atut. Młoda kobieta chętnie korzystała w opustoszałego miejsca, by jeździć jak wariat po wszystkim czym się dało. Z początku miała małe problemy ze skręcaniem, ale jej dwa ogony szybko wyrównywały poziom i równowagę.
Kilka chwil minęło jej na beztroskiej jeździe, kiedy to jej oczy wykryły jakieś źródło ciepła. Od razu zwolniła, myśląc kogo tam spotka. Raczej cyborgi nie powinny się tutaj pokazywać, mimo to jechała dalej. Teraz wyglądała jak typowy rolkarz, całe jej metalowe wyposażenie było pod czarnym płaszczem przez co mogła lekko zmywać się z otoczeniem, tylko jej rubinowe oczy były bystre i żywe.
Z odległości kilkudziesięciu metrów zaczęła używać zoomu, by ocenić z kim ma do czynienia. Kiedy tylko zobaczyła jakąś kopcącą się fajkę, odetchnęła z ulgą. Postanowiła podjechać do obcego chłopaka, może by ją czymś poczęstował? Pokręciła rolkami te paręnaście metrów.
- Heeeeeej? - Zaczęła nieśmiało dziewczyna, chciała wyglądać jak ktoś, kto szuka towarzystwa, ale nie wie czy może podejść bliżej. W końcu zawsze mógł na nią donieść, czy coś? A z resztą, co się będzie bała. Stała tak przed nim, czekając co odpowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colress
Kucharz w Aoi Sakana
avatar

0 pochwał
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 26
Dołączył/a : 17/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Wto Sie 27, 2013 10:18 am

W swoim życiu Col spotykał już przeróżnych ludzi. Niektórzy byli głośni, bardzo głośni, tak że zagłuszali to co dzieje się wokół nich. I to przerażało, jak wielkimi ignorantami byli Ci ludzie. Nie ukrywam, że Colress był naprawdę szczęśliwy z faktu, że on był ich zupełnym przeciwieństwem. W determinacji im nie ustępował, ale nigdy nie czuł potrzeby, żeby kogoś przekrzyczeć. Ot taka cicha persona, która działa bez informowania o tym całego otoczenia.
Dlatego też, kiedy rozpalał jointa owszem, pytał czy jej to nie przeszkadza, ale tylko z grzeczności. Nie czuł wcale potrzeby siedzenia z dziewczyną dłużej, po prostu był ciekaw, kim ona właściwie jest.
Skoro przy tym jesteśmy - być może dla wielu osób stwierdzenie "Pochodzę ze złych snów" mogło by się wydać dziwne, a nawet pompatyczne. Niejeden chciałby dodać sobie aurę tajemniczości, podkreślić pewne cechy a inne ukryć. Dobrze, to by zdało egzamin, ale nie w obecności chłopaka. Jeszcze zanim podszedł do Kuro (bo, jak się okazało, tak się nazywa dziewczyna) widział Oczami, a one nie kłamią. Widział więc wyjątkową aurę, której nigdy wcześniej dogłębnie nie analizował. Ale w takim wypadku jej odpowiedź dodawała do tego dużo sensu i każdy kto potrafił dodać dwa do dwóch i dysponował nabytą przez Colressa wiedzą mógł domyślać się, że odpowiedź ta jest w stu procentach prawdziwa.
No cóż, wróćmy już z tej krainy rozmyślań. Gdy Gwiazda zobaczył wyraz twarzy swojej rozmówczyni, a po chwili również jej inne gesty wiedział, że nie trafił na jakiegoś utajnionego konesera dobrego dymu. No cóż, nie będzie jej na siłę zatrzymywał, w końcu ustalił już jakie jest pochodzenie tej nieznanej aury. Może spotka jeszcze kiedyś tą rasę i dowie się nieco więcej, kto wie?
- Na razie. Powiedział tylko pomiędzy kolejnymi buchami. W końcu miał chwilę dla siebie, mógł pooddychać sobie aromatycznym dymem i wchodzić coraz bardziej w lepszy stan.
Nie na długo, już za chwilę podeszła do niego jakaś dziewczyna. Nie znał jej, ona jego pewnie też nie. Aura nie była specjalnie interesująca, zwykły człowiek. Ale ubiór i wygląd były już bardziej intrygująca. Przy obecnym minimum światła dziewczyna wyglądała jak plama mroku na nieco mniejszym mroku. Poza tym poruszała się na rolkach.
- No cześć. Przywitał się, zaciągając się po raz kolejny. Lekko przekrzywił głowę wskazując dziewczynie gestem, że jeśli chce może usiąść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Im
Żołnierz Zodiaku | Kucharz w Valhalli
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 6
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Wto Sie 27, 2013 11:12 am

Uśmiechnęła się delikatnie, kiedy otrzymała możliwość zajęcia miejsca obok chłopaka. Musiała strasznie ostrożnie siadać, w końcu nie do końca wiedziała, czy ta ławka ją utrzyma. Przeklęta mechanizacja dodawała sporo kilogramów tu i tam. Z resztą sama to wybrała, więc nie powinna płakać nad sobą. Trzeba było przyznać, że wygląda na całkiem dziwną osobę.
- Masz jeszcze jednego? - Wskazała rękawem na fajkę. Od razu ugryzła się w język, przecież w czymś będzie musiała go trzymać. Z drugiej strony, jeśli teraz nagle by jej się odechciało to wyglądałoby to jeszcze bardziej dziwnie, niż wielkie, czarne szpony. Wciągnęła powietrze nosem ciesząc się zapachem jaki się tutaj roztaczał. Miło wspominać minione dzieje, kiedy było się czystej krwi człowiekiem.
Zastanawiała się czy warto rozmawiać z obcym, albo chociaż mu się przedstawić. Przecież nie była specjalnie znana, ale na tym jej zależało. W sumie najważniejsze, żeby nie poznał jej pseudonimu, z resztą niespecjalnie było ją widać. Odwróciła się do niego, ale on miał cholernie zielone włosy.
- Przepraszam za mój brak kultury, jestem Elisa. - Uśmiechnęła się, ale nie podała dłoni. Oba rękawy spoczywały na kolanach, nie pokazując zawartości. Gdyby tylko poczuł jej twarde "paluszki" mógłby się porządnie przestraszyć, a później zwyzywać, że to nie miejsce dla niej. Dlatego przychodziła tutaj tylko wieczorami, by nikt nie widział szalejącego cyborga. Miała cichą nadzieję, że nie będzie wymuszał na niej podanie ręki czy czegoś w tym rodzaju, już i tak bała się o trzymanie blanta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colress
Kucharz w Aoi Sakana
avatar

0 pochwał
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 26
Dołączył/a : 17/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Wto Sie 27, 2013 12:34 pm

To nie jest tak, że Col jest automatycznie podejrzliwy i uprzedza się bez powodu do nowo poznanych osób. A w wielu przypadkach (na przykład tym) właściwie w ogóle nie poznanych. No bo powiedzenie cześć nieznajomej osobie do kanonu zapoznawania się chyba nie należy. A przynajmniej Colress o czymś takim nie słyszał. Ale należał do ludzi (a właściwie nieludzi), którzy nawet jeśli żyją na Ziemi po parę razy dłużej od wszystkich wokół, to zdają sobie sprawę, że nie wiedzą wszystkiego i przyznają się do błędów. Chociaż, mimo wszystko czarnowłosa nie była jeszcze jego znajomą.
Dobra, zostawmy to, przecież chyba żeby mieć przyjaciół trzeba najpierw rozmawiać z nieznajomymi. A przynajmniej leciało to jakoś podobnie, niemal równie podniośle i zrozumiale, ale za to pompatyczniej.
Colress zwrócił uwagę, że dziewczyna siadała bardzo ostrożnie, może nie każdy by to zauważył, ale on zbyt długo obserwował ludzi. Siadała ostrożnie i jakby z nutą obawy. Nie wiedział jak to wytłumaczyć, to ta cholerna aura. Do rzeczywistości przywołał go głos nieznajomej.
A więc dziewczyna również chciała zapalić. Najciekawsze jest tylko, czy myślała, że Col pali normalne fajki, czy domyśliła się, co tak naprawdę znajduje się zawinięte w półprzezroczystej bletce. Z drugiej strony, to by było głupie pytanie, bo kto kręci blanty na zapas? Dobra, może ona nie jest na tyle zdeprawowana, żeby palić nieznanego pochodzenia zioło... może.
- Jeszcze jednego nie. Mogę Ci skręcić, ale zobacz, czy na pewno tego chcesz. Odpowiedział cicho, podając jej dopalonego do połowy blanta. Zawsze lubił się dzielić i widzieć u wielu ludzi pierwszą reakcję na palenie gibonów. Dobrze, że jest gwiazdą i nie imają się go żadne ludzkie zarazki i bakterie, więc może dzielić się buchem zawsze, wszędzie i z każdym. Od taki z niego filantrop, ma coś w dużych ilościach, więc rozdaje tym co nie mają.
- Nic nie szkodzi, mówią na mnie Colress. Odparł, z delikatnym uśmiechem. Zauważył, że Elisa, bo jak się okazało tak ma na imię dziewczyna, unikała kontaktu fizycznego. W sumie trochę jak on, tylko on po prostu nie był przyzwyczajony do używania ciała do kontaktów z innymi osobami. Gwiazdy inaczej patrzą na kwestię materialności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Im
Żołnierz Zodiaku | Kucharz w Valhalli
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 6
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Sro Sie 28, 2013 8:32 am

Spokojnie oddychała, czekając na odpowiedź chłopaka. W końcu nieźle się udupiła, ale nie mogła się powstrzymać przed spróbowaniem skręta. Doskonale wiedziała z czym ma do czynienia, w końcu taki zapaszek nie wydobywa się z byle czego. Czasy dawnego życia od razu przewinęły się na oczach Elisy. Wspomnienia skręcania czy kradnięcia choćby trochę trawki, by opychać to jakby była całym składem wnętrza bibułki. Dlatego też często nosiła przy sobie kilka sztuk, by przy byle okazji coś zarobić. Życie człowieka nie należy do najłatwiejszych w tym świecie.
Dziewczyna nie bała się jakiś głupich zarazków. Nie po to montowali jej mechanizację i chipy wspomagające, żeby teraz bać się takich błahych rzeczy. Z drugiej strony on dalej mógł nie wiedzieć z kim ma do czynienia, co w sumie ją uspokajało.
- Teee, nie przejmuj się, tylko mi daj. Jak dawno nie miałam tego w ustach. - Odparła rozmarzona, łapiąc dwoma stalowymi "palcami" skręta z nieopisaną szybkością. Widać było, że jest przyzwyczajona do ukrywania swojej stalowej natury. Przystawiła połowę fajki do ust, a rękaw osunął się na dół, pokazując wielką, zmechanizowaną rękę. Wciągnęła bucha, przez co od razu przestała się przejmować. W końcu wszyscy jesteśmy istotami myślącymi, nie ważne jakimi.
- Miło mi. Nie przejmuj się, nic Ci nie zrobię. - Uśmiechnęła się bardzo serdecznie, najwidoczniej nie chciała zrobić krzywdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colress
Kucharz w Aoi Sakana
avatar

0 pochwał
1 ostrzeżenie
Liczba postów : 26
Dołączył/a : 17/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pią Sie 30, 2013 12:33 pm

Colressowi zdarza się źle dokonać osoby wstępnej różnych osób, nie ukrywam tego, zresztą z tego co wiem nie ma na świecie osoby, która potrafiłaby siedząc na ławce na pierwszy rzut oka dokładnie określić charakter i osobowość przypadkowych przechodniów.
Zielonowłosy nie pożałował więc swoich słów, lepiej powiedzieć coś takiego, niż poczęstować niczego się nie spodziewającą osobę jointem. Narkotyk to to nie jest, ale mimo wszystko są w nim substancje psychoaktywne, a na te trzeba uważać. Nie no, może nie są niebezpieczne, po prostu nie każdy zawsze potrzebuje się zniszczyć. Oczywiście zniszczyć w tym pozytywym tego słowa znaczeniu, nie chcę, żeby ktoś mnie źle zrozumiał. Owszem, palacz z palaczem się dogada, ale dla nieuświadomionych ludzi z wodą w mózgu wlewającą się przez ekrany telewizorów normalny dialog "wtajemniczonych" brzmi nie przymierzając jak więzienna grypsera. Takie życie.
Col zwrócił uwagę na metalowe palce, które zadziwiająco delikatnie jak na kawałki metalu chwyciły skręconego przez niego wcześniej joya. Nie był zaskoczony, serio. Nie takie rzeczy już widział. Owszem, podniósł lekko brwi, patrząc co dziewczyna ma zamiast normalnych, ludzkich dłoni, ale to był tylko ułamek sekundy i jego twarz znowu nie wyrażała żadnych emocji. Poza tym czuł, że zaczyna być trochę upalony. Nie, żeby towar był słaby, to mu się nie zdarzało. Po prostu za bardzo przyzwyczaił się do palenia, żeby klepało go tak jak na początku.
- Więc częstuj się, mam to szczęście, że mi nigdy nie brakuje. Odparł, wyciągając z kieszeni w spodniach bibułkę, kawałek tektury i torebkę z paleniem. Skoro już mają palić w dwie osoby niech przynajmniej będzie suto. Niecałą minutę zajęło mu skręcenie idealnie równego gibona, równie pękatego co poprzedni, tym razem jednak zamiast zostawiać go na później rozpalił od razu. Miał spalić mniej, ale najwyżej spali więcej... w sumie to zawsze tak się kończyło.
- Czemu miałbym się bać, że cokolwiek mogłabyś mi zrobić? Uwierz mi, że nawet z Twoimi... modernizacjami są niewielkie szanse, żebyś mogła wyrządzi mi krzywdę. Odpowiedział szczerze zdumiony. Owszem, niektórzy są strasznie podejrzliwi i tak dalej, no ale czemu miałby się bać? Nie pierwszy raz przychodzi do tego parku a na pewno nie ostatni, więc skąd jej zapewnienie? Z drugiej strony, mogła go oceniać swoją miarą, a tej przecież nie znał.
Siedział tak koło niej paląc mocnego gibona. Nie zaczynał żadnego tematu, wolał posiedzieć sobie w milczeniu rozkoszując się ostatnimi jasnymi momentami wieczora.
Oczywiście każdy wieczór stawał się w pewnym momencie ciemny, nie inaczej było teraz. Zielonowłosy dopalił swojego blanta i wstał z ławki.
- No cóż... miło Cię było poznać, być może spotkamy się niedługo. Pożegnał się, wkładając w uszy słuchawki. Odpalił jakiś spokojny kawałek i pojechał przez park na swojej desce.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Nie Wrz 15, 2013 7:19 pm

Co ona ma teraz, do kurwy nędzy, ze sobą zrobić?
Lea nigdy by nie pomyślała, że jednego dnia przeżyje szaleńcza ucieczkę przed Gwardią i umrze. A dodatkowo następnego będzie się przechadzać po mieście jakby nigdy nic. Może było to trochę beztroskie, ale jej aparycja nieco się zmieniła, a dodatkowo CAM zniknął. Marvel była praktycznie pewna, że nie został po nim ślad, bo próbowała użyć swoich mocy, które miała dotychczasowo, jako syrena. Wciąż niewiele z tego rozumiała i miała mętlik w głowie, ale była coraz bardziej przekonana, że jej "świeższym" życiem było to syrenie właśnie. Pamiętała je lepiej, było mniej pomieszane i wiązało się z nim więcej emocji niż z tym, które spędzała jako elektryczność. Co nie zmieniało faktu, że nie rozumiała zupełnie, jak w jej głowie znalazły się wspomnienia z cudzego życia, dlaczego w ogóle była żywa, gdzie podziały się choćby jakieś rany po poparzeniach... I jak to się stało, że była nadal sobą, a równocześnie kimś innym. Próbowała się z tym przespać, ale fakt był taki, że była teraz wykończona, a noc spędziła praktycznie bezsenną - bo ciągle budziły ją koszmary. Potem nie mogła oderwać spojrzenia od lustra, kiedy widziała swoje białobłękitne włosy i oczy wypełnione wyładowaniami. Ostatecznie postanowiła udać się do fryzjera i przywrócić swój wygląd bliżej dotychczasowych preferencji.
A teraz siedziała na ławce i jadła zakupionego wcześniej loda gałkowego. Gapiła się przy tym tępo w przestrzeń. Właściwie to powinna była udać się do Fleauette, ale Gwyneth widziała ją martwą. Poza tym, to było tak, jakby uciekła przed zadaniem, które chciał jej dać Askarius. Nie była w ogóle pewna, czy jej członkowstwo w tej organizacji miało w ogóle teraz rację bytu. Nie była już syreną. Była półbogiem, jej stare umiejętności gdzieś zniknęły i mimo że nadal była geniuszem, jeśli chodzi o naukę medyczną, to miała jedynie władzę nad elektrycznością. A przynajmniej tak jej się wydawało. Wspomnienia poprzedniej Błękitnokrwistej pomagały jej bardzo w badaniach nad zakresem swoich umiejętności, jednak Lea nadal to badała. Nie wiedziała nawet czy mogła się teraz przemienić w Venoriankę, ale właściwie to w to powątpiewała.
Westchnęła ciężko.
Czy był w ogóle sens zamiany? W końcu, chcąc czy nie chcąc, w jakiś sposób właśnie odcięła się od przeszłości. Choć nadal ją cholernie bolała. Nie była już syreną, nie miała CAMu, nie miała nic wspólnego z naukowcami. Ale nadal była sama. Tak cholernie sama... Czy nie powinna w końcu odnaleźć ojca?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akaru
Nauczyciel | Detektyw
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 62
Dołączył/a : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Nie Wrz 15, 2013 7:43 pm

Spacer bym dobrym wyborem. Ale na boga, czemu zapędziło go aż do Mattel?! No tak, patrole z okazji śmierci Archimagosa, ale przecież nie on był od tego. On powinien siedzieć w pokoju zwierzeń i słuchać potoku informacji z ust grzecznych przesłuchiwanych. Albo szukać informacji, a nie patrolować. Co te patrole w ogóle miały na celu?
Wszedł do parku. Pogoda nawet dopisywała, nie narzekał na nią. W sumie, może powinien spróbować do kogoś zagaić? Zapytać, co sądzi o wydarzeniach, albo cokolwiek... No, nie miał innego pomysłu. Chodzenie w kółko jest bezcelowe, równie dobrze mógłby z kimś porozmawiać, choćby o niczym szczególnym.
Nagle zauważył na ławeczce dziewczynę, dosyć młodą. Wyglądała nawet normalnie (jeśli nie liczyć piercingu), jadła loda. Ale... Coś mu nie pasowało w niej. Wyglądała... Nienaturalnie. I ten nieobecny wzrok. Może coś z nią nie tak? Może dziewczyna została naszprycowana narkotykami? Akaru nie miał pojęcia, co mu się nie zgadzało w tym widoku. Postanowił podejść i dowiedzieć się, o co chodzi. A przynajmniej spróbować. Podszedł do dziewczyny i stanął dwa kroki od niej, w swoim płaszczu i fedorze na głowie.
- Przepraszam? Dzień dobry. Nic pani nie jest? Wygląda pani... Nieobecnie. - Zagaił, z troską w głosie - Potrzebuje pani pomocy? Lekarza?
Nie miał pojęcia, kim może być ta młoda kobieta, był lekko zaniepokojony, ale i tak postanowił spróbować z nią porozmawiać, tudzież jej pomóc, jeśli ona tego potrzebuje. Cokolwiek mówiło się o Gwardii, byli tam też ludzie z sercem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Nie Wrz 15, 2013 8:17 pm

Lea zupełnie nie zwracała teraz uwagi na otoczenie, nie zauważyła więc obecności Akaru. Tak właściwie to nawet kiedy zwrócił się bezpośrednio do niej, nie od razu to do niej dotarło. Przez chwilę wydwała się w ogóle nie kontaktować, nie reagować, znajdowała się we własnym świecie. Cóż, kto by jej się dziwił, że tak się zamyśliła, będąc w tak cholernie dziwnej sytuacji? I tak trzymała się całkiem nieźle. Dopiero po kilkunastu, może kilkudziesięciu sekundach, drgnęła jakby - w tym momemncie jej mózg z opóźnionym zapłonem przetworzył informację - oto ktoś stał w pobliżu i widocznie się do niej zwracał. Zamrugała kilkukrotnie, a potem wbiła zdziwione spojrzenie w twarz Akaru. Na chwilę tylko. Potem w jej wyobraźni pojawił się obraz, który widziała, gdy wpatrywała się we własne oczy w lustrze- biało-niebieska mieszanina wypełniona wyładowaniami elektrycznymi. Nie była w stanie tego ukryć soczewkami i właściwie to nawet nie była pewna czy chciała, jednak wpatrywanie się czymś takim prosto w oczy innej osoby w tej chwili ją jeszcze... zawstydzało. spuściła więc na chwilę wzrok na własne buty. A potem parsknęła śmiechem.
Lekarza?
Sama była lekarzem.
Nie, już nie.
Jeszcze nie.
To zabawne, jak musiała siebie sama poprawiać w myślach. Ale ostatnia wersja była prawidłowa. Mimo że nie miała mocy, nadal była uczennicą wydziału medycznego i potrafiła sama zszywać nawet swoje rany. I ona miałaby potrzebować pomocy lekarza?
- Wyobrażałeś sobie kiedyś własną śmierć?- zapytała z rozbawieniem, z lekkim uśmieszkiem, nie wiedzieć czemu bardzo zadowolonym, który wymalował się na jej twarzy.
Odchyliła się na ławce nieco do tyłu, tak że plecami dobrze wyczuła oparcie. Zapomniała o "panach" i "paniach". Nie dbała o to, że jej pytanie wydawało się być dziwne, serio można było ją pomylić z naćpaną. Nie mogła przestać myśleć o wczorajszych wydarzeniach.
Musiała zapytać. Pomoże jej to zebrać myśli, była tego pewna
- Jak chciałbyś umrzeć?
Trudne pytanie. Jak ona chciałaby umrzeć? Nie chciała już umierać. Nigdy. Umarła już dwa razy. Umierała więcej razy, jeśli wziąć to bardziej metaforycznie.
Nie. Stop.
Powinna wziąć się w garść. Co ona w ogóle wygaduje? Powinna się skupić na byciu Leą. Dawną Leą i nową Leą. Na raz. Pójść do przodu, ale nie zatracając samej siebie. Potrząsnęła głową i zerknęła znowu na Akaru.
- Wybacz. W sumie to wszystko w porządku. Zignoruj to

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akaru
Nauczyciel | Detektyw
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 62
Dołączył/a : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Nie Wrz 15, 2013 9:00 pm

Dziewczyna nie reagowała. Normalnie Akaru myślałby, że go ignoruje, ale coś w jej wyglądzie sprawiało, że bardziej się... Martwił, niż denerwował. To było naprawdę dziwne zachowanie. Kiedy w końcu podniosła na niego wzrok zobaczył w jej oczach coś jakby... Jakby w jej oczach szalała burza. Błyskawice, wyładowania. Otworzył szerzej oczy. Nigdy czegoś takiego nie widział, nawet cofnął się odrobinkę, o kilka centymetrów. Za chwilę jednak opuściła wzrok, a Akaru wrócił do siebie i lekko potrząsnął głową.
- Co? N-nie. Nie, nigdy nie wyobrażałem sobie swojej śmierci... Jak tak teraz mówisz - również zapomniał o wcześniejszym tonie rozmowy. Słowa dziewczyny były takie dziwne, razem z jej wzrokiem... To wszystko wydawałoby mu się wręcz nierealne. Ale to była prawda.
Znów pomyślał, że dziewczyna jest na narkotykach.
- Na pewno dobrze się czujesz? - W tej chwili myślał, że dziewczyna powinna zostać przebadana. Przez lekarza i przez psychologa.
Jednak jej kolejne pytanie go zaskoczyło.
- Co...? Umrzeć? Hmm... Nigdy się nad tym nie zastanawiałem... Myślę... Hmm, myślę, że nie chciałbym umierać. Nie uważam, żeby coś było po śmierci. Czym jest życie? Życie jest podróżą do śmierci, mogą powiedzieć niektórzy. Każda podróż ma swój koniec. Ale co jest celem tej podróży? Zakończyć ją? Po tej podróży nie będzie nic. Nic nas nie czeka. Śmierć to koniec. Pustka. Otchłań. Życie, jakiekolwiek by nie było, jest lepsze. Dlatego nie chciałbym umierać. Wiara w to, że po śmierci nic nie ma sprawia, że tym bardziej chcę żyć. A po śmierci, jakakolwiek by ona nie była... Potem już mnie nic nie obchodzi. - Powiedział. Dawno nie myślał na takie tematy. Pytania młodej dziewczyny go niesamowicie zaskoczyły... Ale też uświadomił sobie coś. Uświadomił sobie na powrót sens tego wszystkiego. - Choć jakbym umierał, chciałbym umrzeć z honorem. W łóżku, przy rodzinie. Albo umrzeć przy kimś. Wiedząc, że moja śmierć nie pójdzie na marne. Nawet nie chodzi mi o to, żeby ktoś o mnie pamiętał. Chodzi mi o to, żeby strata mojej najcenniejszej wartości pomogła choć w nieznacznym stopniu komuś innemu.
Stał nieruchomo zastawiając się nad sensem tego, co właśnie powiedział.
- Nie, nie... Dziękuję. Twoje pytania były dobre. Ale dlaczego o to wszystko pytałaś? Właściwie, kim jesteś, dziewczyno? Jak masz na imię? - Musiał się dowiedzieć, kim była ta dziewczyna.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Wrz 16, 2013 1:20 pm

Odpowiedział jej.
Ha, ha! Ona w życiu nie odpowiedziałaby na takie pytania, zadanie ni stąd ni zowąd, po prostu popukałaby się po głowie i poszła dalej! Akaru jednak jej odpowiedział, mimo że teraz Lea żałowała zadanych przez siebie pytań. Chciała o nich zapomnieć, bo były chwilą jej słabości. A nienawidziła własnych słabości. Nie miała ani na nie czasu, ani w ogóle nie powinna sobie na takowe pozwalać. Dla niej życie w końcu było ciągłą walką o siebie, o swoje przetrwanie, o byt, o wolność. O wszystko. Cały czas rozpychała się łokciami, walcząc o swoje, a w tej chwili okazała się być słaba. Głupia! Nigdy więcej!
Pozwoliła sobie na szeroki, pogodny uśmiech, który totalnie nie pasował do tego, jak prezentowała się przed chwilą. Ale to nic. Pasował do niej w ogóle, taka przecież właśnie była. Nie mogła zatracić sobie, tylko dlatego że się nieco pogubiła. Nie, nie. Nadal była sobą. Mimo że umarła, mimo że się zmieniła. Będzie sobą, choćby największym przeciwnikiem w tym okazała się ona sama.
- Nic nie ma po śmierci? Naprawdę da się w to wierzyć, kiedy otaczają Cię anioły i upadli?
Jak umierać, to tylko wśród bliskich. Brr. Zabolało. Ale Marvel nawet tego po sobie nie pokazała. Teraz należało zmienić temat. Przeciągnęła się, jakby dopiero co wstała z łóżka i podniosła się z ławki.
- Po nic. Tak o. - ucięła ten temat
Bzdura. Doskonale wiedziała, dlaczego o to zapytała, ale nie zamierzała się tutaj wywnętrzać. Teraz najważniejszy był powrót do normalności. Do codzienności, może nieco zmienionej, ale nadal należącej do niej samej. Zaczęła sobie grzebać po kieszeniach i wyciągnęła papierosy i zapalniczkę. Sama odpaliła jednego, a paczkę wyciągnęła w stronę Akaru.
- Och, jestem Lea. Nie jestem nikim w sumie. Uczę się w Akademii i właśnie chyba uciekam z lekcji, bo mi się nie chciało. Trzeba sobie urozmaicić trochę siedzenie, jak się ma okazję, nie? - roześmiała się
Tak, właśnie tak. Niech jej zapytanie pozostanie głupim wybrykiem nastolatki, która się nudziła i tyle. W sumie to naprawdę się nudziła. Nie miała nic do roboty. Tak normalnie to albo kombinowała coś jako naukowiec, albo była uczennicą, albo prostytutką. Naukowcem nie mogła być, uczennicą nie miała ochoty, a prostytutką... w końcu miała teraz mnóstwo pieniędzy.
Ten haszysz, który znala...HASZYSZ! Cholera! Jak ją trafił ten piorun, to wszystko się zmarnowało! Pieprzyć ten cholerny pech!
- Chyba, że o coś innego Ci chodziło, gdy pytałeś kim jestem? -przekrzywiła lekko głowę w bok.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akaru
Nauczyciel | Detektyw
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 62
Dołączył/a : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Wrz 16, 2013 4:57 pm

- Cóż, to... Trudniej o coś takiego, pamiętając o tym. Ale z drugiej strony... Czyim tworem, jakiego boga miałyby być Gwiazdy? Gwiazda, taka, którą widzimy na niebie po śmierci zamienia się w supernową, czarną dziurę, jeśli była masywna. Mniejsze gwiazdy też giną, kiedy kończy się im paliwo, kiedy kończy się ich czas. Tak samo jest z Gwiazdami, które zeszły na Ziemię. Jeśli miałbym wierzyć w jakiegoś boga, bogiem tym musiałaby być teoria Wielkiego Wybuchu - zaśmiał się krótko. Ech... Tak. Nie było boga dla niego. Nie wierzył w to, nie miał, kto być mu bogiem. A jako, że nie było boga, nie było też życia wiecznego u jego boku. - Poza tym, to by oznaczało, że ożywieni to ludzie wyciągani z powrotem z raju. I choć uważam, że ożywianie ludzi jest zbrodnią równie wielką, jak zabójstwo niewinnego człowieka, to pomysł, jakoby nauka miała moc nad wyrywaniem z powrotem ludzi z ich upragnionego raju, nagrody, do której dążą całe życie jest dla mnie całkowicie nie do przyjęcia.
Poprawił kapelusz. Pytania dziewczyny były dosyć niespodziewane, a już na pewno nie od osobnika w jej wieku.
Pokręcił głową i wystawił dłoń w odmownym geście, kiedy chciała poczęstować go papierosem.
- Dziękuję, ale nie palę - odpowiedział, po czym wysłuchał jej wypowiedzi unosząc brew. - Akademii? Ile masz lat? - Zaczął się zastanawiać. Dziewczyna była na wagarach i w dodatku paliła papierosy. Ale cóż, z drugiej strony rzadko miał okazję porozmawiać z tak inteligentnymi młodziakami - Hmm, i w której jesteś klasie, jakoś cię nie kojarzę... - zlustrował dziewczę wzrokiem. Niet, nie poznawał jej. Ale skoro uczyła się w Akademii, to może powinno się ją zabrać tam z powrotem? Z drugiej strony Akaru przestał się tak intensywnie zastanawiać nad zachowaniem dziewczyny. Dostał wytłumaczenie, przez które teraz miał inne rzeczy na głowie. Zabrać Leę z powrotem na uczelnię. Westchnął, a kiedy już miał sugerować, żeby poszła z nim do Akademii, usłyszał jej pytanie.
- Hm? Pytałem, kim jesteś. No chciałem wiedzieć, jak ma na imię taka, huh, ładna młoda dama - uciekł na chwilę wzrokiem, bo zarumieniłby się patrząc na dziewczynę mówiąc takie rzeczy. Szczególnie, że tak uroczo przechyliła głowę. - no i po prostu... Czym się zajmujesz. A że mówisz, że się uczysz w Akademii... No. Emm, może byś jednak wróciła do szkoły?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Wrz 16, 2013 5:17 pm

Cóż, z perspektywy Gwiazdy rzeczywiście mogło wyglądać to różnie, Lea chyba jednak nie posunęłaby się do niewiary - widząc Anioły i Upadłych. Z jednym z tych pierwszych dzieliła nawet pokój, w takiej sytuacji wydawałoby jej się zaprzeczaniem na siłę. Z drugiej strony, Gwiazdy były niesamowicie tajemnicze. Rodziły się z bliżej niezidentyfikowanej materii, nie miały takich samych organów jak wszyscy, na dobrą sprawę w ogóle nie było żywe. Czy też były tworami Boga? Albo ona. Nie była jeszcze tego pewna, ale wydawało jej się, że została czymś w rodzaju półboga. Była tworem Boga Elementu. A to znaczyło tyle, że inni Bogowie też istnieli, więc anielski Bóg... kłamał? Czy może Bogowie Elementów byli mniejszymi Bogami niż on sam?
Lea była inteligentna. Rozważania pozwalały jej się oderwać od sytuacji, w której ona sama się teraz znajdowała, tym niemniej te akurat nazbyt zahaczały o temat. I jak na ironię, tym bardziej nie mogła się od nich oderwać.
Zaraz. On był Gwiazdą! To właśnie powiedział! Gwiazdy spełniały życzenia!
Musiała... musiała to wykorzystać!
Ale oznaczało to prośbę. O pomoc. Poruszenie kolejnego bolesnego tematu. Lea próbowała zadać pytanie od razu, ale nie chciało przejść jej przez gardło. Miała tę cholerną blokadę, która kazała jej być silną, dumną i tłamsić wszystko w sobie.
- Wolna wola. Dopuszczanie do morderstw, cierpień i tortur też nigdy nie było konieczne. Teoretycznie
Ha! Przcież sama była tworem takich eksperymentów. Była syreną. Do niedawna. Już nie. Widziała, jak wiele potrafiła nauka, jak solidne to miało podstawy, jak cudownej logiki się trzymało. Dla niej Ożywieni nie byli wyrwani z raju, byli wyrwani ze śmierci, zanim zdążyli jeszcze się do niej przyzwyczaić. Kiedy Lea była na chwilę martwa, nie od razu było "coś", przez chwilę nic nie było, ale mimo to nie miała zamiaru zaprzeczać aniołom, upadłym i innym tworom. Dla niej oznaczało tylko, że nie wszystko dzieje się od razu.
Wzruszyła ramionami, kiedy nie poczęstował się papierosem, a sama zaciągnęła się porządnie, przymykając przy tym oczy. Całkiem tego potrzebowała, żeby się uspokoić. Musiała poukładać myśli i zmusić się do wypowiedzenia prośby. Musiała! Odwróciła wzrok, patrząc gdzieś w bok i próbując walczyć ze sobą. Na razie bezskutecznie.
- Szesnaście. I jestem w drugiej klasie wydziału medycznego - cholera, biedna Lea nie skojarzyła, że miała do czynienia z nauczycielem!
To dlatego, że tak rzadko bywała na zajęciach - dlatego że praktycznie to ona wcale ich nie potrzebowała, a szkołę musiała skończyć żeby mieć papierek.
Ładna młoda dama, hę? Lea spięła się przez chwilę widocznie. Nie lubiłą takich komplementów. Czuła się niekomfortowo, wprawiały ją w zakłopotanie, o ile nie padały z ust klientów. A przecież Akaru był chyba nieświadomy tego, jakim zawodem się parała Marvel?
- Nie mam ochoty teraz tam wracać- stwierdziła, zaraz wzdychając ciężko i zaciągając się papierosem znowu.
Zacisnęła wargi i milczała przez chwilę, wlepiając spojrzenie w twarz Akaru.
- Hej...- widocznie przyciszyła ton, jej wzrok zaraz też uciekł na czubki jej własnych butów, zanim zdążyła zauważyć- Skoro jesteś Gwiazdą...- ciszej, ciszej, jeszcze ciszej! - ...Mogłabym mieć jedno życzenie?
Przetarła butem po powierzchni, wprawiając przy tym w ruch kilka kamyków, kiedy jej twarz pokrył rumieniec.
GŁUPIA! Jak ona mogła w ogóle o to zapytać!
Cóż... takie sytuacje były cholernie trudne dla Lei. W końcu była cholernie zamknięta w sobie, choć na to nie wyglądała.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akaru
Nauczyciel | Detektyw
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 62
Dołączył/a : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Wrz 16, 2013 5:48 pm

Piękne myślenie. Chciałby, żeby nie było. A jednak. Jednak ludzie żyli, torturowali i zabijali. I nie mówił tylko o rasie ludzkiej, mówił o wszystkich. Nawet Anioły to robiły. Te Boskie Stworzenia. Zabijały. A Upadli? Upadli to byłe anioły, które robiły to samo, tylko po "złej stronie barykady".
Co to w ogóle jest zło? Czy można rozgraniczyć coś jako zło i dobro? Jeśli zło jest brakiem dobra, to czy to znaczy, że dobro nie jest brakiem zła, tylko czymś innym? A może jest na odwrót?
Chyba się lekko zagalopował.
Teoretycznie nie było to potrzebne, w praktyce jednak szeroko stosowane. Intrygi, morderstwa, waśnie... Władza. Pieniądze. Pożądanie. To wszystko, te wszystkie cechy sprawiają, że ludziom dzieje się krzywda. Ale tego się nie da pozbyć. To jest w każdym. Rebelianci, walczą o tak piękny cel, wolność i równość. Co robią? ZABIJAJĄ. Oni nie chcą dobra. No, chcą, ale dla siebie. A czy moje dobro to dobro wszystkich? Szef tej organizacji nie różni się od obecnego dyktatora.
Akaru nie powinien tak myśleć. Ale jego myśli były jego, i go to szczerze mało obchodziło. Jak na razie nie zbuntował się przeciwko jedynemu słusznemu władcy. I na razie nie zamierza.
- To tym bardziej powinnaś się tam znaleźć. Szczerze, to mało mnie obchodzi, czy chcesz, czy nie. I proszę, na miłość boską (o, ironio), zgaś tego papierosa! Jesteś nieletnia. Jakbyś miała 17, może bym jeszcze przymrużył na to oko. Ech... Choć w sumie i tak za chwilę zapalisz pewnie następnego, kiedy tylko się odwrócę. Jakkolwiek zgubny, to wciąż nałóg... Nieważne. Dobra, wypal go już sobie do końca, ale następnym razem nie rób tego w miejscu publicznym. GWARDIA może się przyczepić... Proszę, chodź ze mną do Akademii.
Stał chwilkę i patrzył na nią. Mimo wszystkich tych według Akaru zbędnych dodatków, mimo tego, że paliła papierosa, mimo tego, że wagarowała - dziewczyna była ładna. I do tego inteligentna. Jaka szkoda, że właśnie sobie marnowała życie. I że oszpecała ciało...
Usłyszał jej "hej", jednak na razie zareagował jedynie zmianą mimiki twarzy na bardziej pytający wyraz. Pozwolił jej kontynuować. Słuchał, jak powoli i coraz ciszej, z przerwami układa zdanie. Zakończenie wypowiedzi go zaskoczyło, choć mógł się tego spodziewać.
- Życzenie? Jakie? - Zobaczył jej ruch nogą oraz rumieniec na twarzy, ale próbował nie okazać tego. - Nie krępuj się, nie ma sprawy. Powiedz, jakie to życzenie a potem zmykaj na lekcje. - Niesamowite. Akaru musiał mieć dzisiaj naprawdę dobry humor. Prawdopodobnie rozmowa z dziewczyną i przemyślenia z nią związane do tego wszystkiego doprowadziły.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lea
Naukowiec | Uczennica | Prostytutka
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Wrz 16, 2013 6:05 pm

Zabijało się dla celów. Złem walczyło się o dobro. W tym świecie nie było żadnego innego rozwiązania. Lea to rozumiała, choć z takim poczynaniem sama nie chciała mieć nic wspólnego. Mogła wspomagać. Z tyłu. Lecząc, wytężając myśli nad wynalazkami, przeprowadzając operacje zmiany rasy, na które przecież tyle się napatrzyła w dzieciństwie. Jeżeli działać tylko dobrem, nigdy się niczego nie osiągnie. Marvel to rozumiała aż nadto.
Obserwowała go w milczeniu, kiedy rozpoczął swój monolog wychowawczy. Oho. Znalazł się ktoś opiekuńczy, troskliwy. Ktoś kto w ogóle jej nie rozumiał. To nic nowego, wszyscy byli tacy. Marvel nie widziała nic złego ani w tym, że urywała się z lekcji, ani w tym że paliła. Szkodziła jedynie sobie, a to przecież był jej wybór. Skoro wszystko wokół niej tak usilnie chciało jej zaszkodzić, czemu ona sama sobie nie mogła?
-  Hej, przecież nie maluję graffiti na murach. I nie kradnę taksówek. Nic w sumie nie kradnę. Po prostu nie poszłam na lekcje. Powiedz, że Tobie się nie zdarzało
GWARDIA. Aha! Marvel aż musiała się uśmiechnąć, nawet trochę roześmiać na samo brzmienie tego słowa. Gwardia w tej chwili miała jej o wiele więcej do zarzucenia niż to, że paliła. Chciała, bardzo teraz chciała pokazać, jak bardzo miała gdzieś to, co myśli o niej Gwardia. Jak bardzo fakt palenia jest niczym. Ale przecież nie mogła powiedzieć, że dopiero co wczoraj poniekąd spowodowała śmierć czwórki gwardzistów, stawiła im opór i uciekła. Z pomocą, ale jednak dobrowolnie!
-  Haha! Gwardzistom jakoś nie przeszkadza, że mam szesnaście lat i palę, jak przychodzą do burdelu
Ups! Chyba jej się wyrwało, zanim ugryzła się w język. Cholera jasna! Traciła panowanie nad sobą. Była zbyt nerwowa, zbyt niespokojna, choć cały czas starała się być jak najbardziej pogodna, wesoła i beztroska. Rozchwiana. Popełniała błędy. Ale nie mogła tego odpukać.
Tym trudniej jej było przejść do ważniejszej części rozmowy. Teraz już była cholernie zawstydzona tym wszystkim, chciała się zapaść pod ziemię i wpatrywała się w swoje buty jakoś tak bardziej zaciekle, niż do tej pory. Splotła palce swoich dłoni przed sobą...
-  ...Chciałabym....- jak ona to teraz wydusi?
Do tej pory, sama traktowała swoje "znajdę ojca" jako głupie myśli bez pokrycia. A tutaj postanowiła zadziałać. Postanowiła zrobić coś w kierunku tego, na czym cholernie jej zależało. Nie potrafiła robić czegoś, jeśli tak bardzo jej zależało. Bała się, że spieprzy. Tak mocno się bała!
-  ...Chciałabym dowiedzieć się kim jest mój... mój ojciec- zmusiła się do spojrzenia w twarz Gwardzisty
Niechętnie, powoli uniosła głowę, lekko tylko, tak że musiała patrzeć zdecydowanie w górę.
-  Czy żyje... i gdzie jest.
WYDUSIŁA TO Z SIEBIE! Teraz już niczego nie mogła cofnąć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akaru
Nauczyciel | Detektyw
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 62
Dołączył/a : 30/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Wrz 16, 2013 6:36 pm

Nie malowała graffiti. Nie kradła taksówek. Tutaj miała rację. Ale uciekała ze szkoły, uciekała od obowiązków. Łamała prawo zarówno robiąc to, jak i paląc papierosy. "Na złość mamie odmrożę sobie uszy". Czy zrozumie? Niektórzy chcieli dla niej dobrze. Ona to odrzucała nie rozumiejąc.
- Nie. Nie zdarzyło mi się - uśmiechnął się do Lei szczerze. Mimo, że mu się nie zdarzyło, to wciąż wiedział, do czego są skłonne dzieci. No, nawet nie dzieci. Dziewczyna nie była dużo starsza od niego. Przynajmniej wyglądem. Akaru na razie jeszcze starzał się tak szybko, jak inni, więc na Ziemi był tyle, na ile wyglądał. A możliwe, że nawet troszkę mniej. Wspomnienia, kiedy był tylko kulą płonącej plazmą materii były mu bliższe, niż te sprzed 20 lat.
- Co? Bur-... Czekaj, jesteś prostytutką?! - Zrzekł zaskoczony. Tego akurat się nie spodziewał. A na pewno nie była to dla niego taka błaha, pomijalna sprawa... Trudno będzie mu to zapomnieć. Zastanawiał się, czy powinien teraz zaaresztować dziewczynę - w końcu prostytucja była nielegalna. A może powinien w drugą stronę - zasadzić się na Gwardzistów łamiących prawo, którego sami mieli pilnować? Wiedział jednak, niestety, jak by to zostało przyjęte. Ech, co za świat, co za życie, co za kraj!
Tym gorzej, że dziewczyna była ładna. Odwrócił głowę i nie skomentował tego dalej. Stał tak chwilę, w ciszy. Po chwili dziewczyna znów zaczęła coś dukać, próbować powiedzieć. W ciszy znów słuchał, tym razem jej prośby, życzenia. Gdy skończyła mówić, odczekał chwilę bez reakcji.
- ...Ojciec? Chcesz wiedzieć, kto jest twoim ojcem? Cóż... Ech, nie powinienem spełniać życzeń za darmo... - miał oczywiście na myśli jakąś przysługę, ale Lea o tym niekoniecznie musiała wiedzieć. A zabrzmiało, jakby oczekiwał zapłaty. Tylko jakiej? - Dobra. Tylko powiedz mi proszę potem, kim jest twój ojciec, jeśli Ci to tylko nie będzie przeszkadzało.
Skupił się. Spełnienie tego życzenia nie było raczej trudne. Po chwili skończył wysiłek umysłowy i patrzył na twarz dziewczyny, która (och... To wyglądało ślicznie) patrzyła na niego od dołu, pochylając głowę. Chciał zobaczyć, jaką reakcję dziewczę będzie miało.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Park   

Powrót do góry Go down
 
Park
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park
» Park Tiergarten

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Daingean :: Osiedle Mattel-
Skocz do: