IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Park

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Florence
Skoczek | Właścicielka Valhalli | Psycholog szkolny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 445
Dołączył/a : 06/01/2013

PisanieTemat: Park   Sro Lip 17, 2013 6:02 pm

Niewielki park ogrodzony drewnianym płotkiem. Ścieżki wyłożone są płaskimi kamieniami, ciągną się po całym parku, tworząc nieskomplikowany wzór przecinających się dróżek. Od czasu do czasu przechadza się po nim patrol Gwardii, sprawdzający, czy przypadkiem ktoś nie pije gdzieś w za drzewkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://daingean.forumpolish.com
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Nie Lip 28, 2013 8:40 pm

- Cholera... -Syknęłam wściekła pod nosem. Najwidoczniej nie były potrzebne ani buty na obcasie, ani jakoś specjalnie nierówna nawierzchnia, bym potykała się o własne nogi. Pomyślałby ktoś, że mając tyle lat powinnam była przynajmniej nauczyć się prawidłowo chodzić... Są w ogóle ludzie z niezwykłą umiejętnością poruszania nogami na chodniku?
Jeszcze trochę i będę musiała biec, aby się nie spóźnić. Nawet w tak lekkim i codziennym stroju miałam wrażenie, że coś tak.. przyziemnego jak trucht nie powinno się mnie tyczyć. Ostatnio czułam się stara, wyrafinowana i ogólnie zbyt wyniosła, by robić tego typu rzeczy. A kiedyś taką radością napawało mnie skakanie po dachach budynków! Stare, dobre czasy... Ugh! Nie powinnam tyle myśleć. Naprawdę się spóźnię, albo i tym razem rzeczywiście upadnę, jeśli będę tak szybko zatracać się we wspomnieniach. Przeczesałam zniecierpliwionym gestem włosy, drugą dłonią grzebiąc w torebce. Spojrzałam na telefon. Tak, jak sądziłam, miałam jeszcze kilka minut.
Minęło trochę czasu, odkąd widziałam się z nim ostatnio. W przeciwieństwie do mnie i mojego wleczenia się, on zazwyczaj był na czas. Tym bardziej powinnam przyspieszyć, jednak zdawało mi się, że moja godność uparcie walczy z poczuciem czasu w mojej głowie. A, nie! To tylko Francesca znów wykłócała się ze Stevem. Nie wiem, czy bardziej powinnam żałować młodej gosposi domowej, czy prawie 40-letniego, niedoszłego złodzieja, który teraz był skazany na wieczność na jej przytyki. Ta kobieta naprawdę potrafiła dać w kość!
Hmm... Czy to nie tutaj? Rozejrzałam się w okół. Tak, to zdecydowanie jest rozłożyste drzewo nad zacienioną, osamotnioną ławeczką. Bardzo osamotnioną. Pomimo wieczornej pory, wszędzie natykałam się na ludzi i nie-ludzi. Teraz w zasięgu wzroku nie było nikogo.
NIKOGO.
Stałam lekko przestraszona, ściskając telefon w dłoni. Zostały się zaledwie chwile do naszego spotkania. Czyżbym się pomyliła?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reibi
Najemnik
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 52
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Nie Lip 28, 2013 9:06 pm

Ciemność spowiła cały teren naszego spotkania, co nieco utrudnia sprawę. Wiadomym faktem jest że będąc w oświetlonym miejscu z wieloma świadkami ludziom takim jak ten zleceniodawca nie będzie się chciało sprzątnąć doręczyciela takiego jak ja. W sumie doręczyciel... nie lubię tego określenia. Chyba bardziej jestem kimś w rodzaju chłopca na posyłki, choć niektóre posyłki bywają niezwykle zabójcze. Dobrze że nie dla mnie. No ale dosyć tego rozmyślania, jest już pół godziny przed zaplanowaną godziną naszego spotkania, pora nieco się rozejrzeć za czymś podejrzanym.
Chłopak zaczął przechadzać się jak gdyby nigdy nic po parku, udając rozmowę przez telefon. Oczywiście cały czas miał oczy szeroko otwarte, niepozornie obserwując wszystko co się dzieje w parku.
Na wschodniej części parku jedna starsza osoba siedząca na ławce, zagrożenie raczej znikome, choć trzeba brać ją pod uwagę. Z tego co widziałem karmi ptaki w płaszczu. Pod nim może być ukryta broń. Zachodnia oraz północna strona czyste aż do samej ulicy. Najniekorzystniejsza jest południowa strona, jacyś zakochani urządzili sobie tam przedstawienie. Mają na smyczy psa, dosyć duży i może być groźni. Obiekty nie są raczej uzbrojone, choć pozory mogą mylić. Ogólnie rzecz biorąc najbliższe wsparcie klient może otrzymać w ciągu 50-60 sekund, bo tyle zajmie kochanką dobiegnięcie do miejsca spotkania. W tym czasie będzie już martwy, więc nie ma się czym przejmować.
Badanie całej okolicy zajęło troszkę czasu, zresztą jak zwykle choć... w tym przypadki nie zachowywał nadzwyczajnej ostrożności. W sumie dużo razy już współpracował z "Vivi" i nigdy nie miał z nią większych problemów. Jej zlecenia dotyczyły informacji, niczego więcej, choć pozyskiwanie ich nie było takie łatwe. Nad tym zleceniem pracował parę ładnych tygodni, ale chyba opłaciło się bo sumka jaką za to zgarnie też jest niezłą. Ci z gwardii, czy też sorciere zawsze dobrze płacą, a to co robią z tymi wiadomościami to już nie sprawa Rei'a.
Jest, tak to chyba ona. Jak zwykle niezdarna z tego co widzę. Chyba nikt nie zwraca na nią szczególnej uwagi, więc znowu przyszła sama, tak jak się umówiliśmy. Dobra pora złożyć jej wizytę.
Chłopak szybko, a zarazem cicho znalazł się koło dziewczyny. Zaszedł ją od tyłu, jednym ruchem ręki przysuwając ją do siebie. Dłonią objął jej talię, lekko po niej przelatując palcami chcąc sprawdzić czy nie jest na podsłuchu.
Udajemy zakochanych
Szepną jej na ucho, po czym lekko je przegryzł dla niepoznaki. Po chwili takiego miziania się obrócił ją w swoją stronę, lekko się uśmiechając. Znowu w jego policzkach pojawiły się te dołeczki co zawsze...
Masz pieniądze?
Szepną z miłym wyrazem na twarzy, tak żeby z daleka wyglądało to na wyznanie uczucia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Nie Lip 28, 2013 9:31 pm

Zacisnęłam zęby, mając ochotę krzyknąć. Z zaskoczenia aż podskoczyłam. Ktoś się dowiedział o mojej pozycji? Chce mnie obrabować? Zabić?! O boże, o boże, mam zamordować w parku czy błagać o pomoc?! Czy on mnie ZGWAŁCI?! Nie... Chwila... Znajomy zapach...
Przeszły mi po plecach lekkie dreszcze, gdy przesunął palcami po mym ciele. Przymknęłam delikatnie oczy, choć wciąż byłam w stanie gotowości. Gdyby czegoś próbował, mogę spróbować go obezwładnić, wyrwać się, nawet użyć na nim pieczątki, gdy mi się to uda... W tych czasach nie można ufać prawie nikomu. A już na pewno nie najemnikowi. Nie, żebym kiedykolwiek miała jakieś utarczki z Rei'em. Nasze kontakty były po prostu czystym biznesem, żadną przyjaźnią ani nic. Poza tym, sam jego zawód był powodem do zachowania dystansu między nami. Wystarczyło takiemu zapłacić tę odrobinę więcej, by twój kompan próbował cię zabić.
- Tylko udajemy...? -Spytałam, udając zawiedzioną. Spojrzałam smutno w jego złote oczy, przysuwając się bliżej niego. Przesunęłam palcami wzdłuż jego szyi... żył na niej... Jego tętno odbijało się cichym echem w mojej głowie, gdy delikatnie pocałowałam go poniżej jego ust, ledwie muskając dolną wargę mężczyzny.
- Mrr... Są bezpieczne na moim koncie i chętne do przeprowadzki, o ile dowiedziałeś się czegoś ciekawego. Masz coś takiego? -Wyszeptałam w jego miękkie wargi, spoglądając kuszącym wzrokiem i uśmiechając się zalotnie. Moje ręce badały dokładnie mięśnie jego ramion. Było co analizować...
Nie, żebym się zapomniała. Tak dyskretnie, jak tylko było możliwe, wyglądałam przez jego ramię czegokolwiek niepokojącego, ale także uważnie przyglądałam się samemu Reibiemu. Nie chciałam dać się zaskoczyć zdradą. Niespecjalnie chciało mi się jeszcze umierać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reibi
Najemnik
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 52
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lip 29, 2013 7:13 am

Zdobyłem wszystko to o co prosiłaś, choć to nie było takie łatwe.
Rei powolnym ruchem sięgną pod płaszcz w taki sposób, by nie sprowokować dziewczyny do jakiś głupich zagrywek. Takim spotkaniom zawsze towarzyszy brak zaufania i nerwy, które czasami mogą prowadzić do niepotrzebnej strzelaniny. No i oczywiście Vivi była jedną z lepszych klientek bohatera, więc utrata jej wpłynęła by dosyć negatywnie na jego dotychczasowe zarobki. Podczas wręczania przesyłki rozglądną się nieco po otoczeniu, dostrzegając zbliżający się patrol gwardii.
Kurwa, co oni tu robią? Podczas sprawdzania terenu nie widziałem żadnych ludzi z gwardii. Spokojnie Rei nie trzeba panikować, pewnie to rutynowa kontrola parku, choć zobaczenie mnie w towarzystwie Vivi może być problematyczne do wyjaśniania a ja nie mam na to czasu. Co więcej ci z gwardii zawsze czegoś chcą, a odmówić im jest dosyć ciężko.
Chłopak szybko spojrzał w oczy dziewczyny, która też już chyba zdawała sobie sprawę z towarzystwa. Co więcej obserwował jej reakcje na tą sytuacje w taki sposób, by ocenić czy żołnierze przyszli z nią, czy też jest to czysty przypadek.
Jej oczy otworzyły się nieco szerzej, do tego tętno bicia jej serca nieco przyspieszyło. Uścisk jakim mnie darzyła także przybrał na sile, więc mogę wnioskować że te łepki to nie są jej przyjaciele. Założenie dotyczące rutynowego patrolu będzie chyba najbardziej logicznym wyjściem, więc teraz muszę jakoś zakryć swoją twarz... no i oczywiście chronić klienta. Jeśli poznają Vivi ona sypnie i będę skończony. Myśl Rei myśl... zakochani!
W ułamku sekundy w głowie chłopaka pojawił się obraz zakochanych siedzących niedaleko ich miejsca spotkania. Widział ich podczas sprawdzania okolicy, lecz ich twarze były zakryte z powodu pocałunku. Nie myśląc ani chwili dłużej złapał za dziewczynę w tali, szybko przyciągając ją do swojego ciała. Upuścił kopertę by objąć ją obiema rękoma, aby nie wzbudzać podejrzeń straży, zanim jednak doleciała ona na ziemie jego zwinny ogon przechwycił ją w locie, chowając pod płaszcz. Będąc blisko tymczasowej kochanki, jego usta szybko przywarły do jej warg, nieco je rozchylając. Początkowo napotkał lekki opór, ale zadbał o to by dziewczyna nie protestowała. Lekki ruch jego głowy spowodował wejście języka w jej usta, który momentalnie zaczął ocierać się o jej mokry i ciepły języczek. W sumie nigdy nie myślał o pocałunku z Vivi, choć przyjemność z niego płynąca była dosyć mocno tłumiona przez myśli o gwardii patrolującej teren. Słysząc kroki za plecami przyspieszył swoje ruchy głowy, wydychając gorące fale powietrza przez noc. Szybkim ruchem oparł kochankę o pień drzewa, przypierając ją swoim gorącym ciałem. Kroki stawały się coraz cichsze, aż wreszcie zniknęły na dobre co oznaczało koniec niebezpieczeństwa. Odsuną od niej lekko swoją głowę, ciągnąc przeźroczystą nitkę cieczy łączącą ich języki. Jego wzrok od razu powędrował z jedną ze stron, spoglądając na oddalających się ludzi w mundurach.
Było blisko, a raczej zbyt blisko. Dlaczego nie widziałem ich wcześniej? Czyżby gwardia opierdalała się na służbie? W sumie to nic nowego, oni zawsze szukali sposobu by się nie narobić a zarobić. Pewnie robią sobie jedną rundkę dokoła po czym idą chlać do nieprzytomności. Banda idiotów w mundurach...
Spojrzenie chłopaka wróciło na twarz klienta, bacznie obserwując jej reakcje na zaistniałą sytuacje. Jego dłonie już nie dotykały jej ciała, choć ona nadal opierała się o pień drzewa.
Wracając do informacji, wszystko co udało mi się dowiedzieć na temat tego gościa jest zawarte w tej kopercie. Parę zdjęć, jego imię, nazwisko i ksywka. Harmonogram zajęć oraz spisane miejsca w których najczęściej bywa. Nie wiem kto to jest, ale chyba to tylko nic nieznacząca płotka. Nie mam pojęcia po co wam te informacje i chyba nie muszę tego wiedzieć. Numer konta jest taki jak zawsze, kopertę wręczę ci po ujrzeniu rejestru z banku świadczącego o udanej transakcji, tak jak się umawialiśmy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lip 29, 2013 9:55 am

Moje spojrzenie podążyła za wzrokiem Reibiego. Hm, nigdy nie znałam zbyt dobrze nikogo z rasy Venorian, ale przebywając z Rei'em miałam wrażenie, że słuch mają lepszy niż wampiry. Albo to mój kompan miał paranoję wyostrzającą mu zmysły. W sumie jego ostrożność zazwyczaj była słuszna, więc nie mogłam mu jej wypomnieć. A to, co spostrzegł tym razem, mnie samą zaniepokoił. Gwardia, no jasne. Kto inny mógłby się kręcić w tej części parku o takiej porze dnia? Poza mordercami, gwałcicielami, złodziejami albo pijakami, znaczy się...
Powoli przesunęłam oczy z przechodzących ludzi na najemnika. Wyjaśnił się ten badawczy wzrok, jaki mi zaoferował. Najwidoczniej podejrzewał, że ja ściągnęłam wojskowych, by go pojmać. Jakbym miała mieć jakikolwiek pożytek z jego obecności w więzieniu, czy na stole operacyjnym w laboratorium. Zawsze mogę powiedzieć, że to mój znajomy. Gorzej, jeśli jest za coś poszukiwany, a to całkiem możliwe, skoro pracuje w tak niebezpiecznym zawodzie. No i co z kopertą? Nie mam pojęcia, czy jest tam jakiegokolwiek oznaczenie, do kogo ma ona należeć. I co w niej tym razem tak naprawdę jest. Jak dużo informacji? Jakie to są informacje? Może tym razem znalazł coś bardziej jednoznacznego, przez co obydwoje możemy pójść za kratki? Wątpię, aby Gwardziści mieli zamiar obszukiwać wszystkie przypadkowo napotkane osoby, ale jeśli Rei się w coś plątał, słodka śpiewka o naszej kwitnącej znajomości pociągnie mnie za nim do odpowiedzialności. Stłumiłam zdenerwowane westchnienie, skupiając się na wpatrywaniu się w jak najbardziej uwodzicielski sposób w złote oczęta Rei'a.
Ale nie spodziewałam się, że było to aż tak kuszące spojrzenie! Otworzyłam szeroko ślepia, zamierając w jego ramionach, które silnym gestem oplatały moje ciało. Musiałabym się zacząć szarpać, żeby je zrzucić ze mnie, a żołnierze na pewno zwróciliby na to uwagę. Mimowolnie zastanowiłam się, czy najemnik nie wykorzystał sytuacji...
Uspokoiłam się w ułamku sekundy, przywierając moim ciałem do mężczyzny. Rozchyliłam usta, oddając pocałunek i starając się zepchnąć na drugi tor myślenie o wykonaniu następnych paru kroków za dużo. Położyłam palce na jego twarzy, podtrzymując go za szczękę. Opuszkami palców sunęłam po jego policzkach, skroniach, wsuwałam je w powolnym, leniwym i zmysłowym tempie w jego włosy. Lata, a raczej dziesiątki lat doświadczenia, nauczyły mnie jak skupić się na odgrywaniu bezgranicznej miłości i obserwowaniu terenu z zamkniętymi oczami. Czyli dyskretnym nadstawianiu uszu i węszeniu. Wyczuwałam kroki nieopodal nas, sunące się dalej naprzód...
Na chwilę zabrakło mi powietrza w płucach i poczułam się jak w potrzasku. Moją jedyną drogę ucieczki zagrodziło drzewo, do którego teraz przylegały moje plecy. Głupia pierwsza myśl, w trakcie tak płomiennego pocałunku, jakim obdarzył mnie Rei... Wsunęłam ręce pod jego ramiona, dłońmi gniotąc koszulę na jego plecach i schodząc niżej... i niżej... Uśmiechnęłam się mimowolnie, całując go coraz namiętniej. Mój język masował jego śliski mięsień, podniebienie i dziąsła energicznymi, ale czułymi ruchami.

Lekko rumieniłam się i dyszałam cicho, patrząc na odchodzących gwardzistów wraz z Rei'em. Byłoby ciekawie, gdybym kogoś z tamtych rzeczywiście znała. Pani Arkanistka, w parku, z ręką na pośladku jakiegoś młodego faceta... Ech, nieważne. Spojrzałam na najemnika, który znów zaczął gadać o interesach, ot tak, po prostu. Zrobiłam głęboki wdech, po którym oddychałam już zupełnie normalnie. Nawet czerwień zniknęła mi z twarzy. Takie sztuczki tylko w...! A, na czym my to?
- Owszem, wiedzieć nie musisz. Nie za to ci płacę, żebyś to ty był doinformowany, prawda? -Spytałam profesjonalnym, spokojnym tonem, sięgając do torebki i wyjmując z niej mały, płaski jak 16-kartkowy zeszyt z powyrywanymi kartkami telefon. Dotykowy. Zręcznie obsłużyłam go tylko jedną łapką, drugą cały czas trzymając na kształtnym tyłku Reibiego.
- Wysłane. Tyle, ile się umawialiśmy. Co do grosza. A teraz poproszę kopertę i możemy omówić następne zlecenie. Chyba, że jesteś zajęty. -Kontynuowałam, pokazując mu przy okazji ekran mojego telefonu, na którym widniał rząd ładnych, czarnych literek i informacja, gdzie znalazły teraz swój dom.
- Możesz sprawdzić czy doszło... -Nachyliłam się do jego ucha.- ...Panie Paranoja.
Mój szept był cichy i niezwykle seksowny, spotęgowany mocniejszym chwytem za jego pośladek. Z zadowolonym uśmiechem wyminęłam mężczyznę. Drzewo nie było tak wygodne, jak można by pomyśleć. Dlatego z ulgą usiadłam na ławce, przy okazji prostując plecy i zakładając nogę na nogę. Posłałam wyczekujące, ale nie nachalne spojrzenie Reibiemu, by usiadł obok mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reibi
Najemnik
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 52
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lip 29, 2013 10:52 am


Z kieszeni chłopaka rozległ się cichy dźwięk obijania się telefonu o ścianki. W sumie to nic nienormalnego że Rei nie ma ustawionego dzwonka tylko wibracje, co czasami nawet ratuje mu życie. Szybkim ruchem lewej ręki wyciągną swoją zabawkę, spoglądając od niechcenia na jej ekran. Szybkie kliknięcia w monitor telefonu i konto na które wpłynęły pieniądze zniknęło. Cała zapłata została rozdzielna na mniejsze kwoty i porozsyłana na inne konta tak, by zatrzeć jakiekolwiek ślady po sobie. To raczej rutynowe zabiegi, aczkolwiek w tym fachu bardzo ważnym jest zacierać po sobie wszystkie ślady. Ta cała operacja zajęła nieco czasu, choć Vivi nie wyglądała na zbyt zniecierpliwioną. W sumie kto ją tam wie, ona zawsze w oczach Reibiego była jakaś... dziwna. No ale dużo płaciła więc nie ma o czym gadać.
Wszystko się zgadza, dziękuję za współpracę.
Wyszeptał obojętnym tonem niczym robot po czym do rąk pracodawcy wręczył kopertę ze zdjęciami oraz informacjami na temat zleconego obiektu. Pozyskiwał je prawie całe 3 tygodnie, co było dosyć męczące i nudne. Oczywiście kopie tych dokumentów posiada na dysku w swoim domu w celach zabezpieczenia się, ale to raczej normalne. Czasami zdarzają się zlecenia po których to on jest na celowniku, a blef o kopi jakiś akt które będą wysłane do Gwardii lub Rebelii w razie jego śmierci jest bardzo skuteczną bronią.
Mam nadzieje że wszystko czego oczekiwałaś będzie zawarte w raportach. Jak już wspominałem nie wydaje mi się on jakiś szczególnie ważny dla rebelii, a sam nie pamiętam jego twarzy z czasów pobytu w ich szeregach, co oznacza że być może został zwerbowany niedawno. Oczywiście sprawdziłem jego akta i okazało się że ma legalne przepustki do każdej strefy miast, nawet tej z której pochodzisz. Jedną z nich udało mi się zdobyć i po wstępnej analizie okazało się że to podróbka. Na pierwszy rzut oka wydaje się prawdziwa i nawet maszyny nie potrafią jej odróżnić, choć do jej produkcji zostały użyte inne pierwiastki dzięki czemu zwykłe testy chemiczne na tym materiale odkryją oszusta. Jednak nie wiem ile razu użył już takich przepustek żeby się poruszać po różnych stafach. Mogę jednak zapewnić że ubiegłe tygodnie były dla niego dosyć spokojne. Widać Rebelia planuje coś dużego skoro jej członkowie nie biorą udziału w żadnych akcjach, ale to są tylko moje przypuszczenia.
Dłonie chłopaka ponownie powędrowały pod materiał jego płaszcza, dzięki czemu po chwili w jego rękach ukazał się papieros. Szybkim ruchem wzniecił ogień w zapalniczce, odpalając go i wkładając do ust. Nie trzeba było długo czekać na efekty tego zabiegu, ponieważ woku jego głowy pojawił się tymczasowy szary dym.
Nic się nie dzieje woku nas, a gwardia zniknęła. Chyba na razie jesteśmy bezpieczni choć nie mogę się niczego spodziewać. Ciekawe czemu patrol był o tak późnej porze, może brakuje im ludzi? W sumie nic mi o tym nie wiadomo, a gwardzistów widzę dosyć często w pobliskich barach czy knajpach. Ciekawe czy jeden z wymogów na tą pozycje to bardzo wytrzymała wątroba. W sumie nawet bym się nie zdziwił. No ale przecież rebelianci nie są lepsi, ci to dopiero potrafili wypić. Nawet dowództwo lubowało się w trunkach różnego gatunku. To ciekawe że w tych czasach największe żniwa zbierają bary handlujące dobrym alkoholem. Nie wiem co oni właściwie w tym widzą, jak dla mnie jest to zbyt gorzkie. Wolę sobie zapalić, przynajmniej smak mi podchodzi.
Z ust chłopaka wydobyła się kolejna szarawa chmura, która po chwili zniknęła jak wszystkie poprzednie. Po kolejnym rozglądnięciu się po okolicy Rei spojrzał w na Vivi, która chyba nie była zbyt zachwycona jego paleniem. Dobre maniery nakazywały by wyrzucić papierosa w takim momencie, ale Rei nie lubił być dobrze wychowany ani marnować dobrego papierosa. To go odpręża w trakcie negocjacji, a zachowanie spokoju podczas takich misji to chyba pierwszorzędne zadanie.
Czego ma dotyczyć moje kolejne zadanie? Znowu jakieś informacje czy tym razem może coś wymagającego bardziej radykalnych środków?
Spojrzenie skierowane było w stronę jednego z wyjść, dzięki czemu mógł obserwować czy nikt się nie zbliża. Na ziemię spadła ostatnia pupka popiołu z papierosa, po czym sam pet został rzucony pod nogi chłopka. Szybki ruch buta przydeptał resztkę tak, by nie dymiła podczas rozmowy. Wiatr lekko przyspieszył przez co chłód dawał się we znaki.
Ciekawe że każde spotkanie z Vi organizowane jest po zmroku, może to ma coś wspólnego z jej pochodzeniem? Nie spotkałem się jeszcze z przedstawicielem takiej rasy, choć może to być jakaś hybryda. Do tego jeszcze ta niezdarność i szybkość zmiany uczuć. Ciekawa z niej osoba, choć w sumie nie chce wiedzieć czemu zajmuje tak wysokie stanowisko w sorcierach. Ważne że płaci duże pieniądze za informacje, do których mam łatwy dostęp. Nie chce wiedzieć po co jej te informacje, bo taka wiedza może być niebezpieczna. Jak dla mnie Rebelia i Gwardia mogą się pozabijać nawzajem, nie mam nic przeciwko byle by mnie wynajmowali. Ta cicha wojna przynosi całkiem niezły dobytek, choć pewnie kiedyś przez to zginę. Chciałbym przynajmniej wiedzieć za co oddam swe życie... choć pewnie i tak nikt po mnie nie zapłacze.
Na twarzy chłopaka pojawił się lekki uśmiech, po czym zaczął kierować się on w stronę ławki, wkładając swoje ręce w kieszeń. Temperatura spadła dosyć drastycznie, przez co jego powietrze zaczęło być bardzo widoczne. Mimo wszystko płaszcz dosyć dobrze ogrzewał jego ciało.
No więc? Jakieś szczegóły?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lip 29, 2013 11:47 am

Korciło, żeby otworzyć tę kopertę i wyciągnąć wszystko po kolei. Och, jak korciło! Ale wyjmowanie wszystkich tych tajnych-przez-poufnych informacji w publicznym parku to fatalny pomysł. Gwardia mogła się zawrócić. Albo jakiś przechodzień, jak to robią przechodnie, przejść obok i wścibsko zerknąć w cudze zdjęcia. A potem wyrok za spiskowanie... Nie, do tego mnie nie kusiło akurat. Dlatego delikatnie otworzyłam kopertę u góry, wysunęłam ledwie rąbki dokumentów, by sprawdzić, czy jakieś tam w ogóle są, po czym zaraz zamknęłam paczuszkę. Przepustki brzmiały ciekawie. Coś, za co można by było choć jednego Rebelianta wsadzić za kratki, więc chociaż to mogłam zgłosić. Zawsze było o tego buntownika mniej.
Jeżeli chodzi o mojego wspólnika, to Rei zawsze wywiązywał się z umów, w końcu chciał zarobić. Niby nie miałam podstaw do sądzenia, że mógłby mnie naciągnąć... Ale przezorny zawsze ubezpieczony.
Wsunęłam mój nowy nabytek łagodnym, powolnym ruchem do torebki. W tym właśnie momencie do moich nozdrzy dotarł ten.. smród. Inaczej się tego nazwać nie dało. Lekko zmarszczyłam nos, patrząc krytycznie na szluga w dłoni najemnika. Jak ja nie znosiłam palenia! Rak płuc mi nie groził, ale mimo wszystko... ta woń odbierała mi chęć oddychania. Drapało mnie od niej gardle, co raczej nie było przyjemnym uczuciem. Zaczęłam wentylować się przez usta. Obrzydlistwo. Dobrze, że zapalił zanim dobrał mi się do warg. Inaczej mógłby liczyć na siarczysty policzek. Skarciłam się w myślach za taką wybredność, zwyczajnie skupiając wzrok na jakimkolwiek innym punkcie w zasięgu mojego wzroku, byleby nie na papierosa ani na siwy dym. Padło na szyję Rei'a. Jego tętnica wciąż wyglądała smakowicie, pomimo tego, że psuł sobie krew używkami.
- Informacje. Jak zwykle. -Odpowiedziałam beznamiętnym tonem, trzymając telefon w dłoni. Palcem otwierałam kolejne foldery. Zdjęcia. Ludzie. Obcy. Gdy mężczyzna usiadł obok mnie, podetknęłam mu komórkę pod nos.
- Tym razem coś konkretniejszego. Chcę, żebyś dowiedział się czegoś o niej. Mieszka w mojej okolicy i wydaje mi się podejrzana. Na pewno wiem, że nie pracuje z nami. A na moim osiedlu raczej nie ma bezrobotnych. -Wyjaśniałam, stukając paznokciem o amatorską fotografię, na której mimo wszystko wyraźnie było widać atrakcyjną, młodą kobietę o płomiennych włosach.
- Standardowy pakiet. Imię, nazwisko, rasa, wiek... Przydałby się też zawód. Odwiedzane miejsca, znajomi... I wszystkie ciekawostki, które z niej wyciągniesz. No, chyba, że ją znałeś. -Zabrałam telefon. Sama zaczęłam uważnie się przypatrywać zdjęciu. Nie wiem, co mnie w niej niepokoiło. Pewnie sama miałam paranoję. Moja współpraca z Reibim zaczęła się jakiś czas po moim awansie na Arkanistę. Podejrzewałam o spisek wszystkich możliwych sąsiadów. Nawet staruszkę z obsesją na punkcie zwierząt. Swoją drogą, czy 9 kanarków, 2 papugi, 6 kotów, 4 psy i gekon to nie przesada? Skąd ona ma taką emeryturkę, żeby je wszystkie wykarmić?!
Wyciągnęłam białą kopertę, podstemplowaną moim kręgiem i wręczyłam ją Reibiemu. Papier był taki staromodny! Ale uważaliśmy obydwoje, że łatwiej będzie spalić dokument raz na zawsze, niż bawić się z komputerami w chowanego.
- Tutaj masz jej adres i wydrukowane zdjęcie. -Wyjaśniłam. Ostatnio rzadko dawałam mu konkrety, raczej zlecenia typu "Znajdź kogoś z rebelii" lub "Ostatnio jakiś dziwny facet przeszedł koło mojego domu!". I to ja twierdziłam, że on ma paranoję...
- I jeśli dowiedziałbyś się przy okazji czegoś o tych "Dużych planach Rebelii", byłabym wdzięczna. I dopłaciłabym sporą sumkę, naturalnie. Ostatnio raczej nie rozrabiali szczególnie... Choć wątpię, żeby coś szykowali, skoro ich ludzie łażą po barach cały czas. Tak czy siak, liczę, że mnie nie zawiedziesz. -Powiedziałam poważnym tonem, posyłając mu równie niezabawowe spojrzenie. Gdyby mieli szykować jakiś zamach, pewnie by zebrali wszystkich i knuli w swojej kryjówce, a nie nie robili kompletnie nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reibi
Najemnik
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 52
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lip 29, 2013 2:03 pm

Wiatr ponownie już przybrał na swej sile, oznajmiając to nieco mocniejszym podmuchem. No ale tak jak i poprzednio nie przyniósł on zbyt dużego efektu, dzięki czemu chłopakowi nadal chłód nie doskwierał. Jego pośladki na dobre usadowiły się na miejscu, co skutkowało oparciem się również jego pleców. Wyciągną on jedną rękę do Vi, chcąc otrzymać jej telefon, choć ta jednak podsunęła mu go pod nos. Lekko tylko zerkną na zdjęcie, które na pierwszy rzut oka nic mu nie mówiło. Nawet nie skojarzył faktów na tyle dobrze, by mógł rozpoznać nowy cel, choć postać wydała mu się jakaś znajoma.
Podejrzana sąsiadka z bagdadzkich? A to ci dopiero nowina... kiedy przestaniesz podejrzewać ludzi o wszystko co najgorsze na tym świecie? A zresztą, to twoja sprawa ja tylko wykonuje moją robotę.
Z lekkim uśmiechem oparł się ponownie na ławce, czekając na jakieś bardziej szczegółowe dane, jednocześnie wertując swoją pamięć. Coś nie dawało mu spokoju, ta dziewczyna wyglądała bardzo znajomo. Po chwili do jego rąk wpadły akta dotyczące jej zamieszkania, a co więcej było tam nieco bardziej wyraźne zdjęcie. W pierwszej chwili Rei zaniemówił, ale już po chwili się otrząsną starał się nie dawać nic po sobie poznać.
Flo? Niemożliwe... po tylu latach naprawdę tak bardzo się zmieniłaś? Nie wieże że naprawdę tak bardzo upadłaś na głowę żeby rezerwować mieszkanie w tamtej dzielnicy. W sumie to chyba nawet w twoim stylu co? Szalona jak zawsze...
Jego twarz nieco spoważniała, a oczy stały się bardziej obojętne. Dłoń sięgnęła do kieszeni płaszcza, wyciągając kolejnego papierosa. W tym momencie nic innego nie pomoże mu normalnie przeanalizować tą sytuacje. Szybkim ruchem odpalił pojedynczego papierosa, wkładając go do ust i zaciągając się głęboko. Po chwili szara smuga niemal zasłoniła mu twarz, po czym rozpłynęła się w powietrzu. Zapewne Vi nie była w niebo wzięta, ale teraz jakoś Rei nie zwracał na to zbyt dużej uwagi. Liczyło się to co ma zrobić w tej sytuacji.
Spokojnie podsumujmy fakty. Vi należy do sorcierów, a oni jakby nie patrzeć mają dużo wspólnego z gwardią. Gdy dobie się prawdy o Flo na pewno doniesie o tym na górze, co skończy się pojmaniem obiektu. Z drugiej strony miałem przecież zapomnieć o przeszłości i skupić się na sobie, Vi to moja najlepsza klientka a odmowa jej może mnie sporo kosztować. Okłamanie nie wchodzi w grę, za dobrze mnie zna żeby na to pójść. Więc co powinienem zrobić?
Chłopak siedział chwilę w ciszy tylko kończąc papierosa, tym samym rozmyślając o tym wszystkim. Z pozoru wydawał się niewzruszony, w sumie długo się tego uczył by stłumić w sobie emocje na zawołanie, choć w tym przypadku było to dosyć trudne. W końcu z Flou znali się kiedyś bardzo dobrze, a właściwie byli parą aż do tamtej misji. Rei nigdy nie wyjaśnił nikomu tego co tam zaszło, tym samym to co słyszała jego przeszła dziewczyna mogło mijać się z prawdą.
Osoba której szukasz nie jest płotką taką jak ten ostatni. Pamiętam ją z czasów kiedy byłem jeszcze w rebelii, choć nie mogę ci o niej powiedzieć wszystkiego teraz. Jeśli mam się podjąć tej roboty to muszę dostać 5 razy tyle co za poprzednie zlecenie. Do tego załatw mi pozwolenie na wstęp do Teiz bo inaczej nie dam rady się do niej zbliżyć. Wiem że masz takie wpływy, więc przedstaw mnie jako rodzinę czy kogo tam chcesz. Kolejny warunek to poufność. Puki nie skończę tego zadania nie mówisz o nim nikomu rozumiesz? Ta dziewczyna ma swoich ludzi wszędzie więc nie wiesz kto jest twoim przeciwnikiem.
Jego spojrzenie przez chwilę było skierowane na dziewczynę, po czym wbił je w zdjęcie dawnej kochanki. Bez chwili zawahania schował je do koperty, chowając całość pod płaszcz.
Powiem ci że wpakowałaś się w niezłe bagno moja droga...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lip 29, 2013 2:54 pm

Na początku nie zauważyłam niczego szczególnego, jednak gdy spojrzałam na Re'ia, zaniepokoiłam się. Jego twarz nie wyrażała emocji, jak zwykle z resztą... Ale był spięty. Nawet sposób, w jaki oddychał, wydawał mi się nerwowy i nie do końca naturalny. Zaczęłam się zbyt nachalnie przyglądać, więc szybko zwróciłam wzrok w innym kierunku. Na telefon. Co takiego było z tą dziewczyną, że tak spokojny jak dotąd człowiek, jak on, zachowywał się w ten sposób?
- Przecież parę razy miałam rację. I skoro mnie na to stać, to chcę sobie zapewnić ochronę. A ty tyle nie narzekaj, zawsze mogę nająć kogoś innego.- Zagroziłam urażona, unosząc dumnie głowę. Zamyśliłam się. Miałam rację z tym, że na zbyt wiele staruszek i uprzejmych gospodyń domowych go nasłałam... Ale nie pomyliłam się co do poprzedniego zlecenia! I kilka innych też przyniosły całkiem porządne rezultaty! No i chyba nie tak trudno znaleźć innego, dobrego najemnika w tych czasach!
Włosy przysłoniły mi oczy w pewnym momencie, gdy chłodny wiatr zaczął się z nimi bawić. Odgarnęłam je łagodnym gestem z twarzy. Nawet nie zauważyłam, że zrobiło się zimniej, choć siedziałam z krótkim rękawkiem i w krótkich spodenkach. Odkąd zostałam wampirzycą, stałam się nieco odporniejsza na kaprysy pogody. Mimo wszystko, ułożyłam ręce nieco bliżej ciała. Nieco odporniejsza. Nie całkiem.
Rei długo siedział cicho. Coś rzadko spotykanego w jego przypadku. Do tego siedział tak spokojnie. Jedynie podsuwał sobie dłoń ze szlugiem do ust co chwilę. Tak, z drugiego końca ławki, na którym się teraz znalazłam, też wszystko było widać. Całkiem dokładnie nawet. Jak dobrze, że wiatr zaczął wiać w drugą stronę, a nie wprost na mnie! Zaczynałam się niecierpliwić szybciej, niż bym chciała. Jego palenie zawsze mnie denerwowało. Do tego chciałam odpowiedzi już, teraz! Co on zobaczył w tej dziewczynie? Kto to? Jest aż tak strasznie niebezpieczna? Może mi coś zrobić? Zaczęłam stukać mimowolnie palcami o tył mojego telefonu, patrząc się gdzieś w przestrzeń. Myśli krążyły mi po głowie, gdy tłum dusz, jakie zebrałam przez całe moje życie, wrzeszczały ze strachu, szemrały panicznie między sobą... a parę głosów huczało, by cała reszta się uspokoiła, bo myśleć się nie da. Ha! No co ty nie powiesz, Will!
Odwróciłam szeroko otwarte oczy dopiero po tym, jak najemnik mówił coś do mnie już od jakiejś chwili.
-Zamknijcie się... -Warknęłam gniewnie pod nosem, na co wszystkie głosy zamilkły. No prawie. Biedna Julia wciąż piszczała ze strachu jeszcze przez sekundę, aż reszta wesołej ferajny uciszyła ją nieprzychylnymi sykami. W końcu zaczęłam słuchać mojego szpiega. Chyba nie zaczął mówić zbyt dawno temu, bo sens jego wypowiedzi wciąż był całkiem jasny. Musiałam zamknąć pewną część mojego umysłu. Martwi znów zaczęli histerycznie krzyczeć, dowiadując się tych nowości.
- Pięć razy więcej? Pięć?! Pieniądze, które teraz ci wypłacam, nie są małe! Przecież nie żądam, żebyś ją pojmał i sprowadził do mnie, związaną jedwabiem z wielką, różową kokardą na głowie! -Oburzyłam się, głośno szepcząc. Na tyle, by mnie usłyszał, jako że nie przesunęłam się z krawędzi ławki ani o centymetr bliżej do mężczyzny. Gdybym zaczęła krzyczeć tak, jak miałam na to ochotę, wszyscy z okolicy by się zlecieli, by pooglądać przedstawienie, więc musiałam zachować przynajmniej pozory.
- Nie ma mowy, Rei! Trzy razy więcej. Trzy! Z dopłatami za wszystko, dodatkowe, czego się dowiesz, w zależności od tego, jak ważne i trudne do zdobycia informacje to były. -Targowałam się stanowczym głosem, patrząc na niego karcącym spojrzeniem. Pięć razy więcej! Co on sobie wyobrażał?! I tak dostawał ode mnie kokosy ze złotej palmy!
- Jeżeli doznasz obrażeń w związku z tym zleceniem, to wtedy pogadamy o większej stawce. Nie będę ci tyle płaciła za napisanie mi na kartce, jak ta kobieta ma na imię i co lubi robić w wolnym czasie! Pooglądaj ją z daleka, może pogadaj... Nie wiem, co ty tam robisz. Ale to nie może być AŻ TAK niebezpieczne! -Burzyłam się dalej, nerwowo zaciskając palce na torebce. Wolałam nie trzymać w ten sposób spoczywającego bezpiecznie na kolanach telefonu. Rozgniotłabym go. A nie był to tani sprzęt. No i potrzebowałam komórki cały czas, nie miałam czasu ani ochoty chodzić po sklepach, by kupić sobie nowy.
- To nie tak, że nie doceniam tego, co robisz dla mnie. Ale grubo przesadzasz. Więc? Umowa stoi? Tak, czy nie? -Spytałam poważnym, lekko wyniosłym tonem, patrząc na niego już łagodniejszym wzrokiem. Wyprostowałam plecy, ale wciąż wbijałam ostro zakończone paznokcie w malutką, skórzaną torebkę. Jakby oderwanie rąk od niej miało się skończyć czyjąś śmiercią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reibi
Najemnik
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 52
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lip 29, 2013 3:50 pm

Rei wysłuchał wszystkiego co ma do powiedzenia jego zleceniodawca, po czym zaciągną się resztką swojego papierosa, po czym wyrzucił go na ziemię i ponownie jak poprzedniego przydeptał. Jego spojrzenie zdawało się lekko olewać to wszystko o czym powiedziała Vi, no bo niestety ale w kwestii jego usług rzadko kiedy się można było targować.
Posłuchaj mnie przez chwilę i sama może ocenisz jak wiele pieniędzy musisz mi dać bym się tego podjął. Według mnie ta kasa będzie wprost proporcjonalna do tego jak bardzo muszę ryzykować. Ta osoba którą tak bardzo podejrzewasz nie jest zwykłą płotką, jak już mówiłem. Powiedzmy że ostatnie zlecenie dotyczyło człowieka rangi zwykłego gwardzisty, takiego jak ci którzy nas niedawno odwiedzili. To zadanie które chcesz mi teraz dać dotyczy osoby, która w hierarchii rebelii uznawana jest za jedną z dowodzących. Niewiele osób, a właściwie tylko jedna stoi ponad nią. Porwanie się na szpiegowanie jej to samobójstwo, a zanim dostarczę ci akta pewnie zniknie. Ma takie samo wyszkolenie bojowe jak ja, a do tego wsparcie swoich ludzi których ja niestety nie posiadam. Oczywiście potem to ja będę na celowniku wszystkich ludzi z rebelii jako ten, który ich zdradził i twoja szanowna gwardia zapewne nie raczy mi pomóc.
Jego ton głosu nieco się uniósł co świadczyło o powadze sytuacji. W sumie samo podjęcie się tego zadania było już głupotą z jego strony, lecz sprawa z Flo musi być skończona. Emocje nie mogą przysłonić mu pracy, nie w takim momencie. Poza tym ona go zdradziła... tak samo jak wszyscy, więc niby czemu ma się hamować?
Jeśli jesteś tym zainteresowana to zrobimy to po mojemu. Do wyboru są tylko 2 możliwe opcje, albo dostarczę ci niezbite dowody na jej pozycje w rebelii i spiskowanie przeciwko twojemu władcy, albo ją sprzątnę nim narobi jakiś szkód. Jeśli wybierzesz opcje dowodów musisz mi zagwarantować że po dostarczeniu dowodów gwardia w trybie natychmiastowym nastąpi jej aresztowanie i odseparowanie od innych. Co więcej podczas trwania tej akcji nie możesz pisnąć nikomu ani słowa. To są moje warunki a decyzja należy do ciebie.
Z ust Rei'a wyleciała dosyć spora ilość gorącego powietrza, które na tym zimnie zamieniło się w szybko znikające szare obłoki. Widać brał to naprawdę na serio, co bardzo rzadko mu się zdarzało. W sumie chyba nigdy jeszcze nie był taki nerwowy i stanowczy, przynajmniej w stosunku do Vi.
Kto by pomyślał że tak skończymy Flo. Pomyśleć że tyle lat minęło od naszego ostatniego pocałunku, a przecież miałem o tym wszystkim zapomnieć. Widać wyrzucenie cie z pamięci jest niemożliwe, choć patrząc po tym co wyprawiałaś z łóżku wcale się nie dziwie. Ciekawe czy to właśnie ciebie brakowało mi przez te wszystkie lata... no ale przecież sama mnie zdradziłaś. Zresztą tak jak oni wszyscy. Rebelia to banda zakłamanych sukinsynów dbających tylko o swój tyłek, zresztą gwardia nie jest lepsza. Jeśli chce przeżyć w tym świecie muszę porzucić przeszłość i zacząć żyć teraźniejszością...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lip 29, 2013 4:17 pm

Nie miał zamiaru targować. Z resztą, nie dziwiło mnie to. Pewnie liczył na to, że ulegnę. W końcu i tak wypłacałam mu tyle pieniędzy za... błahostki. Nigdy nie prosiłam go o bezpośredni kontakt, zabójstwo czy pobicie. Jedynie obserwację. I nigdy się nie skarżył na jakikolwiek uszczerbek na zdrowiu, wywołany moim zleceniem. Szanowałam jego pracę. Wiedziałam, że dużo naraża dla mnie. Nie tylko swoją opinię publiczną, zdrowie, wolność, ale nawet życie. W sumie to nie dla mnie, tylko przeze mnie, dla pieniędzy, które mu oferowałam.
- Jeżeli dostarczysz niezbite dowody i ją złapiemy, dostaniesz tyle, ile chcesz.- Powiedziałam spokojnie. - Masz tylko dostarczyć mi NIEZBITE dowody, aby żaden jej przekręt nie był w stanie przekonać ani gwardii, ani sędziów co do jej kłamstw. To NIE SĄ małe pieniądze, wiesz o tym. Nawet ja mam swoje granice. Za same informacje dostaniesz standardową stawkę. A jeżeli to gwardia zawini i jej nie złapie... to wtedy się zgadamy znowu.
Patrzyłam na niego nieustannie, badając każde drgnienie każdego, pojedynczego mięśnia na jego twarzy. To już nie była tylko moja paranoja. To było poważne. Nie mam pojęcia, jak wyjaśnię przełożonym zdobycie informacji na temat tak wysoko postawionej rebeliantki, jeżeli mu się uda... Oby nie pytali o zbyt wiele.
- Zajmę się przepustką dla ciebie. Prawdziwą, nie podróbką, jak te w kopercie. I, jak zawsze, możesz liczyć na moją dyskrecję. -Przyrzekłam, uśmiechając się delikatnie. Dalej z odległego końca parkowej ławeczki. Nie chciałam, by jeszcze bardziej się denerwował. Sytuacja i tak nie była lekka i przyjemna. Sama się bałam, a przecież wszystko miałam przeżywać z mojego wielkiego, dobrze strzeżonego domu, albo z równie bezpiecznej pracy. Tym bardziej martwiłam się o Rei'a w tej chwili. Nie chciałam, żeby zginął przeze mnie.
Odetchnęłam głęboko, rozluźniając zdrętwiałe palce, które aż do teraz trzymałam na torebce. Przeczesałam nimi gęste, jedwabiste włosy i zamknęłam na chwilę oczy. Najemnik miał rację. W co ja się wpakowałam, do cholery?
- Chcę, żebyś kontaktował się ze mną częściej, niż do tej pory. To poważna sprawa. Nie musisz mi opisywać ze szczegółami, co się dzieje, obchodzi mnie jedynie wynik końcowy. Chcę tylko wiedzieć, że dalej się tym zajmujesz.
I że żyjesz- dodałam w myślach, nawet na niego nie patrząc. Wzrok miałam wbity w blade dłonie, które trzymałam na mojej torebce, na kolanach. Splotłam ciasno palce ze sobą. Bałam się, że z nadmiaru emocji ręce zaczną mi drżeć, jednak mój głos, postawa i wyraz twarzy wciąż wyrażały tylko i wyłącznie spokój.
Wolałam nie wiedzieć, co się teraz dzieje w chwilowo zamkniętej strefie mojej głowy...

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reibi
Najemnik
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 52
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lip 29, 2013 4:46 pm

Zgoda, choć ten kontakt to będzie dla mnie lekkie utrudnienie. To dosyć dziwne że chcesz się ze mną kontaktować podczas wykonywania zlecenia i nawet nie chodzi ci o raporty bieżących spraw. Nigdy wcześniej nie byłaś aż tak ciekawa tego czy nadal zajmuje się twoją sprawą... czyżbyś się o mnie martwiła Vivi?
Jego ton głosu był dosyć poważny, a spojrzenie spoczęło na oczkach Vi. W sumie jakoś przyzwyczaił się do swojej szefowej i nie chciał tego zmieniać. Może właśnie dlatego zgodził się na tą robotę? Trochę źle by się czół wiedząc że niedaleko niej mieszka ktoś tak niebezpieczny jak Flo.
Zaraz.. skoro Flo ta jest to znaczy że gwardia dostał się nawet na dzielnicy bogaczy. Widać ich wpływy rosną z dnia na dzień, co nieco zaczyna mnie martwić. W końcu na pewno o mnie nie zapomnieli, za bardzo im zagrażam, więc czemu jeszcze żyje? Nie mogą mnie znaleźć? Z możliwościami ich zabójców na pewno nie było by to zbyt trudne, chyba że jednym z nich jest Flo. Jeśli to prawda to znaczy że doszli moim tropem do Vi i teraz ona jest w niebezpieczeństwie. Muszę to sprawdzić i dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi, w końcu tu chodzi o moją przyszłość.
Rei wstał z ławki, odwracając się tyłem do dziewczyny. Jakoś nie chciał jej pokazywać zmartwionej, a może i nawet nieco wystraszonej twarzy pełnej obaw o te zlecenie. Puki Vi wie stosunkowo mało jest bezpieczna więc niech i tak zostanie, przynajmniej puki nie skończy się to całe piekło.
Nie musisz się martwić, przecież wiesz że nie tak łatwo mnie zabić, choć pewnie na takiego nie wyglądam. W sumie to ogólnie ostatnio jakoś słabo wyglądam więc może nieco się prześpię zanim coś wymyślę. Będę ci się meldował co jakiś czas w miarę możliwości i informował cię o możliwym niebezpieczeństwie. Puki wiemy o tym tylko my raczej nic złego stać się nie może, więc się nie martw. Wrócę...
Ostatnie słowo wypowiedział z nieco optymistycznym akcentem, po czym odwrócił swoją głowę w tyłu lekko się uśmiechając na pożegnanie. Nie czekał zbyt długo by ruszyć przed siebie w stronę północnego wyjścia z parku.
Łatwiej udawać pewnego siebie niż takim być. Flo ma podobny poziom wyszkolenia co ja i wiem że na krótki dystans nie mam z nią żadnych szans. Pod żadnym pozorem nie mogę dać jej do siebie podejść bo to będzie mój koniec. Mam lekką przewagę, bo ona nawet nie wie o moim istnieniu więc tak musi pozostać. Narobiła by mi pewnie wielu kłopotów i zbędnych pytań, gdyby wiedziała że żyje...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lip 29, 2013 5:21 pm

Uśmiechnęłam się lekko, patrząc na niego. Moje oczy wypełniły się pewnością siebie w sekundę.
- Wolę wiedzieć, czy mogę sobie na wiele pozwolić w tym miesiącu, czy jednak trzymać te pieniądze dla ciebie. No i wolę się dowiedzieć za miesiąc, że leżysz gdzieś na śmietniku czy coś w tym stylu. Nic osobistego. -Odparłam swobodnie. Zaczęłam się pakować. Czyli wrzuciłam telefon do torebki i ją zapięłam. To było szybkie!
Poprawiłam włosy, które wiatr na chwilę obecną zostawił w spokoju. Niezbyt lubiłam, gdy sterczały na wszystkie strony w miejscu publicznym. Chciałam nawet incognito wyglądać z klasą godną arkanisty. Nowa praca jakoś dziwnie na mnie wpływała, ale byłam szczęśliwa mając jakieś naprawdę ważne zajęcie. Miło było robić coś znaczącego po kilkuset latach życia tak, jakby się nie istniało. Dlatego pokochałam to miasto. Mimo tych wszystkich spisków i intryg, tutaj mogłam być sobą. Latanie z wysuniętymi kłami było znacznie większą frajdą, niż chodzenie po domu bez spodni.
- Wiem, Rei. Nie wątpię w twoje możliwości. Ale to pierwsze zadanie takiej wagi, jakie ci powierzam. Mam prawo mieć pewne wątpliwości. -Usprawiedliwiłam się. Miałam wrażenie starości, gdy używałam tego oficjalnego, wyćwiczonego, beznamiętnego tonu. Niby miałam te cztery wieki na karku, ale mimo wszystko wolałam zgrywać młodą dziewczynę, niż pracującą, dojrzałą kobietę. I to z paranoją. Jak miałam 17 lat, w życiu bym nie pomyślała... W sumie to wiele rzeczy, jakimi się teraz zajmowałam, nie przyszłoby mi do głowy.
- Spróbowałbyś nie wrócić! -Zagroziłam z wymuszonym rozbawieniem w głosie, ale mimo tego, że uśmiech był sztuczny, zrobiło mi się lżej. Wróci. Jak zawsze. Przecież musiał wrócić, odebrać od niej pieniądze, wręczyć jej kolejną, dużą kopertę, pomarudzić na moją paranoję i odejść bez pożegnania. To był nasz mały rytuał, nasza tradycja.
- Do następnego razu! -Krzyknęłam za nim. Zastanawiałam się, czy mnie usłyszał.
Patrzyłam na jego kształtny tyłek, gdy odchodził. Wiedziałam gdy tylko tu szłam, że nie powie "Do widzenia" ani nic w tym guście. Nigdy nie doczekałam się tych słów z jego ust, zawsze odchodził bez jakiejkolwiek kulturalnej formułki, dlatego na każdym spotkaniu zastanawiałam się, czy tym razem będzie inaczej. Zrzucałam to na jego brak wychowania do tej pory. Ale teraz, gdy siedziałam sama na ławce w parku wieczorem, gdy wiatr zrzucił moje włosy z ramion kolejny raz, gdy sylwetka Rei'a powoli znikała mi z oczu, pomyślałam nad innym powodem takiego zachowania.
Może on za każdym razem myślał, że możemy się nigdy więcej nie zobaczyć?

Wstałam leniwie z niewygodnej od pewnego momentu ławki i ruszyłam w ciemność. Było mi... ciężko. Powinnam była być przestraszona, jak przekrzykujące się dusze w mojej głowie. Każda z nich się bała, mniej lub bardziej. Miały większą paranoję niż ja. Nawet te spokojne, pewne i odważne, teraz jedynie milczały. W innej strefie mojego umysłu mogłabym usłyszeć ich myśli, gdybym chciała, ale nie lubiłam tego robić. Należała im się jakaś prywatność, przynajmniej tyle mogłam im dać. Idąc chłodną, bezgwiezdną nocą do domu, słuchałam, co każdy ma do powiedzenia. Wolałam to, niż słuchanie muzyki. Zawsze mieli nowe teorie, nowe przemyślenia... Lub starali się przekonać do swoich staromodnych poglądów. Często narzekałam na te głosy, ale w rzeczywistości niezbyt mi przeszkadzały. Byłabym całkiem sama z moimi własnymi myślami, gdyby nie oni. A tego najbardziej się bałam.


z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
V
Technik | Płatny zabójca
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 56
Dołączył/a : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Czw Sie 15, 2013 8:49 pm

Vladimir po jakże "udanym" spotkaniu z osobą, która go stworzyła, ruszył za grupką nastolatek, jednakże te jakoś mu gdzieś zniknęły. No cóż... Mówi się trudno. Nie mając nic ciekawszego do roboty, wampir skierował swe kroki w stronę Osiedla Mattel, w którym to zamieszkiwał. Efekty zażycia LSD powoli dochodziły do końca. Świat wydawał się już normalny. I dobrze. W sumie trochę go zmęczyło to kolorowe cudowanie. V wszedł na teren parku, który oddzielał drewniany płotek. Stąpał po ścieżce wyłożonej płaskimi kamieniami i rozglądał się w poszukiwaniu jakiejś cudownej osoby, na której to mógłby się pożywić. Zaczynał się robić głodny. Oblizał usta językiem i szedł dalej przed siebie, jednak nie trwało to długo. Wampir usiadł na jednej z ławek i rozejrzał się po okolicy. Nigdzie nie było żadnego patrolu. No to mu poprawiło humor. Zaczął pośpiesznie szukać czegoś w kieszeniach. Jedna pusta, druga pusta, ale o. Jest. W trzeciej kieszeni, czyli w tylnej kieszeni spodni znalazł to czego szukał. Papieros. Niestety połamany. No trudno. V wsadził połówkę fajki do pyska a następnie zapalił i zaczął delektować się tymi jakże cudnymi trutkami dla organizmu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucretia
Solistka operowa
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 37
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Czw Sie 15, 2013 9:07 pm

Sunęła przez parko powolnym, spacerowym krokiem. Co prawda nie był on jej celem, ale podczas wędrówki po mieście ten zielony skrawek niemal kazał jej do siebie przyjść. Nie była pewna jak do końca ma stąd wrócić do swojego apartamentu, natomiast w najgorszym razie będzie zmuszona wezwać taksówkę, tymczasem myśli kobiety krążyły po zupełnie innym zakątku świata. Tym bardziej baśniowym. Rozglądała się co jakiś czas, kilka razy utkwiła spojrzenie w niebie, można było nabrać przekonania, że ta dziewuszka zwyczajnie się zgubiła. Musnęła ręką gruby warkocz, jak gdyby sprawdzając czy sploty nadal trzymają jej włosy w ryzach, a następnie przejechała dłońmi po ramionach wygładzając rękawy tuniki. Zbyt długo zamarudziła w tym miejscu, bo zaczęła mijać coraz mniej osób, a nie podejrzewała że rozciąga się on na tyle hektarów, aby możliwe było dotarcie do jego serca - tam gdzie nikt nigdy nie chadza. Uznała to jednak za bardziej ekscytujące, niż straszne przynajmniej do póki ścieżka nie zmusiła jej do przejścia obok mężczyzny, niemal automatycznie kojarzącego się jej ze wszystkimi czarnymi charakterami. Przystanęła na chwilę...
Nie bądź głupia Luc, to już paranoja.
Z drugiej strony przecież idealnie pasował także, do zbuntowanego młodzieńca z epoki romantycznej, człowiek który nie może odnaleźć spokoju w sercu i... Chyba znowu zaczęła przesadzać. Przymknęła powieki ruszając do przodu, w myślach kazała sobie w końcu wydorośleć. Przesuwała stopę za stopą, robiąc drobne, delikatne kroczki, jak gdyby zamiast leginsów, miała na sobie długą krępującą suknię. Matka od lat uczyła ją jak być damą i co nieco już weszło jej w krew. Wiatr zawiał jej prosto w twarz odsuwając niesforne kosmyki, które uciekły ze splotu. Przez chwilę poczuła się jak bohaterka burzowej powieści, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Zaraz jednak znikł, starając zachowywać się jak najbardziej neutralnie wobec nieznajomego. Pierwsza zasada, nie prowokuj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
V
Technik | Płatny zabójca
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 56
Dołączył/a : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Czw Sie 15, 2013 10:01 pm

Vladimir siedział z fajką w buzi i spokojnie dopalał resztę papierosa, co jakiś czas rozglądając się za patrolami. Jakoś nie miał ochoty kłócić się z głąbami. Prędzej napiłby się z nimi a raczej wypił z nich. Był głodny. Może nie jakoś strasznie no ale był. A głód to głód. Zresztą, nie ważne. Będzie musiał się kimś pożywić. Ciekawe na kogo padnie tym razem... Jakiś dzieciak, starsza pani, nastolatka a może jakaś burdelmama? Oby tylko coś czystego.
Chłopak wyrzucił peta na trawę i zaczął sobie poprawiać swoją jakże wspaniałą grzywkę, która czasem zasłaniała mu jedną drugą świata. Właśnie wtedy dostrzegł swój obiad. To znaczy osobę, z której to pewnie by się napił, gdyby nie patrol, który szedł jakiś kawałek za nią. Ehhh... To szczęście.
Mimo to, była ona dziwnie piękna. No tak, elfka. Te rozkoszne istotki rozpozna wszędzie. Zmierzała w jego stronę. V jakby mógł to już teraz rzuciłby się jej na szyję, jednak ten durny patrol. Normalnie zaraz im łby pourywa i da robalom na pożarcie. Starał się nie zwracać uwagi na nieznajomą. Dopiero kiedy ta była przy nim spojrzał na nią i na jej urodę.
- Co taka piękna dama robi w naszych średnich progach? - Powiedział rozglądając się po okolicy za innymi patrolami. Oczywiście, równie dobrze mógł chcieć rzucić się na tamtych i się napoić. A co będzie się delektował taką elfką. Zostawi ją sobie na później, na podwieczorek...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucretia
Solistka operowa
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 37
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Czw Sie 15, 2013 10:27 pm

Och... Przez chwile zastanawiała się nad jego słowami, zupełnie zapomniała, że nie jest u siebie, z drugiej strony według tego co słyszała, tutaj także nie jest szczególnie niebezpiecznie. Przyjrzała się mężczyźnie po raz kolejny, jaki tam romantyczny bohater, zdecydowanie ma w sobie zbyt dużo nuty zadziorności, nie można mu było jednak odmówić, jakiegoś podejrzanego uroku... Zdecydowanie nie był elfem, ale Lucrecia nie dała by głowy za to, że byłaby w stanie celnie odgadnąć jego rasę. Zwłaszcza w takim stroju, podczas bankietów i występów operowych wszyscy wyglądają raczej elegancko (co często pozwala celnie określić pochodzenie, moda rządzi się swoimi prawami), trochę dziwnie wyrwać się z tego świata... Uśmiechnęła się delikatnie.
-Zawstydza mnie pan - zdecydowanie nie uważała się za piękną, ładną owszem, ale piękne bywają tylko baśniowe bohaterki, z drugiej strony była pewna, że to jedynie uprzejma figura, więc postanowiła kontynuować - tylko spacerowałam i nogi zaniosły mnie tutaj. Nie do końca odnajduję się jeszcze w Mattel, więc błądzę od jakiegoś czasu po parku.
Usłyszawszy równe korki za sobą obejrzała się na przechodzący za nią patrol, odetchnęła z jakąś niewyjaśnioną ulgą. Dobrze było czuć się bezpiecznym, ale... Czy nie tak zaczynają się wszystkie ekscytujące znajomości. Nie w wygodnych kuluarach, ale w mniej idealnych dzielnicach
Odwróciła się w stronę mężczyzny, złapała się dłonią za lewe przedramię i przez chwilę błądziła w marzeniach, w których kreowała nieznajomego na targanego konfliktem wewnętrznym, w gruncie rzeczy miłego wewnątrz, ale twardego mężczyznę z dramatyczną przeszłością i istotnym dla świata przeznaczeniem. Dobrze, być może nic z tego nie było prawdą, ale czy nie wolno już pofantazjować. Odrzuciła na bok tę historią, obiecując sobie, że będzie snuć ją jak tylko znajdzie chwilę wolnego.
-A co pana tutaj sprowadza? Nie wygląda pan na kogoś, kto lubi włóczyć się bez celu.
I podziwiać ten, nie okłamujmy się, niezbyt piękny parczek. Przynajmniej w porównaniu z puszczami w których miała okazję bywać, ach one... Do diaska, ciekawe jaką historię kryje w sobie ta blizna. Aż ją świerzbiło, aby zapytać, uznała jednak że nie wypada już po sekundzie rozmowy prosić o takie zwierzenia. Mimo, że sama nie miała z tym problemu i niejednokrotnie mówiła zbyt dużo w kwestii swojej prywatności, osobom które znała, zbyt krótko. Co zrobić, gdy jednak z sercem, jak na dłoni... Zdawała sobie sprawy, że nie jest to jej najlepsza cecha i inne istoty nieposiadające jej są właśnie tymi lepiej przystosowanymi i pożądanymi przez społeczeństwo, jak od pewnego czasu zaczynało się jej wydawać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
V
Technik | Płatny zabójca
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 56
Dołączył/a : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Sob Sie 17, 2013 3:05 pm

Na jego pytanie kobieta odpowiedziała uśmiechem i króciutkim zdaniem, w którym to wspomniała jak to wspaniały V ją zawstydza. No cóż... Był głodny.  Oczywiście padło także kilka innych słów, takich jak spacer, nogi, tutaj. No cóż... Tak to jest jak się nie panuje nad swoimi nogami. Idzie się tam gdzie one chcą. I najwidoczniej tak było w jej wypadku.
- Trochę szkoda, żebyś trafiła tam gdzie nie powinna... Może to nie slumsy, ale tu też potrafi być czasem niebezpiecznie. - Powiedział z zadziornym uśmiechem zaraz po wzmiance o tym, że elfka nie do końca odnajduje się w dzielnicy klasy średniej. Widać było, że jest z Teiz.
Jakoś obecność patrolu, który ich akurat mijał uspokoił nieznajomą. Czyżby aż tak się bała nieznajomego mężczyzny, który w biały dzień siedzi sobie na ławce w parku? Czy V był aż taki straszny? A może Elfka wiedziała kim tak naprawdę jest Vladimir... Widząc jak kobieta stoi twardo w miejscu, V postanowił się nieco przesunąć, żeby zrobić jej miejsce. Ależ z niego uprzejmy mężczyzna.
- Proszę, usiądź. Nie gryzę.  - Czy to "stwierdzenie" było potrzebne? Przecież i tak skłamał.  Kto wie, może wystraszy swój posiłek a może i na odwrót? Przybliży go to do obiadku...
Nastąpiła pora aby odpowiedzieć na pytanie zadane przez Elfkę.
- Vladimir... Po prostu Vladimir. Pan jakoś mnie postarza a przecież aż taki stary nie jestem, prawda? - Spytał oczekując na odpowiedź po czym dodał w miarę szybko. - A siedzę sobie i myślę nad swoim losem i nad tym czym jest przeznaczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucretia
Solistka operowa
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 37
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Sob Sie 17, 2013 5:29 pm

Istotnie niebezpieczne, ale czy mimo strachu nie lepiej poznawać, doświadczać, ekscytować się nowym otoczeniem (nie najpiękniejszym, ale zdecydowanie interesującym). Być może to przyczynek do bajkowej przygody i szalonej podróży. Z drugiej strony nikt nigdy nie zasugerował jej, że również osiedle klasy średniej może być niebezpieczne, przynajmniej bardziej niż Teiz. Zanotowała to jednak w pamięci. Rozważna część jej osoby uznała, że natychmiast powinna wracać do domu i nieco poćwiczyć z drugiej strony od kilku dni mija ciągle te same twarze i chyba umrze z nudów, jeśli wokół niej nie zakręci się ktoś nowy. Tak mało bankietów, tak mało przedstawień, zdecydowanie powinna wybrać się do teatru! Uśmiechnęła się delikatnie i uniosła nieznacznie lewą brew. Ges ten wydawał się zupełnie nie pasować do jej arystokratycznych rysów twarzy, niemniej przyszedł nadzwyczaj naturalnie. Do diabła, przecież gdyby bohaterzy powieści wszystkiego się bali, książki kończyłyby się jeszcze zanim by się zaczęły. Usiadła więc z gracją koło mężczyzny zachowując jednak pewną odległość. Co prawda nie wyglądał na kogoś komu mogłoby to przeszkadzać, ale nigdy nie wiadomo!
-Czy w takim razie ty jesteś niebezpieczny? - zapytała jak miała w zwyczaju, prosto z nutą ciekawości w głosie, może gdzieś pobrzmiewał też akord zadziorności, a może tylko jej się wydawało... Zastanawiała się nad odpowiedzią, albowiem z doświadczenia wiedziała, że na tak, zazwyczaj niespodziewane pytania, bywały one najciekawsze. -Niby mówisz, że nie gryziesz, ale wydaje mi się, że to nie jedyne, co można zrobić samotnej kobiecie, Vladimirze.
Zachichotała dźwięcznie.
-Nie, przynajmniej nie wyglądasz.
Bylo to tak błahe zdanie, tak bardzo nic nieznaczące. Zwłaszcza jeśli założyć, że w mieście spotyka się rasy nadzwyczaj długowieczne, niejednokrotnie Lucretia miała okazje spotkać wampiry wyglądające jak dzieci i elfy liczące sobie ponad trzy wieki w ciałach młodzieńców. Wola więc być ostrożna, zwłaszcza że zdarzyło jej się strzelić gafę na samym początku egzystencji tutaj.
-Ach... - wypadałoby się przedstawić, skoro Vladimir był tak miły i zdradził swoje imię. - Na imię mam Lucretia.
Zamilkła, po czym szybko dodała: -Więc jak z tym przeznaczeniem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
V
Technik | Płatny zabójca
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 56
Dołączył/a : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Sob Sie 17, 2013 8:58 pm

Ten zabawny uśmiech i ta brew. V aż ledwo co opamiętał się i w ostatniej chwili powstrzymał zabójczy wybuch śmiechu. Kobieta chyba by go za to zabiła. To nie była jego wina, że owy uśmiech ani tyci nie pasował do jej twarzy. Całość wyglądała tak sztucznie i komicznie, wręcz jakby była wymuszona... Kto wie, może jest aktorką i tylko się z nim bawi? A co jeżeli jest aktorką filmów takich no.... dla dorosłych? Gdzie leje się krew...
Elfka z gracją niczym u księżnej, usiadła na ławce, zaraz obok Vladimira. Mimo to, zachowała odległość. Widać, że należy do kobiet ostrożnych.
Po chwili padło pytanie, na które V czekał już od jakiegoś czasu. Czy jest bezpieczny... hmmm... Wampir zastanawiał się czy powinien jej powiedzieć prawdę. No cóż. Powinien.
- Jestem, jeżeli ktoś na to zasłuży... Albo kiedy mam zły humor. Trochę pokrzyczę, pogadam i przestanę... - Vladimir spojrzał jej w oczy i dodał - A czemu pytasz? Czyżbyś się mnie bała?
V miał wrażenie, że kobieta stara się wyciągnąć z niego jak najwięcej i to w dosyć dziwny sposób... Niby śmiechy, chichy, głupie pytanka. Wszystko było takie... Inne.
- Jeżeli chcesz to mogę ci coś zrobić, tylko co i po co? Masz na coś ochotę? - Dodał z uśmiechem na twarzy a potem starał się obrócić to w żart. Kurcze, jaki on był strasznie głodny... Mógł się na nią rzucić tu i teraz ale ludzie... W sumie to czym on się przejmował. Mógł stąd uciec tak szybko jak tu przyszedł i nikt by nawet nie zauważył... W razie problemów mógł także przecież się z kimś pobić i zabić. Mniej świadków. I wtedy to, kiedy wampir myślał o jedzonku i przemocy, nieznajoma elfka przestała być nieznajomą. Przedstawiła się, jednak V nie załapał na początku o co chodzi i tak wpatrywał się w nią. Dopiero po chwili jego umysł zrozumiał co się dzieje.
- AAAA! jakie ładne imię, tak samo jak właścicielka. A przeznaczenie to rzecz bardzo dziwna, która kto wie czym tak na prawdę jest... I o ile jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucretia
Solistka operowa
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 37
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Sob Sie 17, 2013 9:39 pm

Dziwne miał te oczy. Interesujące zdecydowanie, ale raczej nie przypadły Lucrecii do gustu... Miały w sobie coś sztucznego, coś bardzo nieprawdziwego i było to nad wyraz odpychające. Ciekawe czy mimo wszystko są prawdziwe? Ciekawe dlaczego tak wyglądają? Ciekawe czy...
-Nie... Tak... Nie wiem.
Wzruszyła delikatnie ramionami. Istotnie nie była pewna czy powinna się bać tego człowieka czy raczej uważać, że strach w tym momencie jest objawem dziwacznego skrzywienia psychicznego, które tak często mąci spokój niewieścich serc (przynajmniej tych w typie Lucrecii). Oczywiście, że nie chciała się bać, ale nic na to nie mogła poradzić, że od dziecka była dość strachliwą osobą i do tej pory gdzieś w duszy gra jej ten wieczny niepokój. Bała się często, ale rzadko był to coś panicznego, zazwyczaj zimny dreszcz, czy mniej sporadycznie ciężkie uczucie gdzieś w płucach.. Ewentualnie czarne widmo w umyśle. Mimo wszystko z łatwością dało się z tym funkcjonować, ba! nawet postępować wbrew zaleceniom zdrowego rozsądku. Kobieta od zawsze ceniła odwagę (przeważnie u innych) i podle się czuła samemu nie mogąc się nią popisać. Kroczek po kroczku, kolejnymi etapami przełamywała mniejsze straszności. Uniosła delikatnie głowę spoglądając w niebo - bezceremonialnie, niczym jego pani, bezwstydnie nawet nie mrużąc oczu.  Przynajmniej ono było zawsze prawdziwe. Uśmiechnęła się.
-Z resztą czy to ważne, skoro i tak już tu siedzę - dodała nie odwracając wzroku. Co prawda siedzeniu tutaj, z rękami złożonymi na podołku, kolanami mocno ściśniętymi razem, nie było może drogą bez odwrotu, niemniej i tak był to krok w przód zamiast bezpieczne cofanie się. Spojrzała na niego niepewnie, najpierw kątem oka, potem odwracając się do niego en face. Przejechała palcami po policzku,a  z jej ust mimo wszystko nie znikał delikatny uśmiech. -Chyba sobie nie zasłużyłam, nie wyglądasz też na specjalnie wzburzonego, a i chęci mam niewiele, tak podejrzewam. Darujmy sobie robienie mi czegokolwiek.
Potarła palcem o wnętrze dłoni, czemu on się tak patrzy powiedziała coś głupiego czy...
Zarumieniła się delikatnie, niesamowite, ale komplementy dotyczące jej imienia były rzadkością. Miło więc było słuchać, że komuś się podoba. Przechyliła delikatnie głowę  i spojrzała na mężczyznę spod długich rzęs,  mimo wszystko wydawał się być miły.
-Dziękuję.
Nie brnęła już w temat przeznaczenie, oczekiwała bowiem czegoś na miarę bajecznych wywodów, a dostała konkretne zdanie, które wprowadzało więcej zamętu, niż dawało odpowiedzi. Jak widać nie był on typem myśliciela, a przynajmniej nie chciał się tym dzielić, więc trudno w takiej sytuacji naciskać. Nie była też nadzwyczaj zawiedziona, ostatecznie znała kilka osób, które bardzo chętnie podyskutują o tak nierzeczywistych i odległych od zwyczajnej egzystencji sprawach. Ta rozmowa mogła więc okazać się fascynująca z zupełnie innych powodów. W tej chwili nawet nie przyszło je do głowy, że każde z nich może mieć za interesujące tym spotkaniu tak abstrakcyjnie odległe od siebie punkty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
V
Technik | Płatny zabójca
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 56
Dołączył/a : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Sob Sie 17, 2013 10:40 pm

Nie, tak, nie wiem... Hę? Nie boi się, boi się, nie wie czy się boi? Mocna kobieta. Dziwna, zabawna i co lepsze... Inna. W końcu elfka. Takie to mają fajne długie uszy. I ta super krew. Taka wspaniała... V miał ochotę rzucić się jej na szyje i wypić z niej tyle krwi ile by tylko zdołał. Z jednej strony był tak bardzo głodny, z drugiej zaś jakoś nie miał serca jej tego zrobić. On? Nie miał serca? No w sumie nie miał ale coś się z nim działo. Coś czego nigdy wcześniej nie przeżył, podczas swojego nieżycia. Było to dosyć dziwne uczucie. Nie potrafił tego wyjaśnić. Co lepsze, postanowił zrobić coś czego chyba nie powinien robić.
- Nie wiem czemu ale jest w tobie coś co budzi we mnie coś dziwnego. Coś czego nigdy wcześniej nie czułem. I w sumie nie jestem pewien, czy tego potrzebuję. - zaczął grzebać nerwowo w kieszeni, po czym wyjął zapalniczkę i zaczął się nią bawić.
Jakoś nie wiedział co się dzieje, co ma mówić. Było mu całkiem głupio i dziwnie. Na ogół wredny i zimny drań a teraz o. Przestraszony chłopiec, który nie wie co się dzieje wokół niego. I co on biedny teraz zrobi? Rzuci się na nią? Tak... to była ta myśl... To co mogłoby mu pomóc... Krew. A może to wszystko przez to, że jest aż taki głodny? Tak, to pewnie o to chodziło.
Wampir spojrzał w te jej piękne elfie oczy i następnie przemówił.
- Potrzebuję twojej pomocy. Pomożesz mi, prawda? Oczywiście, że tak. W końcu jak mogłabyś mi nie pomóc.
Jego wzrok utkwił w oczach Luc. Przysunął się nieco do niej i ściszył głos, tak, że nawet ona ledwo co go słyszała. V potrzebował krwi i to natychmiast. Postanowił zahipnotyzować elfkę i skosztować jej wspaniałych życiodajnych płynów, które wśród wampirów uchodziły za delikates. Patrząc jej w oczy wydał jej polecenie. Rozkaz, dzięki któremu będzie mógł zrobić to co chciał od samego początku.
- Przysuniesz się do mnie i zamkniesz oczy. Będziesz udawać moją kochankę. Nawet nie piśniesz.
Vladimir znowu przysunął się nieco bliżej elfki a następnie przybliżył swoje usta do jej szyi. Jego rządne krwi kły pokazały swoje prawdziwe oblicze i powoli oraz delikatnie zatopiły się w skórze elfki, zaś wampir zaczął pić jej krew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucretia
Solistka operowa
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 37
Dołączył/a : 13/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Sob Sie 17, 2013 11:50 pm

Atmosfera zaczęła robić się nadzwyczaj ciężka. Lucrecia jakoś odruchowo wyczuwała napięcie Vladimira i sama zaczęła się denerwować bardziej niż dotychczas. Zimny dreszcz przebiegł jej po plecach, przez sam środek, ściągnęła mocno łopatki i z najwyższym pietyzmem splotła ze sobą długie, smukłe palce. Siedziała do mężczyzny bokiem, ale twarz miała odwrócona w jego stronę. Dokładnie rejestrowała jego ruchy, nerwowe, dziwnie inne. Właściwie chciała stąd odejść, jak nigdy wcześniej, ale nie mogła się pozbyć tej dziwacznej ciekawości. Być może przez aparycję wampira, lub dziwną wiarę w to, że jest generalnie miłym człowiekiem kobieta postanowiła zostać. nie do końca umiała to wytłumaczyć, ale gdy próbował jej przedstawić swoje uczucia zupełnie zamarła. Rzadko zdarzało się jej być dla kogoś - kimś, w jakimś sposób oddziałującym, ważnym, innym. Często słyszała, że porusza serca, że działa cuda głosem, że wzbudza niespotykana uczucia, ale to zawsze miało związek ze sceną i jej występami, a nie jej elfią osobą, jako taką. Być może chodziło tez o charakter. Czy to nie była ta przypadłość na którą cierpiały bohaterki jej ulubionych książek, która była początkiem ich przygód, emocji, miłości lub śmierci? Ach czyżby ją też miało to teraz spotkać? Sama się nakręcała i w jakiś sposób była jednocześnie podekscytowana i przerażona. Nie zdążyła wypowiedzieć słowa. Zadać najprostszego pytania, kiedy spojrzał w jej oczy tymi swoimi strasznymi, sztucznymi żółtymi ślepiami. Przez moment miała wrażenie, że jest w nich coś potwornie złego.
Najbardziej idiotyczne i tak okazało się to, że jakiś wewnętrzny głos mimo wszystko kazał jej pomóc, kazał jej zgodzić się na tę nic niemówiąca prośbę, która w pewnym momencie stała się paskudnym szantażem. Oczywiście, jak mogłaby nie pomóc. Czasem mogłoby się wydawać, że nie powinna być elfem tylko aniołem. Przecież o to chodzi, o to chodzi w byciu kimś dobrym, żeby nie zostawiać innych samych, tak postępują wszystkie jej ukochane bohaterki. Tak sama została wychowana.  
-Ale...
Przerwała, gdy się do niej zbliżył. Działo się coś niedobrego, a sama elfka wyczuwała w nim tyle dziwacznych pokładów agresji, pożądania i nieokiełznanej siły, że zwyczajnie ją to przytłoczyło. Czuła się nie tyle zastraszona, co przy okazji zdezorientowana. akurat tego nigdy nie znalazła w książkach, być może powinna zmienić lekturę z baśni, na literaturę faktu, ale przecież nie tak chciała by wyglądało jej życie. Uparcie i mimo upadków dążyła do tego, by przeżyć je pięknie. Jasnoniebieskie oczy zaszkliły się. Zazwyczaj umiała nad tym zapanować, zwłaszcza w towarzystwie, zdarzyło się jej widzieć wzruszające sceny, zdarzyło słyszeć nieprzychylne głosy, ale nigdy nie uczestniczyła w takiej konfrontacji. wychowana i niemal zagłaskana na śmierć w przytulnym, nie zawsze miłym, ale bezpiecznym Teiz. Tyle przynajmniej, że rozpłakać się na dobre nie zdążyła, a i nie dziwne, bo wciąż działały w niej jakieś wewnętrzne hamulce - wszak miejsce publiczne, wszak bądź co bądź obca osoba, z drugiej strony również hipnoza zupełnie ukróciła jej dotychczasowe rozterki. Bach. Nic, kompletnie, wciąż z poczuciem dziwnego niepokoju, gdzieś bardzo, bardzo głęboko, tam gdzie wampirza moc nie działał, w samym sercu, stała się na chwilę kimś innym, przynajmniej jeśli chodzi o przezywane emocje.
Rozchylone delikatnie wargi zadrżały, niebieskie oczy zniknęły pod powiekami, gdy mężczyzny zbliżył się do niej. Słone kropelki osadziły się w kącikach oczu otulając swoim ciepłem najbliższe rzęsy. Poczuła jego oddech na szyi. Lewą rękę wciąż opierała na  wolnym skrawku ławki, ale prawą przesunęła po jego ramieniu.  Nie wiedzieć dlaczego ale dotykanie go, nawet przez koszulę, uznała za miłe, zaraz potem za niewłaściwie, ale po chwili nie miała już czasu się nad tym zastanawiać. Z trudem powstrzymała jęk gdy wampirze kły zatopiły się w jej szyi. Wbrew sobie odchyliła delikatnie głowę, a dłoń zacisnęła na jego ramieniu zbierając pod palcami  czarny materiał. Nie był to silny uścisk, właściwie należał do tych słabszych, nie dość że szczupła, eteryczna, to przy okazji zupełnie pozbawiona siły Lucrecia była typem kobiety, która w sprawach materii fizycznej zdecydowanie potrzebna opieka. Milczała, a miała tak ogromną potrzebę, żeby wydać z siebie dźwięk, jakikolwiek. Zabroniono jej i chyba właśnie to było w tym wszystkim najgorsze. nie dziwny, może nawet w dziwaczny sposób przyjemny, ból. Nie to, że gdzieś wewnątrz skrył się cały jej strach i podświadomie czułą, że za niedługo wyrwie się za wolność. Nawet nie to, że dawała z sobą robić wszystko temu obcemu mężczyźnie.
Tylko to, że w jakiś abstrakcyjny sposób nakazane milczenie skojarzyło się jej z całkowitą utratą głosu, wszystkiego  co jest dla niej ważne, a w konsekwencji... Zabiciem całego życia.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
V
Technik | Płatny zabójca
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 56
Dołączył/a : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: Park   Nie Sie 18, 2013 1:10 am

Udało się! Jego ofiara była pod wpływem hipnozy! Elfka musiała być mu posłuszna. To był ten moment. Jego chwila. Mógł z nią zrobić co tylko zapragnie. Czuł na sobie jej dotyk, zaraz przed wgryzieniem się w jej szyję. Jakoś się tym nie przejął. Ważniejsze było pożywienie się. Jego ciało przeszyła fala jakże potężnego ciepła. Miał wrażenie, że jest silniejszy, że cały świat jest jego a każda istota jest pod jego władaniem! Czuł się... niczym Dyktator! Tak... To było coś. Jego organizm domagał się więcej ale po co? Czemu zabijać kurę znoszącą złote jaja? Oderwał się na chwilę od jej szyi po to aby szepnąć jej do ucha.
- Jeszcze chwilkę skarbie... - Po tych jakże miłych dla ucha słowach, wgryzł się ponownie. Oczywiście tym razem delikatniej, gdyż już nad sobą panował.
Miał wrażenie, że czas zaczął wolniej płynąć, zaś on miał dostęp do jej pamięci. Mimo to postanowił w nią nie zaglądać. W końcu i tak już pozwolił sobie na zbyt wiele. Nie wiedział czemu przejmował się jej życiem. Przecież to była tylko elfka. Stworzenie niższej klasy. Powinna mu służyć. O tak! Pewnie byłaby wspaniałą służącą.
Wiedział, że musi przystopować bo ją zabije a tego nie chciał. W końcu o taką krew to powinien dbać. Taka pyszna i wspaniała... Uderzała mocniej niż narkotyki. A co gdyby ją wypić po LSD... O tak. To dopiero byłby odlot. Będzie trzeba tego w przyszłości spróbować.
V przestał pić krew kobiety, odsunął od niej swoją twarz a następnie pocałował ją w usta. Jego własne były całe pokryte jej krwią.
- Prawda, że wspaniała? - Mówił ukazując swoje kły. - Teraz jest o wiele lepiej... Oj czuję, że mógłbym poszaleć. Masz ochotę poszaleć? Znam kilka fajnych miejsc... Moglibyśmy pójść gdzieś sam na sam. Pokazać sobie to i owo.
Jedną dłonią przetarł swoje usta, drugą zaś jej. Jego tatuaże, pentagramy, wyglądały teraz jakby były z krwi a nie tuszu.
- Ehhh... A mogłoby być tak fajnie... No cóż... - Powiedział a następnie ponownie spojrzał jej głęboko w oczy. Elfka odzyskała ponownie kontrolę nad sobą i nad swym ciałem.
Vladimir rozsiadł się na ławce jakby należała do niego a jedną ręką objął elfkę. Niczym swoją zdobycz. - No... I tak ma być. Pewnie się cieszysz, że mogłaś mi pomóc. Bo ja osobiście tak. A tym się nie przejmuj, z czasem ślad zniknie - Mówił wskazując dwie małe dziurki na pięknej szyi kobiety. - Już dobrze, nie musisz się bać. Nie zabiję cię dopóki nie zrobisz czegoś głupiego. A uwierz mi, że twoja krew jest wspaniała, więc mogę zachować cię przy życiu aby częściej ją pić... A mogę też zaciągnąć cię gdzieś silą i spuścić ją całą z ciebie, tak więc wybór należy do ciebie. - Na jego twarzy pojawił się wielgaśny, szczery uśmiech. Nagle całe otoczenie i świat stał się taki wspaniały i piękny...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Park   

Powrót do góry Go down
 
Park
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park
» Park Tiergarten

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Daingean :: Osiedle Mattel-
Skocz do: