IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Plac zabaw

Go down 
AutorWiadomość
Florence
Skoczek | Właścicielka Valhalli | Psycholog szkolny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 445
Dołączył/a : 06/01/2013

PisanieTemat: Plac zabaw    Sro Lip 17, 2013 5:50 pm

Huśtawki, zjeżdżalnie, drabinki, piaskownice... Plac zabaw na osiedlu Mattel to największe takie miejsce w całym Daingean. Nic dziwnego - zajmuje ogromny obszar i prawdopodobnie zgromadzone są tu wszystkie możliwe atrakcje dla dzieci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://daingean.forumpolish.com
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Nie Sie 18, 2013 10:11 pm

Faust czuł się wspaniale. Po udanej nocy z Vivi o wiele barwniejszy wydawał mu się ten szary, pełny hejterów, loverów i jednostek nastawionych do białowłosego neutralnie, Świat. Chyba nawet by zgodził się rozdać te autografy jakimś dziewuszkom, których IQ nie różniło się bardzo od tego wykazywanego przez krzesła. Choć meble bohatera na pewno były bardziej inteligentne, niż każde inne. Bo jego jest zawsze wyjątkowe.
Trzeba było jakoś spożytkować tę pozytywną energię, najlepiej w niezagrażający dobru publicznemu sposób. Niby Faust mógł dopaść jakiegoś hejtera i dać mu do zrozumienia, jak bardzo go ma w dupie, kopiąc mu tyłek. Ewentualnie mógłby uświadomić jakiejś pannicy-fance, że mimo widocznej urody zewnętrznej, mentalnie jest tak ładna, jak typowa Niemka. Białowłosy był tak skłonny poinformować niedoinformowanych, jak błędny był ich światopogląd, żeby zdjąć im te różowe okulary z oczu i pozwolić popatrzeć na wszystko tak, jakie było w rzeczywistości. Ale kultura - ten durny mechanizm, połączony luźno z sumieniem - nie pozwalała Idolowi nawet na coś takiego. Pomijał szerokim łukiem fakt, że jakby odwalił taką głupotę, to wszyscy by się o tym dowiedzieli w tempie natychmiastowym. Co go to obchodziło, że innym nie pasuje jego chęć pomagania, wyciągania zwyczajnej gawiedzi z tej głupiej iluzji życia tylko dlatego, że wydaje się to być łajdacką obrazą? Bycie szczerym do bólu bywało...bolesne dla innych. To oczywiste. Ale jak sława rzuci w plebs kamieniem, to plebs się obrazi i zwoła kamratów, żeby też się obrażali i zacznie mówić wszystkim nieznajomym, żeby również czuli urazę. Czy białowłosy mógł coś na to poradzić? Bez mocy kontrolowania umysłów na masową skalę - nie. Więc nie miał czym się przejmować, jak nie miał na to wpływu.
Błąkając się z szerokim uśmiechem na ustach, witając co poniektórych, nieznajomych przechodni z okolicy, Faust w końcu trafił na plac zabaw. Widok ten nie wprawił go w nagłą kontemplacje dotyczącą jego własnego dzieciństwa. Zainteresował się jednak tymi huśtawkami, małymi karuzelami i ślizgawkami, ale szczególnie - totalnym brakiem trosk ze strony młodzieży. Nieważne jak bardzo Faust miałby wyłożone na cokolwiek, to w tej dyscyplinie zawsze będzie drugi po młodzikach. To są istni mistrzowie, potrafiący przetransferować prawie sto procent zmartwień na opiekunów, samym mogąc cieszyć się w pełni z życia. Nefalemowi mogło być do nich daleko, ale zwykł nie żałować, więc nie było z nim wcale gorzej, niż z większością, wiecznie zmartwionego społeczeństwa. I to wcale nie miało związku z jego statusem społecznym, bo to on miał związek z osobowością samego bohatera. Wszystko powinno zależeć od persony, a nie od innych. Bo to, na co na pewno mamy wpływ, to nasza własna egzystencja i rozwój. Da się. Faust jest przykładem.
Bohater westchnął, wciąż uśmiechnięty, wolnym krokiem zbliżając się do jednej z huśtawek. Jako, że jego dorosła dupa może mieć problem ze zmieszczeniem się w siedzeniu, postanowił usadowić nań nobi, by zacząć bujać się na stojąco. Mogły się z niego rodzicielki wyśmiewać. Ojcowie też. Co go to obchodziło? Świetnie się czuł, mogąc zajmować się byle dziecinadą, mając w głębokim poważaniu zdanie innych. Jeżeli ktokolwiek się Idolem przejmował. Pewnie tak się by czuł, mając o wiele mniej lat.
"Miej wyjebane, a będzie Ci dane". To teraz Faust czekał na to, co miał dostać za swoją zerową ilość zainteresowania tym, co wokół. Może jakieś ciastko?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Nie Sie 18, 2013 10:52 pm

Gdzie ja jestem? Dlaczego mnie tak boli głowa, właściwie to co ja tu robię? Gdzie są moje papierosy? A tu są, a nie to puste...o są.
Dziewczyna podniosła się z ławki. Właściwie to obudziły ją te zbyt głośne śmiechy dzieci wracających do domów na wieczorną bajkę. Czy ona kiedyś też taka była? Nie, zdecydowanie nie. Ona zamiast wieczornych bajek miała bójki ze starszymi kolegami. Nie miała też możliwości nigdy być przytuloną przez matkę kiedy sobie zrobiła krzywdę. Oj nie, ona była dzieckiem z probówki, była inna od tych wszystkich dzieciaków. Ona nie wracała kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, ona dopiero wtedy zaczynała się bawić na placach zabaw.
Otworzyła paczkę i wyciągnęła z niej jednego z pozostałych tam papierosów. Po chwili podpaliła jego koniec i zaciągnęła się tytoniową trucizną. Przeszła się przez plac zabaw, między zjeżdżalniami, linami, drabinkami i rożnymi dziwnymi konstrukcjami służącymi zabawie. Plac zabaw powoli pogrążał się w ciszy. Dzieciaki znajdą sobie inne miejsce, żadne z nich nie zaryzykuje przyłapania na nocnych walkach. Oni byli żołnierzami własnej przyszłości i nie dadzą się złapać nikomu.
Młoda dziewczyna poruszała się prawie jak w półśnie. Jej wspomnienia żyły w niej, a duchy dawnych dni nawiedzały, kiedy tylko miały okazje. Przeszła jeszcze za jedną ślizgawkę i kontem oka zauważyła jak ktoś się huśta. Z postury mogła poznać mężczyznę, jednak zastanowiło ją, co robi na placu zabaw. Zwykle dorośli byli zbyt zajęci swoimi sprawami i uważali się za zbyt poważnych by się tu bawić. A tu naglę niespodzianka!
Schowała się za innymi konstrukcjami i idąc dalej ukryta w cieniu starała się bezszelestnie poruszać po piasku. Niedopałek papierosa zgasiła na piasku nie przejmując się, że jakieś małe dziecko może je spróbować następnego dnia. Podeszła do huśtawki od tyłu i wyciągając kolejnego papierosa z paczki odezwała się spokojnie z półuśmiechem.
-Mama ci nigdy nie mówiła, że huśtając się tak możesz spaść?
Sama odpalając papierosa i chowając cały swój sprzęt wskoczyła na huśtawkę obok chwytając się zimnych łańcuchów dłońmi i opierając stopy o drewnianą deskę. Szybko się rozhuśtała, od czasu do czasu wyciągając sobie papierosa z ust by strzepnąć popiół. Cóż nie było to łatwe nie tracąc równowagi więc od czasu do czasu tylko niebezpiecznie się chybotała.
Spokojnie czekała przez ten czas na odpowiedź chłopaka. W końcu czemu by nie miała zawrzeć nowej, ciekawej znajomości z kimś. Zresztą każde przypadkowe spotkanie może rozwinąć się w naprawdę ciekawą relację. Jeśli ktoś nie lubi przygodnych relacji to nawet nie wie, co traci. Ba! Tyle nowych twarzy, adresów, telefonów, wspólnej zabawy i nocy. Oj, chyba się rozpędziło? Nie, a może tak? Któż to też wie, przecież jak to mówią - niczego nie można być w życiu pewnym. Jeśli uda się i trafi się na ciekawą osobę będzie miło. Jeśli nie to trzeba będzie szukać dalej w świecie ciekawych osób, do porozmawiania i spędzenia miło czasu.

//cóż chyba nie potrafię się aż tak rozpisywać ;P

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Pon Sie 19, 2013 8:42 pm

Najwidoczniej Los nie miał ciastek na stanie, więc w ramach rekompensaty postanowił ofiarować Faustowi okazję na poszerzenie swojego kręgu znajomych, lub wyładowanie całej energii na nic niespodziewającą się blondynkę. Chyba pierwsze wrażenie zagra tutaj najważniejszą rolę, dając bohaterowi wgląd na to, czy spotkał jedną z jednostek wybitnych, czy kolejną cześć pospólstwa w kwestii intelektualnej. Jednych trzeba trzymać blisko siebie, żeby stworzyć zgrupowanie osób będących nadzieją tegoż Świata. Innych należy odpychać butem, bo jeszcze idiotyzm okaże się chorobą zakaźną. A jak wiadomo - na coś takiego nie ma lekarstwa. Lepiej zapobiegać, niż leczyć. Najlepiej gazrurką. Albo łomem.
Wystarczyło poczuć swąd dymu tytoniowego, by stracić humor. Może szansa na utratę zdrowia przez papierosy w przypadku nieludzi wydawała się niemalże zerowa, jednak sam zapach potrafił drażnić. Żeby coś tak obrzydliwego inhalować dla własnej przyjemności? To chyba trzeba być masochistą. Choć Fausta to mało interesowało. Bardziej obchodziło go spędzanie czasu w ładniej pachnącym środowisku. Jak nie ze względu na własne widzimisię, to przynajmniej dla obecnych tutaj szkrabów. Bo potem nałapią durnych nawyków i liczebność plebsu zamiast spadać, albo pozostanie na zbyt wysokim poziomie, albo zacznie znowu wzrastać.
Aż szkoda, że tytoń nie zabija skuteczniej. Może wtedy byłoby lepiej i inni zaczęliby cześciej używać mózgu?
W końcu miało dojść do konfrontacji. Białowłosy uśmiechnął się kątem ust, słysząc za sobą jakiś damski głos. Musiał mieć niezłe szczęście, skoro Los zsyłał mu niewiastę, zamiast jakiegoś gościa. Chyba, że ten rzekomy gość nie palił.
- Nigdy. - odrzekł najzwyczajniej w świecie, zamykając oczy - Moja matka wolałaby, żebym sam wszystkiego doświadczył na własnej skórze, zamiast mnie przed czymś wystrzegać. Bo spaść mogę, ale nie muszę.
Nie był człowiekiem, żeby upadek z tak niewielkiej wysokości zrobił mu większą krzywdę. Faust by upadł, otrzepał, może miał potem siniaka albo zdartą skórę i po sprawie. Jeżeli były to jedyne przeciwwskazania, żeby w ten sposób bezsensownie nie tracić czasu, to bohater nie widział żadnych przeszkód.
Spojrzał na nieznajomą kątem swych szarych oczu. Zaśmiał się pod nosem zauważając, że to blondynka. Oby nietypowa, bo w przeciwnym wypadku Idol będzie musiał unikać dziewcząt o włosach w różnych odcieniach żółci, z góry zakładając, że są bystre jak woda w klozecie. Najbardziej Nefalemowi dokuczał fakt, że ten papierosowy fetor najwidoczniej pochodził właśnie od tej damulki, która dalej, z widocznym entuzjazmem, zaciągała się tą trucizną. Aż białowłosemu cisnęło się na usta "może chcesz coś innego, mniej cuchnącego, do trzymania w buzi?"
- Wydajesz się być teraz takim durianem. - stwierdził, zamykając lewe oko - Możesz mieć "pyszne" wnętrze, tylko Twój zapach odrzuca od jego poznania.
Jakby kulturalnie poprosił, żeby blondyna przestała zajmować się tym petem w jego obecności, to jeszcze uznałaby go za milusia, którego można mieć w głębokim poważaniu. Faust był na tyle miły, żeby dawać innym szansę wykazania się, dania znać o swej intelektualnej wartości. Nie zawsze, ale teraz był w wyśmienitym humorze, więc to miało sens. Może nawet się niewieście uda zauważyć komplement zagnieżdżony w negu bohatera i nie wpadnie w bezsensowną, babską furię. Nie, żeby ktoś tutaj miał do kogoś jakieś nadzieje. Niech się dzieje, co chce.
- A może specjalnie chcesz odpychać od siebie innych? Ewentualnie na siłę chcesz wpoić obecnej młodzieży, że wszystkie dorosłe panie jarają pety i śmierdzą kominem.
Prowokacja do kontynuowania rozmowy. Ponownie Faust nie mógł zrobić tego w bardziej normalny sposób, musząc zaznaczyć swoją pewność siebie. Może chciał zaimponować samicy i dać jej do zrozumienia, że był nosicielem silnych genów?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Wto Sie 20, 2013 8:22 am

Dziewczyna słysząc jego pierwszą wypowiedź nie zareagowała. Cóż przynajmniej nie uraczył jej jakimś tanim tekstem na podryw. Jednak sam sposób jego wymowy lekko ją frustrował. Nie lubiła istot, które wyobrażają sobie, że są lepsi od innych. Słysząc jego drugą wypowiedź zaśmiała się cicho.
-Naprawdę delikatny sposób, by kogoś obrazić lub zbyt chamski by go poderwać.
Odparła szybko z ironicznym półuśmiechem na ustach. Cóż ona nie była delikatna. Wiedziała jak życie się tu toczy i wiedziała, że tutejsze dzieciaki nie patrzą na dorosłych. Uważają ich za nic nie warte stworzenia, które nie potrafiły zmienić świata. Może i właśnie tacy są? Sami goniliśmy za marzeniami, które teraz są tylko snem.
Słysząc drugą wypowiedź dziewczyna spojrzała na białowłosego kątem oka. Starała się jednak uspokoić, nie była zbyt cierpliwa, jednak nie powinna zniżyć się do jego poziomu. Nie powinna obrażać ludzi, o których nic nie wie. Musi pamiętać, że jest to tylko forma obrony. Kiedyś też tak robili, wyczuwając zagrożenie atakowali innych jak zwierzęta i próbowali przymusić do zaakceptowania ideałów kogoś innego.
-Musi być ciężko obrażać osobę, o której nic się nie wie.
Na nią nie działały takie oskarżenia. Zresztą ktoś, kto nie jest uzależniony nigdy nie zrozumie jak można się truć za własne pieniądze. Zresztą kiedy uświadomimy sobie, że to nie ma sensu nałóg staje się zbyt silny by od niego odejść. Z każdym tak jest, każdy jest od czegoś uzależniony. Czasami może się okazać, że nawet od kogoś więc rozstanie staje się małą śmiercią człowieka.
Fleuer wyrzuciła niedopałka w piasek i jeszcze przez chwilę się huśtając patrzyła na ciemniejące niebo nad blokami. Jeszcze chwila a zapalą się nieliczne latarnie uliczne. Młodzi wyjdą na ulice aby gonić za utopią wykutą ich dłońmi. Jednak teraz ludzie tacy jak Fleaur mają możliwość nakierować ich na inną drogę. W szkole czy na uczelni, gdzie zaczyna się największe pranie mózgów.
Kobieta odetchnęła głęboko odsuwając od siebie myśli. Za bardzo poczuwała się do obowiązku wychować następne pokolenie na takich, jacy oni chcieli być. Jednak nie może tego zrobić. Każdy powinien iść swoją drogą a ona teraz powinna zając się białowłosym cwaniaczkiem będącym obok niej.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Wto Sie 20, 2013 8:04 pm

Dobry aktor może zagrać w taki sposób, by otrzymać od innych oczekiwane przez siebie reakcje. Mistrze perwersji, po krótkim, niezauważalnym teście potencjalnej kochanki, stanie się najwierniejszym i najromantyczniejszym mężczyzną, jakiego można spotkać. Nie chcąc mieć z kimś nic wspólnego, wystarczy kreować siebie na bezczelnego, wypranego z uczuć skurczybyka i rzucić kilkoma obelgami. Wcale nie tak wiele osób jest skorych do odpowiedzi nietypowych i niespodziewanych zachowań. Jest mnóstwo psychologicznych schematów, które można używać dla własnych celów.
Jeżeli Faust byłby na tyle zdesperowany, żeby na siłę zrobić na blondynce wrażenie, to odpowiedziałby w zupełnie inny sposób. Na chwilę obecną chciał grać kogoś, kogo tylko on potrafił zagrać - siebie samego. Może wydawać się nieco zbyt bezpośredni i bezczelny. Nie mu oceniać. Nie dostał od Boga rozkazu, by miał się wszystkim podobać i budzić w każdym sympatię. To on czuł sympatię - mniejszą lub większą - do wszystkich. Nie chciał nic konkretnego w zamian.
Mimowolnie wyszczerzył zęby, słysząc odpowiedź nieznajomej. Czyżby został źle zrozumiany? Czyżby natrafił na kogoś, kto z góry zakładał jego wypowiedź za obrazę? Przynajmniej rozmówczyni potrafiła walczyć o swoje. Szkoda tylko, że nie tak, jak trzeba i niezupełnie wtedy, kiedy trzeba.
- Obrazić? Czym? - spytał, patrząc na dziewczę kątem przymrużonych oczu  - To większość zwykła obrażać mnie, przez swoje intelektualne ograniczenia i czystą zazdrość. Ja nie mam ku temu podstaw. Wolę stwierdzać fakty.
Blondyna śmierdzi, bo pali - to tak oczywiste, jak błękitne niebo w słoneczny dzień. Różnica polegała na tym, że na barwę sklepienia niebieskiego nie miało się zbytnio wpływu, a fetoru nieznajoma mogła się spokojnie pozbyć, przestając się nim dobrowolnie nasiąkać. Skoro jednak tego nie robiła, to widocznie miała ku temu dobre powody. Chęć zrażania innych do siebie wydawał się być najlogiczniejszy. A może robiła tym komuś na złość, bo ją wkurzył? Białowłosy nie znał motywów swojej rozmówczyni. Mógł być ich jednak trochę ciekawy. Może będzie miał się z czego śmiać lub znajdzie okazję do odegrania roli Wujka Dobrej Rady. Chyba zdobycie tej informacji nie mogło wyjść mu na złe.
Trochę ciężko szło białowłosemu pojąć kolejną wypowiedź blondynki. Może dlatego, że znał się na obrażaniu innych jak kura na pieprzu? To, że jego szczerość mogła być postrzegana jak za obrazę, to już nie jego wina. Bezsensowna utrata energii na odpowiednią analizę wypowiedzi, by nie mogła być uważana za uwłaczającą czyjejś godności, nawet w najmniejszym stopniu, nie wchodziła w grę. O wiele lepiej jest ją zainwestować na inne rzeczy.
- Masie osób, która zna mnie wyłącznie z widzenia, jakoś wychodzi to dość łatwo. - odparł, zeskakując z huśtawki i przeciągając się - Poza tym, obrażanie kogoś polega głównie na dowartościowywaniu samego siebie. Jest więc ukrytą informacją, że ktoś nie ma o sobie zbyt dobrego zdania, skoro musi wmawiać sobie i innym, że ktoś jest jeszcze gorszy.
Nie trzeba było mówić, że Faust takiego prymitywnego mechanizmu nie potrzebował. Wiedział dokładnie, na czym stoi i nie za bardzo myślał o wykorzystywaniu tego do zmniejszania wartości innych. Mógł przeklinać pospólstwo, że było takie mało inteligentne, ale to tylko dlatego, że przy odrobinie chęci jednostki, które w skład tegoż wchodzą, mogłyby ten stan zmienić. Ale widocznie nie chciały. Białowłosy za nich tego nie zrobi.
Obrócił się na pięcie, odwracając do złotowłosej. Towarzyszyło przy tym dzwonienie łańcucha, który miał przy pasie.
- Traktując sprawę nieco bardziej personalnie, to żeby mieć podstawy do obrażania Ciebie, musiałbym być homo.
Dobrze było uświadomić panience, że ktoś tutaj rzeczywiście nie miał o niej złego zdania, tylko miał problem z jej śmierdzącymi nawykami. Nawet, jeśli niebezpośrednio. Warto stymulować umysł, żeby się w nim trybiki trochę pokręciły.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Sro Sie 21, 2013 8:38 am

Dowartościowanie siebie? Cóż nie do końca, w końcu czasami obraża się kogoś, tylko po to by go obrazić. Niczego więcej nie potrzeba, tylko świadomość, że zrównało się kogoś z poziomem podłogi. Zresztą obraza jest tylko inną formą obrony przed czymś.
-Wiesz, czasem ludzi obrażając kogoś chcą go po prostu obrazić lub zwyczajnie zniechęcić go do siebie. To jest taka swoista forma obrony.
Sprostowała chłopaka słysząc, że przez obrazę ludzie dają innym znak że muszą się dowartościować. Gdyby każdy tak robił, okazało by się, że ci najbardziej chamscy mają bardzo niskie mniemanie o sobie samych.
Dziewczyna słysząc ostatnią wypowiedź białowłosego zakryła ręką twarz by nie parsknąć śmiechem. Tak dziwnego powodu do obrażania jeszcze w swoim życiu nie słyszała. Zresztą orientacja jest najgłupszym argumentem do jakiego można się odnieść. W końcu orientacja jest najbardziej neutralną rzeczą i tą, która nie powinna obchodzić kogokolwiek. Chyba, że staje się powodem sprzeczki między kochankami. Na to już nic nie da się poradzić.
-Wiesz, strzeliłeś piękną gafę nie wiedząc czy ja przypadkiem nie jestem homo. Do tego obrażać z powodu orientacji to jak wykazanie się rozumem klasycznej blondynki.
Och, czy ktoś mówi o kolorze włosów? Oczywiście, że tak, w końcu trzeba łamać stereotypy, a jeśli nie to się przynajmniej z nich śmiać. Każdy wie, że w świecie znajdzie się zawsze jakaś głupiutka kobieta o jasnych włosach, nie jest to jednakowoż powód do śmiechu ze wszystkich panien, które nie ukrywają swego naturalnego koloru.
Fleaur zastanawiała się jak zareaguje słysząc, że jednak może być homo. Cóż, niektórzy mężczyźni odsuwając się na taką wieść, a inni wręcz przeciwnie - próbują wyciągnąć pewne intymne informacje. Dziewczyna wyciągnęła paczkę papierosów i odsuwając się od mężczyzny na parę kroków włożyła jednego do ust.
-Acha, żeby skończyć temat zapachu papierosów, powiem ci, że palę na tyle długo, że twoje uwagi średnio do mnie przemawiałam. Nasłuchałam się już takich wiele.
Zapaliła papierosa i schowała resztę na swoje miejsce. Po chwili było słychać "klik", rozkruszonej kuleczki mentolowej z papierosa. Dziewczyna spokojnie odwracała głowę w bok, by dym nie poleciał na białowłosego. Cóż nie była wredna i szanowała zdrowie innych. Nie zmuszała nikogo do palenia i wdychania dymu kiedy nie chcieli. Sama kiedy kiedyś próbowała rzucić chodziła chętnie za palaczami, byle by się dymu nawdychać. Mimo to jak widać na załączonym obrazku nie udało jej się rzucić palenia i dalej się truje. Co jej jednak szkodzi? Na coś w końcu trzeba umrzeć prawda?

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Czw Sie 22, 2013 12:29 am

- Ucieczka nie będąca strategicznym odwrotem to oznaka tchórzostwa, a nie żadna obrona. - odpowiedział wręcz machinalnie, wzruszając ramionami - Co za idiotyczne instynkty nakazują komuś zrażać do siebie innych? Każda znajomość może skutkować ciągiem korzyści. Sam Bóg wie, kiedy zła relacja przerodzi się w poważniejszy konflikt.
Ziarnko niezgody może urosnąć do czegoś znacznie niebezpieczniejszego. Jeżeli ktoś specjalnie starał się napsuć krwi innym, odczuwając z tego jakąś wewnętrzną satysfakcję i uważając siebie za jednostkę wybitną, to - paradoksalnie - był częścią niezbyt rozwiniętego intelektualnie plebsu. Nie ważne, jak taki ktoś był bogaty czy wykształcony. W znaczeniu społecznym był chwastem, którego warto byłoby się pozbyć. Dla dobra ogółu.
Kiedyś Faust pisał o czymś podobnym na swoim blogu, dzieląc relację na trzy stany: lubię, nie lubię i toleruję. Ten pierwszy, w zależności od poziomu sympatii, mógł być wyrażany w liczbach dodatnich, większych od zera, bez wyraźnie zarysowanej granicy skali. Drugi stan miał być przedstawiany w liczbach ujemnych, mniejszych od zera. Im bardziej ktoś kogoś nie lubił, tym cyfry stojące przy minusie dawały większą wartość. Białowłosy wytłumaczył, że skala minusowa może prowadzić wyłącznie do strat, zarówno fizycznych i mentalnych, gdy dodatnia dawała obraz ewentualnych korzyści. Ponownie można było zauważyć pewien schemat - im ktoś kogoś bardziej lubił/nie lubił, tym ten ktoś bardziej mógł liczyć na zysk/stratę. Zerem, czyli istnym "złotym środkiem", miała być tolerancja, czyli przypadek bez sympatii i konfliktu, związany z akceptacją egzystencji drugiej jednostki, nie mając z tego ani korzyści, ani strat. Nie trzeba było mówić, że Faust doradzał budowanie relacji wyłącznie na plus, starając się nie przekraczać zera do negatywnych wartości. Lepiej wyjść na swoje lub korzystnie, niżeli na minus. Szczególnie wtedy, kiedy ewentualne straty mogły obejmować nie tylko nas samych.
Wciąż uśmiechnięty i w najlepszym humorze, Faust przechylił głowę na lewy bok, słysząc porównanie rozmówczyni. Zamrugał kilkakrotnie, nim przyjął bardziej zadziorny wyraz twarzy, przymrużając oczy. Miała to być oczywista, bezsłowna wiadomość o treści "I kto to mówi". Chociaż nie można mieć niczego za złe typowym blondynkom. Przynajmniej można było sobie o nich dowcipy opowiadać.
Rokowania były jednak niezbyt obiecujące, albo białowłosy za bardzo przyzwyczaił się do bystrości Vivi, która momentalnie potrafiła zrozumieć, co miał na myśli. Nie istniała żadna zasada mówiąca, że każdy powinien posiadać taką zdolność, toteż Faust musiał się dostosować. Mimowolnie jednak westchnął, czując się nieco niezrozumianym.
- Wybacz. Będę teraz bardziej bezpośredni. - poinformował, drapiąc się lewicą w tył głowy.
Bo blondynce nie za bardzo chciało się bawić w zgadywanki, więc trzeba do niej podejść w bardziej konkretny sposób. Przynajmniej białowłosy był do tego zdolny, zamiast dusić w sobie wszystkie te rzeczy, którymi chciałby się podzielić, obawiając się odrzucenia. Bo to nie on na tym straci.
Rzucił dziewczynie ostrzegawcze spojrzenie, gdy ta postanowiła dalej zatruwać środowisko i swoją urodziwą osobę. Ciężko było patrzeć na tę masochistyczną scenę, w której nieznajoma grała rolę słabej, niemogącej wyrwać się z objęć nałogu kobietę.
- A teraz się zastanów, czy wszyscy mówili Ci to na złość, czy chcąc Twojego dobra? - bohater schował prawicę do kieszeni - Jesteś strasznie atrakcyjna i każdy porządny facet chciałby się jeszcze przekonać o Twojej, zapewne niebagatelnej, osobowości. Szkoda tylko, że otaczające Cię środowisko, zamiast przyciągać delikatnym zapachem perfum, woła o pomstę do nieba przykrym swądem. Wystarczyło, że raz spojrzałem na Twoje usta, a już marzyłem, żeby je poznać bliżej. Potem przywaliłaś mi mentalną łopatą, dając tę przyjemność jakiemuś zawiniątku z tytoniem. Dziwisz się, że musisz słuchać tego całego bełkotu o zaprzestaniu palenia?
Jak ktoś jest ładny, to warto mówić, że jest ładny, bo jeszcze zachoruję na bezsensowną skromność. Jak ktoś robi głupotki, to też warto mu o tym mówić, to może przestanie. Siedzenie cicho za dużo nie pomoże. Szczerość może tak samo boleć, jak robić mentalnie dobrze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Czw Sie 22, 2013 9:23 am

-Jak uważasz.
Odparła spokojnie delikatnie kręcąc głową na jego słowa. Cóż, nie będzie więcej dyskutować na temat ich poglądów, kiedy są zupełnie inne. Skoro białogłowy uważał, że ważne jest ciągnięcie korzyści ze znajomości, niech tak myśli dalej. Ona już wiedziała, że nie chce go w gronie znajomych. Nie lubi ludzi, którzy starają się ze wszystkiego wyciągać korzyści. W końcu niektóre rzeczy robi się choćby dla samej przyjemności robienia ich.
Widząc jego minę odpowiadającą na jej drugą wypowiedź miała ochotę cicho parsknąć. Cóż, może ktoś tu lubi żarty o blondynkach? Jak tak to Fleaur może poopowiadać jako jednak z kobiet o tym kolorze włosów. Słysząc o tym, że będzie bezpośredni spojrzała na niego podnosząc brwi w zadziwieniu. Cóż może liczyła na coś ciekawego, jednak słysząc jego słowa wypuściła tylko ciężko powietrze i przewróciła oczami. Takich słów słyszała wiele i to z wielu ust. Cóż i tak znała już wielu, którym nie przeszkadzał papieros nawet jeśli sami nie palili. Cóż, jednakowoż miło jest zaś posłuchać o swojej wartości w oczach ludzi, którym się podoba.
-Powiem ci, że istnieje równie wielu, którym to nie przeszkadza i wielu, którzy mnie raczyli podobnymi słowami. Spokojnie jeśli kiedyś rzucę palenie będziesz się mógł do mnie zgłosić.
Oj, czy nie przesadziła? Chyba jednak brzmiała trochę jak dziwna? Ale w sumie, co ją to obchodziło? Była przynajmniej szczera i była sobą, mówiła wszystko prosto z mostu nie owijając niczego w ozdobne pierdoły. Teraz też nie obchodziło ją, czy w oczach białowłosego zniżyła się do poziomu pospólstwa czy nie. Po prostu była sobą, a jak ktoś uzna to za okazanie chamstwa to już jego problem. Ewentualnie straci jedną o jedną osobę, którą mógł wpisać na listę znajomych.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 27
Dołączył/a : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Pią Sie 23, 2013 1:57 pm

Ingerencja Mistrza Gry.
Środek dnia, wczesne popołudnie. Przez osiedle włóczyła się grupka naćpanych mięśniaków z okolicznego gangu, która od czasu do czasu wychodziła bez powodu i szukała zadymy. Dzisiaj powędrowali w te rejony żeby spierdolić komuś życie. Przechodząc obok placu zabaw jeden, największy z nich i prawdopodobnie przywódca zauważył śliczną parkę, która rozmawiała o bzdetach i gównach, których nikogo to nie interesowało. Mięśniak, łysy, ubrany w dresy skierował bejsbol w kierunku Fausta, uśmiechnął się złowieszczo i odwrócił głowę w kierunku swoich ziomali (było ich pięciu plus on sam, czyli szóstka). Dwójka z nich całkowicie była zakapturzona, nie było widać ich twarzy, trzymała się z tyłu, natomiast reszta przeskoczyła ogrodzenie i zmierzali powoli w kierunku Fausta i Fleau, wymachując drewnianymi bejsbolami z rdzeniem metalowym w środku. Uderzenie pałki mogłoby być bolesne i to bardzo. Mięśniak stanął jakieś dwa metry od parki z trzema swoimi ziomali, uśmiechali się złowieszczo, wszyscy byli łysi i w dresach.
- Ty, skurwielu, widziałem Cię na plakatach, dasz nam autograf? - Po tych słowach przywódca grupki kiwnął głową do jednego z nich. Bandyta rzucił się w amoku krwi w kierunku Fausta i zamachnął się bejsbolem tak aby trafić go w głowę. Reszta jedynie stała i gapiła się na dziewczynę, która nie była niczego sobie.
- Poczekaj tutaj, zajmiemy się tobą potem, skosztujesz naszych kutasów, suko - Przywódca grupy skierował swoje słowa w kierunku dziewczyny, oblizał swoje wargi i złapał się za kroczę, delikatnie podnosząc materiał dresów w wiadomym geście. Zapewne ją zgwałcą po rozprawieniu się z Faustem.

Opis sytuacji - Czterech wysokich, umięśnionych, łysych mężczyzn koło dwudziestki lub trzydziestki, stoi przed wami, uzbrojeni w bejsbole i prawdopodobnie inne narzędzie ostre (wszystkiego można się spodziewać). Jeden z czwórki rzucił się na Fausta, starając się trafić w jego głowę (czas na obronę). Dwójka zakapturzonych członków gangu stała za ogrodzeniem i wpatrywała się w resztę, choć nie było widać ich twarzy. Tajemnicze typy. Będzie to zamach za głowy, Fauście.

- Faust.
- Fleauette.
- Mistrz Gry.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Sob Sie 24, 2013 6:47 pm

Jeżeli szukać w tej rozmowie jakiegoś psychologicznego starcia, to Faust wyszedł z niego zwycięsko, wymuszając na rozmówczyni zaprzestanie używania jakichkolwiek kontrargumentów, co było równoważne z jej ucieczką. Patrząc na problem głębiej, to zwycięscy było brak, gdyż psychologiczny odwrót Blondi wcale nie musiał być równoważny z jej akceptacją zdania rozmówcy. Równie dobrze mogła uznać jego gadaninę za brednie, twardo trzymając się swojego widzimisię. Wytrwałość w swoich przekonaniach jest jak najbardziej pozytywną cechą, byleby te przekonania były dobre. W przeciwnym wypadku mamy do czynienia z głupią upartością.
- Nie ja tak uważam, moja droga. - odparł, po czym dmuchnął sobie w grzywkę.
Ci, którzy coś robią, warunkują zmiany. Ci, którzy wszystko akceptują, warunkują stagnację. To tyczyło się tak samo świata, jak innych osób. Problem złotowłosej tkwił nie tylko w jej samej, lecz również gronie znajomych. Gdy jedni popełniali błąd, by nie mieć nic przeciwko złym nawykom przyjaciółki - bez różnicy, czy sami takowe mieli - inni musieli stosować denną argumentację, by ją od petów odciągnąć. Nic jednak nie szkodzi. Jeżeli wystarczająco dużo osób zacznie wręcz truć blondynce, że palenie jest złe nie dlatego, że psuje zdrowie, tylko źle wpływa na kontakty z innymi, to może ta w końcu coś z tym zrobi. Może to stać się za tydzień, miesiąc, rok, kilka lat. Im wcześniej, tym dla niej lepiej. To jej decyzja.
- Dopisz mnie do tych mądrzejszych. Mam na myśli tych drugich.
Nawet nie musiał być jakimś aktywnym członkiem kręgu znajomych nieznajomej, żeby chcieć jej sukcesu. Trochę szkoda, że popularność białowłosego mu w tym wypadku niezbyt pomagała. Dziewczyna nie musiała być jego fanką, ale chyba ogólnie łatwiej o motywację do spełniania próśb osób, które były znane. Z drugiej strony świetnie było wiedzieć, że rozmówczyni nie czuła żadnej, bezsensownej presji, mając do czynienia z Idolem. Rozmawiała z nim jak Venorianka z Nefalemem, a nie szara obywatelka z człowiekiem sukcesu. Gdyby tylko wybić jej z tej uroczej główki durne nawyki, które zmniejszają jakość jej życia, życia osób w okolicy i znacząco zmniejszały jej ogólną wartość. Bo tylko mentalnie słabi nie potrafią radzić sobie z nałogiem.
- Wychodzę z założenia, że poza chęcią trucia środowiska, przybyłaś tutaj, albo przechodziłaś w czasie mojego bezsensownego opierdzielania się, w jakimś konkretniejszym celu. Randka? Obiad u babci? Nieświadoma chęć znalezienia mnie? - zapytał, wskazując palcem lewicy na jestestwo dziewczyny, mając ów dłoń usytuowaną przy boku, na wysokości swego pasa. - Do tego ostatniego miałabyś najbliżej.
Skoro przydałoby się już nieco zmienić tor tematów, na które obecna tutaj parka będzie rozmawiać, to Faust postanowił zrobić ku temu pierwszy krok. Walczył z samym sobą, nie chcąc dla żartu zapytać o opinię rozmówczyni dotyczącą obecnej pogody, jakoby udając stereotypowego faceta, który próbuje zagadać z niewiastą. Ale postanowił odejść od tego pomysłu, bo jeszcze by się poczuł nieswojo.
- Dla Ciebie to może być przypadek, jednak w rzeczywistości nasze spotkanie może być przeznaczeniem. - skrzyżował ręce na klacie, przytakując głową.
Kto wie, przy których sytuacjach maczał palce Stworzyciel?


Tak samo przeznaczeniem mogło być pojawienie się zupełnie randomowej grupki podejrzanych typków, uzbrojenie których dużo mówiło o ich niecnych zamiarach. To właśnie najgorszy przykład plebsu, który siłą dyktuje warunki, dając tym znać o swoim ograniczeniu intelektualnym. Rozprawianie się z takimi zwykło być dość łatwą sprawą, jednak czasem Los może płatać figle. Nawet dość brutalne.
Może też nie lubili palącej blondynki i chcieli jej wbić do głowy dobre nawyki? Dosłownie.
- Nie znam skurwiela. Przypominam go? - nie mógł powstrzymać się przed ripostą.
Wiedział, jak to się skończy. To jest właśnie nudne w tego typu debilach - są tak przewidywalni. Co najwyżej ich sposób załatwiania spraw może okazać się nowatorski, gdy charakterystyczny, drewniany oręż miał tylko uśpić czujność bohatera. Szkoda, że nie miał w zwyczaju dawać forów, kiedy ktoś mu się nawinie i z kim nie można załatwić sprawy w cywilizowany sposób. Z tak prymitywnymi istotami trzeba porozumiewać się w równie prymitywny sposób, żeby dobrze zrozumieli.
Sześciu gości, dwóch w pogotowiu, trzech średnio aktywnych, jeden w akcji. Liczebna przewaga wroga nie powinna być tutaj czymś strasznym. To postawa białowłosego, niewydającego się być poruszonym swoją niezbyt korzystną sytuacją, winna zrobić wrażenie na "tych złych". Chyba liczyli na szybkie załatwienie sprawy. Warto ich nauczyć, że nie wszystko idzie po naszej myśli. A może to Idol się o tym przekona?
Ofensywa od strony neandertalczyka - to takie typowe. Nawet ten wymach zza głowy wydawał się tak klasyczny, że mogło się nie chcieć go unikać. Ale Idol nie chciał skończyć z rozpołowioną czaszką. Musiał więc spróbować odskoczyć do tyłu, nie chcąc zostać ugodzonym tym drewnianym draństwem, bo jeszcze sentencja "głupi ma szczęście" będzie miała tutaj swoje odzwierciedlenie i dres uderzy critical hit'a. Kiepsko będzie, jeżeli unik się nie uda. Jeżeli jednak wyjdzie, to białowłosy szybko doskoczy do wroga, pochwyci prawą dłonią jego broń, gdy lewą - uprzednio zaciśniętą w pieść - przywali w palce oponenta, chcąc bólem wymusić na nim puszczenie drewnianego kija. Szarpnięcie prawicą powinno tylko bardziej w tym pomóc. Nie trudno się domyślić, że rozbrojonego przeciwnika Faust będzie miał zamiar poszczuć jego własnym orężem, wykonując silny wymach w lewy bark celu, a następnie w lewe kolano. Idiotów lepiej obezwładnić, bo będą jeszcze na tyle tępi, że nie zrozumieją własnego zgonu i staną się Zombie. Niech żyją, niepotrzebnie kradną tlen inteligentów, ale przynajmniej Idol będzie miał mniejsze problemy z prawem. Jeżeli w ogóle miał jakieś mieć. On się tylko bronił!
Po unieszkodliwieniu jednego dryblasa, warto byłoby się zająć resztą. W tym celu białowłosy postara się rzucić kijem w jednego z pozostałych, przy okazji rzucając okiem na innego.
- Spuść jednemu ze swoich kolegów porządny łomot - temu poleceniu, wypowiedzianemu głośno i wyraźnie, towarzyszył dziwny, złocisty blask w oczach Nefalema.
Komando - wszystko jasne. Dobrze jest czasem nie brudzić sobie rąk. Poza tym, idiota idiotę lepiej zrozumie.
Jeżeli jakieś zdarzenie losowe lub osoba trzecia będą starać się jakoś przeszkodzić Faustowi, chociażby przez zrobienie mu kuku, ten starać się będzie wykonywać zgrabne uniki. Uchylanie się przed kijami i innymi wihajstrami, odskoki do tyłu czy na boki - nic nadzwyczajnego. Teraz tylko modlić się, że ta frajernia nie zrobi jakiegoś szału.
Gdyby wszystko poszło, jak trzeba, to białowłosy zajmie się zdejmowaniem łańcucha przy pasie, bo może się przydać do kolejnych akcji. Liczył, że jak trójka głąbów nie będzie zbyt bardzo zajęta sobą, to przynajmniej blondyna wykona jakąś ciekawą akcję. Nefalemowi wcale nie tak fajnie było grać rycerza w zbroi, jeżeli jego rzekoma księżniczka sama potrafi nieźle przyłożyć.
Oby, bo sytuacja kilku na dwóch jest lepsza, niż kilku na jednego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Sob Sie 24, 2013 7:38 pm

Słysząc jego słowa podniosła wyżej jedną brew. Dopisać go do tych mądrzejszych? Cóż widocznie spotkała osobę bardzo pewną siebie. Chociaż można również uznać to wręcz za wywyższanie się nad innych. Dziewczynie cisnęła się już na usta obelga, jednak powstrzymała się. W końcu przecież nie powinna krytykować ludzi tylko przez ich rasę prawda? Przecież jest to najgłupsza argumentacja na świecie. Jednak nie mogła przyzwyczaić się do sposobu wypowiedzi mężczyzny.
Jednak jego druga wypowiedź po prostu ją rozśmieszyła. Dziewczyna nie miała powodu by go szukać. Przyszła powspominać swoje dzieciństwo i zabić po prostu czas. Może spotkać jakąś fajną ekipę by się pobawić. Nigdy w życiu nie szukała by kogoś tak zadufanego w sobie. Chociaż może taki nie był, może to tylko nasza blondyneczka odniosła takie wrażenie. Odsunęła głowę lekko do tyłu i popatrzyła się na niego jakby był co najmniej wydzielał się od niego nieprzyjemny odór.
-Wybacz, ale za bardzo sobie pochlebiasz i nie przyszłam tu z żadnego z wymienionych przez ciebie powodów.
Słysząc jego dalsze słowa szybko zakryła usta palcami jednak wydobyło się z nich stłumione parsknięcie. Słysząc o przeznaczeniu nie potrafiła się powstrzymać. Czym miało być to przeznaczenie? Zapisaną księgą czy bogiem kierującym ich losem? Nie wierzyła ani w jedno, ani w drugie. Dla niej był to zwykły stek bzdur i tyle uważała, że Bóg miał za dużo pracy by decydować o przeznaczeniu każdego z osobna. On po postu pilnował by rachunek światowy zawsze był równy. Cóż jednak rozmawiała z pół-aniołem...

Widziała zakapturzone postacie zbliżające się powoli do nich. Już na pierwszy rzut oka było widać, że nie są pacyfistami. Cóż w tych okolicach dało się często znaleźć takich typów. Jednak słysząc że twarz białowłosego była na plakacie zdziwiła się. Co prawda nie obchodzą ją takie sprawy jak życie gwiazd czy moda. Jednak naprawdę nie widziała jego twarzy na plakacie.
-Plakacie? Co do cholery?
Jednak słysząc słowa skierowane do niej przewróciła oczami i uderzyła się ręką w czoło robiąc tzw. "face palma". Cóż nie mogła zrobić innej reakcji na głupotę dresiarzy. Jeśli myśleli, że w ogóle jej dotkną to się mylili. Schowała ręce z tyłu i w jednym momencie pojawiły się w nich "tygrysie ostrza". Czyli sztylety o długości 20 cm. Na razie jednak trzymała je w pogotowiu czekając na rozwój wydarzeń. Nie zamierzała bronić nephilima szczególnie, że na razie zdawał się jakoś bronić. Fleur cały czas jednak obserwowała i nasłuchiwała otoczenie, by móc w odpowiednim momencie zareagować. Cóż nie rzuci się jak głupia i zostanie w roli małej blondynki. Stała cały czas tak z rękami na plecach i przerażoną miną oraz trzęsącymi się nogami jak dziewczynka, którą naprawdę przestraszył atak drewnianą pałką.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 27
Dołączył/a : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Nie Sie 25, 2013 1:10 pm


Faustowi udało się uniknąć ataku a następnie wykonać ofensywę godną prawdziwego bojownika. Pierwszy z nich leżał na ziemi, nie mógł się podnieść, nawet zdarzyło mu się zapłakać i pojęczeć z bólu. Wił się na ziemi jak bezpański, ranny pies. Taka była sytuacja. Trzech kolejnych patrzyło na to z zdziwionym spojrzeniem, nie wierzyli w całą sytuacje, która właśnie miała przed chwilą miejsce, jeden z nich leżał na ziemi i kwiczał. Niesamowity chłopak, wystarczyło jedynie się trochę postarać i już jeden z nich był niezdolny do dalszej walki. Trzech kolejnych chciało się już rzucić na Fausta, lecz jeden z nich dostał bejsbolem w twarz, padł na ziemię i zaczęła mu krwawić twarz. Zostało dwóch plus dwóch z tyłu, którzy nie mieli chyba zamiaru na razie się ruszać z miejsca. Przyglądali się i nic nie robili. Byli jak zombie. Przywódca oraz inny drechol pozostali na polu bitwy, jednak Faust użył mocy na przydupasie szefa gangu, rzucił się na niego. Szef się zdziwił, lecz podczas szarpaniny, wyciągnął nóż i wbił byłemu koledze ostrze pod żebra. Kolejny padł a na placyku został jedynie Przywódca wraz z Fuastem oraz dziewczyną.
- Zapierdolę Cię za to - Skrzywił się szefunio. Rzucił się na niego z bejsbolem oraz nożem na niego. Wpierw wykonał pchnięcie ostrzem, które udało się uniknąć Faustowi, lecz nie był przygotowany na szybki atak, wprowadzony drugą ręką. Zamach bejsbolem spowodował, że Fuast dostał w nogę, dokładniej udo. Cholernie bolało, ale na szczęście udało mu się wycofać do tyłu. Miał już w dłoniach łańcuch i był gotowy do obrony, zwłaszcza że szefunio po raz kolejny zamachnął obiema dłońmi w celu stłuczenia żeberek Idola. Czas na obronę.
Dwóch, którzy trzymali się z tyłu przeskoczyli siatkę i powolnym krokiem kierowali się w kierunku miejsca całego zamieszania. Byli zakapturzeni, różnili się od innych członków gangu, prawdopodobnie byli czymś innym niż tylko zwykłymi drecholami.

Opis Sytuacji - Trzech leży na ziemi. Jeden obite ciało, drugi twarz (zapewne powstanie za raz żeby wesprzeć dowódcę), trzeci się wykrwawia. Przywódca trafił Fausta w udo, dzielą was dwa metry, które szefunio pokonał w celu ponownego ataku bejsbolem, zamachnięciem prawą ręką, celował w klatkę (czas na obronę). W obu dłoniach masz łańcuch. Dwóch z tyłu powoli zmierzało w waszym kierunku, dziwne typy.  

- Faust.
- Fleauette.
- MG.   

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Nie Sie 25, 2013 10:26 pm

Poszło tak łatwo, że białowłosy zaczął podejrzewać jakiś spisek. Może tylko cząstka jego sądziła, że będzie to spotkanie z nietypową bandą dresów, ale jakoś był tym dziwnie zawiedziony. Akcja na agresora weszła, jak w masło, a inny typ przyjął kij na pysk, jakoby z własnej, nieprzymuszonej woli. Dwóch z głowy, dwóch do załatwienia. Początkowo mogło się wydawać, że i oni szybko zejdą. Głowa tej szajki nie poddała się jednak bez walki, postanawiając ugodzić nożem jednego ze swoich, byleby się odczepił. Idol sądził, że do czegoś takiego nie dojdzie. Westchnął, kiwając głową w dezaprobacie.
- Trzeba będzie zadzwonić po karetkę...na pewno. - mruknął pod nosem niezadowolony, z neutralnym wyrazem twarzy.
Najlepiej by było, gdyby te wszystkie debile leżały na glebie i kwiczały z bólu, ale żeby były w jednym kawałku i nie za bardzo groziło im wykrwawienie. Białowłosy nie należał do tych gości, co załatwiają sprawy przez eliminację czynników ich tworzących. Troszkę się więc pokomplikowało.
Cios nożem? Jakby Nefalem był mniej skoncentrowany na unikaniu, a więcej na kontratakowaniu, to jeszcze postarałby się tę rękę gościowi wyłamać. Tylko ten szef to był mistrz dual wield'u i trzeba było brać pod uwagę jego obie ręce. Z jedną, której trafienie mogłoby się skończyć trochę gorzej, problem był nikły. Gorzej z drugą, zaopatrzoną w drewniany kij, która sięgnęła celu. Cios w udo (które? o:) dał o sobie wyraźnie znać, aż bohater syknął z bólu. Mogło być jednak gorzej, jeżeli białowłosy nie odziedziczyłby po jednym ze swoich rodzicieli anielskiego genu, zyskując na tym bardziej nieludzkie ciało. Noga zwykłego człowieka mogłaby skończyć znacznie gorzej, niż na ewentualnym siniaku. Ciało Nefalema nie dawało mu jednak całkowitej ochrony. Jak przyjmie na siebie więcej takich ciosów, to w końcu stanie się z nim to, co stałoby się z człowiekiem po jednym. A tego by raczej nie chciał.
- Bring it. - stwierdził nadzwyczaj spokojnie, szczerząc zęby w zadziornym uśmiechu.
Chciał to załatwić szybko, sprawnie i przy wyrządzeniu minimalnej ilości szkód. Zaczął trzymać koniec łańcucha w lewej dłoni, zaczynając nim kręcić. Wyczekiwał odpowiedniego momentu, żeby spróbować wykonać unik przed nożem, jak również kijem. W zależności od ręki, w której ostrzejsza broń się znajdowała, odskok w bok będzie inny (jeżeli w lewej ręce, to odskoczy na lewo od przeciwnika. Analogicznie spróbuje przy prawicy). Ruch ten winien być na tyle mało angażujący mięśnie, by udo nie dało o sobie za bardzo znać. Chyba, że będzie wredne i chętne na podwyższenie poziomu trudności walki z tym "boss'em".
Jeżeli unik się powiedzie i bohater będzie zdolny do kolejnej akcji, to zamachnie się dłonią z łańcuchem, chcąc nim uderzyć w rękę celu szybkim, ukośnym wymachem od dołu, najlepiej w najmniej osłonięta część kończyny. Metal po gwałtownym spotkaniu z nagą skórą winien wywołać ostry ból. Nefalem liczył, że sparaliżuje nim na chwile dryblasa, by móc do niego doskoczyć i położyć prawą dłoń na jego twarzy. W jakim celu? Chciał go uśpić. Jaka ta moc była przydatna do takich sytuacji, żeby zminimalizować ewentualne obrażenia na idiotach. Jak się to uda, to Faust będzie musiał tylko użyć łańcucha do skrepowania dłoni szefa i voila - dres unieszkodliwiony. Chyba, że miał jakiegoś asa w rękawie, jakiego bohater nie mógł się spodziewać. Przecież nie czytał w myślach!
Jeżeli Idol będzie znowu zmuszony się bronić, to zrobi to w nieco bardziej brutalny sposób, podchodząc znacznie bliżej agresora. Dresy wydawały się nie być gotowe na to, że ich cel odważy się zbliżyć na kilka centymetrów od nich. Jak się macha takim kijem, to wypadałoby, żeby obiekt wpierdolu był nieco dalej, niż długość ręki, bo ciężko będzie drewnem trafić przy wymachu. Faust liczył też na swoją własną szybkość, chcąc jeszcze przed ewentualnym ciosem samemu wyprowadzić podbródkowy otwartą prawicą, dokończony ciosem pięścią w splot słoneczny. Czasem warto zaryzykować.
Jeżeli wszystko wcześniej pójdzie, jak trzeba, to wyżej wymieniona akcja dotyczyć będzie wstającego dresa z tą różnicą, że wykonawca nie będzie za bardzo czekał, aż wróg postanowi zaatakować, jeżeli będzie mógł go znokautować jeszcze przed tym. Lepiej dmuchać na zimne.
- Możemy to uznać za najbardziej oryginalną randkę w Twoim życiu? - białowłosy nie miał zamiaru zapomnieć o swojej rozmówczyni, dając jej o tym głośno i dość wesoło znać.
Jedne dziewczyny lubią kwiaty, inne wspólne oglądanie telewizji. Może blondynkę rajcowało wspólne kopanie tyłków?
Warto byłoby jeszcze zainteresować się pozostałą dwójką, która w końcu postanowiła zrobić jakiś ruch. Pod tymi kapturami mogły się kryć prawdziwe czarne charaktery tego wydarzenia, a nie kolejne pachołki. Nie, żeby Faust był zwolennikiem nauczania innych poprzez przemoc. Ale dobra bitka z kimś, kto nie łamie się po dwóch ciosach, też była niczego sobie.
Dobrze, że się ktoś tutaj przynajmniej rozgrzał. Albo był jeszcze miał być w trakcie rozgrzewki?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Pon Sie 26, 2013 10:53 am

Dziewczyna patrzyła się na wszystko już znudzona i obojętna na ten pojedynek. Jak na razie to nawet nie musiała kiwać palcem, bo białowłosy dawał sobie radę z tępymi osiłkami. nie spuszczała jednak z oczu dwóch zakapturzonych typów, którzy postanowili się pojawić na placu zabaw zanim się dalej przyglądać. Może ich też znudziło czekanie, tak samo jak i dziewczynę. Cóż, może oni przynajmniej okażą się na tyle silni, że dostarczą ich dwójce rozrywkę bo jak na razie dziewczyna wynudziła się chyba za trzech. Z tego zamyślenia wyrwały ją słowa Fausta, jednak na nie tylko parsknęła melodyjnym śmiechem, który odbijał się od bloków.
-Nie rozśmieszaj mnie, gdybyś zrobił mi taką randkę to prędzej bym z nudów umarła.
Oj, czyżby przestała grać przestraszoną dziewczynkę? Nawet jeśli to co tam i tak okazali się zwykłymi przygłupami, na których nawet nie trzeba uważać. Miała ochotę do nich podbiec i ich pochlastać aby skończyć to daremne przedstawienie. Jednak raczej nie będzie odbierać białowłosemu okazji do zabawy i "wykazania" się przed kobietą, którą to niestety w ogóle nie interesowało.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 27
Dołączył/a : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Pon Sie 26, 2013 1:56 pm

W skrócie, nasz Faust jest niesamowitym kopaczem dupy, istny Kick-Ass wersja dla niepełnoletnich. Nawet się zamartwił o to żeby potem zadzwonić po karetkę, nasz bohater. Wcześniejszy ból w udzie (prawym od strony atakującego, czyli twoim lewym) nie był znacząco bolesny, jedynie na początku zabolał, potem jedynie czułeś narastającą opuchliznę, która nie wpłynie na poprawność dalszej walki. Na polu bitwy został Przywódca, który w amoku wkurwienia chciał się dojebać na wszelakie, nieprzemyślane sposoby, więc z łatwością unikałeś jego ataków i w końcu wprowadziłeś ofensywne. Już po chwili szefunia leżał na ziemi wraz z pozostałą trójką, łańcuchem ograniczyłeś ich ruchy, bo tak mi się podoba. Pozbawiłeś się broni żeby unieruchomić szefunia oraz gościa, który już miał wstawać, bo zaczynał się podnosić powoli. Teraz jeden uśpiony a drugi skrępowany z tym pierwszym, kolejny leżał potłuczony na ziemi i nie wychodziło na to, że miał się ruszyć. Natomiast jeszcze jeden siedział i się wykrwawiał. Przeciętny człowiek miał 5 litrów krwi, teraz zostało mu może 4,5, może mniej. Zapewne umrze zanim Faust rozprawi się lub też rozprawią się z nim tajemnicze typki, które po obejrzeniu całej akcji, zdjęły kaptury. Oboje byli łysi, mieli poharatane twarze, blizny co parę centymetrów na całej powierzchni, zapewne tak samo było z ich ciałami. Prawdopodobnie Ci faceci przeszli o wiele więcej niż Faust w swoim życiu. Popatrzyli się na parkę a dokładniej na Fausta.
- Nasz szef się wkurwi, że zapierdoliłeś bandę jego syna a jemu samemu skopałeś dupę... Jak my to mu wytłumaczymy? - Pierwszy z nich miał krwiste oczy oraz ciemniejszą karnację, skierował wzrokiem na przywódcę szajki, który leżał teraz i smacznie chrapał, albo też miał koszmary - Nie będzie zadowolony, że jego jedyny dziedzic dostał wpierdol od lamusa, musimy pozbyć się dowodów całego zajścia, więc wybacz nam... Jeżeli zginiesz powolną, bolesną śmiercią - W tym momencie nagle sięgnął za pasek, wyciągając jakiś nieznany nikomu karabin, zapewne sprowadzony za granicy, nowy model używany przez mafię. Załadował i nagle już leciała seria energetycznych pocisków w Fausta, który teoretycznie musiał ich uniknąć, albo zostanie nieźle skopcony przez nie (czas na obronę).
W oddali słyszeć było dźwięk syreny. Pierwszy który napierdalał serią w Fausta z karabinu energetycznego w ogóle się tym nie przejął. Natomiast drugi ściągnął bluzę, zostawiając sobie jedynie kamizelkę oraz dresy. Na plecach miał przymocowane dwa ostrza łańcuchowe z własnymi bateriami, które uruchomił i nagle jakby nigdy nic zaczął biec w kierunku ulicy. Był naprawdę szybki a wszyscy znajdujący się na placyku, mogli podziwiać jak wykonuje skok w powietrze a następnie opada idealnie na maską radiowozu Gwardii i wbija się w niego nogami, miażdżąc blachę jakby była kartką papieru. Odpalił piły i wbił je w okna, przebijając szkło a następnie trafiając w dwójkę służbistów, z którymi rozprawił się, rozpruwając ich od środka. Z samochodu wyciekała wszystkimi stronami krew, a Badass #2 wyskoczył z blachy w powietrze, szybując w kierunku placyku. Opadł z gracją baletnicy obok swojego towarzysza i podziwiał niekończącą się serie strzałów z karabinu kolegi w kierunku Fausta.

Opis sytuacji - Czterech leży. Dwójka mrocznych typów okazała się ochroniarzami szefunia tej szajki. Zdenerwowali się, że ich podopieczny wraz z jego kolegami dostał wpierdol od Fausta. Jeden z nich, który wcześniej mówił coś do niego, zaczął napierdalać serią z karabinu w kierunku blond chłopca, Idola nastolatek. Na szczęście jest czas na reakcję i znalezienie kryjówki za jakimś drewnianym, zabawkowym domkiem, huśtawką, w piaskownicy lub po prostu za murkiem, na którym zwykle przesiadywali rodzicie dzieci, bawiących się na placyku (Szybka akcja, unik, osłona, obrona, albo Cię poszatkuje). Aktualnie jednak znajduje się od Fausta i dziewczyny jakieś 10 metrów. Drugi ochroniarz rozprawił się jakby nigdy nic w 30 sekund z radiowozem Gwardii, po chwili już wrócił skocznie na swoje poprzednie miejsce i się przyglądał całemu zajściu z uśmiechem, obłędnym uśmiechem na twarzy.
 
- Faust.
- Fleauette.
- Mistrz Gry.      

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Wto Sie 27, 2013 8:00 pm

Jak blondyna mogła się nudzić, mogąc natłuc przedstawicieli marginesu społecznego, do tego w samoobronie? To nie każda laska chciałaby skopać tyłek frajerstwu? Przecież nikt nikomu tutaj nic nie bronił, a białowłosemu byłoby znacznie łatwiej, jakby musiał zająć się mniejszą ilością dryblasów. Niestety, albo stety, musiał zaopiekować się wszystkimi.
- Tylko stojąc i patrząc też bym się nudził. - zawołał wesoło do towarzyszki, kończąc krępować wrogów.
Poszło prawie tak łatwo, jak się Idolowi zdawało na początku. Zaczął nawet kojarzyć obecną sytuację z podobną do tej, którą miałby zaszczyt doświadczyć w jakiejś grze komputerowej albo filmie. Protagonista, pierw załatwiając sprawę z bandą przydupasów, winien spotkać się z głównym wrogiem, boss'em danego poziomu, by móc kontynuować dalej swą przygodę, jak również egzystencję. To raczej logiczne, że ten zły, jak już wyjdzie na przeciw tego dobrego, musi być albo pokonany, albo sam musi udupić swego rywala. Jeżeli Fausta i jego towarzyszkę postawić po tej jasnej stronie mocy, to ta dwójka zakapturzonych gości musiała stać po tej drugiej, ciemniejszej stronie. Ich wkroczenie, dość opóźnione, musiało oznaczać jedno - byli znacznie poważniejszym zagrożeniem. Świetnie się składało, bo bohater był właśnie po rozgrzewce.
Nie było szans, żeby widok wyglądających na zahartowanych w boju kolesi zrobił na Idolu większe wrażenie. Nie zmieniało to faktu, że brał ich śmiertelnie poważnie. Jak wszystkich zresztą. Lepiej nie ryzykować niedocenianiem przeciwnika, bo ten jeszcze to wykorzysta.
- Sugerujesz, że powinienem dać im mnie stłuc? Zastanów się, co byś zrobił na moim miejscu. - odparł na słowa jednego z pozostałych dresów, wzruszając ramionami - Ewentualnie wytłumaczcie, że nie dostał w ciry od lamusa, tylko od kogoś znanego. Mogę wam się nawet podpisać.
Nie ma to jak próbować negocjować z niezbyt intelektualnie rozwiniętym wrogiem. Szczególnie z takim, który chwilę później wyciąga giwerę w raczej wiadomym celu. Faust się nieco załamał.


- Serio? - spytał zrezygnowany, jak gdyby siebie, by chwilę później znaleźć jakieś bezpieczne schronienie, żeby nie przerobiono go na sito.
Najlepszym, chwilowym azylem,  byłby grubszy murek, za którym dałoby się kucnąć i który da radę chwilę przetrzymać. Cholera wie, jaką te pociski mają penetrację, więc chowanie się za jakimiś zabawkami mogłoby się źle skończyć. Lepiej dmuchać na zimne. Lekarz odradzał Nefalemowi spożywania pocisków w jakiejkolwiek formie, szczególnie nie z własnej woli, bo może mu to śmiertelnie zaszkodzić. W tej kwestii, o dziwo, się białowłosy z nim zgadzał.
Jeżeli znajdzie schronienie, za którym będzie mógł chwilę przeczekać, to chwyci za telefon, wystuka numer i zadzwoni...na pogotowie.
- Mattel. Plac zabaw. Załatwicie też Gwardię. Ilość rannych na chwilę obecną - czterech. Przewidywana ilość za kilka chwil - sześciu. - wypowie do aparatu, by następnie go schować.
Miał nadzieję, że dźwięk strzałów był wystarczający słyszalny, żeby bardziej zmotywować służbę zdrowia do działania. Teraz musiał zająć się pewnym poważniejszym problemem, samemu musząc użyć nieco bardziej drastycznych środków do samoobrony.
Miał jeszcze chwilę, żeby coś zrobić po kontakcie z pogotowiem? Klaśnie w dłonie, zaplatając po tym palce. Tym gestem chciał stworzyć niewidoczną, powietrzną sferę nad głową strzelającego wroga, którego pozycję raczej nie tak trudno wyczuć nawet bez patrzenia, zbierając do niej dodatkowe, okoliczne cząstki, tym samym zwiększając jej gęstość. Kolejny ruch, będący wymachem złączonymi dłońmi w dół, miał wymusić na stworzonej kuli gwałtowny spadek w dół, by spróbowała niemalże wgnieść agresora w ziemię, jeżeli przynajmniej nie zmusi na nim przerwania serii z karabinu. Wtedy białowłosy wymachnie dłońmi na boki, tym gestem "odsuwając" od okolic wroga chyba niezbędny mu tlen, chcąc go obezwładnić na dłuższą chwilę. Chyba, że nagle zemdleje, albo coś. Nefalem chciał jak najbezpieczniej wyjść z tej zasłony, żeby mieć widok na przeciwników. Tak będzie łatwiej. Czysto profilaktycznie, zamachnie się jeszcze prawicą, wysyłając strumień powietrza w postaci łuku, żeby spróbować delikwentów jeszcze nieco do tyłu odrzucić. Zwiększenie dystansu i ewentualne zadanie niewielkich obrażeń też by było niezłe.
Jeżeli znalezienie jednej, dobrej zasłony okaże się zbyt problematycznie, białowłosemu pozostanie próbować kryć się za byle czym, co zablokuje strzały, jak również przeskakiwać z jednej osłony do drugiej, w poszukiwaniu tej jednynej, skuteczniejszej. Musiał jakoś zadzwonić po posiłki. Nie tyle dla siebie, co dla rannych. Nie życzył im śmierci!
Szkoda, że inni mu jej życzyli.
Faust miał ogromną ochotę zmotywować swoją rozmówczynię do działania. Tak bardzo chciał ją nawoływać do wspólnego ratowania okolicy, rozprawienia się ze złem i zjedzenia paczki czipsów. Ale, do jasnej ciasnej, czy sytuacja nie wydawała się na tyle jasna, żeby blondyna sama nie chciała użyczyć pomocnej dłoni, a najlepiej obu, nóg i głowy w gratisie? Nefalem nie był na tyle zachłanny, żeby brać wszystkich przeciwników wyłącznie na siebie. Chętnie się podzieli!
Byleby urocza towarzyszka nie martwiła się bardziej o manikiur, niżeli zdrowie swojego nowego kolegi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Wto Sie 27, 2013 8:26 pm

Dziewczyna odpowiedziała szybko na jego pierwsze słowa spokojnym i znudzonym głosem.
-Jakbym się nimi zajęła to byś ty nie miał co robić.
Spojrzała jeszcze raz na nieznajomych spokojnie lustrując ich wzrokiem. Prawdopodobnie byli wampirami, jeden był cholernie szybki czyli może być ciężko. Drugi miał chyba zbliżone możliwości fizyczne patrząc przynajmniej po budowie. Na szczęście latarnie były tu taką rzadkością, że prawie cały plac był w cieniu. Może dzięki temu posiądzie element zaskoczenia, cóż, nie wiedziała.
-Skończ gwiazdorzyć i wiej.
Ledwie powiedziała, a już rzuciła się do biegu uciekając przed serią. Biegła najszybciej jak umiała nisko pochylona. Schowała się najpierw za różnymi konstrukcjami do zabaw by później wybiec zza pleców dwóch dresów i skoczyć do nich wymierzając cios mężczyźnie z bronią. Z lewej strony szpony powinny dosięgnąć jego aorty i w ciosie wbić się w nią, z druga ręka uzbrojona w szpony miała za zadanie poharatać jeszcze bardziej twarz drugiego by zadać mu dość głębokie rany i w najlepszym wypadku może częściowo oślepić. Po udanych bądź nieudanych ciosach dziewczyna odskoczyła by na parę metrów do tyłu i po chwili doskoczyła znowu do nich tym razem celując w nogi a dokładniej miejsce za kolanem by zerwać ścięgna w jednej nodze każdemu. Tym razem odskoczyła by na bok i dalej próbowała atakować, albo blokować lub unikać ciosów przeciwników chowając się za drabinkami czy innymi dziwnymi rzeczami. Widząc również wcześniej działanie pił jednego z mężczyzn naturalne, że przy pierwszym wykonanym przez niego ataku nimi, lub skierowaną w nią serią z karabinu starała by się schować za czymś większym i dalej kryjąc się w plątaninie drabinek i rurek znanej jej na pamięć.
Jako dziecko bawiła się tu i znała odporność każdego z detali konstrukcji, oraz najlepsze schronienia. Musiała najpierw poznać możliwości mężczyzn by ich szybciej wykończyć. Cóż nie była taka jak Faust, nie litowała się i zabijała swoich przeciwników. Najlepiej jak najskuteczniej.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 27
Dołączył/a : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Czw Sie 29, 2013 10:54 am

Burn it Down

Przepraszam za spóźnienie. Faust schował się tak szybko jak tylko potrafił, za osłony (murkiem), oddalił się znacznie od wroga, dwóch tajemniczych skurwieli, jeden z karabinem a drugi z dwoma piłami mechanicznymi w wersji "ostrze łańcuchowe". Zadzwonił po pomoc, kapuś, gdyby tamci wiedzieli co zrobił dawno by skończył z głową nabitą na palu. Chodziło raczej o to, że stałby się numerem uno w liście, których trzeba zapierdolić w pierwszej kolejność, bo mogą być świadkami w sprawie przeciwko działaniom Mafii. Po chwili jednak używając swoich mocy chciał złapać gościa z karabinem (nazywajmy go Gunslinger a drugiego Swordboy). Udało mu się, lecz gościu widocznie nie był taki łatwy do pokonania, widać było że wstrzymał oddech i był przygotowany na ataki nadludzkimi mocami. Widocznie miał styczność z tego typu ofensywnymi zdolnościami, które podchodziły pod władzę żywiołową. W tym samym momencie mniej więcej został zaatakowany za pleców przez dziewczynę z szponami, która kompletnie olała to co miał do powiedzenia Swordboy. Nawet nie zdążyła zareagować a dostała takiego fronta w klatkę piersiową, że odleciała parę metrów i wryła się w ziemie twarzą, brudząc sobie cały strój. Sama mu się wystawiła, więc niech nie narzeka na poobijane ciało. Mogła również przygotować pewne moce, które uchroniły by ją przed takim obrotem spraw, jednak chciała poczuć widocznie ich możliwości bojowe... I jak to się skończyło? Przecenili oboje swoje możliwości. Gunslinger nadal był uwięziony swoją głową w powietrznej kopule, na szczęście drugi w porę to zauważył. Podszedł do niego jakby nic i ruchem dłoni zdmuchnął powietrzną kopułę. Czyli wiemy już, że Swordboy posiada podobne moce co Faust. To był problem.

- Dzieciaki, nie wiecie z kim zadarliście, jesteśmy z pierdolonej Mafii, lepiej módlcie się o pomoc, choć i tak się nie ukryjecie... Przed Gniewem Ojca - Gunslinger miał chyba na myśli swojego szefa, mogli się tego z łatwą domyślić. Chciał przeładować broń, ale w tym zamieszaniu się zacięła, więc ją odrzucił. Czyli teraz czas na walkę w wręcz oraz na broń białą. Swordboy stanął przed swoim kolegą i kiwnął mu głową, że on zajmie się zaklinaczem powietrza. Natomiast wiadomym było, że dziewczynie przypadł do walki Gunslinger, który wyciągnął za paska maczetę z wygrawerowanymi słowami "Familia Wechaka". Czekali w bojowej postawie na swoich przeciwników. Widocznie pozwolili im teraz zaatakować. Gunslinger ściągnął górną część ubrania żeby też pokazać klatkę, jednak niechcący opuściły mu się delikatnie spodnie, z którego wylazł ogon, taki sam jak miała dziewczyna "pod ubraniem". Rodzina? Możliwe.


Opis sytuacji - Faust nadal za murkiem, twoim przeciwnikiem stał się Swordboy, nie przepuści Cię i nie pozwoli uciec, jednak masz szansę tym razem jako pierwszy zaatakować. Dziewczyna już wstała do pionu, nic Ci nie jest, oprócz brudu na ubraniach i paru sinikach. Twoim przeciwnikiem był Gunslinger z maczetą w prawej dłoni, widocznie był prawo ręczny. Uśmiechali się do was jakby traktowali to jak zabawę i chyba tak było... Fight!
 

- Faust.
- Fleauette.
- Mistrz Gry.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Pią Sie 30, 2013 10:03 pm

Seria się skończyła? Pytanie retoryczne - oczywiście, że się skończyła, bo to białowłosy dokonał wszelkich starań, by tak się stało. Jak coś robi, to z najlepszym, możliwym skutkiem. Jeżeli by nie wyszło jemu, to nie wyszłoby nikomu, poza samym Bogiem, jeżeli taki istnieje. Trochę chamsko było odebrać plebsowi możliwość podziurawienia tak zacnej persony, jaką był Faust, ale skutkiem tego mogłoby być jego odesłanie na tamten Świat, do którego się Idolowi nie śpieszyło. Miał jeszcze kilkanaście spraw do załatwienia tutaj, wśród żywych. Jeszcze wypadałoby jakiegoś potomka po sobie zostawić.
Wystarczyło dokonać prostej analizy okolicznego powietrza by dojść do wniosku, że ktoś, poza białowłosym, przy nim majstrował. Nie trzeba było za bardzo wyglądać zza tego murku żeby stwierdzić, że to towarzysz celu ataku bohatera musiał być temu winny. Wszelakie utrudnienia nie były teraz mile widziane. Może dodadzą smaku całemu temu zajściu, przez co łatwiej utkwi w pamięci i będzie coś fajnego do opowiadania znajomym, jednak ceną za to może być utrata jakiejś kończyny, jeżeli nie kilku. To kolejny dowód, że dwójka przeciwników - Gunslinger i Swordboy - grali tutaj role boss'ów.
- This party is gettin' crazy, huh? - mimo przeciwności losu, białowłosy nie tracił tak humoru, jak motywacji.
To nie była dwójka gromowładnych, niepokonanych pół-bogów. Nie było więc powodu, dla których Faust winien się załamać i poczuć totalnie bezsilnym. Jeżeli coś się dało z tym zrobić, to on to zrobi. Odwracając się plecami do problemu nie da rady się go wyeliminować. Starając z nim zmierzyć twarzą w twarz i siłą brnąć do przodu - owszem. Choćby się krew lała i bolało bardziej, niż dupa co poniektórych osób na CB (BOOYAH!).
Teraz wypadałoby się zastanowić, w którym momencie - według blondynki - Faust gwiazdorzył. Nie przypominało mu się, żeby robił coś tak absurdalnego w najbliższym czasie. Popisywał się? Skąd. Chciał zrobić dobre wrażenie? Niekoniecznie. Był sobą? Jak najbardziej!
Nie chciał komentować chwilowej nieuwagi swojej towarzyszki, która najwidoczniej dostała za to, że chciała kogoś uśmiercić. Karma to suka, której nie warto się narażać. Może kiedyś nawet pomoże Faustowi, który tak ładnie wszystkich oszczędza i uzbroi go w trzymetrowe dildo, które pojawi się znikąd, gdy będzie potrzebował jakiejś niekonwencjonalnej broni w sytuacji zagrożenia życia, żeby zrobić ogólny rozpiernicz i siać strach w sercach tych, którzy śmieli mu podpaść.
W razie czego, to uderzenie blondynki może uznać za kolejny pretekst skopania tyłków tej dwójki. Bo jak się bije kobietę, to chyba dla gwałtu, nie? To Ci łotry!


To nie było fajne przyporządkowanie. Oponent Fausta wydawał się być zdolny do całkowitego zniwelowania jego umiejętności władania okolicznym powietrzem. Z drugiej strony, Nefalem mógł zrobić coś podobnego, jeżeli Swordboy również będzie coś kombinował. W tym aspekcie byli na zero. Problem tkwił w tym, że przeciwnik uzbrojony był w niezbyt miło wyglądające urządzenia tnące, które po kontakcie nawet z nieco wytrzymalszym jestestwem bohatera, zrobią mu dość sporą krzywdę. Trzeba było na nie albo uważać, albo się ich pozbyć. Druga opcja była trudniejsza. Żeby sobie bardziej nie utrudniać, dobrym wyjściem będzie trzymać się tej pierwszej.
- Gdybym dostawał grosz za każdym razem, gdy słyszę identyczne brednie - białowłosy zdjął bluzę i odrzucił gdzieś w bok, z uśmiechem przyjmując bardziej bojową postawę, przez ustawienie się w lekkim rozkroku, uniesieniu dłoni zaciśniętych w pięści na wysokość twarzy, z prawą wysuniętą bardziej do przodu - to miałbym teraz grosz. Oryginalne, czy nie, brednie to dalej brednie.
Teraz przydałoby się skorzystać z okazji, że przeciwnik dał Faustowi wykonać pierwszy ruch. Najlepiej tak, by tego żałował. Bohater miał na uwadze, podczas właśnie wykonywanej szarży, że cel może spróbować ingerować w okoliczne powietrze i starał się brać to pod uwagę, by w odpowiednim momencie samemu wykonać identyczną, aerokinetyczną akcję, by tym samym zneutralizować atak wroga. Idol mógłby postarać się nieco bardziej, by pokonać ofensywę Swordboy'a i uderzyć z własną. Wolał jednak oszczędzać energię, bo może mu być potrzebna. Wszystko w swoim czasie. Teraz liczyła się wyłącznie ewentualna negacja mocy, jeżeli zostanie użyta.
Nie chciał być trafiony tymi ostrzami, więc w biegu postanowił zrobić sztuczkę.
- Spójrz za siebie, obracając się całkiem! - jasna, głośna komenda, której towarzyszył niecodzienny, złoty blask w oczach Fausta wskazywała na jego ponowne zastosowanie Komando.
Planem było, żeby przeciwnik rzeczywiście wystawił się plecami do Idola, pozwalając mu na bezpieczne podejście i uderzenie z całym impetem w tył głowy wroga za pomocą prawicy, by pozbawić go przytomności. To miała być akcja szybka, niezbyt wyrafinowana, lecz skuteczna. Teraz tylko się modlić, że wszystko pójdzie jak trza.
Jeżeli plan się powiedzie, lub wróg nie straci po uderzeniu przytomności, jednak będzie jeszcze przez chwilę zdatny do rzekomo bezpiecznej ingerencji, to Nefalem postara się coś zmajstrować przy tych bateriach, jeżeli nie wyrywając kabli, to rozwalając butem, by następnie się oddalić na bezpieczną odległość. Wszystko w ramach bezpieczeństwa.
Jeżeli Komando, z jakiejś nieuzasadnianej przyczyny nie zrobi swojego, to będzie problem. Taki, że po zmniejszeniu dystansu, bohater będzie musiał lawirować pomiędzy niebezpiecznymi ostrzami, przez wykonywanie mniej lub bardziej zgrabnych uników. Odskoki do tyłu, uchylanie się, ustawianie bokiem do wroga - wszystko, byleby nic nie zakłóciło spójności ciała Idola. Nie po to się urodził takim, jakim był, żeby jakiś mafiozo urządzał mu jakieś wymuszone amputacja czy niechciane skaryfikacje.
Jeżeli nadarzy się okazja przy unikach, to Faust postara się wyprowadzić najpierw szybki cios w twarz, by na chwilę zamroczyć oponenta, dokończając jeszcze jednym, mocniejszym uderzeniem w to samo miejsce. Może nie powali wroga na kolana, ale może nieco zawróci mu w głowie i spowolni akcje w dalszej części starcia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Sob Sie 31, 2013 3:28 pm

Cóż dostała, jej błąd jednak nie zamierzała lecieć jak kłoda na ziemię. Zasłoniła się jedną ręką a drugą odbiła od ziemi by po chwili dodać drugą i po wyskoku stanąć na ugiętych nogach. Jedynie z tego trochę starła sobie skórę na kostkach palców przez oparcie na nich i tarcie nimi o piasek. Podniosła się i spojrzała ma mężczyznę. Cóż teraz miał zamiar walczyć maczetą. Dziewczyna zaklęła cicho pod nosem, jak ona chętnie zamieniła sobie by teraz broń. Ale cóż nie mogła na razie, jeszcze chwila i dopiero wtedy będzie mogła to zrobić. Na razie musiała polegać na mocach swojej rasy.
Kiedy zobaczyła ogon wychodzący ze spodni mężczyzny wyprostowała się i podeszła dwa parę kroków bliżej. Cóż to było niemożliwe w teorii ani w praktyce, przecież zabijali wszystkich zdrajców, którzy nie byli w ich organizacji. Jednak skoro on żył musiał naprawdę dobrze się ukrywać przed nimi. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i pozwoliła kontrolować się emocją. Na jej skroniach, szyi i rękach wystąpiły czarne żyły powoli pojawiające się coraz dalej i rysujące się pod skórą nawet na nogach. Pozwoliła, by ogarnęła ją wściekłość i żądza mordu. W normalnej sytuacji, zawsze stara się nad tym panować by nie zabijać ludzi. Teraz jednak nie musiała, mogła uwolnić wszystkie pokłady energii by zakończyć to jak najszybciej. Zresztą musiała się śpieszyć  na imprezę powitalną swojego ukochanego podopiecznego. Jeszcze jeden wdech i zwiększyła siłę w swoich rękach, rozwalając na kawałki drewno i trzymając między palcami same ostrza.
Zwiększyła energie kinetyczną swojego ciała najmocniej jak potrafiła, aż całe jej ciało pokryło się siateczką czarnych żyłek. Pokonała dystans dzielący ich na maksymalnej szybkości w linii prostej i rzuciła w mężczyznę czterema ostrzami używając swej mocy by przyśpieszyć ich lot. Przy takiej prędkości potrafiły by bez problemu przebić się przez cienką ściankę działową więc ciężko będzie je zablokować. Dalej biegnąc przeniosła swoją energię do stup i odbijając się skoczyła za niego wbijając mu jednocześnie ostrza w czaszkę.
Jeśli któreś z jej akcji by nie powiodła się idealnie jakby ta tego chciała, zrobiła by ona szybki unik i starając się blokować każdy atak pewnie próbowała by ostrzami przebić aortę mężczyzny. Jednak naturalnie nie robiła by tego na siłę ryzykując dostanie maczetą i kiedy widziała by, że nie zablokuje ataku skupiała by swoją energię na zrobieniu jak najskuteczniejszego uniku.

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 27
Dołączył/a : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Pon Wrz 02, 2013 10:51 am

Pamiętacie jak Faust dzwonił po pomoc? Tak, nawet tutaj dochodziły słyszalne dźwięki różnych syren, które były spowodowane przez Gwardię, pomoc medyczną oraz innego typu służby społeczne, mające na celu "ratowanie potrzebujących, ochronę życia, pomoc obywatelom". Zareagowali na dość wzruszające wezwanie Fausta, zawiadomili potrzebne służby i o to są. Gdy dwójka gangsterów usłyszała syreny, nagle znikła reszcie z pola widoku. Wyskoczyli do góry tak szybko używając specjalnych uber zdolności, a na ich ciele pojawiły się czarne żyły, teraz wyraźnie widoczne. Dziewczyna już na pewno wiedziała kim byli Ci faceci. Wylądowali obok znokautowanych hooliganów. Swordboy jakby nigdy nic pozbył się dowodów zbrodni a raczej ewentualnych kapusiów. Pozbawił paroma cięciami życia - krwawiącego, nieprzytomnego, otumanionego. Gunslinger wziął na ręce syna Bossa, podał go Swordboyowi, który jakby rozpłynął się w powietrzu w chmurach ciemnego dymu wymieszanego z ognistymi iskrami, teleportacja? Możliwe.
- Dziewczynko, lepiej nie mów "swoim", że nas widziałaś - Uśmiechnął się pokazując dziewczynie otwartą dłoń, na której znajdował się elegancki tatuaż jadeitowej róży. Mogła dzięki temu symbolowi wiele zrozumieć. Mężczyzna znikł zostawiając Fausta i dziewczynę z trzema zmasakrowanymi ciałami. Ciekawe co powie na to "policja" albo co powiedzą podczas zeznań? Sytuacja nie wyglądała na korzystną a wszyscy wiedzieli, że Gwardia się nie pierdoli z niepotrzebnymi sytuacjami. Zapewne wsadzi ich do aresztu gdzie zgniją póki im się to nie znudzi, czyli prawdopodobnie nigdy. Lepiej niech zwijają się z tego miejsca.

Oboje z/t.


Opis sytuacji - Koniec walki. Jesteście nadal na placu zabaw, gdzie macie koło siebie trzy ciała, zmasakrowane przez cięcia piłą. Jedzie już do was Gwardia, na waszym miejscu bym uciekł, póki nikt was jeszcze nie zobaczył, gdyż wszyscy świadkowie nie żyją albo dawno uciekli. Nie wiadomo co Gwardii do głowy "wpadnie" [Sorry, ale dokończymy kiedy indziej wasz pojedynek z Gunslingerem i Swordboyem. Będziecie mieli przyjemność spotkać się z nimi w pewnym "mrocznym" miejscu, które uruchomi się w przyszłości - Przy okazji nie mam dziś czasu, wiec przedłużanie tego nie ma sensu a przy okazji czas zacząć ceremonię Asha].  

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fleauette
Grzech główny | Nauczycielka przedmiotów medycznych | Właścicielka Bluepleasure
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 100
Dołączył/a : 14/08/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Pon Wrz 02, 2013 4:08 pm

[dzięki skarbie, że sama nie musiałam uciekać]

Słysząc syreny dziewczyna popatryła tylko w stronę białowłosego wściekła. Po chwili jednak zaś spojrzała na mężczyzn i gdy jeden do niej przemówił uśmiechnęła się, a żyły na chwilę zniknęły z jej pięknego ciała.
-Następnym, razem będziecie mieli poważne kłopoty jak nie traficie na mnie.
Cóż chyba może im odpuścić tak? Róże jej wystarczająco powiedziały, ale ona sama nigdy by nie sądziła, że jeszcze je zobaczy. Kiedy ich przeciwnicy znikneli broń w ręce Fleaur nagle ropłynęła się w powietrzu a ona sama podeszła do Fausta z anielskim uśmiechem na ustach by w odpowiednim czasie będąc w odpowiedniej odległości wymierzyć mu siarczyzty policzek.
-Chyba zgupiałeś, że dzwoniłeś po gwardię, albo jesteś jednym z tych skurwysynów. Jak nie to spierdalaj ile sił w nogach anielski synu.
Po tych słowach posłała mu ironiczny uśmiech, a żyły zaś zagościły widoczne pod jej skórą, skoczyła na wyskokie drabinki by dalej zeskakując z nich zniknąć w cienach bloków z dala od najdjeżdżającej gwardii.

[z/t]

_________________
Relacje. Telefon. KP.
XxXxX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Faust
Idol
avatar

1 pochwała
2 ostrzeżenia
Liczba postów : 105
Dołączył/a : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Pon Wrz 02, 2013 9:50 pm


Niepisana zasada głosiła, że Faust zawsze wygrywa. Nawet, jeśli przegrywa. Nie dlatego, że był fajny, czy sławny, czy specjalnie potężny. Po prostu zwykł starać się tak ustawić, żeby wyjść na tym jak najlepiej. Temu właśnie służył telefon na pogotowie - żeby z góry ustawić się korzystnie w tej potyczce, która nawet na dobre się nie zaczęła.
Uśmiech na twarzy Idola poszerzył się znacznie, gdy dźwięk syren stał się aż nader słyszalny. Brzmiał to jak sygnał psychologicznego triumfu białowłosego nad mafiozami, którzy tak usilnie starali się grać rolę niepokonanych sługusów jakiegoś "Ojca". Spotkanie z nimi było przynajmniej zabawnym przeżyciem. Do czasu, aż postanowili bestialsko zmasakrować ciała przydupasów syna ich szefa, co starło z lica Nefalema jego wesoły wyraz. Po to załatwiał pogotowie, żeby tę bandę uratować, a jakaś dwójka cwaniaków postanowiła się ich pozbyć na dobre, żeby "nie było świadków". Dziwne, bo blondynka i Faust wyszli z tego cało, a ich również można było zaliczać do grupy osób, których Swordboy i Gunslinger powinni się pozbyć. Albo się bali, albo zapomnieli.
Nefalem odprowadził przeciwników spojrzeniem, po czym westchnął. Trochę nie wszystko poszło po jego myśli, ale na niektóre rzeczy nie miał wpływu. Los tak chciał, albo inny, nadprzyrodzony czynnik. Nie warto było się nad tym rozczulać dłużej, bo to strata czasu. Lepiej brnąć naprzód. Nawet na fakt, że wrogowie zdawali się komunikować z Blondi, można było przymknąć oko. Co to białowłosego interesowało? Na pewno mniej, niż nagła ofensywa dziewczyny, którą starał się zablokować przez pochwycenie prawą dłonią. Za krótko się znali, żeby Faust mógł dawać się bić po twarzy bez wyraźnego powodu, wliczając w to PMS.
- Jeżeli głupotą nazywasz chęć uratowania wszystkim tyłków, to tak - jestem najgłupszy z naszej dwójki - skomentował przy udanej lub niedanej próbie uratowania swego polika przed byciem uderzonym.
Ucieczka? Nefalem? To się wykluczało. Poza tym, ktoś musiał tutaj zeznawać i poukładać wszystko tak, żeby Gwardia nie zaczęła mieć jakichś głupich pomysłów. Bohater pomachał więc swojej nowej znajomej na pożegnanie, samemu oczekując "stróżów prawa" i pomocy medycznej.
- Chwilę za późno, moi drodzy. - stwierdzi beznamiętnie, wolnym krokiem podchodząc do swojej bluzki, podnosząc ją z ziemi i otrzepując z kurzu. - Dwójka winnych zdążyła się ulotnić, po wcześniejszym wyeliminowaniu osób, które teraz składają się na tę krwisto-mięsną papkę.
Zakładając wierzchnią część odzienia na siebie, Idol zaczął opowiadać o tym, co się tutaj niedawno działo: jak on i pewna Blondi zostali zaatakowani przez dresów, jak jeden z nich okazał się synem szefa jakiejś mafii, jak dwójka złych zrobiła ogień i ukatrupiła "gapiów". Wszystko na spokojnie, bez nerwów. Po co się stresować, skoro Faust nie zrobił nic złego?
- Nie, żeby coś, ale jestem osobą publiczną. Nie wypada mi kłamać. - dodał na koniec opowieści, wzruszając ramionami, chyba chcąc bardziej podbudować swoje alibi - Dalej nie wierzycie, żebym nie był jakoś bardziej w to zamieszany? Sprawdźcie to, jak tylko chcecie! Wykrywacz kłamstw, magia, hipnoza - cokolwiek. Jestem do waszej dyspozycji. Czy jednak stałbym tutaj, nie stawiając żadnego oporu, nie będąc pewnym o mojej niewinności?
Białowłosy liczył na swój dar przekonywania. Był naprawdę skłonny poddać się wszelakim akcjom, które podjęłaby Gwardia, chcąc poznać, czy też wyciągnąć od Nefalema prawdę. Tę prawdziwą prawdę. Jeżeli go gdzieś zabiorą, to bez oporu się z nimi zabierze. Jeżeli zostanie zwolniony - spokojnie sobie odejdzie (z z/t).
Faust już wybrał. Pora na stróżów prawa.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 27
Dołączył/a : 07/07/2013

PisanieTemat: Re: Plac zabaw    Wto Wrz 03, 2013 10:26 am

Gangsterzy się zmyli, zostawili trzy zmasakrowane ciała piłą mechaniczną a potem coś powiedzieli do dziewczyny, dali jej znak żeby trzymała się z dala od nich. Natomiast po zniknięciu dziewczyny na polu bitwy został jedynie Faust, który natomiast postanowił na spokojnie pozostać kim jest i pogadać sobie z Gwardią. Zaczął nawijać gadkę do jakiegoś służbisty, który zaczął pytać się o całe tutaj zajście, drugi jego kolega skanował go, lecz wszystko było ok. Widocznie był jedynie zwykłym obywatelem, który znalazł się tutaj przez przypadek. Uśmiechnęli się do niego i powiedzieli, że już może iść. W razie W będą się z nim kontaktowali, zeskanowali go, więc dokładnie wiedzieli kim był, gdzie mieszka. Kiwnęli mu głową na porozumienie a Fuast odszedł gdzieś chodnikiem w nieznanym nikomu kierunku.
Koniec, do następnego!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Plac zabaw    

Powrót do góry Go down
 
Plac zabaw
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Plac zabaw
» Opustoszały plac zabaw
» Czerwony pokój zabaw
» Plac przed Akademikiem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Daingean :: Osiedle Mattel-
Skocz do: