IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Targ Tęczowy

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Nie Sie 11, 2013 11:33 pm

Pewnie, że stałam. Co innego miałam robić? Wiedziałam, że znam tego mężczyznę, ale nie miałam pojęcia, skąd. Wiedziałam tylko tyle, że był wampirem, był wyższy ode mnie o jakieś ładne 20 centymetrów i raczej nie wyglądało na to, by pałał do mnie sympatią. Mógł być, a nawet i zapewne był, niebezpieczny. Skąd mogłam wiedzieć, czy nie rzuci się na niewinnych ludzi i nie-ludzi, rozpoczynając prawdziwą rzeź tu i teraz? Co, jeśli dlatego Rei'a tu nie było? Może go złapali, zaszantażowali lub ukradli od niego mój numer, a teraz groziła mu śmierć?! No bo niby skąd ten typ mógł znać mój telefon?!
Zmarszczyłam nos. UGH, fajki! Jak ja tego nienawidzę! Czasem zaczynałam żałować, że my, wampiry, i tak nie zachorujemy na raka płuc. Bo będąc istotą wieczną, raczej nikt nie chciałby charczeć i chorować na różnego rodzaju nowotwory przez kilka dziesiątek, setek, a może i kilka tysięcy lat! I choć wiedziałam, że to bardzo brzydko życzyć komuś innym źle (zwłaszcza mając moc, która ściąga na innych nieszczęścia), to jakoś nie potrafiłam się oprzeć tej pokusie. Tym bardziej, gdy krztusiłam się tym wstrętnym dymem. Bleh!
- Dziękuję. -Odpowiedziałam na ten "komplement", zastanawiając się. Trochę zaskoczył mnie swoją wypowiedzią. I to nie dlatego, że nazwał mnie "lalą", czy też przez to, że tak nagle się uspokoił.
- Przemieniłam? Zawsze jakaś wskazówka. -Mruknęłam pod nosem, kierując się za nim. Przeze mnie wampirami stało się małe grono osób, jednak wszystkie je znałam i byłam z nimi w dość dobrych stosunkach. Część zmarła już dość dawno, wdając się w kłopoty, gdy wyszli spod moich skrzydeł, jednak kilka osób wciąż żyło i utrzymywało ze mną raczej sporadyczny kontakt. Byli tacy, którzy przyjaźnili się ze mną po dziś dzień, ale znalazło by się też parę osobników, którzy żyli własnym życiem i nie chcieli, bym w nie ingerowała. Nie byłam tym typem wampira, co porywa śmiertelników, przemienia ich, szkoli, wychowuje, więzi i buduje sobie wille dla całej, wielkiej, psychopatycznej "rodzinki", zatruwając jej członkom nie-życie. Przemieniałam, gdy mnie o to proszono, lub gdy sądziłam, że to jedyna, słuszna droga. Następnie pomagałam nowemu krwiopijcy dostosować się do obecnej sytuacji, uczyłam go wszystkich tych potrzebnych rzeczy, jakie wampir powinien wiedzieć. Brałam za tę osobę odpowiedzialność i chroniłam ją, jak własne dziecko. Bo czułam się wtedy trochę jak matka, którą nigdy nie byłam i nigdy już nie będę.
Gdybym go zmieniła, znałby mnie, a ja bym go rozpoznała od razu. Pomyłka?
Musiałam zobaczyć jego twarz, żeby się upewnić...

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
V
Technik | Płatny zabójca
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 56
Dołączył/a : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Pon Sie 12, 2013 2:22 pm

Vladimir stał pod ścianą i powoli delektował się papierosem. Co jakiś czas z jego płuc uciekały szkodliwe substancje. Poczochrał się po głowie jedną ręką i patrzył w górę. Zastanawiał się jak powinien to wszystko rozegrać. Czy to spotkanie było aż tak potrzebne? Czy było mu tak źle żyć tak jak do tej pory? No cóż... Jak to kiedyś zostało powiedziane... Kości zostały rzucone. V spojrzał na wampirzycę, która stała przed nim i na ułamek sekundy pokazał jej swoje piękne kły. Po co? A kto go wie, może był głodny...
- To twoja sprawka... Po co to zrobiłaś? Mało ci problemów? A może szukasz kogoś komu mogłabyś służyć?
Zmierzył ją wzrokiem, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- W sumie taką kobitkę to chętnie bym przyjął na służbę. - Mało mu było problemów? Raczej nie. Poza tym nie uważał jej za zagrożenie. Jakoś nikogo się nie bał. Może to było jego największą wadą. - Wracając do tematu, wiesz kim jestem? - Kiedy skończył mówić, wyrzucił spalonego papierosa na ziemię a swe dłonie tak ułożył by było widać jego tatuaże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Pon Sie 12, 2013 3:16 pm

Gdy w końcu się do mnie odwrócił, nie mogłam przestać patrzeć na jego twarz. Była taka charakterystyczna przez te dwukolorowe włosy. Zmienił się. Gdy go ostatnio widziałam, nie był taki... drapieżny. I zdecydowanie nie miał tego obłędu, czającego się w jego oczach.
Hah... Więc jednak żył.
Z jednej strony, całkiem mnie ucieszyła świadomość, że dobrze się trzymał. Jakby nie było, widziałam go tylko tej jednej nocy, dwadzieścia cztery lata temu! Nie sądziłam nawet, że przemiana się powiodła. Warunki nie były zbyt sprzyjające...
- Służyć tobie? -Prychnęłam cicho.- Lubię być zdominowana... Ale w nieco inny sposób.
Podeszłam do niego z uwodzicielskim uśmiechem nr 6 na krwistoczerwonych ustach, po czym zmysłowo oblizałam kły. On się swoimi chwalił, to ja też mogę! Oparłam parasolkę o moje ramię, by nie musieć jej dłużej trzymać. I tak staliśmy w cieniu jednego z budynków. Palcami przesunęłam po tatuażu na jego lewej ręce, opuszkami łaskocząc dziwnie naturalną w kolorze skórze. Jak na wampira, był całkiem... ludzki, jeżeli chodzi o wręcz rumiany odcień jego cery. Nie była to jednak decyzja matki natury, to z pewnością. Nie miałam zamiaru łagodzić sporu i zwyczajnie się mu poddać. Miałam prawie 500 lat, a on był szczeniakiem! Może i nie lubiłam uciekać się do przemocy, ale to nie znaczy, że nie potrafiłam się bronić. Typek może się przekonać o tym na własnej skórze, jeśli tylko spróbuje zrobić mi krzywdę.
Skinęłam głową, choć z dość małym przekonaniem. Wiedziałam, kim on był dla mnie i znałam chyba całe jego życie, jednak nie miałam pojęcia, jak się nazywa. Gdy wypijam krew, widzę wspomnienia, lecz nie mam możliwości ich słyszeć. Nie znałam jego imienia.
- Jestem pod wrażeniem. Trudno być wampirem na początku, bez swojego nauczyciela... Ale ty się połapałeś sam, najwidoczniej.
Stanęłam na palcach, z dłonią na jego klatce piersiowej. Drugą rękę trzymałam za plecami, kurczowo ściskając schowaną pieczątkę. Nie miałam pojęcia, jakie były jego zamiary. Czemu chciał się ze mną spotkać? Oczywiście, poza chęcią poznania swego stwórcy. Nie wyglądało na to, by pragnął mi podziękować, więc może zemsta? Ale ośmieliłby się skrzywdzić tak urodziwą kobietę? Kobietę, której mimo wszystko zawdzięczał życie? Inna sprawa, że go tak jakby zabiłam...
- Chcesz wiedzieć, po co cię zmieniłam? -Spytałam, upewniając się. Nasze twarze były dość blisko siebie, gdy byłam na czubkach moich pantofli. Nie chciałam go całować, tylko obejrzeć. Z zafascynowaniem podziwiałam jego rysy twarzy, porównując je z tym, co pamiętałam. Wampirza uroda zdecydowanie go wypiękniła, choć jeszcze jako człowiek też nie był zły.
- To niezbyt skomplikowana historia. -Kontynuowałam spokojnym, nieco mrukliwym głosem. Palcami pięłam się wyżej po jego ciele, czując wyraźnie twarde mięśnie pod ubraniem.- Stwierdziłam, że wolałbyś jeszcze trochę pożyć, zamiast zginąć wtedy w tamtym brudnym, ciemnym zaułku. Czy może się myliłam?
Pogładziłam jego szyję. Miejsce, w które wówczas wbiłam swoje kły. Był przypadkiem. Chciałam tylko się nim posilić, lecz zagapiłam się w jego wspomnienia, a mój głód pchnął mnie dalej. Nim się zorientowałam, w moich ramionach wydawał z siebie ostatnie, płytkie, rozpaczliwe tchnienia. Biedak nawet nie wiedział, co się dzieje. Wpierw był zahipnotyzowany, a parę chwil potem- umierający. Nie chciałam mieć kolejnego głosu w głowie. Nie chciałam go też dobijać. Wydawało mi się, że, cóż... powinien przeżyć. Jego życie byłe takie smutne, pełne cierpienia, samotności. Miałam zamiar to zmienić. Jednak gdy ja uparcie poiłam go moim osoczem, ktoś się nami zainteresował. Gwardzista z latarką. Spanikowałam i uciekłam. Nie było mnie ledwo kilka minut, a mój niedoszły wampir się ulotnił! Nie byłam nawet pewna, czy się zmieni. Mało krwi zdążyłam przelać mu do gardła.
Ale najwidoczniej nie było z nim źle, skoro stał teraz przede mną.
- Co miałeś zamiar zrobić po spotkaniu swego stwórcy? -Zapytałam poważniejszym, lecz wciąż przyciszonym tonem, gotowa ścisnąć go za gardło, przypieczętować jego czoło bądź odskoczyć w tłum, w zależności od dalszej jego reakcji.

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
V
Technik | Płatny zabójca
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 56
Dołączył/a : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Wto Sie 13, 2013 6:00 pm

Wampirzyca mu odmówiła? Że co? Jemu? Ktoś śmiał mu odmówić? Chyba nie wiedziała co właśnie zrobiła. Vladimirowi nikt nie odmawiał, a jak już to kończył martwy. I do tego jeszcze ten uśmiech... Co lepsze, z takim uśmieszkiem zrobiła jeszcze kilka kroków ku niemu. Odważna... Albo głupia. Jednak miała szczęście, ponieważ Vladimir uwielbiał kobiety, które miały duże to i owo...
- Dobrze wiedzieć jak lubisz się bawić...
Tym razem to na jego twarzy pojawił się uśmiech, który oczywiście po chwili zniknął, a na twarzy znowu widniał ten sam wyraz. Jeszcze do tego to chwalenie się kłaczkami. No kurcze, wampirzyca na prawdę chciała sprowokować Vladimira do akcji.
Jeszcze nie... Jeszcze trochę będzie musiała poczekać. Wampir miał nieco ciekawsze plany wobec niej. V starał się nie reagować na jej dotyk i dziwne zaczepki. Stał i czekał aż skończy. W sumie trochę go to drażniło ale także mu się podobało.
Czyżby już tak szybko chciała się z nim pobawić? No no... Ciekawie. Kiedy w końcu skończyła to postanowił przemówić.
- Wiesz, trochę ciężko się połapać, kiedy to budzisz się w wielkim szoku, cały zakrwawiony i jest się cholernie głodnym. Co lepsze, normalne jedzenie nie zaspokaja tego głodu, wręcz przeciwnie. Patrzysz na ludzi i masz ochotę się do nich przytulić. Przytulić. KURWA. Po co miałbym ochotę się tulić do kogoś obcego. Ale nie... Nie moja droga... Nie chcesz się tulić. Chcesz się dorwać do czyjejś szyi. Wbić swoje zęby głęboko w nią i ssać... Ssać tak długo, aż ostatnia kropla krwi nie opuści cieplutkiego ciała. A następnie patrzysz jak osoba, która przed chwilą żyła zamienia się w pusty, zimny worek na kości i inne badziewia.
Tym razem na jego twarzy pojawił się grymas wstrętu a następnie uśmiech niczym u szaleńca. Chłopak sięgnął do kieszeni i wyjął malutki kawałeczek czegoś co przypominało papier. Otworzył buzię i położył to coś na języku. Tak, to było LSD.
Spojrzał po chwili ponownie na wampirzycę
- I jak, lepiej Ci teraz z tą wiedzą? Bo mi tak, czuję się jakby mi się zrobiło lżej na sercu... - Zrobił dziwne oczy i wybuchnął śmiechem. - Lżej na sercu... Hahahahahaha... A to dobre... Lżej na czymś czego nie czuję... A to dobre! Nie ważne... Spytałaś co miałem zamiar zrobić... Hmm... Może zabić? Kto wie.. Może wykorzystam cię w inny sposób...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Wto Sie 13, 2013 7:00 pm

Średnio mi się podobało to, że ot tak olewał mój dotyk, jednak tak czy siak moje zagrywki spełniły swoje zadanie. Nie traktował mnie jako zagrożenia i już niekoniecznie byłam dla niego ofiarą mordu, jaki być może planował. W końcu byłam śliczna, seksowna i chętna do zabawy. Jaki facet uderzyłby kobietę  w chwili? Albo, co gorsza, próbował zabić?
Poza tym, nie miałam nic przeciwko małemu flirtowi. Ładny był przecież. Nawet z tą nutką szaleństwa w oczach.
Obserwowałam uważnie jego twarz, gdy zaczął mówić. Widziałam, jak emocje nim targają. W jego tęczówkach odbijała się burza, jaką miał teraz w głowie. Chaotyczna i zdecydowanie wybuchowa. Współczułam mu. Rozumiałam, że nie tego chciał od życia. Mało kto pragnie zostać wampirem. Zaczynałam mieć wyrzuty sumienia, że go zmieniłam. Ale czułabym się o wiele gorzej, gdy wtedy zginął z moich rąk.
Przynajmniej ciebie nie załatwiła jedyna osoba, której kiedykolwiek zaufałeś. -Pomyślałam ponuro, gdy wspomnienie mojej własnej przemiany śmignęło mi w głowie. Zamknęłam oczy na chwilę, chcąc odgonić tę myśl. Nie mogłam się denerwować w takim momencie przez coś, co stało się 479 lat temu. To idiotyczne. Ten zdrajca pewnie i tak dawno zdechł.
Spojrzałam w oczy młodego krwiopijcy ze skruchą. Jednak gdy zaczął mówić o wykorzystywaniu mnie, jakoś przeszła mi ochota na błaganie go o wybaczenie mego występku. Czy każdy, komu da się trochę mocy, musi zaraz mieć manię wielkości?!
- Słuchaj... -Zaczęłam spokojnym głosem, starając się nie zrazić jego szaleństwem. Zwaliłam winę za to na narkotyki, które brał nawet w tej chwili. Ugh, trzeba się będzie za niego wziąć i to porządnie. O ile będzie tego chciał...
- Przepraszam cię. Za to, że cię przemieniłam. Nie chciałam tego, uwierz mi. Ale... umierałeś. Przeze mnie, owszem, ale chyba sam zauważyłeś, jak naszemu gatunkowi łatwo jest kogoś zabić. To nie było zamierzone. Tak samo, jak zostawienie cię tam. -Opowiadałam przyciszonym głosem, by nikt nas nie podsłuchał. Wyszlibyśmy na jeszcze większych świrów. Moja parasolka i jego obłąkańczy śmiech już wystarczająco ściągały na nas uwagę przechodniów.
- Szukałam cię parę tygodni, ale nie znałam twoich danych. Jedynie wygląd i miejsca, w których lubiłeś przebywać, więc... Sama nie wiem. -Urwałam, przeczesując dłonią lekko wilgotne włosy.- Myślałam, że się nie udało. Że umarłeś, a twoje zwłoki zgarnął ten, kto mi przerwał przemienianie ciebie...
Spojrzałam ponownie na twarz chłopaka. Westchnęłam ciężko. Chciałam się od niego odsunąć, by dać mu trochę miejsca, ale wtedy musiałabym głośniej mówić, a tego nie chciałam. Zerknęłam na tłumy za nami, gromadzące się przy kolorowych stoiskach. To nie było dobre miejsce na tego typu rozmowy, ale nie chciałam iść w jakiś pusty zakątek. Kto wie, co strzeliłoby mu do łba? Nie chciałam go zabijać teraz!
- Poza tym, naprawdę sądziłeś, że byłbyś w stanie mnie uśmiercić? -Zapytałam, uświadamiając to sobie. Z widocznym zaskoczeniem oczach patrzyłam na niego.- To świadczy o pewnych brakach w twojej edukacji...
I tu ukazała się moja matczyna strona, za którą sama się skarciłam. Był dużym chłopcem! ... Ugh! Muszę z tym przestać! Ale ilekroć na niego patrzyłam, widziałam małe, wampirze pisklę, któremu cudem udało się przeżyć bez matki. Chciałam go przytulić, zacząć głaskać po głowie i przyrzec, że teraz dobrze się nim zaopiekuję, że nadrobię cały ten czas, gdy nie było mnie przy nim. Idiotka ze mnie. I dlatego, że traktowałam go jak dziecko, i dlatego, że byłam nim fizycznie zainteresowana oraz dlatego, że pozwoliłam mu się znienawidzić, jeszcze zanim zdążył mnie poznać. Wątpiłam, by po tym wszystkim chciał traktować mnie jak opiekuna. Szukał mnie przecież tylko po to, by się na mnie zemścić.

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
V
Technik | Płatny zabójca
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 56
Dołączył/a : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Wto Sie 13, 2013 9:26 pm

Tak o to zaczęła się gadka i tłumaczenie swoich decyzji. Jeszcze doszło do tego wielkie przepraszanie i inne ściemnianie. Jakoś V jednym uchem wpuszczał a drugim wypuszczał, zaś jego wzrok co chwilę skakał z ludka na ludka za plecami wampirzycy. Chłopak jakoś "nie wiadomo" czemu nagle stał się weselszy. Na jego twarzy pojawił się wielgaśny uśmiech. Targ, który i tak był barwny stał się jeszcze bardziej kolorowy. Wszędzie pełno jaskrawych barw oraz dziwnych kształtów. V stał tak uśmiechnięty i podziwiał jacy to wszyscy nagle stali się... inni.
Spojrzał na wampirzycę, której twarz przybrała nieco inne rozmiary a następnie ponownie zmierzył ją od głowy aż do stóp.
- Ale ty masz wielkie oczy... I te wielkie biodra... Przynajmniej biustem to nadrabiasz.
LSD zaczynało działać i pokazywać co potrafi. Ten błogi stan, który V uwielbiał. Tak, to było to. Wampir spojrzał na grupkę kobiet, które stały jakieś 10 metrów od nich i doskonale usłyszał to o czym gadały stare babska.
- No i co, macie problem z tym jak wyglądam? A może chcecie się uśmiechać od ucha do ucha wy stare ropuchy!?
Wrzasnął w ich kierunku i zaczął wymachiwać pięścią. No tak, teraz to dopiero będzie ubaw po pachy. Jego oczy ponownie znalazły się na ciele wampirzycy i zmierzył ją wzrokiem. Następnie Jedną ręką złapał jej biodro i przyciągnął do siebie wampirzycę, zaś drugą objął i powiedział.
- Może tak, może nie... Kto to wie... Myślisz, że tyle o mnie wiesz a tak na prawdę to nic nie wiesz. Jakoś udało mi się dorwać twój numer i zmusić cię do spotkania. Dziwne, czyż nie? Na twoim miejscu bym uważał, bo kto wie... Może nie jesteśmy sami.
Powiedział odwracając głowę w lewo i patrząc gdzieś w dal. Miał nadzieję, że ten blef zadziała.
- Poza tym gdybym chciał cię zabić to już bym to zrobił... - Swoją twarz zbliżył nieco do jej szyi tak blisko, że wampirzyca mogła poczuć na niej jego usta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Wto Sie 13, 2013 10:40 pm

Nie wiedziałam, na co mam teraz większą ochotę. Strzelić facepalma, czy wytarmosić go za ucho i zaciągnąć gdzieś dalej, aby tam mu powiedzieć, co sądzę o jego bezczelnym zachowaniu, fajkach i narkotykach. Wydałam z siebie zniecierpliwione westchnienie. Był gorszy, niż zakładałam. Nie dość, że nie rozumiał potęgi wiekowych stworzeń, ani przewagi stwórcy nad młodym wampirem, to jeszcze zachowywał się jak zwyczajny, zaćpany gówniarz. No, może trochę bardziej obłąkany od innych tego typu indywiduów.
Posłałam spłoszonym, wstrząśniętym kobietom przepraszający uśmiech. Musiałam pomyśleć nad rozwiązaniem tej sytuacji. Rozmowa z nim teraz nie wchodziła w grę, nie zrozumiałby ani słowa, ćpun jeden. Przynajmniej nie powinien stanowić już jakiegoś wielkiego zagrożenia ani dla mnie, ani dla otaczających nas istot. Żeby użyć prawidłowo mocy, potrzeba skupienia. A jego mózg pracował teraz z pewnymi problemami.
Zignorowałam uszczypliwe... komentarze? Obelgi? Prostackie komplementy? Cóż, czymkolwiek była jego wypowiedź dotycząca moich krągłości. Chwyciłam pewnym gestem włosy młodziaka, używając wampirzej siły, by odciągnąć jego łeb od mojej szyi. I tak by się w nią nie wgryzł. Z pocałunkami też by miał kłopoty. W końcu dlatego nosiłam kolię, by trudniej się było dobrać do tej części mojego ciała. Zwłaszcza krwiopijcom, a on niewątpliwie takowym był.
- Albo się uspokoisz, albo to koniec tego spotkania. -Warknęłam ostrzegawczym tonem, wciąż trzymając go za czerwono-czarne pukle. Liczyłam na to, że nawet, jeśli ma jakieś wsparcie, to będzie ono... jego pokroju. Bo niby kogo potężnego on mógł znać? Nawet całej bandzie takich szczeniaków, jak on, dałabym radę. Mało to trzeba było się tłuc w moim życiu? Ja osobiście nie narzekałam na niedosyt tego typu "rozrywek". Byle gówniarz nie będzie mi groził w żywe oczy, mam swoją godność!
- Proszę cię, żebyś mnie puścił. -Powiedziałam głośniej, choć wciąż grzecznie. Tylko patrzyłam na niego z naganą w fioletowych tęczówkach. Jeśli nie spełni mojej prośby, to sama ją sobie spełnię, naturalnie. Ale musiałam wiedzieć, na czym stoję.
Po raz kolejny zganiłam się w myślach. Chciał się ze mną tylko spotkać, a nie zostać moim wychowankiem! A ja mimo to, z każdą sekundą widziałam w nim coraz większe i coraz bardziej zagubione dziecko, które mnie potrzebowało. Starałam się to sobie tłumaczyć tym, jak bardzo mnie odpychają używki. Może tu odbierało całą męskość w moich oczach? Co za głupota...
Cholera jasna, Vi! Ty nie możesz mieć dzieci, przestań ich sobie na siłę szukać!

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
V
Technik | Płatny zabójca
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 56
Dołączył/a : 03/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Wto Sie 13, 2013 11:06 pm

Vladimir tak ładnie się tulił do krągłej a ta co, za włoski go ciąga? Jeszcze te niby groźby. A pfi... V spojrzał na niedobrą wampirzycę po czym ją puścił i przemówił.
- No no mamuśka! Już. Spokój. Tam masz trochę mięska i twojego ulubionego wina a im starsze tym lepsze chociaż w tym przypadku to chyba na odwrót. - spojrzał na grupkę młodych nastolatek, które przechodziły zaraz obok nich - A takie to podobno najlepsze. - Oblizał kły a następnie odsunął się od wampirzycy i poszedł trochę na bok. Stanął, odwrócił się na pięcie, prychnął w jej stronę i krótko skwitował to "powitanie".
- Nie pozbyłaś się mnie i nie pozbędziesz... Pamiętaj, wiem o tobie wszystko.
Ruszył w tłum za grupką dziewczyn, które jeszcze przed chwilą widział i zniknął.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Sro Sie 14, 2013 1:53 pm

Wracanie z zakupów przez zatłoczony targ raczej nie jest dobrym pomysłem. Niektórzy jednak takich złych pomysłów mają w swojej głowie setki, do takich osób należał również Tsuki. Jednak on w tym wszystkim potrafił znaleźć co najmniej jedno logiczne wytłumaczenie. Przede wszystkim miał wolne popołudnie, z którym i tak nie miał co robić. Jako człowiek samotnik cierpiał na nadmiar czasu i żeby pozbyć się go choć trochę często przemieszczał się po dziwnych zakamarkach. Ogólnie rzecz biorąc od rana dopisywał mu humor. Jakoś tak wstał prawą nogą – o dziwo. Zapewne na jego dobre samopoczucie wpływał dzień cyklu. Otóż dzisiejszego dnia przypadał jego środek. Z dala od poprzedniej i daleko od nadchodzącej pełni. No ale mniejsza o prądach i światłach.
Tsuki spacerował sobie po zatłoczonych ulicach parku, trzymając torbę z zakupami pod pachą. Wystawała z niej bagietka i jajka. Co było w środku? To już wie tylko on i sprzedawca, który go obsługiwał kilka ulic dalej. Zatrzymywał się przy niektórych straganach obserwując to, co mieli do zaoferowania handlarze, jednak żaden towar nie potrafił przykuć jego uwagi. Do czasu, gdy zatrzymał się przy straganie z figurkami. Jego uwagę przykuła figura wilczycy karmiącej Romulusa i Remusa. W trakcie zamyślenia jego słuch zaczął się samoistnie wyostrzać. „Złodziej” - krzyknęła jakaś kobieta wyrywając go z zamyślenia. Wrażliwe, zwierzęce zmysły były niejednokrotnie przekleństwem. Podniósł wzrok analizując, co się stało i kto się właśnie kłócił. Spojrzał na prawo, na lewo, odwrócił się i... dostrzegł znajomą mu twarz. Tak, to na pewno była ona. Wszędzie pozna to blade wampirze ciało, i te krągłości. Jednak nie była sama, razem z nią przebywał jakiś chłopiec – na pewno był chłopcem, nawet z daleka można było dostrzec jego spojrzenie i postawę. Spojrzenie młodzieńca, takie lekkomyślne, jednak pozbawione życia.
Dziwne... i tylko tyle przedarło się w głowie wilkołaka, który analizował tego osobnika. Jednak wystarczyła kolejna chwila aby go oświeciło. Był blady, zupełnie jak trup, zupełnie jak Vivi. Czyli musieli mieć jakieś powiązania. Kłócili się? Nie, nie wyglądało na to.
Gdy Tsu tak się im przyglądał, męska część tamtej konwersacji opuściła targ goniąc za nastolatkami. W dodatku to jego głodne spojrzenie, nie sztuką było go nie zauważyć. Jednak to była okazja aby zaczepić wampirzycę i zacząć ją „umoralniać”.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś za niego odpowiedzialna? - od tych słów zaczął swą wypowiedź. Specjalnie zainicjował mały odstęp od kolejnych słów aby jego rozmówczyni skierowała uwagę w jego stronę. Oczywiście w trakcie swojego odstępu podszedł już całkiem blisko wampirzycy.
- Jeśli zrobi coś głupiego to będzie tylko twoja wina. Tylko i wyłącznie twoja wina. Twoja i niczyja inna wina. - no i zaczęło się, uświadamianie jej podobnymi epitetami dopóki mężczyzna ciągle był w zasięgu wzroku. Gdy tylko jego sylwetka zniknęła na twarzy reprezentanta Public Relations pojawił się wredny uśmiech.
- Rozumie, możesz czuć się opuszczona i samotna. Tylko po co przemieniasz nieodpowiedzialnych gówniarzy w krwiożercze bestie? Bo z tego co się orientuję mamy podobną opinię wśród ludzi. - jego głos był o dziwo dość spokojny. Jednak pytanie to miało na celu próbę zrozumienia postępowania wampirzycy, które można było określić na trochę lekkomyślne. Gdy tylko skończył mówić wyjął z torby jabłko i zaczął je gryźć. Dobrze wiedział, że dźwięk ten drażni jej uszy. Skąd? To samo działo się z nim, odbierał ten dźwięk jako dość denerwujący, jednak mimo wszystko cel uświęcał środki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Sro Sie 14, 2013 4:27 pm

Patrzyłam na niego, jak odchodził, kompletnie skołowana. Tak się natrudził, by mnie znaleźć! Wzięłam duuużo powietrza do płuc. To było... dziwne. Bardzo dziwne. I przez to zostawiłam Fausta ze śniadaniem?! Miałam ochotę do niego zadzwonić i powiedzieć mu o wszystkim! To było nie do pomyślenia! Sama zaczynałam mieć wątpliwości w prawdziwość tego zdarzenia!
Ugh, nawet nie dowiedziałam się, jak się nazywa! Przynajmniej miałam jego numer... Chyba. Mógł użyć innego telefonu, ale nie szkodziło zaryzykować za ten dzień czy dwa. Może akurat będzie trzeźwy umysłowo... Chociaż mniej szalony pewnie się nie stanie. Jak pech to pech. Wychowanie go będzie trudne... ZNOWU?!
Poprawiłam parasolkę, jakby rzucany przez nią cień miał mnie ochronić nie tylko przed słońcem, ale też przed tym całym wariactwem. Sama miałam ochotę wrzasnąć teraz na staruszki, które głośno obgadywały odchodzącego wampira. Był tylko pisklakiem. Zagubionym, małym pisklakiem, którego zostawiłam na pastwę losu. Utkwiłam smutne oczy w jego powoli znikających w kolorowym tłumie plecach. Czarna plamka była coraz mniejsza i mniejsza... Nie mogłam go gonić, chociaż chciałam. Miał prawo sam o sobie decydować.
Prawie podskoczyłam, gdy usłyszałam męski i bardzo znajomy głos, dochodzący z bardzo bliska. Szybko przeniosłam spojrzenie fiołkowych tęczówek w dobrze znaną mi twarz. Tylko Tsu tu brakowało! Sfrustrowana słuchałam jego litanii, choć najchętniej włączyłabym ciągłe ujadanie dusz, by go zagłuszyć. Ściągnęłam brwi. Mój nastrój był coraz gorszy z każdym jego słowem. Jakbym już nie czuła się dostatecznie winna. Nie mógł gadać na jakikolwiek inny temat?! Nawet paplanie o tej cholernie słonecznej pogodzie byłoby lepsze!
- Skończyłeś? -Burknęłam wkurzona, zerkając do tyłu. Moje pisklę zniknęło, a wraz z nim grupka małolat.- To był przypadek, jasne?! Cholerny przypadek! I nadal uważam, że to lepsze, niż gdyby miał przeze mnie umrzeć!
Z wściekłości niemal warczałam, wbijając gniewny wzrok w ciemne oczy Tsukiego. Zrobiłam kilka szybkich kroków w jego stronę, w ciągu chwili niwelując dzielony nas dystans. Patrzyłam na niego tak, jakbym chciała dać mu w twarz albo zdzielić moją parasolką, lecz zamiast tego... opadłam na jego pierś, wtulając się w niego. Mruknęłam pod nosem coś, co było albo obelgą, albo przekleństwem. Byłam zła. Na wszystko.
- Skąd ty w ogóle wiesz, że on jest mój? To takie oczywiste? -Spytałam nieco spokojniejszym głosem. Położyłam odziane w rękawiczki dłonie na jego plecach. Laska mojej przeciwsłonecznej tarczy oparła się o moje lewe ramię. Westchnęłam cicho, z rezygnacją. Nie chciałam o tym rozmawiać, ale czułam, że muszę się komuś wyżalić. A kto byłby lepszy w roli chusteczki do łez od Tsu? Był mi coś winny za to, że uratowałam go od rychłej śmierci i dałam jego gatunkowi szansę na przeżycie, prawda?
- I co ty tu robisz? -Mruknęłam, patrząc na niego z wysokości jego obojczyka.
Podejrzane!

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Czw Sie 15, 2013 12:24 pm

Jak zwykle mu przypadło odgrywanie roli głosu sumienia. Chyba powinien zdrowo zastanowić się nad tym aby zostać psychologiem albo czymś takim. Profesor Tsu – psycholog rodzinny. Tak, piękna wizja, ciekawe czy byłby w stanie się utrzymać z takiego zawodu. Mimo wszystko zbyt oszczędnie to o nie żył, wydawał na jedzenie tyle pieniędzy, że większość ludzi puknęła by się palcem w głowę widząc jego bilans przychodów i wydatków.
Wizja wiecznego życia czy śmierć. Gdyby on miał wybierać zdecydowanie padłoby na bramkę numer dwa. Miał swoje zdanie odnośnie długiego lub wiecznego życia. Ciężko było sprawić aby było ono szczęśliwe. Przede wszystkim trzeba było przywyknąć do bólu związanego z samotnością, znieść świadomość, że wszystkie bliskie osoby odchodzą do innego świata a my ciągle pozostajemy tu, skazani na tułaczkę. W gruncie rzeczy można do tego przywyknąć, wystarczy nie przywiązywać się do innych ludzi. Co prawda jest to ścieżka destrukcyjna, aczkolwiek jako jedyna dająca szansę na jakąkolwiek spokojną egzystencję.
Gdy wampirzyca – napisać młoda byłoby błędem – wtuliła się w niego do jego wrażliwych oczu dotarł dźwięk pękających skorupek od jajek. Dobrze wiedział co to oznacza, dziś na wieczór czeka go skromniejsza kolacja. Jednak jakoś sobie z tym poradzi, najwyżej będzie umierać z głodu. Na jego twarzy oczywiście pojawił się grymas niezadowolenia, w końcu kto by się cieszył w takiej sytuacji?! Wolną ręką, znaczy się tą z której przed chwilą wywalił ogryzke po jabłku pogładził swoją rozmówczynię po włosach. No może idealnie czysta i sucha ta ręka nie była, ale liczy się sam gest, prawda?
- Zależy jak spojrzeć na zagadnienie śmierci. Z własnego doświadczenia wiem, że uniknięcie jej potrafi bywać dość bolesne. Początkowo można czuć się zagubionym. W gruncie rzeczy początek jest najgorszy. Z wami jest pewnie inaczej niż z nami, nas wychowywano od małego. Zdaje mi się, że porzucony, spragniony krwi nieśmiertelny może narobić sporego zamieszania. Jeśli nikt w ciągu miesiąca nie pozbawi go głowy to będzie oznaczało, że chyba sobie poradzi w tym świecie. - musiał. Musiał wyrazić swoją opinię w tym temacie. Cóż, sama Vivi powinna pamiętać jak zawiedziony był wilkołak, gdy jego ciało się zregenerowało a on odzyskał przytomność. Gdy uświadomił sobie, że wszyscy jego bliscy nie żyją. Jak próbował przemienić kilka osób aby odzyskać swoją pełną siłę. Jego zawód, kiedy wszystkie próby zakończyły się niepowodzeniem. Ból, którego doświadczał przez długie miesiące, który zmieniał się w zawód. Ciągnęło się to bardzo długo, dopóki nie znalazł czegoś, co oderwało jego uwagę od użalania się nad sobą. Zaczął pracować, początkowo jako ochroniarz. Z tej pracy go zwolniono z powodu jego agresji, to samo tyczyło się kilku innych zawodów, aż pewnego dnia przy pomocy wampirzycy znalazł zajęcie wręcz idealne dla niego.
Nie dosłyszał co ona tam mruknęła pod nosem. W głębi swojego niezbyt normalnego umysłu prowadził debatę sam z sobą na temat „Wieczne życie czy śmierć”. Tak, coś mu się tam poprzestawiało w trybikach i zdarzało się, że czasami nawet rozmawiał sam z sobą albo gadał przez sen. Wyjątkowe jednostki tak chyba już mają. Gdy tylko poczuł zimne dłonie dziewczyny na swoich plecach doznał lekkiego szoku. Po jego ciele przebiegły ciarki. Dawno się nie dotykali i zapomniał jakie to uczucie. Zawiesił się na sekundę albo dwie. Dopiero po chwili spojrzał na nią.
- Łatwo rozpoznać to spojrzenie, pełne matczynej miłości. Jest takie opiekuńcze. - wredne, co? Jednak nie taki był cel. Po prostu zamierzał podzielić się z nią swoją swobodną obserwacją. Powinna wiedzieć jakich błędów nie popełniać w przyszłości. On jak on, nie ma nic przeciwko, jednak niektórzy zapewne wykorzystaliby ten fakt przeciwko wampirzycy.
- Jakby to powiedzieć. Cierpię na nadmiar wolnego czasu i wracając z zakupów lubię się pokręcić to tu, to tam. - i po tych słowach nachylił się przybliżając swoje usta do jej ucha. Wypuścił z nich powietrze, zrobił to delikatnie, dość subtelnie. Uwodzicielsko? To na pewno. Gdy tylko skończył drażnić jej ucho przybliżył swoje wargi. Tak blisko, że praktycznie mógł nimi musnąć jej skórę.
- Nie żeby coś ale stłukłaś mi jajka. - wyszeptał tak czule jak to było tylko możliwe. Powinna mu dziękować, właśnie ostrzegł ją przed wypływającą z jego torby jajczaną substancją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Czw Sie 15, 2013 2:46 pm

Miałam mętlik w głowie po tym dziwnym spotkaniu. Z każdą sekundą dochodziło więcej zmartwień. Nie wiedziałam nic o tym, co się działo z nim przez dwadzieścia cztery lata. Mógł mnie nienawidzić cały ten czas. Pewnie tak było. Może wolał umrzeć? Ale przecież zdążyłby się zabić przez cały ten miniony czas, gdyby tak było! I skąd on miał mój numer? I dlaczego ćpał? Czy wampir może się uzależnić od narkotyków? Sądziłam, że większość po prostu lubi się "odprężyć" w ten sposób, ale... Co się działo z Reibim, skoro nie on mnie tu przyzwał? Czy był ranny? Czy on w ogóle jeszcze żył?!
Starałam się uspokoić w ramionach Tsu. Był jedną z niewielu osób, do których mogłam się zwrócić w każdej chwili. Ufałam mu i wiedziałam, że on także wie, iż może na mnie polegać. Taka nasza niepisana umowa.
- On jest zmieniony od dwudziestu czterech lat. -Wymamrotałam w jego obojczyk. Smutek był bardzo wyraźny w moim głosie. Czułam się taka winna! Porzuciłam go... Tyle razy musiał mnie potrzebować w ciągu tych lat! Och, jego życie po śmierci musiało być paskudne! Pewnie stąd jego nawyki! Jestem taką okropną...
- Matczyne? -Powtórzyłam lekko zawstydzona, odsuwając się na tyle, by spojrzeć w twarz Tsu. Jak zwykle był nieogolony, a na jego głowie panował artystyczny nieład.- Jestem jego stwórcą... Powinnam była mu pomóc. Pokazać mu, co i jak. To cud, że on przeżył beze mnie. To cud, że on dalej żyje. Mało wie o wampirach, skoro...
Urwałam. Tsu nie powinien wiedzieć, że chłopak mi groził i być może na mnie poluje. Nie chciałam martwić też jego. Były pewne sprawy, z których nie chciałam się zwierzać nawet mojemu wilkołakowi. Na przykład to, że kiedyś straciłam dziecko. Nawet po tylu wiekach, wciąż to przeżywałam.
- To przeze mnie taki jest. -Podsumowałam, spuszczając wzrok. Czułam się pokonana i zrezygnowana, a moje sumienie skomlało z bólu. Wszystko zepsułam.
Zaskoczona jego "czułymi" słowami, odskoczyłam od mężczyzny tuż po tym, jak miałam ochotę go pocałować. Byłam taka roztrzęsiona i zdezorientowana, że nawet nie zauważyłam torby z zakupami! Ani tego, że ją przygniotłam! Moja reakcja była tak nagła i dla mnie, że prawie upuściłam parasolkę. Ledwo udało mi się ją złapać. Musiałam wyglądać komicznie, machając chaotycznie rękoma, nim w końcu schwyciłam rączkę. W końcu zakryłam cieniem zawstydzoną twarz. Przynajmniej nie mogłam spłonąć buraczanym rumieńcem, jakbym to uczyniła za życia.
- Przepraszam... -Wydukałam. Czy było coś, czego mogłam NIE popsuć tego dnia? Położyłam dłoń na czole, wzdychając z frustracją. Powinnam była wrócić do domu, zająć się rysowaniem, rzeźbieniem, czytaniem... czymkolwiek, wysłuchując przy okazji zażaleń głosów, związanych z ostatnim wieczorem. Tym spędzonym z Faustem. Taa... o tym też nie zamierzałam mówić Tsukiemu. Nie dlatego, że byliśmy parą czy że darzyliśmy się jakimś wyjątkowym uczuciem. Byliśmy raczej przyjaciółmi... z korzyściami? Chyba tak to można nazwać. Po prostu uważałam, że wzajemne zwierzanie się z przygodnego seksu nie jest w dobrym smaku.
- Oddam ci pieniądze, obiecuję! Tak mi głupio, Tsu! Nic mi dzisiaj nie wychodzi! Nic! -Żaliłam się, wściekła na siebie. Otworzyłam pospiesznie torebkę w poszukiwaniu chusteczek, by dowiedzieć się, że akurat mi się skończyły. Pięknie!

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Czw Sie 15, 2013 4:56 pm

W sumie nie tylko ona miała przed nim tajemnice. Odnośnie tego, co stało się zanim się poznali też nie powiedział jej wszystkiego. To było zbyt skomplikowane, nawet jak dla niego. Całą ta sytuacja przypominała nawet brazylijską telenowelę. Brat zabił ojca i groził wybiciem stada Tsu, chyba, że ten dobrowolnie da się zabić. Oczywiście doszło do wojny, bratobójczej, może nie tak drastycznie. Wilkobójczej. Nie miał nawet okazji wyjaśnić jej dlaczego tak właściwie od tamtego czasu nie stworzył nowego stada. Jednak sama o to nie pytała, więc on nie musiał głowić się żeby opowiedzieć jej o tym w taki przejrzysty i zrozumiały sposób.
- Stwórcą. To brzmi tak... hm... zobowiązująco. - jak zwykle krótkie podsumowanie. Trafne? Być może, jakoś w tej sytuacji nie potrafił się nie zaśmiać. - Ciekawe dlaczego wyobraziłem sobie w skąpym stroju z pejczem, jak bijesz biednego młodocianego wampira, który błaga o litość?
Nie żeby on cokolwiek insynuował. Gdy dziewczyna od niego odskoczyła on zaczął się tylko z niej śmiać. Próba złapania przez nią parasola wyglądała dość komicznie. Taka stereotypowa kobieta w opałach, w sumie nigdy nie wyobrażał sobie, że coś może tak poprawić mu humor i to w tak krótkim czasie. Na jego twarzy pojawił się nieco wredny uśmiech. Starał się w zaistniałem sytuacji zachować powagę jednak zbytnio mu to nie wychodziło.
- Właśnie wpadłem na genialny pomysł. Zamontujemy ci tą parasolkę do gorsetu, na pewno jej wtedy nie zgubisz. - tak, tak. Jego głos był rozbawiony. Spoglądał się na swoją rozmówczynię marszcząc czoło. Właśnie tego nienawidził w wampirach. Ich martwych ciał, z których nie dało się nic odczytać. Zimna, kamienna twarz, nie przejawiała żadnych emocji, no prawie żadnych, w końcu każdy się kiedyś uśmiecha.
Mężczyzna zrobił dwa, trzy, może cztery kroki w stronę dziewczyny. Zatrzymał się praktycznie na wyciągnięcie ręki. Nagle, zupełnie niespodziewanie zaczął coś wąchać. Można było to zauważyć po jego nosie, który marszczył się i odmarszczał. Podszedł do Vivi i zaczął ją obwąchiwać. No co? Coś mu zaśmierdziało nie wiedział tylko co. Wąchał jej głowę, szyję, ramiona, piersi, brzuch, plecy. Nie zlokalizował tam żadnego nie przyzwoitego zapachu więc zaczął zaciągać się mocniej. No i w końcu znalazł! Otworzył torbę i zagłębił się w jej zawartości. Jednak i w niej nie znalazł źródła żadnego nieprzyjemnego zapachu. No może zniszczone jajka. Jednak ich zapach nie był aż tak intensywny, żeby drażnić jego nozdrza. Cóż, poszukiwania skończyły się brakiem sukcesu więc zaczął się krzywić. Jego czarne źrenice zaczęły chaotycznie się poruszać po czym sam wilkołak wpadł na genialny pomysł. Złapał swoją rozmówczynię w pasie i wbił nos w jej włosy.
Tak, od razu lepiej. W porównaniu z smrodem ulicy jej włosy pachniały niczym świeże kwiaty. Całkiem przyjemna odmiana.
- Tak, tak. Nie mógłbym od ciebie wziąć pieniędzy za jajka. Pamiętaj, że to ja lepiej zarabiam. - mruknął cichutko. Zresztą po co miał tonować inaczej swój głos? Jego usta znajdowały się wystarczająco blisko jej uszu, żeby wyraźnie usłyszała to co miał jej do przekazania. - Najwyżej nie zaproszę cię na kolację albo umrę z głodu. - dodał po chwili z przekąsem. Zamknął swe ślepia i podniósł głowę z jej włosów delikatnie się zaciągając. Dopiero po chwili otworzył je patrząc na twarz wampirzycy. Oczywiście patrzył w jej oczy. Dość głęboko, przenikliwie. Na tyle głęboko, że w jego ciemnych źrenicach można było dostrzec czerwone iskierki.
- Wyglądasz teraz jak mała dziewczynka, która zgubiła cukierka. - mruknął delikatnie wysuwając w jej stronę język. Całkiem pominął fakt, że pod ich nogami znajdowała się już kałuża z białka, które wypłynęło już z jego papierowej torby. Szczęście od Boga, że jeszcze nie pękła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Czw Sie 15, 2013 6:53 pm

Bycie stwórcą powinno być zobowiązujące, jednak właściwie każdy wampir mógł zapoczątkować nowe nieżycie. Ten z 1000 lat i ten tygodniowy. Młody krwiopijca raczej rozszerzał rasę dla czystej zabawy i nie miał zamiaru brać odpowiedzialności za nowe pisklaki. Stare wampiry zaś najczęściej zakładały "rodziny", zmieniając "wyjątkowe" osobniki. Wychowanie takowych to był czysty tyrani rygor. W swoim życiu przemieniłam ledwie garstkę osób, ale wszystkie odchowałam jak matka swoje młode, broniąc ich własną piersią, obrywając za ich głupstwa... To był pierwszy raz, gdy zrobiłam coś podobnego.
Wyobrażenie Tsu było całkiem trafne, choć wolałabym ten scenariusz z innej perspektywy. Wilkołak wiedział też o tej stronie mnie i, o dziwo, nie tępił mnie za to. Jak Faust, na ten przykład. W sumie to nawet zgodził się na to kilka razy i było... fajnie.
Speszyłam się własnymi myślami. To nie było dobre miejsce ani odpowiednia chwila, by myśleć o tym, jak Tsu sprawie wiąże więzy na moich nadgarstkach. Choć było to nad wyraz miłe wspomnienie.
- Poradzę sobie i bez takich udziwnień. -Mruknęłam, prostując dumnie plecy. Na wszelki wypadek chwyciłam pewniej parasolkę. Głupio by wyglądało, gdyby teraz też wypadła mi z rąk. Miałam jeszcze jakąś godność.
Zaskoczył mnie tym swoim typowo psim zachowaniem. Nie, żeby wcześniej się tak nie zachowywał. Tak jak teraz, nagle zaczął robić coś... nietypowego. Patrzyłam, jak rozgląda się, widocznie za czymś węsząc. Nie miałam tak wrażliwego tego zmysłu, jak on, więc osobiście nie czułam nic podejrzanego, choć też zaczęłam się bardziej wentylować. Nie, nic. Chyba, że chodziło mu o moje wczorajsze ubrania... Stanęłam nieruchomo i sterczałam jak słup soli, gdy wilczek się do mnie zbliżył. Cicho się modliłam, by nie było to to, o czym myślę. Już sobie wyobrażałam jego reakcję. Nie miałam zamiaru się tłumaczyć, czemu pachnę w ten sposób. To by było żenujące!
Omal nie wypuściłam ze świstem powietrza, które mimowolnie zatrzymałam w płucach ze strachu. Oparłam dłoń na piersi mężczyzny, przytrzymując drugą parasolkę. Uśmiechnęłam się. Zarówno dlatego, że nic nie wyczuł, jak i dlatego, że był tak blisko mnie. Lubiłam czuć jego oddech we włosach. Uwielbiałam, gdy jego ręce znajdowały się na moim ciele. Czułam się bezpieczna przy Tsukim, nawet, jeśli drzemała w nim bestia.
- Nie zarabiasz aż tak znowu dużo. -Odmruknęłam, rozkoszując się ciepłem, które od niego biło. Aż prosił, żeby się w niego wtulić i na chwilę zapomnieć o świecie.
- To może ja cię zaproszę na obiad? -Spytałam przyciszonym głosem, uśmiechając się z rozbawieniem na wspomnienie tego, jak pusta stawała się moja lodówka po każdej jego wizycie. Zorientowałam się, że zaczęłam cichutko mruczeć. Ale jak tu się nie poddać urokowi mojego kompana, kiedy on sam mnie kusił? Zadrżałam lekko, czując jego gorący oddech na głowie. Miałam ochotę odsunąć go od siebie, pchnąć na ścianę i pokazać mu, jak "dużą dziewczynką" jestem.
- A ty wyglądasz jak roztrzepany szczeniaczek. -Odparłam zadziornym tonem, przeczesując paznokciami jego włosy, by były choć w odrobinę mniejszym nieładzie. Uniosłam się przy okazji na palcach i cmoknęłam go w czoło. - Od razu lepiej. -Podsumowałam, patrząc z uznaniem na moje "dzieło". Dopiero, gdy moje obcasy wydały niepokojące chlupnięcie po ponownym kontakcie z ziemią, opuściłam oczy na nasze stopy. Paskudna, śliska maź kleiła się do butów. Z westchnieniem odsunęłam się w tył.
- Więc jak? Chciałbyś do mnie zajrzeć? -Spytałam, z trudem odrywając wzrok od kałuży.- Dawno cię nie widziałam.
Uśmiechnęłam się nieśmiało do Tsu. Brakowało mi go, a ostatnio obydwoje byliśmy ciut zajęci. To była dobra okazja, by porozmawiać oraz zmyć żółtka i białka z obuwia. No i się przebrać! Naprawdę przydałoby mi się zmienić wczorajsze ciuchy na coś czystego!

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Czw Sie 15, 2013 11:01 pm

Właśnie dlatego nigdy nie potrafił zrozumieć poświęcenia Vivi. Przypominało to w prawdzie rodzinę jednak gdy opiekun nadstawiał swoje policzki za podopiecznego ten mógł czuć się bezkarnie. Owocowało to tym, że takie „ziarenko” dojrzewało otoczone barierą pełną miłości i bezkarności. Często wyrastało z niego zdeprawowane coś. Coś? Nie wiadomo czym mogło to być, często zdarzało się, że z powodu charakteru i zachowania nie można było tego określić mianem człowieka. Nadopiekuńcze podejście do swoich wychowanków często doprowadzało do tego, że nie znali oni żadnych wartości. Całkowicie zagubieni, zdeprawowani i nieokrzesani byli w stanie podnieść rękę, mało tego, dokonać zamachu na kogoś, dzięki komu mogli żyć. Kogoś kto poświęcił się dla nich. Takie podejście do sytuacji można nazwać brakiem szacunku. Szacunku, który jest czymś czego nie można się ani nauczyć ani odzyskać. Wartość, którą normalni ludzie obdarzają drugą osobą, tak samo jak zaufaniem. Obie te wartości są jednak łatwe do stracenia, dość ciężko odzyskać raz utracony szacunek, podobnie jak utracone zaufanie.
Jeśli chodzi o samą kwestię szacunku. Często bywa tak, że lekkomyślne gówniarze, bądź inne tym podobne istoty nie są w stanie docenić jej wartości. Gdyby nie on, na świecie panowałby wielki nieład i bałagan. Zapewne nawet teraz nie można by było porozmawiać w takim miejscu jak targ. Wystarczyło wyobrazić sobie państwo, w którym ludzie nie posiadali jakichkolwiek emocji. Ni to szacunku, ni to wdzięczności. Samo wyjście na ulice byłoby dość ryzykowne, jednak kto by się tym przejmował. Już w tych czasach większość ludzi chodzi uzbrojona niczym na wojnie.
Skracając te wszystkie gdybania, dochodzimy do sytuacji, w której nadstawianie karku na podopiecznych doprowadza do powstawania w ich głowie wizji bezkarności, która prowadzi nawet do jakiegoś tam rodzaju anarchii.
W każdym bądź razie znajdujemy się w sytuacji dość dwuznacznej, bo tak można ją było co najmniej odbierać. Najdziwniejszą kwestią było zaproszenie na obiad, które padło z ust kobiety. Zazwyczaj to mężczyzna zapraszał na obiad lub kolację. Ah, co za stanowczość! Dlaczego większa ilość kobiet tak nie postępuje? Byłoby to ogromne ułatwienie w skomplikowanym życiu mężczyzny. Głównie przez niezdecydowanie bądź gierki przedstawicielek płci pięknej dochodzi do wielu nieporozumień. Na szczęście, nikt nie dał kobietą prawa do rządzenia krajami. To by było dopiero dziwne. Kolejna wojna światowa wywołana kradzieżą karnacji sylwestrowej.
- Obiadem moja droga mnie nie kupisz. Liczyłem na szerszą ofertę, jak na przykład: obiad, deser, kolacja i śniadanie. Do tego zapewniony nocleg. - o prysznicu nie wspominał. Kąpał się dwa dni temu a jako wilkołak raczej nie był miłośnikiem idealnego dbania o siebie. Higiena przez przedstawicieli jego rasy od samego początku jej istnienia była ograniczana, do stopnia „przydatności w społeczeństwie”. Nie żeby nie było, oczywiście wyczuł jej zapach świadczący o zmianie w higienie. - No właśnie Vivuś, czyżbyś zaczęła brać ze mnie przykład? - zadając to pytanie zmarszczył delikatnie czoło. Dobrze wiedział, że jego rozmówczyni na pewno domyśli się co chodzi po jego wilczej głowie. Przecież to było oczywiste, że jego nos nie pominie takiego zapachu. Co to, to nie moja droga. Wilkołaki dość często polowały w nocy, w trakcie której polegały głównie na węchu i słuchu, oczy tak naprawdę były tylko dodatkiem. Idealni łowcy, dzieci nocy. Stare legendy ludowe przypisują ich pochodzenie związkowi bogini nocy i księżyca. Podobno są oni nieczystym owocem ich miłości. Przeklęci, za grzech rodziców, skazani na tułaczkę pod postacią wilka.
Jej paznokcie nie różniły się niczym od zwykłych ludzkich paznokci, no może były trochę ostrzejsze, gdy jeździła nimi po jego głowie on to doskonale czuł. Czuł jak paznokcie zadziornie drapią jego skórę. Jak zostaje po nich chwilowy ślad w postaci mrowienia, a raczej czegoś na pograniczu mrowienia i łaskotania. Jej zimne usta na jego czole. To też było przyjemne. Różnica temperatur dzieląca ich ciała dawała się we znaki przy takich pieszczotach. Była dość przyjemna. Często przyprawiała go o przyjemne ciarki. Często ciekawiło go jak to z nią było gdy jeszcze żyła. Niby znali się praktycznie jak łyse konie ale wampirzyca jakoś zgrabnie manewrowała pomijając te tematy. Zapewne miała, podobnie jak on, jakieś sekrety i tajemnice, których nie wyjawiłaby nawet w obliczu śmierci.
Dziwne to czasy nastały. Wampir i wilkołak połączeni dość intymnymi relacjami. Polegający na sobie jak stare małżeństwo. Duet, który zwierza się sobie ze swoich problemów i wzajemnie pomaga sobie od bardzo dawna. Kiedyś. Kiedyś to było nie do pomyślenia. W przeszłości wampiry i wilkołaki jakoś za sobą nie przepadały – w większości przypadków. Wojna o przetrwanie, tak nazywał się ich spór o żer, znaczy się ludzi. Na samym początku swojego istnienia obie te rasy aby przetrwać potrzebowały ludzi, była to ich przystawka. Z początku dzieliły się one nimi. Konflikt zaczął się wtedy gdy wampiry wysysały ciała do cna, pozbawiając je wszelkich składników odżywczych potrzebnych dla wilkołaków. Spór ten ucichł dopiero po kilku stuleciach, gdy wilki nauczyły się żyć bez ludzkiego mięsa. Do dni dzisiejszych, a raczej kilku lat wstecz obie te rasy żyły wspólną niechęcią. A teraz? Teraz to ostatni żyjący dziedzic wilczych genów świntuszy w myślach o wampirzycy. Czy tak przystoi? Pewnie nie. Jednak nikt go przecież nie może za to skarać, nie ma już jego rodziny. Został sam, zupełnie sam. W jego głowie narodził się nawet niecny plan jak odwdzięczyć się wampirzycy za uratowanie życia. Zapewne nie będzie zbyt zadowolona, będzie musiała się potrudzić aby to jakoś zamaskować. Jednak o tym szzza. Co ma być to będzie.
- Zajrzeć bardzo chętnie zajrzę, nie wiem gdzie podziałem klucze od mieszkania. - wiecznie roztrzepany. Nawet nie pamiętał gdzie są klucze od jego mieszkania. Należałoby się zastanowić czy w ogóle je zamknął? Nawet tego nie pamiętał. No cóż, latka nie te, pamięć nie ta. Trzeba sobie będzie kupić jakiś organizer albo notes. Tylko kto by pamiętał, żeby to coś wszędzie ze sobą nosić? W pewnym momencie w oczach wilkołaka coś błysnęło. Jakby spadło na niego jak grom z jasnego nieba.
- Mi się zdaje czy nocowałaś poza domem? - spytał tak całkiem cichutko ze względu na dystans, który ich dzielił. Skąd ten pomysł? Jej włosy pachniały jakoś inaczej i ona sama, coś mu nie pasowało. Jak długo ją znał, jak długo znał jej rasę, wiedział, że po prostu te istoty dbają o higienę. W końcu to taka dumna rasa, nie to co pospolite, agresywne stworzenia jak on. Trzeba było mu przyznać, że zapłon miał nieziemski, bo poruszył tą kwestię po jakiejś minucie albo dwóch. Teatralnie położył dłoń na brodzie i począł udawać, że się zastanawia. Jego mina zapewne przypominała jakiegoś uczonego naukowca, który myślał nad oddziaływaniem cząsteczek yin i yan. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że od ich ostatniego spotkania minęło trochę czasu. Widzieli się dobre kilka dni temu, jakoś przed ostatnią konferencją prasową. Z tego co sobie przypominał odeszło się bez ofiar w ludziach. Na koniec, jak już został sam to wyrzucił z ósmego piętra krzesło, które uszkodziło jakiś samochód. Nikt jednak nie miał dowodów na to, że to był on i sprawa jakoś nie wyszła nawet na światło dzienne.
W chwili obecnej jego wzrok błądził po twarzy dziewczyny. Chyba oczekiwał na to, że dojrzy swego rodzaju zmieszanie lub zakłopotanie. Z drugiej strony zdawał sobie sprawę z tego, że czego jak czego ale rumieńcy to nigdy nie ujrzy. A szkoda!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Pią Sie 16, 2013 1:33 am

Raz prawie udało mi się zostać matką. Prawie. Poronienie było koszmarem samym w sobie, a mój mąż jeszcze bardziej mnie pogrążył. W moich czasach kobiety były ozdobą i maszyną do robienia dzieci. A ja okazałam się do tego niezdolna, nie mogąc urodzić naszego pierworodnego dziecka i uporczywie nie zachodząc w kolejną ciążę. Jakoś nie dochodziło do niego, że to przez jego zachowanie straciliśmy potomka. Pewnie przeżyłby kilkadziesiąt lat, gdyby "tatuś" nie miał za hobby tłuczenia własnej żony.
Moje stracone nadzieje na zostanie matką były bardzo widoczne, gdy stawałam się czyimś opiekunem. Stawałam się nadopiekuńcza, często wychodząc przy tym na zwyczajnie śmieszną, niańcząc w zasadzie dorosłą osobę. Szybko brałam odpowiedzialność za kogoś całkowicie mi obcego, bo czułam... coś. Moja krew płynęła w cudzych żyłach i, jakby nie było, dałam komuś życie. Tyle mi wystarczyło, by poczuć się jak matka. A nawet jeszcze mniej. W końcu, gdy znalazłam umierającego Tsu, przez pewien czas też traktowałam go jak podopiecznego. Potrzebował pomocy, kogoś, komu mógłby zaufać. I ja postanowiłam tym kimś być, bo to JA uratowałam go od śmierci.
Z czasem nauczyłam się zrywać więzy, ale wypuszczanie piskląt spod skrzydeł było trudne. Przywiązywałam się do moich uczniów, wychowanków... jak zwał, tak zwał. Dla mnie byli jak moje własne dzieci. Musiałam wierzyć w to, że dadzą sobie radę beze mnie, z pomocą wszystkiego, co tylko zdołałam wpoić do ich głów. Potem przez krótki czas obserwowałam moje ptaszyny, by przekonać się, czy są gotowe na wolność. Na wszelki wypadek, dawałam im możliwość kontaktu ze mną, obiecując służyć pomocą czy poradą, jeżeli będzie to potrzebne. Poza tym, nie chciałam się rozstawać z osobą, z którą spędziłam lata. A pocztówka na święta to nic złego!
- Na dziś mogę ci zaserwować co najwyżej obiad. Wątpię, by moja lodówka była wyposażona w taką ilość jedzenia, by starczyło na cokolwiek więcej. -Odparłam z rozbawionym uśmiechem. Po Tsu nie było widać tego, jakim żarłokiem był. Jadł, jakby oprócz siebie musiał jeszcze wykarmić wilkołaka, który w nim tkwił. Oraz całą drużynę piłkarską. Nie miałam pojęcia, jakim cudem on w ogóle był w stanie tyle w siebie wepchnąć i nie wybuchnąć, ani nie przytyć! Najwidoczniej była to magia wilczego metabolizmu...
Uśmiech natychmiast zniknął mi z twarzy, gdy do mych uszu dotarło jego pytanie. Miałam ochotę się cofnąć, by nie było tego tak wyraźnie czuć.
- N-nie! To jednorazowe. Ten szczeniak postanowił się ze mną spotkać nim zdążyłam się ogarnąć z rana. -Wyjaśniłam, lekko zawstydzona. Wzięłam jedynie dość szybki prysznic u Fausta. Nawet nie umyłam zębów, co było dla mnie istnym koszmarem. Miałam lekkiego bzika na punkcie higieny moich perełek, od nich zależało moje życie! Warknęłam w myślach, przypominając sobie, że od paru ładnych dni nie miałam nawet okazji użyć kłów w należyty sposób. Byłam spragniona krwi, a przez tego ćpunowatego krwiopijcę wyszłam od gwiazdora, zanim ten użyczył mi swojej szyi.
Mimowolnie uniosłam kąciki ust, zanurzając palce we włosach Tsu. Były miękkie i przyjemne w dotyku. Jak futro. Dobrze, że jego styl życia nie przyprawił go jeszcze o pchły.
Nigdy nie miałam nic do wilkołaków. Nie byłam raczej uprzedzoną do innych ras wampirzycą. W ciągu swojego życia poznałam wielu różnych przedstawicieli niemal każdego gatunku. Nie oceniałam więc nikogo za krew krążącą w jego żyłach. To było idiotyczne. Fakt, spotkałam paru uszczypliwych, niemiłych dla mnie przodków Tsukiego, ale to nie sprawiało, że lubiłam go mniej. Pomimo konfliktu między naszymi rasami, który stał się wręcz legendarny. Ileż to filmów i książek było na ten temat! Osobiście, nie mieszałam się w to bagno, choć było to trudne. Gdy tylko taki wilczur wyczuł w tobie krwiopijcę, bez namysłu rzucał się z zębiskami i pazurami, gotowy na mord. Żadnych pytań czy rozmów, od razu rzeź. A ja i tak czułam smutek, gdy myślałam o tym, że Tsu zapewne był ostatnim wilkołakiem. Nie tylko przez to, że widziałam, jak jego samego gryzie świadomość bycia tym jedynym ocalałym. Mogłam się tylko domyślać, jaką pustkę czuł. Moja własna gorycz była spowodowana zaś również tym, że nigdy nie sądziłam, by nasi rywali mogli ot tak wymrzeć, wszyscy na raz. Uważałam ich rasę za coś... cóż... nieodłącznego od naszej. Ich wyginięcie napawało mnie strachem. Czy wampiry też mogły tak nagle zniknąć?
Zaśmiałam się cicho. Roztrzepanie było jedną z tych cech, które stanowiły nierozłączną część Tsukiego. Nie dziwiło mnie to, że zgubił kluczyki. Potrafił gubić o wiele ważniejsze i większe rzeczy. Na przykład samego siebie.
- Możliwe. -Odparłam swobodnie, z wesołą nutką w głosie, choć od środka powoli zżerało mnie zażenowanie. Ta, rozmawianie o uprawianiu seksu z kimś innym z jednym ze swoich kochanków zdecydowanie było tematem, w którym czułabym się komfortowo. Mimo to, uśmiechałam się pewnie, a oczami próbowałam powiedzieć: "Mam farta, co?". Ciekawe, jak Tsuki by zareagował, gdyby wiedział, że właśnie się przespałam z gwiazdą telewizji, prasy i internetu.
- Ciekawi cię to czy dziwi? -Zapytałam, patrząc na niego badawczym wzrokiem. Niech teraz on się głowi, jak odpowiedzieć tak, by mnie nie urazić! Buc jeden, usiłuje mnie zawstydzić. Phi! Nie dam się tak łatwo!

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Pią Sie 16, 2013 12:03 pm

On niestety nigdy nie doświadczył takiego bólu jak Vivi. Jakoś wilkołakowi nie spieszyło się do zakładania rodziny. Teraz takie zadanie byłoby tylko utrudnione. Wilcze geny, zależność siły wilka a człowieka, i tym podobne pierdoły. Niby nic, a jednak potrafiło przyprawić człowieka o migrenę. Nie bez powodu na świecie nie ma krzyżówek ludzko – wilczych. Może trzeba było zastanowić się nad tym nieco głębiej? Istnieją rasy podobne do jego. Tylko, że nie wiadomo, co by wyszło z takiej krzyżówki. Nie chciał aby jego potomkiem był wyrośnięty smurf czy coś takiego. Był ciągle za młody aby zawracać sobie głowę takimi sprawami.
Jakoś tak krótko po powstaniu zmiennokształtnych wypłynęły wśród wilków plotki o powiązaniach z nimi. Osobiście Tsuki podejrzewał, że jest to bardzo prawdopodobne. Pewnie dlatego, że zaginęło kilkadziesiąt wilkołaków w dość krótkim czasie. Co nie było spotykane, wilki przywiązywały się do swojego stada, coś w nich – pewnie te zwierzęce geny nie pozwoliłyby im na dobrowolne jego opuszczenie. Do tego ta informacja, że powstała rasa istot zdolnych się przemieniać, zmiennokształtnych. Coś tu śmierdziało. Pewnie jakiś korporacyjny syf. Był to problem, w który trzeba było się zagłębić jednak nigdy nie było na to czasu. Gdy się znalazł zabrakło surowców naturalnych, on sam był zbyt leniwy aby dochodzić czegoś, co już nie ma znaczenia.
Przecież w gruncie rzeczy nie jadł zbyt wiele. Zaledwie tyle, żeby nie głodować. W końcu był tylko człowiekiem, a raczej za niego się podawał. W gruncie rzeczy to ile jesz zależy tak naprawdę od tego ile jedzą osoby cię oceniające. Dla jednych pewna porcja może być skrajnie mała, dla innych całkiem spora. Najważniejsze było, żeby nie przejmować się opinią innych i po prostu spożywać to co się lubi w takich ilościach, w jakich ma się ochotę. Akurat o kalorie nigdy nie musiał się martwić, jego organizm spalał ich bardzo dużo. Głównie z winy jego zwierzęcej części, dzięki której całe ciało było niesamowicie wydajne.
Sama wojna wilkołaków, oraz to co działo się przed nią uświadomiły go, że pokój jest tak naprawdę tylko złudzeniem. Wszędzie gdzie panuje podział, gdzie panuje niezachwiana od pokoleń hierarchia, wystarczy tylko mała iskierka. Bunt. Coś niewielkiego, z pozoru niegroźnego. Tylko tyle wystarczy żeby rozpętać piekło. Cenę takiego wydarzenia każdy na pewno bardzo dobrze zna. Nie jest to nic miłego. Nikt nie chciałbym przez to przechodzić. Nikt nie chciałby patrzeć jak brat lub siostra są rozrywani, to uczucie, bezradność, prawdopodobnie ono jest najgorsze. Potem przychodzi ból, wyrzuty sumienia, pojawiają się myśli samobójcze. Czas po takich przeżyciach nie należy do najlepszych. Potrzeba kogoś, kto jest w stanie pomóc, wysłuchać, pocieszyć, wesprzeć na duchu.
Taką pomoc, takie wsparcie otrzymał od Vivi. Wampirzyca przeszła jego najśmielsze oczekiwania. Nigdy by nie pomyślał, że osobnik jej typu może tak się poświęcić dra drugiego czegoś. W końcu ludźmi to oni nie byli. Wbrew pozorom i powszechnej opinii, niektóre wampiry naprawdę posiadały duże serce, pełne współczucia, miłosierdzia i tym podobnych. No i może takie zimne i trochę martwe, niebijące. Jednak w takie szczegóły nie należało się zagłębiać.
- Hm? Przecież ja wcale tak dużo nie jem. - pomijając fakt, że w jego torbie na zakupy, na samą kolację znajdowało się jedzenia, które normalnemu człowiekowi spokojnie starczyłoby nawet na dwa dni. Jednak jego skala rozmiarów była nieco inna niż normalnych istotek. Tak, tak, teraz będzie mu wmawiać, że się usprawiedliwia, że przez niego prawie zbankrutowała. Ciekawe czy jeszcze pamięta. Gdy wilkołak był na utrzymaniu wampirzycy doszło w pewnym momencie do sytuacji, gdzie pozbawił ją całkowicie środków do życia. Nawet tych odłożonych na czarną, czarnej ciemniejszej godziny godzinę. Nie ważne jak duże zakupy zrobiła i ile jedzenia znajdowało się w lodówce, zawsze po jej powrocie do domu zastawała w niej jeden niezmienny przez długi czas widok: puste półki i jarzącą się jasnym światłem żarówkę. Tsuki usprawiedliwiał tamten okres regeneracją organizmu i wracaniem do formy. Jednak prawda była taka, że całkiem dobrze żyło mu się na jej utrzymaniu. Nie musiał się niczym martwić i mógł robić to co uwielbiał. Mógł bezkarnie jeść, spać, leniuchować i wyjść raz na jakiś czas z domu żeby sobie pobiegać w ramach utrzymywania dobrej formy.
- Ten szczeniak. Jak to nazwałaś na pewno zrobi coś głupiego. Wcześniej czy później. - oczywiście pominął fakt, że gdzieś już wcześniej czuł jego zapach. Coś mu tu znajomo zajeżdżało. Pojawiał się tylko problem jego rozgarnięcia. Jakoś tak nie wiadomo czemu nie mógł sobie przypomnieć gdzie już się spotkał z tym zapachem. Super! Kolejne zmartwienie na jego biednej głowie. Były jednak rzeczy ważniejsze od tego problemu. Jego mieszkanie! Gdzie są klucze? Czy on w ogóle je zamknął? Jak on teraz wróci do domu? W gruncie rzeczy z tym nie będzie problemu. Przecież nie jest człowiekiem. Nie ma tak ograniczonych zdolności i możliwości jak zwykli śmiertelnicy. Może zawsze wejść do swojego mieszkania razem z drzwiami. Czy ktoś mu zabroni? W końcu to jego „cztery ściany”. Najwyżej będzie musiał zainwestować w nowe drzwi, najlepiej takie otwierane na siatkówkę oka albo linie papilarne.
No tak, niby nie zarabiał dużo więcej od Vivi. Dziewczyna jednak ujęła w swojej wypowiedzi ogólny rozrachunek. Jakoś na czysto, po odliczeniu wydatków związanych z życiem – wliczając to w jedzenie, nie wychodził zbyt dobrze. Na jego koncie nie znajdowały się nigdy jakieś ogromne sumy. Ba! Wychodziło nawet na to, że w ciągu miesiąca zaoszczędzał mniej od wampirzycy, która często śmiała się z tego powodu. Jakiś czas temu śmiała nawet stwierdzić, że on nie umrze od ran, czy ze starości, że wykończy go jego własny żołądek! Co to, to nie. Tak być nie będzie. Jakoś tak w jego pamięci zapisał się tamten moment i jej wredny uśmiech. Oczywiście, zdawał sobie sprawę ze tego, że była to tylko anegdota na poprawienie im humoru. Tylko, on nie był typem osoby znającej się na żartach, pewnie dlatego wieczorem zadrapał niespodziewanie jej pośladek. Dość głęboko. Zapewne tamtego wydarzenia ona także nie zapomni.
- Po części ciekawi, dobrze wiesz, że mam w sobie coś, co nie jest zbyt cierpliwe. Brak cierpliwości wiąże się też z ciekawością. - właśnie takimi słowami zaczął odpowiadać na jej pytanie. Oh, jak on żałował, że dziewczyna w tej chwili jest wampirem. Do jego uszu docierało bicie kilkunastu serc znajdujących się w ich pobliżu, tylko od Vivi nie było nic słychać. Martwe wampirze serce utrudniało przesłuchiwania. Jak na złość, nie chciało wypukać wilkołakowi co siedzi w kobiecej głowie. - Z drugiej strony dziwię się. Co było tak ważne, że idealnie poukładany wampir. Stawiający własną higienę ponad wszystko. Tak po prostu zignorował ten fakt. Nawet nie czuć od ciebie perfum, których używasz każdego rana. Zrozumiałbym gdybyś była czymś takim jak ja. Dwudniowy, trzydniowy, kilkudniowy zapaszek to nic złego. Jednak tak się zastanawiam co było tak ważne, że postanowiłaś pobawić się we mnie? - to ostatnie sformułowanie było zupełnie niepotrzebne. Przecież dbanie o higienę z jego strony było ograniczone do konieczności, prysznic raz na trzy dni był ok. Wtedy to można było się też ogolić i umyć zęby. Jakoś szczoteczka do zębów była prawdopodobnie znienawidzonym urządzeniem Tsukiego. To wszystko przez Vivi, która zmuszała go do szorowania zębów tym barbarzyńskim urządzeniem. On osobiście nie odczuwał takiej potrzeby. Jego zęby były przecież w dobrej kondycji, zresztą jak całe ciało. Najbardziej śmiać mu się chciało, gdy wampirzyca próbowała doprowadzić do ładu jego zarost, który wrócił do normalnego stanu nim jeszcze wilkołak zdążył opuścić łazienkę. Tak, jej mina była wtedy bezcenna.
Zawstydzić? Nie musiał tego robić, dobrze wiedział jak do tego doprowadzić. Wystarczyłoby, że rzuciłby torbę z zakupami na ziemię – w końcu i tak jajka były już pęknięte dzięki jego rozmówczyni. Pewnie dlatego też to uczynił. Wpatrując się w jej oczy pochwycił ją dość mocno w pasie podnosząc do góry. Tak aby jej głowa była trochę wyżej od jego. Wiązało się to z tym, że dziewczyna mogła stracić, a raczej na pewno straciła grunt pod nogami. Wtedy to wykorzystując drugą rękę mężczyzna położył ją na pośladku kobiety opierając jej plecy o ścianę. Cóż mimo tych krągłości i kształtów dla wilkołaka była dość lekka. Dlatego bez problemu mógł utrzymywać jej ciało bez większych problemów przy pomocy jednej ręki. Zapewne siła grawitacji czy jakaś tam inna siła działająca na wszystkie ciała znajdujące się na tej planecie dała o sobie znać poprzez ułożenie się jej pośladka idealnie a jego dłoni. Drugi pośladek swobodnie opierał się na jego przedramieniu. Znaczy się, że złapał lewą ręką jej prawy pośladek.
Taki zabieg spokojnie wystarczył aby kilka przechodzących osób zwróciło na nich uwagę. Mu to nie przeszkadzało. W trakcie swojego życia robił gorsze rzeczy na forum publicznym. Jednak co zrobi Vivi? Tego nie mógł przewidzieć.
- I co teraz zrobisz? - tak, tak, jego triumfalny ton głosu i to łobuzerskie spojrzenie. Chciał jej dać do zrozumienia, że to on tutaj rozdaje karty i jest ona w tej sytuacji zdana na jego „łaskę”. W końcu to on trzymał w swojej ręce „asa”. Czytając asa należy mieć na myśli jej pośladek. Zawsze przecież mógł go nieco mocniej ścisnąć bądź wbić w niego pazury. Oboje dobrze wiedzieli, że wilkołak jest do tego zdolny. W dodatku ciągle pozostawała mu druga ręka, którą mógł dobrowolnie manipulować. Biedna wampirzyca. Ciekawe co zamierzała zrobić w takiej podłej sytuacji? W sumie, facet to świnia. Na pewno o tym przez chwilę musiała pomyśleć. Może nie dosłownie, ale taka myśl powinna przemknąć przez jej głowę. W końcu jako wilkołak był momentami dziki i nieokiełzany, powinna się cieszyć, że jeszcze nie zerwał z niej ciuchów i nie rzucił się na nią właśnie na tej ulicy. Nie był to zły pomysł, zawsze można było porzucić sąsiedztwo zimnej ściany i przenieś się na jakiś stragan. Wystarczyłoby, że wypłoszyłby ludzi jakimś głośniejszym ryknięciem i pozostaliby sami. Z drugiej strony taki ryk mógłby wzbudzić zainteresowanie i zamiast dać im prywatność doprowadziłby do sytuacji zupełnie odwrotnej. Hm. Lepiej nie ryzykować!
- W sumie. Podoba mi się twój naturalny zapach, taki bez perfum. - podobało mu się nie tylko to. Vivi dobrze wiedziała, że wilkołak wręcz uwielbia jej zimny pot, według niego było to dość przyjemne. Szczególnie gdy skapywał on na rozgrzane ciało wilkołaka. Takie zimne krople potrafiły doprowadzić do szału, miały w sobie coś hipnotyzującego. Jednak zapewne to było jego osobiste zdanie. Był zapewne jedną z niewielu osób posiadających tak wrażliwe zmysły. Tsuki postrzegał świat zupełnie inaczej niż większość żyjących istot. Gdy zwykli ludzie patrzą na świat tylko za pomocą oczu, on odbiera go za pomocą wszystkich zmysłów. Nawet teraz, gdy trzymał kobietę nie tylko na nią patrzył. Czuł jej pośladki na swojej ręce, do jego nozdrzy docierał jej zapach, uderzający powoli do wszelkich możliwych receptorów, rozpoznawał zapachy, większość z nich była dość przyjemna. Nawet jego wzrok. Nie tkwił w jednym punkcie. Jego ziemne źrenice biegały po całym ciele kobiety, nie skupiał się tylko na twarzy, obejmował swym spojrzeniem jej ramiona, klatkę piersiową, ręce. Starał się wyłapywać jak najwięcej szczegółów. Grymasy na twarzy, położenie oczu, miny, uśmiechy, wszelkie zmiany które zachodziły na jej uroczej buźce. Bynajmniej teraz tak wyglądała. Czyżby czuła się nieco zaskoczona? Może udało mu się ją w końcu zawstydzić? Oby, bo jeśli będzie trzeba to zapewne posunie się nieco dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Pią Sie 16, 2013 4:40 pm

Tsu chwilami był nie do zniesienia. Fakt ten pogarszało jego wilcze "ja", przez które był jeszcze bardziej nieobliczalny i groźny. Wtedy doceniałam jeszcze bardziej moją przyspieszoną regenerację! Było mnóstwo takich sytuacji, gdy w ramach żartu czy flirtu Tsuki mniej lub bardziej celowo robił mi krzywdę, jednak jakoś nie przejmowaliśmy się tym. Rany po jego pazurach znikały w ciągu godziny czy dwóch, a ja nie chowałam długo urazy. Początki jednak były inne. Gdy wilkołak zaczął u mnie pomieszkiwać, dzień w dzień kłóciliśmy się o różne rzeczy. O jego brak higieny, o moją szczegółowość, o jego obżarstwo, o mój brak poszanowania dla jego prywatności, o ślady po pazurach wszędzie. Na meblach, ścianach, podłodze, ubraniach i na MNIE. Nie miałam nawet kiedy dokupywać nowych, niezniszczonych rzeczy do domu, bo inaczej Tsu padłby z głodu. Mi wystarczała do przeżycia jedynie krew, ale nie chciałam mieć go na sumieniu. Przecież obiecałam, że się nim zaopiekuję, dopóki on nie odzyska sił. Starałam się być wyrozumiała wobec niego. Stracił przecież całą swoją rodzinę. Niestety, obydwoje nie cechowaliśmy się zbytnią cierpliwością, powoli tracąc kontrolę nad sobą. Wszystko przycichło dopiero po tym, gdy rzuciliśmy się na siebie z pięściami, będąc kompletnie wyczerpani wzajemnym zachowaniem.
Po odniesieniu licznych ran, złamań i zadrapań, zaczęliśmy rozmawiać. Uzgodniliśmy pewne istotne warunki, ale też poznaliśmy nawzajem nasze sposoby rozumowania. Schodziliśmy sobie z drogi i o wiele więcej po prostu gadaliśmy ze sobą. Zaczęliśmy się lubić jeszcze w trakcie gojenia się naszych ran. Wtedy też po raz pierwszy się pocałowaliśmy.
- Nie, w ogóle. -Odparłam z sarkazmem. Wcale. I wcale nie myślałam nad sprzedażą rezydencji, gdy on u mnie pomieszkiwał, bo przez jego kaprysy i nawyki omal nie zbankrutowałam. Nie, oczywiście, że nie.
Wciąż mnie zastanawiało, jakim cudem on wyciągnął pieniądze z mojego tajnego konta bankowego...
Życie pod jednym dachem z Tsu czasem było istnym koszmarem, jednak brakowało mi go, gdy się wyprowadził. Po części wciąż tęskniłam za budzeniem się w jego silnych ramionach każdej i jego pochrapywaniem, od którego trzęsły się szyby w oknach. Pełna jedzenia lodówka jeszcze przez pewien czas była dla mnie utrapieniem. Przypominała mi o tym, że już mnie nie potrzebował, był w stanie sam sobie poradzić. Byłam szczęśliwa z tego powodu, ale... bałam się. Martwiłam się, że teraz, gdy znów jest samodzielny, nasze drogi się rozejdą. Jak widać, moje czarne myśli nie spełniły się.
- Ta, wiem to. -Mruknęłam cicho. Nie byłam zadowolona z tego powodu, jednak nie mogłam mu zaprzeczyć.- Ale pewnie zrobił niejedną głupią rzecz w ciągu tych lat.
Martwiłam się o tego chłopca. Co, jeśli postanowi wyzwać kogoś starszego i potężniejszego od prawie 500 letniego wampira? Albo te jego narkotyki wpędzą go w kłopoty? Błagałam, by nie był zamieszany w działania Rebeliantów. Nie chciałam widzieć go za więziennymi kratami. Wątpiłam, by rebelianta można było wykupić za kaucję.
W swoim długim życiu nazbierałam duże ilości pieniędzy, którymi dysponowałam do tej pory. Znaczy, dysponowałam, póki Tsu się do nich nie dorwał. Teraz praca dla Sorciere była moim jedynym źródłem utrzymania, nie licząc drobnych aukcji w internecie. Kto by pomyślał, że jeden wilkołak potrzebuje takich ilości środków?! Na pewno nie ja, gdy postanowiłam się nim zająć...
Wolałam jednak przez najbliższy czas nie wytykać mu ani tego, ani nie ubliżać jego żarłoczności. Nie po tym, co jakiś czas temu zrobił z moim tyłkiem. Przysięgłam sobie, że zrobię mu coś podobnego z plecami przy najbliższej okazji i miałam zamiar dotrzymać danego sobie słowa.
- I myłam się dzisiaj, dla twojej świadomości. Wzięłam prysznic, gdy tylko wstałam. Tylko przebrać się nie mogłam. -Odpowiedziałam urażonym tonem. Im dłużej o tym rozmawialiśmy, tym większą miałam ochotę popędzić do domu, wyszorować zęby i wziąć długą kąpiel z ogromem mydlanych baniek i moim fiołkowym szamponem do włosów. W sumie, to ulżyło mi, że Tsu nie był zły ani nie odstawił żadnej sceny zazdrości.
- A tak ważną sprawą był tamten szczeniak. Napisał do mnie, że mam się z nim spotkać, więc... Jestem. A on sobie poszedł! -Westchnęłam oburzona takim zachowaniem. W moich czasach to byłoby nie do pomyślenia, aby ot tak przerwać spotkanie! I to zupełnie niezapowiedziane spotkanie! Więc nie dość, że musiałam tego młodego wampira odciągnąć od używek i zacząć go solidnie edukować na temat naszej rasy i innych zagrożeń, których nie powinien lekceważyć, to jeszcze będę zmuszona uczyć go podstawowych zachowań, by wpoić mu jakieś maniery do głowy!
A skoro o manierach mowa, to Tsu chyba potrzebował korepetycji, tak dla przypomnienia. Wyglądało na to, że wielu rzeczy zapomniał. Takich rzeczy nie robi się przecież publicznie!
- T-Tsu! -Upomniałam go, starając się nie krzyczeć, choć to chyba i tak by niewiele zmieniło. Wszyscy, jak okiem sięgnąć, gapili się na nas z zaciekawieniem. Nie zdziwiłabym się, gdyby przez tłum przepchnął się gwardzista z zamiarem wlepienia nam mandatu za takie szopki.
- Jesteś wysoce niepoprawny! -Zganiłam go nerwowym szeptem, zerkając na leżącą na ziemi parasolkę. Przynajmniej nie wpadła w jajczaną kałużę.- Co ty sobie właściwie wyobrażasz?!
Objęłam go w pasie nogami, przyciskając go do siebie. Spojrzałam w jego oczy. W moich fiołkowach tęczówkach zdawał się płonąć gniew, gdy siłą woli powstrzymywałam się od patrzenia na zgromadzony za nami tłum. Wiedziałam, że ludzie i nieludzie przystają za plecami wilkołaka, z szeroko otwartymi ślepiami gapiąc się na nas, wytykając palcami i komentując nas głośniej lub ciszej. Dziękowałam w duchu, że Tsu nie był tak popularny jak Faust. Inaczej moja zmieszana mina znalazłaby się w artykułach wielu gazet. Jestem pewna, że trafiłabym nawet na parę okładek. Zapewne stałabym się nową pięciu minutową gwiazdą internetu.
- Nazwę cię głupkiem, głupku. -Wymamrotałam, obejmując rękoma jego szyję. Ukryłam twarz w jego włosach, wzdychając ciężko. Ostatnio miałam jakieś dziwne szczęście do bycia w centrum uwagi. Najpierw ta dziwna sytuacja w lodziarni, kiedy wszyscy się mi przypatrywali z nienawiścią bądź niemym podziwem. Potem podążający za każdem Faustowym krokiem paparazzi. A teraz byłam oczkiem w głowie całego Targu Tęczowego.
- Głupek i komplemenciarz. - Mruknęłam w jego miękką czuprynę. Bałam się spoza niej wyjrzeć. Czy widzowie już wyjęli telefony komórkowe? Chyba tak. Zdawało mi się, że usłyszałam gdzieś charakterystyczny odgłos robienia zdjęcia z fleszem.
Powoli, wręcz nieśmiało zsunęłam twarz niżej. Musnęłam wargami jego czoło, cmoknęłam go w nos, by następnie spojrzeć pytająco w jego oczy. Musiał albo bardzo się za mną stęsknić, albo nie mieć takiego farta, jak ja, skoro tak na mnie patrzył. Jego skrzące się ślepia zdawały się chcieć mnie pożreć w całości, gdy łapczywie błądziły po moim ciele. Jego receptory chodziły na pełnych obrotach, chłonąc mój zapach, wygląd, dotyk jego ciepłego ciała na mojej zimnej skórze. Uwielbiałam jego wilkołacze zmysły za to. Gdy się na czymś skupiał, czasem miałam wrażenie, że zapominał o całym świecie poza tą rzeczą bądź osobą. Teraz wydawało się, że zupełnie nie zdawał sobie wrażenie z tego, jakie poruszenie za nim panuje.
Musnęłam wargami jego usta, ledwo ich dotykając. Przymknęłam powieki. Moje spojrzenie stawało się równie głodne, jak jego, co nie było dobre. Ktoś musiał zachować kontrolę, nim sytuacja wyrwie się nam z rąk.
- Tęskniłam za tobą. -Wyszeptałam w jego miękkie wargi, które dzieliły od siebie ledwie milimetry. Paznokciami przesunęłam delikatnie po skórze jego głowy. Objęłam go jeszcze mocniej w pasie, jakbym próbowała mu uświadomić, jak blisko niego jestem. Prowokowałam go. Chciałam zobaczyć, jak bardzo i jemu brakowało mnie.

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Pią Sie 16, 2013 9:58 pm

W gruncie rzeczy nie powinien się mieszać w wychowywanie wampirzego szczeniaczka. Jednak w głębi duszy czuł, że jest coś winien Vivi. Zresztą kto lepiej wychowa nieokiełznanego wampira niż doświadczony wilkołak? Wygląda jak człowiek, pachnie jak człowiek. W jego żyłach pulsuje ciepła, cudownie pachnąca krew. Pomijając fakt, że jest maszyną do zabijania idealnie nadaje się na wychowawcę. No właśnie, tylko nie widział czy jego ciało jakoś inaczej pachnie niż ciało zwykłego śmiertelnika. Dlatego też musiał poruszyć ten temat z jego rozmówczynią.
- Viv, czy dla wampira różnię się czymś od człowieka? - oczywiście ona będzie najlepsza do dokonania analizy. W końcu nie oszukując się zbyt młodym wampirem to ona nie była. Swoje lata się już miało, nieprawda? Kobieta mogła pocieszać się tym, że wilkołak swoje lata też już miał. Mimo dość młodego wyglądu swoje lata już miał. Błąka się po tym świecie tak długo, że nawet już nie pamięta ile to czasu minęło.
- Jakby co mogę się zgłosić na przynętę, która pomoże w jego wychowaniu. Tylko jest jedno ale, nie gwarantuję, że on to przeżyje. - nie musiał nic dodawać. Wampirzyca raz była świadkiem jak kiedyś grupka nadnaturalnych istot napadła na Tsu. Jak przyparty do muru wilkołak całkowicie się przeobraził. Jak w przeciągu kilku chwil wytarł ciałami agresorów ulicę pozostawiając po nich tylko krew i strzępki ciał. Prawda była taka, że jego świadoma przemiana nie była idealna. Nie teraz, nie gdy zabrakło stada, które byłoby podporą. W trakcie gdy jej dokonuje traci częściowe panowanie nad sobą. Owszem jest w stanie ukierunkować gniew i całą tą moc. Jednak gdy dochodzi do rozlewu krwi nie potrafi pohamować pierwotnych instynktów, co prowadzi do bezczeszczenia zwłok.
Bez przesady, aż tak sławny nie był. Kto w tych czasach śledzi kanały informacyjne? Jego twarz może znała zaledwie garstka osób. W końcu medialna twarz niebieskiej organizacji nie była zbyt spokojna. Po jego interwencji na większość konferencji nie są wnoszone kamery, no bynajmniej w zbyt dużych ilościach. Większość dziennikarzy jeszcze pamiętała jak Tsu własnoręcznie najpierw rozbił jedną kamerę o stół a następnie wyrwał kolejną dziennikarzowi i wyrzucił przez okno. Tak kończyły się rozmowy, w trakcie których prasa działała mu na nerwy.
Wilkołak też człowiek, swoją strefę intymną posiada!
Podobał mu się każdy jej pocałunek. Jej zimne, trzeba przyznać, że całkiem delikatne wargi muskały subtelnie jego skórę zostawiając po sobie delikatny ślad chłodu, powoli niwelowany przez temperaturę jego organizmu. Nie ważne jakby na nią nie patrzył widział w niej małą, delikatną dziewczynkę. Taką jego wampirzą kruszynkę. W głębi duszy, po tym co dla niego zrobiła, po ocaleniu życia i otoczeniu go opieką, która prawie doprowadziła do jej bankructwa, postanowił zrekompensować się jej całym sobą. Podjął misję ochrony wampirzycy nawet własnym ciałem. Cóż, wilczy kodeks honorowy. Życie za życie.
Spoglądając w jej wygłodniałe oczy na jego twarzy malował się delikatny, może nieco podstępny uśmiech. Już raz miał przyjemność dobrać się do niej w trakcie postu. Dobrze pamiętał jak potem przez tydzień próbował naprawić meble w domu aż w końcu poświęcił się i głodował przez miesiąc, tylko po to aby mogli uzbierać na nowe.
- Tylko, że mam małe ale nie jestem głupi. Po prostu jestem kreatywny. - wyszeptał do niej. Ciekawe dlaczego teraz wyglądała tak bezbronnie. Jej spojrzenie, takie łaknące krwi, nie robiło na nim większego wrażenia. Widział w swoim życiu po prostu gorsze sceny. Swoją twarz skierował w bok. Tak żeby jego wargi znajdowały się tuż przy jej receptorach dźwięku. Ciekawe co ta podstępna bestia znowu kombinowała?
- Widzę. - dodał po chwili delikatnie przygryzając jej ucho i wypuszczając powietrze z płuc na jej ucho. Nie wypuścił całego w jedno miejsce. Co to to nie, delikatnie, dość ślamazarnie przesuwał się w stronę szyi. Skończył gdzieś w okolicach obojczyka. Czy on tęsknił? Wampirzyca powinna doskonale znać odpowiedź na to pytanie. W końcu znają się nie od dziś, dość sporo razem przeszli. Na tyle, że powinna być w stanie odczytać jego niektóre emocje.
Kobieta działała na niego bardzo intensywnie. Pobudzała praktycznie całe jego ciało. Ucisk, który wywierała na nim udami był bardzo przyjemny, mężczyzna czuł się nieco skrępowany. Była też druga strona medalu. Im bardziej ona uciskała tym bardziej jej piersi wbijały się w jego ciało. Tym bardziej ona sama była w niego wtulona. W chwili obecnej wilkołak zapomniał o całym świecie. O tym, że znajdują się na zatłoczonym targu. Halo, ziemia! Coś trzeba z tym zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Sob Sie 17, 2013 2:06 am

- Oprócz tego, że zmieniasz się w wielką, owłosioną bestię na zawołanie? -Spytałam ironicznie. Zastanowiłam się na chwilę nad jego słowami. Większość ras miała w sobie coś, co, pomimo człowieczego wyglądu, zdradzało ich nieludzkość. Dla wampirów był to chłód wywołany przez niebijące serce, które nie pompowało już krwi oraz wręcz trupioblada skóra, ale mieliśmy też swój własny, charakterystyczny zapach, który na ogół był porównywany do wanilii... i śmierci. Każda rasa pachniała na swój własny, jedyny w swoim rodzaju sposób. Wilkołaki nie były inne.
- Nieco wyższa temperatura ciała niż u człowieka oraz wasza woń was zdradza. Pachniecie jak... coś dzikiego. Czuć od was niebezpieczeństwem. I psią sierścią. -Odpowiedziałam zgodnie z własnymi obserwacjami po dłuższej chwili. Specjalnie używałam takich sformułowań. Nie lubiłam mówić o rasie wilkołaków w czasie przeszłym, bądź jakby był to tylko jeden osobnik. Niewygodnie się z tym czułam. Jakbym sama nie chciała wierzyć, że Tsuki był ostatni.
Przy okazji, musiałam przerwać moje ciągłe patrzenie się w jakiś niewidoczny dla nikogo punkt, bez pojedynczego mrugnięcia. Ta, kiedy rozmyślałam, też byłam straszna. Taka nieruchoma. Jak trup z otwartymi oczami. Nie każdy wampir tak miał, ale ja akurat tak. Nie byłam pewna, czy za życia też tak robiłam, ale przynajmniej podczas snu byłam kiedyś zdecydowanie ruchliwsza. Ponoć całą noc przewracałam się z boku na bok albo skopywałam z siebie kołdrę. Moje biedne nianie, gdy bałam się usnąć i prosiłam je o położenie się przy mnie, często uciekały z łóżka z siniakami na plecach w kształcie małych, dziecięcych stópek. Teraz, gdy zapadałam w sen, wyglądałam tak, jakbym była martwa. Nie ruszałam się, oddychałam tak płytko, że prawie nie było tego widać ani słychać. Ani jeden mój mięsień nawet nie drgał podczas mojej drzemki. Do tego moja bladość i niska temperatura ciała... Trup jak nic.
A Tsu? On całą noc chrapał, mamrotał, czasem się powiercił, uśmiechnął czy skrzywił. Potrafił nawet przyciągnąć mnie i wtulić w siebie podczas snu. Raz nawet pocałował mnie w czoło. Skąd to wiem? Bo ja spałam o wiele krócej od niego. Mi wystarczyła godzina do maksymalnie pięciu, więc często po prostu patrzyłam na to, jak wilkołak potrafił tętnić życiem, będąc w objęciach Morfeusza. Lubiłam leżeć i wpatrywać się w jego unoszącą się klatkę piersiową, w twarz, która mówiła mi swoją miną, co się śni się mojemu wilczkowi. Ale najbardziej uwielbiałam wsłuchiwać się w miarowe uderzenia jego serca. Tak normalna rzecz, a ja tak się nią zachwycam! Lubiłam siebie taką, jaka byłam. Jako jedna z niewielu wiecznych istot, nie marzyłam o tym, by zginąć setki lat temu. Moim jedynym celem w życiu... było samo życie. Nie chciałam umierać, nie ważne, jak źle mi było. Czasem jednak brakowało mi tego, że nie byłam już całkiem żyjącą istotą. Były chwile, kiedy tęskniłam za rumieńcami czy szalonym dudnieniem serca w najbardziej krępujących lub intymnych sytuacjach. Na ogół jednak byłam wdzięczna, że już tego nie mam. Nie mogłam już tak łatwo zdradzać swoich uczuć, jak kiedyś.
- Raczej wolałabym go wychować tak, by mógł wykorzystać zdobytą wiedzę i umiejętności, a nie umrzeć tragiczną śmiercią w pół drogi... -Odpowiedziałam, wystraszona jego słowami.- Poradzę sobie, Tsu. Nie będzie pierwszym moim przemienionym. Ostatnim pewnie też nie.
Tsuki nie był zbyt cierpliwy. Ja też nie. Ale on zdecydowanie niezbyt radził sobie z kontrolowaniem swoich emocji. Przed oczami śmignęły mi obrazy z dnia, gdy rozszarpał paru łobuzów na moich oczach. Widziałam, jak stara się zapanować nad sobą, ale nie udało mu się to. Został sprowokowany, ale nie o to chodziło. Mój wilkołak był dość... nieuważny. Potrafił skrzywdzić kogoś lub coś zepsuć zupełnie przypadkowo, nie chcąc tego, nawet nie myśląc o tym, co robi. Był o wiele silniejszy od normalnego człowieka, a nawet ode mnie. Jakikolwiek kontakt z nim, wywołujący silne emocje, kończył się wielkim pobojowiskiem. Często byli też ranni. Nie ważne, czy chodziło o radość, gniew, smutek, strach czy pożądanie. Wiedziałam, jak Tsu się tego wstydził, ale nie był w stanie nic na to poradzić. Nie był wychowywany w pełnej przepychu metropolii, z ludźmi, elfami czy aniołami. W porównaniu do wilkołaków, wszyscy byli tak delikatnie, jak porcelanowe lalki. Wampiry nie były tu wyjątkiem, o czym przekonałam się na własnej skórze wiele razy.
Mimo to, drgnęły mi kąciki ust, rwące się do uśmiechu, gdy wyobraziłam sobie Tsu w roli ojca. Chciałam, by miał kiedyś rodzinę. By był szczęśliwy. I wierzyłam, że tak właśnie będzie. Przecież dlatego chciałam mu zagwarantować nowe, bezpieczne życie, aby znalazł kogoś, z kim będzie chciał je spędzić, z kim będzie mu dobrze... Lubiłam wyobrażać sobie Tsukiego za te pięć, dziesięć, a nawet dwadzieścia lat. Wyobrażałam sobie jego żonę i dzieci. Zabawki porozrzucane w salonie. Jego zakłopotany uśmiech i tłumaczenia, że nie miał czasu posprzątać. Małe brzdące, biegające po wszystkich pomieszczeniach, głośno się przy tym śmiejąc. Chciałam, by miał takie życie. By chociaż on był spełniony.
Na mnie było o wieki za późno.
Westchnęłam słodko, czując jego oddech na mojej skórze. Był tak gorący, że niemal parzył. Przynajmniej tak to odbierałam. Zamknęłam oczy, przygryzając dolną wargę. Odchyliłam głowę w tył, pozwalając włosom opaść na plecy. Póki Tsu był mój, zamierzałam się nim cieszyć tak bardzo, jak tylko mogłam. Nie ważne, ile problemów stwarzał, ani jak nieznośny potrafił być. Nie wyobrażałam sobie, byśmy mieli się kiedykolwiek rozstać. Był moim jedynym przyjacielem od lat. Tak naprawdę, był kimś o wiele więcej. Był dla mnie też bratem, ojcem, ochroniarzem, kochankiem i partnerem. Polegałam na nim bardziej, niż na kimkolwiek innym.
- Tsu... -Wyszeptałam mrukliwie, przeciągając to słowo tak, jakbym rozkoszowała się każdą literką. Sama jego obecność dostarczała mi przyjemności. Drżałam pod wpływem jego ciepłego dotyku. Chciałam już móc przylec do jego rozgrzanego torsu, szepcząc mu do ucha, jak bardzo go pragnę.
Ja jednak otworzyłam oczy i spojrzałam na niemały tłum przed nami. Moje ogniste myśli ostudziło gwizdnięcie jakiegoś gówniarza, który miał niezłą radochę z kumplami. Cmoknęłam Tsu w nos, odsunąwszy poprzednio jego twarz od mojego ciała na tyle, bym była w stanie to zrobić. Uśmiechnęłam się łagodnie, gładząc kciukiem jego policzek.
- ... lepiej się opanuj na chwilę obecną. Nie chcę ci przeszkadzać, ale wiesz... Zebrałeś całkiem pokaźną widownię. -Powiedziałam słodko, wyraźnie rozbawiona, choć w środku skręcałam się ze wstydu. Jak nic wrzucą nas do internetu, o ile już nie mieliśmy 301 wyświetleń. No dobra, może trzech do pięciu, nie będę aż tak wyolbrzymiać faktów. Chociaż te wszystkie uniesione telefony komórkowe nie najlepiej świadczyły o naszej sytuacji.

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tsuki
Reprezentant Public Relations
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Sob Sie 17, 2013 9:27 am

Gdy tak wysłuchał słów wampirzycy poczuł taki trochę zawód. Przecież on nie był agresywny, prawda? Po prostu czasami nad sobą nie panował. Czy to było coś tak istotnego, że należało mu to wypominać? Dużo osób przecież traci nad sobą kontrolę. Jedyna różnica była taka, że Tsu był przedstawicielem jednej ze starożytnych ras. Jakby na to nie spojrzeć to nic nie znaczyło.
Wampirzyca dobrze wiedziała dlaczego wilkołak nie posiada zbyt wielu hamulców, dlaczego jest taki żywy, pełen energii. Opowiedział jej o tym dlaczego nie może nikogo przemienić, o tym, że wilkołak tracąc część swojego stada staje się słabszy, traci tak jakby część siebie. Nie zapomniał wspomnieć, że zabijając przywódcę stada odbiera się mu nie tylko życie ale także jego wewnętrzny, wilczy płomień. Wyjaśnił jej, że po tamtej nocy, w trakcie której tylko on przetrwał – dzięki jej pomocy, jego wilczy płomień wręcz wybuchnął, w końcu przelał swoimi rękoma tyle krwi. Nie omieszkał wspomnieć, że żeby osoba przemieniana musi mieć ogromny hart ducha i ciała, na tyle żeby pohamować ten żar, bo gdy zapłonie, cóż wtedy po prostu się umiera. Ciężko by było znaleźć taką osobę, bo on sam, zrodzony jako wilkołak, dość niezwykły nie mógł nad nim w pełni zapanować. Czasami czuł, że jest to moc destrukcyjna. Bez stada nie potrafił jej w pełni wykorzystać. Tkwił w błędnym kole.
Osobiście ciało wampirzycy nigdy mu nie przeszkadzało. Przywykł do tego, że jest martwe a zarazem żywe. Był to jakby cud życia, nie starzało się, zachodził w nim proces regeneracji i tak dalej. W sumie można było nawet stwierdzić, że od bardzo, bardzo dawna jej ciało nawet go pociąga. Dla wilkołaka posiadała hipnotyzujący dotyk. Jej chłodna skóra, wargi, w porównaniu z jego zawsze rozgrzanym ciałem idealnie się komponowały. Za każdym razem czuł nie tylko przyjemny powiew chłodu a także i ciarki. Czuł ją bardziej niż zwykłą kobietę. W przeciwieństwie do ludzi mógł ją bardziej dokładniej „pochłaniać” praktycznie wszystkimi zmysłami. Każdą chwilę spędzoną przy niej wspomina przyjemnie.
Teraz gdy mieszkali sami nie mógł się odnaleźć, próbował spać przy lodówce, kiedyś nawet wyrzucił z niej wszystko i położył się do środka ale to nie było to. Brakowało mu Vivi. Jej delikatnego, chłodnego ciała. Brakowało mu tego, że w nocy mógł ją bezkarnie do siebie przytulić i objąć swoimi ramionami. Najbardziej tęsknił za widokiem jej z rana. Jej spojrzeniem i tymi roztrzepanymi włosami. Cóż łatwego życia z wilkołakiem to ona nie miała, nawet w nocy potrafił ją przypadkowo roztrzepać, pocałować albo obślinić.
W ogóle ostatni czas był dla niego dość trudny. Nie tylko czuł się obcy we własnym domu ale też tęsknił. Brakowało mu kogoś do rozmów. Tej drugiej osoby, z którą można było nie tylko o wszystkim porozmawiać ale też wszystko robić. Zdał sobie sprawę, że tak naprawdę człowiek docenia to, co miał dopiero gdy to utraci. Tak też było w tej sytuacji, dopiero gdy nie było jej przy nim zauważył jak bardzo się do niej przywiązał. Trzeba jednak uwierzyć w to, ze nie ma nic gorszego niż śliniący się po nocy wilkołak, który do tego jeszcze chrapie. Zapewne to on był powodem przez który wampirzyca zawsze rano się kąpała. Tęsknił nawet za wspólnymi kąpielami raz na jakiś czas – w końcu jako wilk miał małą awersję do wody. Za widokiem wody spływającej po jej ciele.
- Jednak zawsze mogę ci pomóc. Przecież jestem spokojny. - tak, tak, niech sobie dalej wmawia. Spokojny to on był przez pierwsze kilka chwil. Potem zazwyczaj trzeba było interweniować żeby nikomu nic nie zrobił. Czasem nawet chęć powstrzymania go nic nie dawała. No ale mniejsza z tym. Problem natury miejscowej jakoś ciągle do niego nie docierał. Tak to było jak się wpuszcza zwierzę na targ. Może inaczej, tak to jest jak to zwierze znajdzie coś interesującego, czego nie ma zamiaru szybko wypuścić z rąk.
On szczęśliwy raczej być nie mógł. Nie po tym co przeżył, co stracił. Dobrze wiedział, że każda bliska mu osoba jest narażona na niebezpieczeństwo. To było zbyt duże ryzyko. Wszyscy dookoła niego cierpieli, nawet najbliższa mu osoba, którą teraz trzymał przy sobie. Wiele razy ją zranił. Niby przypadkowo. Tylko, że gdyby nie jej zdolność do regeneracji to kobieta chodziłaby w licznych bliznach po pazurach. Możliwe, że jej ciało wyglądałoby nawet gorzej od jego. Nie, no bez przesady aż tak źle by nie było. Jednak dobrze wiedział, że nieświadomie rani nawet ją. Odnośnie swojego szczęścia miał już pewien życiowy plan. Chciał po prostu żeby jego wampirzyca była szczęśliwa, miał nawet zamiar jej w tym pomóc.
Najgorsze było w jego świadomości to, że kiedyś będzie zmuszony ją opuścić. Nie był nieśmiertelny, jego organizm po prostu dłużej się starzał. Zresztą ona też na pewno zdawała sobie z tego sprawę. Gdy się poznali wilkołak wyglądał młodziej. Ona na pewno też zauważyła, że przez cały ten czasu na jego twarzy przybyło kilka lat. Może i nawet przestał przeszkadzać mu fakt, że był ostatnim dziedzicem wilczej rodziny. W głębi duszy gryzła go świadomość, że niedługo zostawi ją tu samą. Niedługo. Bo czym jest te kilkadziesiąt lat, które mu pozostały względem całej wieczności, która była przed Viv?
Najpierw go całuje i głaszcze. Doprowadza jego receptory wręcz do szaleństwa a teraz każe mu się opamiętać? Ciężki orzech do zgryzienia. Ten pocałunek w czoło poczuł aż z tyłu głowy. Oddał się całkowicie jej pieszczotą przymykając oczy i cicho mrucząc. To wszystko przez to gładzenie polika, czuł przyjemny chłód jej ciała aż w okolicach ucha oraz szyi. Kobieta nawet nie zdawała sobie sprawy z tego jak bardzo dla wilkołaka był uzależniający jej dotyk. Kolejna rzecz, za którą tęsknił, bez której nie wyobrażał sobie życia. Potrzebował bliskości. Kto lepiej nadawałby się do tego niż ona? Nie wiedział, za dużo ich łączyło. Była między nimi pewna bliżej niesprecyzowana więź, magiczna. Jednak nie wiadomo na czym ona polegała. Poddając się całkowicie wampirzycy skierował swoje wargi do jej szyi. Złożył na niej pocałunek. Może raczej łapczywie wpił je w delikatną szyję kobiety rozkoszując się dość przyjemnym aromatem jej ciała. Nawet nieco słodkawym, uwielbiał ją całować. Każdy pocałunek składany na jej ciele czuł aż na plecach. Dopiero po chwili puścił skórę dziewczyny, którą zaklinował wargami i oparł swoją głową na jej ramieniu.
- Yhy... - mruknął tylko wyraźnie niezadowolony puszczając powoli ją na ziemię. Oczywiście musiał jakoś zainicjować jej, że najchętniej rozdarłby teraz jej ubrania. Jak to zrobił? Gdy tylko odeszli na kawałek od ściany... Klaps na pupę, o tak! Jednak nie taki zwykły, nie zabrał z niej ręki tylko na dodatek delikatnie zacisnął ją na jej pośladku.
Ciekawe co teraz zrobi? Kto wie, może dziewczyna zostanie nową gwiazdą internetu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivi
Arkanista
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 117
Dołączył/a : 27/07/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Sob Sie 17, 2013 4:39 pm

Podziwiałam Tsu. Wilkołaki są rasą bardzo stadną, przywiązaną do swojej rodziny. Samotny wilkołak to coś niespotykanego, a mój wilczek został się całkiem sam. Wiedziałam, że ma to wpływ na jego zachowanie. Wilkołak z dala od stada często tracił zmysły. Mój, na szczęście, jedynie gorzej radził sobie ze swoimi zdolnościami, szybciej tracił kontrolę nad sobą i był... smutny. Starałam się mu pomóc tak bardzo, jak tylko potrafiłam. Wiedziałam jednak, że nigdy nie zastąpię mu całej jego zmarłej rodziny.
To był cud, że on sam przeżył. Znalazłam go właściwie na skraju śmierci, wśród licznych ciał jego krewnych. Do dziś wspominając tamtą noc, ogarniał mnie strach. To, co widziałam, było okropne. A najbardziej ze wszystkiego, przerażał mnie widok Tsu takiego, jakim go znalazłam. Nigdy jeszcze nie widziałam go tak bladego, zimnego, nieruchomego... Cały był we krwi i głębokich ranach. Na całym jego ciele znajdowały się ślady kłów i pazurów. Z początku sądziłam, że Tsu mnie nienawidzi właśnie za to, że uratowałam go od śmierci. Męczył się bez stada. Obawiałam się tego, że targnie się na swoje życie. Jak ja, kiedy zostałam zdradzona przemieniona...
Czasem żałowałam, że wilkołak tak szybko wyzdrowiał. Mimo tego, że często widywaliśmy się w pracy oraz dużo spotykaliśmy się poza nią, to nie było to samo, co wtedy, gdy ze mną mieszkał. Przywiązałam się do niego. Nikomu tak nie ufałam, jak jemu. Naprawdę. Potwierdzał to fakt, że od 460 lat nikt nie miał dostępu do mojej szyi. Nikt, poza Tsu. Oczywiście, nie mówiłam mu, że odkąd "miłość mojego życia" usiłowała mnie zabić, każdy, kto zbliżył usta do tej części mojego ciała, dostawał w pysk. To też była jedna z licznych rzeczy, których nie chciałam mu mówić. Była zbyt bolesna dla mnie, by się z niej zwierzać. Te całe wieki temu, straciłam wszelką nadzieję. Jedyna osoba, której na mnie zależało... Która przysięgała mi miłość, obiecywała mnie chronić... Uratować mnie od piekła, w jakim żyłam...
- Jesteś oazą spokoju i cierpliwości, Tsu. -"Przyznałam" z rozbawionym uśmiechem. Tsuki był tak opanowany, że cudem dostał pracę jako Reprezentat Sorciere. Na swoich pierwszych konferencjach rozwalił kilka kamer w drobny mak! Nie zostaliśmy pozwani tylko dlatego, że sama odkupiłam zniszczone sprzęty, jeszcze dopłacając w ramach zadośćuczynienia. O tym też nigdy nie wspomniałam wilkołakowi. Ledwo starczało nam na jedzenie i widziałam, jak winny się czuł przez to. Nie chciałam go zamartwiać. I tak się starał, jak tylko umiał. Nie dość, że postanowił iść do pracy, do jeszcze zaczął pomagać mi w domu. Czasem posprzątał, podlał kwiatki, poukładał moje pamiątki, zrobił pranie. Parę razy przyniósł mi kwiaty po swojej przebieżce. Doceniałam to.
W pewien sposób, kochałam Tsukiego. Był dla mnie wszystkim, czego potrzebowałam. Był moim rycerzem, oparciem, motywacją, rodziną. Było między nami coś, przez co nie potrafiliśmy żyć bez siebie. Widziałam, jak przywiązany był do mnie wilkołak, a moje uczucia też nie pozostawały mu dłużne. Wiedziałam jednak, jaka będzie nasza przyszłość. Wilkołaki nie były nieśmiertelne, choć prawda, żyły o wiele, wiele dłużej, niż ludzie. Ale starzały się, choć znacznie wolniej. Znałam Tsukiego już siedemnaście lat. Miniony czas odzwierciedlał się na jego twarzy. Wciąż był młody, ale teraz wyglądał już na faceta pod trzydziestką, a ja? Ja wciąż miałam dziewiętnaście lat z wyglądu, od tylu wieków. Miałam taka być pozostać przez wieczność, której Tsu nie dożyje. Wiedziałam, że umrze, jak każda osoba, na której mi zależało. Jak wszyscy w okół mnie. Pomimo tego, że jakimś sensie już do tego przywykłam, moje martwe serce wciąż bolało, ilekroć o tym pomyślałam. Nie było jednak sposobu, abym zatrzymała go przy sobie. Nigdy nie słyszałam o tym, by wilkołak zmienił się w wampira. Nawet, jeśli było to możliwe, wątpiłam, aby Tsuki zdecydował się na taki krok. Jego długie życie już było dla niego męczące. Nie był stworzony do bycia nieśmiertelnym.
Westchnęłam słodko, czując jego wargi na mojej szyi. Po moich plecach przeszły dreszcze. Jego usta, w zetknięciu z moją zimną skórą, wydawały się wręcz gorące. Przechyliłam głowę tak, by miał jeszcze łatwiejszy dostęp. I jak miałam się kontrolować? Oprócz tego, że w moją szyję miałam kiedyś wbite wampirze kły, zakrywałam ją także dlatego, że była jednym z moich słabych punktów. Teraz sama ledwie panowałam nad moim ciałem, które miało ochotę wbić się w usta Tsukiego, zerwać z niego koszulkę i pozwolić mu robić wszystko, na co tylko mężczyzna miał ochotę. Ledwie się powstrzymałam od mruczenia, zaciskając dłonie w jego miękkich włosach.
Z ulgą stanęłam na własnych nogach, śmiejąc się z miny mojego partnera. Szybko podniosłam parasolkę i pieczątkę, której nie zdążyłam schować do torebki. Tym razem szybko ją tam zamknęłam. Przynajmniej miałam chwilę na uspokojenie się, nim znów spojrzałam na Tsu. Zasłoniłam pospiesznie twarz cieniem rzucanym przez parasol. Było mi wstyd, że dałam się ponieść. Wszyscy się na nas patrzyli, wytykając palcami, komentując... A ja i tak chciałam więcej, niż tylko pocałunków.
Podskoczyłam, czując rękę wilkołaka na moim pośladku. Spojrzałam na niego zaskoczona. Zastanawiałam się chwilę nad tym, czy go skarcić, ale w końcowym rozrachunku tylko objęłam rękoma jego silne ramię, przysuwając się do niego bliziutko. Oparłam policzek na jego ramieniu i przymknęłam oczy, uśmiechając się pod nosem. Zapowiadało się kolejne ciekawe popołudnie.

z.t. x2

_________________

L o v e   w i l l   l e a v e   a   m a r k
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hibiya
Bezdomny
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 5
Dołączył/a : 23/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Sob Sie 31, 2013 12:31 pm

Targ... Interesujące miejsce, zwłaszcza biorąc pod uwagę sporą różnorodność tej okolicy. Żółte, białe, zielone, czerwone, niebieskie, fioletowe i jeszcze raz żółte domki z różnymi rzeczami, których inni najwyraźniej potrzebowali. Skąd taki wniosek? Pewnie stąd, iż ta okolica o poranku... Zgroza! Istny koszmar dla bębenków, które wnet płakały, rejestrując dźwięki dochodzące zewsząd. Hałasy, piski, zamieszanie... Jednym słowem chaos! Dlatego też koci ludzik, jakim był Hibiś, przychodził w tę okolicę przeważnie wieczorem. Dzień pracy się kończy? Względna cisza zaczyna otaczać okolicę... Ano... Plus widać przeważnie "efekty uboczne" rozgardiaszu pracy w postaci przypadkowo "straconych" produktów. Co się upadło, na sprzedaż się nie nada, prawda? A takie sytuacje ludzik w kociej postaci z chęcią wykorzysta. W końcu porzucone rzeczy można sobie przygarnąć, a jeszcze jak to jest jedzenie, to i wystarczy by przetrwać i to bez nadmiernego głodu, czy pragnienia! Zresztą... Co dla jednego śmieciem, czy odpadkiem, dla innego może się wydawać czymś wspaniałym, nie?! Pewnie też właśnie dlatego Hibisiokotek znajdował się teraz za jakąś bliżej nieokreśloną czerwoną budką, z której dochodziły zapachy pysznego mięska. Surowego, bo surowego, ale no... Wiadomo! Takie coś piechotą nie chodzi i tyle! Carpe diem i inne takie, a i degustacja swego rodzaju porzuconym kawałkiem mięska należała do raczej udanych, bo przecież na takie go było "stać", ot co! Taka kolacja wersja kocia, nie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Keigar
Dyrektor Akademii
avatar

1 pochwała
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 21
Dołączył/a : 06/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Sob Sie 31, 2013 7:35 pm

Kręcąc się późnym popołudniem Keigar i Senritsu trafili do tęczowego targu. Cóż pierwotnie rozważał wybranie się do parku, jednakże jakoś dobrze my się szło jedną drogę, że ostatecznie zapomniał skręcić i zawędrował tutaj. Spacerując tak między sklepami i straganami postanowił kupić sobie coś do picia, cóż z powodu pewnego wampira musiał sobie uzupełnić płyny. Z tego też względu kupił se brzoskwiniową herbatę nestea oraz sok pomidorowy Senritsu. Cóż ten drugi napój był czerwony, więc wampirzyca powinna być zadowolona. Spacerując dalej i popijając swój napój od czasu do czasu zawędrował w okolice budki z jedzeniem. Być może by ją zignorował, gdyby nie to, iż wydobywał się z niej nawet całkiem niezły zapach. Złapawszy lekki apetyt skierował się w jej stronę i zajrzał w menu. O dziwo budka oferowała w głównej mierze rożne rodzaje kebabów, więc wybrał taki, którego nie miał okazji jeszcze spróbować.
- Poproszę rybnego kebaba. Senritsu, a ty coś stąd chcesz? - Spytał uprzejmym tonem.
Jeśli wyraziła zainteresowanie czymś, to dołożył do zamówienia, a jak nie, to nie. Następnie poczekał przy stoliku, aż jego danie zostanie przygotowane. W między czasie zauważył kota szwendającego się w okolicy. Cóż najwyraźniej i ten wypatrywał swego dania. Po paru minutach zielonowłosy dostał swego kebaba i z wolna zaczął się za niego zabierać.

_________________


KeigarTheme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Senritsu
Asystentka Dyrektora Akademii
avatar

0 pochwał
0 ostrzeżeń
Liczba postów : 17
Dołączył/a : 06/08/2013

PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   Nie Wrz 01, 2013 11:53 am

Trzeba przyznać, iż zaludnione miejsca wywierały w Usami sprzeczne emocje. Z jednej strony nie lubiła przebywać w tłumie i często po prostu stroniła od ludzi - nie dlatego, że się ich bała...bo oczywiście nie przejawiała czegoś takiego. Po prostu nigdy ją nie ciągnęło do jakiegoś towarzystwa, a skoro i wciąż wielu rzeczy nie rozumiała to i niechęć pozostała...Mimo to skoro krew dawała jej pożywienie to chcąc nie chcąc musiała czasem 'coś' do jedzenia capnąć - ale i wtedy wybierała odosobnione jednostki. Bo po co inni mają się patrzeć i być zazdrośni, że to nie oni zostali obiadem?
Nic dziwnego więc, że i do tego miejsca nie byłą przekonana. Co prawda o tej porze nie było już jakoś strasznie zaludnionego, ale i tak musiała rzucić okiem na każdego przechodnia, czy ten aby czegoś nie knuje. Tak tak...nie ufność wobec typów - czyt. każdego kogo nie zna ani ona ani dyrektor - była czymś normalny. Całe szczęście, że miała ten swój obojętny wyraz twarzy, więc dzięki temu nikt na pewno nie odczuł niczego negatywnego...poza tym, że się mogła gapić czasem.
W każdym razie sok pomidorowy przyjęła bez mrugnięcia okiem i wypiła go jednym susem. Oczywiście po tym podziękowała skinieniem główki.
- Dziękuję...To utwierdziło Senritsu w przekonaniu, że woli owoce od takich warzyw...Nawet jeśli warzywa są podawane jako napój co jest równie dziwne.
Czyż nie urocze podziękowanie? Sok nie był taki zły, ale jak widać soczyste owoce były o wiele przyjemniejszym smakiem...Jak wróci do domku to zje pomarańcze, o. Tak czy inaczej słysząc pytanie pana, po tym jak zamówił sobie coś...zamiast odpowiedzieć, utkwiła wzrok w zielonowłosym.
- ...Co to kebab? Senritsu zda się na Twój wybór, Keigar-sama.
Nie miała pojęcia co ma tak śmieszną nazwę...ale i należało poinformować, że zje wszystko co Satoshi zamówi - by nie było, że jakaś wybredna wampirzyca! Wtem też dostrzegła jakiegoś kotka, niedaleko...huh...
- Koty są częścią kebaba?
Skierowała swe jakże niewinne pytanie w stronę Keia, ale wzrok o dziwo pozostał na kocie...może trzeba było go złapać i dopiero wtedy...przy odrobinie dodatków powstawał kebab?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Targ Tęczowy   

Powrót do góry Go down
 
Targ Tęczowy
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Targ

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Daingean :: Dzielnica Handlowa-
Skocz do: